<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
>

<channel>
	<title>Nowakrytyka</title>
	<link>http://www.nowakrytyka.pl/</link>
	<description></description>
	<language>pl</language>
	<generator>SPIP - www.spip.net</generator>





	<item>
		<title>Dekonstruowanie i rekonstruowanie granicy / Derrida - Luhmann /</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article229</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article229</guid>
		<dc:date>2010-08-31T12:31:57Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Ku&#378;ma Erazm</dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Jacques Derrida: La diss&#233;mination,Niklas Luhmann: Die Kunst der Gesellschaft &lt;br /&gt;W wiek XXI wchodzimy obci&#261;&#380;eni tradycj&#261; drugiej po&#322;owy wieku XX. Wtedy w&#322;a&#347;nie dokona&#322;a si&#281; zmiana paradygmatu: od Heglowskiej opozycji to&#380;samo&#347;&#263; &#8211; sprzeczno&#347;&#263; przeszli&#347;my do nieopozycyjnej postmodernistycznej pary: r&#243;&#380;nica &#8211; powt&#243;rzenie, kt&#243;ra z kolei zrodzi&#322;a filozofi&#281; r&#243;&#380;nicy, ta za&#347; &#8211; problem granicy. Granica bowiem zak&#322;ada, &#380;e po obu jej stronach jest co&#347; r&#243;&#380;nego. K&#322;opot jednak z tym, &#380;e r&#243;&#380;ne s&#261; same r&#243;&#380;nice i ich nast&#281;pstwa /1/. (...)


-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Jacques Derrida: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;La diss&#233;mination&lt;/i&gt;,Niklas Luhmann: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Die Kunst der Gesellschaft&lt;/i&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W wiek XXI wchodzimy obci&#261;&#380;eni tradycj&#261; drugiej po&#322;owy wieku XX. Wtedy w&#322;a&#347;nie dokona&#322;a si&#281; zmiana paradygmatu: od Heglowskiej opozycji to&#380;samo&#347;&#263; &#8211; sprzeczno&#347;&#263; przeszli&#347;my do nieopozycyjnej postmodernistycznej pary: r&#243;&#380;nica &#8211; powt&#243;rzenie, kt&#243;ra z kolei zrodzi&#322;a filozofi&#281; r&#243;&#380;nicy, ta za&#347; &#8211; problem granicy. Granica bowiem zak&#322;ada, &#380;e po obu jej stronach jest co&#347; r&#243;&#380;nego. K&#322;opot jednak z tym, &#380;e r&#243;&#380;ne s&#261; same r&#243;&#380;nice i ich nast&#281;pstwa /1/. B&#281;d&#281; dowodzi&#322;, &#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;diff&#233;rance&lt;/i&gt; Derridy (t&#322;umaczy si&#281; to s&#322;owo jako &#8222;r&#243;&#380;nia&#8221; b&#261;d&#378; &#8222;r&#243;&#380;NICa&#8221;) d&#261;&#380;y do zniesienia granicy, natomiast &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Differenz&lt;/i&gt; Luhmanna (&#8222;r&#243;&#380;nica&#8221;) &#8211; do jej uwypuklenia. Tu jednak ogranicz&#281; si&#281; tylko do dekonstruowania i rekonstru-owania granicy sztuki i w sztuce, a sp&#243;r o to (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;diff&#233;rend&lt;/i&gt; Lyotarda) trwa od dawna.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wyra&#378;niej w tej materii rysuj&#261; si&#281; trzy w&#261;tki: granicy w obr&#281;bie dzie&#322;a sztuki, to znaczy pytania, czy dzie&#322;o staje si&#281; poprzez harmoni&#281; zespolonych element&#243;w, czy przeciwnie, poprzez napi&#281;cie mi&#281;dzy nimi. Po drugie, czy dzie&#322;o podkre&#347;la w&#322;asn&#261; to&#380;samo&#347;&#263; odgraniczaj&#261;c si&#281; od dzie&#322; z innych dyscyplin sztuki, czy odwrotnie, d&#261;&#380;y do syntezy z nimi. Po trzecie wreszcie: czy dzie&#322;o sztuki wyra&#378;nie odcina si&#281; od nie-sztuki, czy te&#380; zaciera t&#281; granic&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Te trzy w&#261;tki uk&#322;adaj&#261; si&#281; zwykle w dwa ci&#261;gi ewolucyjne: jeden z nich m&#243;wi o stopniowym zacieraniu b&#261;d&#378; przekraczaniu granic w sztuce, o jej dezintegracji a&#380; do utraty to&#380;samo&#347;ci; drugi &#8211; &#380;e ewolucja ma kszta&#322;t sinusoidalny: po epokach diakrytyzuj&#261;cych nast&#281;puj&#261; epoki synkretyzuj&#261;ce, zacieraj&#261;ce granice, na przyk&#322;ad: po o&#347;wieceniu nast&#281;puje synkretyzuj&#261;cy romantyzm itd. Zawsze przy tym opowie&#347;&#263; mo&#380;na zacz&#261;&#263; tak: Ju&#380; staro&#380;ytni Grecy... To oni zapocz&#261;tkowali dwa nurty my&#347;lenia o sztuce: jeden znosz&#261;cy granice, drugi &#8211; uwydatniaj&#261;cy je. Pierwszy z nich podkre&#347;la&#322; rol&#281; &#322;adu, harmonii, jedno&#347;ci &#8211; to przyk&#322;ad Pitagorasa. Inaczej Heraklit: wed&#322;ug niego pi&#281;kno zale&#380;y od napi&#281;cia mi&#281;dzy elementami i dawa&#322; przyk&#322;ad &#322;uku i liry. Na og&#243;&#322; s&#261;dzi si&#281;, &#380;e ta druga tendencja zdominowa&#322;a wiek XIX i XX. Lautr&#233;amont pisa&#322;, &#380;e co&#347; jest pi&#281;kne &#8222;jak przypadkowe spotkanie na stole prosektoryjnym maszyny do szycia i parasola&#8221;. Romantyczne i awangardowe nurty nie tylko rozrywa&#322;y spoisto&#347;&#263; dzie&#322;a literackiego przez fragmentaryzacj&#281;, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;s&#322;owa na wolno&#347;ci, pismo automatyczne&lt;/i&gt; czy pozbawion&#261; podmiotowo&#347;ci i zdan&#261; na pe&#322;n&#261; przygodno&#347;&#263; gr&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;cadavre exquis&lt;/i&gt;, ale zaciera&#322;y te&#380; granice mi&#281;dzy sztukami stosuj&#261;c technik&#281; kola&#380;u czy monta&#380;u, wreszcie granic&#281; mi&#281;dzy sztuk&#261; a nie-sztuk&#261; &#8211; to przyk&#322;ad cho&#263;by&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; Muszli klozetowej&lt;/i&gt; Marcela Duchampa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie inaczej by&#322;o (i jest) w Polsce. Fragmentaryzowali swoje teksty nasi wielcy romantycy, w XX wieku Peiper domaga&#322; si&#281; &#322;&#261;czenia w metaforze s&#322;&#243;w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;metrykalnie nieprzynale&#380;nych do siebie&lt;/i&gt;, Witkacy tworzy&#322; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;czyst&#261; form&#281;&lt;/i&gt; za pomoc&#261; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;napi&#281;&#263; dynamicznych i w&#281;z&#322;&#243;w si&#322;&lt;/i&gt;, sprz&#281;gaj&#261;c w dziele elementy obce. Wa&#380;yk programowo pos&#322;ugiwa&#322; si&#281; jukstapozycj&#261;, Buczkowski i R&#243;&#380;ewicz &#8211; kola&#380;em i monta&#380;em. Prawie wszyscy d&#261;&#380;yli do przekroczenia granic mi&#281;dzy poszczeg&#243;lnymi dyscyplinami sztuki i zjawisko to jest nie&#378;le ju&#380; u nas opisane /2/ . W tych przyk&#322;adach heraklityzmu XIX i XX wieku istnienie granicy jest warunkiem gry estetycznej: transgresja jest mo&#380;liwa tylko wtedy, gdy istnieje to, co jest przekraczane, mianowicie granica. Inaczej w nurcie pitagorejskim: tu granic si&#281; nie przekracza, tu si&#281; je znosi /chocia&#380; nie jest to mo&#380;liwe/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak jest naprawd&#281; z tymi fluktuacjami sztuki? Tego si&#281; nie dowiemy. Gombrowicz w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Kosmosie&lt;/i&gt; pokaza&#322;, &#380;e cz&#322;owiek nie jest w stanie poj&#261;&#263; chaosu, dlatego kosmizuje go w jaki&#347; porz&#261;dek. Dekonstrukcja dowodzi, &#380;e my&#347;lenie opozycjami jest reliktem metafizyki. Konstruktywizm traktuje nasz&#261; wiedz&#281; o &#347;wiecie, historii, sztuce jako wytw&#243;r spo&#322;eczny, a nie odbicie rzeczywistych proces&#243;w. W istocie: je&#347;li uznamy wiek XX za jedn&#261; epok&#281;, to przyzna&#263; trzeba, &#380;e w niej istniej&#261; r&#243;wnocze&#347;nie tendencje diakrytyzuj&#261;ce i synkretyzuj&#261;ce, a tak&#380;e takie, kt&#243;re te przeciwie&#324;stwa usi&#322;uj&#261; sprz&#261;c dialektycznie /3/ . Niech je reprezentuj&#261; tutaj nazwiska Benedetta Crocego, Theodora Adorna, Gy&#246;rgi Luk&#225;csa i Martina Heideggera. G&#322;&#243;wnym przedmiotem rozwa&#380;a&#324; b&#281;dzie jednak przeciwie&#324;stwo dekonstrukcji Derridy i konstruktywizmu Luhmanna, a s&#261; oni prawie r&#243;wie&#347;nikami i zaliczani do jednej, postmodernistycznej formacji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Od dychotomii przez dialektyczn&#261; triad&#281; do jedno&#347;ci czw&#243;rcy&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jest tak, &#380;e ci, kt&#243;rzy widz&#261; sztuk&#281; przez pryzmat ca&#322;o&#347;ci i cz&#281;&#347;ci, jedno&#347;ci i jednostkowo&#347;ci, formy i tre&#347;ci, ducha i materii oraz g&#322;osz&#261; prymat pierwszego cz&#322;onu &#8211; nie uznaj&#261; granic sztuki. To przypadek Crocego, dziedzica romantycznych pogl&#261;d&#243;w Schellinga i Schillera, a przede wszystkim filozofii Hegla. Charakteryzuj&#261;c swoj&#261; estetyk&#281; m&#243;wi&#322;, &#380;e jest ona wyrazem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;czystej intuicji&lt;/i&gt;, kt&#243;ra znosi wszelkie podzia&#322;y i granice. Dzi&#281;ki niej &#8222;to, co pojedyncze, bije rytmem &#380;ycia ca&#322;o&#347;ci, a ta ca&#322;o&#347;&#263; jest w &#380;yciu tego, co pojedyncze; ka&#380;da prawdziwa artystyczna reprezentacja jest uniwersum w swej formie indywidualnej, a jej forma jest jak uniwersum&#8221; /4/. Na tej zasadzie znosi&#322; Croce nie tylko granice mi&#281;dzy rodzajami literackimi &#8211; bo wszelka sztuka ze swej natury jest liryk&#261; &#8211; ale te&#380; podzia&#322;y na gatunki literackie, a nawet na poszczeg&#243;lne dyscypliny sztuki czy podzia&#322;y na tre&#347;&#263; i form&#281;. W ko&#324;cu &#8211; powiada Croce &#8211; nie ma istotnej r&#243;&#380;nicy mi&#281;dzy tw&#243;rc&#261; sonetu a tymi, kt&#243;rzy napisali &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Metafizyk&#281;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;/i&gt;, Summ&#281; teologiczn&#261;&lt;/i&gt;, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Wiedz&#281; now&#261;&lt;/i&gt;, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Fenomenologi&#281; ducha&lt;/i&gt;/5/ . Takie totalizuj&#261;ce my&#347;lenie pos&#322;uguje si&#281; zwykle figur&#261; ko&#322;a czy kuli jako symbolu doskona&#322;o&#347;ci, co prowadzi do wizji historii jako ruchu spiralnego: kr&#261;&#380;ymy po kole, ale wspinamy si&#281; na coraz wy&#380;szy poziom, albo te&#380; &#8211; w przypadku kuli &#8211; do swoistego ro&#347;ni&#281;cia tej historii-kuli. Najcz&#281;&#347;ciej te&#380; na miejscu dychotomii pojawia si&#281; dialektyczna triada. Tak jest u Crocego: duch kr&#261;&#380;y po kole (albo te&#380; ro&#347;nie w kuli) w trzech fazach. Pierwsza &#8211; to sztuka, czyli &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;estetyczna synteza a priori&lt;/i&gt;; nie daje ona jednak zaspokojenia, wi&#281;c duch d&#261;&#380;y do drugiej fazy: nauki, czyli &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;logicznej syntezy a priori&lt;/i&gt;, ale i ta nie zaspokaja go, st&#261;d trzecia faza: czyn, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;praktyczna synteza a priori&lt;/i&gt;, od tej powraca duch do sztuki, czyli &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;estetycznej syntezy a priori&lt;/i&gt; &#8211; i tak w niesko&#324;czono&#347;&#263; duch ro&#347;nie, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;duch, kt&#243;ry jest prawdziwym Absolutem, &#8222;actus purus&#8221;&lt;/i&gt;/6/ . Totalizuj&#261;ce my&#347;lenie wszak&#380;e znosi jedne granice, ale ustanawia inne, bo ma ono charakter fundamentalistyczny. P&#243;&#378;ny Croce rozgranicza&#322; literatur&#281; i poezj&#281;, a i poezj&#281; dzieli&#322; na poezj&#281; i niepoezj&#281;: utw&#243;r poetycki, kt&#243;ry nie jest pi&#281;kny, nie jest poezj&#261;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Po przeciwnej stronie sytuuje si&#281; Adorno, zamieniaj&#261;c Heglowsk&#261; dialektyk&#281; pozytywn&#261; na dialektyk&#281; negatywn&#261;, dialektyk&#281; tr&#243;jstopniow&#261; na dwu-stopniow&#261; opart&#261; na opozycjach ca&#322;o&#347;&#263;&#8211;cz&#281;&#347;&#263;, to&#380;samo&#347;&#263;&#8211;nieto&#380;samo&#347;&#263;, og&#243;lno&#347;&#263;&#8211;szczeg&#243;lno&#347;&#263;, abstrakt&#8211;konkret, historia&#8211;przyroda, wskazuj&#261;c r&#243;wnocze&#347;nie na opresywny charakter pierwszych cz&#322;on&#243;w tych opozycji i dowarto&#347;ciowuj&#261;c te drugie. Hegel w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Fenomenologii ducha&lt;/i&gt; pisa&#322;, &#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;prawda jest ca&#322;o&#347;ci&#261;&lt;/i&gt;, Adorno m&#243;wi&#322;, &#380;e ca&#322;o&#347;&#263; jest k&#322;amstwem, przeciwstawia&#322; mu prawd&#281; sprzeczno&#347;ci, kt&#243;ra jest &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;logik&#261; rozpadu&lt;/i&gt;/7/ , nieto&#380;samo&#347;ci, szczeg&#243;lno&#347;ci, konkretu, przyrody, biologii: &#8222;dialektyka zmierza ku temu, co r&#243;&#380;ne&#8221;/8/ . W sztuce dialektyka negatywna wyra&#380;a si&#281; w dezintegracji, fragmentaryzacji, nominalizacji, w monta&#380;u, jukstapozycji, detalu, chocia&#380; zgodnie z dialektyk&#261; negatywn&#261; ta dezintegracja itd. stanowi o jedno&#347;ci sztuki:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dezintegracja mie&#347;ci si&#281; w g&#322;&#281;bi integracji i prze&#347;wieca przez ni&#261;. Ca&#322;o&#347;&#263; wszak&#380;e, im wi&#281;cej aprobuje z detalu, tym bardziej staje si&#281; ze swej strony niejako detalem,
momentem po&#347;r&#243;d wielu innych, szczeg&#243;&#322;em. Pragnienia zag&#322;ady w detalu przenosi si&#281; na ca&#322;o&#347;&#263;&lt;/i&gt; /9/ .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Trzeci&#261; postaw&#281; prezentuje Gy&#246;rgi Luk&#225;cs: powraca on do dialektyki tr&#243;jstopniowej, ale materialistycznej, odmiennej wi&#281;c od idealistycznej dialektyki Crocego, jak i od dwustopniowej dialektyki Adorna. Od tego ostatniego r&#243;&#380;ni go przede wszystkim niech&#281;&#263; do sztuki awangardowej podleg&#322;ej logice rozpadu /10/ . Luk&#225;cs tak&#380;e pos&#322;uguje si&#281; kategori&#261; szczeg&#243;lno&#347;ci /11/ , ale ma ona u niego inne znaczenie ni&#380; u Adorna: tam stanowi ona element opozycji og&#243;lno&#347;&#263;&#8211;szczeg&#243;lno&#347;&#263; (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Allgemeinheit&#8211;Besonderheit&lt;/i&gt;), tu &#8211; jest elementem dialektycznej triady zapo&#347;redniczaj&#261;cej cz&#322;ony skrajne: og&#243;lno&#347;&#263; i jednostkowo&#347;&#263; /12/ (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Allgemeinheit&#8211;Besonderheit&#8211;Einzelheit&lt;/i&gt;). Szczeg&#243;lno&#347;&#263; jest wed&#322;ug Luk&#225;csa naczeln&#261; kategori&#261; estetyki, szczeg&#243;lno&#347;&#263; znosz&#261;ca (w sensie Heglowskiego &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Aufhebung&lt;/i&gt;) zar&#243;wno og&#243;lno&#347;&#263;, jak i jednostkowo&#347;&#263; . Dekadencja sztuki zaczyna si&#281; wtedy, gdy przestaje ona odbija&#263; rzeczywisto&#347;&#263;, a zdarza si&#281; to zar&#243;wno wtedy, gdy k&#322;adzie nacisk na og&#243;lno&#347;&#263;, jak i na jednostkowo&#347;&#263;. Nie ma wi&#281;c zgody ani na Crocego, ani na Adorna. Niemniej jednak Luk&#225;cs te&#380; mno&#380;y granice wyodr&#281;bniaj&#261;c sztuk&#281; realistyczn&#261; od idealistycznej i naturalistycznej, dziel&#261;c form&#281; i tre&#347;&#263;, manier&#281; i styl, preferuj&#261;c typowo&#347;&#263; i partyjno&#347;&#263; itd.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wspomniani wy&#380;ej filozofowie pozostawali w obr&#281;bie liczb 1&#8211;2&#8211;3, Heidegger je przekracza i dodaje 4; nawi&#261;zuje do niego Derrida, warto wi&#281;c pokr&#243;tce t&#281; czw&#243;rc&#281; (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Geviert&lt;/i&gt;) przedstawi&#263;. Wywiedziona jest ona z poezji H&#246;lderlina i jej zarysy pojawiaj&#261; si&#281; w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Przyczynkach do filozofii&lt;/i&gt; /1936&#8211;1938/. Pe&#322;ny wyw&#243;d zawarty jest w rozprawie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Rzecz&lt;/i&gt; /1950/ i tak wygl&#261;da: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;&#347;wiat &#347;wia-tuje si&#281;&lt;/i&gt; z czterech element&#243;w, mianowicie Ziemi&#8211;Nieba&#8211;Boga&#8211;Ludzi. S&#261; one jedno&#347;ci&#261; w taki oto spos&#243;b, &#380;e s&#261; r&#243;&#380;ne, ale ka&#380;dy z nich odbija w sobie pozosta&#322;e. Ta jedno&#347;&#263; tworzy zataczaj&#261;cy kr&#261;g czworobok, &#8222;kt&#243;ry okala graj&#261;c jako odzwierciedlanie. Wydarzaj&#261;c si&#281;, o&#347;wietla on czw&#243;rk&#281; blaskiem swej jedni&#8221; /13/ . P&#243;&#378;niejsza wersja czw&#243;rcy pojawi si&#281; w wyk&#322;adzie Istota j&#281;zyka /195/). Heidegger nie m&#243;wi ju&#380; o kr&#281;gu, ale o powi&#261;zaniu owych element&#243;w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;gegen-einander-&#252;ber&lt;/i&gt;, co Mizera t&#322;umaczy jako &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ponad-przeciw-sobno&#347;&#263;&lt;/i&gt;:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;We w&#322;adaj&#261;cej ponad-przeciw-sobno&#347;ci ka&#380;de&lt;/i&gt; [z tej czw&#243;rcy &#8211; E.K.] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;jest otwarte jedno na drugie, otwarte w swoim skrywaniu si&#281;; w ten spos&#243;b jedno poddaje si&#281; drugiemu, jedno zdaje si&#281; na drugie, a ka&#380;de pozostaje s ob&#261; samym; jedno jest ponad drugim jako czuwaj&#261;ce nad nim, strzeg&#261;ce, os&#322;aniaj&#261;ce&lt;/i&gt; /14/ .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mimo r&#243;&#380;nic, wszystkie te koncepcje &#322;&#261;czy to, &#380;e oscyluj&#261; one mi&#281;dzy jedno&#347;ci&#261; a wielo&#347;ci&#261;. Na koniec tej cz&#281;&#347;ci przywo&#322;am wi&#281;c jeszcze raz Grek&#243;w, kt&#243;rzy te&#380; tym si&#281; interesowali. Parmenides, bohater jednego z dialog&#243;w Plato-na, powiada:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;czy tam Jedno istnieje, czy nie istnieje, to ono i te inne rzeczy, i w stosunku do siebie samych i w stosunku do siebie nawzajem wszystkie na wszelki spos&#243;b istniej&#261; i nie istniej&#261;, i wydaj&#261; si&#281;, i nie wydaj&#261; si&#281;.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przytakuje mu m&#322;ody Sokrates: &#8222;&#346;wi&#281;ta prawda&#8221; /15/.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Rozplenienie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;contra&lt;/i&gt; system&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zamierzam rozgraniczy&#263; konstruktywizm i dekonstrukcj&#281;, mimo &#380;e Luhmann wskazywa&#322; na podobie&#324;stwa mi&#281;dzy tymi orientacjami. Uwa&#380;a&#322; nawet, &#380;e konstruktywizm jest ulepszon&#261; wersj&#261; dekonstrukcji /16 / . Tak&#380;e w pismach po&#347;wi&#281;conych sztuce pojawiaj&#261; si&#281; cz&#281;sto odwo&#322;ania do Derridy jako wsp&#243;lnika w walce z ontologiczn&#261; metafizyk&#261; /17/. Szczeg&#243;lnie interesuje Luhmanna koncepcja &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;diff&#233;rance&lt;/i&gt; i suplementu. R&#243;&#380;nia dlatego, &#380;e zawarty jest w niej sens &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;diff&#233;rer&lt;/i&gt; &#8211; odwleka&#263;. Chodzi o to, &#380;e konstruktywistyczna obserwacja drugiego stopnia przesuwa tylko w czasie granic&#281; obserwacji, odwleka j&#261;, r&#243;&#380;nic&#281; mi&#281;dzy tym, co jest obserwowane, a tym, co nie jest, r&#243;&#380;nic&#281; mi&#281;dzy przestrzeni&#261; nacecho-wan&#261; obserwacj&#261; i nienacechowan&#261; &#8211; nigdy natomiast obserwacja nie ogarnia ca&#322;o&#347;ci, &#347;wiat jest niewidzialny (K 102&#8211;103), ca&#322;o&#347;&#263; nie istnieje. Dzie&#322;o sztuki jest w&#322;a&#347;nie tak&#261; odwleczon&#261; w niesko&#324;czono&#347;&#263; granic&#261; obserwacji, istnieje wi&#281;c dzi&#281;ki temu, &#380;e &#347;wiat jest niewidzialny (K 123), sztuka jest w og&#243;le sposobem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;uniewidzialnienia&lt;/i&gt; &#347;wiata. Koncepcja suplementu z kolei potrzebna jest Luhmannowi &#8211; podobnie jak i Derridzie &#8211; do obalenia logocentrycznych opozycji: suplement je dekonstruuje. Luhmann pokazuje to na przyk&#322;adzie ornamentu w sztuce: ewolucja zepchn&#281;&#322;a go do roli podrz&#281;dnej i przeciwstawi&#322;a pi&#281;knu; konstruktywizm pokazuje, &#380;e ornament = suplement jest tym, co wewn&#281;trznie wi&#261;&#380;e dzie&#322;o sztuki (K 353&#8211;354).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mimo tych podobie&#324;stw Luhmann nie uto&#380;samia si&#281; ani z dekonstrukcj&#261;, ani z postmodernizmem. Doceniaj&#261;c dekonstrukcj&#281; zarzuca Derridzie, &#380;e zamkn&#261;&#322; si&#281; w jednej opcji filozoficznej i nie dostrzega osi&#261;gni&#281;&#263; nauk &#347;cis&#322;ych, teorii konstruktywistycznych, &#380;e jest &#8222;troch&#281; mistyczny i zgrany w swych sformu&#322;owaniach&#8221; /18/, &#380;e ogranicza go emocjonalny atak na metafizyk&#281;, ide&#281; obecno&#347;ci, reprezentacji, co oddala go od konstruktywistycznego empiryzmu (K 160&#8211;161). Z du&#380;&#261; rezerw&#261; traktuje te&#380; Luhmann termin postmodernizm: takie i podobne terminy s&#261; wymys&#322;em uniwersyteckich intelektualist&#243;w i ich nami&#281;tno&#347;ci klasyfikacji (K 496&#8211;497). W jednej z ostatnich prac dowodzi&#322;, &#380;e konstruktywizm ko&#324;czy, a nie kontynuuje postmodern&#281;. Nie ma &#380;adnych podstaw, by w po&#322;owie XX wieku ustala&#263; jak&#261;&#347; cezur&#281;: system spo&#322;eczny pozos&lt;/i&gt;ta&#322; niezmieniony, podobnie jak system sztuki /19/. I Derrida, i Luhmann mieszcz&#261; si&#281; w obszarze filo-zofii r&#243;&#380;nicy, tyle &#380;e r&#243;&#380;nia Derridy prowadzi do bezgraniczno&#347;ci, r&#243;&#380;nica /(Differenz)/ Luhmanna, czy jeszcze cz&#281;&#347;ciej wyodr&#281;bnienie /&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ausdifferenzierung&lt;/i&gt;/ &#8211; do tworzenia granic.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W znanych mi pismach Derridy nie ma odwo&#322;a&#324; do konstruktywist&#243;w, co potwierdza&#322;oby zastrze&#380;enia Luhmanna, mo&#380;na jednak wyobrazi&#263; sobie, &#380;e reakcja by&#322;aby negatywna. Derrida jest bowiem metafizykiem w tym sensie, &#380;e zmierza do bezgraniczno&#347;ci, konstruktywizm odwrotnie: granic&#281; czyni podstaw&#261; systemu. By to udowodni&#263;, zajm&#281; si&#281; g&#322;&#243;wnie tomem &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;La diss&#233;mination&lt;/i&gt;/20/ , bo zawiera on rozprawy dotycz&#261;ce literatury i sposob&#243;w uprawiania literaturoznawstwa, chocia&#380; dekonstrukcj&#261; granicy zajmuje si&#281; Derrida przede wszystkim w wydanej w tym samym roku ksi&#261;&#380;ce &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Marginesy filozofii&lt;/i&gt;. Sam tytu&#322; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Marginesy..&lt;/i&gt;. to zapowiada: margines jest granic&#261;, za kt&#243;r&#261; jest co&#347; nieistotnego, podporz&#261;dkowanego ca&#322;o&#347;ci; Derrida odwr&#243;ci hierarchi&#281; i zniesie granic&#281;. Na samym wst&#281;pie pisze: &#8222;przedmiotem niniejszej ksi&#261;&#380;ki niemal wy&#322;&#261;cznie b&#281;dzie &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;znoszenie&lt;/strong&gt; granicy&#8221;/21/ , chocia&#380;, jak zwykle u niego, wszystko b&#281;dzie dwuznaczne, bo chce on znie&#347;&#263; granic&#281; i zachowa&#263; j&#261;, &#380;eby &#8222;by&#263; na granicy&#8221; , siedzie&#263; na niej okrakiem. Poj&#281;cie granicy rozplenia si&#281;: &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Limes&lt;/strong&gt;: &#8222;marque, marche, marge&#8221; (D 24), &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Limes&lt;/strong&gt;: &#8222;&#347;lad, marchia, margines&#8221;, rozplenia si&#281; na lini&#281; ko&#322;a, elipsy, czworoboku &#8211; zawsze niedomkni&#281;t&#261;, bo chodzi o zdekonstruowanie metafizycznej opozycji wewn&#281;trzno&#347;&#263;&#8211;zewn&#281;trzno&#347;&#263;, kt&#243;r&#261; granica ustala. Ale dekonstruowa&#263; metafizyk&#281; mo&#380;na tylko od &#347;rodka (D 12), bo nie ma transcendencji, zewn&#281;trza, je&#347;li jednak nie ma zewn&#281;trza, to nie ma te&#380; wn&#281;trza, &#347;rodka, jest wi&#281;c tylko metafizyka. Mo&#380;na przy tej okazji strawestowa&#263; s&#322;ynne powiedzenie Parmenidesa, kt&#243;remu tyle miejsca po&#347;wi&#281;ci&#322; Heidegger, a za nim &#8211; Derrida: my&#347;lenie jest tym samym co metafizyka.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;My&#347;lenie Derridy jest bowiem podszyte pragnieniem jedno&#347;ci, bezgraniczno&#347;ci, totalno&#347;ci. Wida&#263; to ju&#380; w jego koncepcji pisma /23/. Chodzi o s&#322;ynne powiedzenie w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O gramatologii&lt;/i&gt;: &#8222;Nie ma poza-tekstu&#8221; (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Il n'y a pas hors-texte&lt;/i&gt;). P&#243;&#378;niej, zastanawiaj&#261;c si&#281; nad tw&#243;rczo&#347;ci&#261; Mallarm&#233;go, powie, &#380;e nie ma ona ani pocz&#261;tku, ani ko&#324;ca, jest zanurzona w tek&#347;cie generalnym, bo przetwarza inne teksty i sama jest przez nie przetwarzana, jest &#8222;tekstem jak okiem si&#281;gn&#261;&#263;&#8221;, jest szczepem w&#281;druj&#261;cym w &#8222;sieci bez ko&#324;ca&#8221; (D 250, 253). Jeszcze p&#243;&#378;niej b&#281;dzie t&#322;umaczy&#322;, &#380;e tekst, &#380;e pismo to nie to samo co graficzny zapis s&#322;owa czy jakiej&#347; sekwencji znak&#243;w, &#8222;Oznacza to natomiast, &#380;e wszelkie odniesienie, wszelka rzeczywisto&#347;&#263; ma struktur&#281; r&#243;&#380;nicuj&#261;cego &#347;ladu i &#380;e odnosi&#263; si&#281; do tej &#171;rzeczywisto&#347;ci&#187; mo&#380;na jedynie za pomoc&#261; do&#347;wiadczenia interpretuj&#261;cego&#8221; /24/ .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Gdzie indziej przyzna, &#380;e to s&#322;ynne sformu&#322;owanie mia&#322;o charakter &#380;artobliwy, bo przecie&#380; istnieje &#347;wiat poza tekstem, ale stwierdzi: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;To, co nazywam tekstem, jest wszystkim, praktycznie wszystkim. Jest wszystkim, to znaczy &#380;e tekst pojawia si&#281; wraz ze &#347;ladem, ze zr&#243;&#380;nicowanym odes&#322;aniem jednego &#347;ladu do innego. I te odes&#322;ania nie pozostaj&#261; nigdy w bezruchu. Nie ma granic w odsy&#322;aniu jednego &#347;ladu do innego. &#346;lad za&#347; nie jest ani obecno&#347;ci&#261;, ani nieobecno&#347;ci&#261;. Tak powsta&#322;o to nowe poj&#281;cie tekstu, tekstu bez granic i st&#261;d owo &#380;artobliwe powiedzenie &#8222;nie ma poza-teksu&#8221;. Nowe poj&#281;cie tekstu pokazuje, &#380;e w og&#243;le niczego nie mo&#380;na powiedzie&#263; poza obr&#281;bem r&#243;&#380;ni-cuj&#261;cego odniesienia, co by&#322;oby czym&#347; rzeczywistym, czym&#347; obec-nym czy nieobecnym, czym&#347;, co samo nie by&#322;oby nacechowane przez tekstow&#261; &#8222;diff&#233;rance&#8221;, co nie by&#322;oby tekstem jako &#8222;diff&#233;rance&#8221; z &#8222;a&#8221;. S&#261;dzi&#322;em, &#380;e konieczne jest to poszerzenie, to strategiczne uog&#243;lnienie poj&#281;cia tekstu, by dekonstrukcji da&#263; wi&#281;cej mo&#380;liwo&#347;ci, tak wi&#281;c tekst nie ogranicza si&#281; do tego, co nazywamy pismem w przeciwie&#324;stwie do mowy. Mowa jest tekstem, gest jest tekstem, rzeczywisto&#347;&#263; jest tekstem w tym nowym sensie. Nie chodzi wi&#281;c o grafocentryzm przeciwstawiony logocentryzmowi czy fonocentryzmowi ani o tekstocentryzm. Tekst nie jest centrum. Tekst jest t&#261; otwarto&#347;ci&#261; bez granic zr&#243;&#380;nicowanych odsy&#322;a&#324;&lt;/i&gt; /25/ .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Derrida stwierdzi&#322; wprost, &#380;e fascynuje go idea ca&#322;o&#347;ci i bezgraniczno&#347;ci, dlatego zwr&#243;ci&#322; si&#281; w stron&#281; literatury, bo literatura pozwala powiedzie&#263; wszystko, znosi wszelkie granice, tak&#380;e swoje w&#322;asne /26/ . Ale to &#8222;wszystko&#8221;, ta &#8222;ca&#322;o&#347;&#263;&#8221;, ten &#8222;absolut&#8221; nie ma nic wsp&#243;lnego z idealizmem: bezgraniczno&#347;&#263; jest czym&#347; w rodzaju ekstazy erotycznej, gr&#261; rozkoszy, jouissance, co najlepiej pokazuje &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;La carte postale&lt;/i&gt; i potwierdza autokomentarz Derridy do tego utworu:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Skutkiem dekonstrukcji, je&#347;li nie misj&#261;, jest wyzwalanie zakazanej &#8222;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;jouissance&lt;/i&gt;&#8221; [...] niemo&#380;liwa jest skuteczna dekonstrukcja bez najwi&#281;kszej mo&#380;liwej przyjemno&#347;ci. [...] Przyjemno&#347;&#263; wi&#261;&#380;e si&#281; z gr&#261; rozgrywan&#261; na [...] granicy, z tym, co ulega zawieszeniu na tej granicy&lt;/i&gt; /27/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Brzmi to jak nowa wersja &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Wigilii&lt;/i&gt; Przybyszewskiego: &#8222;Na pocz&#261;tku by&#322;a chu&#263;!&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Idea dysseminacji, t&#322;umaczonej u nas zwykle jako rozplenienie, tak&#380;e wi&#261;&#380;e si&#281; jako&#347; z &#8222;chuci&#261;&#8221;. Derrida zaznacza jej pokrewie&#324;stwo zar&#243;wno z greckim &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;semeion&lt;/i&gt; &#8211; znak, jak i z &#322;aci&#324;skim &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;semen&lt;/i&gt; &#8211; nasienie, sperma. W s&#322;owie sperma to &#8222;r&#8221; jest nasienne, tworzy wi&#281;c rozpleniaj&#261;c&#261; si&#281; sekwencj&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;sperme-terme-germe&lt;/i&gt;. Dysseminacj&#281; przeciwstawia polisemii, krytyce tematologicznej, kt&#243;r&#261; uprawia&#322; np. Jean Pierre Richard w rozprawach po&#347;wi&#281;conych Mallarm&#233;mu. Pisa&#322; on w nich o wieloznaczno&#347;ci takich s&#322;&#243;w w jego poezji, jak hymen, fa&#322;da /&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;pli/&lt;/i&gt;, biel /(blanc)/. Fa&#322;da jest na przyk&#322;ad seksem, kartk&#261;, lustrem, ksi&#261;&#380;k&#261;, grobem i jeszcze paroma innymi sensami &#8211; to jest w&#322;a&#347;nie polisemia. A Derrida powiada: polisemia ogranicza sensy fa&#322;dy do tych kilku czy kilkunastu znacze&#324;, dysseminacja natomiast ukazuje bezgraniczno&#347;&#263; sensu fa&#322;dy:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Fa&#322;da (si&#281;) fa&#322;dzi: jej sens rozprasza si&#281; w podw&#243;jnych &#347;ladach. Fa&#322;da jest jednocze&#347;nie dziewiczo&#347;ci&#261;, tym co j&#261; gwa&#322;ci i fa&#322;d&#261;, kt&#243;ra nie jest ani jednym, ani drugim i r&#243;wnocze&#347;nie jest jednym i drugim, nieokre&#347;lona &#8211; pozostaje jako tekst, niesprowadzalna do &#380;adnego z dw&#243;ch sens&#243;w&lt;/i&gt; (D 316).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wszystko dysseminuje si&#281; we wszystkim: hymen w fa&#322;dzie i bieli, fa&#322;da w hymenie i bieli, biel w hymenie i fa&#322;dzie itd., bo &#8222;dysseminacja afirmuje zawsze ju&#380; por&#243;&#380;nione narodziny sensu. Ona &#8211; z g&#243;ry pozwala mu rozpa&#347;&#263; si&#281;&#8221;. Dalszy ci&#261;g cytatu, trudny do przet&#322;umaczenia, wskazuje na konotacje seksualne:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;On ne reviendra donc pas &#224; la diss&#233;mination comme au centre de la toile. Mais comme au pli de l' hymen, au sombre blanc de l' antre ou ventre, lieu de son &#233;mission &#233;parse et de ses hasards sans retours, de son &#233;cart. On n' en remontera pas le &#8222;fil arachn&#233;en&#8221;&lt;/i&gt; (D 236&#8211;238).&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dysseminacja znosi wi&#281;c granice sensu.
Ale to nie koniec jego rozpraszania. Mo&#380;na by powiedzie&#263; za Humberto R. Maturan&#261;, tym guru konstruktywist&#243;w, &#380;e schodz&#261;c jeszcze ni&#380;ej docieramy do tego, co ju&#380; nie jest kwalitatywne, lecz kwantytatywne. To jest te&#380; droga Derridy. Ostatnia rozprawa w przywo&#322;ywanej tu ksi&#261;&#380;ce powtarza tytu&#322; ca&#322;o&#347;ci (albo ca&#322;o&#347;&#263; powtarza tytu&#322; tej cz&#281;&#347;ci): &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;La diss&#233;mination&lt;/i&gt; i po&#347;wi&#281;cona jest tw&#243;rczo&#347;ci Sollersa, zw&#322;aszcza jego &#8222;powie&#347;ci&#8221; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Nombres&lt;/i&gt; /(Liczby)/. Tu s&#261; odwo&#322;ania do czw&#243;rcy Heideggera, do liczby 4 wa&#380;nej tak&#380;e dla Sollersa i &#8211; jak si&#281; oka&#380;e &#8211; ta liczba znaczy te&#380; wiele dla Derridy, bo ostateczne rozproszenie sensu, pe&#322;na dysseminacja dokonuje si&#281; w tym, co jest kwantytatywne. Liczba 4 symbolizowana jest kwadratem z otwartym czwartym bokiem, pud&#322;em sceny ze &#347;cian&#261; otwart&#261; na widowni&#281;. Numerologia Derridy tak wygl&#261;da: jest przeciw binarnej opozycji, ale za podw&#243;jno&#347;ci&#261; /(double s&#233;ance, double sc&#233;ne, double bind.../; tak&#261; podw&#243;jno&#347;ci&#261; nacechowane s&#261; podstawowe koncepty ksi&#261;&#380;ki: farmakon, hymen, fa&#322;da. Jest przeciw troisto&#347;ci, przeciw tr&#243;jstopniowej dialektyce, kt&#243;ra jego zdaniem ma charakter metafizyczny, ale za podw&#243;jn&#261; dwoisto&#347;ci&#261;, czyli za czw&#243;rc&#261; wyra&#380;on&#261; kwadratem czy scen&#261;. Czwarty bok, czwarta &#347;ciana &#8211; s&#261; otwarte, s&#261; lustrem odbijaj&#261;cym pozosta&#322;e &#347;ciany, tworz&#261; labirynt odbi&#263;, a przy tym takim lustrem, kt&#243;re prze&#347;wieca, mno&#380;&#261;c odbicia w niesko&#324;czono&#347;&#263;, znosz&#261;c wszelkie granice (D 444; by&#263; mo&#380;e, ta cyfra te&#380; jest znacz&#261;ca w numerologii Derridy). Warto doda&#263;, &#380;e konstrukcja ksi&#261;&#380;ki r&#243;wnie&#380; jest podporz&#261;dkowana liczbie 4 i otwarciu czwartego boku, s&#261; w niej bowiem trzy rozprawy po-&#347;wi&#281;cone trzem konceptom: farmakonowi, hymenowi i liczbie; czwart&#261;, otwart&#261; &#347;cian&#261;, odbijaj&#261;c&#261; te trzy pozosta&#322;e, cytuj&#261;c&#261; je i prze&#347;wituj&#261;c&#261; jest cz&#281;&#347;&#263; pierwsza zatytu&#322;owana &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hors-livre&lt;/i&gt;. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pr&#233;faces&lt;/i&gt;. Jest to te&#380; margines, przez kt&#243;ry prze-&#347;wieca ca&#322;o&#347;&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#379;eby to zrozumie&#263; &#8211; powiada Derrida &#8211; trzeba zastanowi&#263; si&#281; &#8222;(1+2+3+4)&#8221;&#178; razy. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Co najmniej&lt;/i&gt;. To s&#261; ostatnie znaki cyfrowe (znowu podporz&#261;dkowane liczbie 4) i s&#322;owa, jakie ko&#324;cz&#261; ksi&#261;&#380;k&#281;. Tak Derrida pokazuje nam j&#281;zyk. A mo&#380;e jest to gest Kozakiewicza.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Luhmann tak&#380;e odrzuca metafizyczn&#261; tradycj&#281; Zachodu zawart&#261; w opozycji ca&#322;o&#347;&#263;&#8211;cz&#281;&#347;&#263; /28/ , ale Derrida dekonstruuje granice dysseminuj&#261;c si&#281; we wszystko&#347;&#263;, kt&#243;ra jest inn&#261; form&#261; metafizyki. Podstaw&#261; Luhmannowskiego konstrukcjonizmu jest natomiast r&#243;&#380;nica-granica oddzielaj&#261;ca systemy od otoczenia. System, od pojedynczej kom&#243;rki a&#380; do systemu spo&#322;ecznego, istnieje o tyle, o ile potrafi odgraniczy&#263; si&#281; od otoczenia. Oczywi&#347;cie, odnosi si&#281; jako&#347; do otoczenia (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Fremdreferenz&lt;/i&gt; &#8211; b&#281;d&#281; to t&#322;umaczy&#322; jako cudzoodniesienie), ale bod&#378;ce stamt&#261;d p&#322;yn&#261;ce (kwantytatywne) przetwarza na sensowne operacje wewn&#261;trz-systemowe, zapewniaj&#261;ce systemowi przetrwanie (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Selbstreferenz&lt;/i&gt; &#8211; b&#281;d&#281; to t&#322;umaczy&#322; jako samoodniesienie). Na tym polega autopojetyczno&#347;&#263; systemu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;System jest wi&#281;c ca&#322;o&#347;ci&#261;, ale niejednolit&#261;: w jego wn&#281;trzu dokonuj&#261; si&#281; ci&#261;gle operacje r&#243;&#380;nicowania, mno&#380;enia granic, co w pewnym momencie mo&#380;e doprowadzi&#263; do wyodr&#281;bnienia si&#281; nowego systemu. Tak w systemie spo&#322;ecznym wyodr&#281;bni&#322; si&#281; system prawa, gospodarki, religii, polityki czy sztuki (ten ostatni wed&#322;ug Luhmanna powsta&#322; w XVIII w.). R&#243;&#380;nicowanie dokonuje si&#281; dzi&#281;ki formie. Wygl&#261;da to tak: istnieje medium, czyli tre&#347;&#263; jako szereg lu&#378;nych element&#243;w. System wybiera z nich niekt&#243;re i wi&#261;&#380;e w trwa&#322;e formy. Na przyk&#322;ad: istniej&#261; linie i kolory jako lu&#378;ne elementy, malarstwo wi&#261;&#380;e je w trwa&#322;e formy; istniej&#261; s&#322;owa i regu&#322;y ich &#322;&#261;czenia, literatura wi&#261;&#380;e je w utwory literackie. Forma jest granic&#261;, bo tworzy przestrze&#324; nacechowan&#261; w nieograniczonej, niewidzialnej i niepoznawalnej przestrzeni nienacechowanej: &#8222;forma wyznaczona jest przez granic&#281;, kt&#243;ra dzieli dwie strony, jako forma jest w&#322;a&#347;ci-wie granic&#261;&#8221; (K 50).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Innym warunkiem powstania systemu jest komunikacja, ale komunikacja sama jest autopojetycznym systemem, kt&#243;ry z innymi systemami wchodzi w sprz&#281;&#380;enia strukturalne. Warunkiem istnienia komunikacji jest odr&#243;&#380;nienie trzech element&#243;w: informacji, przekazu, zrozumienia. Informacja &#8211; to cudzoodniesienie, medium, tre&#347;&#263;; przekaz, to samoodniesienie, forma. System komunikacji jest zagro&#380;ony, gdy zaciera si&#281; granica mi&#281;dzy informacj&#261; a przekazem, a dzieje si&#281; to wtedy, gdy przekaz staje si&#281; informacj&#261;, gdy zaczyna przewa&#380;a&#263; samoodniesienie. Wydarza si&#281; to sporadycznie i dostrzec mo&#380;na ten proces ju&#380; w staro&#380;ytno&#347;ci, gdy si&#281;gano po kategori&#281; ironii, humoru; powtarzaj&#261;ce si&#281; tu cytaty z &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Parmenidesa&lt;/i&gt; Platona s&#261; tego przyk&#322;adem. Ponowne nat&#281;&#380;enie tego zjawiska wyst&#281;puje w romantyzmie (K 459) i wsp&#243;&#322;cze&#347;nie (K 482), czego najlepszym dowodem s&#261; p&#243;&#378;ne pisma Derridy. Autopojetyczny system ma jednak sposoby, by za&#380;egna&#263; to niebezpiecze&#324;stwo przez tzw. powr&#243;t formy /&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Wiedereintritt der Form&lt;/i&gt;; Luhmann przejmuje poj&#281;cie od G. Batesona: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;re-entry of form&lt;/i&gt;/. W przypadku komunikacji dzieje si&#281; to w ten spos&#243;b, &#380;e system to, co jest przekazem, samoodniesieniem, form&#261; &#8211; ponownie rozgranicza na informacj&#281; i przekaz. Tak samo dzia&#322;a system sztuki: wspomniany ju&#380; Duchamp zachwia&#322; granicami systemu, gdy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Muszl&#281; klozetow&#261;&lt;/i&gt; postanowi&#322; wprowadzi&#263; do sztuki, a z dzie&#322;a sztuki &#8211; obrazu Rembrandta &#8211; zrobi&#263; desk&#281; do prasowania. To drugie mu si&#281; nie uda&#322;o, to pierwsze &#8211; tak: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Muszla klozetowa&lt;/i&gt; wesz&#322;a w granice sztuki, system zosta&#322; zachowany, jego granica te&#380; /29/. Sztuka bowiem (dotyczy to wszystkich system&#243;w) nie ma swej istoty.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Derrida zdaje si&#281; wierzy&#263;, &#380;e r&#243;&#380;nia dzia&#322;a aproksymatywnie, asymptotycznie: zbli&#380;ymy si&#281; do prawdy i istoty, je&#347;li tylko dostatecznie d&#322;ugo i intensywnie przemy&#347;limy wszystko, to zaleca&#322;o zako&#324;czenie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;La diss&#233;mination&lt;/i&gt;, r&#243;&#380;nia ma wi&#281;c wektor czasowy. R&#243;&#380;nica Luhmanna jest tego pozbawiona: nic nie mo&#380;na powiedzie&#263; o przysz&#322;o&#347;ci, bo wytwarza j&#261; system, i to wytwarza przygodnie. Nie spos&#243;b wi&#281;c przewidzie&#263; los&#243;w sztuki. Luhmann sk&#322;onny jest jednak przyzna&#263; jej niema&#322;e znaczenie w systemie spo&#322;ecznym. Sztuka jest bowiem przyk&#322;adem obserwacji drugiego stopnia, spo&#322;ecze&#324;stwo przegl&#261;da si&#281; w niej i uzyskuje informacj&#281; &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;jak&lt;/strong&gt; istnieje /a nie: w jakim celu czy: co jest jego istot&#261;/ i &#380;e mog&#322;oby istnie&#263; ca&#322;kiem inaczej. Uzyskuje mi&#281;dzy innymi informacj&#281;, &#380;e istnieje polikonteksturalnie: termin ten oznacza, &#380;e post&#281;puj&#261;ca dyferencjacja, zr&#243;&#380;nicowanie poprzez mno&#380;enie granic we wszystkich systemach wymusza umiej&#281;tno&#347;&#263; pos&#322;ugiwania si&#281; wieloma kodami. Ot&#243;&#380; sztuka nowoczesna najlepiej t&#281; polikonteksturalno&#347;&#263; pokazuje. &#8222;Mo&#380;na wi&#281;c s&#261;dzi&#263;, &#380;e sztuka wypr&#243;bowuje fikcjonalne a przecie&#380; realne aran&#380;acje, &#380;eby spo&#322;ecze&#324;stwu w spo&#322;ecze&#324;stwie [der Gesellschaft in der Gesellschaft&#8221; &#8211; takie sformu&#322;owanie podkre&#347;la autopojetyczno&#347;&#263; systemu spo&#322;ecznego, nie mo&#380;na na ten system spojrze&#263; z zewn&#261;trz &#8211; E.K.] pokaza&#263;, &#380;e mo&#380;e i&#347;&#263; inn&#261; drog&#261;. Ale nie dowoln&#261;&#8221; (K 504).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wszystkie trudno&#347;ci jednak musi rozwi&#261;za&#263; sam system, uczony mo&#380;e tyl-ko obserwowa&#263; operacyjne domkni&#281;cia systemu i to jest jego jedyne i najwa&#380;niejsze zadanie. Znamienne jest zako&#324;czenie ksi&#261;&#380;ki cytatem z &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Eneidy&lt;/i&gt;: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hic opus, hic labor est&lt;/i&gt;. To jeszcze jedna r&#243;&#380;nica-granica mi&#281;dzy dekonstrukcj&#261; a konstruktywizmem, mi&#281;dzy Derrid&#261; a Luhmannem. Ten pierwszy w zako&#324;czeniu wykpi&#322; si&#281;, ten drugi s&#322;owami Sybilli powiada: jest praca do wykonania, trzeba si&#281; jej podj&#261;&#263;, tak jak podj&#261;&#322; si&#281; jej Eneasz. Kresu, granicy systemu ani pracy nie ma. Z drugiej wszak&#380;e strony mo&#380;na by powiedzie&#263;, &#380;e Derrida, zbli&#380;aj&#261;c si&#281; do literatury w takich tekstach jak &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Glas, Envois z La carte postale czy Che cos'e la poesia?&lt;/i&gt; spe&#322;nia funkcj&#281; sztuki zgodnie z pogl&#261;dem Luhmanna: pokazuje spo&#322;ecze&#324;stwu w spo&#322;ecze&#324;stwie, &#380;e istnieje polikoneksturalnie, &#380;e mo&#380;e i&#347;&#263; tak&#261; drog&#261; albo inn&#261;, chocia&#380; nie dowoln&#261;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak jest naprawd&#281;? Tu wypada&#322;oby po raz trzeci przywo&#322;a&#263; Parmenidesa z dialogu Platona albo sparafrazowa&#263; go: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Czy tam granica istnieje, czy nie istnieje, to ona i te inne rzeczy, i w stosunku do siebie samych i w stosunku do siebie nawza&#172;jem wszystkie na wszelki spos&#243;b istniej&#261; i nie istniej&#261;, i wydaj&#261; si&#281;, i nie wydaj&#261; si&#281;.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Przypisy:&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/1/ Por.: A. Nassehi, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Diff&#279;rend, Diff&#279;rance und Distinction. Zur Differenz der Differenzen bei Lyotard, Derrida und in der Formenlogik&lt;/i&gt;, [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Differenzen. Systemtheorie zwischen Dekonstruk-tion und Konstruktivismus&lt;/i&gt;. Hrsg. H. de Berg, M. Prangel, T&#252;bingen und Basel 1995.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/2/Por. np.: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ruchome granice. Studia i szkice&lt;/i&gt;, pod red. M. Grze&#347;czaka, Gdynia 1963; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pogranicza i korespondencje sztuk&lt;/i&gt;. Studia pod red. T. Cie&#347;likowskiej i J. S&#322;awi&#324;skiego, Wroc&#322;aw 1980; A. Skrendo, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Tadeusz R&#243;&#380;ewicz i granice literatury. Poetyka i etyka transgresji&lt;/i&gt;, Krak&#243;w 2002; P. Micha&#322;owski, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Granice poezji i poezja bez granic&lt;/i&gt;, Szczecin 2001.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/3/ Poj&#281;cie epoki te&#380; implikuje istnienie granicy i to jest osobny problem; &#8222;mit ci&#281;cia&#8221; i &#8222;mit symetrii&#8221; w historiozofii obala&#322;a Barbara Skarga (Wst&#281;p, [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;U progu wsp&#243;&#322;czesno&#347;ci. Z dziej&#243;w doktryn antypozytywistycznych&lt;/i&gt;, pr. zbior. pod red. B. Skargi, Wroc&#322;aw 1978), ale wierzy&#322;a jeszcze w prawomocno&#347;&#263; historii. Swoje konstruktywistyczne stanowisko wobec wszystkich schemat&#243;w historiozoficznych przedstawi&#322;em w artykule Strona czynna i bierna procesu literackiego, &#8222;Pami&#281;tnik Literacki&#8221; 1991, z. 2.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/4/ B. Croce, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;La poesia&lt;/i&gt; (1936), cyt. za: G. Baroni, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;L'epoca di Croce e del Futurismo&lt;/i&gt;, [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Studia della critica letteraria in Italia&lt;/i&gt;, a cura di Giorgio Baroni, Torino 1997, s. 448.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/5/ B. Croce, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Zarys estetyki&lt;/i&gt;, przek&#322;ad zbiorowy, przejrza&#322; i wst&#281;pem poprzedzi&#322; Z. Czerny, Warszawa 1961, s. 92.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/6/ Ibidem, s. 89.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/7/ Th.W. Adorno, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dialektyka negatywna&lt;/i&gt;, prze&#322;o&#380;y&#322;a i wst&#281;pem opatrzy&#322;a K. Krzemieniowa przy wsp&#243;&#322;pracy S. Krzemienia-Ojaka, Warszawa 1986, s. 200.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/8/ Ibidem, s. 213.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/9/ Th.W. Adorno, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Teoria estetyczna&lt;/i&gt;, prze&#322;. K. Krzemieniowa, Warszawa 1994, s. 551.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/10/ Szerzej o relacji Adorno&#8211;Luk&#225;cs pisa&#322;em w artykule &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dialektyka jedno&#347;ci i wielo&#347;ci w dziele literackim a jego ocena&lt;/i&gt;, w: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Problematyka aksjologiczna w nauce o literaturze&lt;/i&gt;. Studia pod red. S. Sawickiego i A. Tyszczyka, Lublin 1992.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/11/ &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Besonderheit&lt;/i&gt;; s&#261; k&#322;opoty z t&#322;umaczeniem tego Heglowskiego terminu, u&#380;ywanego tak&#380;e przez Adorna, por. &#346;.F. Nowicki, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Przedmowa t&#322;umacza&lt;/i&gt;, [w:] G.W.F. Hegel, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Encyklopedia nauk filozoficznych&lt;/i&gt;, prze&#322;o&#380;y&#322;, wst&#281;pem i komentarzem opatrzy&#322; &#346;.F. Nowicki, Warszawa 1990, s. XXIX, p. 2.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/12/ G. Luk&#225;cs, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;&#220;ber die Besonderheit als Kategorie der &#196;sthetik&lt;/i&gt;, Berlin 1985.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/13/ M. Heidegger, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Odczyty i rozprawy&lt;/i&gt;, prze&#322;. J. Mizera, Krak&#243;w 2002, s. 159.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/14/ M. Heidegger, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Po drodze do j&#281;zyka&lt;/i&gt;, prze&#322;. J. Mizera, Krak&#243;w 2000, s. 158; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;gegen-einander-&#252;ber&lt;/i&gt; jest w gruncie rzeczy wersj&#261; trzystopniowej dialektyki.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/15/ Platon, P&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;armenides. Teajtet&lt;/i&gt;, prze&#322;o&#380;y&#322; oraz wst&#281;pami i komentarzami opatrzy&#322; W. Witwicki, K&#281;ty 2002, s. 83; Parmenides oburza&#322; logocentrycznego t&#322;umacza, dla nas Parmenides brzmi wsp&#243;&#322;cze&#347;nie, by nie rzec postmodernistycznie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/16/ Por.: N. Luhmann, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Deconstruction as Second Order Observing&lt;/i&gt;, &#8222;New Literary History&#8221; 1993, nr 24.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/17/ N. Luhmann, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Die Kunst der Gesellschaft&lt;/i&gt;, Frankfurt am Main 1997, s. 159; dalej odsy&#322;acze w tek&#347;cie g&#322;&#243;wnym w nawiasie z symbolem K i podaniem strony.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/18/ &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Gespr&#228;che zwischen&lt;/i&gt; N. Luhmann und G.J. Lischka, [w:] N. Luhmann, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Die Ausdifferenzie-rung des Kunstssystems&lt;/i&gt;, Bern 1994, s. 90.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/19/ N. Luhmann, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Die sogenannte Postmoderne&lt;/i&gt;, w: idem, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Die Gesellschaft der Gesellschaft&lt;/i&gt;, Zweite Teilband, Frankfurt am Main 1999, s. 1143 i n.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/20/ J. Derrida, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;La Diss&#233;mination&lt;/i&gt;, Paris 1972, Seuil; wszystkie odwo&#322;ania do tego tomu podaj&#281; dalej w tek&#347;cie g&#322;&#243;wnym pos&#322;uguj&#261;c si&#281; skr&#243;tem D i podaniem strony.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/21/ J. Derrida, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Marginesy filozofii&lt;/i&gt;, prze&#322;. A. Dziadek, J. Marga&#324;ski, P. Pieni&#261;&#380;ek, Warszawa 2002, s. 8. /22/ Ibidem, s. 6.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/23/ Zwr&#243;ci&#322; na to uwag&#281; Bogdan Banasiak /Dekonstrukcja &#8211; przemieszczenie metafizyki. Ostatni system. Wok&#243;&#322; w&#261;tpliwo&#347;ci &#8211; pr&#243;ba krytyki, [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Derridiana&lt;/i&gt;, wybra&#322; i opracowa&#322; B. Banasiak, Krak&#243;w 1994).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/24/ Cyt. za: M.P. Markowski, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Efekt inskrypcji. Jacques Derrida i literatura&lt;/i&gt;, Bydgoszcz 1997, s. 125.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/25/ Ten fragment swojego wywiadu z Derrid&#261; przytacza P. Engelmann w artykule: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Positionen der Differenz: Jacques Derrida und Jean-Fran&#231;ois Lyotard&lt;/i&gt;, [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Jenseits des Discurses. Literatur und Sprache in der Postmoderne&lt;/i&gt;. Hrsg. A. Berger, G.E. Moser, Wien 1994, s. 117.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/26/ &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Ta dziwna instytucja zwana literatur&#261;. Z Jacquesem Derrid&#261; rozmawia Derek Attridge&lt;/i&gt;, prze&#322;. M.P. Markowski, &#8222;Literatura na &#346;wiecie&#8221; 1998, nr 11&#8211;12, s. 180.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/27/ Ibidem, s. 203, 204.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/28/ Por.: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Die Semantik Alteuropas&lt;/i&gt; II: Das Ganze und seine Teile, [w:] N. Luhmann, Die Gesellschaft..., t. 2, s. 912 i n.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/29/ &#379;eby nie komplikowa&#263;, pos&#322;uguj&#281; si&#281; tylko terminem granica, Luhmann jednak rozr&#243;&#380;nia&#322; (za Kantem) bariery (Schranken) i granice (Grenzen); bariery s&#261; nieprzekraczalne, granice &#8211; ruchome, jak to pokazuje przyk&#322;ad Duchampa (por. N. Luhmann, Die Wissenschaft der Gesellschaft, Frankfurt am Main 1992, s. 299&#8211;300.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Wyk&#322;ady o istocie religii</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article575</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article575</guid>
		<dc:date>2010-08-27T22:56:38Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Kochan Jerzy</dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique54">Ksiazki on-line</category>


		<description>Ludwig Feuerbach &lt;br /&gt;&quot;Wyk&#322;ady o istocie religii&quot; &lt;br /&gt;TUTAJ ca&#322;y tekst on line &lt;br /&gt;S&#321;OWO WST&#280;PNE.......2 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD PIERWSZY........3 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD DRUGI..............6 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD TRZECI.............9 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD CZWARTY........12 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD PI&#260;TY...............15 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD SZ&#211;STY............17 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD SI&#211;DMY............21 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD &#211;SMY................25 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD DZIEWI&#260;TY.........28 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD DZIESI&#260;TY..........32 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD JEDENASTY..........37 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD DWUNASTY..........41 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD TRZYNASTY...........46 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD CZTERNASTY.........50 (...)


-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique54" rel="directory"&gt;Ksiazki on-line&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;img src=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/arton575.jpg&quot; alt=&quot;&quot; align=&quot;right&quot; width=&quot;148&quot; height=&quot;115&quot; class=&quot;spip_logos&quot; /&gt;
		&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ludwig Feuerbach&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_jpg_Feuerbach.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L504xH656/jpg_jpg_Feuerbach-40cca.jpg' width='504' height='656' style='height:656px;width:504px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;&quot;Wyk&#322;ady o istocie religii&quot;
&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/spip.php?article574&amp;var_mode=calcul&quot; class=&quot;spip_out&quot;&gt;TUTAJ ca&#322;y tekst on line&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;S&#321;OWO WST&#280;PNE.......2&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD PIERWSZY........3&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DRUGI..............6&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD TRZECI.............9&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD CZWARTY........12&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD PI&#260;TY...............15&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD SZ&#211;STY............17&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD SI&#211;DMY............21&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD &#211;SMY................25&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DZIEWI&#260;TY.........28&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DZIESI&#260;TY..........32&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD JEDENASTY..........37&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUNASTY..........41&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD TRZYNASTY...........46&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD CZTERNASTY.........50&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD PI&#280;TNASTY.............54&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD SZESNASTY.............57&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD SIEDEMNASTY.........61&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD OSIEMNASTY..........65&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DZIEWI&#280;TNASTY.......69&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY...........73&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY PIERWSZY....77&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY DRUGI.........81&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY TRZECI........84&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY CZWARTY......88&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY PI&#260;TY...........92&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY SZ&#211;STY.......95&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY SI&#211;DMY........99&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY &#211;SMY...........103&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY DZIEWI&#260;TY........108&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD TRZYDZIESTY..................112&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;DODATKI I UWAGI (FRAGMENTY)........116&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_feuerbach-memorial.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L375xH500/jpg_feuerbach-memorial-3ccf6.jpg' width='375' height='500' style='height:500px;width:375px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_Feuerbach-2.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L148xH115/jpg_Feuerbach-2-4ccd9.jpg' width='148' height='115' style='height:115px;width:148px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		
		<enclosure url="http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_Feuerbach-2.jpg" length="3289" type="image/jpeg" />
		
		<enclosure url="http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_feuerbach-memorial.jpg" length="42678" type="image/jpeg" />
		
		<enclosure url="http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_jpg_Feuerbach.jpg" length="131022" type="image/jpeg" />
		

	</item>



	<item>
		<title>The Production of &#8222;Rational Reality&#8221;and the &#8222;Systemic Coercion&#8221;*</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article187</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article187</guid>
		<dc:date>2010-08-23T23:27:57Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Kmita Jerzy</dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>My intention here is to formulate as concisely as possible my thoughts about the question of contemporariness of some of Marx's ideas rather than, more generally, of Marxism, as the latter question is so broad and entangled in so heterogeneous problems that even if I made use of a purely telegraphic stylis-tics, I would not be able to refer to it on a couple of pages. Incidentally, it is already the very number of extraordinary thinkers jointly avowing Marxism that is symptomatic of the (...)

-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;My intention here is to formulate as concisely as possible my thoughts about the question of contemporariness of some of Marx's ideas rather than, more generally, of Marxism, as the latter question is so broad and entangled in so heterogeneous problems that even if I made use of a purely telegraphic stylis-tics, I would not be able to refer to it on a couple of pages. Incidentally, it is already the very number of extraordinary thinkers jointly avowing Marxism that is symptomatic of the intellectual importance of the works of the author of &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Capital&lt;/i&gt;, regardless of the fact that they radically differ from one another (let us only refer the reader here to several exemplary names: Kautsky, Luk&#225;cs, Gramsci, Korsch, Althusser, Jameson...). The exclusive focus on Marx's &#8222;own&#8221; ideas does not, obviously, overcome analogous difficulties; the ideas themselves are numerous, they can be interpreted in a multitude of ways &#8211; e.g. with respect to the evolution of perspective from which they were formulated, and they often seem to be contradictory. In that case, though, it is more natural to make use of the privilege of selection: exposing only some of them as well as only some of their interpretations. That privilege, I suppose, has been willingly evoked by Marx's continuators. The fact in question would account to a considerable degree for striking divergencies in their views.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;I shall attempt to outline the issue of contemporariness of Marx's way of thinking about social world which, incidentally, happens to be seen (not without some reasons) as a generator of the &#8222;whole world&#8221;. In doing so, I shall take into account two aspects of that thinking. One would refer to its either political or worldview implications, the other would address implications pertaining to humanistic studies. I am singling out here the two aspects in ques-tion in spite of the fact that I basically accord to the view, seriously at least in-spired by Marx himself, that political programmes, worldviews and humanistic studies form wholes that are in a sense inseparable. Nevertheless, I think that poststructuralism that today promotes energetically that inseparability conceives of it in a too strong manner. Although political programmes, worldviews or domains of humanistic knowledge that practically function in social world are linked with one another precisely by means of that functioning owing to which they make up cultures (in a socio-regulative sense) of &#8222;modern&#8221; com-munities, the type of their functions, their origin, structure and contents do not overlap.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;1. The Worldview and political implications of Marx's ideas&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;I see the aforementioned implications as norms that determine values-aims and directives that determine actions sufficient to and/or necessary for the reali-zation of these aims, norms and directives that can be derived from the ideas in question &#8211; potentially present in the sphere of culture of this or that community.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Norms and directives from the domain of a worldview, implied by Marx's ideas in the sense shown above, cannot be clearly distinguished from norms and directives of a political programme implied by them. It was the permanent background of numerous controversies among Marxists. Perhaps the most debated point was whether Marxism comprises any worldview at all &#8211; at least in a sense of the term in which it would determine noninstrumental superior (Parson's &#8222;ultimate&#8221;) values. A possible consent to negative solving of that problem gave rise as a rule to another controversy taking place around the question: &#8222;Does the Marxist political programme need a supplement in the form of a worldview that fits properly?&#8221;. For instance, the so-called Austro-Marxists (1) considered it necessary to add to that programme an ethics that would sanction it (as the most &#8222;contemporary&#8221; section of a worldview), namely Kant's ethics, while &#8222;historicists&#8221; denied that need. &#8222;Historicism&#8221; occurred in that context in two different forms: either as (2) belief in an inevi&#172;table arrival of socialism due to the &#8222;iron laws of historical development&#8221;, which can therefore neither be helped nor disturbed by any worldview, or (3) &#8211; the postulate prescribing to act under present historical circumstances in such a way that socialism could be introduced effectively (under those circumstances).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;As a matter of fact, one can derive from Marx's (especially later) writings crossing sets of ideas each of which favours one of the positions (1)&#8211;(3). What is repeated within these positions is that undoubtedly Marxian idea that socialism as an aim that patronizes a political programme established in this or that way designates at any rate &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;an unconstrained association of free men.&lt;/i&gt; But according to the position (1), such a value-aim still has to be sanctioned with an appropriate worldview (proper ethics); according to the positions (1) and (2), the aim in question can still be attained if only a political programme based on &#8222;laws of historical development&#8221; is assumed; finally, within the posi-tion (3) the question of &#8222;laws&#8221; has never been clear &#8211; it has always comprised a wide amplitude of views: from the belief that &#8222;laws&#8221; taken into account by the position (2) ought to be supplemented with &#8222;local and historical laws&#8221; to the belief that each socio-political change can be attained by means of its com-plex &#8222;idiosyncratic causes&#8221;. Let us note here that the well-known revolutionary optimism of the position (3), that is to say, its unshakable hope that it is enough to revolutionarily destroy capitalism for socialism to appear spontaneously from its ruins is especially amazing. For it cannot be even rationalized by speculations on the subject of &#8222;historical laws&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;It is quite commonly believed that more than seventy years of the history of &#8222;real socialism&#8221; within a framework of which (potential) political implica-tions of Marx's ideas were actualized revealed their complete groundlessness, and discredited them thoroughly, because practically. On my part, I share the conviction that the opinion in question should first of all be made more pre-cise. Which of Marx's ideas were submitted to a test by the reality of commu-nist countries? It so happened that an exhaustive answer to the above question should, at any rate, state the following: what is at stake here is those ideas that assumed their shape within an interpretation characteristic of the position (3), rather of its &#8222;idiosyncratic&#8221; version, the interpretation that officially occurred in the form of a political programme formulated in categories of the position (2), though. The leaders of the Russian Revolution of 1917 in principle presented its outbreak and victory as a &#8222;historical necessity&#8221; performed according to &#8222;histori-cal laws&#8221; while what in fact happened was a protracted coup d'&#233;tat Bolsheviks, who were quickly gaining political domination; a coup d'&#233;tat led by them in the spirit of an &#8222;idiosyncratic&#8221; version of position (3) (benefiting from the occurrence of the following events: (a) those taking place as a result of a long war, incompetently and unsuccessfully carried out, (b) great frustra-tion of the masses of peasants who desired peace and landowners' land).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Undoubtedly, Luk&#225;cs' and especially's Gramsci's visions of that revolution as a &#8222;revolution against The Capital&#8221;, revealed incomparably more accurately its character than did a political programme of realization of a &#8222;historical neccessity&#8221; officially added to it. As is well-known, the programme was offi-cially in force almost until the end of the era of &#8222;real socialism&#8221;; all strategic decisions of beaurocratic Party apparatus, its dictatorial headquarters which in its highest stage was replaced by the person of Stalin, were implemented as strongly appealing to imagination &#8222;decisions of historical reason&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;It is not the place to discuss the well-known mass crimes committed as part of the tragedy performed under the title of &#8222;realizing a historical necessity&#8221;, nor to discuss their murkily grotesque characteristics (unprecedented terror as a means to coerce into behaviour supposed to testify to the &#8222;historically neces-sary&#8221; forming of an &#8222;unconstrained association of free men&#8221;). Let me confine myself to outlining the sphere of Marx's thinking which today seems to be merely a subject of considerations pertaining exclusively to the past: that is, the conception of the &#8222;laws of social development&#8221;, seen as following the example of laws of natural sciences &#8211; including their being suitable for a &#8222;techno-logically&#8221; efficient, practical and political application in the construction of a socialist system. The presence of the above-mentioned conception, which I would term scientistic historicism, in Marx's works seems to be as doubtless as the co&#172;existence with it (or next to it) of ideas that quite clearly support the &#8222;idiosyncratic&#8221; version of the position (3), which obviously question scien-tistic historicism. The latter has for quite a long time seemed to those Marxists who postulate the &#8222;revolution against &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Capital&lt;/i&gt;&#8221; to be some uncomprehensi-ble error of a great thinker, magnified and, at the same time, sanctified by En-gels. At this point I would add that if scientistic historicism is an error, which is very difficult to deny today, then it has to be ascribed not only to Marx, but also to the mainstream of the Enlightenment thought which he continued and which called for the reconstruction of the world order in the direction of and using methods suggested by &#8222;(historical) reason&#8221;. Thus, if one says that it is already in Marx that one can perceive premises of the crimes of Stalinism, I want to ask the following: why not in the watchword &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;sapere aude&lt;/i&gt; itself?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;The value-aim in the form of an &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;unconstrained association&lt;/i&gt; of free men loses its concrete character if it is taken out of the context of a political pro-gramme that built mass actions around that centre on the grounds of scientistic historicism. Furthermore: after the withdrawal of these &#8222;grounds&#8221;, it is trans-formed in an ideal or a Utopia no longer capable of performing directly the function of a point of arrival of any political programme. It is nevertheless still contemporary as a worldview value. The most significant model of such a metamorphosis was revealed in an intellectual field formed by the critical theory of the Frankfurt School. The Utopia of &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;an unconstrained association of free men&lt;/i&gt; is here a central point of a specific philosophy or specific worldview of freedom. What is at stake here is not some &#8222;posthumous life&#8221; of a former political aim of the socialist movement. The Utopia opens up a perspective of a critical description of present social reality. It is not a description that serves a positivistically seen stating/affirming of what &#8222;is&#8221;, an &#8222;apologetic&#8221; one, but a description that implicitly postulates transformations drawing nearer in this or that respect to a Utopia &#8211; which is unattainable, even if it assumes a relatively moderate form of the civil society in the sense adopted by Haber-mas, the most outstanding heir of the critical theory today. It is only against such background that there can appear political programmes in a strict sense of the term &#8211; as programmes supposed to serve active realization of such and such &#8222;package of changes&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;The critical theory, its Habermasian transformation, and even some post-modern references to it &#8211; these are manifestations of the present worldview and political contemporariness of Marx's ideas interpreted in a new way. One can find a particularly independent and exuberant family of vital interpreta-tions of those ideas today in an intellectual range of French poststructuralism that tells its postmodern, not &#8222;playful&#8221; at all but rather gloomy (Foucault), sto-ries about social violence exerted on human individuals. Violence, furthermore, exerted in &#8222;modern&#8221; times with the help of especially perverse means, e.g. through a status acquired seemingly freely (Bourdieu) or (Foucault again) through &#8222;subjection&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;2.	The presence of Marx's ideas in the contemporary humanities and in con&#172;temporary thinking about the humanities&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;The worldview of freedom that revives such aforementioned intellectual trends of the present as the critical theory in Horkheimer-Adorno's version (but also in that of Fromm and Marcuse), the Habermasian transformation of that theory and, finally, a poststructuralist accusation of &#8222;modernity&#8221; &#8211; is a present-day legacy of those Marx's ideas from which the contents of scientistic historicism were taken away. Thus, these ideas live in the worldview in question, they are totally contemporary in various embodiments of it associated with the above trends. They are, at the same time, centres of cristallization of the ways of thinking of the academic humanities that are significant and influential today. In these ways the legacy of Marx's ideas is so vital that they even reconstitute a somehow originary contradiction that seems to belong to them. Namely, they are focused around two poles: (A) the humanities that see freedom as rela-tive to the &#8222;authentic&#8221; human subjectivity and see its central task in the defence of that freedom of the &#8222;authentic&#8221; subject; (B) the humanities that see freedom negatively &#8211; as a field of permanent threat from social systems that objectively form individuals (also or especially as subjects in the sense (A)), as well as the humanities devoted to the &#8222;deconstruction&#8221; of those systems.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;The opposition between the humanities (A) and the humanities (B) corre-sponds to Marx's duality in conceiving of man: (a) man as a subject freely asso-ciating with others in order to build and maintain a &#8222;rational social system&#8221; that guarantees &#8222;authentically&#8221; subjective freedom to all of them; (b) man as an object dependent on a &#8222;system&#8221; imposed on him (historical materialism). The solution to that duality might occur as a final result of the application of mythical &#8222;laws of social development&#8221; (the offspring of Hegelianism hybridized with the Enlightenment idea of the natural law) that &#8211; recognized and used by man &#8211; will allow him to become an &#8222;authentic&#8221; subject, a member of freely associated community. The rejection of scientistic historicism leaves the duality discussed in its point of departure and makes it an open internal con-tradiction. In such a case, the humanities (A) result from the subjective-freedom option (which takes the side of the so-called modernity); the humani-ties (B) represented by poststructuralism result from the negative-freedom (&#8222;postmodern&#8221;) option: it ends up with searching for dependence of individuals upon the &#8222;system&#8221; as well as with desperate attempts to &#8222;deconstruct&#8221; it.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;It is well-known that the concept of &#8222;system&#8221; comes from structuralism, which attempted to replace the obsolete conception of causal laws of historical development precisely with the category of &#8222;systemic dependencies&#8221; in order to maintain in that way the possibility of scientistic reflection in the humanities. Poststructuralism, obviously, is as remote as it can be from such an aim that &#8222;apologetically&#8221; protects the status quo of social reality; &#8222;system&#8221; or &#8222;systemic dependencies&#8221; are specific fictions which nevertheless enter human world owing to the necessity to rule man and his world by means of knowledge. Social violence is primary, and knowledge, hence also the fiction of the &#8222;system&#8221;, is its instrument.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;The debate between supporters of the humanities (A) and the humanities (B) is brought into the foreground of the contemporary intellectual scene. In order to contribute something of &#8222;my own&#8221; to the subject, I would have to introduce an extended analytical apparatus. This is not the intention of the present text. My intention is consistently guided by the very observation that the contemporary foreground intellectual debate has its roots in the dialectic of Karl Marx's thought.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Translated by Marek Kwiek&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;*	Tekst niniejszy, pierwotnie opublikowany w tomie Marx's Theories Today pod redakcj&#261; Ryszarda Panasiuka i Leszka Nowaka (&#8222;Pozna&#324; Studies in the Philosophy of the Sciences and the Humanities&#8221; 1998, vol. 60, s. 405&#8211;410, Rodopi, Amsterdam), dedykuj&#281; obecnie Wac&#322;awowi Mejbaumowi. Zaproponowany przez niego &#8222;materializm subiektywny&#8221; uwa&#380;am za jedno z ciekawszych rozwini&#281;&#263; filozofii marksowskiej. Zob. W. Mejbaum (1990), Epistemologiczna problematyka marksizmu. Pr&#243;ba rekonstrukcji, Wydawnictwo Uniwersytetu Szczeci&#324;skiego, Rozprawy i Studia, tom (CXXXIX) 65, Szczecin; W. Mejbaum (2002), Materializm subiektywny. Zarys epistemologii marksistowskiej, Oficyna Wydawnicza Atut, Wroc&#322;aw.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Pyrronizm Hume'a: interpretacja poszerzona</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article485</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article485</guid>
		<dc:date>2010-08-23T23:26:56Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Fieser James</dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Pyrronizm Hume'a: interpretacja poszerzona &lt;br /&gt;Podej&#347;cie Hume'a do problem&#243;w filozoficznych jest wyj&#261;tkowe. W kwestiach dotycz&#261;cych zar&#243;wno przyczynowo&#347;ci czy przedmiot&#243;w zewn&#281;trznych, jak &#8232;i to&#380;samo&#347;ci osobowej odnajdujemy t&#281; sam&#261; postaw&#281;. Hume rozpoczyna od przypuszczenia niszczycielskiego ataku na popularne teorie; nast&#281;pnie przekonuje nas, &#380;e jego rozwi&#261;zanie danej kwestii jest jedynym sensownym; po czym rozwiewa nasze nadzieje, wykazuj&#261;c, &#380;e nawet jego rozwi&#261;zania zawieraj&#261; sprzeczno&#347;ci, absurdy, (...)


-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pyrronizm Hume'a: interpretacja poszerzona [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-1&quot; name=&quot;nh3-1&quot; id=&quot;nh3-1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[1] Hume&amp;#39;s Pyrrhonism: A Developmental Interpretation, &#8222;Hume Studies&#8221; 1989, (...)' &gt;1&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Podej&#347;cie Hume'a do problem&#243;w filozoficznych jest wyj&#261;tkowe. W kwestiach dotycz&#261;cych zar&#243;wno przyczynowo&#347;ci czy przedmiot&#243;w zewn&#281;trznych, jak &#8232;i to&#380;samo&#347;ci osobowej odnajdujemy t&#281; sam&#261; postaw&#281;. Hume rozpoczyna od przypuszczenia niszczycielskiego ataku na popularne teorie; nast&#281;pnie przekonuje nas, &#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;jego&lt;/i&gt; rozwi&#261;zanie danej kwestii jest jedynym sensownym; po czym rozwiewa nasze nadzieje, wykazuj&#261;c, &#380;e nawet jego rozwi&#261;zania zawieraj&#261; sprzeczno&#347;ci, absurdy, niejasno&#347;ci i zagmatwania. W skr&#243;cie: Hume w swojej wierze w to, &#380;e fundamentalne aspekty ludzkiego pojmowania s&#261; naznaczone sprzeczno&#347;ci&#261;, jest sceptykiem tradycji pyrro&#324;skiej [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-2&quot; name=&quot;nh3-2&quot; id=&quot;nh3-2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[2] A&#380;eby zapozna&#263; si&#281; z podej&#347;ciem badaczy Hume&amp;#39;a do jego sceptycyzmu, (...)' &gt;2&lt;/a&gt;]. Komentatorzy niezmiennie rozpoznaj&#261; te sprzeczno&#347;ci w pismach Hume'a, ale po&#380;&#261;dane by&#322;oby dalsze ich wyja&#347;nienie. Co to za sprzeczno&#347;ci, kt&#243;re Hume uznaje, i kiedy one powstaj&#261;? To pytania, na kt&#243;re postaram si&#281; odpowiedzie&#263; w poni&#380;szym artykule. Odpowied&#378; na nie jest nie mniej intryguj&#261;ca ni&#380; sam Hume, poniewa&#380; Hume w trakcie swojej kariery filozoficznej nieustannie odkrywa&#322; nowe sprzeczno&#347;ci. &#8232;W prezentowanym artykule argumentuj&#281; za poszerzon&#261; interpretacj&#261; Humowskiego pyrronizmu, b&#281;d&#261;cego obszarem, w kt&#243;rym zachodz&#261; kluczowe zmiany w podej&#347;ciu Hume'a do moralno&#347;ci &#8211; zmiany prowadz&#261;ce do odkrycia sprzeczno&#347;ci tak&#380;e w dziedzinie moralno&#347;ci. M&#243;wi&#261;c w skr&#243;cie: wyka&#380;&#281;, &#380;e Hume &#8232;w swoim najszerzej znanym dziele, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie o naturze ludzkiej&lt;/i&gt; , odkrywa sprzeczno&#347;ci w dziedzinie obejmuj&#261;cej zagadnienia przedmiot&#243;w zewn&#281;trznych czy przyczynowo&#347;ci, ale zaprzecza, jakoby sprzeczno&#347;ci powstawa&#322;y w dziedzinie moralno&#347;ci. Twierdzi on, &#380;e moralno&#347;&#263; jest wolna od sprzeczno&#347;ci, ze wzgl&#281;du na fakt, &#380;e realizuje si&#281; ona tylko w &#347;wiecie zdarze&#324; mentalnych. Jednak&#380;e w rozwa&#380;aniach o &#8222;to&#380;samo&#347;ci osobowej&#8221;, zawartych w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatku&lt;/i&gt; do &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu&lt;/i&gt; , Hume zmienia zdanie i uznaje, &#380;e sprzeczno&#347;ci powstaj&#261; tak&#380;e &#8232;w &#347;wiecie zdarze&#324; mentalnych. Natomiast we wnioskach do &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Bada&#324; dotycz&#261;cych zasad moralno&#347;ci &lt;/i&gt; Hume rozszerza sw&#243;j pyrronizm jeszcze bardziej, staj&#261;c &#8232;w obliczu kolejnej sprzeczno&#347;ci, tym razem bezpo&#347;rednio dotycz&#261;cej moralno&#347;ci. Podsumowuj&#261;c: podczas gdy w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; Hume odrzuca pyrro&#324;ski sceptycyzm w kwestiach moralnych, to w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Badaniach dotycz&#261;cych zasad moralno&#347;ci &lt;/i&gt; dochodzi do jego uznania. W zako&#324;czeniu pracy por&#243;wnuj&#281; Humowsk&#261; list&#281; sprzeczno&#347;ci z &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu&lt;/i&gt; i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Bada&#324; dotycz&#261;cych rozumu ludzkiego&lt;/i&gt; , pokazuj&#261;c, &#380;e Hume rozszerzy&#322; obszar uznany przez niego za kr&#243;lestwo pyrronizmu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To, co nazywam pyrronizmem (sceptycyzmem uwzgl&#281;dniaj&#261;cym odkrycie sprzeczno&#347;ci) [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-3&quot; name=&quot;nh3-3&quot; id=&quot;nh3-3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[3] Odkrycie poj&#281;ciowych sprzeczno&#347;ci stanowi tylko cz&#281;&#347;&#263; tradycyjnego (...)' &gt;3&lt;/a&gt;], Hume nazywa tak&#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przesadnym &lt;/i&gt; sceptycyzmem. W tym miejscu przyda si&#281; pewne wyja&#347;nienie. &#8222;Przesadny sceptycyzm&#8221; odnosi si&#281; do negatywnych wniosk&#243;w, do kt&#243;rych dochodz&#261; sceptycy na ko&#324;cu swoich bada&#324;, ze wzgl&#281;du na &#8222;b&#261;d&#378; to ca&#322;kowit&#261; zawodno&#347;&#263; w&#322;adz umys&#322;owych, b&#261;d&#378; te&#380; sw&#261; niezdolno&#347;&#263; do wyrobienia sobie jakiego&#347; ustalonego przekonania w tych wszystkich ciekawych kwestiach teoretycznych, kt&#243;rymi si&#281; zazwyczaj zajmuj&#261;&#8221; [BDR, X, 183]. Tu sceptycyzm jest najsilniejszy, poniewa&#380; dla pewnej klasy podstawowych epistemologicznie twierdze&#324; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;p&lt;/i&gt; (takich jak twierdzenie, &#380;e istniej&#261; przedmioty zewn&#281;trzne) najlepszy dow&#243;d popieraj&#261;cy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;p&lt;/i&gt; implikuje tak&#380;e &#8232; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;nie&lt;/i&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;p'&lt;/i&gt; . Hume zauwa&#380;a jednak, &#380;e przesadny sceptycyzm, nawet ostro&#380;nie dowodzony, nie mo&#380;e by&#263; praktycznie stosowany, poniewa&#380; wyst&#281;puje przeciw naszemu codziennemu do&#347;wiadczeniu. Jest on przedsi&#281;wzi&#281;ciem teoretycznym, a Hume ostro sprzeciwia si&#281; tym, kt&#243;rzy rekomenduj&#261; cynizm w podobnych kwestiach [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-4&quot; name=&quot;nh3-4&quot; id=&quot;nh3-4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[4] Zarysowywany przeze mnie kontrast pomi&#281;dzy teoretycznym i praktycznym (...)' &gt;4&lt;/a&gt;]. Humowski &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przesadny&lt;/i&gt; sceptycyzm (czysto teoretyczny) stoi w opozycji do tego, co Hume nazywa sceptycyzmem umiarkowanym. Ta umiarkowana odmiana powsta&#322;a dzi&#281;ki dw&#243;m praktycznym lekcjom, uzyskanym z pyrronizmu czy przesadnego sceptycyzmu teoretycznego. Te lekcje s&#261; tym, co Flew niedawno nazwa&#322; Humowsk&#261; pr&#243;b&#261; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;tre&#347;ci &lt;/i&gt; jego sceptycyzmu [Flew 1986, &#8232;113&#8211;118]. Po pierwsze &#8211; filozof powinien rozwa&#380;y&#263; &#8222;stopie&#324; w&#261;tpienia, ostro&#380;no&#347;ci i skromno&#347;ci, kt&#243;ry nie powinien nigdy opuszcza&#263; dobrego my&#347;liciela we wszelkiego rodzaju badaniach i s&#261;dach&#8221; [BDR, XII, 196]. Po drugie &#8211; filozofowie powinni ograniczy&#263; swoje dociekania, &#8222;unikaj&#261;c wszelkich zbyt daleko &#8232;i wysoko si&#281;gaj&#261;cych roztrz&#261;sa&#324;&#8221;, zamkn&#261;&#263; si&#281; &#8222;w granicach zwyk&#322;ego &#380;ycia &#8232;i spraw, kt&#243;re nale&#380;&#261; do codziennej praktyki i do&#347;wiadczenia&#8221; [BDR, XII, 196]. Chocia&#380; Hume optuje za umiarkowanym sceptycyzmem, zaznacza do&#347;&#263; jasno, &#380;e odmiana umiarkowana &#8222;mo&#380;e po cz&#281;&#347;ci wyp&#322;ywa&#263; z owego pyrronizmu, czyli sceptycyzmu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przesadnego&lt;/i&gt; , &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; &lt;/i&gt; je&#380;eli jego niewiele znacz&#261;ce w&#261;tpliwo&#347;ci zostan&#261; w jakiej&#347; mierze sprostowane przez zdrowy rozs&#261;dek i refleksj&#281;&#8221; &#8232;[BDR, XII, 195]. Innymi s&#322;owy, Humowski umiarkowany sceptycyzm musi zak&#322;ada&#263; teoretyczn&#261; legitymizacj&#281; sprzeczno&#347;ci, kt&#243;re odkrywa przesadny sceptycyzm. Jednak&#380;e umiarkowany sceptyk nie przenosi tych problem&#243;w do &#380;ycia codziennego [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-5&quot; name=&quot;nh3-5&quot; id=&quot;nh3-5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[5] To samo zauwa&#380;a Robert Anderson [Anderson 1966, 128].' &gt;5&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A zatem og&#243;lna charakterystyka sceptycyzmu zasadza si&#281; na: (1) odkryciu sprzeczno&#347;ci w obszarze rozumu (przesadny sceptycyzm teoretyczny), (2) zaleceniu filozoficznej skromno&#347;ci (umiarkowany sceptycyzm praktyczny) &#8232;i (3) zaleceniu, by&#347;my pozostali w ramach &#380;ycia codziennego (umiarkowany sceptycyzm praktyczny). W opinii Hume'a te trzy cechy sobie towarzysz&#261;. Kiedy sprzeczno&#347;&#263; zostaje odkryta, natychmiast przypomina si&#281; nam o konieczno&#347;ci filozoficznej skromno&#347;ci i pozostania w ramach &#380;ycia codziennego. Chocia&#380; koncentrujemy si&#281; tu na przesadnym czy pyrro&#324;skim aspekcie sceptycyzmu &#8232;(na odkryciu sprzeczno&#347;ci), obecno&#347;&#263; dw&#243;ch umiarkowanych zalece&#324; w danym fragmencie tekstu pos&#322;u&#380;y do potwierdzenia istnienia sprzeczno&#347;ci poj&#281;ciowej.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Czym zatem jest sprzeczno&#347;&#263; poj&#281;ciowa? Czy jest to sprzeczno&#347;&#263; logiczna? niesp&#243;jno&#347;&#263;? paradoks? Odpowied&#378; zawiera pewne sprzeczne wyobra&#380;enia, jakie naros&#322;y wok&#243;&#322; zdolno&#347;ci wyobra&#378;ni. Streminger wskazuje na nie, zauwa&#380;aj&#261;c, &#380;e z perspektywy Humowskiego pyrronizmu mamy do czynienia w dziedzinie wyobra&#378;ni z niezgodno&#347;ci&#261; pomi&#281;dzy tym, co nazywamy naukowymi &#8232;i metafizycznymi zdolno&#347;ciami [zob. Streminger 1980, 91&#8211;118]. Jednak analiza Stremingera jest niepe&#322;na, ze wzgl&#281;du na fakt, &#380;e nie udaje mu si&#281; znale&#378;&#263; ostatecznie psychologicznie ufundowanej przyczyny tej niezgodno&#347;ci: s&#322;abych &#8232;i silnych sk&#322;onno&#347;ci wyobra&#378;ni. A&#380;eby wyja&#347;ni&#263; t&#281; niezgodno&#347;&#263;, musimy przyjrze&#263; si&#281; roli wyobra&#378;ni w pismach Hume'a.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Sprzeczno&#347;ci w dziedzinie wyobra&#378;ni&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie &lt;/i&gt; Hume dzieli idee w nast&#281;puj&#261;cy spos&#243;b, nawi&#261;zuj&#261;cy do psychologicznej zdolno&#347;ci, kt&#243;ra jest odpowiedzialna za ich powstanie [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-6&quot; name=&quot;nh3-6&quot; id=&quot;nh3-6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[6] Por&#243;wnaj to rozr&#243;&#380;nienie z rozr&#243;&#380;nieniem George&amp;#39;a Sterna [Stern 1971, 34]. (...)' &gt;6&lt;/a&gt;]:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W ksi&#281;dze I wyobra&#378;nia i pami&#281;&#263; zostaj&#261; uznane za zdolno&#347;ci mentalne, odpowiedzialne za tworzenie idei [TNL, I, 14&#8211;16]. Pami&#281;&#263; tworzy idee kolejno, w porz&#261;dku, w jakim przywo&#322;ywane wydarzenia by&#322;y postrzegane. Z kolei wyobra&#378;nia przekszta&#322;ca wcze&#347;niej otrzymane idee, albo je rozdzielaj&#261;c, albo &#322;&#261;cz&#261;c [TNL, I, 14]. Wyobra&#378;nia jednak nie przekszta&#322;ca idei w spos&#243;b przypadkowy, lecz kierowana naturalnymi sk&#322;onno&#347;ciami (takimi jak zasady kojarzenia, nawyku i &#380;yczliwo&#347;ci).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume pisze, &#380;e w przybli&#380;eniu mo&#380;emy podzieli&#263; te naturalne sk&#322;onno&#347;ci na dwie grupy pod wzgl&#281;dem udzielanej przez nie pomocy wyobra&#378;ni w organizowaniu idei, to jest na te, kt&#243;re nale&#380;&#261; do &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;rozumu&lt;/i&gt; i te, kt&#243;re nale&#380;&#261; do &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;fantazji.&lt;/i&gt; Podzia&#322; na rozum i fantazj&#281; jest najbardziej zauwa&#380;alny w cz&#281;stych uwagach Hume'a dotycz&#261;cych dwoistego znaczenia terminu &#8222;wyobra&#378;nia&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wyraz &#8222;wyobra&#378;nia&#8221; jest u&#380;ywany potocznie w dw&#243;ch r&#243;&#380;nych znaczeniach [...]. Gdy przeciwstawiam wyobra&#378;ni&#281; pami&#281;ci, mam na my&#347;li w&#322;adz&#281;, z kt&#243;rej pomoc&#261; tworzymy nasze bardziej mgliste idee. Gdy za&#347; przeciwstawiam j&#261; rozumowi, to mam na my&#347;li t&#281; sam&#261; w&#322;adz&#281;, wyj&#261;wszy tylko te nasze rozumowania, kt&#243;re podaj&#261; dow&#243;d lub ustalaj&#261; prawdopodobie&#324;stwo [TNL, I, 157, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przypis&lt;/i&gt; ].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume wskazuje tutaj, &#380;e czasami stosuje on termin &#8222;wyobra&#378;nia&#8221; w jego najszerszym znaczeniu, tak jak to zaznaczy&#322;em w powy&#380;szym diagramie, a czasami dla oznaczenia &#8222;fantazji&#8221;. Dobrym przyk&#322;adem dla drugiego sposobu u&#380;ycia terminu &#8222;wyobra&#378;nia&#8221; (jako &#8222;fantazja&#8221;) jest fragment, w kt&#243;rym Hume zauwa&#380;a, w jaki spos&#243;b mo&#380;emy pod&#261;&#380;a&#263; za &#8222;w&#322;asno&#347;ci&#261; wyobra&#378;ni&#8221; [TNL, &#8232;II, 347]. Jednak&#380;e trzy zdania wcze&#347;niej Hume jasno przedstawia swoj&#261; intencj&#281;, zauwa&#380;aj&#261;c, jak mo&#380;emy pod&#261;&#380;a&#263; za t&#261; &#8222;dziwn&#261; i pozornie trywialn&#261; w&#322;as-no&#347;ci&#261; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;fantazji&lt;/i&gt; &#8221; [TNL, II, 347]. A&#380;eby unikn&#261;&#263; nieporozumie&#324;, b&#281;d&#281; stosowa&#322; termin &#8222;wyobra&#378;nia&#8221;, odnosz&#261;c si&#281; do og&#243;lnej zdolno&#347;ci, kt&#243;ra zawiera zar&#243;wno rozum, jak i fantazj&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rzecz jasna, Hume aprobuje ostry podzia&#322; wyobra&#378;ni na rozum i fantazj&#281;. Najciekawsze w tym podziale jest to, &#380;e post&#281;puje on &#347;ladem rozr&#243;&#380;nienia pomi&#281;dzy dwoma klasami sk&#322;onno&#347;ci naturalnych: sk&#322;onno&#347;ci silnych (formuj&#261;cych rozum) i sk&#322;onno&#347;ci s&#322;abych (tworz&#261;cych fantazj&#281;):&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[...] musz&#281; wyr&#243;&#380;ni&#263; w wyobra&#378;ni te zasady, kt&#243;re s&#261; trwa&#322;e, powszechne i nieodparte. Takie na przyk&#322;ad, jak przej&#347;cie nawykowe od przyczyn do skutk&#243;w i od skutk&#243;w do przyczyn. Z drugiej strony wyr&#243;&#380;ni&#263; musz&#281; zasady, kt&#243;re s&#261; zmienne, s&#322;abe i nieregularne, takie jak te, kt&#243;re dopiero co zanotowa&#322;em. Pierwsze s&#261; podstaw&#261; wszelkich naszych my&#347;li i dzia&#322;a&#324;, tak i&#380; natura ludzka musia&#322;aby od razu ulec zag&#322;adzie, gdyby usun&#261;&#263; te zasady. Drugie natomiast nie s&#261; ani nieuniknione, ani niezb&#281;dnie konieczne dla rodzaju ludzkiego, ani nawet tak bardzo po&#380;yteczne w praktyce &#380;yciowej; przeciwnie, widzimy, &#380;e dzia&#322;aj&#261; one tylko w umys&#322;ach i &#380;e przeciwstawiaj&#261;c si&#281; innym zasadom nawyku i rozumowania mog&#261; &#322;atwo by&#263; obalone przez odpowiednie przeciwie&#324;stwo i przeciwstawienie [TNL, II, 293&#8211;294].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Niestety, Hume podaje tylko jeden przyk&#322;ad silnej zasady pojmowania &#8232;(tj. przyczynowo&#347;&#263;). Robert Paul Wolff dowodzi, &#380;e jest w sumie pi&#281;&#263; takich sk&#322;onno&#347;ci: wnioskowanie przyczynowe, harmonia, zwi&#261;zek logiczny, ci&#261;g&#322;o&#347;&#263; istnienia i przekonanie [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-7&quot; name=&quot;nh3-7&quot; id=&quot;nh3-7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[7] Wolff interpretuje te zasady jako &#8222;sk&#322;onno&#347;ci do tworzenia sk&#322;onno&#347;ci&#8221; (...)' &gt;7&lt;/a&gt;]. Przeciwnie do my&#347;li Wolffa, bardziej prawdopodobne wydaje si&#281;, &#380;e Hume my&#347;la&#322; o siedmiu silnych sk&#322;onno&#347;ciach, w nawi&#261;zaniu do siedmiu filozoficznych relacji odpowiedzialnych za dowodzenie i prawdopodobie&#324;stwo. Zdaniem Hume'a rozumowanie dzieli si&#281; na rozumowanie dowodz&#261;ce i prawdopodobne:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Najbardziej wida&#263; to tam, gdzie Hume argumentuje, &#380;e &#8222;operacje rozumu ludzkiego dziel&#261; si&#281; na dwa rodzaje, a mianowicie na por&#243;wnywanie idej i na wnioskowanie fakt&#243;w&#8221; [TNL, II, 251]. Siedem filozoficznych relacji wyliczonych w ksi&#281;dze I wyczerpuje relacje potrzebne do dowodliwego i prawdo-podobnego rozumowania [TNL, I, 96&#8211;101]. A zatem silne zasady (i filozoficzne relacje) zawiera&#322;yby (1) podobie&#324;stwo, (2) przeciwie&#324;stwo, (3) stopnie jako&#347;ci, (4) stosunek ilo&#347;ci lub liczby (zaanga&#380;owany w dowodzenie), (5) to&#380;samo&#347;&#263;, &#8232;(6) stosunek czasu i miejsca, (7) przyczynowo&#347;&#263; (zaanga&#380;owana w dowodzenie).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Humowskie wyja&#347;nienie s&#322;abych zasad fantazji jest ja&#347;niejsze ni&#380; wyja&#347;-nienie silnych zasad rozumowania, poniewa&#380; w wi&#281;kszo&#347;ci przypadk&#243;w prob-lematyczne idee wytwarzane przez fantazj&#281; powstaj&#261; z naturalnych relacji podobie&#324;stwa [TNL, I, 87] [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-8&quot; name=&quot;nh3-8&quot; id=&quot;nh3-8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[8] Wskazana tutaj s&#322;aba zasada podobie&#324;stwa jest tym, co Hume nazywa (...)' &gt;8&lt;/a&gt;]. Hume sporadycznie charakteryzuje wzi&#281;te z fantazji &#8232;i oparte na s&#322;abych zasadach idee jako nale&#380;&#261;ce do &#8222;b&#322;&#281;dnej filozofii&#8221;. Zawieraj&#261; one klasyczne teorie substancji, form substancjalnych, przypad&#322;o&#347;ci i skrytych jako&#347;ci [TNL, I, 290&#8211;293], a tak&#380;e nowo&#380;ytne teorie jako&#347;ci pierwotnych [TNL, I, 296&#8211;301]. Cz&#281;&#347;ciej jednak jego uwaga skupia si&#281; na b&#322;&#281;dnych &#8222;wulgarnych&#8221; lub pospolitych ideach, opartych na s&#322;abych zasadach. Cz&#281;&#347;&#263; z nich to pospolite teorie oparte na zwi&#261;zku koniecznym [TNL, I, 222, 223, 267], uczuciach [TNL, II, 275], rozumie [TNL, II, 256], etyce [TNL, II, 166, 312 i 370] &#8232;i religijnym przes&#261;dzie [TNL, I, 312 i 352; BDR, VII, 80 i 83] [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-9&quot; name=&quot;nh3-9&quot; id=&quot;nh3-9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[9] Inne pospolite teorie odnosz&#261; si&#281; do ambicji i mi&#322;o&#347;ci samego siebie [BDM, (...)' &gt;9&lt;/a&gt;]. Zdaniem Hume'a, tym, co pospolite teorie czyni b&#322;&#281;dnymi, nie jest fakt ich oparcia na s&#322;abych zasadach, lecz czynienie tego w spos&#243;b bezrefleksyjny i uprzedzony, kosztem silnych zasad pojmowania [TNL, I, 157, 293 i 347].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozr&#243;&#380;nienie na silne i s&#322;abe zasady (oraz rozum i fantazj&#281;) stoi w centrum Humowskiego pyrronizmu, jak jest to zauwa&#380;alne we wnioskach z ksi&#281;gi I:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li bowiem darzymy uznaniem ka&#380;d&#261; pospolit&#261; sugesti&#281; wyobra&#378;ni, to nie tylko cz&#281;sto sugestie te s&#261; sobie przeciwne, lecz prowadz&#261; nas te&#380; do takich b&#322;&#281;d&#243;w, niedorzeczno&#347;ci i ciemnych koncepcji, &#380;e musimy wreszcie wstydzi&#263; si&#281; naszej &#322;atwowierno&#347;ci. [...] je&#380;eli rozwa&#380;enie tych przypadk&#243;w sk&#322;ania nas, by&#347;my si&#281; zdecydowali odrzuci&#263; wszelkie pospolite sugestie wyobra&#378;ni i trzyma&#263; si&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;rozumu&lt;/i&gt; , to znaczy: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;og&#243;lnych i bardziej ustalonych w&#322;asno&#347;ci wyobra&#378;ni&lt;/i&gt; , to nawet ta decyzja [...] b&#281;dzie niebezpieczna [...]. Wskaza&#322;em ju&#380; bowiem, &#380;e rozum, gdy dzia&#322;a w odosobnieniu i zgodnie ze swymi najbardziej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;og&#243;lnymi zasadami&lt;/i&gt; , podkopuje ca&#322;kowicie sam siebie [...] [TNL, I, &#8232;346&#8211;347].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W tym fragmencie Hume dowodzi, &#380;e pyrro&#324;skie sprzeczno&#347;ci wywodz&#261; si&#281; z pewnej sk&#322;onno&#347;ci wyp&#322;ywaj&#261;cej z wyobra&#378;ni. Niekt&#243;re z nich dotycz&#261; s&#322;abych zasad fantazji i, rzecz jasna, prowadz&#261; do powstawania problem&#243;w. Co jednak bardziej interesuj&#261;ce, inne sprzeczno&#347;ci powstaj&#261; wy&#322;&#261;cznie na gruncie silnych zasad rozumu. W obu przypadkach pewne zasady wyobra&#378;ni s&#261; samoobalaj&#261;ce, a inne dopiero w po&#322;&#261;czeniu z kolejnymi prowadz&#261; do sprzeczno&#347;ci. W opinii Hume'a owe sprzeczno&#347;ci s&#261; nieuniknion&#261; konsekwencj&#261; jakiegokolwiek dociekania w obszarze wyobra&#378;ni i zawsze czyhaj&#261; pod powierzchni&#261; naszego codziennego &#380;ycia. Odnosz&#261;c si&#281; do tego przekonania, Manfred Kuehn zauwa&#380;a, &#380;e &#8222;u Hume'a wyst&#281;puje zasadnicza klasa sprzeczno&#347;ci, kt&#243;re, jego zdaniem, nie s&#261; ani przypadkowe, ani powsta&#322;e w wyniku analizy, ale okre&#347;laj&#261; istotow&#261; charakterystyk&#281; ludzkiego umys&#322;u&#8221; [Kuehn 1983, 26].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Alfred Jules Ayer dowodzi, &#380;e podkre&#347;laj&#261;c nieunikniono&#347;&#263; sprzeczno&#347;ci r&#243;&#380;nych zasad, &#8222;Hume wielce wyolbrzymia sceptyczn&#261; donios&#322;o&#347;&#263; swojego rozumowania&#8221; [Ayer 1980, 20]. By&#263; mo&#380;e pojedyncze okazje, przy kt&#243;rych powstaj&#261; sprzeczno&#347;ci, da si&#281; usun&#261;&#263; z normalnego rozumienia tego fenomenu (tak jak sprzeczno&#347;&#263;, kt&#243;r&#261; Hume zauwa&#380;a w zwi&#261;zku z przyczynowo&#347;ci&#261;). Jednak&#380;e tym, o co Hume'owi idzie, jest ukazanie, &#380;e koncepcje, kt&#243;re przy powierzchownej ocenie wydaj&#261; si&#281; sp&#243;jne, zawieraj&#261; nieusuwalne problemy, &#8232;a te ostatecznie nale&#380;y zignorowa&#263;. Stoj&#261;c w obliczu sprzeczno&#347;ci, Hume nie twierdzi jednak, &#380;e powinni&#347;my w&#261;tpi&#263; we wszystkie wytwory i idee wyobra&#378;ni. Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, taka w&#261;tpliwo&#347;&#263; jest w&#322;a&#347;ciwie niemo&#380;liwa, poniewa&#380; inne naturalne sk&#322;onno&#347;ci czy instynkty zmuszaj&#261; nas do kontynuowania zar&#243;wno &#380;ycia codziennego, jak i filozoficznego dociekania [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-10&quot; name=&quot;nh3-10&quot; id=&quot;nh3-10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[10] Hume nie stosuje zwrotu &#8222;&#380;ycie potoczne&#8221; [TNL, I, 347] dla oznaczenia (...)' &gt;10&lt;/a&gt;]. A zatem pyrronizm Hume'a (przesadny sceptycyzm) opiera si&#281; na przekonaniu o wewn&#281;trznie sprzecznej naturze wyobra&#378;ni, kt&#243;rej istotowe sk&#322;onno&#347;ci powoduj&#261; powstawanie niezgodnych ze sob&#261; idei.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Sprzeczno&#347;ci w&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; Traktacie&lt;/i&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A&#380;eby dostrzec, jak wyobra&#378;nia jest sprzeczna z natury, przyjrz&#281; si&#281; trzem g&#322;&#243;wnym sprzeczno&#347;ciom odkrytym w ksi&#281;dze I &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-11&quot; name=&quot;nh3-11&quot; id=&quot;nh3-11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[11] John Passmore zauwa&#380;a tylko jedn&#261; z tych trzech sprzeczno&#347;ci &#8211; problem (...)' &gt;11&lt;/a&gt;]. Pierwsz&#261; sprzeczno&#347;ci&#261; jest klasyczny problem indukcji, kt&#243;ry Hume okre&#347;la jako problem rozumowania &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;a posteriori&lt;/i&gt; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-12&quot; name=&quot;nh3-12&quot; id=&quot;nh3-12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[12] Ta sprzeczno&#347;&#263; dominuje w partii Traktatu zatytu&#322;owanej &#8222;O sceptycyzmie w (...)' &gt;12&lt;/a&gt;] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;. &lt;/i&gt; M&#243;wi&#261;c w skr&#243;cie, dotyczy on sposobu, w jaki formujemy swoje nawyki kojarzenia na podstawie obserwowania relacji przyczynowych, zw&#322;aszcza w przypadku wnioskowania o prawdopodobie&#324;stwie zachodzenia danej relacji przyczynowej pomi&#281;dzy obiektami A i B [TNL, I, 205&#8211;206, 236&#8211;244 i 347] [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-13&quot; name=&quot;nh3-13&quot; id=&quot;nh3-13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[13] R&#243;&#380;norodnie interpretowano szczeg&#243;&#322;y Humowskiego problemu indukcji. (...)' &gt;13&lt;/a&gt;]. Nawyk oczekiwania formuje si&#281; na bazie obserwacji powtarzaj&#261;cego si&#281; wyst&#281;powania po sobie A i B. Jednak&#380;e nie mo&#380;emy s&#261;dzi&#263; o zachodzeniu relacji przyczynowej pomi&#281;dzy A i B na podstawie pierwszego zaobserwowanego nast&#281;pstwa. Nazwijmy to &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;niepewno&#347;ci&#261; 1&lt;/i&gt; . Zachodzenie relacji przyczynowej w tym wypadku jest wysoce niepewne. Jeste&#347;my zmuszeni s&#261;dzi&#263; o racjonalno&#347;ci owej niepewno&#347;ci; a zatem rozwa&#380;amy, czy s&#322;uszne by&#322;o przypuszczenie o niepewno&#347;ci zachodzenia relacji przyczynowej pomi&#281;dzy A i B. Ten nowy s&#261;d o racjonalnym charakterze niepewno&#347;ci mo&#380;e si&#281; jednak opiera&#263; tylko na do&#347;wiadczeniu poprzednich akt&#243;w s&#261;dzenia, dotycz&#261;cych przypadk&#243;w podobnych do &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;niepewno&#347;ci 1&lt;/i&gt; . Ze wzgl&#281;du na to, &#380;e wszystkie s&#261;dy oparte na do&#347;wiadczeniu s&#261; otwarte na w&#261;tpliwo&#347;&#263;, sytuacja ta powoduje pojawienie si&#281; nowej w&#261;tpliwo&#347;ci &#8211; nazwijmy to &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;niepewno&#347;ci&#261; 2&lt;/i&gt; . Jeste&#347;my nast&#281;pnie zmuszeni do s&#261;dzenia o &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;niepewno&#347;ci 2&lt;/i&gt; , kt&#243;ra podobnie rodzi &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;niepewno&#347;&#263; 3&lt;/i&gt; , i tak dalej. Wniosek Hume'a brzmi zatem: &#8222;&#380;adna rzecz sko&#324;czona nie mo&#380;e si&#281; osta&#263;, gdy jej ubywa &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;in infinitum&lt;/i&gt; coraz nowymi dawkami; i nawet najwi&#281;ksze ilo&#347;ci, jakie mo&#380;e obj&#261;&#263; ludzka wyobra&#378;nia, musz&#261; w ten spos&#243;b doj&#347;&#263; do zera&#8221; [TNL, I, 239&#8211;240]. Podczas gdy wnioskowanie przyczynowe oparte na &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;silnych&lt;/i&gt; zasadach kszta&#322;tuje nasze nawyki [TNL, I, 293; BDR, VI, 73], powy&#380;sze rozumowanie ukazuje zawart&#261; w owym wnioskowaniu sprzeczno&#347;&#263; poprzez wskazanie na &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;niemo&#380;liwo&#347;&#263;&lt;/i&gt; uformowania w&#322;a&#347;ciwych nawyk&#243;w nawet w najbardziej sprzyjaj&#261;cych warunkach. A zatem silna zasada kszta&#322;tuj&#261;ca nawyki jest &#8222;sprzeczna&#8221;, co znaczy &#8211; samoobalaj&#261;ca.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Druga z trzech sprzeczno&#347;ci podanych przez Hume'a dotyczy naszego po-strzegania przedmiot&#243;w zewn&#281;trznych. Chocia&#380; odnosi si&#281; ona tak&#380;e do prob-lemu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;zmys&#322;&#243;w&lt;/i&gt; , pierwotnie pochodzi z problemu obecnego w obszarze wyobra&#378;ni, a dok&#322;adniej &#8211; w obszarze fantazji [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-14&quot; name=&quot;nh3-14&quot; id=&quot;nh3-14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[14] Jest to szczeg&#243;lnie wyra&#378;nie zauwa&#380;alne w nast&#281;puj&#261;cej uwadze Hume&amp;#39;a: (...)' &gt;14&lt;/a&gt;]. Problem ten wynika z wyst&#281;powania konfliktu pomi&#281;dzy dwoma teoriami percepcji: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;pospolitym&lt;/i&gt; stanowiskiem realis-tycznym i filozoficzn&#261; teori&#261; reprezentacji [TNL, I, 244&#8211;272]. Zgodnie z pospolitym, realistycznym punktem widzenia &#8222;fantazyjna&#8221; (sytuuj&#261;ca si&#281; w obszarze fantazji) zasada podobie&#324;stwa &#322;&#261;czy nasze jednostkowe akty spostrzegania danego obiektu i sprawia, i&#380; przypuszczamy, &#380;e nasze spostrze&#380;enia danego obiektu s&#261; identyczne z nim samym. Co wi&#281;cej, zmusza nas do wiary w to&#380;samo&#347;&#263; naszych percepcji i odno&#347;nych obiekt&#243;w danych nam w percepcjach &#380;ywo przywo&#322;anych przez pami&#281;&#263; [TNL, I, 261]. Jednak naturalny tok my&#347;li, i tym razem wspartej przez fantazj&#281;, zbija to pospolite realistycznie stanowisko, poniewa&#380; nawet proste do&#347;wiadczenia postrze&#380;eniowe wykazuj&#261;, &#380;e obiekty i ich percepcje nie mog&#261; by&#263; identyczne. W perspektywie filozoficznej sugeruje to, i&#380; nasze impresje mog&#261; by&#263; tylko kopiami obiekt&#243;w [TNL, I, 268]. B&#322;&#281;dno&#347;&#263; pospolitego realizmu sugeruje zatem prawdziwo&#347;&#263; teorii kopii, a b&#322;&#281;dno&#347;&#263; teorii kopii &#8211; prawdziwo&#347;&#263; pospolitego realizmu. Sprzeczno&#347;&#263; w obszarze wyobra&#378;ni polega zatem na tym, &#380;e zasady fantazji, a w szczeg&#243;lno&#347;ci zasada podobie&#324;stwa, przyczyniaj&#261; si&#281; do powstania dw&#243;ch teorii percepcji, kt&#243;re rozpatrywane oddzielnie s&#261; nie do obronienia, rozpatrywane za&#347; &#322;&#261;cznie s&#261; niezgodne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ostatnia sprzeczno&#347;&#263; w ksi&#281;dze I wyst&#281;puje pomi&#281;dzy rozumem a zmys-&#322;ami, poniewa&#380; &#8222;nie jest dla nas mo&#380;liwe, by&#347;my s&#322;usznie i prawid&#322;owo wnios-kowali z przyczyn i skutk&#243;w, a jednocze&#347;nie wierzyli w nieprzerwane istnienie materii&#8221; [TNL, I, 344] [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-15&quot; name=&quot;nh3-15&quot; id=&quot;nh3-15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[15] John Bricke jest jednym z nielicznych komentator&#243;w, kt&#243;ry rozpozna&#322; (...)' &gt;15&lt;/a&gt;]. Hume rozpoczyna od uwagi, &#380;e zasady fantazji sk&#322;aniaj&#261; nas do wiary w zewn&#281;trzne istnienie jako&#347;ci pierwotnych [TNL, I, 296]. Nast&#281;pnie zauwa&#380;a, &#380;e niekt&#243;re jako&#347;ci wt&#243;rne maj&#261; przyczyny wewn&#281;trzne [TNL, I, 299&#8211;300]. Je&#380;eli zatem w spos&#243;b prawdopodobny wnioskujemy &#8232;o okre&#347;lonych skutkach jako wyp&#322;ywaj&#261;cych z okre&#347;lonych przyczyn, to musimy stwierdzi&#263;, &#380;e wszystkie jako&#347;ci wt&#243;rne maj&#261; przyczyny wewn&#281;trzne. Co wi&#281;cej, poniewa&#380; idee jako&#347;ci pierwotnych (zw&#322;aszcza idea rozci&#261;g&#322;o&#347;ci) s&#261; ostatecznie wywiedzione z idei jako&#347;ci wt&#243;rnych (zw&#322;aszcza idei koloru), to musimy uzna&#263;, &#380;e tak&#380;e jako&#347;ci pierwotne maj&#261; przyczyny wewn&#281;trzne. Tym, co pozostaje, jest substancja pozbawiona wszelkich jako&#347;ci. Sprzeczno&#347;&#263; polega zatem na tym, &#380;e mamy dwie zasady wyobra&#378;ni (przyczynowo&#347;&#263; i przekonanie o istnieniu jako&#347;ci pierwotnych), co prowadzi do powstania przeciwstawnych wniosk&#243;w: o istnieniu i o nieistnieniu jako&#347;ci pierwotnych.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W s&#322;ynnym podsumowaniu ksi&#281;gi I &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu &lt;/i&gt; Hume rozwa&#380;a wnioski wyp&#322;ywaj&#261;ce z wyst&#281;powania tych trzech sprzeczno&#347;ci [TNL, I, 343&#8211;346]. Pod-kre&#347;la on niemo&#380;no&#347;&#263; ich unikni&#281;cia, ale r&#243;wnie&#380; wskazuje, &#380;e w tych kwestiach sceptycyzm musi pozosta&#263; teoretyczny, poniewa&#380; natura zmusza nas do wiary w przyczynowo&#347;&#263; i w istnienie obiekt&#243;w zewn&#281;trznych [TNL, I, &#8232;240&#8211;348]. Na zako&#324;czenie ostrzega przed zapominaniem o skromno&#347;ci, objawiaj&#261;cym si&#281; w stosowaniu termin&#243;w takich jak &#8222; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;to jest oczywiste, to jest pewne, temu nie mo&#380;na zaprzeczy&#263;&lt;/i&gt; &#8221; [TNL, I, 355]. To ostrze&#380;enie jest elementem Humowskiego &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;umiarkowanego&lt;/i&gt; konsekwentnego sceptycyzmu towarzysz&#261;cego jego pyrronizmowi.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Tyle je&#347;li chodzi o sprzeczno&#347;ci ujawnione w ksi&#281;dze I. Zwr&#243;&#263;my teraz uwag&#281; na ksi&#281;gi II i III &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu&lt;/i&gt; , w kt&#243;rych Hume pocz&#261;tkowo zaprzecza, jakoby sprzeczno&#347;ci powstawa&#322;y w obszarze wewn&#281;trznych postrze&#380;e&#324; umys&#322;u, dotycz&#261;cych m.in. uczu&#263; i poczu&#263; moralnych. Wida&#263; to m.in. w nast&#281;puj&#261;cym fragmencie:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Istota i sk&#322;ad cia&#322; fizycznych s&#261; tak ciemne, &#380;e z konieczno&#347;ci musimy w naszych rozumowaniach, a raczej domys&#322;ach, dotycz&#261;cych tych rzeczy, wik&#322;a&#263; si&#281; w sprzeczno&#347;ci i niedorzeczno&#347;ci. &#379;e jednak percepcje umys&#322;u s&#261; znane dok&#322;adnie i &#380;e zastosowa&#322;em wszelkie &#347;rodki ostro&#380;no&#347;ci, jakie tylko mo&#380;na sobie wyobrazi&#263;, tworz&#261;c wnioski ich dotycz&#261;ce, przeto zawsze mia&#322;em nadziej&#281;, i&#380; si&#281; ustrzeg&#281; tych sprzeczno&#347;ci, kt&#243;re tkwi&#261; w ka&#380;dym innym systemie [TNL, II, 126].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dwie sprawy s&#261; tu warte podkre&#347;lenia. Po pierwsze &#8211; sprzeczno&#347;ci, kt&#243;re wy&#322;aniaj&#261; si&#281; z Humowskich teorii w ksi&#281;dze I, s&#261; rezultatem domniemywania natury obiekt&#243;w zewn&#281;trznych. Takie domniemania wychodz&#261; &#8222;poza zasi&#281;g ludzkiego rozumu&#8221; [TNL, I, 90], a problemy powstaj&#261; w&#243;wczas, gdy chcemy poprowadzi&#263; nasze badania poza postrzegany wygl&#261;d zewn&#281;trzny i staramy si&#281; doj&#347;&#263; do wniosk&#243;w dotycz&#261;cych przedmiot&#243;w zewn&#281;trznych samych w sobie [TNL, I, 345]. Sprzeczno&#347;ci s&#261; nieuniknione, poniewa&#380; nie mo&#380;emy nie &#380;ywi&#263; prze&#347;wiadczenia o istnieniu przedmiot&#243;w zewn&#281;trznych i o relacjach przyczynowych wyst&#281;puj&#261;cych pomi&#281;dzy nimi [TNL, I, 244, 261 i 294]. Drug&#261; istotn&#261; kwesti&#261; poruszon&#261; w cytowanym akapicie jest przekonanie, &#380;e badania ograniczone do wewn&#281;trznych postrze&#380;e&#324; stan&#243;w umys&#322;owych nie powoduj&#261; pojawienia si&#281; podobnych problem&#243;w. Teorie uczu&#263; s&#261; zatem zabezpieczone przed sprzeczno&#347;ci&#261;, poniewa&#380; dotycz&#261; zdarze&#324; mentalnych, przeciwnych zdarzeniom pozamentalnym. Moralno&#347;&#263; jest odporna na sprzeczno&#347;&#263; ze wzgl&#281;du na to, &#380;e poczucia [ &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;sentiments&lt;/i&gt; ] moralne s&#261; podzbiorem uczu&#263; [ &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;passions&lt;/i&gt; ] (a wy&#322;&#261;cznie od owych poczu&#263; zale&#380;y moralna aprobata) [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-16&quot; name=&quot;nh3-16&quot; id=&quot;nh3-16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[16] A&#380;eby uzyska&#263; najlepsze obja&#347;nienie sposobu, w jaki uczucia moralne s&#261; (...)' &gt;16&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Taka by&#322;a przynajmniej intencja Hume'a podczas pisania g&#322;&#243;wnego tekstu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu&lt;/i&gt; . &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; &lt;/i&gt; Jednak&#380;e podczas pisania &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatku&lt;/i&gt; (kt&#243;ry zosta&#322; zaliczony do ksi&#281;-&#8232;gi III) intencje te uleg&#322;y dramatycznej zmianie. W &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatku&lt;/i&gt; , w odniesieniu do rozwa&#380;a&#324; nad zagadnieniem to&#380;samo&#347;ci osobowej, Hume pisze:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[&#379;]ywi&#322;em pewne nadzieje, &#380;e chocia&#380; nasza kondycja &#347;wiata intelektualnego mo&#380;e mie&#263; znaczne braki, to przecie&#380; b&#281;dzie wolna od tych sprzeczno&#347;ci i niedorzeczno&#347;ci, kt&#243;re zdaj&#261; si&#281; towarzyszy&#263; wszelkiemu wyja&#347;nieniu, jakie jest w stanie da&#263; umys&#322; ludzki, co si&#281; tyczy &#347;wiata materialnego [TNL, III, 467&#8211;468; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatek&lt;/i&gt; ].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W tym fragmencie daje si&#281; zauwa&#380;y&#263;, &#380;e rozwa&#380;aj&#261;c kwesti&#281; to&#380;samo&#347;ci osobowej, Hume odkry&#322; kolejn&#261; sprzeczno&#347;&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume uwa&#380;a, i&#380; ja&#378;&#324; sk&#322;ada si&#281; jedynie z serii percepcji, po&#322;&#261;czonych &#8232;w wyobra&#378;ni zgodnie z pewn&#261; zasad&#261;. W ksi&#281;dze I argumentowa&#322;, &#380;e t&#261; zasad&#261; jest podobie&#324;stwo [TNL, I, 329&#8211;330]. W &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatku &lt;/i&gt; nie jest ju&#380; jednak usatysfakcjonowany takim wyja&#347;nieniem, poniewa&#380; dwa jego czynniki s&#261; w sprzeczno-&#8232;&#347;ci. Po pierwsze ka&#380;da z wyr&#243;&#380;nionych, nast&#281;puj&#261;cych po sobie percepcji naszych stan&#243;w mentalnych ustanawia wyr&#243;&#380;nione istnienie i nie mo&#380;e zosta&#263; stopiona z innymi w jedno istnienie. Po drugie wyobra&#378;nia nie mo&#380;e dostrzec &#380;adnego realnego zwi&#261;zku pomi&#281;dzy tymi odr&#281;bnymi istnieniami [TNL, II, 470; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatek&lt;/i&gt; ] [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-17&quot; name=&quot;nh3-17&quot; id=&quot;nh3-17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[17] Hume zdaje si&#281; argumentowa&#263; za wyst&#281;powaniem konfliktu pomi&#281;dzy tymi (...)' &gt;17&lt;/a&gt;]. Je&#347;li by&#322;oby mo&#380;liwe przekroczenie kt&#243;rej&#347; z tych dw&#243;ch przeszk&#243;d, mo&#380;na by r&#243;wnie&#380; zaoferowa&#263; przekonuj&#261;ce poj&#281;cie to&#380;samo&#347;ci osobowej. Hume nie sugeruje, jakoby nie istnia&#322;a zasada jednocz&#261;ca nasze nast&#281;puj&#261;ce po sobie impresje. Wskazuje jednak, &#380;e jakiejkolwiek zasady by&#347;my nie zaproponowali, to zawsze b&#281;dzie ona w konflikcie z jednym z dw&#243;ch powy&#380;szych twierdze&#324;. Zasada podobie&#324;stwa, na przyk&#322;ad, jak jest to sugerowane w ksi&#281;-dze I, sprzeciwia si&#281; drugiemu z tych twierdze&#324;, kt&#243;re utrzymuje, i&#380; wyobra&#378;nia nie mo&#380;e dostrzec &#380;adnej rzeczywistej relacji pomi&#281;dzy wyr&#243;&#380;nionymi istnieniami. Sprzeczno&#347;&#263; objawia si&#281; w tym, &#380;e &#380;adna zasada wyobra&#378;ni nie mo&#380;e &#8232;w spos&#243;b sp&#243;jny wyt&#322;umaczy&#263; poj&#281;cia po&#322;&#261;czonej osobowo&#347;ci. Odkrywszy zatem ten problem, Hume zaleca nam skromno&#347;&#263;; jest to, jak mogli&#347;my ju&#380; zaobserwowa&#263;, jedna z cech umiarkowanego sceptycyzmu, kt&#243;ry towarzyszy odkryciu sprzeczno&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Skutek tej nowej sprzeczno&#347;ci nie polega jedynie na wydaniu to&#380;samo&#347;ci osobowej w r&#281;ce pyrronizmu. Wynikaj&#261; z niej wnioski tak&#380;e dla moralno&#347;ci. Istotne jest jednak, &#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;specyficzna&lt;/i&gt; sprzeczno&#347;&#263; w obr&#281;bie to&#380;samo&#347;ci osobowej nie przedstawia problemu dla moralno&#347;ci w spos&#243;b bezpo&#347;redni, jakkolwiek poj&#281;cia to&#380;samo&#347;ci osobowej i to&#380;samo&#347;ci w og&#243;le s&#261; stosowane w kwestiach etycznych [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-18&quot; name=&quot;nh3-18&quot; id=&quot;nh3-18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[18] Wyja&#347;nienie niebezpo&#347;rednich nami&#281;tno&#347;ci przez Hume&amp;#39;a (w&#347;r&#243;d kt&#243;rych (...)' &gt;18&lt;/a&gt;], podobnie jak stosowane w nich s&#261; tak&#380;e poj&#281;cia przedmiot&#243;w &#8232;zewn&#281;trznych i przyczynowo&#347;ci [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-19&quot; name=&quot;nh3-19&quot; id=&quot;nh3-19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[19] Kiedy widz dokonuje aktu moralnego s&#261;du nad podmiotem pewnych dzia&#322;a&#324;, (...)' &gt;19&lt;/a&gt;]. Poniewa&#380; Humowskie wyja&#347;nienie moralno&#347;ci ju&#380; z g&#243;ry zak&#322;ada podstawowe poj&#281;cia uwik&#322;ane w sprzeczno&#347;ci, przedstawiony w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatku &lt;/i&gt; problem to&#380;samo&#347;ci osobowej nie zostaje mocniej zabarwiony pyrronizmem. Faktyczny problem w obr&#281;bie moralno&#347;ci, wnoszony przez t&#281; now&#261; sprzeczno&#347;&#263;, dotyczy czego&#347; powa&#380;niejszego. Hume by&#322; przekonany, &#380;e dopiero teraz, za pomoc&#261; problemu to&#380;samo&#347;ci osobowej, otworzy&#322; &#347;wiat zdarze&#324; mentalnych na sprzeczno&#347;ci. Dlatego te&#380; jego desperacja widoczna w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatku&lt;/i&gt; przejawia si&#281; przede wszystkim w poszukiwaniu problem&#243;w w obszarze &#347;wiata intelektu, co do kt&#243;rego wierzy&#322;, i&#380; jest wolny od sprzeczno&#347;ci [TNL, II, 467; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatek&lt;/i&gt; ]. W tej sytuacji pojawia si&#281; mo&#380;liwo&#347;&#263;, &#380;e tak&#380;e inne aspekty &#347;wiata przedmiot&#243;w mentalnych rodz&#261; podobne sprzeczno&#347;ci, odnosz&#261;ce si&#281; zw&#322;aszcza do uczu&#263; i moralno&#347;ci. Takie w&#322;a&#347;nie sprzeczno&#347;ci s&#261; zauwa&#380;alne &#8232;w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Badaniach &lt;/i&gt; Hume'a, kt&#243;re zosta&#322;y napisane dziesi&#281;&#263; lat po &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dodatku &lt;/i&gt; do &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu&lt;/i&gt; .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Sprzeczno&#347;&#263; w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Badaniach dotycz&#261;cych moralno&#347;ci&lt;/i&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Zako&#324;czeniu&lt;/i&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Bada&#324; dotycz&#261;cych zasad moralno&#347;ci &lt;/i&gt; Hume tak podsumowuje swoj&#261; postaw&#281; w stosunku do mo&#380;liwo&#347;ci powszechnego uznania jego teorii moralnej:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Musz&#281; jednak wyzna&#263;, &#380;e powy&#380;sza lista cn&#243;t ukazuje spraw&#281; w &#347;wietle tak jasnym, i&#380; &#380;adna prawda, kt&#243;r&#261; pozna&#322;bym na podstawie rozumowania i dowodzenia, nie potrafi&#322;aby wzbudzi&#263; we mnie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;obecnie &lt;/i&gt; pewno&#347;ci bardziej niezbitej, ani&#380;eli teza, wedle kt&#243;rej warto&#347;&#263; osobista polega wy&#322;&#261;cznie na tym, i&#380; w&#322;a&#347;ciwe cz&#322;owiekowi cechy s&#261; po&#380;yteczne lub przyjemne dla niego samego lub dla os&#243;b, kt&#243;re maj&#261; z nim do czynienia. Kiedy wszak&#380;e pomy&#347;l&#281; o tym, &#380;e zmierzono ju&#380; wprawdzie i opisano mas&#281; i kszta&#322;t ziemi, &#380;e wyt&#322;umaczono mechanizmy przyp&#322;ywu i odp&#322;ywu morza, &#380;e ukazano, jakim swoistym prawom podlega uk&#322;ad i ekonomia cia&#322; niebieskich, &#380;e sam&#261; nawet niesko&#324;czono&#347;&#263; sprowadzono do rachunku, a ludzie mimo to w dalszym ci&#261;gu nie mog&#261; si&#281; porozumie&#263;, co jest podstaw&#261; powinno&#347;ci moralnej &#8211; ot&#243;&#380; kiedy o tym pomy&#347;l&#281;, popadam zn&#243;w w niepewno&#347;&#263; i sceptycyzm i zaczynam podejrzewa&#263;, &#380;e gdyby tak oczywista hipoteza by&#322;a prawdziwa, to od dawna ju&#380; by&#322;aby truizmem, jednog&#322;o&#347;nie i zgodnie uznanym przez wszystkich [BDM, IX, 132].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W tym miejscu daje si&#281; zauwa&#380;y&#263;, &#380;e Hume ponownie popada w sceptycyzm, ze wzgl&#281;du na odczuwane przez niego napi&#281;cie pomi&#281;dzy dwoma sk&#322;onno&#347;ciami: z jednej strony prawdziwo&#347;&#263; jego teorii zas&#322;ug czy warto&#347;ci osobistej wydaje mu si&#281; pewna, z drugiej jednak sk&#322;ania si&#281; on ku w&#261;tpieniu w prawdziwo&#347;&#263; tej teorii, poniewa&#380; nie jest ona jednomy&#347;lnie akceptowana, jak s&#261; akceptowane inne teorie zjawisk naturalnych. Tak wi&#281;c Hume odkry&#322; kolejn&#261; sprzeczno&#347;&#263;, cho&#263;, tak jak w przypadku innych odkrytych przez niego sprzeczno&#347;ci, &#8222;nieufno&#347;&#263; i sceptycyzm&#8221;, w kt&#243;re na powr&#243;t wpada, maj&#261; charakter czysto teoretyczny. Jest tak, poniewa&#380; &#8222;nawet &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;skrajny &lt;/i&gt; sceptycyzm, gdyby da&#322;o si&#281; go w og&#243;le wyznawa&#263;, nie okaza&#322;by si&#281; bardziej zab&#243;jczy dla prawid&#322;owego rozumowania i wszelkich zaj&#281;&#263; badawczych&#8221; [BDM, IX, 131]. A zatem i tym razem odkryciu sprzeczno&#347;ci towarzyszy uzasadnienie konieczno&#347;ci skromno&#347;ci: &#8222;postawie filozoficznej nic nie mo&#380;e by&#263; bardziej obce ni&#380; bezwzgl&#281;dna pewno&#347;&#263; siebie i dogmatyzm w jakiejkolwiek kwestii&#8221; [BDM, IX, 131].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#379;adne z &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Bada&#324; &lt;/i&gt; Hume'a nie przedstawia precyzyjnych psychologicznych rozr&#243;&#380;nie&#324; i argument&#243;w, takich, jakie mo&#380;na znale&#378;&#263; w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie.&lt;/i&gt; Mniej si&#281; tu m&#243;wi o sk&#322;onno&#347;ciach, wyobra&#378;ni i fantazji. Wyja&#347;nienie Hume'a brzmi:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nauki o moralno&#347;ci i tak nazbyt &#322;atwo zdoby&#263; sobie mog&#261; u zwyk&#322;ego czytelnika opini&#281; abstrakcyjnych, nawet przy zastosowaniu wszelkich mo&#380;liwych &#347;rodk&#243;w, kt&#243;re mog&#322;yby oczy&#347;ci&#263; je ze zbytecznego teoretyzowania i uczyni&#263; powszechnie dost&#281;pnym [BDM, dodatek IV, 179, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przypis&lt;/i&gt; ].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pomimo to, je&#347;li b&#281;dziemy bada&#263; podstawy poznania, kt&#243;re podkre&#347;laj&#261; rozwa&#380;ane moralne napi&#281;cie, mo&#380;emy spostrzec, &#380;e ta sprzeczno&#347;&#263;, tak jak inne, powstaje z niezgodno&#347;ci zasad wyobra&#378;ni.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Konflikt wyst&#281;puje tu pomi&#281;dzy dwoma stanowiskami zakorzenionymi &#8232;w zasadach wyobra&#378;ni, z kt&#243;rych jedno dotyczy wyja&#347;nienia warto&#347;ci, a drugie &#8211; indukcji (i, ostatecznie, przyczynowo&#347;ci). Z jednej strony mamy Humowskie wyja&#347;nienie warto&#347;ci osobistej (w&#322;asno&#347;ci mentalne s&#261; przydatne i zgodne &#8232;w odniesieniu do danej jednostki i w jej relacjach z innymi). Og&#243;lnie rzecz bior&#261;c, Hume zauwa&#380;a, &#380;e jego teoria jest oparta &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;jedynie&lt;/i&gt; na zjawisku naturalnym &#8232;i bezstronnych opiniach umys&#322;u [BDM, dodatek IV, 185]. W podobnym duchu twierdzi on, &#380;e oceny i s&#261;dy moralne s&#261; zale&#380;ne nie tylko od uczu&#263;, ale te&#380; od budowy ludzkiego umys&#322;u, od pewnej &#8222;swoistej organizacji i konstytucji gatunku ludzkiego&#8221; [BDM, I, 7]. Instynktowna podstawa odd&#378;wi&#281;ku uczuciowego (kt&#243;ry zajmuje rozstrzygaj&#261;ce miejsce w teorii moralnej Hume'a) te&#380; jest tu wyja&#347;niona [BDM, dodatek II, 156; TNL, I, 230; TNL, II, 420] [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-20&quot; name=&quot;nh3-20&quot; id=&quot;nh3-20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[20] Dodatkowa sk&#322;onno&#347;&#263; b&#281;d&#261;c&#261; cz&#281;&#347;ci&#261; Humowskiej teorii moralnej jest (...)' &gt;20&lt;/a&gt;]. Humowska teoria warto&#347;ci osobistej jest zatem oparta na zasadach wyobra&#378;ni (nie jest tu jasno okre&#347;lone, czy na s&#322;abych, czy silnych zasadach). Z drugiej strony Humowska w&#261;tpliwo&#347;&#263; co do jego w&#322;asnej teorii warto&#347;ci osobistej wynika z na-&#8232;st&#281;puj&#261;cego toku rozumowania: gdyby teoria dotycz&#261;ca powszechnie znanych zjawisk naturalnych (np. sposob&#243;w mierzenia gruntu) by&#322;a prawdziwa, to jest wysoce prawdopodobne, &#380;e wi&#281;kszo&#347;&#263; ludzi zgodzi&#322;aby si&#281; j&#261; uzna&#263; za prawdziw&#261;. Jednak&#380;e wi&#281;kszo&#347;&#263; ludzi nie uznaje Humowskiej teorii warto&#347;ci osobis-tej za prawdziw&#261; (a warto&#347;&#263; osobista jest zjawiskiem powszechnie znanym), &#8232;a zatem teoria ta prawdopodobnie nie jest prawdziwa. Kluczow&#261; przes&#322;ank&#261; &#8232;w tym rozumowaniu, &#322;&#261;cz&#261;cym jednomy&#347;lne uznanie z prawd&#261;, jest wniosek indukcyjny wynikaj&#261;cy z wielu przyk&#322;ad&#243;w przytoczonych przez Hume'a. Jednak ze wzgl&#281;du na fakt, &#380;e idea indukcji jest zwi&#261;zana z przyczynowo&#347;ci&#261; &#8232;(za pomoc&#261; niedoskona&#322;ego nawyku [TNL, I, 183]), podejrzenie Hume'a &#8232;o b&#322;&#281;dno&#347;&#263; jego teorii jest oparte tak&#380;e na silnej zasadzie wyobra&#378;ni. Mamy zatem dwie zasady (moralne poczucie i indukcj&#281;), kt&#243;re wywo&#322;uj&#261; sprzeczne idee (moralno&#347;&#263; jest i nie jest okre&#347;lona za pomoc&#261; Humowskiego wyja&#347;nienia warto&#347;ci osobistej).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Sprzeczno&#347;ci w pierwszych&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; Badaniach&lt;/i&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dotychczas dowodzi&#322;em, i&#380; podstaw&#261; Humowskiego pyrronizmu jest okoliczno&#347;&#263;, &#380;e sprzeczne idee powstaj&#261; ze wzgl&#281;du na wewn&#281;trzny konflikt w obszarze wyobra&#378;ni, konflikt zachodz&#261;cy mi&#281;dzy zasadami wyobra&#378;ni. Dalej dowodzi&#322;em, i&#380; Hume nieustannie odkrywa&#322; kolejne sprzeczno&#347;ci, z kt&#243;rych najwyra&#378;niejsza jest sprzeczno&#347;&#263; dotycz&#261;ca moralno&#347;ci. Ostatni etap rozwoju pyrronizmu Hume'a jest zawarty w jego &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Badaniach.&lt;/i&gt; Rozwa&#380;ania Hume'a w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie &lt;/i&gt; o pyrronizmie s&#261; wyra&#378;nie zdominowane stosowaniem przeze&#324; terminu &#8222;sprzeczno&#347;&#263;&#8221;. Jednak w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Badaniach&lt;/i&gt; termin ten pojawia si&#281; rzadko. Zamiast niego Hume preferuje s&#322;owa takie jak &#8222;sprzeciw&#8221;, &#8222;absurd&#8221;, &#8222;dylemat&#8221;, &#8222;niejas-no&#347;&#263;&#8221;. Zmiana terminologiczna wskazuje na zmian&#281;, jaka zasz&#322;a w postawie Hume'a. W ostatniej cz&#281;&#347;ci swojej pracy, po&#347;wi&#281;conej tematowi pyrronizmu, Hume rozwa&#380;a wielo&#347;&#263; mo&#380;liwych pyrro&#324;skich dylemat&#243;w, pewne z nich &#8232;akceptuj&#261;c, cz&#281;&#347;&#263; za&#347; odrzucaj&#261;c [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-21&quot; name=&quot;nh3-21&quot; id=&quot;nh3-21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[21] Typy pyrro&#324;skiego sceptycyzmu, kt&#243;rym Hume&amp;#39;a przygl&#261;da si&#281; w IV cz&#281;&#347;ci (...)' &gt;21&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kilka dylemat&#243;w zostaje z g&#243;ry odrzuconych jako zbyt banalne. Na przyk&#322;ad Hume nie s&#261;dzi, by optyczne iluzje i zmieniaj&#261;ce si&#281; punkty widzenia podkopywa&#322;y [warto&#347;&#263;] zmys&#322;&#243;w. Nie s&#261;dzi on r&#243;wnie&#380;, by &#8222;r&#243;&#380;norodno&#347;&#263; naszych sposob&#243;w s&#261;dzenia w przypadku zdrowia i choroby, w m&#322;odo&#347;ci i staro&#347;ci, &#8232;w dostatku i biedzie&#8221; podwa&#380;a&#322;a rozumowanie. Jednak rozwija on pi&#281;&#263; znacz&#261;cych dylemat&#243;w. Dwa z nich s&#261; zawarte tak&#380;e w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; : pierwszy, oparty na konflikcie pomi&#281;dzy teoriami percepcji &#8211; pospolitym realizmem i teori&#261; kopii; drugi, dotycz&#261;cy problemu, &#380;e zasada przyczynowo&#347;ci redukuje wszystkie jako&#347;ci pierwotne do jako&#347;ci wt&#243;rnych, tak &#380;e pozostaje nam &#8222;jakie&#347; nieznane, niewyt&#322;umaczalne &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;co&#347;&lt;/i&gt; &#8221; [BDR, XII, 188&#8211;189]. Nie ma nic nowego w prezentacji przez Hume'a tych sprzeczno&#347;ci, jako &#380;e biegn&#261; one r&#243;wnolegle do analogicznych rozwa&#380;a&#324; w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nast&#281;pnie przedstawia on dwie dodatkowe sprzeczno&#347;ci dotycz&#261;ce rozumowania &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; a priori&lt;/i&gt; , obie b&#281;d&#261;ce wariantami paradoks&#243;w Zenona. Jeden problem wynika z twierdzenia o niesko&#324;czonej podzielno&#347;ci przestrzeni (czy geometrii Euklidesa). W obszarze geometrii mo&#380;na dowodzi&#263;, &#380;e ka&#380;dy odcinek mo&#380;e by&#263; dzielony w niesko&#324;czono&#347;&#263;. To twierdzenie o niesko&#324;czonej podzielno&#347;ci przestrzeni sprzeciwia si&#281; naturalnemu postrzeganiu przestrzeni jako utworzonej &#8232;z okre&#347;lonych czy atomowych element&#243;w [BDR, XII, 189]. Druga, podobna sprzeczno&#347;&#263; powstaje w zwi&#261;zku z poj&#281;ciem czasu. Zgodnie z twierdzeniami abstrakcyjnymi czas sk&#322;ada si&#281; z niesko&#324;czonego nast&#281;pstwa coraz to kr&#243;tszych moment&#243;w, jednak taki pomys&#322; uderza nas swoj&#261; absurdalno&#347;ci&#261; [BDR, XII, 191]. W obu tych przypadkach zdaje si&#281; wyst&#281;powa&#263; sprzeczno&#347;&#263; pomi&#281;dzy naszymi abstrakcyjnymi i naturalnymi twierdzeniami dotycz&#261;cymi przestrzeni &#8232;i czasu. Chocia&#380; Humowski werdykt w sprawie tych dw&#243;ch sprzeczno&#347;ci jest niejasny, trzy punkty sugeruj&#261;, &#380;e nie aprobuje on tych sprzeczno&#347;ci. Po pierwsze ton, jaki przybiera, jest cokolwiek sarkastyczny, gdy odnosi si&#281; on do zwolennik&#243;w tych argument&#243;w. Po drugie &#8211; sugerowane rozwi&#261;zanie tych dw&#243;ch dylemat&#243;w zamieszcza w przypisie [BDR, XII, 190]. Pomimo tego, co jest bardziej znacz&#261;ce, kilka rozdzia&#322;&#243;w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu&lt;/i&gt; Hume po&#347;wi&#281;ca odrzuceniu niesko&#324;czonej podzielno&#347;ci przestrzeni i czasu [TNL, I, 47&#8211;92]. Dziwne by by&#322;o, gdyby zatem nagle zaaprobowa&#322; t&#281; teori&#281; w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Badaniach&lt;/i&gt; .&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ostateczny dylemat pyrronizmu przedstawiany przez Hume'a dotyczy rozumowania &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;a posteriori&lt;/i&gt; . Jest on bardziej interesuj&#261;cy od czterech poprzednich, poniewa&#380; nie pojawia si&#281; w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; i poniewa&#380; Hume uznaje go w spos&#243;b jawny. Problem polega na tym, &#380;e rozumowanie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;a posteriori&lt;/i&gt; zale&#380;y ostatecznie od rozumowania przyczynowego, a instynktowi nawyku, na kt&#243;rym jest oparte rozumowanie przyczynowe, &#8222;co prawda trudno si&#281; oprze&#263;, lecz [...] mo&#380;e by&#263; [on &#8211; A.K.] zawodny i wprowadza&#263; nas w b&#322;&#261;d&#8221; [BDR, XII, 193]. Jest to cecha przyczynowo&#347;ci, kt&#243;r&#261; Hume nieustannie przywo&#322;uje. Tutaj jednak zostaje ona zidentyfikowana jako pyrro&#324;ska sprzeczno&#347;&#263;. Trudno dostrzec, w jaki spos&#243;b ten nowy dylemat mo&#380;e by&#263; sprzeczno&#347;ci&#261; tego samego rodzaju, jak te, kt&#243;re rozwa&#380;ali&#347;my wcze&#347;niej. W tamtych przypadkach okre&#347;lona niesp&#243;jno&#347;&#263; powstawa&#322;a z niezgodno&#347;ci zasad rozumu i/lub fantazji. Tutaj natomiast problemem jest nie tyle sprzeczno&#347;&#263; czy absurd, ile ograniczenia, jakie rozum narzuca wnioskowaniu przyczynowemu. Sugeruje to, &#380;e Hume rozszerzy&#322; swoje poj&#281;cie pyrronizmu tak, by zawrze&#263; w nim zar&#243;wno ograniczenia, jak i wi&#281;ksze sprzeczno&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume m&#243;g&#322; mie&#263; na celu uj&#281;cie owego ograniczenia jako jeszcze jednej istotnej sprzeczno&#347;ci. Widzieli&#347;my ju&#380;, &#380;e tworzenie nawyk&#243;w przyczynowych oparte jest na silnej zasadzie wyobra&#378;ni. Z kolei w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; Hume dowodzi, &#380;e s&#322;aba zasada wyobra&#378;ni sprawia, i&#380; subiektywnie postrzegamy w&#322;asno&#347;ci (takie jak zachodzenie relacji przyczynowych) i rzutujemy je na przedmioty &#8232;zewn&#281;trzne [TNL, I, 218]. Taka sytuacja sugeruje wyst&#281;powanie sprzeczno&#347;ci pomi&#281;dzy naszymi twierdzeniami o subiektywnie odbieranej przyczynowo&#347;ci &#8232;i o przyczynowo&#347;ci obiektywnej, obu opartych na zasadach wyobra&#378;ni. Je&#347;li faktycznie tak&#261; posta&#263; mia&#322;o rozumowanie Hume'a na temat tej sprzeczno&#347;ci, to jest to wyj&#261;tkowe odej&#347;cie od &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu.&lt;/i&gt; W &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; Hume zwyczajnie odrzuca fantazyjn&#261; ide&#281; przyczyny zewn&#281;trznej. Gdyby mia&#322; to by&#263; prawdziwy, rzeczywisty dylemat, to nie odrzuci&#322;by go (paralelnie do jego potraktowania sprzeczno&#347;ci w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; ). Niezale&#380;nie, czy obecny dylemat jest zwyk&#322;ym ograniczeniem, czy te&#380; rzeczywist&#261; sprzeczno&#347;ci&#261;, w obu przypadkach pyrronizm Hume'a uleg&#322; znacznym zmianom.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W konkluzji: jest oczywiste, &#380;e sprzeczno&#347;ci zajmuj&#261; centralne miejsce &#8232;w filozofii Hume'a, silnie oddzia&#322;uj&#261;c na wi&#281;kszo&#347;&#263; jego kluczowych poj&#281;&#263;. Oczywiste jest r&#243;wnie&#380;, i&#380; postawa Hume'a w stosunku do sprzeczno&#347;ci nie jest jednoznaczna. Rozpocz&#261;&#322; on od wskazania trzech sprzeczno&#347;ci w ksi&#281;dze I &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktatu&lt;/i&gt; , &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; &lt;/i&gt; by nast&#281;pnie, wraz z up&#322;ywem lat, odkry&#263; trzy kolejne, o niebagatelnym znaczeniu. (Mo&#380;na odczu&#263; mo&#380;liwo&#347;&#263; pojawienia si&#281; kolejnych sprzeczno&#347;ci w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Naturalnej historii religii&lt;/i&gt; i tych rozdzia&#322;ach &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Bada&#324;&lt;/i&gt; , kt&#243;re dotycz&#261; wolnej woli i cud&#243;w) [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-22&quot; name=&quot;nh3-22&quot; id=&quot;nh3-22&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[22] Ze wzgl&#281;du na cz&#281;sto m&#281;tne przedstawianie przez Hume&amp;#39;a kwestii religijnych (...)' &gt;22&lt;/a&gt;]. Niekt&#243;re interpretacje Hume'a staraj&#261; si&#281; rozmy&#263; sceptyczn&#261; stron&#281; jego rozwa&#380;a&#324; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb3-23&quot; name=&quot;nh3-23&quot; id=&quot;nh3-23&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[23] Zob. cytowane wcze&#347;niej prace Kempa Smitha i Davida Livingstona.' &gt;23&lt;/a&gt;]. Mam jednak nadziej&#281;, &#380;e wykaza&#322;em, i&#380; sceptycyzm Hume'a poszerza&#322; sw&#243;j zakres przez ca&#322;e jego &#380;ycie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Prze&#322;o&#380;y&#322;a ALEKSANDRA KO&#346;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Bibliografia&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Agassi J., 1985, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Unity of Hume's Thought&lt;/i&gt; , &#8222;Hume Studies: 10th Anniversary Issue&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Anderson R., 1966, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's First Principles&lt;/i&gt; , Lincoln.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ardal P., 1966, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Passion and Value In Hume's Treatise&lt;/i&gt; , Edinburgh.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ardal P., 1977, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Another Look at Hume's Account of Moral Evaluation&lt;/i&gt; , &#8222;Journal of the History of Philosophy&#8221;, s. 405&#8211;421.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ayer A.J., 1980, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume&lt;/i&gt; , New York.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Beuachamp P., Rosenberg A., 1981, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume and the Problem of Causation&lt;/i&gt; , Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Bricke J., 1980, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Philosophy of Mind&lt;/i&gt; , Princetown.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Flew A., 1986, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;David Hume: Philosopher of Moral Science&lt;/i&gt; , Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Fogelin R., 1985, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Skepticism,&lt;/i&gt; London.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Glathe A., 1950, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Theory of the Passions and of Morals&lt;/i&gt; , Los Angeles.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hallie P., 1985, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Sextus Empiricus: Selections&lt;/i&gt; , Indianapolis.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jones P., 1982, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Sentiments&lt;/i&gt; , Edinburgh.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kemp Smith N., 1941, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Philosophy of David Hume&lt;/i&gt; , London.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kuehn M., 1983, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Antinomies&lt;/i&gt; , &#8222;Hume Studies&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Livingston D., 1984, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Philosophy of Common Life&lt;/i&gt; , Chicago.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Naess A., 1968, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Skepticism&lt;/i&gt; , New York.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Norton D., 1982, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;David Hume&lt;/i&gt; , Princetown.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Passmore J., 1968, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Intentions&lt;/i&gt; , &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; &lt;/i&gt; Londyn.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Penelhum T., 1975, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume&lt;/i&gt; , New York.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Popkin R., 1952, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;David Hume and the Pyrrhonian Controversy&lt;/i&gt; , &#8222;Review of Meta-physics&#8221;, s. 65&#8211;81.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Popkin R., 1955, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Skeptical Precursors of David Hume&lt;/i&gt; , &#8222;Philosophy and Phenomenological Research&#8221; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Stern G., 1971, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;A Faculty Theory of Knowledge&lt;/i&gt; , Lewisburg.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Streminger G., 1980, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Theory of Imagination&lt;/i&gt; , &#8222;Hume Studies&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wilson F., 1983, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Skeptical Argument Against Reason&lt;/i&gt; , &#8222;Hume Studies&#8221;, &#8232;s. 90&#8211;120.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wolff R.P., 1968, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Theory of Mental Activity&lt;/i&gt; , [w:] V.C. Chappell (ed.), &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume&lt;/i&gt; , Notre Dame.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wright J., 1983, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Skeptical Realism of David Hume&lt;/i&gt; , Minneapolis.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;NOWA KRYTYKA 20&#8211;21 Rok 2007
ISSN 0867-647X&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		&lt;hr /&gt;
		&lt;div class='rss_notes'&gt;&lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-1&quot; name=&quot;nb3-1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-1&quot;&gt;1&lt;/a&gt;] Hume's Pyrrhonism: A Developmental Interpretation, &#8222;Hume Studies&#8221; 1989, Vol. 15, &#8232;s. 93&#8211;119.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-2&quot; name=&quot;nb3-2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-2&quot;&gt;2&lt;/a&gt;] A&#380;eby zapozna&#263; si&#281; z podej&#347;ciem badaczy Hume'a do jego sceptycyzmu, wyra&#380;onego &#8232;w ksi&#281;dze I Traktatu, zob. [Wright 1985, 1&#8211;9] oraz [Agassi 1985, 87&#8211;109].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-3&quot; name=&quot;nb3-3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-3&quot;&gt;3&lt;/a&gt;] Odkrycie poj&#281;ciowych sprzeczno&#347;ci stanowi tylko cz&#281;&#347;&#263; tradycyjnego pyrro&#324;skiego sceptycyzmu, poniewa&#380; celem sceptycyzmu jest osi&#261;gni&#281;cie spokoju [zob. Hallie 1985, 3&#8211;27; Norton 1982, 262&#8211;269]. Jednak&#380;e w tej pracy skoncentrujemy si&#281; na sprzeczno&#347;ciach, poniewa&#380; to przede wszystkim one zajmowa&#322;y Hume'a. Norton twierdzi, &#380;e Hume jest bardziej akademickim ni&#380; pyrro&#324;skim sceptykiem, poniewa&#380; zaleca pewien rodzaj &#8222;skromno&#347;ci i nieufno&#347;ci&#8221; [Norton 1982, 220 i 294]. Chocia&#380; akademicki czy te&#380; cycero&#324;ski aspekt sceptycyzmu Hume'a jest nie-zaprzeczalny [zob. Jones 1982, 161&#8211;179], to Norton nie uznaje realnej wagi obecno&#347;ci pyrro&#324;skich sprzeczno&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-4&quot; name=&quot;nb3-4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-4&quot;&gt;4&lt;/a&gt;] Zarysowywany przeze mnie kontrast pomi&#281;dzy teoretycznym i praktycznym sceptycyz-mem jest widoczny w odr&#243;&#380;nieniu sceptycyzmu spekulatywnego i praktycznego, przedstawionym przez Hume'a w Badaniach dotycz&#261;cych zasad moralno&#347;ci [182&#8211;183]. To rozr&#243;&#380;nienie jest silnie zakorzenione zar&#243;wno w my&#347;li Hume'a, jak i we wsp&#243;&#322;czesnej epistemologii [zob. Popkin 1955, 61&#8211;71; Popkin 1952; Fogelin 1985, 5; Naess 1968, 36&#8211;58].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-5&quot; name=&quot;nb3-5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-5&quot;&gt;5&lt;/a&gt;] To samo zauwa&#380;a Robert Anderson [Anderson 1966, 128].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-6&quot; name=&quot;nb3-6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-6&quot;&gt;6&lt;/a&gt;] Por&#243;wnaj to rozr&#243;&#380;nienie z rozr&#243;&#380;nieniem George'a Sterna [Stern 1971, 34]. Stern myli si&#281;, nie zauwa&#380;aj&#261;c, &#380;e rozum jest ga&#322;&#281;zi&#261; wyobra&#378;ni.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-7&quot; name=&quot;nb3-7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-7&quot;&gt;7&lt;/a&gt;] Wolff interpretuje te zasady jako &#8222;sk&#322;onno&#347;ci do tworzenia sk&#322;onno&#347;ci&#8221; [Wolff 1968, &#8232;99&#8211;129].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-8&quot; name=&quot;nb3-8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-8&quot;&gt;8&lt;/a&gt;] Wskazana tutaj s&#322;aba zasada podobie&#324;stwa jest tym, co Hume nazywa naturaln&#261; zasad&#261; kojarzenia. Trzeba j&#261; odr&#243;&#380;ni&#263; od silnej zasady podobie&#324;stwa, kt&#243;ra jest relacj&#261; filozoficzn&#261; [TNL, I, 17&#8211;20]. R&#243;&#380;nica zachodzi tu pomi&#281;dzy nie&#347;wiadomymi przej&#347;ciami dokonywanymi przez umys&#322; a &#347;wiadomymi por&#243;wnaniami. Na przyk&#322;ad naturalna relacja podobie&#324;stwa zachodzi w&#243;wczas, gdy widok samochodu &#8211; forda &#8211; Smitha przywodzi mi na my&#347;l, bez &#380;adnego wysi&#322;ku &#347;wiadomo&#347;ci, mojego forda. Z drugiej strony filozoficzna relacja podobie&#324;stwa zachodzi w&#243;wczas, gdy w spos&#243;b &#347;wiadomy zauwa&#380;amy, &#380;e tr&#243;jk&#261;t A przypomina tr&#243;jk&#261;t B, poniewa&#380; oba s&#261; tr&#243;jk&#261;tami. Naturalna relacja podobie&#324;stwa pozwala mi, bez &#380;adnego wysi&#322;ku &#347;wiadomo&#347;ci, nie&#347;wiadomie otwiera&#263; jakiekolwiek drzwi, gdy&#380; przypominaj&#261; one drzwi, kt&#243;rymi potrafi&#281; si&#281; pos&#322;ugiwa&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-9&quot; name=&quot;nb3-9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-9&quot;&gt;9&lt;/a&gt;] Inne pospolite teorie odnosz&#261; si&#281; do ambicji i mi&#322;o&#347;ci samego siebie [BDM, 124], dumy &#8232;i pokory [TNL, I, 156], &#322;agodnych i gwa&#322;townych impresji [TNL, II, 10], powodzenia [BDM, 96], niepowodzenia [TNL, I, 351], ogranicze&#324; umys&#322;u w przedstawianiu sobie tego, co najmniejsze &#8232;i tego, co najwi&#281;ksze [TNL, I, 38] oraz, og&#243;lnie rzecz bior&#261;c, pospolitych opinii [TNL, I, 231]. Naturalna historia religii Hume'a stanowi pr&#243;b&#281; wyja&#347;nienia pospolitego sposobu ujmowania religii, zgodnego ze s&#322;abymi zasadami wyobra&#378;ni, takimi jak sk&#322;onno&#347;&#263; do antropomorfizacji [DRN, 163] i sk&#322;onno&#347;&#263; do ba&#322;wochwalstwa [DRN, 176].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-10&quot; name=&quot;nb3-10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-10&quot;&gt;10&lt;/a&gt;] Hume nie stosuje zwrotu &#8222;&#380;ycie potoczne&#8221; [TNL, I, 347] dla oznaczenia pospolitego ogl&#261;du. Mianem pospolitego ogl&#261;du Hume okre&#347;la te charakterystyczne teorie, kt&#243;re s&#261; popularne &#8232;i utrzymywane bez poddawania ich krytyce, podczas gdy zwrot &#8222;&#380;ycie potoczne&#8221; odnosi si&#281; do powszechnego do&#347;wiadczenia czy do codziennego &#380;ycia, niekierowanego przez &#380;adn&#261; okre&#347;lon&#261; teori&#281;. W Hume's Philosophy of Common Life Donald Livingston [Livingston 1984, 34&#8211;59] przedstawia ca&#322;&#261; filozofi&#281; Hume'a jako zorganizowan&#261; wok&#243;&#322; poj&#281;cia &#380;ycia codziennego &#8232;(lub kontekstu opowiadania). Moim jednak zdaniem poj&#281;cie &#8222;&#380;ycia potocznego&#8221; wyznacza tylko jedn&#261; z perspektyw ujmowania do&#347;wiadczenia, stoj&#261;c&#261; w opozycji do perspektywy &#8222;filozoficznej&#8221; [zob. te&#380;: TNL, I, 348&#8211;349; BDR, IV, 42].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-11&quot; name=&quot;nb3-11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-11&quot;&gt;11&lt;/a&gt;] John Passmore zauwa&#380;a tylko jedn&#261; z tych trzech sprzeczno&#347;ci &#8211; problem indukcji &#8211; we wnioskach do ksi&#281;gi I [Passsmore 1968]. Zastanawiaj&#261;ce, &#380;e okre&#347;la j&#261; jako przesz&#322;y sceptycyzm, w stylu Kartezjusza, a nie jako sceptycyzm pyrro&#324;ski czy przesadny. Jednak prezentowana przeze mnie argumentacja w spos&#243;b oczywisty &#322;&#261;czy problem indukcji ze sceptycyzmem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-12&quot; name=&quot;nb3-12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-12&quot;&gt;12&lt;/a&gt;] Ta sprzeczno&#347;&#263; dominuje w partii Traktatu zatytu&#322;owanej &#8222;O sceptycyzmie w stosunku do rozumu&#8221; [TNL, I, 236&#8211;245]. U Hume'a &#8222;rozum&#8221; odnosi si&#281; do pojmowania, a w szczeg&#243;lno&#347;ci do obszaru pojmowania, zajmuj&#261;cego si&#281; rozumowaniem a posteriori w kwestii prawdopodobie&#324;stwa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-13&quot; name=&quot;nb3-13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-13&quot;&gt;13&lt;/a&gt;] R&#243;&#380;norodnie interpretowano szczeg&#243;&#322;y Humowskiego problemu indukcji. Beauchamp &#8232;i Rosenberg sprzeciwiaj&#261; si&#281; standardowej interpretacji, zgodnie z kt&#243;r&#261; postawa Hume'a wyra&#380;a tylko sceptyczn&#261; perspektyw&#281; na temat indukcji [Beauchamp, Rosenberg 1981, 33&#8211;79]. Zob. reakcj&#281; na to uj&#281;cie w: [Wilson 1983, 90&#8211;120]. Wilson dochodzi do wniosku, &#380;e Humowski problem indukcji pozostaje problemem zasadnym, pomimo pr&#243;by Beauchampa i Rosenberga, by go zafa&#322;szowa&#263;, a tak&#380;e mimo usi&#322;owa&#324; Pritcharda, by go odeprze&#263; lub zbi&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-14&quot; name=&quot;nb3-14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-14&quot;&gt;14&lt;/a&gt;] Jest to szczeg&#243;lnie wyra&#378;nie zauwa&#380;alne w nast&#281;puj&#261;cej uwadze Hume'a: &#8222;Obecnie mam poczucie zupe&#322;nie przeciwne i jestem bardziej sk&#322;onny, &#380;eby nie lokowa&#263; &#380;adnego zaufania &#8232;w moich zmys&#322;ach czy te&#380; raczej w wyobra&#378;ni, ni&#380; darzy&#263; j&#261; takim zaufaniem&#8221; (podkre&#347;lenie autora) [TNL, I, 283&#8211;284]. Kontekst tej uwagi w spos&#243;b oczywisty wyja&#347;nia, &#380;e termin &#8222;wyobra&#378;nia&#8221; odnosi si&#281; do fantazji [TNL, I, 280].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-15&quot; name=&quot;nb3-15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-15&quot;&gt;15&lt;/a&gt;] John Bricke jest jednym z nielicznych komentator&#243;w, kt&#243;ry rozpozna&#322; fundamentaln&#261; sprzeczno&#347;&#263; ukazywan&#261; przez Hume'a mi&#281;dzy przyczynowo&#347;ci&#261; a przekonaniem o istnieniu przedmiot&#243;w zewn&#281;trznych [Bricke 1980, 9]. Bricke zauwa&#380;a tak&#380;e, &#380;e ta sprzeczno&#347;&#263; stanowi problem w obszarze wyobra&#378;ni, ale i jemu, tak jak Stremingerowi, nie udaje si&#281; prze&#347;ledzi&#263; tego problemu do jego &#378;r&#243;d&#322;a, to jest do pozostaj&#261;cych w konflikcie sk&#322;onno&#347;ci naturalnych.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-16&quot; name=&quot;nb3-16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-16&quot;&gt;16&lt;/a&gt;] A&#380;eby uzyska&#263; najlepsze obja&#347;nienie sposobu, w jaki uczucia moralne s&#261; podleg&#322;e nami&#281;tno&#347;ciom, zob. [Ardal 1966; Ardal 1977; Glathe 1950].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-17&quot; name=&quot;nb3-17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-17&quot;&gt;17&lt;/a&gt;] Hume zdaje si&#281; argumentowa&#263; za wyst&#281;powaniem konfliktu pomi&#281;dzy tymi dwoma zasadami. Zgadzam si&#281; z Kempem Smithem, &#380;e Hume tak naprawd&#281; nie dowodzi, jakoby te dwie zasady by&#322;y nielogiczne [zob. Kemp Smith 1941, 558]. Problem zauwa&#380;ony przez Hume'a polega na tym, &#380;e nawet je&#347;li kt&#243;rakolwiek z tych zasad okaza&#322;aby si&#281; fa&#322;szywa, naturalna sk&#322;onno&#347;&#263; ci&#261;g&#322;ej osobowo&#347;ci nie uleg&#322;aby zmianie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-18&quot; name=&quot;nb3-18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-18&quot;&gt;18&lt;/a&gt;] Wyja&#347;nienie niebezpo&#347;rednich nami&#281;tno&#347;ci przez Hume'a (w&#347;r&#243;d kt&#243;rych wyst&#281;puj&#261; uczucie dumy moralnej, pokory, mi&#322;o&#347;ci i nienawi&#347;ci) opiera si&#281; na idei jednostki i idei drugiej jednostki. Fakt ten podkre&#347;la Terence Penelhum [Penelhum 1975, 86-87]. Dalej dowodzi on, &#380;e skoro podmiot s&#261;d&#243;w moralnych jest ci&#261;g&#322;&#261; jako&#347;ci&#261; mentaln&#261; umys&#322;u jego no&#347;nika [TNL, II, 405], to owa ci&#261;g&#322;o&#347;&#263; sugeruje posiadanie przez jako&#347;&#263; mentaln&#261; to&#380;samo&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-19&quot; name=&quot;nb3-19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-19&quot;&gt;19&lt;/a&gt;] Kiedy widz dokonuje aktu moralnego s&#261;du nad podmiotem pewnych dzia&#322;a&#324;, zak&#322;ada on zewn&#281;trzne istnienie owego podmiotu i przyjmuje zachodzenie reakcji przyczynowej pomi&#281;dzy jego/jej motywami i dzia&#322;aniami.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-20&quot; name=&quot;nb3-20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-20&quot;&gt;20&lt;/a&gt;] Dodatkowa sk&#322;onno&#347;&#263; b&#281;d&#261;c&#261; cz&#281;&#347;ci&#261; Humowskiej teorii moralnej jest refleksyjnym procesem, w kt&#243;rym dopasowujemy r&#243;&#380;nice w pewnym przybli&#380;eniu [BDM, VI, 78&#8211;79; TNL, II, 416&#8211;417 i 436]. Ta sk&#322;onno&#347;&#263; jest prawdopodobnie siln&#261; zasad&#261; pojmowania, odnosz&#261;c&#261; si&#281; &#8232;w szczeg&#243;lno&#347;ci do relacji zachodz&#261;cych w czasie i przestrzeni. Dlatego te&#380; cytowane powy&#380;ej fragmenty wyja&#347;niaj&#261; konieczno&#347;&#263; takiego przybli&#380;onego dopasowania dla &#8222;powa&#380;nego my&#347;lenia i m&#243;wienia na jakikolwiek temat&#8221;. Zgadza si&#281; to z okre&#347;leniem silnych zasad przez Hume'a jako solidnych, trwa&#322;ych i zgodnych ze sob&#261; [TNL, I, 294].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-21&quot; name=&quot;nb3-21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-21&quot;&gt;21&lt;/a&gt;] Typy pyrro&#324;skiego sceptycyzmu, kt&#243;rym Hume'a przygl&#261;da si&#281; w IV cz&#281;&#347;ci Traktatu:
Argumenty przeciwko zmys&#322;om
Trywialne z niedoskona&#322;o&#347;ci organ&#243;w zmys&#322;owych
Powa&#380;ne
Realizm i teoria kopii
Jako&#347;ci pierwotne i wt&#243;rne
Argumenty przeciw rozumowi a)	Relacje mi&#281;dzy ideami
Niesko&#324;czona podzielno&#347;&#263; przestrzeni
Niesko&#324;czona podzielno&#347;&#263; czasu b)	Kwestie praktyczne
Popularne sposoby sprzeciwu
Sprzeciw filozoficzny.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-22&quot; name=&quot;nb3-22&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-22&quot;&gt;22&lt;/a&gt;] Ze wzgl&#281;du na cz&#281;sto m&#281;tne przedstawianie przez Hume'a kwestii religijnych pe&#322;na analiza tych religijnych sprzeczno&#347;ci wykracza poza ramy niniejszego tekstu. Jednak i w tym obszarze wyst&#281;puj&#261; pewne sprzeczno&#347;ci. W Naturalnej historii religii Hume zauwa&#380;a, &#380;e niekt&#243;re pospolite sk&#322;onno&#347;ci sprawiaj&#261;, i&#380; postulujemy istnienie niesko&#324;czenie pot&#281;&#380;nego stw&#243;rcy, przyznaj&#261;c mu jednocze&#347;nie ludzkie cechy i s&#322;abo&#347;ci &#8211; co jest postaw&#261;, jego zdaniem, sprzeczn&#261; &#8232;i absurdaln&#261; [por. NHR, VIII, 176]. W pierwszych Badaniach Hume zauwa&#380;a, &#380;e determinizm psychologiczny i zasada racji dostatecznej implikuj&#261;, i&#380; B&#243;g jest pierwotnym/ostatecznym &#378;r&#243;d&#322;em z&#322;ych ludzkich czyn&#243;w; podczas gdy nasze potoczne poj&#281;cie Boga obejmuje dobro&#263;, kt&#243;ra stoi w sprzeczno&#347;ci z poj&#281;ciem Boga z&#322;a [BDR, VIII, 123]. Tak&#380;e irracjonalno&#347;&#263; wiary w cuda kontrastuje z konieczno&#347;ci&#261; zawart&#261; w &#380;yciu codziennym, by uznawa&#263; cuda ze wzgl&#281;du na pobo&#380;no&#347;&#263; [BDR, X, 160].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh3-23&quot; name=&quot;nb3-23&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 3-23&quot;&gt;23&lt;/a&gt;] Zob. cytowane wcze&#347;niej prace Kempa Smitha i Davida Livingstona.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>R&#243;&#380;nica p&#322;ci, r&#243;&#380;nica ontologiczna[1]</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article80</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article80</guid>
		<dc:date>2010-08-23T23:26:00Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Derrida Jacques</dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>(Geschlecht I)[2] &lt;br /&gt;dla R. Berezdivina &lt;br /&gt;&#321;atwo daje si&#281; zauwa&#380;y&#263;, &#380;e na temat p&#322;ci Heidegger m&#243;wi tak ma&#322;o, jak to tylko mo&#380;liwe. By&#263; mo&#380;e nigdy nie zabra&#322; g&#322;osu w tej kwestii. Pod nazw&#281; t&#281;, jak i pod og&#243;lnie znane nazwy &#8222;stosunku p&#322;ci&#8221;, &#8222;r&#243;&#380;nicy p&#322;ci&#8221;, a nawet pod okre&#347;lenie &#8222;m&#281;&#380;czyzna-i-kobieta&#8221; nie pod&#322;o&#380;y&#322; by&#263; mo&#380;e nigdy &#380;adnych tre&#347;ci. Nietrudno wi&#281;c milczenie to zauwa&#380;y&#263;. Oznacza to, &#380;e poczynione spostrze&#380;enie jest nieco za &#322;atwe. Zadowoli&#322;oby si&#281; kilkoma oznakami i konkluzj&#261; m&#243;wi&#261;c&#261;, &#380;e: &#8222;sprawa (...)


-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;(Geschlecht I)[2&lt;/strong&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;dla R. Berezdivina&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#321;atwo daje si&#281; zauwa&#380;y&#263;, &#380;e na temat p&#322;ci Heidegger m&#243;wi tak ma&#322;o, jak to tylko mo&#380;liwe. By&#263; mo&#380;e nigdy nie zabra&#322; g&#322;osu w tej kwestii. Pod nazw&#281; t&#281;, jak i pod og&#243;lnie znane nazwy &#8222;stosunku p&#322;ci&#8221;, &#8222;r&#243;&#380;nicy p&#322;ci&#8221;, a nawet pod okre&#347;lenie &#8222;m&#281;&#380;czyzna-i-kobieta&#8221; nie pod&#322;o&#380;y&#322; by&#263; mo&#380;e nigdy &#380;adnych tre&#347;ci. Nietrudno wi&#281;c milczenie to zauwa&#380;y&#263;. Oznacza to, &#380;e poczynione spostrze&#380;enie jest nieco za &#322;atwe. Zadowoli&#322;oby si&#281; kilkoma oznakami i konkluzj&#261; m&#243;wi&#261;c&#261;, &#380;e: &#8222;sprawa przedstawia si&#281; tak, jak gdyby&#8230;&#8221;. Bez trudu, cho&#263; nie bez pewnego ryzyka, da&#322;oby si&#281; w ten spos&#243;b zamkn&#261;&#263; akta: kiedy czytamy Heideggera, sprawa przedstawia si&#281; tak, jak gdyby nie istnia&#322;a r&#243;&#380;nica p&#322;ci ani nic, co wymaga&#322;oby jakich&#347; docieka&#324; czy bada&#324; na temat tej strony &#380;ycia cz&#322;owieka, m&#281;&#380;czyzny lub, inaczej m&#243;wi&#261;c, kobiety i jak gdyby nie by&#322;o tu nic takiego, co wzbudza&#322;oby w&#261;tpliwo&#347;ci, b&#281;d&#261;c fragw&#252;rdig. I mo&#380;na by kontynuowa&#263; m&#243;wi&#261;c, &#380;e sprawa przedstawia si&#281; tak, jak gdyby r&#243;&#380;nica p&#322;ci nie wznosi&#322;a si&#281; na wy&#380;yny, jakie osi&#261;gn&#281;&#322;o znaczenie przys&#322;uguj&#261;ce r&#243;&#380;nicy ontologicznej: w sumie by&#322;aby wi&#281;c r&#243;wnie ma&#322;o znacz&#261;ca, patrz&#261;c z pozycji zagadnienia sensu bycia, jak ka&#380;da zwyk&#322;a r&#243;&#380;nica, jakie&#347; okre&#347;lone rozr&#243;&#380;nienie lub ontyczny predykat. I je&#347;li nawet stanowi&#322;aby ona przedmiot zainteresowania nauki lub filozofii, to dla my&#347;lenia by&#322;aby bez znaczenia. O ile jednak Dasein otwiera si&#281; na zagadnienie bycia, o ile jest do tego bycia w pewnym stosunku, o tyle w samym tym odniesieniu nie by&#322;oby ono jednak no&#347;nikiem seksualno&#347;ci. W ten spos&#243;b dyskurs na temat seksualno&#347;ci by&#322;by zepchni&#281;ty w obszar nauk i filozofii &#380;ycia, antropologii, socjologii, biologii, a mo&#380;e nawet w obszar religii lub moralno&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;R&#243;&#380;nica p&#322;ci nie wzniesie si&#281; na wy&#380;yny r&#243;&#380;nicy ontologicznej &#8211; powiedzieli&#347;my sobie i, s&#322;ysz&#261;c to, przyj&#281;li&#347;my do wiadomo&#347;ci. I na pr&#243;&#380;no u&#347;wiadamiamy sobie, &#380;e o wy&#380;ynach nie mo&#380;e by&#263; tu mowy, gdy&#380; my&#347;lenie r&#243;&#380;nic&#261; wyklucza wszelkie wznoszenie si&#281;, bo we wzmiankowanym milczeniu istnienie wy&#380;yn i tak jest ju&#380; za&#322;o&#380;one. W spos&#243;b uzasadniony mo&#380;na by nawet milczenie to uzna&#263; za wynios&#322;e, aroganckie i prowokacyjne w wieku, w kt&#243;rym seksual&#173;no&#347;&#263; &#8211; punkt zainteresowania wszelkiej paplaniny &#8211; staje si&#281; tak&#380;e obiegow&#261; monet&#261; &#8222;wiedzy&#8221; filozoficznej oraz naukowej i wyznacza nieunikniony Kampfplatz r&#243;&#380;nych stanowisk etycznych oraz politycznych. A tymczasem u Heideggera ani s&#322;owa! T&#281; scen&#281; upartego milczenia w samym &#347;rodku rozmowy, w nieprzerwanym i rozproszonym gwarze dysputy, da&#322;oby si&#281; wyrazi&#263; w podnios&#322;ym stylu. Samo w sobie ma ono bowiem (o czym jednak m&#243;wimy, kiedy koncentrujemy si&#281; na tym milczeniu?) zdolno&#347;&#263; budzenia czujno&#347;ci i walor przebudzenia: kto mianowicie poza Heideggerem oraz na d&#322;ugo przed nim nie rozwodzi&#322; si&#281; nad seksualno&#347;ci&#261; jako tak&#261; i &#8211; je&#347;li wolno si&#281; tak wyrazi&#263; &#8211; nad tym, co kryje si&#281; pod t&#261; nazw&#261;? Czynili to wszak wszyscy znani filozofowie &#380;yj&#261;cy mi&#281;dzy Platonem a Nietzschem, a je&#347;li ju&#380; mowa o tych dw&#243;ch, to oni r&#243;wnie&#380; nie potrafili powstrzyma&#263; potoku s&#322;&#243;w na ten w&#322;a&#347;nie temat. Kant, Hegel i Husserl tak&#380;e zarezerwowali dla niej jakie&#347; miejsce, dotkn&#281;li tego tematu co najmniej jednym s&#322;owem w formu&#322;owanej przez nich antropologii lub filozofii natury, a prawd&#281; powiedziawszy &#8211; wsz&#281;dzie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Czy ufne odniesienie si&#281; do rzekomego milczenia Heideggera jest nieostro&#380;no&#347;ci&#261;? Czy imponuj&#261;ca pewno&#347;&#263; filologiczna tego stwierdzenia nie zostanie zak&#322;&#243;cona przez kt&#243;ry&#347; ze znanych lub nieznanych do tej pory ust&#281;p&#243;w, kiedy jaka&#347; maszyna do czytania, przeczesuj&#261;c ca&#322;o&#347;&#263; tekst&#243;w Heideggera, b&#281;dzie ju&#380; umia&#322;a wyp&#322;oszy&#263; z ukrycia obiekt naszych dzisiejszych poszukiwa&#324;, aby uczyni&#263; ze&#324; intelektualn&#261; po&#380;ywk&#281;? Trzeba b&#281;dzie jeszcze pomy&#347;le&#263; o zaprogramowaniu tej maszyny &#8211; pomy&#347;le&#263;, pami&#281;ta&#263; o tym i umie&#263; to zrobi&#263;. Jaki by&#322;by w&#243;wczas indeks? Na jakie zda&#263; si&#281; s&#322;owa? Czy tylko na nazwy? Jakiej widocznej lub ukrytej syntaksie nale&#380;a&#322;oby zawierzy&#263;? Kr&#243;tko m&#243;wi&#261;c, jakie oznaki pozwoli&#322;yby wam rozpozna&#263;, czy m&#243;wi on, czy milczy na temat tego, co tak spokojnie nazywacie r&#243;&#380;nic&#261; p&#322;ci? A co naprawd&#281; my&#347;licie, pos&#322;uguj&#261;c si&#281; tymi s&#322;owami, jakie tre&#347;ci pod nie podstawiacie, co my&#347;licie przez nie?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Na czym nale&#380;a&#322;oby poprzesta&#263; w wi&#281;kszo&#347;ci wypadk&#243;w, aby to wywo&#322;uj&#261;ce wra&#380;enie milczenie da&#322;o si&#281; w obecnej chwili uwydatni&#263; i ukaza&#322;o si&#281; jako takie &#8211; wyra&#378;ne i znamienne? Zapewne na tym: Heidegger nie wypowiada si&#281; na temat seksualno&#347;ci, pos&#322;uguj&#261;c si&#281; t&#261; nazw&#261;. Nie wypowiada si&#281; na ten temat tam, gdzie najbardziej &#347;wiat&#322;a i najlepiej zaopatrzona &#8222;nowoczesno&#347;&#263;&#8221; wraz ze swoj&#261; panopli&#261;, grupuj&#261;c&#261; w jedno powiedzenie &#8222;wszystko-jest-seksualne-i-&#8209;wszystko-jest-polityczne-i-na-odwr&#243;t&#8221;, uporczywie by tego oczekiwa&#322;a (zauwa&#380;cie na marginesie, &#380;e u Heideggera s&#322;owo &#8222;polityczny&#8221; nie pojawia si&#281; zbyt cz&#281;sto, a mo&#380;e nawet wcale, co tak&#380;e nie jest rzecz&#261; bez znaczenia). I wszystko jest za&#322;atwione, zanim jeszcze dokona si&#281; statystycznych zestawie&#324;. Z g&#243;ry jednak mieliby&#347;my powa&#380;ne powody, aby wierzy&#263;, &#380;e w tym wypadku statystyka potwierdzi werdykt: to, co z ca&#322;ym spokojem nazywamy seksualno&#347;ci&#261;, Heidegger pomin&#261;&#322; milczeniem. Milczeniem tranzytywnym i znacz&#261;cym (przemilcza&#322;o p&#322;e&#263;), kt&#243;re wchodzi &#8211; tak, jak to Heidegger powiedzia&#322; o pewnym Schweigen (&#8222;hier ist der transitiven Bedeutung gesagt&#8221;) &#8211; na drog&#281; pewnej wypowiedzi i nagle, jak si&#281; wydaje, j&#261; przerywa. W jakich jednak miejscach dochodzi do tego przerwania? Gdzie dok&#322;adnie dyskurs ten poddawany jest obr&#243;bce milczenia? I jakie s&#261; formy, jakie s&#261; daj&#261;ce si&#281; okre&#347;li&#263; kontury tego, co nie-powiedziane?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mo&#380;na p&#243;j&#347;&#263; o zak&#322;ad, &#380;e nic nie znieruchomieje w tych miejscach, kt&#243;re ostrza wy&#380;ej wspomnianej panoplii wska&#380;&#261; jako punkt przerwania wypowiedzi: pomini&#281;cie, odepchni&#281;cie, zaprzeczenie, wykluczenie, a nawet niemo&#380;no&#347;&#263; pomy&#347;lenia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Czy&#380; potem &#347;lad tego milczenia &#8211; cho&#263;by nawet zak&#322;ad mia&#322; by&#263; przegrany &#8211; nie zas&#322;uguje na zboczenie z obranej drogi? Nie przemilcza ono bowiem czego&#347; bez znaczenia, a &#347;lad nie bierze si&#281; z jakiegokolwiek miejsca. Dlaczego jednak i&#347;&#263; o zak&#322;ad? A dlatego, &#380;e zanim cokolwiek zostanie przepowiedziane w sprawie &#8222;seksualno&#347;ci&#8221; (sprawdzimy to), trzeba ju&#380; odwo&#322;a&#263; si&#281; do szansy, przypadku, losu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Niech zatem b&#281;dzie to tak zwane odczytanie &#8222;nowoczesne&#8221;, procedura badawcza przyozdobiona w psychoanaliz&#281;, ankieta powo&#322;uj&#261;ca si&#281; na ca&#322;&#261; kultur&#281; antropologiczn&#261;. Co jest obiektem jej poszukiwa&#324;? W jakich miejscach s&#261; one prowadzone? Gdzie lektura ta czuje si&#281; uprawniona do znalezienia jednej przynajmniej oznaki, eliptycznej nawet aluzji lub echa, id&#261;cego od strony seksualno&#347;ci, stosunku i r&#243;&#380;nicy p&#322;ci? Przede wszystkim w Byciu i czasie. Czy analityka egzystencjalna Dasein nie by&#322;a dostatecznie bliska fundamentalnej antropologii, skoro da&#322;a miejsce tak wielu dwuznaczno&#347;ciom lub pomieszaniu poj&#281;&#263; na temat domniemanej &#8222;ludzkiej rzeczywisto&#347;ci&#8221; (takiego bowiem okre&#347;lenia zacz&#281;to u&#380;ywa&#263; we Francji)? Tymczasem nawet w analizach dotycz&#261;cych bycia-&#8209;w-&#347;wiecie, bycia-z-innymi, troski samej w sobie, jak i &#8222;F&#252;rsorge&#8221; na pr&#243;&#380;no by szuka&#263; (tak to przynajmniej wygl&#261;da) cho&#263;by odrobiny dyskursywnego zainteresowania po&#380;&#261;daniem i seksualno&#347;ci&#261;. Nasuwaj&#261;cy si&#281; w&#243;wczas wniosek brzmia&#322;by nast&#281;puj&#261;co: r&#243;&#380;nica p&#322;ci nie jest cech&#261; istotow&#261;, nie nale&#380;y do egzystencjalnej struktury Dasein. Bycie-tu, bycie tu, tu bycia jako takiego nie jest w &#380;aden spos&#243;b naznaczone seksualnie. A skoro Bycie i czas nie pozostawia w tej kwestii w&#261;tpliwo&#347;ci ((2)[3], sprawy przedstawiaj&#261; si&#281; tak samo, gdy chodzi o odczytanie sensu bycia. Przy takim odczytaniu Dasein pozostaje bytem egzemplarycznym. Gdyby&#347;my nawet obstawali przy tym, &#380;e nie ka&#380;de odes&#322;anie do seksualno&#347;ci uleg&#322;o zatarciu lub gdyby&#347;my chcieli przyj&#261;&#263;, &#380;e jest ono implikowane, to i tak mo&#380;liwe by to by&#322;o tylko o tyle, o ile odes&#322;anie to &#8211; b&#281;d&#261;c zreszt&#261; jednym z wielu &#8211; zak&#322;ada&#322;oby struktury bardzo og&#243;lne (In-der-Welt-Sein als Mit- und Selbstsein, R&#228;umlichkeit, Befindlichkeit, Rede, Sprache, Geworfenheit, Sorge, Zeitlichkeit, Sein zum Tode). Odes&#322;anie do seksualno&#347;ci nigdy jednak nie stanowi niezb&#281;dnej nici przewodniej do tego, aby zapewni&#263; sobie uprzywilejowany rodzaj dost&#281;pu do tych struktur.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mo&#380;na by zatem powiedzie&#263;, &#380;e sprawa jest wyja&#347;niona. A jednak! Und dennoch! (Heidegger u&#380;ywa tego retorycznego zwrotu cz&#281;&#347;ciej, ni&#380;by to si&#281; mog&#322;o wydawa&#263;: a jednak! &#8211; wykrzyknik, od akapitu).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A jednak sprawa ta przedstawia&#322;a si&#281; wci&#261;&#380; na tyle niejasno, &#380;e Heidegger by&#322; zobligowany do poczynienia natychmiastowych wyja&#347;nie&#324;. Musia&#322; to uczyni&#263; na marginesie Bycia i czasu, je&#347;li wolno nam nazwa&#263; marginesem wyk&#322;ad w sesji letniej na uniwersytecie w Marburgu/Lahn w roku 1928[4]. W czasie tego wyk&#322;adu przypomnia&#322; on &#8222;kilka przewodnich zasad&#8221; co do &#8222;problemu transcendencji oraz problemu, wy&#322;aniaj&#261;cego si&#281; w Byciu i czasie&#8221;[5] ((10)[6]. Analityka egzystencjalna Dasein mo&#380;e by&#263; sformu&#322;owana tylko w perspektywie fundamentalnej ontologii. Oto dlaczego nie nale&#380;y tu m&#243;wi&#263; ani o &#8222;antropologii&#8221;, ani o &#8222;etyce&#8221;. Analityka tego rodzaju pozostaje zreszt&#261; jedynie &#8222;przygotowaniem&#8221;, a &#8222;metafizyka Dasein&#8221; nie znajduje si&#281; jeszcze &#8222;w centrum&#8221; przedsi&#281;wzi&#281;cia, co jednak pozwala nam pomy&#347;le&#263;, &#380;e jest ona uwzgl&#281;dniona w jego programie.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W&#322;a&#347;nie z nazwy &#8222;Dasein&#8221;uczyni&#281; punkt wyj&#347;cia do rozwa&#380;a&#324; na temat r&#243;&#380;nicy p&#322;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dlaczego bytowi, kt&#243;ry stanowi przedmiot tej analityki, nadaje si&#281; nazw&#281; Dasein? Dlaczego Dasein spe&#322;nia rol&#281; &#8222;miana&#8221; tej tematyki? Przyczyny wyboru tego &#8222;egzemplarycznego bytu&#8221;, pozwalaj&#261;cego na odczytanie sensu bycia, Heidegger poda&#322; w Byciu i czasie. &#8222;W kt&#243;rym bycie winni&#347;my odczyta&#263; sens bycia [&#8230;]?&#8221;[7]. W ostatniej instancji odpowied&#378; prowadzi do &#8222;modi bycia okre&#173;-
&#347;&#173;lonego bytu, tego bytu, kt&#243;rym my, stawiaj&#261;cy pytanie, sami zawsze jeste&#347;my&#8221;[8]. I tak, je&#347;li wyb&#243;r tego egzemlarycznego bytu oraz jego &#8222;uprzywilejowana pozycja&#8221; domagaj&#261; si&#281; jakich&#347; wyja&#347;nie&#324; (cokolwiek by si&#281; o nim my&#347;la&#322;o i jakakolwiek by by&#322;a jego aksjomatyka), to gdy chodzi o nadanie nazwy temu bytowi, o przyznanie mu terminologicznego miana, wtedy, wprost przeciwnie, Heidegger post&#281;puje w spos&#243;b arbitralny. Tak to przynajmniej wygl&#261;da w tym fragmencie tekstu, gdzie czytamy: &#8222;Byt, kt&#243;rym zawsze sami jeste&#347;my i kt&#243;rego bycie ma, mi&#281;dzy innymi, mo&#380;liwo&#347;&#263; zapytywania (die Seinsm&#246;glichkeit des Fragens), ujmujemy terminologicznie jako bycie-tu [a to oznacza, &#380;e go uchwytujemy, ustanawiamy, obejmujemy &#8222;terminologicznie&#8221; jako bycie-tu, fassen wir terminologisch als Dasein]&#8221;[9]. Ten &#8222;terminologiczny&#8221; wyb&#243;r znajduje zapewne swoje podstawowe wyja&#347;nienie w ka&#380;dym przedsi&#281;wzi&#281;ciu i w ka&#380;dym tek&#347;cie, gdzie obja&#347;nia si&#281;, co oznacza tu oraz bycie-tu, kt&#243;re nie powinny by&#263; ju&#380; podporz&#261;dkowane &#380;adnemu (albo prawie &#380;adnemu) innemu uwarunkowaniu przyczynowemu. Nie pozbawia to jednak tego wst&#281;pnego twierdzenia, czy te&#380; tej deklaracji nazwy, charakteru decyzyjnego, brutalnego i eliptycznego. W odr&#243;&#380;nieniu od tego w marburskim Wyk&#322;adzie miano Dasein &#8211; tak co do swojego sensu, jak i co do u&#380;ytej nazwy &#8211; jest bardziej cierpliwie okre&#347;lane, obja&#347;niane, oceniane. Ot&#243;&#380; wtedy jako pierwsz&#261; cech&#281; Dasein Heidegger wymienia z naciskiem jego neutralno&#347;&#263; [nijako&#347;&#263;]. Tak wi&#281;c pierwsza zasada przewodnia to: &#8222;Dla bytu, kt&#243;ry stanowi przedmiot tej analityki, nie wybrali&#347;my miana &#171;cz&#322;owiek((Mensch), ale neutralne miano &#171;das Dasein&#187;&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Poj&#281;cie neutralno&#347;ci wydaje si&#281; przede wszystkim bardzo og&#243;lne. Heideg&#173;gerowi chodzi tu o to, aby poprzez t&#281; neutralizacj&#281; zredukowa&#263; lub uchyli&#263; wszelkie uwarunkowania przyczynowe, id&#261;ce ze strony antropologii, etyki lub metafizyki, i w ten spos&#243;b nie wychodzi&#263; poza pewien rodzaj relacji zwrotnej, tj. czystej relacji bytu do jego w&#322;asnego bycia. Jest to minimalna relacja do siebie jako relacja do bycia, relacja, kt&#243;r&#261; byt (jakim jeste&#347;my my sami, jako ci, kt&#243;rzy zapytuj&#261;) utrzymuje z samym sob&#261; i swoj&#261; w&#322;asn&#261; istot&#261;. Oczywi&#347;cie, ta relacja do siebie nie jest relacj&#261; do jakiego&#347; &#8222;ja&#8221; ani do jakiego&#347; indywiduum. Dasein oznacza w&#243;wczas byt, kt&#243;ry &#8222;w pewnym okre&#347;lonym sensie&#8221; nie jest &#8222;oboj&#281;tny&#8221; wobec swojej w&#322;asnej istoty lub kt&#243;remu jego w&#322;asne bycie nie jest oboj&#281;tne. Neutralno&#347;&#263; jest wi&#281;c w pierwszej kolejno&#347;ci neutralizacj&#261; wszystkiego, co nie cechuje wy&#322;&#261;cznie tej relacji, co nie jest &#347;ladem jej samej [ce qui n'est pas le trait nu de ce rapport &#224; soi] oraz wykracza poza zainteresowanie swoim w&#322;asnym byciem przy bardzo szerokim rozumieniu s&#322;owa &#8222;int&#233;r&#234;t&#8221; w j&#281;zyku francuskim[10]. W&#243;wczas taki int&#233;r&#234;t implikuje zainteresowanie sensem bycia oraz zagadnieniami, kt&#243;re si&#281; tam wy&#322;oni&#261;, lub te&#380; daje miejsce przed-ro&#173;zu&#173;miej&#261;cemu otwarciu si&#281; na nie. A jednak!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A jednak wyja&#347;nienie tej neutralno&#347;ci przyjmuje posta&#263; skoku bez fazy przej&#347;ciowej i kolejny podpunkt wyk&#322;adu (druga zasada przewodnia) przechodzi od razu do neutralno&#347;ci seksualnej, a nawet pewnego rodzaju aseksualno&#347;ci (Geschlechtslosigkeit) bycia-tu. Skok ten jest zaskakuj&#261;cy. Gdyby Heidegger chcia&#322; poda&#263; jakie&#347; przyk&#322;adowe okre&#347;lenia, kt&#243;re nie powinny znale&#378;&#263; miejsca w analityce Dasein (zw&#322;aszcza okre&#347;lenia na cechy antropologiczne, maj&#261;ce ulec neutralizacji), mia&#322;by ich a&#380; nadto. Tymczasem zaczyna od seksualno&#347;ci, a dok&#322;adniej m&#243;wi&#261;c, od r&#243;&#380;nicy p&#322;ci, i do tego zreszt&#261; si&#281; ogranicza. R&#243;&#380;nica p&#322;ci jest wi&#281;c uprzywilejowana i, jak si&#281; wydaje, Heidegger uwydatnia j&#261; po to, aby sz&#322;a tropem wypowiedzi w ich powi&#261;zaniu logicznym, &#8222;faktualnym skrzepni&#281;ciu&#8221;, kt&#243;re analityka Dasein powinna zacz&#261;&#263; neutralizowa&#263; na samym wst&#281;pie. Je&#347;li neutralno&#347;&#263; miana &#8222;Dasein&#8221; jest konieczna, to dlatego, &#380;e interpretacja tego bytu &#8211; tego, kt&#243;rym my jeste&#347;my &#8211; powinna mie&#263; sw&#243;j pocz&#261;tek przed i poza skrzepni&#281;ciem tego typu. Pierwszym przyk&#322;adem &#8222;skrzepni&#281;cia&#8221; by&#322;oby zatem to, &#380;e nale&#380;ymy zawsze b&#261;d&#378; do jednej, b&#261;d&#378; do drugiej p&#322;ci. Heidegger nie ma w&#261;tpliwo&#347;ci co do tego, &#380;e s&#261; one dwie: &#8222;Neutralno&#347;&#263; ta oznacza r&#243;wnie&#380; [podkr. &#8211; J.D.], &#380;e Dasein nie jest &#380;adn&#261; z obojga p&#322;ci (keines von beiden Geschlechtern ist)&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Du&#380;o p&#243;&#378;niej, bo za jakie&#347; trzydzie&#347;ci lat, s&#322;owo &#8222;Geschlecht&#8221; rozwinie ca&#322;e swoje polisemiczne bogactwo i b&#281;dzie oznacza&#322;o: p&#322;e&#263;, rodzaj, r&#243;d, pochodzenie, ras&#281;, potomstwo, pokolenie. Heidegger b&#281;dzie posuwa&#322; si&#281; poprzez j&#281;zyk jedynymi w swoim rodzaju przej&#347;ciami (tzn. takimi, kt&#243;re pozostan&#261; niedost&#281;pne dla normalnego przek&#322;adu), b&#281;dzie wkracza&#322; na drogi labiryntowe, urzekaj&#261;ce, niepokoj&#261;ce &#8211; odcisk dr&#243;g jak&#380;e cz&#281;sto zamkni&#281;tych. Jeszcze zamkni&#281;tych. Tutaj przez dwa. A wydaje si&#281;, &#380;e dwa mo&#380;e liczy&#263; tylko p&#322;ci &#8211; to, co nazywamy p&#322;ciami.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Podkre&#347;li&#322;em s&#322;owo &#8222;r&#243;wnie&#380;&#8221; (&#8222;neutralno&#347;&#263; ta oznacza r&#243;wnie&#380;, &#380;e&#8230;&#8221;). Zajmuj&#261;c takie, a nie inne miejsce w powi&#261;zaniach logicznych i retorycznych, to &#8222;r&#243;wnie&#380;&#8221; przypomina, &#380;e maj&#261;c do wyboru wiele znacze&#324; neutralno&#347;ci, Hei&#173;deg&#173;ger nie uwa&#380;a za konieczne rozpocz&#261;&#263; od neutralno&#347;ci seksualnej &#8211; dlatego w&#322;a&#347;nie m&#243;wi &#8222;r&#243;wnie&#380;&#8221; &#8211; lecz pomimo to nawi&#261;zuje do niej natychmiast po wymienieniu jedynego w tym fragmencie tekstu og&#243;lnego znaczenia neutralno&#347;ci, tzn. po wymienieniu charakteru ludzkiego, miana &#8222;Mensch&#8221; nadanego przed&#173;miotowi tej analityki. Do tej pory jedynie to okre&#347;lenie zosta&#322;o wykluczone lub zneutralizowane. Ma wi&#281;c tu miejsce pewien rodzaj koagulacji czy przy&#347;pieszenia, kt&#243;re samo nie mo&#380;e by&#263; neutralne b&#261;d&#378; oboj&#281;tne: spo&#347;r&#243;d wszystkich cech ludzkich w cz&#322;owieku, ulegaj&#261;cych w ten spos&#243;b neutralizacji &#8211; wraz z antropologi&#261;, etyk&#261; lub metafizyk&#261; &#8211; cech&#261;, kt&#243;r&#261; samo s&#322;owo &#8222;neutralno&#347;&#263;&#8221; przywo&#322;uje w pierwszym rz&#281;dzie i pierwsz&#261;, kt&#243;ra w ka&#380;dym razie przychodzi na my&#347;l Heideggerowi, jest seksualno&#347;&#263;. W spos&#243;b oczywisty impulsem do tego nie mo&#380;e by&#263; jedynie gramatyka. Przej&#347;cie od okre&#347;lenia Mensch, a nawet Mann,do Dasein oznacza z pewno&#347;ci&#261; przej&#347;cie od rodzaju m&#281;skiego do nijakiego, a zarazem przej&#347;cie do pewnej neutralno&#347;ci [nijako&#347;ci rodzajowej]. Oznacza to r&#243;wnie&#380; pomy&#347;lenie lub powiedzenie Dasein oraz Da bycia (Sein) wychodz&#261;c od tego transcendensu, jakim jest das Sein (&#8222;Sein ist Transcendens schlechtin&#8221;, Sein und Zeit, s. 38[11]). Tym sposobem podobna neutralno&#347;&#263; staje si&#281; dodatkowo uzale&#380;niona od bezrodzajowego i bezgatunkowego charakteru bycia: &#8222;Bycie jako podstawowy temat filozofii nie jest &#380;adnym rodzajem (keine Gattung) bytu&#8230;&#8221;[12]. W takim razie jednak przypomnijmy sobie to, co ju&#380; zosta&#322;o powiedziane: je&#347;li neutralno&#347;&#263; seksualna jest w spos&#243;b konieczny powi&#261;zana z mow&#261;, s&#322;owem i j&#281;zykiem, to nie b&#281;dzie mo&#380;na jej zredukowa&#263; do jakiej&#347; gramatyki. Heidegger nie tyle opisuje t&#281; neutralno&#347;&#263;, ile wskazuje na ni&#261; jako na egzystencjaln&#261; struktur&#281; Dasein. Ale dlaczego nagle podkre&#347;la to z tak&#261; skwapliwo&#347;ci&#261;, skoro w Byciu i czasie nie powiedzia&#322; na ten temat ani s&#322;owa. Kiedy za&#347; tutaj neutralno&#347;&#263; Dasein lub raczej miana &#8222;Dasein&#8221; zostaje przypomniana, aseksualno&#347;&#263; znajduje si&#281; w&#347;r&#243;d tych cech, kt&#243;re nale&#380;y wymieni&#263; w pierwszym rz&#281;dzie. Dlaczego?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pierwsz&#261; my&#347;l&#261;, jaka nam si&#281; wtedy nasuwa, jest to, &#380;e w samym s&#322;owie Neutralit&#228;t (ne-unter) ma ju&#380; miejsce odwo&#322;anie do jakiej&#347; binarno&#347;ci. Je&#347;li Dasein jest neutralny i nie jest cz&#322;owiekiem rodzaju m&#281;skiego (Mensch), to po pierwsze mo&#380;na st&#261;d wnosi&#263;, &#380;e nie poddaje si&#281; on binarnemu podzia&#322;owi, kt&#243;ry w danym wypadku przychodzi nam do g&#322;owy w spos&#243;b najbardziej samoistny, to znaczy nie podlega zr&#243;&#380;nicowaniu p&#322;ci. I je&#347;li &#8222;bycie-tu&#8221; nie oznacza cz&#322;owieka rodzaju m&#281;skiego (Mensch), to a fortiori nie wskazuje ani na &#8222;m&#281;&#380;czyzn&#281;&#8221;, ani na &#8222;kobiet&#281;&#8221;. Je&#347;li jednak wniosek ten jest tak bliski zdrowemu rozs&#261;dkowi, to po co go przypomina&#263;? A przede wszystkim dlaczego w dalszych partiach Wyk&#322;adu tak&#261; trudno&#347;&#263; mia&#322;oby sprawia&#263; uwolnienie si&#281; od tej tak jasnej i przyswojonej ju&#380; rzeczy? Czy nale&#380;y st&#261;d wnioskowa&#263;, &#380;e r&#243;&#380;nica seksual&#173;na nie zale&#380;y w spos&#243;b tak bezpo&#347;redni od wszystkiego, co analityka Dasein mo&#380;e i powinna neutralizowa&#263;, tj. od metafizyki, etyki, a zw&#322;aszcza od antropologii, a nawet innych obszar&#243;w wiedzy ontycznej, jak na przyk&#322;ad biologia lub zoologia? Czy nale&#380;y podejrzewa&#263;, &#380;e r&#243;&#380;nicy p&#322;ci nie da si&#281; zredukowa&#263; do jednego z temat&#243;w antropologicznych lub etycznych?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W ka&#380;dym razie nadmierna przezorno&#347;&#263; Heideggera pozwala przypuszcza&#263;, &#380;e rzecz nie jest wcale tak oczywista. Kiedy poddano ju&#380; neutralizacji antropologi&#281; (fundamentaln&#261; czy nie &#8211; sprawa bez znaczenia) oraz wykazano, &#380;e nie mog&#322;a ona podj&#261;&#263; kwestii bycia lub wy&#322;oni&#263; si&#281; jako taka w jej zasi&#281;gu i kiedy ju&#380; raz przypomniano, &#380;e Dasein nie redukuje si&#281; do bycia-cz&#322;owiekiem ani do ja, ani do &#347;wiadomo&#347;ci lub pod&#347;wiadomo&#347;ci, ani do podmiotu, ani do indywiduum, ani nawet do animal rationale, mo&#380;na by nabra&#263; przekonania, &#380;e zagadnieniu r&#243;&#380;nicy p&#322;ci nie dano szansy na to, aby mo&#380;na je by&#322;o dostosowa&#263; do zagadnienia sensu bycia lub r&#243;&#380;nicy ontologicznej, a sama jego nieobecno&#347;&#263; nie zas&#322;uguje na &#380;adne specjalne potraktowanie. Tymczasem nie ulega w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e sprawa przedstawia si&#281; ca&#322;kiem inaczej. Zaledwie Heidegger przypomnia&#322; neutralno&#347;&#263; [nijako&#347;&#263; rodzajow&#261;] Dasein, natychmiast musia&#322; dorzuci&#263; obja&#347;nienie: neutralno&#347;&#263; ta odnosi si&#281; r&#243;wnie&#380; do zr&#243;&#380;nicowania seksualnego. By&#263; mo&#380;e by&#322;a to jego odpowied&#378; na pytania formu&#322;owane w spos&#243;b mniej lub bardziej dobitny, stawiane z pe&#322;n&#261; &#347;wiadomo&#347;ci&#261; lub naiwne, pytania, jakie mogliby mu zada&#263; czytelnicy, studenci, koledzy, kt&#243;rzy chc&#261;c nie chc&#261;c nie wyszli jeszcze poza obszar antropologii, a mimo to chcieliby wiedzie&#263;: jak to w&#322;a&#347;ciwie jest z &#380;yciem seksualnym Pa&#324;skiego Dasein, Profesorze? Poddawszy to pytanie uniewa&#380;nieniu poprzez udzielenie na&#324; odpowiedzi w spos&#243;b globalny oraz przypomniawszy, &#380;e bycie-tu, kt&#243;rego nie nale&#380;y miesza&#263; z anthropos, jest aseksualne, Heidegger zamierza stawi&#263; czo&#322;o drugiemu pytaniu i zmierzy&#263; si&#281; z innym zarzutem. I tu w&#322;a&#347;nie trudno&#347;ci ulegaj&#261; spi&#281;trzeniu.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Niezale&#380;nie od tego, czy chodzi o neutralno&#347;&#263;, czy o aseksualno&#347;&#263; (Neutra&#173;lit&#228;t, Geschlechtslosigkeit), s&#322;owa te mocno uwypuklaj&#261; jak&#261;&#347; negatywno&#347;&#263;, kt&#243;ra stoi w wyra&#378;nej opozycji do tego, co Heidegger pragnie tu wyrazi&#263;. Nie idzie przy tym o lingwistyczne czy gramatyczne znaki na powierzchni sensu, kt&#243;ry by ze swej strony pozosta&#322; nienaruszony, ale o to, &#380;e predykaty tak jawnie negatywne nie powinny stan&#261;&#263; na przeszkodzie odczytaniu tego, co Heidegger bez wahania nazwa &#8222;pozytywno&#347;ci&#261;&#8221; (Positivit&#228;t), bogactwem, a nawet &#8211; w kodzie, kt&#243;ry tutaj podlega du&#380;emu obci&#261;&#380;eniu &#8211; &#8222;moc&#261;&#8221; (M&#228;chtigkeit). U&#347;ci&#347;&#173;lenie to ka&#380;e nam my&#347;le&#263;, &#380;e a-seksualna neutralno&#347;&#263; nie odseksualnia, wr&#281;cz przeciwnie &#8211; w stosunku do samej seksualno&#347;ci (kt&#243;r&#261; by raczej wyzwala&#322;a) rozwija ona nie negatywno&#347;&#263;, ale oznaki r&#243;&#380;nicy, a m&#243;wi&#261;c dok&#322;adniej, oznaki seksualnej dwoisto&#347;ci. Geschlechtslosigkeit istnia&#322;aby tylko w odniesieniu do &#8222;dw&#243;ch&#8221;, aseksualno&#347;&#263; za&#347; jako taka znajdowa&#322;aby swoje okre&#347;lenie o tyle, o ile z seksualno&#347;ci&#261; kojarzono by natychmiast binarno&#347;&#263; lub podzia&#322; p&#322;ci. &#8222;Aseksual&#173;no&#347;&#263; ta nie jest jednak oboj&#281;tno&#347;ci&#261; pustej nijako&#347;ci (die Indifferenz des leeren Nichtigen), bezsiln&#261; negatywno&#347;ci&#261; oboj&#281;tnego niebytu. W swojej neutralno&#347;ci Dasein nie jest oboj&#281;tnie kim, lecz &#378;r&#243;d&#322;ow&#261; pozytywno&#347;ci&#261; (urspr&#252;ngliche Positivit&#228;t) i moc&#261; bycia (lub istoty, M&#228;chtigkeit des Wesens)&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li jako taki Dasein nie nale&#380;y do &#380;adnej z obojga p&#322;ci, nie znaczy to, &#380;e bytowi, kt&#243;rym jest, odebrano p&#322;e&#263;, przeciwnie, przychodzi tu na my&#347;l jaka&#347; seksualno&#347;&#263;, poprzedzaj&#261;ca rozr&#243;&#380;nienie lub raczej podw&#243;jno&#347;&#263;, co nie r&#243;wna si&#281; stwierdzeniu, &#380;e musi by&#263; ona jednolita, homogeniczna i niezr&#243;&#380;nicowana, o czym b&#281;dziemy mogli si&#281; przekona&#263; w trakcie dalszej lektury. Wychodz&#261;c od tej seksualno&#347;ci, kt&#243;ra jest bardziej &#378;r&#243;d&#322;owa ni&#380; diada, mo&#380;na ju&#380; spr&#243;bowa&#263; pomy&#347;le&#263; u jej &#378;r&#243;de&#322; jak&#261;&#347; &#8222;pozytywno&#347;&#263;&#8221; i jak&#261;&#347; &#8222;moc&#8221;. Heidegger wystrzega si&#281; nazwa&#263; je &#8222;seksualnymi&#8221;, co zapewne wi&#261;&#380;e si&#281; z obaw&#261;, &#380;eby nie wprowadzi&#263; w to miejsce na powr&#243;t binarnej logiki, kt&#243;r&#261; antropologia i metafizyka podporz&#261;dkowuj&#261; zawsze poj&#281;ciu seksualno&#347;ci. Chodzi&#322;oby tam jednak o pozytywne i pe&#322;ne mocy &#378;r&#243;d&#322;o wszelkiej mo&#380;liwej &#8222;seksualno&#347;ci&#8221;. Geschlecht&#173;s&#173;losigkeit nie by&#322;aby wi&#281;c bardziej negatywna ni&#380; aletheia. Przypomina to wy&#173;powied&#378; Heideggera na temat &#8222;W&#252;rdigung&#8221; des &#8222;Positiven&#8221; im &#8222;privativen&#8221; Wesen der Aletheia (Platons Lehre von der Wahrheit, in fine)[13].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Od tego miejsca w przebiegu Wyk&#322;adu zaznacza si&#281; szczeg&#243;lny zwrot, a wyodr&#281;bnienie motywu r&#243;&#380;nicy p&#322;ci nastr&#281;cza znaczne trudno&#347;ci. Sk&#322;onny jestem interpretowa&#263; to w nast&#281;puj&#261;cy spos&#243;b: za spraw&#261; pewnego rodzaju przemieszczenia &#8211; dziwnego, ale i koniecznego &#8211; sam podzia&#322; p&#322;ci kieruje si&#281; w stron&#281; negatywno&#347;ci, a neutralizacja jest zarazem efektem tej negatywno&#347;ci, jak i zatarciem, kt&#243;remu my&#347;l powinna j&#261; podda&#263;, aby pozwoli&#263; na ujawnienie si&#281; &#378;r&#243;d&#322;owej pozytywno&#347;ci. Nie maj&#261;c &#380;adnego udzia&#322;u w konstytuowaniu pozytywno&#347;ci, kt&#243;r&#261; aseksualna neutralno&#347;&#263; Dasein mia&#322;aby potem uchyli&#263;, seksualna binarno&#347;&#263; sama by&#322;aby odpowiedzialna za t&#281; negatywno&#347;&#263;, a raczej nale&#380;a&#322;aby do okre&#347;lenia, kt&#243;re t&#281; odpowiedzialno&#347;&#263; ponosi. Chc&#261;c dokona&#263; radykalizacji lub podda&#263; po&#347;piesznej formalizacji sens tego zwrotu w przebiegu Wyk&#322;adu, zanim ponownie go opiszemy, mogliby&#347;my zaproponowa&#263; nast&#281;puj&#261;cy schemat: to w&#322;a&#347;nie r&#243;&#380;nica p&#322;ci jako binarno&#347;&#263;, czyli separuj&#261;ce przydzielenie do jednej lub do drugiej p&#322;ci, przygotowuje lub determinuje negatywno&#347;&#263; (przygotowuje lub determinuje do niej), z kt&#243;rej nale&#380;y w takim razie zda&#263; spraw&#281;. Posuwaj&#261;c si&#281; tym tropem, mo&#380;na by nawet skojarzy&#263; ze sob&#261; tak zdeterminowan&#261; r&#243;&#380;nic&#281; p&#322;ci (jeden na dwa), negatywno&#347;&#263; oraz pewnego rodzaju &#8222;niemoc&#8221;. A wracaj&#261;c do &#378;r&#243;d&#322;owo&#347;ci Dasein, tego Dasein, o kt&#243;rym m&#243;wi si&#281;, &#380;e jest seksualnie nijaki, &#8222;&#378;r&#243;d&#322;owa pozytywno&#347;&#263;&#8221; oraz &#8222;moc&#8221; daj&#261; si&#281; ponownie uchwyci&#263;. Inaczej m&#243;wi&#261;c: pomimo wszelkich pozor&#243;w aseksualno&#347;&#263; i neutralno&#347;&#263;, kt&#243;re w analityce Dasein nale&#380;y przede wszystkim uchroni&#263; przed oznakowaniem seksualn&#261; binarno&#347;ci&#261;, sytuuj&#261; si&#281; zapewne z tej samej strony, tj. ze strony tej w&#322;a&#347;nie r&#243;&#380;nicy p&#322;ci &#8211; r&#243;&#380;nicy binarnej &#8211; w stosunku do kt&#243;rej, jak mog&#322;oby si&#281; to wydawa&#263;, s&#261; one po prostu w opozycji. Czy by&#322;aby to interpretacja zbyt naci&#261;gni&#281;ta?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nast&#281;pne trzy podparagrafy czy podpunkty (3, 4 i 5) rozwijaj&#261; motywy neutralno&#347;ci, pozytywno&#347;ci, &#378;r&#243;d&#322;owej mocy oraz samej &#378;r&#243;d&#322;owo&#347;ci, nie odwo&#322;uj&#261;c si&#281; ju&#380; w spos&#243;b wyra&#378;ny do r&#243;&#380;nicy p&#322;ci. &#8222;Moc&#8221; staje si&#281; moc&#261; &#378;r&#243;d&#322;a (Ursprung, Urquell), cho&#263; nale&#380;y tu doda&#263;, &#380;e w spos&#243;b bezpo&#347;redni Heidegger nigdy nie po&#322;&#261;czy predykatu &#8222;seksualny&#8221; ze s&#322;owem &#8222;moc&#8221;, poniewa&#380; predykat ten zbyt &#322;atwo kojarzy si&#281; z ca&#322;ym systemem r&#243;&#380;nicy p&#322;ci, o kt&#243;rym mo&#380;na powiedzie&#263; bez &#380;adnego ryzyka pope&#322;nienia pomy&#322;ki, &#380;e nie daje si&#281; on odseparowa&#263; od wszelkiego typu antropologii oraz metafizyki. Co wi&#281;cej, o ile mi wiadomo, Heidegger nigdy nie u&#380;ywa przymiotnika &#8222;seksualny&#8221; (sexual, sexuell, geschlechtlich), tylko nazw Geschlecht lub Geschlechtlichkeit, co nie jest bez znaczenia, gdy we&#378;mie si&#281; pod uwag&#281;, &#380;e nazwy te mog&#261; o wiele &#322;atwiej rozszerzy&#263; sw&#243;j zakres na inne obszary semantyczne. Nieco p&#243;&#378;niej wr&#243;cimy do tego momentu, aby wychodz&#261;c od niego, wkroczy&#263; na inne tory my&#347;lenia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozwa&#380;ane tu trzy podparagrafy, mimo &#380;e nie m&#243;wi&#261; o tym wprost, zapowiadaj&#261; ju&#380; powr&#243;t do problematyki Geschlechtlichkeit. Przede wszystkim zacieraj&#261; one wszelkie przejawy negatywno&#347;ci zwi&#261;zane ze s&#322;owem &#8222;neutralno&#347;&#263;&#8221;. Ta ostatnia wcale nie jest to&#380;sama z pustk&#261; abstrakcji, kieruje si&#281; bowiem na powr&#243;t do &#8222;mocy &#378;r&#243;d&#322;a&#8221;, kt&#243;ra zawiera w sobie wewn&#281;trzn&#261; mo&#380;liwo&#347;&#263; cz&#322;owiecze&#324;stwa w jego konkretnej faktyczno&#347;ci. W swojej neutralno&#347;ci Dasein nie powinien by&#263; mylony z tym, co egzystuje. Z pewno&#347;ci&#261; Dasein istnieje tylko w faktualnym skrzepni&#281;ciu, sama jego egzystencja ma jednak swe pierwotne &#378;r&#243;d&#322;o (Urquell) oraz wewn&#281;trzn&#261; mo&#380;liwo&#347;&#263; w neutralnym charakterze Dasein. Analityka tego &#378;r&#243;d&#322;a nie zajmuje si&#281; tylko tym, co egzystuje. Nie mo&#380;na zatem pomyli&#263; jej z filozofi&#261; egzystencji, m&#261;dro&#347;ci&#261; (kt&#243;ra mog&#322;aby znale&#378;&#263; swoje miejsce tylko w &#8222;strukturze metafizyki&#8221;), trafnym przewidywaniem czy te&#380; przewiduj&#261;cym orzeczeniem, kt&#243;re wyk&#322;ada taki lub inny &#8222;&#347;wiatopogl&#261;d&#8221;, i to w&#322;a&#347;nie dlatego, &#380;e taka analityka jest od nich wszystkich wcze&#347;&#173;niejsza. W &#380;adnym wypadku nie mamy tu wi&#281;c do czynienia z &#8222;filozofi&#261; &#380;ycia&#8221;. Wystarczy powiedzie&#263;, &#380;e dyskurs na temat seksualno&#347;ci, kt&#243;ry sytuowa&#322;by si&#281; w tym porz&#261;dku (m&#261;dro&#347;&#263;, wiedza, metafizyka, filozofia &#380;ycia lub egzystencji), nie m&#243;g&#322;by spe&#322;ni&#263; &#380;adnego z wymaga&#324; stawianych przez analityk&#281; Dasein, ze wzgl&#281;du na cechuj&#261;c&#261; j&#261; neutralno&#347;&#263;[14]. Czy zdarzy&#322;o si&#281; jednak, aby dyskurs na temat seksualno&#347;ci przybra&#322; posta&#263;, kt&#243;ra nie wchodzi&#322;aby w zakres kt&#243;rego&#347; z tych rejestr&#243;w?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie nale&#380;y zapomina&#263;, &#380;e seksualno&#347;&#263; nie jest wymieniana z nazwy ani w tym ostatnim paragrafie, ani r&#243;wnie&#380; w tym, gdzie b&#281;dzie mowa o pewnego rodzaju &#8222;izolacji&#8221; Dasein (wr&#243;cimy do tego momentu p&#243;&#378;niej). O seksualno&#347;ci Heidegger m&#243;wi wprost w jednym z paragraf&#243;w Vom Wesen des Grundes[15] (z tego samego 1928 r.), w kt&#243;rym rozwija on podobn&#261; argumentacj&#281;. S&#322;owo to uj&#281;te jest w cudzys&#322;&#243;w i umieszczone w zdaniu wtr&#261;conym. Zastosowana tam logika a fortiori sprawia, &#380;e ton wypowiedzi staje si&#281; bardziej wyrazisty. Ostatecznie bowiem je&#347;li prawd&#261; jest, &#380;e seksualno&#347;&#263; powinna ulec neutralizacji &#8222;tym bardziej&#8221; (&#224; plus forte raison, jak m&#243;wi francuskie t&#322;umaczenie Henry'ego Corbina), czyli a fortiori, erst recht, to po co jeszcze si&#281; nad tym rozwodzi&#263;? Sk&#261;d bra&#322;aby si&#281; gro&#378;ba nieporozumienia? Chyba &#380;e sprawa nie jest wcale tak oczywista i niesie ze sob&#261; ryzyko pomieszania zagadnienia r&#243;&#380;nicy p&#322;ci z zagadnieniem bycia oraz r&#243;&#380;nicy ontologicznej? W tym kontek&#347;cie rzecz idzie o to, aby okre&#347;li&#263; ipseitas Dasein, jego Selbstheit, jego bycie-sob&#261;. Dasein istnieje tylko, je&#347;li mo&#380;na si&#281; tak wyrazi&#263;, ze wzgl&#281;du-na-siebie (umwillen seiner)[16], nie oznacza to jednak ani dla-siebie &#347;wiadomo&#347;ci, ani egoizmu, ani solipsyzmu. To w&#322;a&#347;nie Selbstheit stanowi punkt wyj&#347;cia do tego, aby alternatywie mi&#281;dzy &#8222;egoizmem&#8221; a &#8222;altruizmem&#8221; dana by&#322;a jaka&#347; szansa na wy&#322;onienie si&#281; i ukazanie siebie, a pocz&#261;wszy od tej chwili &#8211; r&#243;&#380;nica mi&#281;dzy &#8222;byciem-&#8209;mn&#261;&#8221; a &#8222;byciem-tob&#261;&#8221; (Ichsein/Dusein). Bezustannie zak&#322;adana ipseitas jest zatem tak&#380;e &#8222;neutralna&#8221; w odniesieniu do bycia-mn&#261; oraz bycia-tob&#261;, &#8222;a tym bardziej w odniesieniu do &#171;seksualno&#347;ci&#187;&#8221; (und erst recht etwa gegen die &#171;Geschlechtlichkeit&#187; neutral)[17]. Pod wzgl&#281;dem logicznym mechanizm tego a fortiori dzia&#322;a bez zarzutu tylko pod jednym warunkiem: &#8222;seksualno&#347;&#263;&#8221; (w cudzys&#322;owie), o kt&#243;rej by&#322;a mowa wy&#380;ej, powinna pe&#322;ni&#263; funkcj&#281; predykatu gwarantowanego przez to wszystko, co sta&#322;o si&#281; mo&#380;liwe za spraw&#261; ipseitas lub pocz&#261;wszy od niej (w tym przypadku by&#322;yby to struktury &#8222;ja&#8221; i &#8222;ty&#8221;), ale &#8222;seksual&#173;no&#347;&#263;&#8221; ta jako taka powinna te&#380; nie nale&#380;e&#263; do struktury ipseitas &#8211; ipseitas, kt&#243;ra nie by&#322;aby jeszcze zdeterminowana jako bycie-ludzkie, ja lub ty, podmiot &#347;wiadomy lub nie&#347;wiadomy, m&#281;&#380;czyzna lub kobieta. Je&#347;li jednak Heidegger obstaje przy konieczno&#347;ci neutralizacji seksualno&#347;ci i podkre&#347;la j&#261; (&#8222;tym bardziej&#8221;), to znaczy, &#380;e budzi si&#281; w nim jakie&#347; podejrzenie: a gdyby &#8222;seksualno&#347;&#263;&#8221; naznacza&#322;a ju&#380; najbardziej &#378;r&#243;d&#322;ow&#261; Selbstheit? Gdyby stanowi&#322;a ontologiczn&#261; struktur&#281; ipseitas? Gdyby Da w okre&#347;leniu Dasein by&#322;o ju&#380; &#8222;seksualne&#8221;? Gdyby r&#243;&#380;nica p&#322;ci zaznacza&#322;a si&#281; ju&#380; w momencie otwarcia na zagadnienie sensu bycia oraz r&#243;&#380;nic&#281; ontologiczn&#261;? I wreszcie, gdyby neutralizacja &#8211; wcale nie tak oczywista &#8211; by&#322;a jakim&#347; aktem przemocy? Owo &#8222;tym bardziej&#8221; mo&#380;e by&#263; wszak zas&#322;on&#261; dla &#8222;tym mniej&#8221;. W ka&#380;dym razie u&#380;ycie cudzys&#322;owu sygnalizuje za&#173;wsze jaki&#347; rodzaj cytatu. Obiegowy sens s&#322;owa &#8222;seksualno&#347;&#263;&#8221; jest tu raczej &#8222;wymieniany&#8221; ni&#380; &#8222;u&#380;yty&#8221;, jak powiedzia&#322;oby si&#281; w j&#281;zyku speech act theory; jest on zacytowany po to, aby si&#281; stawi&#322; jako podejrzany, je&#347;li w og&#243;le nie jako oskar&#380;ony. W pierwszej kolejno&#347;ci nale&#380;y strzec analityk&#281; Dasein przed niebezpiecze&#324;stwami, jakie nios&#261; ze sob&#261; antropologia, psychoanaliza, a nawet biologia. By&#263; mo&#380;e jednak pozostaje jakie&#347; otwarte przej&#347;cie dla innych s&#322;&#243;w lub innego u&#380;ycia s&#322;owa Geschlecht (je&#347;li nie s&#322;owa &#8222;seksualno&#347;&#263;&#8221;) oraz innego sposobu jego odczytania. Mo&#380;liwe, &#380;e pojawi si&#281; jaka&#347; inna p&#322;e&#263; lub raczej inny Geschlecht, &#380;eby wpisa&#263; si&#281; w ipseitas albo zaburzy&#263; porz&#261;dek wszelkich derywacji, na przyk&#322;ad od&#322;&#261;czenia i nadania innego kierunku bardziej &#378;r&#243;d&#322;owej Selbstheit, umo&#380;liwiaj&#261;c tym samym wy&#322;onienie si&#281; ego oraz &#8222;ty&#8221;. Pozostawmy t&#281; kwesti&#281; w zawieszeniu.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li neutralizacja ta jest uwik&#322;ana we wszystkie analizy ontologiczne Dasein, nie znaczy to, &#380;e &#8222;Dasein w cz&#322;owieku&#8221; &#8211; to cz&#281;ste wyra&#380;enie Heideggera &#8211; jest &#8222;egoistycznym&#8221; bytem jednostkowym czy te&#380; &#8222;ontycznie osamotnionym indywiduum&#8221;. Punkt wyj&#347;cia obrany w neutralno&#347;ci nie prowadzi w rezultacie do izolacji lub osamotnienia (Isolierung) cz&#322;owieka, do jego faktycznej i egzystencjalnej samotno&#347;ci. Kiedy jednak neutralno&#347;&#263; staje si&#281; ju&#380; takim punktem wyj&#347;cia, oznacza to (co Heidegger w spos&#243;b wyra&#378;ny podkre&#347;la) pewnego rodzaju pierwotn&#261; izolacj&#281; cz&#322;owieka: oczywi&#347;cie sens tego okre&#347;lenia nie odsy&#322;a do faktycznej egzystencji &#8222;jak gdyby filozofuj&#261;cy byt stanowi&#322; centrum &#347;wiata&#8221;, lecz oznacza &#8222;metafizyczn&#261; izolacj&#281; cz&#322;owieka&#8221;. To w&#322;a&#347;nie analiza tej izolacji sprawia, &#380;e temat r&#243;&#380;nicy p&#322;ci oraz dwoistego podzia&#322;u wewn&#261;trz Geschlecht&#173;lichkeit nagle zn&#243;w si&#281; pojawia. W samym &#347;rodku tej nowej analizy subtelne rozr&#243;&#380;nienie odcieni znaczeniowych w obszarze pewnego s&#322;ownictwa zapowiada, &#380;e przy t&#322;umaczeniu na j&#281;zyk obcy nie unikniemy problem&#243;w. B&#281;d&#261; one narasta&#322;y i nie b&#281;dziemy mogli poprzesta&#263; na uznaniu ich za przypadkowe lub drugorz&#281;dne. W pewnym momencie b&#281;dziemy mogli nawet zauwa&#380;y&#263;, &#380;e refleksja na temat Geschlecht oraz refleksja na temat przek&#322;adu s&#261; w istocie rzeczy tym samym. Je&#347;li chodzi o przek&#322;ad, to wi&#261;zka leksykalna spaja (lub rozprasza) nast&#281;puj&#261;c&#261; seri&#281;: &#8222;dysocjacja&#8221; (dissociation), &#8222;dystrakcja&#8221; [odseparowanie] (distraction), &#8222;rozsianie&#8221; (diss&#233;mination), &#8222;roz&#322;am&#8221; (division), &#8222;rozproszenie&#8221; (dispersion). W tym wypadku nale&#380;a&#322;oby za&#322;o&#380;y&#263;, &#380;e dis- przek&#322;ada si&#281; (a nie robi tego bez transferu i przesuni&#281;cia) na zer-, wyst&#281;puj&#261;ce w Zerstreuung, Zerstreutheit, Zerst&#246;rung, Zersplitterung, Zerspaltung. S&#322;ownictwo to jednak dzieli jeszcze dodatkowo i od wewn&#261;trz pewna linia graniczna: dis- oraz zer- maj&#261; czasami znaczenie negatywne, ale czasami znaczenie neutralne lub te&#380; takie, kt&#243;re nie jest nacechowane negatywnie (cho&#263; mia&#322;bym w&#261;tpliwo&#347;ci co do tego, czy mo&#380;na tu m&#243;wi&#263; o znaczeniu pozytywnym lub afirmatywnym).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Spr&#243;bujmy dokona&#263; wi&#281;c odczytania, przek&#322;adu oraz interpretacji, kt&#243;re by&#322;yby mo&#380;liwie najbli&#380;sze literze tekstu. Og&#243;lnie rzecz bior&#261;c, Dasein kryje w sobie wewn&#281;trzn&#261; mo&#380;liwo&#347;&#263; rozproszenia lub faktycznego rozsiania (faktische Zerstreuung), dla kt&#243;rej robi miejsce we w&#322;asnej cielesno&#347;ci (Leiblichkeit), a &#8222;skutkiem tego w seksualno&#347;ci&#8221; (und damit in die Geschlechtlichkeit). Ka&#380;da cielesno&#347;&#263; jest obdarzona p&#322;ci&#261; i nie ma takiego Dasein, kt&#243;re nie by&#322;oby cielesne. Rozumowanie zaproponowane przez Heideggera wydaje si&#281; jednak przekonuj&#261;ce: rozpraszaj&#261;ca mnogo&#347;&#263; nie zale&#380;y w pierwszej kolejno&#347;ci od seksualno&#347;ci zwi&#261;zanej z cielesno&#347;ci&#261; &#8211; to sama cielesno&#347;&#263;, cia&#322;o, Leiblichkeit wprowadza &#378;r&#243;d&#322;owo Dasein w rozproszenie i skutkiem tego w r&#243;&#380;nic&#281; p&#322;ci. Oddzia&#322;ywanie owego &#8222;skutkiem tego&#8221; (damit) daje o sobie zna&#263; kilka linijek ni&#380;ej, jak gdyby Dasein powinno a priori mie&#263; cia&#322;o lub by&#263; (jako swoja &#8222;wewn&#281;trzna mo&#380;liwo&#347;&#263;&#8221;) cia&#322;em, kt&#243;re odkrywa, &#380;e przypadkowym zbiegiem okoliczno&#347;ci jest obdarzone p&#322;ci&#261; i dotkni&#281;te seksualnym podzia&#322;em.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W tym miejscu Heidegger r&#243;wnie&#380; z naciskiem przypomina, &#380;e (jak wszystkie znaczenia przywo&#322;ywane przez dis- lub przez zer-) rozproszenie, nie bardziej ni&#380; neutralno&#347;&#263;, nie powinno by&#263; rozumiane w spos&#243;b negatywny. &#8222;Metafizyczna&#8221; neutralno&#347;&#263; cz&#322;owieka wyizolowanego jako Dasein nie jest pust&#261; abstrakcj&#261; dokonywan&#261; pocz&#261;wszy od czy te&#380; w sensie tego, co ontyczne. Nie jest to jakie&#347; &#8222;ani&#8230;, ani&#8230;&#8221;, lecz co&#347;, co jest jak najbardziej konkretne w &#378;r&#243;dle, co stanowi &#8222;jeszcze nie&#8221; faktycznego rozsiewania si&#281;, rozdzielania, bycia-rozdzielonym lub faktycznej rozpraszalno&#347;ci: mowa tu wszak o faktische Zerstreutheit, a nie o Zerstreuung. Owo bycie rozdzielonym, roz-wi&#261;zanym czy te&#380; oderwanym od spo&#322;eczno&#347;ci (poniewa&#380; towarzyszy ono &#8222;izolacji&#8221; cz&#322;owieka jako Dasein) nie jest wypadkiem ani upadkiem, ani jak&#261;&#347; zaskakuj&#261;c&#261; utrat&#261;. Jest to &#378;r&#243;d&#322;owa struktura Dasein, kt&#243;ra dotyka go, obdarza cia&#322;em, a wi&#281;c r&#243;wnie&#380; zr&#243;&#380;nicowaniem p&#322;ci, mnogo&#347;ci&#261; i roz&#322;&#261;czeniem, przy czym podczas analizy rozsiewania si&#281; (Zerstreutheit lub Zerstreuung) te dwa znaczenia &#8211; cho&#263; ze sob&#261; z&#322;&#261;czone &#8211; powinny da&#263; si&#281; rozr&#243;&#380;ni&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przypisany cia&#322;u Dasein jest w swojej faktyczno&#347;ci oddzielony, skazany na rozproszenie i rozdrobnienie (zersplittert), a skutkiem tego(ineins damit) zawsze por&#243;&#380;niony, rozstrojony, roz&#322;upany, podzielony (zwiesp&#228;ltig) przez seksualno&#347;&#263; na okre&#347;lon&#261; p&#322;e&#263; (in eine bestimmte Geschlechtlichkeit). Zapewne s&#322;owa te wywo&#322;uj&#261; przede wszystkim odd&#378;wi&#281;k negatywny: rozproszenie, rozdrobnienie, podzielenie, rozszczepienie, Zersplitterung, Zerspaltung &#8211; tak jak Zerst&#246;rung (zburzenie, destrukcja) zgodnie z u&#347;ci&#347;leniem Heideggera; odd&#378;wi&#281;k ten wi&#261;&#380;e si&#281; zatem z poj&#281;ciami negatywnymi z ontycznego punktu widzenia. Poci&#261;ga to za sob&#261; natychmiast znaczenie dewaloryzuj&#261;ce. &#8222;Chodzi tu jednak o co&#347; zupe&#322;nie innego&#8221;. O co? O to, co wskazuje na sfa&#322;dowanie &#8222;rozmno&#380;enia&#8221;. Znak rozpoznawczy (Kennzeichnung) takiego rozmno&#380;enia daje si&#281; uchwyci&#263; w izolacji i faktycznej jednostkowo&#347;ci Dasein. Heidegger odr&#243;&#380;nia to rozmno&#380;enie (Mannigfaltigung) od zwyk&#322;ej mnogo&#347;ci (Mannigfaltigkeit) lub rozmaito&#347;ci. Z drugiej strony nie nale&#380;y tu zdawa&#263; si&#281; na przedstawienie jakiego&#347; pot&#281;&#380;nego bytu &#378;r&#243;d&#322;owego, kt&#243;rego jedno&#347;&#263; zosta&#322;aby nagle rozproszona (zerspaltet) w wielo&#347;&#263; byt&#243;w jednostkowych. Chodzi tu raczej o wyja&#347;nienie wewn&#281;trznej mo&#380;liwo&#347;ci takiego rozmno&#380;enia, dla kt&#243;rego cielesno&#347;&#263; Dasein stanowi &#8222;czynnik organizuj&#261;cy&#8221;. W takim przypadku mnogo&#347;&#263; nie jest zwyk&#322;&#261; wielo&#347;ci&#261; formaln&#261; okre&#347;le&#324; czy te&#380; okre&#347;lono&#347;ci (Bestimmtheiten), lecz tym, co nale&#380;y do samego bytu. &#8222;&#377;r&#243;d&#322;owe rozsianie&#8221; (urspr&#252;ngliche Streuung) nale&#380;y ju&#380; w spos&#243;b og&#243;lny do bytu Dasein &#8222;zgodnie z jego metafizycznie neutralnym poj&#281;ciem&#8221;. Ze &#347;ci&#347;le okre&#347;lonego punktu widzenia owo &#378;r&#243;d&#322;owe rozsianie (Streuung) staje si&#281; rozproszeniem (Zerstreuung): w tym miejscu przek&#322;ad zn&#243;w sprawia mi trudno&#347;&#263;, kt&#243;ra zmusza mnie do nieco arbitralnego rozr&#243;&#380;nienia mi&#281;dzy rozsianiem a rozproszeniem [diss&#233;mination et dispersion], aby mo&#380;na by&#322;o wyznaczy&#263; w jaki&#347; zwyczajowo akceptowalny spos&#243;b subtelny rys, odr&#243;&#380;niaj&#261;cy Streuung od Zerstreuung. Ta ostatnia stanowi bowiem wzmocnione okre&#347;lenie tej pierwszej. Okre&#347;la ona struktur&#281; &#378;r&#243;d&#322;owej mo&#380;liwo&#347;ci, tj. rozsianie (Streuung) pod&#322;ug wszystkich znacze&#324; Zerstreuung (rozsianie, rozproszenie, rozrzucenie, dyfuzja, roztrwonienie, odseparowanie). Jak si&#281; wydaje, s&#322;owo &#8222;Streuung&#8221; zosta&#322;o w tym tek&#347;cie u&#380;yte tylko jeden raz na okre&#347;lenie &#378;r&#243;d&#322;owej mo&#380;liwo&#347;ci lub &#8211; je&#347;li mo&#380;na si&#281; tak wyrazi&#263; &#8211; rozsiewalno&#347;ci. W nast&#281;pnych partiach tekstu mamy do czynienia ju&#380; tylko z Zerstreuung, kt&#243;ra mog&#322;aby nosi&#263; dodatkowo (cho&#263; sprawa nie jest tak prosta) oznak&#281; okre&#347;lono&#347;ci i zaprzeczenia, gdyby ju&#380; nieco wcze&#347;niej Heidegger nie wzbudzi&#322; w nas nieufno&#347;ci w stosunku do owego waloru negatywno&#347;ci. Gdyby nawet nie by&#322;o to w pe&#322;ni prawomocne, nie da si&#281; tu jednak ca&#322;kowicie unikn&#261;&#263; zanieczyszczaj&#261;cej domieszki negatywno&#347;ci, a nawet etyczno-religijnych asocjacji, wi&#261;&#380;&#261;cych to rozproszenie ze spadkiem lub rozk&#322;adem czystej &#378;r&#243;d&#322;owej mo&#380;liwo&#347;ci (Streuung), kt&#243;ra ten spos&#243;b przyst&#281;puje, jak si&#281; wydaje, do wykonania dodatkowego obrotu. Trzeba b&#281;dzie r&#243;wnie&#380; wyja&#347;ni&#263; mo&#380;liwo&#347;&#263; czy te&#380; nieuchronno&#347;&#263; takiego rozk&#322;adu. Do tego momentu nawi&#261;&#380;emy jeszcze p&#243;&#378;niej.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A oto kilka przejaw&#243;w takiego rozproszenia (Zerstreuung). Przede wszystkim Dasein nigdy nie pozostaje w zwi&#261;zku z jednym jedynym przedmiotem. A je&#347;li ju&#380; to czyni, to jego zwi&#261;zek z innymi bytami &#8211; takimi, kt&#243;re zawsze pojawiaj&#261; si&#281; w tym samym czasie, co ono &#8211; przyjmuje posta&#263; abstrakcji lub powstrzymywania si&#281;. Rozmno&#380;enie, towarzysz&#261;ce temu wsp&#243;&#322;wyst&#281;powaniu, nie jest spowodowane faktem istnienia wielu przedmiot&#243;w, gdy&#380; w rzeczywisto&#347;ci zachodzi tu co&#347; zupe&#322;nie przeciwnego. To w&#322;a&#347;nie &#378;r&#243;d&#322;owa rozsiewalno&#347;&#263; struktury &#8211; rozproszenie Dasein &#8211; sprawia, &#380;e owa mnogo&#347;&#263; ma miejsce. Tak samo sprawa przedstawia si&#281;, gdy chodzi o stosunek Dasein do samego siebie: jest ono rozproszone, co odpowiada &#8222;strukturze historyczno&#347;ci w najbardziej szerokim sensie&#8221;, o ile wydarzanie si&#281; Dasein przybiera posta&#263; Erstreckung &#8211; i zn&#243;w s&#322;owo, kt&#243;rego przek&#322;ad niesie w sobie ryzyko. S&#322;owo &#8222;rozci&#261;g&#322;o&#347;&#263;&#8221; zbyt &#322;atwo kojarzy&#322;oby si&#281; z &#8222;extensio&#8221;, czyli tym, co Bycie i czas interpretuje jako &#8222;podstawowe ontologiczne okre&#347;lenie &#347;wiata&#8221; obecne w my&#347;li Kartezjusza ((18)[18]. Tymczasem chodzi tu o co&#347; zupe&#322;nie innego. Erstreckung jest nazw&#261; uprzestrzennienia, kt&#243;re ju&#380; &#8222;przed&#8221; [&#8222;avant&#8221;] okre&#347;leniem przestrzeni jako extensio napina lub rozci&#261;ga bycie-tu &#8211; pocz&#261;wszy od tu bycia &#8211; pomi&#281;dzy narodzinami a &#347;mierci&#261;. Jako g&#322;&#243;wny wymiar Dasein Erstreckung otwiera pomi&#281;dzy, za spraw&#261; kt&#243;rego Dasein znajduje si&#281; w relacji zarazem do w&#322;asnych narodzin, jak i &#347;mierci. Mamy tu do czynienia z zawieszaj&#261;cym drgnieniem, poprzez kt&#243;re Dasein jako takie wyci&#261;ga si&#281; i rozpo&#347;ciera pomi&#281;dzy narodzinami i &#347;mierci&#261; tak, &#380;e te ostatnie nabieraj&#261; sensu jedynie pocz&#261;wszy od owego rozsuwaj&#261;co-&#322;&#261;cz&#261;cego je drgnienia. Dasein interioryzuje to drgnienie, przejmuje je, a to przej&#281;cie-w-siebie nale&#380;y do ontologicznej struktury jego historyczno&#347;ci: &#8222;Die spezifische Bewegtheit des erstreckten Sicherstreckens nennen wir das Geschehen des Daseins&#8221; ((72)[19]. Pi&#261;ty rozdzia&#322; Bycia i czasu (a w szczeg&#243;lno&#347;ci (75, s. 390[20]) doprowadza w&#322;a&#347;nie do uzgodnienia tego pomieszczonego pomi&#281;dzy napi&#281;cia z rozproszeniem (Zerstreuung). Pomi&#281;dzy narodzinami a &#347;mierci&#261; uprzestrzennienie tego pomi&#281;dzy wyznacza zarazem odst&#281;p i stosunek. Stosunek ten jest jednak okre&#347;lany pod&#322;ug pewnego rodzaju rozpostarcia. Owo &#8222;mi&#281;dzy-jednym-a-drugim&#8221; jako stosunek (Bezug), pozostaj&#261;cy w zwi&#261;zku [ayant trait] z narodzinami i &#347;mierci&#261;, nale&#380;y do samego bycia Dasein i sytuuje si&#281; &#8222;przed&#8221; [&#8222;avant&#8221;] wszelk&#261; determinacj&#261;, np. biologiczn&#261; (&#8222;Im Sein des Daseins liegt schon das &#171;Zwischen&#187; mit Bezug auf Geburt und Tod&#8221;, s. 374[21]). W ten spos&#243;b wsp&#243;&#322;-mi&#281;dzy-trzymany, wsp&#243;&#322;-roz-ci&#261;gni&#281;ty-w, ponad dys-tansem mi&#281;dzy &#380;yciem a &#347;mierci&#261; &#8211; lub na wskro&#347; niego &#8211; stosunek ten wsp&#243;&#322;-mi&#281;dzy-trzyma si&#281; z rozproszeniem, rozszczepieniem, rozwi&#261;zaniem (Zerstreuung, Unzusammenhang&#8230;, cf. przyk&#322;adowo s. 390[22]). Bez nich &#243;w stosunek i owo pomi&#281;dzy nie mia&#322;yby miejsca. Gdyby&#347;my jednak uto&#380;samili je z si&#322;ami negatywnymi, oznacza&#322;oby to zbyt po&#347;pieszne nagi&#281;cie interpretacji, cho&#263;by do dialektyki.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Erstreckung jest wi&#281;c jedn&#261; z okre&#347;lonych mo&#380;liwo&#347;ci podstawowego rozproszenia (Zerstreuung). Owo &#8222;pomi&#281;dzy&#8221; nie by&#322;oby mo&#380;liwe bez rozproszenia, ale tworzy tylko jedno z jego strukturalnych uzale&#380;nie&#324;, to znaczy czasowo&#347;&#263; i historyczno&#347;&#263;. Inne uzale&#380;nienie, inna mo&#380;liwo&#347;&#263; &#378;r&#243;d&#322;owego rozproszenia &#8211; bliska tamtym i podstawowa &#8211; to pierwotna przestrzenno&#347;&#263; Dasein, jego R&#228;umlichkeit. Przestrzenne lub uprzestrzenniaj&#261;ce rozproszenie wychodzi na jaw mi&#281;dzy innymi w j&#281;zyku. Ka&#380;dy j&#281;zyk jest w pierwszej kolejno&#347;ci okre&#347;&#173;lony przez znaczenia przestrzenne (Raumbedeutungen)[23]. Fenomen tych metafor, kt&#243;re odsy&#322;aj&#261; do przestrzeni, nie jest w &#380;aden spos&#243;b akcydentalny ani te&#380; nie znajduje si&#281; w zasi&#281;gu retorycznego poj&#281;cia &#8222;metafory&#8221;. Rz&#261;dz&#261;ca nim konieczno&#347;&#263; nie pochodzi z zewn&#261;trz. Jej podstawowej nieredukowalno&#347;ci nie mo&#380;na wyja&#347;ni&#263; bez uwzgl&#281;dnienia egzystencjalnej analityki Dasein, jego rozproszenia, historyczno&#347;ci oraz przestrzenno&#347;ci. Trzeba wi&#281;c wyci&#261;gn&#261;&#263; z tego wnioski, zw&#322;aszcza gdy chodzi o j&#281;zyk, kt&#243;rym pos&#322;uguje si&#281; egzystencjalna analityka: wszystkie s&#322;owa, jakich u&#380;ywa Heidegger, odsy&#322;aj&#261; w spos&#243;b r&#243;wnie konieczny do wspomnianych Raumbedeutungen,i to poczynaj&#261;c od Zerstreuung (rozsianie, rozproszenie, odseparowanie), nadaj&#261;cego jednak nazw&#281; &#378;r&#243;d&#322;u uprzestrzennienia, podczas gdy &#8211; jako element mowy &#8211; podporz&#261;dkowuje si&#281; ona prawu, kt&#243;re sama ustanawia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Transcendentalne rozproszenie&#8221; &#8211; Heidegger u&#380;ywa r&#243;wnie&#380; takiego okre&#347;lenia &#8211; nale&#380;y wi&#281;c do neutralnej istoty Dasein. &#8222;Metafizyczna&#8221; istota znajduje swoje &#347;cis&#322;e okre&#347;lenie w Wyk&#322;adzie, kt&#243;ry w tym czasie wyst&#281;puje przede wszystkim w roli metafizycznej ontologii Dasein. Analityka Dasein stanowi&#322;aby tylko fragment takiej ontologii &#8211; zapewne pocz&#261;tkowy. Powinni&#347;my to wzi&#261;&#263; pod uwag&#281;, chc&#261;c usytuowa&#263; to, co si&#281; tutaj m&#243;wi, zw&#322;aszcza na temat r&#243;&#380;nicy p&#322;ci. Transcendentalne rozproszenie ustanawia mo&#380;liwo&#347;&#263; wszelkiego rozszczepienia oraz rozdrobnienia (Zersplitterung, Zerspaltung) w nieautentycznej egzystencji. Ona sama znajduje swoj&#261; podstaw&#281; (jest &#8222;ufundowana&#8221;) w owej &#378;r&#243;d&#322;owej w&#322;a&#347;ciwo&#347;ci Dasein, kt&#243;rej Heidegger nadaje miano Geworfenheit. Nale&#380;a&#322;oby si&#281; g&#322;&#281;biej zastanowi&#263; nad tym s&#322;owem, odsun&#261;&#263; od niego rozpowszechniony ju&#380; uzus j&#281;zykowy i tak liczne ju&#380; interpretacje lub potoczne przek&#322;ady (jak na przyk&#322;ad: uczucie porzucenia, bycie-rzuconym). Powinni&#347;my to uczyni&#263;, domy&#347;laj&#261;c si&#281;, i&#380; interpretacja r&#243;&#380;nicy p&#322;ci, na kt&#243;r&#261; natrafimy poni&#380;ej, zatrzymuje w sobie co&#347; z owej Geworfenheit oraz &#8222;ufundowanego&#8221; w niej transcendentalnego rozproszenia. Nie ma takiego rozsiania, kt&#243;re by nie zak&#322;ada&#322;o tego &#8222;(w)rzucenia&#8221; [la jet&#233;e], tego Da z Dasein jako (w)rzucenia. Jest to (w)rzucenie, maj&#261;ce miejsce &#8222;przed&#8221; [&#8222;avant&#8221;] wszelkimi modi (w)rzucenia, kt&#243;re go okre&#347;laj&#261;: rzutowaniem [projet], podmiotem [sujet], przedmiotem [objet], byciem porzuconym lub zrzuconym [abject], odrzuceniem [rejet], przerzuceniem [trajet], wyrzuceniem [d&#233;jection]. Jest to takie (w)rzucenie, kt&#243;rego Dasein nie m&#243;g&#322;by uczyni&#263; swoim w projekcie &#8211; w takim sensie mianowicie, w jakim (w)rzuci&#322;by si&#281; sam jako podmiot, maj&#261;cy w&#322;adz&#281; nad rzutem. Dasein jest geworfen: znaczy to, &#380;e jest (w)rzucony &#8222;przed&#8221; [&#8222;avant&#8221;] jakimkolwiek wychodz&#261;cym od niego projektem, a jednak owo bycie (w)rzuconym nie podpada jeszcze pod alternatyw&#281; aktywno&#347;ci i pasywno&#347;ci, kt&#243;ra pozostaje ci&#261;gle zbyt mocno zwi&#261;zana z par&#261; podmiot&#8211;przedmiot, a zatem z ich opozycj&#261;, kt&#243;r&#261; mo&#380;na by te&#380; okre&#347;li&#263; jako obiekcj&#281;. Zinterpretowanie bycia-(w)rzuconym jako pasywno&#347;ci prowadzi&#322;oby jednak do wpisania go w problematyk&#281;, kt&#243;ra zostanie wyartyku&#322;owana dopiero p&#243;&#378;niej, a mianowicie tam, gdzie do g&#322;osu dojdzie kwestia subiekt-cji/-ywno&#347;ci (aktywnej b&#261;d&#378; pasywnej). Co oznacza to &#8222;(w)rzuci&#263;&#8221;, poprzedzaj&#261;ce wszelkie tego typu syntaksy? A co oznacza bycie-(w)rzuconym, poprzedzaj&#261;ce nawet symbol upadku i to niezale&#380;nie od tego, czy chodzi tu o upadek w sensie plato&#324;skim, czy chrze&#347;cija&#324;skim? Bycie-(w)rzuconym Dasein ma miejsce nawet &#8222;zanim&#8221; [&#8222;avant&#8221;] pojawi si&#281; &#8211; inaczej m&#243;wi&#261;c, zanim nasunie mu si&#281; tu jaka&#347; my&#347;l o rzucaniu, sprowadzaj&#261;cym si&#281; do dzia&#322;ania, aktywno&#347;ci, inicjatywy. A owo bycie-&#8209;(w)rzuconym Dasein nie jest rzuceniem w przestrze&#324;, w &#8222;ju&#380; tutaj&#8221; jakiego&#347; przestrzennego elementu. &#377;r&#243;d&#322;owa przestrzenno&#347;&#263; Dasein zale&#380;y od (w)rzucenia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W&#322;a&#347;nie w tym miejscu temat r&#243;&#380;nicy p&#322;ci mo&#380;e si&#281; pojawi&#263; ponownie. Rozsiewne (w)rzucenie bycia-tu (ujmowane ci&#261;gle jako neutralne) objawia si&#281; przede wszystkim w tym, &#380;e &#8222;Dasein jest Mitsein z Dasein&#8221;. Jak zawsze w tym kontek&#347;cie pierwszy gest Heideggera polega na przypomnieniu, &#380;e obowi&#261;zuje tu porz&#261;dek implikacyjny: wyja&#347;nienia r&#243;&#380;nicy p&#322;ci lub rodzajowo&#347;ci powinni&#347;my szuka&#263; w byciu-z lub, inaczej m&#243;wi&#261;c, w rozsiewnym (w)rzuceniu, a nie odwrotnie. Bycie-z nie wy&#322;ania si&#281; z nieautentycznego po&#322;&#261;czenia, &#8222;aby go wyja&#347;ni&#263;, nie powinno wychodzi&#263; si&#281; od rzekomo &#378;r&#243;d&#322;owego bytu rodzajowego&#8221;, obejmuj&#261;cego sob&#261; byt, kt&#243;rego cielesno&#347;&#263; by&#322;aby podzielona zgodnie ze zr&#243;&#380;nicowaniem p&#322;ci (geschlechtlich gespaltenen leiblichen Wesen). Rzecz ma si&#281; wr&#281;cz przeciwnie &#8211; pewnego rodzaju pop&#281;d do rodzajowego po&#322;&#261;czenia (dieses gattungshafte Zusammenstreben), zespolenia rodzaj&#243;w (ich unifikacja, przybli&#380;enie, Einigung) przyjmuj&#261; jako &#8222;metafizyczne za&#322;o&#380;enie&#8221; rozsianie Dasein jako takiego, a przez to r&#243;wnie&#380; Mitsein.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Owo &#8222;mit&#8221; z Mitsein jest egzystencja&#322;em, a nie kategori&#261;[24], co stosuje si&#281; tak&#380;e do przys&#322;&#243;wk&#243;w miejsca (cf. Sein und Zeit, (26[25]). A to, co Heidegger nazywa tutaj podstawow&#261; w&#322;a&#347;ciwo&#347;ci&#261; metafizyczn&#261; Dasein, nie daje si&#281; wyprowadzi&#263; z rodzajowego skupienia ani ze wsp&#243;lnoty byt&#243;w o&#380;ywionych jako takich.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jakie znaczenie ma to zagadnienie porz&#261;dku dla &#8222;sytuacji&#8221; zr&#243;&#380;nicowania p&#322;ci? Dzi&#281;ki ostro&#380;nej derywacji (od&#322;&#261;czaj&#261;cego skierowania w bok, kt&#243;re z kolei staje si&#281; problemem dla nas) Heidegger mo&#380;e ju&#380; wpisa&#263; &#8211; ponownie i to w spos&#243;b odpowiadaj&#261;cy &#347;cis&#322;o&#347;ci wywodu &#8211; motyw seksualno&#347;ci w problematyk&#281; ontologiczn&#261; oraz analityk&#281; egzystencjaln&#261;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kiedy okazuje si&#281;, &#380;e nie mo&#380;na ju&#380; polega&#263; na og&#243;lnej doxa ani na takiej lub innej nauce bio-antropologicznej &#8211; jako &#380;e jedna i druga opieraj&#261; si&#281; na wst&#281;pnej interpretacji metafizycznej &#8211; pozostaje nam zastanowi&#263; si&#281; nad r&#243;&#380;nic&#261; p&#322;ci. Jak&#261; cen&#281; przyjdzie nam jednak zap&#322;aci&#263; za t&#281; przezorno&#347;&#263;? Czy&#380; nie oznacza to odsuni&#281;cia seksualno&#347;ci od wszystkich &#378;r&#243;d&#322;owych struktur? Wydedukowania jej? Lub co najmniej skierowania na boczne tory, potwierdzaj&#261;c w ten spos&#243;b najbardziej tradycyjne tropy filozoficzne, kt&#243;re przez powt&#243;rzenie nabior&#261; mocy nowej naukowo&#347;ci? A czy&#380; owo skierowanie na bok nie rozpocz&#281;&#322;o si&#281; od neutralizacji, kt&#243;rej tak pieczo&#322;owicie odmawiano negatywnego charakteru? A gdy ta zosta&#322;a ju&#380; dokonana, czy&#380; nie wst&#261;pili&#347;my wtedy w ontologiczne lub &#8222;transcendentalne&#8221; rozproszenie, w ow&#261; Zerstreuung, kt&#243;rej r&#243;wnie&#380; nie by&#322;o tak &#322;atwo pozbawi&#263; waloru negatywnego?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W tej postaci pytania te pozostaj&#261; zapewne og&#243;lnikowe. Nie mog&#261; one jednak ulec pog&#322;&#281;bieniu dop&#243;ty, dop&#243;ki pod uwag&#281; bierze si&#281; tylko ten fragment marburskiego Wyk&#322;adu, kt&#243;ry nawi&#261;zuje wprost do seksualno&#347;ci. Je&#347;li bowiem chcemy pozosta&#263; wierni rozwojowi my&#347;li Heideggera, to niezale&#380;nie od tego, czy chodzi o neutralizacj&#281;, negatywno&#347;&#263;, rozproszenie czy odseparowanie (Zerstreuung) &#8211; motywy nieod&#322;&#261;cznie zwi&#261;zane z zagadnieniem seksualno&#347;ci &#8211; ostatecznie musimy powr&#243;ci&#263; do Bycia i czasu. I cho&#263; sama nazwa seksualno&#347;ci nie pojawia si&#281; na stronach tego dzie&#322;a, motywy, o kt&#243;rych by&#322;a mowa wy&#380;ej, s&#261; tam potraktowane w spos&#243;b bardziej z&#322;o&#380;ony, bardziej zr&#243;&#380;nicowany, co wcale nie oznacza &#8211; &#322;atwiejszy.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Musimy tutaj zadowoli&#263; si&#281; kilkoma wst&#281;pnymi oznakami problemu. Neutralizacja, kt&#243;ra w Wyk&#322;adzie przypomina metodyczn&#261; procedur&#281;, nie pozostaje bez zwi&#261;zku z tym, co w Byciu i czasie powiedziane jest na temat &#8222;interpretacji prywatywnej&#8221; ((11)[26]. A poniewa&#380; Heidegger odwo&#322;uje si&#281; do ontologii, kt&#243;ra dokonuje si&#281; poprzez &#8222;drog&#281;&#8221; lub na &#8222;drodze&#8221; interpretacji prywatywnej[27], ca&#322;kiem zasadne wydaje si&#281; tu u&#380;ycie okre&#347;lenia &#8222;metoda&#8221;. I jak czytamy w przypisie na tej samej stronie, na kt&#243;rej Heidegger uznaje, &#380;e spostrze&#380;enie to zawdzi&#281;czamy Husserlowi[28], droga ta pozwala uwydatni&#263; twierdzenia aprioryczne, a jak wiadomo, &#8222;aprioryzm jest metod&#261; wszelkiej samo&#347;wiadomej filozofii naukowej&#8221;[29]. Dok&#322;adnie rzecz bior&#261;c, w kontek&#347;cie tym chodzi o psychologi&#281; oraz biologi&#281;, kt&#243;re b&#281;d&#261;c naukami, zak&#322;adaj&#261; ju&#380; jak&#261;&#347; ontologi&#281; bycia-tu. Ten spos&#243;b bycia, jakim jest &#380;ycie, w zasadzie dost&#281;pny jest tylko poprzez bycie-tu. A skoro &#380;ycie nie jest ani czystym &#8222;Vorhandensein&#8221;, ani &#8222;Dasein&#8221; i mo&#380;na we&#324; wej&#347;&#263; tylko przez dzia&#322;anie negatywne &#8211; przez odj&#281;cie czego&#347; &#8211; to jego ontologia domaga si&#281; w&#322;a&#347;nie &#8222;interpretacji prywatywnej&#8221; (dla Heideggera jest to sprawa zupe&#322;nie oczywista i dlatego nie bierze on pod uwag&#281;, &#380;e wymaga&#322;aby ona wi&#281;cej ni&#380; tylko jednego zapewnienia). Powstaje wtedy pytanie, czym jest bycie &#380;ycia, kt&#243;re jest tylko &#380;yciem, a nie tym czy owym: ani Vorhandensein, ani Dasein. Heidegger nigdy nie opracowa&#322; takiej ontologii &#380;ycia, mo&#380;na jednak wyobrazi&#263; sobie trudno&#347;ci, jakich nastr&#281;cza&#322;aby ona od chwili, gdy u&#347;wiadomimy sobie, &#380;e warunkuj&#261;ce j&#261; &#8222;ani&#8230;, ani&#8230;&#8221; wyklucza lub przekracza poj&#281;cia (kategoryczne lub egzystencjalne), kt&#243;re bior&#261; najbardziej czynny udzia&#322; w tworzeniu struktur wszelkiej analizy egzystencjalnej. Wchodzi tu w gr&#281; ca&#322;y problematyczny system organizacyjny, kt&#243;ry podporz&#261;dkowuje wiedz&#281; pozytywn&#261; ontologiom regionalnym, a te z kolei ontologii pierwszej, sytuuj&#261;cej si&#281; w&#243;wczas (tzn. w czasie, gdy Heidegger pisa&#322; sw&#243;j tekst) w perspektywach zakre&#347;lanych przez analityk&#281; egzystencjaln&#261; Dasein. Nie jest wi&#281;c kwesti&#261; przypadku (co raz jeszcze daje si&#281; stwierdzi&#263; i dowie&#347;&#263;), &#380;e spos&#243;b bycia istoty &#380;ywej, bytu o&#380;ywionego (a wi&#281;c tak&#380;e wyposa&#380;onego w psychik&#281;), podejmuje i sytuuje ten ogromnie wa&#380;ny problem, a w ka&#380;dym razie nadaje mu tak&#261; nazw&#281;, pod kt&#243;r&#261; naj&#322;atwiej b&#281;dzie go rozpozna&#263;. Nie mo&#380;emy tu wg&#322;&#281;bi&#263; si&#281; w t&#281; kwesti&#281;, ale uwypuklaj&#261;c potrzeb&#281; jej podj&#281;cia &#8211; potrzeb&#281; jak&#380;e cz&#281;sto umykaj&#261;c&#261; uwadze &#8211; powinni&#347;my przynajmniej przypomnie&#263;, &#380;e problemu r&#243;&#380;nicy p&#322;ci nie da si&#281; rozwa&#380;a&#263; tak, jakby by&#322; od niej niezale&#380;ny.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pozosta&#324;my jeszcze na moment przy tej &#8222;drodze oderwania&#8221; &#8211; do wyra&#380;enia tego Heidegger powraca w (12[30] &#8211; aby tym razem wskaza&#263; jeszcze raz na aprioryczny charakter dost&#281;pu do struktury ontologicznej istoty &#380;ywej. Dokonawszy rozwini&#281;cia tego przypomnienia, Heidegger przyst&#281;puje do rozszerzenia zagadnienia wyra&#380;e&#324; negatywnych. Dlaczego w obr&#281;bie owej ontologicznej charakterystyki negatywne okre&#347;lania narzucaj&#261; si&#281; tak cz&#281;sto? &#379;adn&#261; miar&#261; nie jest to &#8222;przypadek&#8221;. A to dlatego, &#380;e nale&#380;y ustrzec &#378;r&#243;d&#322;owo&#347;&#263; zjawisk od tego, co je uczyni&#322;o niepodobnymi do nich samych, zniekszta&#322;ci&#322;o, przenios&#322;o na inne miejsce lub zamaskowa&#322;o, tzn. od Verstellungen oraz Verdeckungen, od wszystkich tych wst&#281;pnych interpretacji, kt&#243;rych negatywne rezultaty powinny by&#263; z kolei uniewa&#380;niane przez wypowiedzi negatywne, maj&#261;ce &#8222;sens&#8221;, prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, &#8222;pozytywny&#8221;. Nietrudno rozpozna&#263; tu schemat, o kt&#243;rym by&#322;a mowa wcze&#347;niej. Negatywno&#347;&#263; &#8222;charakterystyki&#8221; nie jest zatem bardziej przypadkowa ni&#380; konieczno&#347;&#263; przemian czy te&#380; dysymulacji, kt&#243;re b&#281;dzie ona korygowa&#263; poniek&#261;d metodycznie. Verstellungen i Verdeckungen s&#261; koniecznymi przesuni&#281;ciami w samej historii bycia oraz jej interpretacji. Nie mo&#380;na ju&#380; ich pomija&#263; niczym przypadkowych b&#322;&#281;d&#243;w, tak jak i nie mo&#380;na zredukowa&#263; nieautentyczno&#347;ci (Uneigentlichkeit) do b&#322;&#281;du lub przewinienia, kt&#243;rych nie nale&#380;a&#322;oby pope&#322;ni&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A jednak. Je&#347;li nawet Heideggerowi z &#322;atwo&#347;ci&#261; przychodzi pos&#322;ugiwa&#263; si&#281; s&#322;owem &#8222;negativ&#8221;, gdy w gr&#281; wchodzi zakwalifikowanie jakich&#347; wypowiedzi lub dokonanie jakiej&#347; charakterystyki, to nie robi tego nigdy &#8211; tak mi si&#281; przynajmniej wydaje (chc&#261;c by&#263; jednak bardziej ostro&#380;nym, powiedzia&#322;bym, &#380;e robi to rzadziej i przychodzi mu to o wiele trudniej) &#8211; aby zakwalifikowa&#263; to w&#322;a&#347;&#173;nie, co we wst&#281;pnych interpretacjach bycia sprawia, &#380;e owe metodyczne korekty, maj&#261;ce form&#281; negatywn&#261; lub neutralizuj&#261;c&#261;, staj&#261; si&#281; konieczne. Uneigent&#173;lichkeit, Verstellungen oraz Verdeckungen nie nale&#380;&#261; do porz&#261;dku negatywno&#347;ci (b&#322;&#281;du lub z&#322;a, pomy&#322;ki lub przewiny). &#321;atwo wi&#281;c zrozumie&#263;, dlaczego w tych przypadkach Heidegger tak usilnie wystrzega si&#281; m&#243;wienia o negatywno&#347;ci. W ten spos&#243;b omija bowiem schematy religijne, etyczne, a nawet dialektyczne, utrzymuj&#261;c, &#380;e si&#281;ga &#8222;wy&#380;ej&#8221;, ni&#380; s&#261; one ulokowane.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nale&#380;a&#322;oby wi&#281;c powiedzie&#263;, &#380;e &#380;adne znaczenie negatywne nie jest ontologicznie zwi&#261;zane z &#8222;neutralno&#347;ci&#261;&#8221; w og&#243;le, a tym bardziej z owym transcendentalnym rozproszeniem (Zerstreuung) Dasein. Ot&#243;&#380;, nie mog&#261;c m&#243;wi&#263; o warto&#347;ci negatywnej ani o warto&#347;ci w og&#243;le (znana jest podejrzliwo&#347;&#263; Heideg&#173;gera co do warto&#347;ci warto&#347;ci), powinni&#347;my jednak wzi&#261;&#263; pod uwag&#281; dyferencjalne i hierarchizuj&#261;ce roz&#322;o&#380;enie akcent&#243;w, kt&#243;re &#8211; w Byciu i czasie &#8211; pojawia si&#281; regularnie, aby uwydatni&#263; neutralno&#347;&#263; i rozproszenie. W pewnych kontekstach najbardziej og&#243;lna struktura Dasein nosi r&#243;wnie&#380;pi&#281;tno tego rozproszenia. Da&#322;o si&#281; to zauwa&#380;y&#263; nie tylko w Wyk&#322;adzie, ale tak&#380;e w Byciu i czasie, gdzie na przyk&#322;ad w &#167; 12, s. 56, czytamy: &#8222;In-der-Welt-SeinDasein zosta&#322;o moc&#261; jego faktyczno&#347;ci rozproszone (zerstreut), a nawet rozdrobnione (zersplittert) na okre&#347;lone odmiany In-Sein&#8221;[31]. W tym miejscu Heidegger podaje list&#281; modi oraz ich nieredukowalnej mnogo&#347;ci. W innych miejscach jednak rozproszenie i odseparowanie (w obu znaczeniach Zerstreuung) charakteryzuj&#261; nieautentyczn&#261; ipseitas Dasein, ipseitas Man-selbst oraz tego Si&#281;, kt&#243;re zosta&#322;o &#8222;odr&#243;&#380;nione&#8221; od ipseitas (Selbst) autentycznej i w&#322;a&#347;ciwej (eigentlich). Jako Si&#281; Dasein jest rozproszony lub rozsypany (zerstreut). Znana jest nam ca&#322;o&#347;&#263; tej analizy, ale skoncentrujemy si&#281; tylko na tym, co dotyczy poj&#281;cia rozproszenia (cf. (27[32]), kt&#243;re odnajdujemy tak&#380;e w samym centrum analizy, dotycz&#261;cej ciekawo&#347;ci (Neugier, (36[33]). Przypomnijmy tak&#380;e, &#380;e ta ostatnia jest jednym z trzech modi upadania (Verfallen) Dasein w jego &#380;yciu-powszednim. Nieco p&#243;&#378;niej b&#281;dziemy musieli rozwa&#380;y&#263; jeszcze raz &#347;rodki ostro&#380;no&#347;ci przedsi&#281;brane przez Heideggera: upadanie, wyobcowanie (Entfremdung), a nawet upadek (Absturz) nie stanowi&#322;yby tutaj przedmiotu &#8222;krytyki moralizatorskiej&#8221; ani &#8222;filozofii kultury&#8221;, ani religijnej dogmatyki upadku (Fall) ze &#8222;stanu pierwotnego&#8221; (stanu, co do kt&#243;rego nie dysponujemy &#380;adnym do&#347;wiadczeniem ontycznym ani &#380;adn&#261; ontologiczn&#261; interpretacj&#261;), ani wreszcie &#8222;zepsucia natury ludzkiej&#8221;. A jeszcze p&#243;&#378;niej b&#281;dziemy musieli przypomnie&#263; sobie te &#347;rodki ostro&#380;no&#347;ci w &#8222;sytuacji&#8221; Trakla, kiedy Heidegger b&#281;dzie interpretowa&#322; rozpad oraz odistoczenie (Ver&#173;wesung) &#8211; to znaczy tak&#380;e pewnego rodzaju zepsucie &#8211; sposobu, w jaki przedstawia si&#281; cz&#322;owiek [une certaine corruption de la figure de l'homme]. Zn&#243;w dojdzie do g&#322;osu &#8211; i to w spos&#243;b bardziej wyra&#378;ny &#8211; pytanie o to, jak powinno si&#281; my&#347;le&#263; &#8222;Geschlecht&#8221; lub Geschlecht. Opatruj&#281; to s&#322;owo cudzys&#322;owem, poniewa&#380; chodzi tu tyle&#380; o nazw&#281;, co i o to, do czego si&#281; ona odnosi. W takim razie odseparowanie s&#322;owa i rzeczy niesie w sobie niebezpiecze&#324;stwo r&#243;wne temu, kt&#243;re rodzi przek&#322;ad. Sprawdzimy to jeszcze, bo rzecz idzie o inskrypcj&#281; Geschlecht oraz o Geschlecht jako inskrypcj&#281;, odcisk i pi&#281;tno.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozproszenie jest zatem przywo&#322;ywane dwa razy: raz jako og&#243;lna struktura Dasein, a raz jako modus nieautentyczno&#347;ci. To samo mo&#380;na by powiedzie&#263; o neutralno&#347;ci: w Wyk&#322;adzie neutralno&#347;&#263; Dasein nie nosi &#380;adnego negatywnego ani pejoratywnego znamienia, gdy tymczasem w Byciu i czasie okre&#347;lenie &#8222;neutralny&#8221; mo&#380;na ju&#380; odnie&#347;&#263; do &#8222;Si&#281;&#8221;, to znaczy do tego, co staje si&#281; &#8222;kim&#347;&#8221; w powszedniej ipseitas, a wtedy &#8222;kto&#347;&#8221; to tyle, co neutrum (Neutrum), [bez&#173;-
p&#322;ciowe] &#8222;Si&#281;&#8221; (27)[34].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To kr&#243;tkie odwo&#322;anie do Bycia i czasu pozwoli&#322;o nam by&#263; mo&#380;e lepiej zrozumie&#263; sens oraz konieczno&#347;&#263; owego porz&#261;dku implikacji, przy kt&#243;rym Heidegger tak obstaje. Mi&#281;dzy innymi porz&#261;dek ten mo&#380;e r&#243;wnie&#380; zdawa&#263; spraw&#281; z predykat&#243;w, jakie wykorzystuje dyskurs na temat seksualno&#347;ci. &#346;ci&#347;le rzecz ujmuj&#261;c, nie istnieje co&#347; takiego, jak predykat seksualny, a przynajmniej nie ma takiego predykatu seksualnego, kt&#243;rego sens nie odsy&#322;a&#322;by do og&#243;lnych struktur Dasein. Trzeba zatem si&#281;gn&#261;&#263; do samej g&#322;&#281;bi tego, co opisuje analityka Dasein, aby wiedzie&#263;, o czym i jak si&#281; m&#243;wi, kiedy przyzywa si&#281; nazw&#281; seksual&#173;no&#347;ci. Gdyby za&#347; wolno nam by&#322;o spojrze&#263; na ten problem od strony przeciwnej, wtedy powiedzieliby&#347;my, &#380;e uchwycenie jego metafizycznej z&#322;o&#380;ono&#347;ci pozwala zrozumie&#263; seksualno&#347;&#263; czy te&#380; og&#243;lne useksualnienie dyskursu: seksual&#173;ne konotacje mog&#261; pozostawi&#263; na nim sw&#243;j odcisk, a nawet opanowa&#263; go tylko o tyle, o ile stanowi&#261; one homogeniczny uk&#322;ad z tym, co dyskurs ten implikuje, na przyk&#322;ad: topologi&#281; owych nieredukowalnych &#8222;przestrzennych znacze&#324;&#8221; (Raumbedeutungen) oraz wiele innych odniesie&#324; [traits], kt&#243;re uda&#322;o si&#281; nam zlokalizowa&#263; na marginesie powy&#380;szego wywodu. Czym by&#322;by bowiem dyskurs &#8222;seksualny&#8221; lub dyskurs &#8222;na-temat-seksualno&#347;ci&#8221; bez odwo&#322;a&#324; do: oddalenia, wn&#281;trza i zewn&#281;trza, rozproszenia i blisko&#347;ci, tutaj i tam, narodzin i &#347;mierci, pomi&#281;dzy-narodzinami-a-&#347;mierci&#261;, bycia-z oraz dyskursu w znaczeniu og&#243;lnym?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#211;w porz&#261;dek implikacji kieruje si&#281; w stron&#281; takiego my&#347;lowego uj&#281;cia r&#243;&#380;nicy p&#322;ci, kt&#243;re nie stanowi&#322;oby jeszcze seksualnej dwoisto&#347;ci ani te&#380; r&#243;&#380;nicy rozumianej jako starcie dw&#243;ch przeciwno&#347;ci. Jak mogli&#347;my to zauwa&#380;y&#263; w Wyk&#322;adzie, neutralizacji poddana zosta&#322;a nie tyle sama seksualno&#347;&#263;, ile raczej &#8222;rodzajowe&#8221; oznaczenie r&#243;&#380;nicy p&#322;ci, przynale&#380;enie do jednej z nich. Czy&#380; z tego miejsca &#8211; powracaj&#261;c do rozproszenia i rozmno&#380;enia (Zerstreuung, Mannigfaltigung) &#8211; nie da si&#281; pomy&#347;le&#263; takiej r&#243;&#380;nicy p&#322;ci (dodajmy jednak, &#380;e pozbawionej charakteru negatywnego), kt&#243;ra nie by&#322;aby opiecz&#281;towana, scementowana przez dwoisto&#347;&#263; [par le deux]? Kt&#243;ra ju&#380; by taka nie by&#322;a albo jeszcze si&#281; taka nie sta&#322;a? Tyle &#380;e &#8222;jeszcze nie&#8221; lub &#8222;ju&#380; nie&#8221; oznacza&#322;yby jeszcze, i ju&#380;, pewien akt racjonalnej rewizji [quelque arraisonnement].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wycofuj&#261;c si&#281;, diada wchodzi na drog&#281; wiod&#261;c&#261; do innej jeszcze r&#243;&#380;nicy p&#322;ci. Mo&#380;e tak&#380;e prowadzi&#263; do innych pyta&#324;. Jedno z nich mog&#322;oby brzmie&#263; nast&#281;puj&#261;co: w jaki spos&#243;b r&#243;&#380;nica ulokowa&#322;a si&#281; w dwoisto&#347;ci [dans le deux]? Kiedy za&#347; obstajemy przy tym, aby miejscem jej pozosta&#322;a dwoista opozycja, wy&#322;ania si&#281; pytanie, w jaki spos&#243;b w r&#243;&#380;nicy dochodzi do zahamowania rozmno&#380;enia? I to w r&#243;&#380;nicy p&#322;ci?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Z przyczyn, kt&#243;re wymienili&#347;my wy&#380;ej, w tek&#347;cie Wyk&#322;adu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Geschlecht&lt;/i&gt; wyznacza tak&#261; seksualno&#347;&#263;, kt&#243;ra ocechowana jest przez opozycj&#281; lub przez starcie dw&#243;ch przeciwno&#347;ci. P&#243;&#378;niej (i wcze&#347;niej) chodzi&#322;oby o co&#347; innego &#8211; a mianem tej innej opozycji jest dekompozycja[35].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;prze&#322;o&#380;y&#322;a Ma&#322;gorzata Kwietniewska&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[1] Podobnie jak esej, kt&#243;ry nast&#281;puje po nim (La main de Heidegger, Geschlecht II), tekst ten (opublikowany pierwotnie w Cahier de l'Herne, tj. w zeszycie po&#347;wi&#281;conym Heideggerowi, a zredagowanym przez Michela Haara w roku 1983) zadowala si&#281; wst&#281;pnym zapewne naszkicowaniem interpretacji, w kt&#243;rej zamierzam jako&#347; usytuowa&#263; Geschlecht w rozwoju my&#347;li Heideg&#173;gera, ale tak&#380;e w rozwoju jego pisarstwa. A jak si&#281; oka&#380;e, oddzia&#322;ywanie czy te&#380; inskrypcja wy&#380;&#322;obiona przez to s&#322;owo ma tu swoje znaczenie. S&#322;owo Geschlecht pozostawiam tu w jego oryginalnym brzmieniu z przyczyn, kt&#243;re powinny si&#281; wyja&#347;ni&#263; w trakcie lektury tego tekstu. Chodzi tu bowiem o &#8222;Geschlecht&#8221; (o s&#322;owo, oznaczaj&#261;ce p&#322;e&#263;, ras&#281;, rodzin&#281;, pokolenie, r&#243;d, gatunek, rodzaj), a nie o Geschlecht: nie przedostaniemy si&#281; tu tak &#322;atwo na stron&#281; rzeczy samej (Geschlecht) od strony oznaczenia s&#322;owa (&#8222;Geschlecht&#8221;), w kt&#243;rym to oznaczeniu du&#380;o p&#243;&#378;niej Heidegger dostrze&#380;e &#347;lad ciosu lub uderzenia (Schlag). B&#281;dzie to mia&#322;o miejsce w tek&#347;cie, o kt&#243;rym nie b&#281;dziemy tutaj m&#243;wili, ale kt&#243;ry b&#281;dzie punktem orientacyjnym obecnej lektury &#8211; poniewa&#380; wiem, &#380;e naprawd&#281; to on stanowi przyci&#261;gaj&#261;cy j&#261; magnes: Die Sprache im Gedicht. Eine Er&#246;rterung von Georg Trakls Gedicht (1953, [w:] Unterwegs zur Sprache, 1959, s. 36). Przek&#322;ad francuski: Jean Beaufret, [w:] Acheminement vers la parole, 1976: La Parole dans l'&#233;l&#233;ment du po&#232;me, Situation du Dict de Georg Trakl.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[2] Przek&#322;ad wed&#322;ug: J. Derrida: Diff&#233;rence sexuelle, diff&#233;rence ontologique (Geschlecht I), [w:] idem: De l'esprit, Heidegger et la question. Paris 1987, s. 145&#8211;172 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[3] Por. M. Heidegger: Sein und Zeit. T&#252;bingen 1993, oraz wersja polska: Bycie i czas, prze&#322;. B. Baran. Warszawa 1994, s. 7&#8211;13 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[4] Metaphysische Anfangsgr&#252;nde der Logik im Ausgang von Leibniz. Gesamtausgabe, Band 26.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[5] W tym miejscu tekstu brakuje domkni&#281;cia cudzys&#322;owu, zamykam go zatem zgodnie z w&#322;as&#173;nym odczuciem sensu wypowiedzi [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[6] Por. M. Heidegger: Bycie i czas, op.cit., s. 63&#8211;70 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[7] Ibidem, s. 10 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[8] Ibidem, s. 11 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[9] Ibidem, s. 11, w cytowanym fragmencie rezygnuj&#281; z wprowadzonej przez B. Barana propozycji przet&#322;umaczenia terminu Dasein jako jestestwo, aby zachowa&#263; ci&#261;g&#322;o&#347;&#263; my&#347;low&#261; w tek&#347;cie Derridy [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[10] S&#322;owo to oznacza w j&#281;zyku francuskim interes, udzia&#322;, roszczenie, korzy&#347;&#263;, zysk, ch&#281;&#263; zys&#173;ku, przej&#281;cie si&#281; czym&#347;, trosk&#281;, ciekawo&#347;&#263;, znaczenie, wa&#380;no&#347;&#263;, zainteresowanie;od &#322;aci&#324;skiego interest (interesse) &#8211; jest wa&#380;ne [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[11] Por. wersja polska, op.cit., s. 53: &#8222;Bycie to wprost transcendens&#8221; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[12] Por. ibidem, s. 53; lekka modyfikacja przek&#322;adu ma na celu uwydatnienie przebiegu rozumowania Derridy [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[13] Por. M. Heidegger: Platona nauka o prawdzie, [w:] idem: Znaki drogi. Warszawa 1995, s. 128 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[14] W oryginale: Autant dire qu'un discours sur la sexualit&#233; qui serait de cet ordre [&#8230;] man&#173;querait &#224; toutes les exigences d'une analitique du Dasein, dans sa neutralit&#233; m&#234;me (por. s. 158), przy t&#322;umaczeniu tego zdania pozosta&#322;am wierna znaczeniu, jakie narzuca jego struktura gramatyczna, wydaje mi si&#281; jednak, &#380;e Derridzie chodzi&#322;o tu o wymagania stawiane przez analityk&#281; Dasein, rozwa&#380;anego ze wzgl&#281;du na jego neutralno&#347;&#263; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[15] Por. M. Heidegger: Vom Wesen des Grundes. Frankfurt am Main 1973, s. 38 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[16] Ibidem [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[17] Ibidem [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[18] Por. M. Heidegger: Bycie i czas, op.cit., s. 126&#8211;144, w t&#322;umaczeniu B. Barana extensio uznana zostaje &#8222;za podstawowy okre&#347;lnik &#171;&#347;wiata&#187;&#8221;, ibidem, s. 144 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[19] Ibidem, s. 526; B. Baran t&#322;umaczy: &#8222;Specyficzn&#261; ruchliwo&#347;&#263; rozpostartego rozpo&#347;cierania si&#281; nazywamy dzianiem si&#281; jestestwa&#8221; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[20] Por. ibidem, s. 542&#8211;547, a zw&#322;aszcza s. 545&#8211;546 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[21] Ibidem, s. 525; B. Baran t&#322;umaczy: &#8222;&#171;Pomi&#281;dzy&#187; odniesione do narodzin i &#347;mierci tkwi ju&#380; w byciu jestestwa&#8221; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[22] Por. ibidem, s. 545, gdzie mowa o tym, &#380;e Dasein &#8222;musi najpierw zebra&#263; si&#281; w ca&#322;o&#347;&#263; spo&#347;r&#243;d rozproszonych i pozbawionych zwi&#261;zku &#171;wydarze&#324;&#187; [&#8230;]&#8221; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[23] Odno&#347;nie do tego por. tak&#380;e Sein und Zeit, op.cit., s. 166 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[24] W oryginale mowa o Existenzialien i Kategorien (Sein und Zeit, op.cit., s. 44&#8211;45), co B. Baran t&#322;umaczy jako egzystencja&#322;y i kategorie, Bycie i czas, op.cit., s. 62 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[25] M. Heidegger: Bycie i czas, op.cit., s. 169, gdzie czytamy: &#8222;&#171;Wsp&#243;&#322;&#187; i &#171;tak&#380;e&#187; nale&#380;y rozumie&#263; egzystencjalnie, a nie kategorialnie&#8221; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[26] Ibidem, s. 71&#8211;73; w rozdz. tym jednak nie znajdujemy wyra&#380;enia &#171;interpretacja prywatywna&#187;, kt&#243;re jest prawdopodobnie okre&#347;lnikiem utworzonym przez samego Derrid&#281; na podstawie wyra&#380;enia &#171;prohibitive Charakteristik&#187;, por. Sein und Zeit, op.cit., s. 45, a wi&#281;c w &#167; 10 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[27] Chodzi tu prawdopodobnie o wyra&#380;enie &#171;auf dem Wege einer Abgrenzung&#187;, Sein und Zeit, op.cit., s. 47, w wersji polskiej &#171;na drodze odgraniczenia&#187;, Bycie i czas, op.cit., s. 66 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[28] M. Heidegger: Bycie i czas, op.cit., s. 70&#8211;71 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[29] Ibidem, s. 71 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[30] Tekst oryginalny Sein und Zeit m&#243;wi: &#8222;den Weg der Abhebung&#8221;, tymczasem w polskiej wersji j&#281;zykowej czytamy: &#8222;wybierzmy ponownie drog&#281; odr&#243;&#380;nienia&#8221;, Bycie i czas,op.cit., s. 77; w przek&#322;adzie tym jednak ulega zatarciu wa&#380;ny element znaczeniowy, kt&#243;ry wyznacza o&#347; interpretacji Derridy [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[31] M. Heidegger: Bycie i czas, op.cit., s. 79; w wersji B. Barana zdanie to brzmi: &#8222;Bycie-w-&#8209;&#347;wiecie jestestwa zosta&#322;o moc&#261; jego faktyczno&#347;ci rozproszone, a nawet rozbite na okre&#347;lone odmiany bycia-w&#8221;; pozostajemy przy literalnym t&#322;umaczeniu Derridy, aby zachowa&#263; ci&#261;g&#322;o&#347;&#263; jego dyskursywnych rozwa&#380;a&#324; [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[32] W wersji polskiej s. 179&#8211;185 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[33] Ibidem, &#167; 36: Ciekawo&#347;&#263;, s. 241&#8211;245 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[34] Ibidem, &#167; 27: Powszednie bycie Sob&#261; i Si&#281;, s. 179&#8211;185 [przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[35] Por. ni&#380;ej, s. 200 i n., a tak&#380;e De l'esprit, Heidegger et la question. Paris 1990, s. 106 i n.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>J&#281;zykowe dzie&#322;o sztuki</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article391</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article391</guid>
		<dc:date>2010-07-20T22:26:58Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Andrzej P. Bator</dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Uniwersytet Opolski/ASP Wroc&#322;aw &lt;br /&gt;Andrzej P. Bator &lt;br /&gt;Chc&#261;c zacz&#261;&#263; rzecz od pocz&#261;tku, nale&#380;a&#322;oby wspomnie&#263; pierwszych rodzi-c&#243;w zamieszkuj&#261;cych ogrody Edenu, g&#322;&#243;wnie po to, by uzna&#263; ich analfabetyzm za wysoce prawdopodobny, a niew&#261;tpliwy u bytuj&#261;cych p&#243;&#378;niej w warunkach pozarajskich. Wy&#322;aniaj&#261;ca si&#281; z mrok&#243;w historii droga do H&#252;nfeld okaza&#322;a si&#281; kr&#281;ta i nier&#243;wna, jednak cel, kt&#243;ry osi&#261;gn&#281;&#322;a, jest spektakularny i imponuj&#261;cy. Oto pod kuratel&#261; J&#252;rgena Bluma, osobisto&#347;ci &#347;wiata sztuki &#8211; artysty dobrze znanego wielu (...)


-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Uniwersytet Opolski/ASP Wroc&#322;aw&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_autor.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L144xH200/jpg_autor-47acf.jpg' width='144' height='200' style='height:200px;width:144px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.asp.wroc.pl/kadra/grafika/bator/obrazy/autor.jpg&amp;imgrefurl=http://www.asp.wroc.pl/kadra/biografia.php%3Fgo%3Dgrafika/bator&amp;start=5&amp;h=200&amp;w=144&amp;sz=10&amp;tbnid=T-6zxRwbaLqJiM:&amp;tbnh=104&amp;tbnw=75&amp;hl=pl&amp;prev=/images%3Fq%3DAndrzej%2BP.%2BBator%26um%3D1%26hl%3Dpl%26lr%3D%26inlang%3Dpl%26client%3Dfirefox-a%26channel%3Ds%26rls%3Dorg.mozilla:pl:official%26hs%3DW4o%26sa%3DN%26ie%3DUTF-8&amp;um=1&quot; class=&quot;spip_out&quot;&gt; Andrzej P. Bator&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Chc&#261;c zacz&#261;&#263; rzecz od pocz&#261;tku, nale&#380;a&#322;oby wspomnie&#263; pierwszych rodzi-c&#243;w zamieszkuj&#261;cych ogrody Edenu, g&#322;&#243;wnie po to, by uzna&#263; ich analfabetyzm za wysoce prawdopodobny, a niew&#261;tpliwy u bytuj&#261;cych p&#243;&#378;niej w warunkach pozarajskich. Wy&#322;aniaj&#261;ca si&#281; z mrok&#243;w historii droga do H&#252;nfeld okaza&#322;a si&#281; kr&#281;ta i nier&#243;wna, jednak cel, kt&#243;ry osi&#261;gn&#281;&#322;a, jest spektakularny i imponuj&#261;cy. Oto pod kuratel&#261; J&#252;rgena Bluma, osobisto&#347;ci &#347;wiata sztuki &#8211; artysty dobrze znanego wielu kulturalnym Europejczykom (tak&#380;e pod spolszczonym nazwiskiem Gerard Kwiatkowski), na fasadach dom&#243;w niewielkiego heskiego mia-steczka materializuje si&#281; idea wszechobecnego s&#322;owa, tego, kt&#243;re w&#322;oski konkretysta Carlo Belloli proroczo zapowiedzia&#322; jako &#8222;jednocz&#261;c&#261; ludzi poezj&#281; ze &#347;cian pokoi&#8221;. Niemaj&#261;ca precedensu w historii sztuki konkretnej skala realizacji jej dokona&#324; budzi&#263; musi uwag&#281; i szacunek, ale tak&#380;e sk&#322;ania&#263; do przyjrzenia si&#281; materii tego niezwyk&#322;ego przedsi&#281;wzi&#281;cia w szerokim jego kontek&#347;cie, uwzgl&#281;dniaj&#261;cym zar&#243;wno t&#322;o literacko-artystyczne, jak i teoretyczne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozr&#243;&#380;nienie pomi&#281;dzy pismem a obrazem powsta&#322;o p&#243;&#378;no. Paradoksalnie, na pocz&#261;tku s&#322;owo wcieli&#322;o si&#281; nie w pismo, a w obraz, co dla znaku czego&#347; prze&#380;ytego intelektualnie nie by&#322;o manifestacj&#261; najw&#322;a&#347;ciwsz&#261;. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Logos&lt;/i&gt; (niekiedy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;rehma&lt;/i&gt;), hebrajskie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;dabar&lt;/i&gt; oznacza nieroz&#322;&#261;czno&#347;&#263; s&#322;owa i rzeczywisto&#347;ci. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dabar&lt;/i&gt; oznacza zar&#243;wno s&#322;owo, polecenie, opowiadanie, jak r&#243;wnie&#380; rzecz, spraw&#281;, &#347;wiat realny &#8211; s&#322;owu przynale&#380;y rzeczywisto&#347;&#263;, ta za&#347; nie mo&#380;e by&#263; przedstawiona z jego pomini&#281;ciem. Po grecku &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;logos&lt;/i&gt; znaczy zar&#243;wno rozum, jak i my&#347;lenie (st&#261;d Arystoteles zwi&#261;za&#322; logos z definicj&#261; cz&#322;owieka jako istoty rozumnej, stoicy za&#347; z boskim rozumem &#8211; tw&#243;rczym ogniem warunkuj&#261;cym &#322;ad w &#347;wiecie), ale tak&#380;e &#8211; je&#347;li nie przede wszystkim &#8211; logos oznacza&#322; j&#281;zyk. Pos&#322;uguj&#261;cy si&#281; j&#281;zykiem cz&#322;owiek wyznacza&#263; b&#281;dzie granice przysz&#322;o&#347;ci, s&#322;uszno&#347;ci lub jej braku, stworzy ludzk&#261; wsp&#243;lnot&#281; my&#347;li i poj&#281;&#263;. Jednak zawsze w rozumieniu Grek&#243;w s&#322;owo i poj&#281;cie pozostan&#261; w stanie bezpo&#347;redniej komunikacji, niepodleg&#322;e aporii nowo&#380;ytnego subiektywizmu. Trzeba jednak doda&#263;, &#380;e logos b&#281;dzie r&#243;wnocze&#347;nie zupe&#322;nie niezale&#380;nym od s&#322;owa &#8211; Logosem (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;fundamentum absolutum inconcussum&lt;/i&gt;), racjonaln&#261; zasad&#261; zmieniaj&#261;cego si&#281; &#347;wiata, a tak&#380;e okre&#347;leniem bezosobowego Boga, uto&#380;samianego z kosmiczn&#261; zasad&#261; istnienia i dzia&#322;ania. P&#243;&#378;niej zostanie uosobiony w postaci Drugiej Osoby Tr&#243;jcy &#346;wi&#281;tej, wcielonej w Jezusie Chrystusie, kt&#243;rego kap&#322;ani naucz&#261; w przysz&#322;o&#347;ci Europ&#281; pisa&#263; i czyta&#263;. Logos zatem wi&#261;&#380;e s&#322;owo z dzia&#322;aniem &#8211; w odniesieniu do Boga m&#243;wi&#263; to dzia&#322;a&#263;, stwarza&#263; za pomoc&#261; s&#322;owa. Dystans mi&#281;dzy Logosem pojmowanym jako si&#322;a stw&#243;rcza a zwyczajnym s&#322;owem niezdolnym do tworzenia realnych byt&#243;w zosta&#322; wkr&#243;tce jasno okre&#347;lony, a traktowanie s&#322;owa jako przedmiotu fizycznego ust&#261;pi&#322;o miejsca przyznaniu mu funkcji logicznej (&#8222;[...] fizycznie s&#322;owo jest bezsilne, ale z punktu widzenia logiki zosta&#322;o podniesione do wy&#380;szej, w istocie do najwy&#380;szej rangi&#8221; &#8211; Ernst Cassirer). &#346;wiat zosta&#322; rozpoznany jako zbi&#243;r s&#261;d&#243;w, za&#347; rozr&#243;&#380;nienie znaczonego (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;semainomenon, signatum&lt;/i&gt;) od znacz&#261;cego (semainon, signans) dokonane po raz pierwszy przez stoik&#243;w b&#281;dzie mia&#322;o dla p&#243;&#378;niejszych teorii znaku kapi-talne znaczenie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;D&#322;ugo oczekiwane s&#322;owo przesz&#322;o burzliwe dzieje, pe&#322;ni&#322;o rol&#281; u&#380;yteczne-go narz&#281;dzia poety i przekupnia, wyznawa&#322;o mi&#322;o&#347;&#263; i piecz&#281;towa&#322;o wyrok, wznosi&#322;o si&#281; do pi&#281;kna i ton&#281;&#322;o w kloace, dawa&#322;o pewno&#347;&#263; i wzbudza&#322;o niewiar&#281;. Pozostaj&#261;c w s&#322;u&#380;bie logicznego zdania predykatywnego, warunku ka&#380;dego dyskursu, daje do dzisiaj nieograniczone mo&#380;liwo&#347;ci &#8211; zawsze funkcjonalne i pos&#322;uszne, nawet w&#243;wczas, gdy w r&#281;ku artysty sta&#322;o si&#281; nowym j&#281;zykiem kreacji lub gdy filozof zechcia&#322; oddzieli&#263; je od jego sensu. Wyznaczy&#322;o prze-strze&#324; szczeg&#243;lnych eksperyment&#243;w i docieka&#324; (i ich sum&#281; zarazem) poet&#243;w, filozof&#243;w i artyst&#243;w minionego ju&#380; wieku.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W latach pi&#281;&#263;dziesi&#261;tych r&#243;wnolegle w Szwecji, Niemczech i Brazylii (&#214;yvind Fahlstr&#246;m, Eugen Gomringer, Decio Pignatarii oraz Augusto i Haroldo de Campos) powstaje jako&#347;ciowo nowe zjawisko, kt&#243;re do historii sztuki przejdzie pod nazw&#261; poezji konkretnej. Tw&#243;rczo&#347;&#263; ta, cho&#263; nie by&#322;a prost&#261; kontynuacj&#261; dorobku Wielkiej Awangardy, nosi&#322;a w sobie jej do&#347;wiadczenia. Kontynuowa&#322;a bowiem drog&#281; rozwoju dwudziestowiecznej literatury w kierunku odbudo&#172;wywania pierwotnych struktur j&#281;zykowych, zawieraj&#261;cych w sobie nie tylko abstrakcyjne warto&#347;ci logiczne, ale tak&#380;e konkretne jako&#347;ci audiowizualne. Tendencja ta, wyra&#378;nie zaznaczona w nowych eksperymentach poetyckich, zmierza&#322;a do nadania s&#322;owu &#8211; zobaczonemu z powrotem jako realny, niczego ju&#380; nieopisuj&#261;cy przedmiot &#8211; dawnej mocy &#347;wiadczenia o sobie samym, poza kontekstem metaforycznym i semantycznym. Idealnym znakiem dla tego rodzaju tw&#243;rczo&#347;ci okaza&#322; si&#281; ideogram: symbol wolny od notacji i niepodleg&#322;y ogra-niczeniom, jakie w&#322;a&#347;ciwe s&#261; s&#322;owom zbudowanym ze znak&#243;w alfabetycznych i tworz&#261;cym logiczny j&#281;zyk dyskursywny. Znak w poezji konkretnej zechce ograniczy&#263; si&#281; do roli kierunkowskazu w wiadome, przeczuwane lub nieznane obszary interpretacyjne (&#8222;[...] wszystko co konkretne, jest niczym innym jak sob&#261; samym. By by&#263; zrozumia&#322;ym konkretnie, s&#322;owo musi by&#263; brane za s&#322;owo&#8221; &#8211; M. Bense). Element semantyczny podlega redukcji &#8211; staje si&#281; jedynie powierzchni&#261; nowych zwrot&#243;w znaczeniowych. S&#322;owo przestaje by&#263; przede wszystkim no&#347;nikiem znaczenia, bowiem &#8222;ci&#281;&#380;ar ci&#281;&#380;ko&#347;ci zosta&#322; przeniesiony z semantyki na sk&#322;adni&#281;&#8221; (T. S&#322;awek), co sprawia, &#380;e dzie&#322;o konkretne zyskuje samowystarczalno&#347;&#263;, czyni&#261;c w&#322;asn&#261; struktur&#281; g&#322;&#243;wnym tematem przekazu. Tekst konkretystyczny, mimo swej lapidarno&#347;ci, wprowadza nieoczekiwanie w nurt filozoficznej metafory, a raczej filozofii samej, poniewa&#380; staje si&#281; specyficznym uprawianiem braku metafizyki (w dalszym ci&#261;gu tekstu teza ta zostanie rozwini&#281;ta i uzasadniona). Centrum tekstu poetyckiego, na co wskazuje Tade-usz S&#322;awek, nale&#380;y szuka&#263; na marginesach wyznaczanych przez brzeg kartki papieru &#8211; tam w&#322;a&#347;nie bowiem umiejscawia si&#281; fundamentalny problem jego pocz&#261;tku. Zasadniczo&#347;&#263; tego zagadnienia wynika z faktu, &#380;e pocz&#261;tek okre&#347;la moment &#8222;zwiastowania&#8221; &#8211; wyj&#347;cia tekstu z rzeczywisto&#347;ci my&#347;li w rzeczywisto&#347;&#263; realnego &#347;wiata, by &#8222;sta&#263; si&#281; przedmiotem-w-&#347;wiecie&#8221;. W konkretystycz-nym przezwyci&#281;&#380;eniu dychotomii &#322;adu i nie&#322;adu pocz&#261;tek i sp&#243;jnik odegraj&#261; now&#261; i zarazem pierwszoplanow&#261; rol&#281;: &#8222;i&#8221; oraz &#8222;lub&#8221; nie b&#281;d&#261; umiejscowione ju&#380; w strukturze j&#281;zyka, ale wska&#380;&#261; raczej na pustk&#281; mi&#281;dzy s&#322;owami &#8211; pustk&#281;, od kt&#243;rej wszystko si&#281; zaczyna. Przyk&#322;adem takiego tekstu eksponowanego w H&#252;nfeld (z H&#252;nfeld pochodz&#261; r&#243;wnie&#380; wszystkie inne przytoczone dalej przyk&#322;ady tekst&#243;w poetyckich) jest utw&#243;r Eugena Gomringera &#8211; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;notabene&lt;/i&gt; jedna ze sztandarowych i &#8222;kanonicznych&#8221; realizacji poezji konkretnej:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;das schwarze geheimnis
&lt;br /&gt;ist hier
&lt;br /&gt;hier ist
&lt;br /&gt;das schwarze geheimnis&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Utw&#243;r ten nawi&#261;zuje do bli&#378;niaczych w uk&#322;adzie konstrukcyjnym i seman-tycznym pi&#281;ciowierszy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;silentio&lt;/i&gt; czy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;schweigen&lt;/i&gt;. Biel papieru pustego miejsca w zapisie staje si&#281; integraln&#261; cz&#281;&#347;ci&#261; wypowiedzi, na kt&#243;r&#261; sk&#322;adaj&#261; si&#281; warto&#347;ci fizykalne znaku: s&#322;uchowa fonemu i wizualna litery. &#8222;Czarna tajemnica&#8221;, jak si&#281; okazuje, niekoniecznie musi by&#263; czarna; r&#243;wnie&#380; cisza mo&#380;e zyska&#263; plastyczny wymiar pustki papieru. Wypowied&#378; poety nie jest zatem dzie&#322;em gotowym i zastanym &#8211; jest procesem stawania si&#281; i w&#322;a&#347;nie w jego ponownym dokonywa-niu si&#281; w trakcie odbioru tkwi oczekiwany i w&#322;a&#347;ciwy sens utworu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Teoretyczne uzasadnienie powy&#380;szej interpretacji przynosi my&#347;l filozo-ficzna Jacques'a Derridy. Punktem wyj&#347;cia dla jego rozwa&#380;a&#324; o j&#281;zyku jest krytyka uprawiania metafizyki z tego wzgl&#281;du, &#380;e jest to my&#347;lenie hierarchiczne, uj&#281;te w ramy binarnych opozycji. Jego efektem jest, negatywnie przez Derrid&#281; oceniona, preferencja pisma kosztem mowy. My&#347;lenie hierarchiczne uobecnia si&#281; szczeg&#243;lnie silnie w pierwotnym zadaniu filozofii, jakim jest poszukiwanie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;arche&lt;/i&gt; i jego odwrotno&#347;&#263;: poszukiwanie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;telos&lt;/i&gt;, celu wszystkich rzeczy. Francuski my&#347;liciel uzna&#322;, &#380;e to w&#322;a&#347;nie j&#281;zyk, b&#281;d&#261;cy hierarchicznym systemem znak&#243;w, jest no&#347;nikiem hierarchicznej kultury &#8211; umiejscowi&#322; zatem metafizyk&#281; w j&#281;zyku. Rozr&#243;&#380;nienie signas i signatum jest fundamentem epoki &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;logosu&lt;/i&gt;, w kt&#243;rej &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;primum signatum&lt;/i&gt; wyznacza powszechne w&#322;a&#347;ciwo&#347;ci bytu, za&#347; t&#281; aprioryczn&#261; struktur&#281; sensu cechuje presemiotyczno&#347;&#263;. Tak wi&#281;c to w&#322;a&#347;nie w pierwotnie znaczonym logosie le&#380;y sens i status nieredukowalnej r&#243;&#380;nicy mi&#281;dzy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;signas&lt;/i&gt; i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;signatum&lt;/i&gt;, a tak&#380;e przynale&#380;na znakowi zdolno&#347;&#263; tego, co inteligibilne i presemiotyczne. Idealnym modelem znaku wed&#322;ug Derridy jest j&#281;zykowy znak foniczny, bowiem g&#322;os jest pierwotn&#261; manifestacj&#261; logosu &#8211; zwi&#261;zek logosu i phon&#233; jest zwi&#261;zkiem jedno&#347;ci. J&#281;zyk jest zatem czym&#347; zewn&#281;trznym wobec immanentnego charakteru mowy. Stosunek mowy i pisma jest stosunkiem mi&#281;dzy tym, co czasowe, a tym, co przestrzenne &#8211; logos spacjotemporalizuje w sobie to, co wypowiada. Hierarchiczna struktura zdania podmiotowo-
&lt;br /&gt; orzecznikowego jest wi&#281;c faktem o charakterze teleologicznym. Tak zdefinio-wany logocentryzm (metafizyka znaku) sta&#322; si&#281; dla Derridy celem, kt&#243;ry trzeba radykalnie przezwyci&#281;&#380;y&#263;. Odrzuca on zatem tradycyjn&#261; koncepcj&#281; reprezenta-cji, a wi&#281;c metafizyczne rozr&#243;&#380;nienie znaku i przedmiotu oznaczanego (znak jest wed&#322;ug filozofa odmienny od rzeczy). Jedyn&#261; rzeczywisto&#347;ci&#261;, o kt&#243;rej m&#243;wi znak, jest on sam. Ta &#8222;dekonstrukcja&#8221; poj&#281;cia znaku jest de facto odrzuceniem nie tylko metafizyki znaku, ale tak&#380;e ca&#322;ej semantyki. Rzeczywisto&#347;&#263; znaku zaw&#281;&#380;a si&#281; (czy mo&#380;e raczej poszerza) do gry znacze&#324;, staje si&#281; sposobem skutecznej negacji logiki zdania hierarchicznego. Pismo jest tu zatem rozumiane jako aktywno&#347;&#263; b&#281;d&#261;ca zarazem pisaniem i wymazywaniem, a wi&#281;c sens usytuowany zostaje mi&#281;dzy r&#243;&#380;nymi jego (pisma) aktami. Rzeczywisto&#347;&#263; tekstu jawi si&#281; w interpretacji dokonanej wed&#322;ug regu&#322;, kt&#243;re ujawniaj&#261; si&#281; dopiero w trakcie czytania. Tekst przestaje wobec tego by&#263; gotowym przedmiotem, a staje si&#281; rzeczywisto&#347;ci&#261; otwart&#261;, momentem w procesie r&#243;&#380;nicowania jego sensu. Czytanie tekstu jest w&#322;a&#347;ciwie pisaniem go od pocz&#261;tku, poniewa&#380; tekst nie musi ju&#380; respektowa&#263; formalnych wymog&#243;w, jakie zak&#322;adaj&#261; zwi&#261;zki gramatyczne i przede wszystkim logiczne. Dawny porz&#261;dek ma ust&#261;pi&#263; chaosowi niszcz&#261;cemu to, co narzuca si&#281; w interpretacji, by dzi&#281;ki &#8222;rozpraszaniu&#8221; (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;diss&#233;-mination&lt;/i&gt;) osi&#261;gn&#261;&#263; alternatyw&#281; semantyczn&#261;, niezale&#380;n&#261; od intelektualnych stereotyp&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Teoretyczne koncepcje Derridy znakomicie mog&#261; spe&#322;ni&#263; &#8222;poezjografie&#8221; w&#322;a&#347;nie (wg terminologii W. Strzemi&#324;skiego), usi&#322;uj&#261;ce powo&#322;a&#263; do istnienia homogeniczn&#261; przestrze&#324; dw&#243;ch antagonistycznych rzeczywisto&#347;ci. Te rzeczywisto&#347;ci to np. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;virtuell / reell, l&#228;rm / stille&lt;/i&gt; oraz &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;f&#252;lle / leere&lt;/i&gt; Gerhilda Ebela, wykorzystuj&#261;ce graficzne walory znaku oraz form&#281; zapisu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;morgen &#8211; jetzt &#8211; abend&lt;/i&gt; (Josef Hirsal), w kt&#243;rym krzy&#380;uj&#261;ce si&#281; i zmultiplikowane w tek&#347;cie s&#322;owa podwa&#380;aj&#261; zasadno&#347;&#263; innej ni&#380; tera&#378;niejszo&#347;&#263; kategorii czasu (b&#261;d&#378; tworz&#261; now&#261;, b&#281;d&#261;c&#261; sum&#261; przesz&#322;o&#347;ci, tera&#378;niejszo&#347;ci i przysz&#322;o&#347;ci). A tak&#380;e zamkni&#281;te w p&#322;aszczy&#378;nie prostok&#261;ta, wielokrotnie powielone s&#322;owo &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;persona&lt;/i&gt; (Piotr Iwicki), przywo&#322;uj&#261;ce do&#347;wiadczenie bycia osob&#261; (a nie jedynie jednostkowym egzemplarzem gatunku) w og&#243;lnoludzkiej perspektywie. W stron&#281; niewyczerpanych mo&#380;liwo&#347;ci interpretacyjnych nieokre&#347;lonych rzeczywisto&#347;ci odsy&#322;a konstrukcja geometryczna &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;time&lt;/i&gt; (Pavel Rudolf), &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;alles oder&lt;/i&gt; (Ernst Buchwalder) oraz M(i-a)kro Stanis&#322;awa Dr&#243;&#380;d&#380;a, kt&#243;rego tw&#243;rczo&#347;&#263; jest osobnym rozdzia&#322;em sztuki konkretnej. Utw&#243;r wroc&#322;awskiego poety wskazuje nie tyle na relatywno&#347;&#263; skali egzystencji, co raczej jest jej syntez&#261;. U&#380;yty przez poet&#281; znak (wg nazewnictwa S. Dr&#243;&#380;d&#380;a &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;poj&#281;ciokszta&#322;t&lt;/i&gt;), uwolniony od ram semantycznych, przechodzi w opozycj&#281; wobec konotacji j&#281;zykowych. Rozb&#322;yskuj&#261;c nowym znaczeniem, sensem lub zwi&#261;zkiem sens&#243;w, wype&#322;nia w&#322;a&#347;ciwym znaczeniem zar&#243;wno Nietzschea&#324;skie stwierdzenie &#8222;Minimum in Zahl &#8211; maximum in der Energie der Zeichen&#8221;, jak i Gadamerowsk&#261; konstatacj&#281; &#8222;j&#281;zyk sztuki zawiera nadwy&#380;k&#281; sensu zawartego w samym dziele&#8221;, sytuuj&#261;c dorobek tego artysty na szczycie dokona&#324; konkretystycznych. Inny wymiar ma czterowiersz &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Les oiseaux&lt;/i&gt; Pierre'a Garniera (klasyka tego gatunku), b&#281;d&#261;cy kombinacj&#261; samog&#322;osek a e i o u, a tak&#380;e realizacje stets (Timm Ulrichs) i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;rotor&lt;/i&gt; (wspomnianego ju&#380; E. Buchwaldera). Konstrukcja tekstu Garniera opiera si&#281; na przestrzennym i onomatopeicznym oraz asemantycznym, fizykalnym walorze znaku, kt&#243;ry w efekcie staje si&#281; now&#261; kreacj&#261; &#8211; d&#378;wi&#281;kow&#261; rzeczywisto&#347;ci&#261; &#347;wiata ptak&#243;w. Tymczasem Ulrichs i Buchwalder koncentruj&#261; si&#281; na wizualnej stronie tekstu, wykorzystaj&#261; r&#243;wnie&#380; podobne rozwi&#261;zania formalne &#8211; oba w zapisie cyrkularnym wype&#322;niaj&#261; umow-nie zakre&#347;lon&#261; p&#322;aszczyzn&#281; geometryczn&#261;: pierwszy &#8211; ko&#322;a, drugi &#8211; kwadratu. Ale to, co stanowi istotny zwi&#261;zek mi&#281;dzy nimi, zawiera si&#281; raczej w tre&#347;ci ni&#380; w formie tych teks&#243;w: wiruj&#261;ce i promieni&#347;cie rozchodz&#261;ce si&#281; litery oddaj&#261; podobn&#261; natur&#281; trwania czasu i przedmiotu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mi&#281;dzynarodowa sp&#243;&#322;ka autorska Annegret Heinl i Jan Steklik na &#347;cianie szczytowej jednopi&#281;trowego budynku, w miejscach, gdzie po jej drugiej stronie znajduj&#261; si&#281; odpowiadaj&#261;ce jej pomieszczenia, umie&#347;ci&#322;a identyfikuj&#261;ce je napisy. I sta&#322;o si&#281;, &#380;e s&#322;owa znacz&#261;ce: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;kuchnia, pok&#243;j dziecinny, schody, sypialnia&lt;/i&gt; itp. przesta&#322;y nas odsy&#322;a&#263; tylko do miejsc za &#347;cian&#261;, ale same znacz&#261;c, odwo&#322;ywa&#322;y si&#281; do ich metafizycznej rzeczywisto&#347;ci, do uzasadniaj&#261;cego je &#347;wiata idei. Kapitalnym po&#322;&#261;czeniem znaku litery i abstrakcyjnej p&#322;aszczyzny wype&#322;nionej kolorem jest utw&#243;r &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;B&#322;&#281;kit &#8226; Blau &#8226; Bleu&lt;/i&gt; Wandy Go&#322;kowskiej. Zrazu czytelne, potem przemieszane i zag&#281;szczaj&#261;ce si&#281; szeregi liter tworz&#261; plam&#281; b&#322;&#281;kitu. Po-wstaje nowa jako&#347;&#263; &#8211; dwa desygnaty tego samego znaku w jego najg&#322;&#281;bszym znaczeniu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wydaje si&#281; jednak, &#380;e nie wszystkie teksty konkretne prezentowane na fasadach H&#252;nfeld (lub szerzej w dorobku poezji konkretnej w og&#243;le) da si&#281; zinterpretowa&#263; w oparciu o Derridowski dekonstrukcjonizm, co ma &#347;cis&#322;y zwi&#261;zek z r&#243;&#380;norodno&#347;ci&#261; tej tw&#243;rczo&#347;ci. Na wielo&#347;&#263; artystycznych uj&#281;&#263; wp&#322;yn&#281;&#322;y burzliwe dzieje Galaktyki Gutenberga, w ramach kt&#243;rych pojawi&#322;a si&#281; mnogo&#347;&#263; pr&#243;b wyzwolenia s&#322;owa spod dominacji linearnego toku my&#347;lenia, uwzgl&#281;dniaj&#261;cych takie cechy j&#281;zykowe, jak brzmienie, rytm i obraz, a tak&#380;e poszukuj&#261;cych nowych, nieoczekiwanych sens&#243;w s&#322;&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pocz&#261;tek zwi&#261;zanej ze s&#322;owem rewolty literacko-artystycznej nast&#261;pi&#322; zaraz po pr&#243;bach ratowania przez ekspresjonist&#243;w odwiecznych praw ducha. Nadszed&#322; w&#243;wczas czas kultu nowo&#347;ci, si&#322;y, s&#322;uszno&#347;ci tego, co dynamiczne, agresywne, co skierowane w futurum. Negacja logiki i norm j&#281;zykowych, postrzeganych jako narz&#281;dzia zniewolenia, niech&#281;&#263; do tradycji i zaprzeczenie dziedzictwu przesz&#322;o&#347;ci &#8211; otworzy&#322;y drog&#281; &#8222;rycz&#261;cemu samochodowi, kt&#243;ry [...] jest pi&#281;kniejszy od Nike z Samotraki&#8221; F.T. Marinettiego. Szalone, mechaniczne tempo wyznacza epok&#281; gwa&#322;tu, okrucie&#324;stwa, niesprawiedliwo&#347;ci i zarazem nowy czas sztuki &#8211; czas ulotno&#347;ci dzie&#322;a, kt&#243;rego zasad&#261; organizuj&#261;c&#261; sta&#322;o si&#281; zestawienie przeciwie&#324;stw i formalne uwolnienie j&#281;zyka. Z jednej strony nega-cja psychologizmu oraz antropocentryzm, z drugiej za&#347; wiara w &#8222;wir elektron&#243;w&#8221; jako ostateczn&#261; rzeczywisto&#347;&#263; &#347;wiata i nadzieja na powt&#243;rne narodziny &#347;wiata imperi&#243;w ka&#380;e si&#281; opowiedzie&#263; cz&#281;&#347;ci czo&#322;owych futuryst&#243;w po stronie totalitaryzm&#243;w: czerwonego i brunatnego. Dystans wobec intelektu, bezwarunkowe zaufanie intuicji, stanie si&#281; &#378;r&#243;d&#322;em j&#281;zyka pozarozumowego (&#8222;zaumnego&#8221;), semantycznie oczyszczonego, odkrywaj&#261;cego wed&#322;ug futuryst&#243;w rosyj-skich elementarne jednostki mowy (rozwa&#380;aniami nad priorytetem s&#322;owa wobec my&#347;li jako koniecznym fundamentem j&#281;zyka pozarozumowego zajmowa&#322;o si&#281; w Rosji Towarzystwo Bada&#324; Teorii J&#281;zyka Poetyckiego). Intuicyjne kojarzenie r&#243;&#380;nych pierwiastk&#243;w i wykrywanie mi&#281;dzy nimi zale&#380;no&#347;ci niekoniecznie mia&#322;o prowadzi&#263; do jakiego&#347; sensu &#8211; nonsens, ekstrawagancja i poczucie nieza-le&#380;no&#347;ci od szeroko poj&#281;tej tradycji mia&#322;y wydoby&#263; nowy poetycki sens i &#380;ycie ze skostnia&#322;ych w swych strukturach j&#281;zykowych i gramatycznych s&#322;&#243;w, sylab i g&#322;osek. Wyzwolone od tyranii intelektu s&#322;owo-d&#378;wi&#281;k staje si&#281; no&#347;nikiem nowych tre&#347;ci. Nastaje kult rzeczownika i uproszczonej, fonetycznej ortografii &#8211; d&#378;wi&#281;kona&#347;ladowczo&#347;&#263; i zrytmizowanie wypowiedzi skieruje poezj&#281; w przestrze&#324;, a s&#322;u&#380;y&#263; b&#281;dzie temu przekonanie o wsp&#243;&#322;rz&#281;dno&#347;ci niepodzielnych i jednoczesnych zjawisk. Wspomagaj&#261;ce i unaoczniaj&#261;ce sens utworu poetyckiego b&#281;dzie przeniesienie akcentu z tre&#347;ci na typografi&#281;, b&#281;d&#261;c&#261; czysto estetyczn&#261; kombinacj&#261; drukowanych liter (lub &#8211; jak to mia&#322;o miejsce w futury-stycznym epizodzie tw&#243;rczo&#347;ci G. Apollinaire'a &#8211; tekst&#243;w pisanych odr&#281;cznie &#8211; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;calligrammes&lt;/i&gt;). Wizualizacja tekstu sta&#322;a si&#281; od tego momentu istotn&#261; metod&#261; poetyck&#261;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;R&#243;wnolegle obok futuryzmu w &#347;wiadomie opozycyjnym wobec niego ob-szarze tw&#243;rczych poszukiwa&#324; literacko-artystycznych powstaje ima&#380;ynizm, kierunek daj&#261;cy pierwsze&#324;stwo obrazowemu walorowi s&#322;&#243;w wobec ich funkcji komunikacyjnej. &#321;ami&#261;c prawid&#322;a gramatyczne i struktur&#281; sk&#322;adniow&#261; zdania, operuj&#261;c w przestrzeni semantycznych ekstrem&#243;w, nowa stylistyka nie unika przy tym ani pospolito&#347;ci, ani dosadno&#347;ci czy wr&#281;cz wulgaryzm&#243;w maj&#261;cych wzmocni&#263; si&#322;&#281; oddzia&#322;ywaniu obrazu. S&#322;owo ima&#380;ynist&#243;w jednak nie utraci&#322;o kontaktu z rzecz&#261;; przeciwnie, zabiega&#322;o o wierno&#347;&#263; i adekwatno&#347;&#263; intelektual-nej wypowiedzi. Do onomatopeiczno&#347;ci i wizualnego pok&#322;adu wypowiedzi wypracowanej przez futuryst&#243;w (kt&#243;ra w przysz&#322;o&#347;ci dla poezji konkretnej b&#281;dzie mia&#322;a kapitalne znaczenie) ima&#380;ynizm wzbogaci poetycki eksperyment niczym nie zobligowanym kszta&#322;tem wypowiedzi &#8211; struktura wiersza stanie si&#281; wolnym wyborem poety.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Tymczasem arty&#347;ci upatruj&#261;cy w&#322;a&#347;ciwego celu sztuki nie w formie, a w sensie wypowiedzi &#8211; Kurt Schwitters, Piet Mondrian, Kazimierz Malewicz, W&#322;adys&#322;aw Strzemi&#324;ski &#8211; postawi&#261; zasadnicze pytanie o funkcj&#281; sztuki. Odpowied&#378; b&#281;dzie mia&#322;a charakter jednoznaczny &#8211; sztuka otwiera proces dochodz-nia jej do samo&#347;wiadomo&#347;ci, usuwaj&#261;c z niej to, co utrudnia&#322;o dost&#281;p do czystej idei. Spektakularnym wej&#347;ciem do pra&#378;r&#243;de&#322; wszelkiej sztuki (Hans Arp) 8 lutego 1916 roku sta&#322;o si&#281; wkroczenie na scen&#281; zuryskiej&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; Caf&#233; Terrasse,&lt;/i&gt; Tristana Tzary zainspirowanego Bergsonowskim intiuicjonizmem, z ide&#261; dadaizmu skierowan&#261; na witaln&#261; potrzeb&#281; odkrywania Nowego. Tym Nowym mia&#322;o by&#263; Nie i Nic wobec tradycji i tera&#378;niejszo&#347;ci sztuki. Programowy asemantyzm i interdyscyplinarno&#347;&#263; budzi&#322;y nadzieje na narodziny dzie&#322;a totalnego. W przekonaniu o niemo&#380;liwo&#347;ci pos&#322;u&#380;enia si&#281; j&#281;zykiem konwencjonalnym w opisywaniu i komentowaniu &#347;wiata, dadai&#347;ci uznali go za szkodliwy i bezu&#380;yteczny. Picasso, Braque, Schwitters, Klee, Malewicz czy Mir&#243; nadali literze charakter przedmiotu estetycznego &#8211; s&#322;owo lub fragmenty tekstu oderwane od ich znaczenia pe&#322;ni&#322;y funkcj&#281; czysto przedmiotow&#261;. Wykorzystanie w&#322;asno&#347;ci wizualnych tekstu przez dada stanie si&#281; w przysz&#322;o&#347;ci kolejnym elementem historycz-nego dorobku, po kt&#243;ry si&#281;gn&#261; poeci konkretni: potraktowanej na spos&#243;b malarski literze przydadz&#261; nowe, nieprzynale&#380;&#261;ce jej w ramach j&#281;zyka znaczenie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ostatnim poetycko-artystycznym pomostem na drodze do dyskursu po-zbawionego semantycznej historii znacze&#324; by&#322;y dokonania letryst&#243;w, kt&#243;rzy w latach czterdziestych, w oparciu o solidne podstawy teoretyczne, pos&#322;uguj&#261;c si&#281; liter&#261;-znakiem (a tak&#380;e pseudoliter&#261;), mieli zapewni&#263; sztuce jej apogeum. Starania Jean-Isidore'a Isou, Fran&#231;ois Dufrene'a (znacz&#261;cej postaci wsp&#243;&#322;czesnej filozofii, kt&#243;ry jest autorem znakomitych komentarzy do ontologii Romana Ingardena), a tak&#380;e futurystycznego wsp&#243;&#322;tw&#243;rcy teorii j&#281;zyka pozarozumowego Ili Zdaniewicza, nie wyczerpa&#322;y jednak poetyckiego eksperymentu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zakre&#347;lona wy&#380;ej meandryczna prehistoria poezji konkretnej ukazuje &#378;r&#243;d&#322;a wewn&#281;trznego zr&#243;&#380;nicowania tw&#243;rczo&#347;ci konkretystycznej. U podstaw filozoficznych tej dziedziny nie mo&#380;e si&#281; wi&#281;c znajdowa&#263; jeden wy&#322;&#261;cznie system, jak to zak&#322;adane jest czasem, z powo&#322;aniem si&#281; na dekonstrukcjonizm Derridy. Przydatniejsze tu, jak si&#281; wydaje, mo&#380;e okaza&#263; si&#281; hermeneutyczne spojrzenie na j&#281;zyk jako pr&#243;ba metodologicznego jego rozumienia, b&#281;d&#261;cego podstaw&#261; nauk humanistycznych (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Geisteswissenschaften)&lt;/i&gt; w uj&#281;ciu Martina Heideggera, Hansa-Georga Gadamera oraz Paula Ricoeura.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Punktem wyj&#347;cia dla tak ukierunkowanych rozwa&#380;a&#324; b&#281;dzie spojrzenie Wilhelma von Humboldta, &#380;e pierwotnie ludzki charakter j&#281;zyka to jednocze&#347;nie pierwotnie j&#281;zykowy charakter cz&#322;owieka, a energia j&#281;zykowo-tw&#243;rcza wyra&#380;a podstawow&#261; form&#281; jego spontaniczno&#347;ci. Do istoty j&#281;zyka nale&#380;y nie&#347;wia-domo&#347;&#263; jego istnienia; pojawienie si&#281; poj&#281;cia &#8222;j&#281;zyka&#8221; musi by&#263; poprzedzone u&#347;wiadomieniem sobie faktu, &#380;e si&#281; m&#243;wi, za&#347; sama mowa nie jest &#347;wiadoma swej gramatyki, syntaksy czy struktury. St&#261;d mo&#380;na powiedzie&#263;, &#380;e j&#281;zyk ukrywa si&#281; za wypowiedzi&#261;, za tym, co w nim wypowiedziane. Ponadto &#8211; cech&#261; bytu j&#281;zyka jest to, &#380;e wypowied&#378; nie mo&#380;e by&#263; skierowana do podmiotu &#8222;Ja&#8221;: &#8222;Kto m&#243;wi j&#281;zykiem niezrozumia&#322;ym dla nikogo poza nim, nie m&#243;wi w og&#243;le. M&#243;wi&#263; &#8211; to m&#243;wi&#263; do kogo&#347;&#8221; (Gadamer). J&#281;zyk jest wszechobecny, jest uni-wersalny jak rozum, &#8222;dlatego ka&#380;d&#261; rozmow&#281; cechuje r&#243;wnie&#380; wewn&#281;trzna niesko&#324;czono&#347;&#263; i brak ko&#324;ca&#8221; (idem). Kluczowa dla dalszych rozwa&#380;a&#324; b&#281;dzie tu zatem dokonana przez Nietzschego, a zradykalizowana przez Heideggera krytyka &#347;wiadomo&#347;ci. &#346;wiadomo&#347;&#263; i samo&#347;wiadomo&#347;&#263; nie jest w stanie rozstrzygn&#261;&#263; problemu istnienia lub nieistnienia tego, co ukazuje si&#281; jej jako po-my&#347;lane &#8211; niezb&#281;dna jest do tego interpretacja, b&#281;d&#261;ca procesem zrywania kon-kretnych masek Ja. Dlatego Heideggerowskie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dasein&lt;/i&gt; (tu-oto-bycie) jako przytomne &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;bycie-w-&#347;wiecie&lt;/i&gt; wskazywa&#263; b&#281;dzie na mo&#380;liwo&#347;ci wszelkiego rozumienia opartego na przenikaj&#261;cych si&#281; momentach nastrojenia, rozumienia i mowy. Zrozumiane mo&#380;e by&#263; tylko to, co jest przygotowane poprzez odpowiednie &#8222;nastrojenie&#8221; umys&#322;u na w&#322;a&#347;ciwe interpretacje u&#380;ywanych poj&#281;&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wed&#322;ug H.-G. Gadamera (ucznia Heideggera), interpretacja hermeneu-tyczna ma charakter rozmowy, w obr&#281;bie kt&#243;rej dokonuje si&#281; fuzja horyzont&#243;w tradycji i wsp&#243;&#322;czesno&#347;ci, ods&#322;aniaj&#261;ca zar&#243;wno znaczenie, jak i prawd&#281; tekstu. Medium do&#347;wiadczenia hermeneutycznego jest j&#281;zykowo&#347;&#263; &#8211; to przez j&#281;zyk do&#347;wiadczamy, interpretujemy i rozumiemy. Tymczasem P. Ricoeur stwierdza, &#380;e tekst, poprzez oderwanie go w zapisie od &#380;ywej mowy, zmienia zakres komunikacji (bowiem &#8222;wymyka si&#281; sko&#324;czonemu horyzontowi autora&#8221;); zyskuj&#261;c semantyczn&#261; autonomi&#281;, otwiera si&#281; na mo&#380;liwo&#347;&#263; wielu odczyta&#324;. Zatem ko-nieczno&#347;&#263; interpretacji w hermeneutyce Ricoeurowskiej wynika z natury tekstu jako pisma. Gadamer nie tylko wskazuje na mo&#380;liwo&#347;&#263; rozumienia tekstu, wychodz&#261;c&#261; poza intencj&#281; autora, ale wr&#281;cz twierdzi, &#380;e jest to proces nieunikniony. Wszelka interpretacja tekstu musi podj&#261;&#263; gr&#281; j&#281;zykow&#261;, w niej bowiem dochodzi dopiero do weryfikacji, a p&#243;&#378;niej ustalenia w&#322;a&#347;ciwego jej wyrazu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Struktura tworu j&#281;zykowego nie da si&#281; opisa&#263; po prostu ze wzgl&#281;du na korespondencj&#281; i wymienialno&#347;&#263; pojedynczych wyra&#380;e&#324; [...] stosunki ekwiwalencji nie s&#261; dane raz na zawsze; pojawiaj&#261; si&#281;, znikaj&#261; i tak&#380;e w tej zmianie semantycznej z dziesi&#281;ciolecia na dziesi&#281;ciolecie odzwierciedla si&#281; duch epoki&lt;/i&gt; (H.-G. Gadamer).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;I tak, z jednej strony, nie spos&#243;b oddali&#263; si&#281; od konwencji j&#281;zykowej bez ryzyka utraty intersubiektywnej dost&#281;pno&#347;ci (z kt&#243;rej j&#281;zyk czerpie sw&#243;j sens), z drugiej za&#347;, to indywidualizacja j&#281;zykowych &#347;rodk&#243;w wyrazu przes&#261;dza o bezpo&#347;rednio&#347;ci i ewokacji. Ten drugi fakt szczeg&#243;lne znaczenia ma dla dzie&#322;a sztuki. Wypowied&#378; zak&#322;ada zawsze w&#322;o&#380;ony w ni&#261; sens, kt&#243;ry pozostaje w cieniu; tekst zawiera zatem &#8222;to, co w m&#243;wieniu nie powiedziane &#8211; a przecie&#380; obecne, i to, co zakryte przez m&#243;wienie&#8221; (ten&#380;e).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Brak jednoznacznego sensu w j&#281;zykowej i logicznej strukturze znacznej cz&#281;&#347;ci wypowiedzi tekstowych z H&#252;nfeld stanowi ich istot&#281;. Siegfrid J. Schmidt pyta: macht recht moral? recht macht moral? moral macht recht? i wydaje si&#281;, &#380;e cho&#263; pytania te maj&#261; charakter jednoznacznie orzekaj&#261;cy, to r&#243;wnie&#380; s&#261; wyrazem dysputy ze &#347;wiatem stoj&#261;cym na fundamencie s&#261;d&#243;w g&#322;&#281;boko tkwi&#261;cych w kulturze. Natomiast jednoznaczno&#347;&#263; wpisanego w okr&#261;g tekstu Joany &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Metes Wir suchen. Uns? Wir suchen Gott! Wir finden. Gott? Wir finden uns! Wir su-chen. Gott? Wir suchen uns! Wir finden. Uns? Wir finden Gott!&lt;/i&gt; wynika nie z natury zdania (pozornego chiasmu), kt&#243;re przemiennie jest pytaniem i orzekaniem o tym samym stanie rzeczy, ale z samej istoty tej rzeczy. Jeszcze inny charakter ma tekst Pieta Mondriana: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Art has to be forgotten: beauty must be realized&lt;/i&gt;. Odmienno&#347;&#263; tego symetrycznie skonstruowanego manifestu od innych form tekstowych wynika zar&#243;wno z faktu, &#380;e jego sens pozostanie niepe&#322;ny (ergo nierozpoznany) bez odniesienia do kontekstu dzia&#322;ania, ale tak&#380;e z tego, &#380;e postulatywno&#347;&#263; jego ma charakter imperatywu kategorycznego, kt&#243;ry z natury rzeczy jest obliguj&#261;cy, bezdyskusyjny. Rozumiany po kantowsku nakaz nie odnosi si&#281; natomiast do tekstu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;j&#225; &#8211; slova &#8211; ty / Bariera&lt;/i&gt; (Vaclav Havel), w kt&#243;-rym dwie warstwy utworu: obrazowa i tekstowa otwieraj&#261; nierozstrzygni&#281;ty sp&#243;r o relacyjne miejsce s&#322;owa w stosunkach mi&#281;dzypodmiotowych. Na jeszcze inne mo&#380;liwo&#347;ci interpretacyjne otworzy odbiorc&#281; tekst Kiry Hanusch:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;a l l e i n s e i n
&lt;br /&gt;allein sein
&lt;br /&gt;all eins ein
&lt;br /&gt;all einsein
&lt;br /&gt;a l l e i n s e i n&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ta z pozoru prosta komunikacja j&#281;zykowa, wychodz&#261;ca z dos&#322;ownego znaczenia s&#322;&#243;w (samotno&#347;&#263;, wszystko, bycie, jedno, a tak&#380;e jestestwo i jednostka), wchodz&#261;c w faz&#281; gry, ust&#281;puje objawieniom nowych znacze&#324;, sens&#243;w i ich zwi&#261;zk&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W kontek&#347;cie metody poszukuj&#261;cej interpretacji (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;hermeneutikos&lt;/i&gt;) trzeba przytoczy&#263; jeszcze kilka przyk&#322;ad&#243;w z grupy realizacji zr&#243;&#380;nicowanych zar&#243;w-no formalnie, jak i kulturowo, kt&#243;re przybieraj&#261; kszta&#322;t litery &#8222;a&#8221;. Odnosz&#261; si&#281; one do problematyki, kt&#243;ra zawiera si&#281; w pytaniu o pocz&#261;tek, o &#378;r&#243;d&#322;o, o trwanie i wieczno&#347;&#263;, a tak&#380;e o istot&#281; rzeczy, wreszcie o w&#322;asne miejsce autora wobec tych pyta&#324;. I tak r&#243;wnoboczny tr&#243;jk&#261;t (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Immer wieder ein anfang&lt;/i&gt;) wype&#322;niony mnogo&#347;ci&#261; nietworz&#261;cych tekstu liter (niczym nieograniczona potencjalno&#347;&#263;), zwie&#324;czony jest w swych wierzcho&#322;kach aktualizuj&#261;cym go bez ko&#324;ca i pocz&#261;tku &#8222;A&#8221;. J&#252;rgen Blum, nadaj&#261;c swojej formie tekstowej kszta&#322;t tablicy oka opatrzno&#347;ci i znaku Tr&#243;jcy &#346;wi&#281;tej r&#243;wnie&#380; odsy&#322;a do Absolutu &#8211; w Nim, nie gdzie indziej znajduj&#261; si&#281; wieczne pocz&#261;tki rzeczy i ich ostateczny sens. Egzystencjalny kontekst tego problemu niesie zbudowana r&#243;wnie&#380; w oparciu o form&#281; tr&#243;jk&#261;ta realizacja Zbigniewa Gostomskiego. Tym razem tr&#243;jk&#261;t jest strzelisty, a wype&#322;niaj&#261; go doskonale uszeregowane, stylizowane na gotyckie &#8211; litery &#8222;A&#8221;, kt&#243;re stanowi&#261; r&#243;wnie&#380; jego podstaw&#281; pionow&#261;; pod utworzonym z liter znakiem w kszta&#322;cie choinki autor umie&#347;ci&#322; napis: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Wie treu sind deine Bl&#228;tter&lt;/i&gt;, b&#281;d&#261;cy parafraz&#261; refrenu powszechnie znanej w Niemczech piosenki ludowej. Zamiana s&#322;owa &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;zielone&lt;/i&gt; na &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wierne&lt;/i&gt; sprawia, &#380;e utw&#243;r ten, intersubiektywnie do-st&#281;pny w warstwie plastycznej w ka&#380;dej ludzkiej przestrzeni (z wyj&#261;tkiem tej, w kt&#243;rej zawsze zielona choinka jest drzewem nieznanym i jako jego piktogram swej funkcji spe&#322;ni&#263; nie mo&#380;e), odczytywany w obszarze kultury niemieckiej zyskuje nowe mo&#380;liwo&#347;ci interpretacyjne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przyk&#322;adem przekazu poetyckiego, kt&#243;ry jeszcze dobitniej wskazuje, &#380;e kody i znaki uwarunkowane s&#261; kulturowo, historycznie oraz spo&#322;ecznie i nie maj&#261; charakteru uniwersalnego &#8211; jest tekst &#380;ydowskiego artysty Shaloma Sechviego &#8222;&lt;/i&gt;&#8221;. Jego syntetyczna i przejrzysta konstrukcja, oparta o kwadrat sk&#322;adaj&#261;cy si&#281; z pi&#281;ciu wierszy hebrajskich liter &#8222;A&#8221; (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;alef&lt;/i&gt;), z kt&#243;rych trzy &#347;rodkowe s&#261; w negatywie (w stosunku do zewn&#281;trznych), niesie w sobie nieoczekiwane przestrzenie interpretacyjne. Graficznie uproszczony znak &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;alef,&lt;/i&gt; wsparty niejako na dw&#243;ch nogach, dynamicznie skierowany w g&#243;r&#281; z wysoko podniesionym ramieniem, mistycznie wi&#261;&#380;e Ziemi&#281; z Niebem &#8211; Bogiem, i to jest jego pierwotne, fundamentalne i nade wszystko magiczne znaczenie, w oparciu o kt&#243;re S. Sechvi rozwija w&#322;asn&#261;, niemaj&#261;c&#261; od tego momentu pocz&#261;tku i ko&#324;ca opowie&#347;&#263;. Na sens dzie&#322;a sk&#322;adaj&#261; si&#281; samoznacz&#261;ce czyste poj&#281;cia zr&#243;&#380;nicowanych ontologicznie rzeczywisto&#347;ci: emuna &#8211; ahawa &#8211; elohim (wiara &#8211; mi&#322;o&#347;&#263; &#8211; B&#243;g), &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;isz &#8211; isza &#8211; em &#8211; aw &#8211; achot &#8211; ach &#8211; adon&lt;/i&gt; (m&#281;&#380;czyzna &#8211; kobieta &#8211; matka &#8211; ojciec &#8211; siostra &#8211; brat &#8211; Pan), &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ewen &#8211; esz &#8211; adama&lt;/i&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;&#8211; adam&lt;/i&gt; (kamie&#324; &#8211; ogie&#324; &#8211; zie-mia &#8211; cz&#322;owiek), a tak&#380;e &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;or i amanut&lt;/i&gt; (&#347;wiat&#322;o i sztuka). Warunkiem istnienia tej opowie&#347;ci jest &lt;/i&gt;, bowiem to w&#322;a&#347;nie alef w j&#281;zyku hebrajskim jest pocz&#261;tkiem ka&#380;dego z tych s&#322;&#243;w. Przeciwstawn&#261; zasad&#281; budowy prezentuje tekst Philadelpho Menezesa &#8211; oparty nie na skomplikowanej grze znacze&#324;, ale na grze form wizualnych:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jahr
&lt;br /&gt;2000
&lt;br /&gt;2001
&lt;br /&gt;2002...&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Odbiorc&#281; tego zapisu w stron&#281; powracaj&#261;cego pocz&#261;tku ma odsy&#322;a&#263; iden-tyczna graficznie jak litera &#8222;a&#8221; (w s&#322;owie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Jahr&lt;/i&gt;) dw&#243;jka, kt&#243;ra umiejscowiona pod ni&#261; w r&#243;wnym szeregu pojawia si&#281; po raz czwarty jako ostatni znak tekstu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Okazuje si&#281;, &#380;e ka&#380;dy ze zrealizowanych w H&#252;nfeld tekst&#243;w (dzi&#347; ponad siedemdziesi&#281;ciu) jest osobnym wyzwaniem, postuluje w&#322;asne regu&#322;y odczyty-wania, a tak&#380;e osobiste zaanga&#380;owanie widza w ten proces. &#379;&#261;daj&#261;c szczeg&#243;lnego rodzaju uczestnictwa, definiuje sztuk&#281; poetyckiego konkretu jako sztuk&#281; partycypacji. Rodzi si&#281; zatem pytanie, czy i na ile taki zwi&#261;zek z dzie&#322;em konkretnym jest mo&#380;liwy. Trzeba powiedzie&#263;, &#380;e pytanie to stoi w cieniu zarzutu o alienacj&#281; tej tw&#243;rczo&#347;ci, wynikaj&#261;c&#261; nie tylko z redukcji jego formy do pod-stawy aksjologicznej, ale g&#322;&#243;wnie &#8211; z hermetyczno&#347;ci pozornie prostego przekazu, nie opartego na znanych i rozpoznawalnych regu&#322;ach. Ta sytuacja musi si&#322;&#261; rzeczy wyzwala&#263; u odbiorcy poczucie wyobcowania, bowiem to w j&#281;zyku nasz kontakt z ludzk&#261; rzeczywisto&#347;ci&#261; znajduje sw&#243;j ostateczny wyraz; to w&#322;a&#347;nie j&#281;zyk jest &#8222;podstawow&#261; struktur&#261; totalizuj&#261;c&#261; ca&#322;okszta&#322;t ludzkiej kultury&#8221; (Kr&#261;piec), bowiem &#8222;byt, kt&#243;ry mo&#380;e by&#263; zrozumiany, jest j&#281;zykiem&#8221; (Gadamer). Zraniona godno&#347;&#263; konsumentaodbiorcy sztuki, i co za tym idzie, poczucie egzystencjalnego upo&#347;ledzenia, ka&#380;e wskaza&#263; winnego za taki stan rzeczy &#8211; i bez wahania sytuuje go w dekonstrukcyjnym charakterze poetyckich utwor&#243;w konkretnych.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wydaje si&#281;, &#380;e rodow&#243;d tych trudno&#347;ci si&#281;ga jednak znacznie g&#322;&#281;biej. Nowoczesne dzie&#322;o rozdzia&#322;u wewn&#281;trznych funkcji j&#281;zyka i zarazem zmiany przedmiotu poznania z my&#347;li na j&#281;zyk rozpocz&#261;&#322; Ludwig Wittgenstein. Podwa&#380;aj&#261;c kartezja&#324;skie za&#322;o&#380;enie o absolutnej odpowiednio&#347;ci j&#281;zyka i bytu oraz przeciwstawiaj&#261;c zdania opisowe zdaniom bezwarunkowo prawdziwym lub fa&#322;szywym, kt&#243;rymi mog&#261; by&#263; jedynie tautologie i zdania kontradyktoryczne (niczego nie odwzorowuj&#261;ce, pozbawione sensu &#8211; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;sinnlos&lt;/i&gt;, cho&#263; nie bezsensowne &#8211; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;unsinnig&lt;/i&gt;), uj&#261;&#322; j&#281;zyk jako &#263;wiczenie mo&#380;liwych uk&#322;ad&#243;w s&#322;ownych &#8211; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Sprachspiel&lt;/i&gt;. Koncepcja j&#281;zyka jako kombinacji zda&#324; opisowych, odzwierciedlaj&#261;cych stany rzeczy, i formalnych tautologii ust&#261;pi&#322;a na rzecz j&#281;zyka-gry, w kt&#243;rym miejsce regu&#322;y zajmuje tw&#243;rczy akt umys&#322;u, a sama gra s&#322;&#243;w rozu-miana jest jako rezultat przekroczenia naturalnych zwi&#261;zk&#243;w pomi&#281;dzy zna-kiem i jego znaczeniem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kolejnym filozoficznym pomostem, wykorzystanym przez tw&#243;rc&#243;w poezji konkretnej, a prowadz&#261;cym w stron&#281; dekonstrukcji tekstu sta&#322; si&#281; strukturalizm. Claude Levi-Strauss okre&#347;li&#322; j&#281;zyk jako totalizuj&#261;c&#261;, nierefleksyjn&#261;, konieczn&#261; struktur&#281;, w kt&#243;rej ludzko&#347;&#263; zyskuje &#347;wiadomo&#347;&#263;, i wol&#281; jako co&#347; zewn&#281;trznego i nast&#281;pczego w stosunku do j&#281;zyka &#8211; &#8222;ka&#380;dy sens uzasadni&#263; mo&#380;na przez mniejszy sens i je&#347;li refleksja dojdzie w ko&#324;cu do uznania &#8222;prawa przypadkowo&#347;ci&#8221;, kt&#243;re mo&#380;e tylko stwierdzi&#263;, &#380;e jest tak, a nie inaczej, to perspektywa ta nie zawiera nic alarmuj&#261;cego dla my&#347;li, kt&#243;rej &#8222;nie niepokoi &#380;adna transcendencja&#8221;. I tak nieracjonalno&#347;&#263; sta&#322;a si&#281; zasad&#261; racjonalno&#347;ci. Koncepcja ta jest zgodna w swej istocie z za&#322;o&#380;eniem, &#380;e ju&#380; struktura j&#281;zyka wskazuje, i&#380; nie ma podmiotu-bytu m&#243;wi&#261;cego, a jedynie m&#243;wienie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;&#231;a parle&lt;/i&gt; (&#8222;Oddzielaj&#261;c j&#281;zyk od m&#243;wienia, oddzielamy tym samym: a) to, co spo&#322;eczne, od tego, co indywi-dualne; b) to, co istotne, od tego, co uboczne i mniej lub bardziej przypadkowe&#8221; &#8211; F. de Saussure). Zaimek osobowy &#8222;Ja&#8221; nie przedstawia &#380;adnego sensu, pod-miot m&#243;wi&#261;cy jest jedynie interioryzacj&#261; podmiotu gramatycznego &#8211; bytu nie ma &#8211; s&#261; jedynie struktury, a m&#243;wi&#261;cy jest biernym wyrazicielem regu&#322; j&#281;zyka. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;A priori&lt;/i&gt; j&#281;zyka w stosunku do rzeczywisto&#347;ci jest w tej koncepcji bezwzgl&#281;dne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Tymczasem realistycznie rzecz ujmuj&#261;c, poznanie &#8211; to odczytywanie tre&#347;ci rzeczy poznanej. &#321;aci&#324;skie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;intelligere&lt;/i&gt; (&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;intus&lt;/i&gt; = w, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;lego&lt;/i&gt; = czytam) sugeruje wprost, &#380;e chodzi o rozpoznanie wewn&#281;trznej natury przedmiotu. J&#281;zyk jako system znak&#243;w posiada &#8222;okre&#347;lon&#261; struktur&#281; syntaktyczn&#261; i semantyczn&#261;, zwi&#261;zan&#261; nie tylko z oznaczaniem przedmiot&#243;w, ale tak&#380;e z pragmatyk&#261; &#380;yciow&#261; cz&#322;owieka, a wi&#281;c z ludzkimi celami i &#347;rodkami oraz sposobami u&#380;ywania desygnowanych przez j&#281;zyk przedmiot&#243;w. &#8222;J&#281;zyk jako system znak&#243;w z natury suponuje sytuacje znakotw&#243;rcze, czyli sam proces poznania&#8221; (Kr&#261;piec), bowiem &#8222;Gdyby &#380;aden akt poznania nie wyszed&#322; poza mediacj&#281; znak&#243;w, to znaczy&#322;oby, &#380;e jeste&#347;my uwi&#281;zieni w systemie znak&#243;w, bez mo&#380;liwo&#347;ci wyj&#347;cia z niego i sprawdzenia tego systemu, albowiem wszelka sprawdzalno&#347;&#263; dokonywa&#322;aby si&#281; przez tworzenie jeszcze jednego systemu znak&#243;w (meta-znak&#243;w, meta-meta-
&lt;br /&gt; znak&#243;w itd.), a to wszystko oddala&#322;oby nas raczej od (znaczonej) rzeczywisto&#347;ci&#8221; (idem). Stwierdzenie to uzasadnia, dlaczego autorzy stoj&#261;cy na stanowisku, &#380;e sens i racjonalno&#347;&#263; tkwi&#261; w tek&#347;cie (i w &#347;wiecie) niezale&#380;nie od ludzkich pragnie&#324; i usi&#322;owa&#324; wyra&#380;enia ich w j&#281;zyku (pomni zasady, &#380;e z fa&#322;szywego za&#322;o&#380;enia wszystko mo&#380;e wynika&#263;: &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ex falso &#8211; quodlibet&lt;/i&gt;), swoje teorie prezentuj&#261; w j&#281;zyku pe&#322;nym szacunku dla jego regu&#322;: pragmatyki i syntaktyki oraz jasnych relacji semantycznych. Subiektywna strona j&#281;zyka zawsze b&#281;dzie si&#281; &#322;&#261;czy&#263; z faktem jego u&#380;ywania, &#322;&#261;czenia wyraz&#243;w w ci&#261;g mowy, w zdanie b&#281;d&#261;ce znakiem s&#261;du jako aktu poznawczego. To w&#322;a&#347;nie w zdaniu aktualizuje si&#281; funkcja syntaktyczna &#8211; prymarna, w kt&#243;rej dana cz&#281;&#347;&#263; mowy jest o&#347;rodkiem i koordynatorem, i sekundarna, modyfikuj&#261;ca. Jednak mo&#380;no&#347;&#263; syntaktyczna opiera si&#281; na funkcji znaczeniowej, bowiem ka&#380;da cz&#281;&#347;&#263; mowy jest ze swej natury znakiem, a wi&#281;c jest zwi&#261;zana z rzecz&#261; i adresatem, kt&#243;remu przypo-rz&#261;dkowany jest sam znak. Faktyczne rozerwanie tych funkcji oznacza&#322;oby koniec j&#281;zyka, b&#281;d&#261;cego systemem znak&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wszystkie te zastrze&#380;enia co do mo&#380;liwo&#347;ci funkcjonowania tekstowych dzie&#322; artystycznych w przestrzeni spo&#322;ecznej komunikacji w wypadku realizacji w H&#252;nfeld trac&#261; w wielkim stopniu sw&#261; zasadno&#347;&#263;, bowiem tutaj &#8211; co podkre&#347;la J&#252;rgen Blum &#8211; stanowi&#261; one now&#261; warto&#347;&#263;. Tworz&#261; urbanistyczne muzeum, b&#281;d&#261;ce znakiem kulturowym i &#347;wiadectwem naszej epoki; staj&#261; si&#281; szczeg&#243;lnym wyzwaniem, zar&#243;wno wobec banalno&#347;ci, powierzchowno&#347;ci i schematyczno&#347;ci &#380;ycia, jak i wobec tradycyjnych, utartych sposob&#243;w interpretacji dzie&#322;a artystycznego. Percepcja tekstu konkretnego jako formy wizualnej wymaga aktyw-no&#347;ci odbiorcy si&#281;gaj&#261;cej a&#380; wsp&#243;&#322;uczestnictwa w tworzeniu jego sens&#243;w (no-wych, nieoczekiwanych, ale zawsze mu przynale&#380;nych), co przekracza ramy klasycznego tekstu poetyckiego. Sens tego, co przeczytane, w polu poetyckiego eksperymentu ma przej&#347;&#263; w sens tego, co dostrze&#380;one, a w tym dostrze&#380;eniu dope&#322;nione przez poznaj&#261;cy podmiot, wsp&#243;&#322;tworz&#261;cy zamys&#322; poety. Czy to jest mo&#380;liwe? W H&#252;nfeld &#8211; jest! &#346;wiadcz&#261; o tym cykliczne spotkania mieszka&#324;c&#243;w z autorem projektu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Miasta &#8211; otwartej ksi&#261;&#380;ki&lt;/i&gt; w miejscowej cukierni &#8222;Cafe Kie-kopf&#8221;, kt&#243;ra sta&#322;a si&#281; centrum informacyjnym o dokonaniach konkretystycznych. Spotkania pe&#322;ne emocji, nacechowane niepowtarzalnymi, indywidualnymi interpretacjami, a zarazem przechodz&#261;ce w dociekliwe dyskusje. Dowodzi tego tak&#380;e szczeg&#243;lna &#380;yczliwo&#347;&#263; mieszka&#324;c&#243;w heskiego miasteczka dla (ju&#380; powszechnej) obecno&#347;ci w ich &#380;yciu tych niecodziennych realizacji. Wpi-sane w miejsca o wyra&#378;nym charakterze, teksty te nierzadko nabieraj&#261; nowych, nieoczekiwanych dla ich autora funkcji i sens&#243;w. Tak dzieje si&#281; w przypadku dzie&#322; umieszczonych na fasadach kompleksu szk&#243;&#322; (r&#243;wnie&#380; autorstwa m&#322;odzie&#380;y szkolnej, bogatszej o nowe kompetencje j&#281;zykowe), za&#347; wpisany na zajmowa-nej przez &#8222;H&#252;nfelder Zeitung&#8221; &#347;cianie z pruskiego muru utw&#243;r Petera Daniela&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;die frage
&lt;br /&gt;nach dem
&lt;br /&gt;sinn
&lt;br /&gt;ist sinn
&lt;br /&gt;der frage&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;ka&#380;e si&#281; odnie&#347;&#263; do tego tekstu, jak i do mieszka&#324;c&#243;w miejsca, w kt&#243;rym si&#281; on znajduje, z perspektywy nowego obszaru semantycznego. Ale ten nowy spos&#243;b egzystencji sztuki jest r&#243;wnie&#380; wystarczaj&#261;cym powodem, by spojrze&#263; na ca&#322;&#261; tw&#243;rczo&#347;&#263; konkretn&#261; z nowego punktu, z &#8222;perspektywy H&#252;nfeld&#8221;, kt&#243;re dla poezji konkretnej sta&#322;o si&#281; spektakularn&#261; konkluzj&#261;, jej zwie&#324;czeniem. I jeszcze &#8211; by przypomnie&#263; dziesi&#261;ty punkt &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Zasady pierwszej pomocy dla ofiar zderzenia z poezj&#261; konkretn&#261; profesora Tadeusza S&#322;awka&lt;/i&gt;: &#8222;Dzie&#322;o konkretne &#380;yje tylko w odleg&#322;o&#347;ci, uniemo&#380;liwia jedno&#347;&#263;, wszelkie z nim uto&#380;samienie si&#281; natomiast umo&#380;liwia i uczy nas wsp&#243;&#322;odczuwania&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Literatura&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Derrida J., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Forma i znaczenie. Uwagi o fenomenologii j&#281;zyka&lt;/i&gt;, [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Pismo filozofii&lt;/i&gt;, Krak&#243;w 1993.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Derrida J., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;G&#322;os i fenomen&lt;/i&gt;, Warszawa 1993.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Gadamer H.-G., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Prawda i metoda&lt;/i&gt;, Warszawa 1960.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Gadamer H.-G., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Aktualno&#347;&#263; pi&#281;kna&lt;/i&gt;, Warszawa 1993.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Gadamer H.-G., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Rozum, s&#322;owo, dzieje&lt;/i&gt;, Warszawa 2000.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Gomringer E., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Theorie der konkreten poesie. texte und manifeste 1954&#8211;1997&lt;/i&gt;, Wien 1997.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hutnikiewicz A., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Od czystej formy do literatury faktu&lt;/i&gt;, Warszawa 1976.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kr&#261;piec M.A., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;J&#281;zyk i &#347;wiat realny&lt;/i&gt;, Lublin 1995.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#321;awrynowicz M., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Kilka uwag o poezji konkretnej wizualnej&lt;/i&gt;, [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Poezja konkretna a/i inne/r&#243;&#380;ne dziedziny sztuki. Materia&#322;y z V og&#243;lnopolskiej sesji teoretyczno-
&lt;br /&gt; krytycznej&lt;/i&gt;, S&#322;awk&#243;w 1990.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Morleau-Ponty M., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Widzialne i niewidzialne&lt;/i&gt;, Warszawa 1996.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ricoeur P., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Wyzwalanie semiologiczne: problem podmiotu&lt;/i&gt;, [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy o metodzie&lt;/i&gt;, Warszaw
a 1985.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rypson P., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Books and Pages&lt;/i&gt;, Warszawa 2000.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;S&#322;awek T., &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Mi&#281;dzy literami&lt;/i&gt;, Wroc&#322;aw 1989.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		
		<enclosure url="http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_autor.jpg" length="9821" type="image/jpeg" />
		

	</item>



	<item>
		<title>Teoria rozmowy z chorym. Prolegomena filozoficzne *</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article233</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article233</guid>
		<dc:date>2010-07-18T15:03:57Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Lipiec J&#243;zef</dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Instrumentalna i autoteliczna warto&#347;&#263; rozmowy &lt;br /&gt;Rozwa&#380;ania wok&#243;&#322; rozmowy z chorym wy&#322;aniaj&#261; si&#281; przede wszystkim z praktyki medycznej. W tym znaczeniu stanowi&#261; one jeden ze s&#322;abiej znanych, co prawda, ale prawdopodobnie wa&#380;nych sk&#322;adnik&#243;w wiedzy o leczeniu w og&#243;le. Tkwi w niej bowiem ukryte b&#261;d&#378; czasem ujawniane za&#322;o&#380;enie, i&#380; w&#322;a&#347;ciwie prowadzony dialog z pacjentem jest istotnym, wysoce pozytywnym czynnikiem procesu terapii. Przypuszcza si&#281; zarazem, &#380;e brak rozmowy wzgl&#281;dnie rozmowa &#378;le lub niedbale prowadzona (...)


-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Instrumentalna i autoteliczna warto&#347;&#263; rozmowy&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozwa&#380;ania wok&#243;&#322; rozmowy z chorym wy&#322;aniaj&#261; si&#281; przede wszystkim z praktyki medycznej. W tym znaczeniu stanowi&#261; one jeden ze s&#322;abiej znanych, co prawda, ale prawdopodobnie wa&#380;nych sk&#322;adnik&#243;w wiedzy o leczeniu w og&#243;le. Tkwi w niej bowiem ukryte b&#261;d&#378; czasem ujawniane za&#322;o&#380;enie, i&#380; w&#322;a&#347;ciwie prowadzony dialog z pacjentem jest istotnym, wysoce pozytywnym czynnikiem procesu terapii. Przypuszcza si&#281; zarazem, &#380;e brak rozmowy wzgl&#281;dnie rozmowa &#378;le lub niedbale prowadzona mo&#380;e negatywnie wp&#322;ywa&#263; na ozdrowienie. Niekiedy padaj&#261; nawet ostrzejsze sformu&#322;owania w rodzaju: &#8222;z&#322;e s&#322;owo zabija&#8221;, &#8222;cisza niszczy &#380;ycie&#8221;, &#8222;dobre s&#322;owo czyni cuda&#8221;.
Czy istnieje teoria potwierdzaj&#261;ca i sankcjonuj&#261;ca te lub tamte prze&#347;wiadczenia i postawy praktyczne? Nie wydaje si&#281;, aby rozmaite, sk&#261;din&#261;d interesuj&#261;ce i g&#322;&#281;boko refleksyjne zbiory pogl&#261;d&#243;w mog&#322;y pretendowa&#263; do rangi uporz&#261;dkowanych zasad naukowych. Brak odpowiedniej teorii zast&#281;puje si&#281; na og&#243;&#322; m&#261;dro&#347;ci&#261; intuicyjn&#261; oraz do&#347;wiadczeniem potocznym, najcz&#281;&#347;ciej odwo&#322;uj&#261;cym si&#281; do uog&#243;lnie&#324; jednostkowych przypadk&#243;w (nie wiadomo, czy cz&#281;stych i czy nale&#380;ycie zinterpretowanych), oraz ekstrapolacj&#261; zasad etycznych lub prze&#347;wiadcze&#324; metafizycznych. Tak dzieje si&#281; przede wszystkim w obr&#281;bie kwestii, kt&#243;r&#261; nazw&#281; dylematem prawdy, jak wiadomo, najbardziej kontrowersyjnym w pragmatyce lekarskiej problemem. M&#243;wi&#263; prawd&#281; i ca&#322;&#261; prawd&#281;, czy te&#380; j&#261; zataja&#263;, zw&#322;aszcza w punktach nieprzyjemnych dla pacjenta? Wcale nierzadkie jest wszak przekonanie, &#380;e budz&#261;ce nadziej&#281; fa&#322;sze lepiej mobilizuj&#261; organizm ni&#380; &#347;wiadomo&#347;&#263; nik&#322;o&#347;ci lub braku szans na sukces.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Istnieje jednak druga p&#322;aszczyzna, rzek&#322;bym, pozamedyczna w celach, cho&#263; z regu&#322;y przebiegaj&#261;ca przez og&#243;&#322; sytuacji zwi&#261;zanych z chorob&#261; i by&#263; mo&#380;e najcz&#281;&#347;ciej wprost wywo&#322;ywana aktami leczenia i towarzyszenia cierpieniu. Rozmowa z chorym wyst&#281;puje tutaj jako rozmowa cz&#322;owieka z cz&#322;owiekiem jako cz&#322;owiekiem, tyle &#380;e pozostaj&#261;cym w stanie choroby, a wi&#281;c z uprawnieniami z natury takimi samymi jak w stanie pe&#322;nego zdrowia. Rozmowa z chorym musi by&#263; zapewne specyficzna w tematyce i nastroju, ale przecie&#380; w gruncie rzeczy tylko formalnie doskonalsza od postulowanej dowolnej innej rozmowy, r&#243;wnie&#380; z zaleceniem delikatno&#347;ci, wra&#380;liwo&#347;ci, uwagi dla cudzych s&#322;&#243;w, a w og&#243;le mi&#322;o&#347;ci i szacunku dla bli&#378;niego.
Czy te dwa rodzaje uj&#281;cia rozmowy z chorym nie s&#261; aby dwoma aspektami tego samego fenomenu? Zapewne oba podej&#347;cia &#322;&#261;cz&#261; si&#281; ze sob&#261; na wy&#380;szym pi&#281;trze tworzenia relacji z chorym, ale istnieje mi&#281;dzy nimi subtelna odmienno&#347;&#263;. W pierwszym przypadku pytamy o sens rozmowy z chorym jako sk&#322;adniku procesu leczenia. W drugim o sens rozmowy jako czynniku wsp&#243;lnoty mi&#281;dzyludzkiej w trudnej sytuacji choroby (co wi&#281;cej, podkre&#347;lmy, niezale&#380;nie od przydatno&#347;ci dialogu w obiektywnym przebiegu walki o zdrowie, sprawno&#347;&#263; i &#380;ycie).
Dzi&#281;ki temu rozr&#243;&#380;nieniu mo&#380;emy m&#243;wi&#263; o instrumentalnej warto&#347;ci rozmowy (dialogujemy po to, by wyleczy&#263;, ul&#380;y&#263; cierpieniom, mobilizowa&#263; wol&#281; do walki o przetrwanie) oraz o jej warto&#347;ci autotelicznej. Autoteliczno&#347;&#263; sama wyznacza siebie jako cel ostateczny, co oznacza, &#380;e rozmawiamy dla samej rozmowy, pami&#281;taj&#261;c, i&#380; rozmowa jest najszlachetniejsz&#261; forma ekspresji wi&#281;zi ja&#8211;ty. Rozmowa z chorym, rzecz jasna, jest nie tylko przywilejem lekarza, ale i piel&#281;gniarki /i ca&#322;ego personelu pomocniczego/ oraz rodziny, przyjaci&#243;&#322;, znajomych, psycholog&#243;w, kapelan&#243;w i wolontariuszy, s&#322;owem, wszystkich, o kt&#243;rych cz&#322;owiek ociera si&#281; w chorobie. Z natury rzeczy, lekarz i &#8211; pochodnie &#8211; piel&#281;gniarka wi&#281;kszy ci&#281;&#380;ar gatunkowy przypisuj&#261; walorom instrumentalnym, traktuj&#261;c werbalny kontakt z pacjentem jako element w&#322;asnej, z intencji skutecznej akcji profesjonalnej, kt&#243;rej celem jest maksymalne wykorzystanie wiedzy i techniki medycznej do ulepszenia stanu chorego. Ale i lekarz nie musi by&#263; wolny od powinno&#347;ci przeniesienia si&#281; na teren rozmowy dla niej samej. Z drugiej strony, trzeba pami&#281;ta&#263; o niezwykle istotnym, cz&#281;sto &#347;wiadomie przyjmowanym obowi&#261;zku instrumentalizacji s&#322;&#243;w, gest&#243;w i zachowa&#324; w&#322;a&#347;nie przez &#8222;amator&#243;w&#8221;, zwykle z kr&#281;gu os&#243;b bliskich. Nie tylko lekarze i inni fachowo przygotowani praco&#172;wnicy s&#322;u&#380;by zdrowia, ale i rodziny usilnie pracuj&#261; nad wytworzeniem korzystnej, przyjaznej i mobilizacyjnej atmosfery psychicznej, rozmawiaj&#261;c &#8222;po co&#347;&#8221; konkretnie, mianowicie po to, by &#8211; w ich subiektywnym przekonaniu zainicjowa&#263; i przyspieszy&#263; proces leczenia jako efektywnej autoterapii. W przypadku d&#322;ugotrwa&#322;ego, przewlek&#322;ego leczenia szpitalnego pojawia si&#281; tak&#380;e specjalna sie&#263; odniesie&#324; pomi&#281;dzy chorymi (zw&#322;aszcza z tej samej sali), o niedostatecznie zbadanych, acz funkcjonalnie wielce skutkono&#347;nych oddzia&#322;ywaniach wzajemnych (by&#263; mo&#380;e tyle&#380; pozytywnych, co i negatywnych).&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Sytuacja dialogu&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Podstawowy uk&#322;ad dialogiczny powstaje w kontakcie lekarz&#8211;chory. Mo&#380;na potraktowa&#263; go jako modelowy, gdy&#380; w nim skupiaj&#261; si&#281; cechy w zasadzie wszystkich innych stosunk&#243;w wobec chorego. Niesie on jednak zarazem okre&#347;lone specyficzne w&#322;asno&#347;ci, wynikaj&#261;ce z pozycji samego lekarza oraz oczekiwa&#324; pacjenta wobec niego, zasadniczo odmiennych jako&#347;ciowo od wszelkich pozosta&#322;ych odniesie&#324; w chorobie.
Rozmow&#281; lekarz&#8211;chory mo&#380;na rozumie&#263; dwojako. Po pierwsze jako seri&#281; wielu rozm&#243;w poszczeg&#243;lnych, tworz&#261;c&#261; d&#322;ugi wieloodcinkowy cykl rozm&#243;w dw&#243;ch, zawsze tych samych, partner&#243;w. Niezale&#380;nie od zawarto&#347;ci tre&#347;ciowej pojedynczych spotka&#324; cykl dialogowy ma swoj&#261; wewn&#281;trzn&#261; logik&#281; i dramaturgi&#281;, a tak&#380;e swoisty j&#281;zyk i nastr&#243;j. Je&#347;li lekarz jest g&#322;&#243;wnym protagonist&#261; takiej rozmowy z danym chorym, musi pami&#281;ta&#263;, i&#380; w jego umy&#347;le powstaje zazwyczaj obraz wieloaktowej i przerywanej, ale wyra&#378;nej, jednoznacznej ci&#261;g&#322;o&#347;ci zar&#243;wno interpersonalnej, jak i tematycznej.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zm&#281;czony, przepracowany albo bezduszny, lekkomy&#347;lny lekarz, nie zawsze pami&#281;taj&#261;cy &#8222;poprzedni odcinek&#8221; danego dialogu, musi uwa&#380;a&#263; na reakcj&#281; swego cierpi&#261;cego rozm&#243;wcy, niezwykle wyczulonego na jedno&#347;&#263; tre&#347;ci i formy, zw&#322;aszcza &#380;e rozmowa dotyczy jego osobistego zdrowia. Najbardziej karygodne s&#261; radykalne zmiany ocen i j&#281;zyka porozumienia, co sprawia wra&#380;enie, jakby za ka&#380;dym razem spotyka&#322;o si&#281; po raz pierwszy dw&#243;ch nieznanych sobie wcze&#347;niej ludzi.
Po wt&#243;re, rozmow&#281; mo&#380;na potraktowa&#263; jako ka&#380;dy, jednorazowy akt bezpo&#347;redniej wymiany s&#322;&#243;w, z zachowaniem jedno&#347;ci obsady, miejsca i czasu, rzecz jasna, z odpowiednim wymaganiem, by takiej pojedynczej rozmowie zapewni&#263; w&#322;a&#347;ciwy klimat /rozmowy a nie monologu, na przyk&#322;ad/, a przede wszystkim obiektywnie wystarczaj&#261;cy czas trwania. Rozmowa jest z konieczno&#347;ci procesem trwaj&#261;cym w czasie, tote&#380; niech nikt si&#281; nie &#322;udzi pozorami. Chory odczuwa, &#380;e do rozmowy wcale nie dosz&#322;o, kiedy lekarz na tradycyjnym obchodzie porannym rzuca zdawkowe pytanie o samopoczucie, a potem nawet nie jest ciekaw r&#243;wnie po&#347;piesznej odpowiedzi, i&#380; chyba &#8222;lepiej ni&#380; wczoraj&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Co jest przedmiotem rozmowy lekarz&#8211;chory? Mo&#380;e by&#263; wiele r&#243;&#380;nych spraw do poruszenia /w dobrym dialogu nie stroni si&#281; nawet od licznych, zw&#322;aszcza &#380;artobliwych, dygresji/, atoli fundamentalnym, wr&#281;cz jedynym wa&#380;nym problemem jest osoba chorego, jego obiektywny stan i subiektywne samopoczucie, na tle por&#243;wnania aktualnej sytuacji wobec zachodz&#261;cych zmian i rokowa&#324; na przysz&#322;o&#347;&#263;. Przyzna&#263; trzeba, &#380;e jest to autentycznie swoista, niepowtarzalna gdzie indziej w&#322;a&#347;ciwo&#347;&#263; tej rozmowy, kiedy to dw&#243;ch ludzi koncentruje si&#281; niemal wy&#322;&#261;cznie na jednym z nich.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowa stanowi bezwzgl&#281;dny punkt wyj&#347;cia kontaktu lekarz&#8211;chory /z wyj&#261;tkiem nag&#322;ych przypadk&#243;w, gdy pacjent wchodzi w relacj&#281; z danym lekarzem w stanie nieprzytomno&#347;ci/. Pocz&#261;tek relacji to wst&#281;pna informacja o zauwa&#380;onych niedomaganiach, zazwyczaj o prze&#380;ywanym b&#243;lu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Od tego momentu rozpoczyna si&#281; rozmowa pierwsza lub pierwsza z wielu nast&#281;pnych, je&#347;li relacja lekarz&#8211;chory wkroczy w proces leczenia d&#322;ugotrwa&#322;ego. Istot&#261; pierwszej, a chyba te&#380; ka&#380;dej kolejnej rozmowy jest na pewno zbudowanie mo&#380;liwie najpe&#322;niejszego obrazu dolegliwo&#347;ci pacjenta poprzez przetworzenie subiektywnych, impresyjnych informacji w fachowy, obiektywny opis wst&#281;pnej diagnozy i ustalenie strategii szczeg&#243;&#322;owych bada&#324; oraz &#347;rodk&#243;w zaradczych. Rozmowy wst&#281;pne musz&#261; by&#263; oparte na fundamencie solidnej wsp&#243;&#322;pracy wzajemnej, zaufania do s&#322;&#243;w obu stron oraz &#8211; na og&#243;&#322; &#8211; w oparciu o zasad&#281; ostro&#380;no&#347;ci w konkluzjach (chyba &#380;e okoliczno&#347;ci wymagaj&#261; b&#322;yskawicznej interwencji).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Od samego zarania rozmowy ustala si&#281; podzia&#322; r&#243;l, kt&#243;ry rzutuje na przebieg tego i ka&#380;dego kontaktu werbalnego. Jedna strona to lekarz, kt&#243;ry nie tylko wyst&#281;puje w charakterze eksperta od okre&#347;lenia stanu chorobowego, ale nade wszystko fachowca od po&#380;&#261;danej, oczekiwanej i skutecznej terapii. Druga strona dialogu to chory, osoba dotkni&#281;ta dan&#261; chorob&#261;. Jak&#261; choroba? &#8211; to w&#322;a&#347;nie staje si&#281; podstawowym problemem tej oto, pierwszej i ka&#380;dej rozmowy. Rzecz&#261; lekarza jest rozpozna&#263; chorob&#281;, odkry&#263; jej stadium i indywidualne cechy danego przypadku, poziom zagro&#380;enia dla &#380;ycia i sprawno&#347;ci organizmu oraz wskaza&#263;, czy i jakie s&#261; dost&#281;pne &#347;rodki zaradcze, wreszcie odpowiedzie&#263; na pytanie, jaki mo&#380;e by&#263; jego &#8211; tego oto lekarza &#8211; osobisty udzia&#322; w leczeniu. Potem przychodzi ju&#380; tylko kolej na dzia&#322;anie, oczywi&#347;cie, zwykle z towarzyszeniem nowych rozm&#243;w na temat poszczeg&#243;lnych faz terapii.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Odkrycie g&#322;&#243;wnego tematu rozmowy, czyli istoty danej choroby, wp&#322;ywa decyduj&#261;co na klimat, stopie&#324; szczeg&#243;&#322;owo&#347;ci oraz na etyczny wymiar dialogu. Chodzi o to, &#380;e choroby r&#243;&#380;ni&#261; si&#281; mi&#281;dzy sob&#261; nie tylko intensywno&#347;ci&#261; odczu&#263; b&#243;lowych i rozleg&#322;o&#347;ci&#261; rozmaitych zewn&#281;trznych objaw&#243;w, ale gro&#378;b&#261; niebezpiecze&#324;stwa dla okre&#347;lonych cz&#281;&#347;ci cia&#322;a (i psychiki), wreszcie stopniem i tempem ostatecznego zagro&#380;enia egzystencjalnego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Kiedy m&#243;wimy o za&#322;o&#380;eniach postulowanej teorii rozmowy lekarza z chorym, musimy uwzgl&#281;dni&#263; wszystkie mo&#380;liwo&#347;ci. Chorym jest ten, kto ma katar, migren&#281; lub lekkie &#263;mienie z&#281;ba, a przecie&#380; rozmowa z takim pacjentem r&#243;wnie&#380; wymaga spe&#322;nienia odpowiednich standard&#243;w. Chorym jest kto&#347;, kto po szcz&#281;&#347;liwym zabiegu lekarskim w najlepszym razie osi&#261;gnie stan powa&#380;nego kalectwa. Problematyka rozmowy ulega w&#243;wczas niew&#261;tpliwej ewolucji w stron&#281; warto&#347;ci powa&#380;nych i nadzwyczajnej mobilizacji si&#322;. Chorym jest ten wreszcie, kto wchodzi w okres terminalny, lekarz mo&#380;e go za&#347; poprowadzi&#263; jedynie ku godnej &#347;mierci. Tematem sensownej rozmowy mog&#322;oby by&#263; tylko umieranie i zgon /je&#347;li przyj&#261;&#263;, o czym p&#243;&#378;niej, &#380;e z chorymi o tym w og&#243;le nale&#380;y rozprawia&#263;/. Niewykluczone, i&#380; teoretycznym postulatem mog&#322;oby by&#263; opracowanie drabiny r&#243;&#380;nych strategii dialogowania, zrezygnowa&#263; natomiast z ma&#322;o przydatnej jakiej&#347; jednej, wsp&#243;lnej koncepcji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowa o chorobie przed i w trakcie leczenia przekszta&#322;ca si&#281; w dyskurs o medycynie i jej mo&#380;liwo&#347;ciach, czyli o zastosowanych przez lekarza &#347;rodkach. Jest to drugi wa&#380;ny aspekt dialogu lekarza z chorym, przy czym, jak &#322;atwo zauwa&#380;y&#263;, nast&#281;puje tutaj przeniesienie centrum zainteresowania z pacjenta na lekarza i jego wyposa&#380;enie przedmiotowe. Dysputa o chorobie, zlokalizowanej w chorym, zatacza szerszy kr&#261;g i poprzez osob&#281; lekarza si&#281;ga do innych ludzi, po&#347;rednio umieszczonych w strukturze dialogu. Lekarz wprowadza na teren rozmowy swoj&#261; wiedz&#281; i po&#347;rednio dzieje jej powstawania i przekazu, histori&#281; pr&#243;b i b&#322;&#281;d&#243;w w trudzie tworzenia &#347;rodk&#243;w zaradczych, pami&#281;&#263; o innych ludziach /zar&#243;wno chorych, jak i uczonycheksperymentatorach/, kt&#243;rzy przechodz&#261;c przez podobne do&#347;wiadczenia, przyczynili si&#281; do ugruntowania medycznej wiedzy oraz umiej&#281;tno&#347;ci radzenia sobie z dan&#261; chorob&#261; i jej skutkami. Tym razem to chory przenosi sw&#261; uwag&#281; na osob&#281; swego partnera-lekarza, a zwa&#380;ywszy, i&#380; ten ostatni wyst&#281;puje w roli reprezentanta wiedzy medycznej w najszerszym zakresie, dokonuje si&#281; niepostrze&#380;enie akt przeistoczenia relacji &#8222;ja&#8211;ty&#8221; /ja&#8211;pacjent, ty&#8211;lekarz i odwrotnie/ w relacj&#281; &#8222;ja&#8211;my&#8221; /ja&#8211;pacjent, my&#8211;wy&#8211;lekarze oraz cierpi&#261;cy wraz ze mn&#261; i przede mn&#261; chorzy/.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Trzecia grupa zagadnie&#324; rozm&#243;w lekarz&#8211;chory dotyczy samego procesu starcia mocy medycyny z dan&#261;, konkretn&#261;, t&#261; oto chorob&#261;. Kolejne fazy dialogu &#8211; na pewno za&#347; w d&#322;ugotrwa&#322;ym i skomplikowanym leczeniu &#8211; obejmuj&#261; kwesti&#281; efekt&#243;w leczenia. Trzeba te&#380; od razu jasno rzec, i&#380; dotyczy to zar&#243;wno pozytywnych, jak i negatywnych wynik&#243;w terapii. Wolno przypuszcza&#263;, &#380;e wsp&#243;lne &#347;wi&#281;towanie sukces&#243;w nie stanowi &#380;adnego k&#322;opotu teoretycznego (nikt nie zada porady &#8222;jak lekarz z pacjentem maj&#261; cieszy&#263; si&#281; z wyzdrowienia&#8221;). Problem pojawia si&#281; natomiast wtedy, kiedy leczenie nie daje &#380;adnych lub odpowiednich rezultat&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Tre&#347;&#263;, j&#281;zyk i klimat&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Najtrudniej przychodzi zdefiniowa&#263; sam&#261; rozmow&#281;. Czy ka&#380;da wymiana s&#322;&#243;w jest ju&#380; rozmow&#261;? A czy mo&#380;liwa jest rozmowa bez s&#322;&#243;w?
Rozmowa zak&#322;ada partnerstwo co najmniej dw&#243;ch os&#243;b, z kt&#243;rych ka&#380;da musi zaj&#261;&#263; &#8211; symetrycznie &#8211; stanowisko podmiotowe. Nie chodzi o arytmetyczn&#261; r&#243;wno&#347;&#263; /tyle m&#243;wisz ty, ile ja, tyle wolno ci u&#380;y&#263; decybeli, ile mnie/, ale o wsp&#243;&#322;podmiotowo&#347;&#263; w przekazywaniu w&#322;asnych my&#347;li i ws&#322;uchiwaniu si&#281; w my&#347;li drugiej osoby. Rozmowa jest kr&#261;&#380;eniem my&#347;li ode mnie do ciebie i z powrotem. Nie jest wi&#281;c rozmow&#261; jednostronny przekaz od jednego cz&#322;owieka do drugiego &#8211; bez zamiany r&#243;l. Zamiast dialogu mamy monolog, niechby i ogromnie interesuj&#261;cy, u&#380;yteczny i nawet konieczny dla danego s&#322;uchacza /niczym dobry wyk&#322;ad/. Nie wolno jednak myli&#263; gatunk&#243;w, rozmow&#261; &#380;aden monolog &#8211; z potakuj&#261;cym s&#322;uchaczem &#8211; na pewno nie jest. Niejeden lekarz powiada: &#8222;d&#322;ugo i wnikliwie rozmawia&#322;em z chorym&#8221;, podczas gdy faktycznie snu&#322; on jedynie sam okre&#347;lon&#261; opowie&#347;&#263; /np. o optymistycznych widokach na wyleczenie pacjenta/. Bywa zdziwiony, je&#347;li mu u&#347;wiadomi&#263;, &#380;e do tej rozmowy &#8211; jak i zapewne do wielu innych &#8211; wcale nie dosz&#322;o.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowa jest tyle&#380; m&#243;wieniem, ile s&#322;uchaniem, wykonywanym na prze-mian przez obu partner&#243;w. Jest to czasami trudno&#347;&#263; nie do pokonania dla natur apodyktycznych, egotycznych i zamkni&#281;tych szczelnie na drugiego cz&#322;owieka. Zdolno&#347;&#263; do prowadzenia rozmowy nie jest prawdopodobnie wrodzona, cho&#263; istniej&#261; pogl&#261;dy, pos&#322;uguj&#261;ce si&#281; kategori&#261; &#8222;sztuki rozmowy&#8221;, kt&#243;re wskazuj&#261; na jakie&#347; ukryte talenty do ciep&#322;ego, towarzyskiego dialogowania /pocieszaj&#261;c nieutalentowanych, &#380;e &#8222;sztuk&#281;&#8221; mo&#380;na te&#380; wy&#263;wiczy&#263;/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowa wymaga wsp&#243;lnego j&#281;zyka. Komunikowanie drugiemu swego stanowiska, pogl&#261;d&#243;w, rado&#347;ci, obaw i wszelkich innych prze&#380;y&#263;, wymaga zrozumienia. W sensie najprostszym, chodzi o to, by poprzez u&#380;yty kod j&#281;zykowy dotar&#322;y tre&#347;ci podstawowe. W bardziej z&#322;o&#380;onym przekazie mamy nadziej&#281;, i&#380; partner rozmowy potrafi dotrze&#263; do znacze&#324; ukrytych, do tego, co jest pomi&#281;dzy wierszami, do stylizacji, do niedom&#243;wie&#324;, do gestu, mimiki, do wszelkich indywidualnych swoisto&#347;ci wypowiedzi.
W spotkaniu pacjenta z lekarzem wsp&#243;lny j&#281;zyk jest koniecznym warunkiem nie tylko standardowego porozumienia, ale i stworzenia p&#322;aszczyzny wsp&#243;&#322;pracy w terapii. G&#322;&#243;wny obowi&#261;zek spoczywa na lekarzu, kt&#243;ry winien prze&#322;o&#380;y&#263; swe my&#347;li, formu&#322;owane najch&#281;tniej w fachowej terminologii medycznej, na s&#322;owa dost&#281;pne pojmowaniu amatora, bywa, &#380;e pozbawionego podstawowych poj&#281;&#263; z zakresu wiedzy profesjonalnej. W rozmowie nie wolno stosowa&#263; manipulacji komunikacyjnej, kiedy to jedna strona /lub nawet obydwie wzajemnie/ zas&#322;ania si&#281; przed drug&#261; jakim&#347; tajemnym szyfrem ezoterycznych, ekskluzywnych zakl&#281;&#263;. Taki ekskluzywizm przedstawicieli medycyny mo&#380;e, co prawda, wzbudza&#263; irracjonaln&#261; ufno&#347;&#263; w niezrozumia&#322;&#261;, a przez to szczeg&#243;lnie pot&#281;&#380;n&#261; si&#322;&#281; oddzia&#322;ywania na pacjenta, zarazem jednak rodzi niebezpiecze&#324;stwo nieporozumienia, w ka&#380;dym razie szkodzi racjonalnemu partnerstwu w dialogu. Nauki medyczne z pewno&#347;ci&#261; nie nale&#380;&#261; do magii, cho&#263;, przyznajmy, choremu i jego rodzinie niekiedy taka jej rola mog&#322;aby odpowiada&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Lekarz-czarodziej nie musi by&#263; zrozumia&#322;y, wystarczy, &#380;e dokona&#322;by z niczego cudu wyleczenia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wymiana zda&#324; wymaga w rozmowie jasno&#347;ci tematycznej oraz wsp&#243;&#322;dzia&#322;ania rozm&#243;wc&#243;w w tworzeniu konstrukcji dialogu, zw&#322;aszcza jego fina&#322;u. Zadaniem rozmowy jest bowiem nie tylko przeprowadzenie jej przez etap problemowego napi&#281;cia, czyli przez pytania i odpowiedzi cz&#261;stkowe, ale osi&#261;gni&#281;cie esencjalnego celu. Jest nim doj&#347;cie do zwie&#324;czenia procesu komunikacyjnego w postaci wsp&#243;lnego syntetycznego rozstrzygni&#281;cia, przyj&#281;tego przez obie rozmawiaj&#261;ce osoby. Rozmowa jest wtedy z istoty poszukiwaniem prawdy, rzecz jasna, zakre&#347;lonej przez dan&#261;, niechby i b&#322;ah&#261; tre&#347;&#263;, ale zawsze &#380;&#261;daj&#261;cej dla siebie wyj&#347;cia powy&#380;ej pocz&#261;tkowych, subiektywnych tez poszczeg&#243;lnych rozm&#243;wc&#243;w /oznajmionych sobie w za&#172;raniu dialogu/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jest ona wsp&#243;&#322;prac&#261; nad znalezieniem nowej pozycji dla obu stron. Nie by&#322;o naprawd&#281; rozmowy, je&#347;li ka&#380;dy wyg&#322;osi&#322; sw&#243;j monolog, a nie zosta&#322;a podj&#281;ta pr&#243;ba uwzgl&#281;dnienia my&#347;li partnera. Rozmow&#281; mo&#380;na rozpozna&#263; po tym, i&#380; ka&#380;dy wychodzi z niej nieco odmieniony &#8211; w&#322;a&#347;nie dzi&#281;ki zaczerpni&#281;ciu nowych argument&#243;w z przekazanych mu prze&#380;y&#263; partnera dialogu. Gdyby zbudowa&#263; model idealny, to pe&#322;na i szcz&#281;&#347;liwie doko&#324;czona rozmowa powinna zamkn&#261;&#263; si&#281; wydaniem wsp&#243;lnego komunikatu, bez &#380;adnych &#8222;zda&#324; odr&#281;bnych&#8221; /rzeczywiste rozmowy, niestety, maj&#261; raczej struktur&#281; &#8222;Niedoko&#324;czonej symfonii&#8221; lub &#8222;Aktu przerywanego&#8221;/.
Rozmowa wymaga otwarcia si&#281; partner&#243;w na siebie. Jest to wym&#243;g trywialny, cho&#263; niedoceniany w praktyce. Istniej&#261; quasi-rozmowy, kiedy s&#322;owa co prawda padaj&#261;, lecz nie dochodzi do w&#322;a&#347;ciwego spotkania, poniewa&#380; przynajmniej jedna ze stron &#8211; a mog&#261; i obydwie &#8211; pozostaje w izolacji psychicznej wobec drugiej osoby. Nie ma rozmowy, bo nie ma ani przekazu my&#347;li, ani nie dochodzi do ujawnienia uczu&#263;. Prawda zostaje zatajona. Wymiana s&#322;&#243;w-d&#378;wi&#281;k&#243;w mo&#380;e by&#263; jak w dyplomacji, g&#322;adka, uprzejma i jak najbardziej poprawna stylistycznie, lecz nie wyra&#380;a ona tego, o czym mowa. Gesty s&#261; semantycznie puste, a przynajmniej odmienne od literalnego sensu wypowiedzi.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Quasi-rozmowa trwa, wiadomo jednak, &#380;e stanowi ona wymuszony obyczajem spos&#243;b pokrycia pustki niech&#281;tnego, ch&#322;odnego milczenia. Z takim udawanym stosunkiem mo&#380;e si&#281; spotka&#263; chory, odczuwaj&#261;cy, &#380;e lekarz wchodzi w niby-dialog, ale sam pozostaje na zewn&#261;trz tej relacji, z rutyny oboj&#281;tnego zawodowca prowadz&#261;c zdawkow&#261; wymian&#281; uprzejmo&#347;ci /wydaje si&#281; niekiedy, i&#380; lepiej by&#322;oby ujawni&#263; gorzk&#261; prawd&#281; tego dystansu, ni&#380; trwa&#263; w nieprawdzie pozor&#243;w/. Z drugiej strony, mo&#380;e doj&#347;&#263; do zamkni&#281;cia si&#281; chorego, kt&#243;ry nie ufa lekarzowi, nie chce &#8211; z jakich&#347; powod&#243;w &#8211; wtajemnicza&#263; go w swe doznania l&#281;kowe, cierpienia i prognozy, otula si&#281; wi&#281;c szczelnie w kostium przybranej roli, np. pacjenta bezproblemowego. Proces cyklicznych rozm&#243;w w ramach leczenia d&#322;ugotrwa&#322;ego wyznacza zarazem r&#243;&#380;ne fazy wzajemnego otwierania si&#281; na siebie. S&#261; takie uk&#322;ady lekarz&#8211;chory, w ramach kt&#243;rych pocz&#261;tkowy dystans, nieufno&#347;&#263; i oboj&#281;tno&#347;&#263; stopniowo ust&#281;puj&#261; prze&#322;amywaniu barier, zbli&#380;aniu si&#281; do siebie, a nawet powstawaniu autentycznych duchowych przyja&#378;ni /obu- b&#261;d&#378; jednostronnych/. S&#261; takie, kiedy zmienno&#347;&#263; obiektywnych kolei choroby wp&#322;ywa na fluktuacje nastroj&#243;w /od otwarcia po nieufno&#347;&#263;/. Bywaj&#261; te&#380;, niestety, przypadki regresu kontakt&#243;w, zw&#322;aszcza po dramatycznych, nieudanych zwrotach w przebiegu samej choroby albo w emocjonalnej otoczce wzajemnych odniesie&#324;. Cz&#322;owiek chory jest zreszt&#261; szczeg&#243;lnie podatny na zmiany nastroj&#243;w. Kapryszenie, utyskiwanie, przyp&#322;ywy z&#322;ych my&#347;li tworz&#261; trudne do sforsowania zapory. Wiedz&#261; o tym lekarze, piel&#281;gniarki, a tak&#380;e odwiedzaj&#261;ce w szpitalach rodziny.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ka&#380;da rozmowa zale&#380;y poniek&#261;d po r&#243;wni od obu rozm&#243;wc&#243;w. Tak powiada wszelka abstrakcyjna teoria, g&#322;osz&#261;c, &#380;e odpowiedzialno&#347;&#263; za powodzenie rozmowy spoczywa na wszystkich uczestnikach spotkania. W praktyce bywa z tym rozmaicie, tote&#380; nale&#380;y przyj&#261;&#263;, i&#380; istniej&#261; dwa typy rozm&#243;w, wyr&#243;&#380;nialne ze wzgl&#281;du na rozk&#322;ad si&#322; prowadz&#261;cych. Jedne to demokratycznie i r&#243;wno&#347;ciowo potraktowane dialogi policentryczne /gdzie ka&#380;dy z rozm&#243;wc&#243;w d&#378;wiga na r&#243;wni ci&#281;&#380;ar interlokucji/. Inne to dialogi monocentryczne, gdzie co prawda w rozmowie uczestnicz&#261; w zasadzie r&#243;wnoprawnie i z podobn&#261; intensywno&#347;ci&#261; obaj partnerzy, ale o&#347;rodek prowadz&#261;cy dyskurs jest tylko jeden. W tym drugim modelu jedna z os&#243;b stanowi zaczyn, podstaw&#281; bytow&#261; i sta&#322;&#261; tematyczn&#261; o&#347; rozmowy. Zdarzaj&#261; si&#281; zapewne uk&#322;ady mieszane, na przyk&#322;ad o zmiennej o&#347;rodkowej /raz jedna, raz druga strona przejmuje odpowiedzialno&#347;&#263; za &#380;ycie rozmowy/, wydaje si&#281;, i&#380; wspieraj&#261; si&#281; one na wyr&#243;&#380;nionych dw&#243;ch typach podstawowych.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jaki gatunek realizuj&#261; rozmowy lekarz&#8211;chory
i generalnie: wszelkie a rozmaite rozmowy z chorym?
Jest to problem nie&#322;atwy do prostego rozwi&#261;zania. Jak wspomina&#322;em wcze&#347;niej, w relacjach tych zdecydowanie przewa&#380;a temat choroby, stan chorego, jego samopoczucie, nastawienie, rokowania na przysz&#322;o&#347;&#263; itp. By&#322;oby niepodobie&#324;stwem oczekiwa&#263;, &#380;e w rozmowie z chorym da si&#281; dowolnie przesuwa&#263; tre&#347;ci i swobodnie gaw&#281;dzi o innych, ciekawych sprawach bez uwzgl&#281;dnienia przewagi problemu numer jeden. Je&#380;eli nawet sam pacjent ch&#281;tnie odwraca uwag&#281; od swych dolegliwo&#347;ci, pr&#243;buj&#261;c koncentracji na r&#243;&#380;nych k&#322;opotach i rado&#347;ciach swych bliskich /albo sprawach lokalnych, politycznych, kulturalnych, sportowych itp./, to przecie&#380; tak czy inaczej dominuje zagadnienie jego szczeg&#243;lnego po&#322;o&#380;enia w &#347;wiecie, mianowicie prze&#380;ywania choroby jako stanu mniej lub bardziej odleg&#322;ego od ludzkiej normy /zdrowia/. W przypadku ewidentnych cierpie&#324;, a zw&#322;aszcza trudnego do opanowania b&#243;lu, maleje niemal do zera zdolno&#347;&#263; do przenoszenia uwagi na inne rejony. Z tego punktu widzenia inicjatorem, re&#380;yserem i o&#347;rodkiem rozmowy bywa przede wszystkim sam chory. Ka&#380;dy rozm&#243;wca, nie wy&#322;&#261;czaj&#261;c lekarza i piel&#281;gniarki, zdominowany jest przez jego osob&#281;, tote&#380; z zasady nast&#281;puje akt poddania si&#281; powadze konieczno&#347;ci dyskursu o tym, o czym chce m&#243;wi&#263; cierpi&#261;cy bli&#378;ni. W tle pojawia si&#281; zwykle etycznie mocne prze&#347;wiadczenie, &#380;e choremu to si&#281; nale&#380;y jako zado&#347;&#263;uczynienie za cierpienie. Na proste pytanie: &#8222;o czym jest i musi by&#263; rozmowa z chorym&#8221;, odpowiadamy tedy: &#8222;o tym, o czym pragnie rozmawia&#263; sam chory, najpewniej za&#347; o jego sytuacji&#8221;. Inne tematy wydaj&#261; si&#281; w&#243;wczas z g&#243;ry mniej wa&#380;ne, b&#322;ahe, sztuczne, wr&#281;cz niestosowne /chyba &#380;e pacjenta akurat co&#347; innego specjalnie ciekawi poza jego dolegliwo&#347;ciami i walk&#261; z chorob&#261;/.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mo&#380;liwy jest wszak&#380;e zupe&#322;nie odmienny pogl&#261;d na t&#281; sam&#261; kwesti&#281;. Centrum prowadzenia dialogu przesuwa si&#281; w stron&#281; tego partnera, kt&#243;ry, po pierwsze, potrafi sprosta&#263; zadaniu kierowania dan&#261; rozmow&#261;, po drugie, bierze na siebie odpowiedzialno&#347;&#263; nale&#380;ytego aksjologicznie wykorzystania faktu rozmowy. T&#261; mocniejsz&#261;, lepiej przygotowan&#261; do dialogu osob&#261; wcale nie musi by&#263; chory. Chocia&#380; nie rezygnujemy z rangi tematu g&#322;&#243;wnego /czyli problemu choroby danego chorego/, narzucamy jednak w spotkaniu specyficzny dla celu spotkania tok wymiany my&#347;li, prowadz&#261;c chorego niczym Sokrates w swej metodzie majeutycznej, ku tym warto&#347;ciom, kt&#243;re s&#261; dla&#324; egzystencjalnie korzystne. Przewodni&#261; w rozmowie rol&#281; mo&#380;e przej&#261;&#263; na pewno lekarz, piel&#281;gniarka, a tak&#380;e zapewne inne osoby, dobrze &#380;ycz&#261;ce choremu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Do rozmowy z chorym przyst&#281;pujemy z najlepsz&#261; wol&#261; aplikacji aktywnych, ozdrowie&#324;czych czynnik&#243;w warto&#347;ciotw&#243;rczych, a nie tylko z zamiarem biernego wsp&#243;&#322;czucia niedoli. Je&#347;li rozmowa z chorym ma aksjologiczny sens, to tylko w&#243;wczas, kiedy w jej wyniku rozm&#243;wca wychodzi mocniejszy, a nie s&#322;abszy. Kiedy zostaje posilony energi&#261; u&#380;yczon&#261; mu przez partnera, a nie wyniszczony pozbyciem si&#281; nadziei przed lito&#347;&#172;ciwym albo oboj&#281;tnym s&#322;uchaczem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowa okazuje si&#281; zatem nadzwyczajnym &#347;rodkiem terapii jako szczeg&#243;lna forma oddzia&#322;ywania na chorego sam&#261; obecno&#347;ci&#261; drugiego cz&#322;owieka, ale nade wszystko jako&#347;ci&#261; specyficznych efekt&#243;w oddzia&#322;ywania interpersonalnego poprzez s&#322;owo. Nie zosta&#322;y nigdy przeprowadzone w tej kwestii wiarygodne badania, istniej&#261; wszelako powody do przyj&#281;cia dw&#243;ch ostro&#380;nych hipotez:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/a/ niezale&#380;nie od poziomu wiedzy fachowej, zawodowej rzetelno&#347;ci i wyposa&#380;enia technicznego, wy&#380;szy stopie&#324; powodzenia uzyskuj&#261; ci lekarze i te plac&#243;wki, w kt&#243;rych dzia&#322;alno&#347;ci dominuje dobra atmosfera kreacyjnej rozmowy z pacjentami, wzmacniaj&#261;cej ich zdolno&#347;ci samoozdrowie&#324;cze;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/b/ najlepszych rezultat&#243;w mog&#261; si&#281; spodziewa&#263; ci lekarze, z kt&#243;rych postawy emanuje werbalna i pozawerbalna energia pozytywna /&#380;yczliwo&#347;&#263;, przyja&#378;&#324;, mi&#322;o&#347;&#263;/, przekazywana bezpo&#347;rednio choremu we wszelkich kontaktach. Tkwi w tym wielki sekret bycia cz&#322;owieka w &#347;wiecie, ale doprawdy obcowanie z pewnymi lud&#378;mi /w tym z pewno&#347;ci&#261; z lekarzami i piel&#281;gniarkami w szpitalach/ owocuje stanem, &#380;e &#8222;chce si&#281; &#380;y&#263;&#8221;. Kontakt z innymi powoduje za&#347; swoisty uwi&#261;d woli &#380;ycia, przedziwne os&#322;abienie organizmu, wzrost pesymizmu, utrat&#281; wiary w przysz&#322;o&#347;&#263;. M&#243;wi&#261;c szczerze, od takich spotka&#324; i rozm&#243;w nale&#380;y chorego po prostu uchroni&#263; /a i zdrowych uczciwie przestrzec/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Specjaln&#261; form&#261; dialogu z chorym s&#261; rozmowy instrukta&#380;owe. Nie&#322;atwo wskaza&#263; na r&#243;&#380;nic&#281; mi&#281;dzy pogaw&#281;dk&#261; &#8222;zwyk&#322;&#261;&#8221; a instrukta&#380;em. Elementy pouczenia wyst&#281;puj&#261;, by&#263; mo&#380;e, w ramach ka&#380;dej wymiany my&#347;li lekarza z chorym. Instrukta&#380; dotyczy z regu&#322;y wskaza&#324; co do koniecznych i po&#380;&#261;danych zachowa&#324; pacjenta, na przyk&#322;ad sposobu za&#380;ywania lek&#243;w czy wykonywania odpowiednich &#263;wicze&#324;. Mo&#380;e te&#380; obj&#261;&#263; bardziej skomplikowane rejony psychofizyczno&#347;ci, cho&#263;by przygotowanie chorego do samodzielnego radzenia sobie z powa&#380;nymi trudno&#347;ciami, w tym zw&#322;aszcza w zakresie gotowo&#347;ci do podmiotowego uporania si&#281; z przykrymi skutkami choroby. Rozmowa instrukta&#380;owa powinna by&#263; prowadzona jasno, cierpliwie i wyczerpuj&#261;co w detalach. Co wi&#281;cej, musi ona wzmacnia&#263; przekonanie chorego, i&#380; jego los zale&#380;y w sporej mierze od w&#322;asnego wysi&#322;ku, &#380;e potrafi sprosta&#263; trudowi terapii, a rokowania s&#261; obiecuj&#261;ce /w przeciwnym razie jakiekolwiek zabiegi by&#322;yby pozbawione sensu/.&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Upodmiotowienie chorego: mi&#281;dzy prawd&#261; a nadziej&#261;&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Stopniowo, lecz systematycznie przebija&#322;a si&#281; przez wieki idea, &#380;e od stanu psychiki chorego zale&#380;y w istotny spos&#243;b post&#281;p w leczeniu. Nie ma chyba na &#347;wiecie lekarza, kt&#243;ry kwestionowa&#322;by ten pogl&#261;d. Jaki jest liczbowy wska&#378;nik tego udzia&#322;u? Tego na razie nie wiemy, kontentuj&#261;c si&#281; raczej intuicj&#261; oraz uog&#243;lnieniami przybli&#380;onymi, nadto skorelowanymi z rodzajem i stopniem zaawansowania danej choroby, a tak&#380;e z indywidualnymi cechami pacjenta.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Na og&#243;&#322; przyjmuje si&#281;, i&#380; wi&#281;ksze gwarancje sukcesu terapii daje ten chory, kt&#243;ry mocno wierzy w wyzdrowienie, ni&#380; taki, kt&#243;rego opu&#347;ci&#322;a wola walki o &#380;ycie i sprawno&#347;&#263;, albo ten, co to zamiast sam by&#263; wsp&#243;&#322;podmiotem procesu mobilizacji, przerzuca na zewn&#261;trz siebie ca&#322;o&#347;&#263; czynnik&#243;w ozdrowie&#324;czych. Pacjent-podmiot ma z zasady wi&#281;ksze szans&#281; ni&#380; pacjent-przedmiot, oczekuj&#261;cy biernie cudzej pomocy, na dodatek nieufny wobec dowolnych form tego ratunku.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W procesie &#380;ycia decyduj&#261;c&#261; rol&#281; odgrywaj&#261; funktory spoza pola &#347;wiadomo&#347;ci, wyra&#380;aj&#261;ce si&#281; b&#261;d&#378; w instynkcie samozachowawczym, b&#261;d&#378; w bli&#380;ej nieokre&#347;lonych tendencjach ka&#380;dego bytu &#380;ywego, nazywanych przez filozof&#243;w &#8222;wol&#261; mocy&#8221; lub &#8222;wol&#261; &#380;ycia&#8221; /Nietzsche/ albo &#8222;p&#281;dem &#380;yciowym&#8221;, elan vital /Bergson/. Naczelnym prawem &#380;ycia jest to, &#380;e chce ono &#380;y&#263;, z natury rzeczy &#322;ami&#261;c wszelkie przeszkody i przeciwno&#347;ci. Tak si&#281; zachowuje zdrowy i sprawny byt &#380;ywy. Tymczasem choroba stanowi w tej perspektywie nie tylko fragmentaryczne os&#322;abienie lub wy&#322;&#261;czenie jakich&#347; okre&#347;lonych cz&#281;&#347;ci organizmu (kom&#243;rek i narz&#261;d&#243;w), ale nade wszystko nadw&#261;tlenie b&#261;d&#378; zgaszenie ca&#322;o&#347;ciowej energii &#380;yciowej. Cz&#322;owiek chory nie jest doprawdy takim samym bytem jak zdrowy. Metamorfoza nast&#281;puje daleko poza &#347;wiadomo&#347;ci&#261;, ta ostatnia otrzymuje zatem zupe&#322;nie nowe zadanie egzystencjalne, mianowicie sprostania zagro&#380;eniu. Jest to jeden z nielicznych, a niezwykle wa&#380;nych moment&#243;w, kiedy to na gruncie &#347;wiadomo&#347;ci mog&#261; i powinny pojawi&#263; si&#281; specjalne czynniki &#380;yciotw&#243;rcze. Impuls woli &#380;ycia wyp&#322;ywa w&#243;wczas nie tyle z g&#322;&#281;bin samoczynnej, biologicznej struktury organizmu, ale z wy&#380;yn duchowo&#347;ci, wysy&#322;aj&#261;cej &#8211; je&#347;li taka jej moc &#8211; sygna&#322;y z centrum ja&#378;ni ku okre&#347;lonym sk&#322;adnikom struktury, i&#380; &#380;&#261;da ona przywr&#243;cenia sprawno&#347;ci i ufa, &#380;e jej suwerenne &#380;yczenie zostanie spe&#322;nione.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Problem polega wszak&#380;e na tym, &#380;e dany chory albo potrafi sam wydoby&#263; ze swej psychiki odpowiednie si&#322;y sprawcze, albo tego nie jest w stanie uczyni&#263;, a wtedy musi si&#281; w&#322;&#261;czy&#263; stymulator ekstraordynaryjny, mianowicie drugi cz&#322;owiek. Jego zadaniem jest wydobycie &#347;wie&#380;ych si&#322;, u&#347;pionych w chorym bli&#378;nim, albo nawet u&#380;yczenie mu i zaszczepienie w&#322;asnej woli &#380;ycia.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowa stanowi ekspresj&#281; wsp&#243;lnoty z chorym, przede wszystkim jednak &#378;r&#243;d&#322;o pozytywnych, konstruktywnych warto&#347;ci &#8211; zar&#243;wno egzystencjalnych /decyduj&#261;cych o istnieniu/, jak i esencjalnych (po&#347;wiadczaj&#261;cych cz&#322;owiecze&#324;stwo i jego swoisto&#347;&#263; w bycie). Jej minimalny wym&#243;g aksjologiczny musi nawi&#261;za&#263; do zasady primum non nocere &#8211; po pierwsze, nie zaszkodzi&#263; z&#322;ym, nieopatrznym, aroganckim, bezlitosnym s&#322;owem. Po drugie wszak&#380;e, zjawia si&#281; powinno&#347;&#263; maksymalna, &#380;&#261;daj&#261;ca, by w rozmowie z chorym pr&#243;bowa&#263; wzmacnia&#263; pragnienie &#380;ycia, pomagaj&#261;c mu w budowie silnej, &#347;wiadomo&#347;ciowej argumentacji na rzecz celu g&#322;&#243;wnego i &#347;rodk&#243;w do&#324; wiod&#261;cych. Choroba mo&#380;e zostawi&#263; spustoszenia cz&#261;stkowe w postaci mniejszej lub wi&#281;kszej niesprawno&#347;ci /m&#243;wi&#261;c dosadnie: kalectwa &#8211; zewn&#281;trznego lub wewn&#281;trznego/, ale wcale nie musi naruszy&#263; najwa&#380;niejszej w&#322;a&#347;ciwo&#347;ci, czyli stanu &#380;ycia. Rzecz w tym, by chorego utwierdzi&#263; w prze&#347;wiadczeniu, &#380;e &#380;ycie nadal jest dla&#324; najbardziej fundamentaln&#261; warto&#347;ci&#261;, &#380;e nale&#380;y o nie wci&#261;&#380; i niezmiennie zabiega&#263; i &#380;e nowe, pochorobowe trudno&#347;ci stanowi&#261;, co prawda, wa&#380;n&#261; i przykr&#261; niedogodno&#347;&#263;, z kt&#243;r&#261; wszak&#380;e da si&#281; &#380;y&#263; i nadal by&#263; sob&#261;. Dobra rozmowa jest zatem kreowaniem w chorym nadziei, ale i r&#243;wnie&#380; &#8211; skonkretyzowanych perspektyw na kolejn&#261; faz&#281; &#380;ycia &#8211; po ozdrowieniu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#346;wiadomo&#347;&#263; potrafi wyprzedza&#263; rzeczywisto&#347;&#263;, rzecz w tym, by okaza&#322;a si&#281; zdolna do torowania drogi nieznanym dot&#261;d i nie&#322;atwym z g&#243;ry do akceptacji rozwi&#261;zaniom. Cz&#322;owiek przygotowany do sprostania odmiennej, nieznanej sytuacji, &#322;atwiej i spokojniej adaptuje si&#281; do nowych warunk&#243;w ni&#380; ten, kto zostaje zaskoczony znienacka brutaln&#261; ingerencj&#261; fakt&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W ten spos&#243;b dochodzimy ponownie do kluczowej kwestii prawdy, kt&#243;r&#261; chcia&#322;bym rozumie&#263; tutaj w sensie klasycznym jako zgodno&#347;&#263; s&#261;du z rzeczywisto&#347;ci&#261;. Czy wolno choremu aplikowa&#263; prawd&#281; i ca&#322;&#261; prawd&#281; o jego chorobie i jej skutkach? Czy zniesie on ci&#281;&#380;ar jej depozytu w sytuacji, kt&#243;ra jest subiektywnie i obiektywnie niesprzyjaj&#261;ca, niewykluczone, i&#380; czasem wr&#281;cz niebezpieczna dla procesu ratowania &#380;ycia? Z jednej strony pragniemy pe&#322;nego uszanowania podmiotowo&#347;ci, g&#322;osz&#261;c, &#380;e ka&#380;dy ma prawo i obowi&#261;zek wiedzie&#263; o sobie wszystko. Z drugiej strony odma&#172;wiamy uczestnictwa w owej pe&#322;ni wiedzy, mniemaj&#261;c, i&#380; jej cz&#281;&#347;&#263;, tak czy inaczej, nale&#380;y do lekarza i sporz&#261;dzonego przeze&#324; opisu choroby, ale &#8211; co wa&#380;niejsze &#8211; pewne mo&#380;liwe wnioski, zw&#322;aszcza o wysokim prawdopodobie&#324;stwie niepowodzenia, mog&#261; radykalnie popsu&#263; samopoczucie chorego i wp&#322;yn&#261;&#263; negatywnie na jego zdolno&#347;&#263; do mobilizacji. Powiada si&#281; czasem, i&#380; lepiej jest troch&#281; sk&#322;ama&#263;, prawi&#261;c bli&#378;niemu komple-ment /&#8222;jak pi&#281;knie dzi&#347; pani wygl&#261;da!&#8221;/, ni&#380; zrani&#263; szczer&#261; prawd&#261; (&#8222;ma pani dzi&#347; tak&#261; twarz, &#380;e a&#380; przykro podej&#347;&#263; bli&#380;ej&#8221;). Rozw&#243;j cywilizacji polega mi&#281;dzy innymi na wzro&#347;cie zdolno&#347;ci do hamowania uczu&#263;, wspartych o sk&#261;din&#261;d najbardziej prawdziwe rozpoznanie rzeczywisto&#347;ci. Prawda jest sama w sobie wielk&#261;, autonomiczn&#261; warto&#347;ci&#261;, wsp&#243;&#322;czesna aksjologia pyta jednak natarczywie, czy nale&#380;y j&#261; ujawnia&#263; zawsze i ka&#380;demu, zw&#322;aszcza wtedy, kiedy mo&#380;e sta&#263; si&#281; zaczynem jakiego&#347; z&#322;a, przede wszystkim moralnego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie mamy w tej sprawie jednoznacznej, odpowiednio uzasadnionej odpowiedzi, a raczej wielo&#347;&#263; r&#243;&#380;nych stanowisk, wspartych na rozmaitych pogl&#261;dach metafizycznych, antropologicznych i spo&#322;ecznych, a tak&#380;e na autorytecie pozafiloficznych &#347;wiatopo&#172;gl&#261;d&#243;w. Cho&#263; wiedza praktyczna jest olbrzymia /nosi j&#261; w sobie wi&#281;kszo&#347;&#263; do&#347;wiadczo&#172;nych lekarzy/, mamy zasadnicze braki w solidnym, metodycznym zbadaniu og&#243;&#322;u konsekwencji ka&#380;dego z mo&#380;liwych rozwi&#261;za&#324;. Zatajanie prawdy &#8211; cz&#281;&#347;ciowe lub ca&#322;kowite &#8211; niesie negatywne efekty w tworzeniu realnej wsp&#243;&#322;pracy z chorym oraz przekre&#347;lanie jego prawa do dysponowania w&#322;asn&#261; osob&#261; /kto daje lekarzowi takie uprawnienia?/. G&#322;oszenie ca&#322;ej, nieprzyjemnej prawdy rodzi z kolei zb&#281;dne reakcje szokowe. Nauka nie zdecydowa&#322;a si&#281;, jak dot&#261;d, na zbadanie wp&#322;ywu regulator&#243;w psychicznych na procesy ozdrowie&#324;cze, w tym na eksperymenty symulacji nadziej&#261; i pozytywn&#261; wyobra&#378;ni&#261; /t&#281; ostatni&#261; r&#243;&#380;ne religie rezerwuj&#261; dla &#8222;&#380;ycia pozagrobowego&#8221;/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Na razie da si&#281; wysnu&#263; nast&#281;puj&#261;ce tymczasowe, ostro&#380;ne tezy teoretyczne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Po pierwsze&lt;/i&gt;, obowi&#261;zkiem lekarza jest z&#322;o&#380;enie prawdziwej informacji o jako&#347;ci i stanie choroby, co najmniej w takim zakresie, jaki jest niezb&#281;dny do uszanowania integralno&#347;ci podmiotowej chorego i mo&#380;liwo&#347;ci wsp&#243;&#322;dzia&#322;ania z nim w procesie leczenia.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Po drugie&lt;/i&gt;, tego samego nale&#380;y te&#380; &#380;&#261;da&#263; od chorego &#8211; je&#347;li powa&#380;nie traktuje lekarza, medycyn&#281; i sam&#261; terapi&#281;, nie mo&#380;e niczego ukrywa&#263;, zw&#322;aszcza w sytuacji, kiedy jego doznania stanowi&#261; istotne &#378;r&#243;d&#322;o informacji o stanie organizmu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Po trzecie&lt;/i&gt;, nale&#380;y w zasadzie oszcz&#281;dzi&#263; choremu wiedzy zb&#281;dnej, mianowicie pesymistycznych danych statystycznych o jego chorobie, w og&#243;le wiadomo&#347;ci o procentowych szansach ryzyka okre&#347;lonej terapii albo tym bardziej o ewentualnie niezbyt imponuj&#261;cych wska&#378;nikach tycz&#261;cych danej plac&#243;wki leczniczej i danego zespo&#322;u lekarskiego. Trawestuj&#261;c zasad&#281; &#8222;brzytwy Okha-ma&#8221;, nie nale&#380;y mno&#380;y&#263; strachu chorego ponad niezb&#281;dn&#261; potrzeb&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Po czwarte&lt;/i&gt;, bezwzgl&#281;dnie trzeba uszanowa&#263; wol&#281; chorego, je&#347;li chce on rzeczywi&#347;cie wiedzie&#263; wszystko i daje racjonalne gwarancje, i&#380; jest na przyj&#281;cie najprzykrzejszej prawdy przygotowany /stwierdzenie owych &#8222;gwarancji&#8221; wymaga specjalnej, wielokrotnej rozmowy/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Po pi&#261;te&lt;/i&gt;, skoro wiedza medyczna nie ma charakteru absolutnego, lecz prawdopodobny, zawsze nale&#380;y zostawi&#263; moralny margines nadziei i objawia&#263; swoj&#261; lekarsk&#261; prawd&#281; rokowa&#324; wy&#322;&#261;cznie w otoczce szans pozytywnych /nawet ich nik&#322;ego marginesu/.
&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;
Po sz&#243;ste&lt;/i&gt;, do rozm&#243;w z chorymi nie powinno si&#281; wnosi&#263; innych sk&#322;adnik&#243;w tre&#347;ciowych ni&#380; to, co nale&#380;y do prawdy medycznej /opartej na solidnej wiedzy naukowej/, inne gatunki wiedzy mniema&#324; lub osobistych przekona&#324; przekraczaj&#261; kompetencje lekarskie, po prostu.&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Choroba mi&#281;dzy &#380;yciem a &#347;mierci&#261;&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#379;ycie jest &#8211; jak chc&#261; egzystencjali&#347;ci &#8211; procesem sta&#322;ego zbli&#380;ania si&#281; ku &#347;mierci. By&#263; mo&#380;e, przeciwnie, jest najwy&#380;szym tryumfem bytu nad nico&#347;ci&#261;. Pewne jest jednak, &#380;e sukces &#380;ycia nie jest do&#347;&#263; trwa&#322;y w sensie indywidualnym, tote&#380; trudno nie pami&#281;ta&#263; o nieuchronno&#347;ci ko&#324;ca. Choroba jest zarazem sygna&#322;em niebezpiecze&#324;stwa, jak i obiektywnym wkroczeniem w faz&#281; zagro&#380;enia &#380;ycia.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mo&#380;na by rzec o cz&#322;owieku chorym to samo, co Platon s&#261;dzi&#322; o wszelkim istnieniu tu, w naszym &#347;wiecie /poza wiecznymi ideami/. Ot&#243;&#380; chory znajduje si&#281; gdzie&#347; pomi&#281;dzy bytem a niebytem. Jeszcze jest, ale ju&#380; zdradza gotowo&#347;&#263; do zaprzestania bycia. Wielki, historyczny problem medycyny &#8211; to zmierzenie si&#281; z ow&#261; metafizyczn&#261; konieczno&#347;ci&#261; kresu. I chocia&#380; dziedzina ta nie stawia&#322;a sobie bynajmniej zada&#324; niewykonalnych ponad ontologiczne mo&#380;liwo&#347;ci, odrzucaj&#261;c mrzonki o zwyci&#281;stwie bezwzgl&#281;dnym nad &#347;mierci&#261;, to przecie&#380; zacz&#281;&#322;a stopniowo panowa&#263; nad terminarzem i sposobem odchodzenia. Medycyna potrafi&#322;a przede wszystkim zlikwidowa&#263; chorob&#281; jako przedsionek do &#347;mierci przedwczesnej /je&#347;li niezupe&#322;nie w rzeczywisto&#347;ci, to na pewno w sferze kategorii/. Coraz udatniej umie prowadzi&#263; cz&#322;owieka przez zagro&#380;one b&#243;lem i cierpieniem schy&#322;kowe etapy &#380;ycia /zar&#243;wno nieudanego m&#322;odego, jak i zniszczonego staro&#347;ci&#261;/. Podj&#281;&#322;a te&#380; heroiczn&#261; pr&#243;b&#281; realnego przezwyci&#281;&#380;enia epikurejskiego l&#281;ku przed sam&#261; &#347;mierci&#261;, szukaj&#261;c skutecznych metod zapanowania nad najwi&#281;ksz&#261; tragedi&#261; bytu ludzkiego: bole&#347;ci&#261; i brzydot&#261; umierania.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wedle tego najbardziej solennego kryterium, rozmowy z chorymi mo&#380;na podzieli&#263; na dwa rodzaje. Pierwszy &#8211; to rozmowy o &#380;yciu. Drugi &#8211; to rozmowy o &#347;mierci. Inaczej rzecz ujmuj&#261;c, dominant&#281; jednych stanowi &#380;ycie przysz&#322;e po chorobie. Drugie koncentruje si&#281; na &#380;yciu przesz&#322;ym, przed chorob&#261; /z kt&#243;rej jedynym wyj&#347;ciem jest ju&#380; tylko &#347;mier&#263; ewentualnie sztuczna wegetacja/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zmienia&#322;y si&#281; w dziejach &#8211; i zmienia&#263; b&#281;d&#261; nadal &#8211; szczeg&#243;&#322;owe listy chor&#243;b zwyk&#322;ych i &#347;miertelnych, podzia&#322; ten wszak&#380;e nie traci na znaczeniu. Ogromna wi&#281;kszo&#347;&#263; kontakt&#243;w lekarzy z chorymi przebiega obecnie w obr&#281;bie strefy uszkodze&#324; i zagro&#380;e&#324; cz&#261;stkowych, zmierzaj&#261;c tedy do przygotowania pacjenta do dalszego &#380;ycia. Niestety, okre&#347;lon&#261; bezwzgl&#281;dn&#261; liczb&#261; &#380;ywych istot ludzkich jest wielko&#347;&#263; relacji w strefie chor&#243;b &#347;miertelnych /na og&#243;&#322; umieramy dzi&#347; przecie&#380; z lekarzem u wezg&#322;owia). Rozm&#243;w o &#347;mierci jest stosunkowo mniej, ale o nich m&#243;wi si&#281; i pisze w ksi&#261;&#380;kach cz&#281;&#347;ciej i z wi&#281;ksz&#261; powag&#261; (najwy&#380;sz&#261;, na jak&#261; nas sta&#263;/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowy o &#380;yciu po chorobie stanowi&#261; po&#322;&#261;czenie generalnej zach&#281;ty z list&#261; detalicznych ostrze&#380;e&#324;. Warto na ten temat rozmawia&#263; dog&#322;&#281;bnie i bez ogr&#243;dek. Wyj&#261;wszy najl&#380;ejsze przypad&#322;o&#347;ci, zdecydowana wi&#281;kszo&#347;&#263; chor&#243;b pozostawia trwa&#322;e &#347;lady, w tym takie, z kt&#243;rymi &#380;yje si&#281; ca&#322;kiem inaczej ni&#380; przedtem. Skoro warto istnie&#263; w og&#243;le, to trzeba przygotowa&#263; si&#281; do odmiennych form &#380;ycia, zapewne gorszych, ubo&#380;szych w mo&#380;liwo&#347;ci i &#380;mudniejszych w codziennej praktyce, ali&#347;ci tak&#380;e wartych opanowania nauczenia si&#281;, psychicznego przyswojenia. &#379;ycie po chorobie niesie kolejne niespodzianki, w tym tak&#380;e nieprzyjemne, na czele z mo&#380;liwo&#347;ci&#261; nawrotu poprzednich dolegliwo&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Je&#347;li pacjent by&#322; dotychczas chorobowym nowicjuszem, musi si&#281; nauczy&#263; samodzielnego zapanowania nad uwarunkowaniami zewn&#281;trznymi, a zw&#322;aszcza nad rozmaitymi s&#322;abo&#347;ciami wewn&#281;trznymi. Je&#347;li jest do&#347;wiadczonym przez los wielokrotnym obiektem sztuki medycznej, powinien poszuka&#263; wraz z lekarzem jakich&#347; nowych, skuteczniejszych sposob&#243;w ochrony swego zdrowia. Nie ma w tym zreszt&#261; &#380;adnej nadzwyczajnej tajemnicy. Ka&#380;de &#380;ycie jest tak czy inaczej ograniczone zestawem indywidualnych cech cz&#322;owieka. Nie inaczej dzieje si&#281; z ozdrowie&#324;cem po przebytej chorobie. Nawet cz&#322;owiek wysoce kaleki i niepe&#322;nosprawny, nie maj&#261;c, oczywi&#347;cie, szans na konkurowanie z sob&#261; sprzed choroby i z innymi zdrowymi, posiada wszelako nadal niemal bezkresny zasi&#281;g dalszych mo&#380;liwo&#347;ci. Trzeba o tym rozmawia&#263;, my&#347;le&#263;, projektowa&#263;, radzi&#263; si&#281; i stale szuka&#263; najlepszych rozwi&#261;za&#324;. Skoro nie ma tego, co si&#281; lubi, trzeba polubi&#263; to, co si&#281; ma.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Czy i jak rozmawia&#263; o chorobie &#347;miertelnej, o zmierzaniu do &#347;mierci? Jest to, jak wiadomo, problem zepchni&#281;ty na margines naszej kultury, uprawiaj&#261;cej nieustanne &#347;wi&#281;to m&#322;odo&#347;ci oraz &#380;ycia pe&#322;nego wigoru i pi&#281;kna. &#346;mier&#263; nie stanowi tematu tabu, ale nale&#380;y do zagadnie&#324; wstydliwych, nieprzyjemnych, pozbawionych zar&#243;wno bogatej tradycji j&#281;zykowej, jak i odpowiednich form obyczajowych. Cz&#322;owiek zostaje okre&#347;lony poprzez &#380;ycie, a potem przez przej&#347;cie na poziom martwoty. Pogrzeby wypadaj&#261; znacznie godniej i wspanialej ni&#380; ostatnie odcinki przej&#347;cia na druga stron&#281;. Nie umiej&#261; si&#281; zachowa&#263; najbli&#380;si umieraj&#261;cego, nie potrafi spora cz&#281;&#347;&#263; lekarzy i personelu medycznego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Problem &#347;mierci stanowi tymczasem ontologicznie konieczny i aksjologicznie po&#380;&#261;dany sk&#322;adnik rozm&#243;w z chorym. Chodzi o to, &#380;e nale&#380;y pom&#243;c mu oswoi&#263; &#347;mier&#263; i w&#322;&#261;czy&#263; w obr&#281;b stan&#243;w normalnych, przynale&#380;nych immanentnie do procesu istnienia. Przede wszystkim jednak rozmowy o &#347;mierci winny zado&#347;&#263;uczyni&#263; pragnieniu wi&#281;zi z drugim cz&#322;owiekiem &#8211; i by&#263; mo&#380;e z ludzko&#347;ci&#261; w og&#243;le &#8211; poprzez wyrwanie si&#281; z g&#322;uchej i strasznej samotno&#347;ci umierania. Chory zmierzaj&#261;cy do nieuchronnego kresu potrzebuje rozmowy, wielu powa&#380;nych rozm&#243;w o tym zw&#322;aszcza, &#380;e nie jest i nie b&#281;dzie sam a&#380; do swego ko&#324;ca. Pojawia si&#281; tutaj w spos&#243;b zwielokrotniony esencjalne wymaganie wsp&#243;lnoty, skoro jeste&#347;my, jak twierdzi Arystoteles, &#8222;zwierz&#281;tami spo&#322;ecznymi&#8221;; skoro rodzimy si&#281;, &#380;yjemy oraz tworzymy nowe &#380;ycia zawsze w zwi&#261;zku z drugim cz&#322;owiekiem, to absolutnie nie wolno pozbawia&#263; cz&#322;owieka tej gatunkowo istotnej otuliny egzystencjalnej w fazie dochodzenia do mety. By&#263; mo&#380;e jest to nam bardziej potrzebne ni&#380; wszelkie wcze&#347;niejsze oz&#172;naki wi&#281;zi mi&#281;dzyludzkiej.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowa jest zatem drog&#261; do oswojenia ze &#347;mierci&#261;, w konsekwencji za&#347; pozbawieniem jej atrybutu z&#322;ej, przera&#380;aj&#261;cej tajemniczo&#347;ci. Horror niezrozumia&#322;ego sekretu budzi w nas trwog&#281;. &#321;atwiejsza do opanowania jest &#347;mier&#263; oswojona, zrozumia&#322;a przez umys&#322;, poj&#281;ta jako logiczne wyga&#347;ni&#281;cie &#380;ycia /&#380;ycia w&#322;a&#347;nie w ten spos&#243;b skonstruowanego w porz&#261;dku przemian i w sko&#324;-czonym czasie/. Rzecz oczywista, z zasady pojawia si&#281; tutaj kontekst metafizyczny i eschatologiczny, zwi&#261;zany z przyjmowanymi przez chorego pogl&#261;dami, wyobra&#380;eniami i wierzeniami /&#347;mier&#263; jako roztopienie si&#281; w energii bytu, jako rozp&#322;yni&#281;cie si&#281; w nico&#347;ci, jako po&#322;&#261;czenie z Bogiem itp./. Z punktu widzenia istoty wydarzenia &#8211; jako ko&#324;ca tego oto tutaj &#380;ycia &#8211; stosunek umieraj&#261;cego do swego indywidualnego, osobistego fina&#322;u wydaje si&#281; podobny, je&#347;li nie identyczny /ten interesuj&#261;cy, acz pozalekarski temat zostawiam wszelako na marginesie/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Warto zwr&#243;ci&#263; uwag&#281; na przedmiotowe odniesienie i styl rozm&#243;w o &#347;mierci. Nade wszystko nie wolno przekracza&#263; uprawnie&#324; wynikaj&#261;cych z posiadanej wiedzy, ta za&#347; &#380;&#261;da, aby o dowolnej &#347;mierci rozprawia&#263; tylko jako o czasowo okre&#347;lonym prawdopodobie&#324;stwie. &#346;mier&#263; jest konieczno&#347;ci&#261; ontologiczn&#261;, ale nigdy temporaln&#261;. Mo&#380;na rzec choremu oczywi&#347;cie, &#380;e umrzesz, tak jak i ja i wszyscy inni ludzie, nie potrafi&#281; ci jednak powiedzie&#263;, kiedy to si&#281; stanie. Twoja &#347;mier&#263; jest mo&#380;liwo&#347;ci&#261;, raczej bli&#380;sz&#261; ni&#380; dalsz&#261;, ale nadal odda-lon&#261; niemal o wieczno&#347;&#263; ca&#322;&#261; /zwa&#380;ywszy, &#380;e przecie&#380; wieczno&#347;ci&#261; jest ka&#380;da prze&#380;yta chwila, a co dopiero ich ogromny, nieprzeliczalny zbi&#243;r/. Trzeba na t&#281; mo&#380;liwo&#347;&#263; by&#263; przygotowanym, lecz nie podda&#172;wa&#263; si&#281; my&#347;li o jakiejkolwiek terminowo wyliczonej nieuchronno&#347;ci.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Lekarz czy ktokolwiek inny, wyrokuj&#261;cy o tym, &#380;e &#8222;zosta&#322;y ledwie 3 miesi&#261;ce&#8221; albo &#8222;najwy&#380;ej rok&#8221; wzgl&#281;dnie &#8222;nast&#261;pi to za 2 dni&#8221; &#8211; pope&#322;nia b&#322;&#261;d nie tylko psychologiczny, ale epistemologiczny. Nie chodzi nawet o to, &#380;e zdarzaj&#261; si&#281; wielkie niespodzianki /bo i tego nie nale&#380;y wyklucza&#263;/, lecz o fakt bezprawnego narzucania rzekomej wy&#380;szo&#347;ci czasu kalendarzowego na czas immanentny. Dla nas, dla lekarza &#8211; i dla ludzi zdrowych &#8211; p&#243;&#322; roku to rzeczywi&#347;cie niewiele, ale dla &#347;miertelnie zagro&#380;onego to, by&#263; mo&#380;e, nadzwyczajny dar hojnego losu /i tak te&#380;, w swois&#172;tym, zwolnionym rytmie prze&#380;ywany/.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;O &#347;mierci rozprawiamy tak&#380;e w perspektywie ryzyka. Ryzyko podejmuje chory decyduj&#261;c si&#281; na leczenie /przy trudniejszych i bardziej skomplikowanych jego formach podpisuj&#261;c nawet stosown&#261; zgod&#281;/. Ryzyko podejmuje r&#243;wnie&#380; lekarz, bior&#261;c na siebie ci&#281;&#380;ar dokonania zabiegu leczniczego. R&#243;&#380;nica mi&#281;dzy partnerami tego specyficznego stosunku jest jednak taka, &#380;e niepowodzenie akcji wywo&#322;uje skutki tylko po jednej stronie relacji. Rozmowa przed operacj&#261; /na przyk&#322;ad przeszczepu serca/ dotyczy&#263; zatem powinna zar&#243;wno szans na sukces, jak i mo&#380;liwo&#347;ci kl&#281;ski /czyli &#347;mierci pacjenta/, a w konsekwencji obrachunku po&#380;&#261;danych efekt&#243;w ryzykownej decyzji /niestety, niepewnych/ oraz odczuwanego stanu aktualnego, sprzed ryzyka (pewnego pod wzgl&#281;dem rych&#322;ego, naturalnego zagro&#380;enia &#347;mierci&#261;/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowy o &#347;mierci to zarazem rozmowa o przesz&#322;ym &#380;yciu, o jego sensie, dokonaniach, prze&#380;yciach. Sens &#347;mierci wy&#322;ania si&#281; z bilansu &#380;ycia. Wielu pacjentom, a mo&#380;e wszystkim, nale&#380;y si&#281; odpowiednio wczesne otwarcie tego tematu, po to, aby da&#263; im czas /obiektywny/ na dokonanie &#380;yciowych obrachunk&#243;w, doko&#324;czenie pilnych spraw, spe&#322;nienie jakich&#347; ukrytych, a odsuwanych na p&#243;&#378;niej marze&#324;, wprowadzenie subiektywnego &#322;adu w struktur&#281; ca&#322;o&#347;ci bycia w &#347;wiecie. Jak dowodzi prak&#172;yka /a potwierdza literatura pi&#281;kna/, cz&#322;owiek &#8211; mimo l&#281;k&#243;w i opor&#243;w &#8211; pragnie by&#263; panem samego siebie do ko&#324;ca, podmiotem w pe&#322;nym tego s&#322;owa znaczeniu. Nie chce da&#263; si&#281; sprowadzi&#263; do &#347;miertelnie chorego, biernego, bezwolnego przedmiotu wy&#322;&#261;cznie cudzych stara&#324; i zabieg&#243;w, tak jak gdyby &#8211; jako cz&#322;owiek &#8211; umar&#322; faktycznie jeszcze przed swym zgonem.
Na ca&#322;ej, odwiecznej kulturze &#347;mierci ci&#261;&#380;y pami&#281;&#263; o nierozerwalnym zwi&#261;zku mi&#281;dzy &#347;mierci&#261; a cierpieniem. Dochodzenie do &#347;mierci wiod&#322;o wy&#322;&#261;cznie przez piek&#322;o najsro&#380;szej bole&#347;ci. Tak jest urz&#261;dzony ze swej natury ten &#8222;najlepszy z mo&#380;liwych &#347;wiat&#243;w&#8221; /co podaj&#281;, bez ironii, za Leibnizem/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Co wi&#281;cej, w ramach bezustannych akcji wojennych oraz zabieg&#243;w wok&#243;&#322; tworzenia &#322;adu pa&#324;stwowego, cz&#322;owiek zabijaj&#261;cy zadba&#322; o maksymalne poszerzenie spektrum b&#243;lu, systematyczne i masowe zadawanie &#347;mierci poprzedzaj&#261;c wymy&#347;lnymi, przera&#380;aj&#261;cymi w swym okrucie&#324;stwie torturami /sama &#347;mier&#263; bywa&#322;a wtedy wybawieniem i &#322;ask&#261;, modlono si&#281; zreszt&#261; o &#347;mier&#263; szybk&#261; i lekk&#261;/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To, co wiemy o &#347;mierci, zosta&#322;o przeniesione ze wszystkich, r&#243;&#380;norodnych do&#347;wiadcze&#324; dziejowych poszczeg&#243;lnych spo&#322;eczno&#347;ci i ca&#322;ego gatunku /nie tylko przecie&#380; z historii heroizmu budowania medycyny oraz z usilnych, wci&#261;&#380; ponawianych pr&#243;b u&#347;mierzenia b&#243;lu/. &#346;wiadomo&#347;&#263; i pod&#347;wiadomo&#347;&#263; zbli&#380;ania si&#281; do &#347;mierci wype&#322;nione s&#261; przede wszystkim panicznym strachem przed b&#243;lem, cierpieniem. Takie jest te&#380; pierwotne skojarzenie fenomenu &#347;mierci: oznacza ona raczej trwog&#281; przed okropnymi doznaniami umierania ni&#380; poczucie przekroczenia metafizycznej granicy mi&#281;dzy byciem a nieistnieniem. Pomimo i&#347;cie rewolucyjnych przemian w tej dziedzinie, dyskurs o &#347;mierci wyznaczony jest w potocznym rozumieniu nadal w kategoriach rozprawy o b&#243;lu i cierpieniu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rozmowa o &#347;mierci mia&#322;aby zatem, jak przed wiekami, dotyczy&#263; przygotowania ci&#281;&#380;ko chorego do godnego zniesienia oczekuj&#261;cych go m&#281;czarni konania. Niekt&#243;rzy my&#347;liciele, zaczytani w starych ksi&#281;gach, ustawicznie powtarzaj&#261; wznios&#322;e strofy o hartowaniu ducha w ogniu cierpienia, o wy&#380;szo&#347;ci m&#281;&#380;nego znoszenia b&#243;lu nad l&#281;kiem i p&#322;aczem, o chwalebnym &#263;wiczeniu woli w obliczu srogich prze&#380;y&#263; itd.
Dzisiejsza rozmowa o &#347;mierci powinna by&#263; tymczasem rzeteln&#261; informacj&#261; o tym, &#380;e wsp&#243;&#322;czesna medycyna zerwa&#322;a &#8211; by&#263; mo&#380;e definitywnie &#8211; historyczn&#261; konieczno&#347;&#263; wi&#281;zi obiektywnej &#347;mierci i subiektywnej m&#281;ki cz&#322;owieka. Cierpienie zosta&#322;o potraktowane tak&#380;e w aksjologii nale&#380;ycie, mianowicie jako z&#322;o, kt&#243;remu trzeba si&#281; przeciwstawi&#263; i &#8211; je&#347;li to mo&#380;liwe &#8211; odrzuci&#263; (a nie poddawa&#263; si&#281; biernie i z pokor&#261;).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pacjentowi nale&#380;y tedy jasno u&#347;wiadomi&#263;, &#380;e nie tylko &#347;mier&#263; mo&#380;e by&#263; aktem bezbolesnym, ale ca&#322;y proces umierania r&#243;wnie&#380; mo&#380;e i powinien oby&#263; si&#281; bez cierpie&#324;. Rzecz oczywista, lekarz musi wtedy dotrzyma&#263; s&#322;owa i chlubnie przeprowadzi&#263; chorego przez ko&#324;c&#243;wk&#281; &#380;ycia w komforcie &#347;mierci lekkiej. Jest to akt wymierzony niew&#261;tpliwie przeciw &#8222;naturze&#8221; i przeciw tradycji kulturowej, ale sk&#261;din&#261;d ca&#322;a medycyna zdradza&#322;a od zarania podobne ambicje. Czy medycyna terminalna potrafi sobie poradzie wsz&#281;dzie i zawsze z podj&#281;tymi zadaniami? Jedno jest pewne, pr&#243;buje to czyni&#263; z obiecuj&#261;cymi rezultatami.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie ma co ukrywa&#263;, &#380;e nadal jest i zawsze ci&#281;&#380;ko b&#281;dzie umiera&#263;. Znacznie &#322;atwiej wszelako jest umiera&#263; bezbole&#347;nie. Jeszcze lepiej za&#347; jest o tym zawczasu wiedzie&#263; i przygotowa&#263; si&#281; do odej&#347;cia na poziomie prawdziwie ludzkim, czyli na szczeblu dyskretnego wy&#322;&#261;czenia swej &#380;ywej duchowo&#347;ci, z pomini&#281;ciem przekle&#324;stwa cielesnego b&#243;lu i psychicznych cierpie&#324;. Ewolucja wynios&#322;a nas, mo&#380;na by rzec, w p&#243;&#322; drogi. Cz&#322;owiek zosta&#322; wyposa&#380;ony w niezwykle wra&#380;liw&#261; struktur&#281; prze&#380;ywania wra&#380;eniowego, emocjonalnego i rozumowego, nie otrzyma&#322; jednak naturalnej szansy obiektywnego zmniejszenia porcji negatywnych bod&#378;c&#243;w. Przekonanie, &#380;e &#380;ycie to pasmo udr&#281;k i cierpie&#324;, nie by&#322;o wi&#281;c pozbawione pewnej s&#322;uszno&#347;ci. Czy naprawd&#281; stoimy u progu epoki skutecznego przeciwstawienia si&#281; zastanemu porz&#261;dkowi? Je&#347;li udaje si&#281; uczyni&#263; krok w stron&#281; cho&#263;by cz&#281;&#347;ciowego opanowania demona &#347;mierci &#8211; to ju&#380; jest wiadomo&#347;&#263; krzepi&#261;ca.&lt;/p&gt; &lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;Teoria a problem cz&#322;owieka indywidualnego&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jak ka&#380;da my&#347;l teoretyczna, niniejsze uwagi mieszcz&#261; si&#281; na wysoko&#347;ci dokonanych w umy&#347;le uog&#243;lnie&#324;. By&#263; mo&#380;e ta czy inna spisana tutaj refleksja mo&#380;e da&#263; do my&#347;lenia, a nawet przyda&#263; si&#281; komu&#347; w praktyce.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie nale&#380;y wszak&#380;e zapomina&#263;, i&#380; zagadnienie zasad rozmowy z chorym musi by&#263; przek&#322;adalne ontologicznie na spotkanie z kim&#347; rzeczywistym i konkretnym, czyli z cz&#322;owiekiem tym oto tutaj, jedynym i niepowtarzalnym, radykalnym w swej jednostkowo&#347;ci. Nie ma chorego &#8222;w og&#243;le&#8221;, a je&#347;li gdzie&#347; istnieje, to tylko w danych statystycznych lub w podr&#281;cznikach. Przed tob&#261; realnym pojawia si&#281; zawsze sam w sobie byt indywidualny, a przez to wy&#322;&#261;cznie zdolny do podobnego tobie istnienia realnego. Spotkanie lekarz&#8211;chory mo&#380;liwe jest zatem wtedy i tylko wtedy, kiedy obaj s&#261; &#380;ywymi, rzeczywistymi lud&#378;mi, ze wszystkimi w&#322;a&#347;ciwo&#347;ciami, jedynie im przys&#322;uguj&#261;cymi.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Co to oznacza? Przede wszystkim to, &#380;e ka&#380;da rozmowa musi uwzgl&#281;dnia&#263; fakt swoisto&#347;ci i niepowtarzalno&#347;ci partnera. Ka&#380;dy chory jest inny, tote&#380; i dialog z nim musi by&#263; odmienny od tego, o czym i jak rozprawia&#322;e&#347; wczoraj i przed tygodniem z poprzednimi twymi pacjentami. Tkwi w tym wielka sztuka rozmowy, &#380;e pozostaj&#261;c &#8211; jako ty &#8211; sob&#261;, swoj&#261; osob&#261; potrafisz wej&#347;&#263; w intymn&#261; relacj&#281; rozmowy cz&#322;owiek&#8211;cz&#322;owiek, a doprawdy mo&#380;esz to uczyni&#263; wy&#322;&#261;cznie w&#243;wczas, kiedy znajdziesz spos&#243;b przenikni&#281;cia do indywidualno&#347;ci twego rozm&#243;wcy. Chory czy zdrowy (chory chyba z wi&#281;ksz&#261; ostro&#380;no&#347;ci&#261;) nie otworzy si&#281; wcale na ciebie, gdy potraktujesz go jak egzemplarz pewnego zbioru /zbioru przypadk&#243;w medycznych, pacjent&#243;w, chorych, mieszka&#324;c&#243;w sali szpitalnej itp./. Je&#347;li, znu&#380;ony rutyn&#261;, okre&#347;lasz tego cz&#322;owieka poprzez melan&#380; danych z karty chorobowej /nawet nigdy nie spojrza&#322;e&#347; mu w oczy/, nie dziw si&#281;, &#380;e do &#380;adnej powa&#380;nej i szczerej rozmowy doj&#347;&#263; mi&#281;dzy wami nie mo&#380;e.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Uwzgl&#281;dnienie indywidualno&#347;ci chorego poci&#261;ga za sob&#261; szereg swoistych okoliczno&#347;ci, a co za tym idzie, r&#243;wnie&#380; i lekarskich obowi&#261;zk&#243;w szczeg&#243;&#322;owych. Je&#347;li ka&#380;dy chory jest inny, to wszystko, co jest zwi&#261;zane z chorob&#261;, jest r&#243;wnie&#380; zindywidualizowane &#8211; od obiektywnych wska&#378;nik&#243;w po subiektywne prze&#380;ycia. Pacjenci s&#261; w r&#243;&#380;nym wieku, od dziecka po starca, a przecie&#380; generalnie specjalnego rozwini&#281;cia wymaga problem rozmowy z chorymi dzie&#263;mi. Na tym obszarze do&#347;wiadcze&#324; medycznych niezb&#281;dna jest odpowiednia wiedza psychologiczna, ale i solidny kunszt pedagogiczny /metodyka dialogu z dzieckiem to oddzielny, ciekawy i potrzebny temat rozwa&#380;a&#324;/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Chorzy r&#243;&#380;ni&#261; si&#281; wykszta&#322;ceniem, upodobaniami, nawykami, temperamentem, charakterem, wreszcie &#347;wiatopogl&#261;dem /odgrywa on czasem pewn&#261; rol&#281; w niekt&#243;rych istotnych sprawach/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Trzeba uwzgl&#281;dni&#263; j&#281;zykow&#261; swoisto&#347;&#263; partnera rozmowy, przede wszystkim za&#347; og&#243;&#322; sygna&#322;&#243;w pozawerbalnych: gest&#243;w, mimiki, zachowa&#324;. Z ca&#322;o&#347;ci prezentowanego zestawu cech i z ka&#380;dego z osobna symptomu indywidualno&#347;ci chorego mo&#380;na odczyta&#263; wiele, a mo&#380;e nawet wszystko, co wa&#380;ne w waszym kontakcie: jak on si&#281; czuje, jak przebiega proces terapii, czy ufa tobie i wsp&#243;&#322;dzia&#322;a z tob&#261; i ca&#322;ym personelem, czy wierzy w wyzdrowienie i mobilizuje si&#281; do walki, czy te&#380; opu&#347;ci&#322; z rezygnacj&#261; r&#281;ce?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Niemal to samo da si&#281; te&#380; powiedzie&#263; o ka&#380;dym lekarzu i ka&#380;dej piel&#281;gniarce. Nie ma dw&#243;ch identycznych przedstawicieli medycyny, nawet jednakowo dobrze przygotowanych zawodowo i wyedukowanych w tej samej szkole, u tego samego mistrza. Nie zaciera odmienno&#347;ci ani jednakowy fartuch lekarski, ani czepek piel&#281;gniarski. Jakakolwiek teoria /w tym niniejsze prolegomena do &#8222;teorii rozmowy z chorym&#8221;/ jest ledwie szkicem poradnika, poniewa&#380; to co najistotniejsze wydobywa si&#281; i kszta&#322;tuje z g&#322;&#281;bokich pok&#322;ad&#243;w osobowo&#347;ci konkretnych ludzi, mniej natomiast z przyj&#281;tych i wyuczonych zasad og&#243;lnych. Lekarzom utalentowanym w tej dziedzinie, wra&#380;liwym, ciep&#322;ym i otwartym na bli&#378;niego, nie trzeba niczego ustala&#263;, uk&#322;ada&#263;, podpowiada&#263;. Oni to wszystko wiedz&#261;, o czym mowa w teorii, bo w&#322;a&#347;nie tak post&#281;puj&#261;, a je&#347;li nawet nie u&#347;wiadamiaj&#261; sobie jasno i wyra&#378;nie, jak trzeba post&#281;powa&#263;, to i tak we w&#322;a&#347;ciwy, wzorcowy spos&#243;b rozmawiaj&#261; ze swymi pacjentami.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie inaczej bywa z &#8222;urodzonymi&#8221; piel&#281;gniarkami, subtelnymi siostrami cierpi&#261;cych i wyl&#281;knionych chorych.
Na og&#243;&#322; przedstawiciele medycyny obdarzeni s&#261; wy&#380;sz&#261; od przeci&#281;tnej wra&#380;liwo&#347;ci&#261; na problemy drugiego cz&#322;owieka. Wynika to cz&#281;&#347;ciowo z powo&#322;ania tego swoi&#347;cie apriorycznego wezwania do warto&#347;ci samaryta&#324;skich, a obecnego z regu&#322;y ju&#380; na etapie wyboru zawodu. Po cz&#281;&#347;ci rodzi si&#281; z zawodowych do&#347;wiadcze&#324; i wp&#322;ywu &#347;rodowiskowego etosu. Nie ma tu jednak &#380;adnego koniecznego iunctim mi&#281;dzy dobrem moralnym a obiektywnie wysokim profesjonalizmem. Mo&#380;na bardzo sprawnie spe&#322;nia&#263; swoje obowi&#261;zki, a mimo to pozostawa&#263; z przedmiotem swego oddzia&#322;ywania w stosunkach ch&#322;odu, obco&#347;ci, dystansu, nawet odczuwalnej niech&#281;ci. Taki lekarz ma w&#322;a&#347;ciwie dwie drogi &#8211; albo schowa&#263; si&#281; na zawsze w laboratorium, wy&#322;&#261;czaj&#261;c si&#281; z bezpo&#347;redniego kon&#172;taktu z chorym, albo dokona&#263; wielkiej wewn&#281;trznej transformacji, czyli, m&#243;wi&#261;c po prostu, sta&#263; si&#281; innym, nowym, otwartym na bli&#378;niego cz&#322;owiekiem. Lekarzem dialogu, lekarzem-humanist&#261;, lekarzem-przyjacielem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie ma powodu, by uzna&#263; w tej dziedzinie prawdziwo&#347;&#263; koncepcji predestynacji; nikt przecie&#380; nie jest skazany na ch&#322;&#243;d i alienacj&#281; przez ca&#322;&#261; sw&#261; karier&#281; zawodow&#261;. Ot&#243;&#380;, zawsze mo&#380;na si&#281; zmieni&#263; na lepsze /cho&#263;, niestety, na gorsze tak&#380;e/. Czasem potrafi podpowiedzie&#263; co&#347; m&#261;dry zwierzchnik, czasem &#380;yczliwy kolega, bywa, &#380;e umie wym&#243;c przemian&#281; sam chory. Pami&#281;tam rozmow&#281; z m&#322;od&#261; piel&#281;gniark&#261;:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Siostro, jest pani znakomita w tym, co pani robi, ale prosz&#281;, b&#281;dzie pani jeszcze lepsza, kiedy od czasu do czasu u&#347;miechnie si&#281; i powie dobre s&#322;owo&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Czy to jest naprawd&#281; potrzebne pacjentowi?&#8221; &#8211; zdziwi&#322;a si&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Bardziej ni&#380; zastrzyk, ni&#380; kropl&#243;wka, ni&#380; wszystkie porcje lek&#243;w&#8221;. Przemog&#322;a sw&#261; natur&#281; /albo nie&#347;mia&#322;o&#347;&#263;?/ i zacz&#281;&#322;a si&#281; stopniowo otwiera&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mam nadziej&#281;, &#380;e teraz potrafi ju&#380; rozmawia&#263; ze swymi podopiecznymi, a nie tylko traktowa&#263; ich przedmiotowo, jako teren swej krz&#261;taniny.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Post&#281;p medycyny spowodowa&#322; dwa istotne zjawiska. Po pierwsze, pomi&#281;dzy chorym a lekarzem wyros&#322;a ogromna bariera technologiczna. Jest ona b&#322;ogos&#322;awie&#324;stwem dla pacjenta, je&#347;li idzie o precyzj&#281; diagnozy i skuteczno&#347;&#263; terapii, zarazem jednak powoduje os&#322;abienie, wr&#281;cz zanik, bezpo&#347;rednich wi&#281;zi mi&#281;dzyludzkich. Zar&#243;wno chory, jak i lekarz czuj&#261; si&#281; jak dodatki do skomplikowanej maszynerii elektronicznej. Po drugie, wraz ze wzrostem roli w&#261;skiej specjalizacji pojawi&#322; si&#281; nieokre&#347;lony w swym realnym kszta&#322;cie lekarz zbiorowy jako suma poszczeg&#243;lnych znawc&#243;w r&#243;&#380;nych narz&#261;d&#243;w, aspekt&#243;w choroby i metod leczenia. Efektem rozbicia ocen i czynno&#347;ci (r&#243;wnie&#380; przecie&#380; korzystnych w bilansie dla chorego) sta&#322;o si&#281; znikanie samodzielnych, odpowiedzialnych za ca&#322;o&#347;&#263; podmiot&#243;w. Skoro odpowiadaj&#261; za kontakt z chorym wszyscy, to mo&#380;e si&#281; zdarzy&#263;, i&#380; nie odpowiada nikt albo tylko kto&#347; formalnie przypisany do tej funkcji /lekarz prowadz&#261;cy, ordynator?/. Powstaje w&#243;wczas podstawowe pytanie, kto w&#322;a&#347;ciwie powinien od serca i o wszystkim rozmawia&#263; z chorym? Kolejny specjalista, czyli lekarz od dialogu wydelegowany przez setk&#281; innych specjalist&#243;w od poszczeg&#243;lnych tkanek? Problem ten dopiero rysu-je si&#281; na horyzoncie praktyki medycznej, ale ju&#380; dzi&#347; nale&#380;y jego niebezpieczne skutki ods&#322;oni&#263; z ca&#322;&#261; otwarto&#347;ci&#261;.
Odpowied&#378; na k&#322;opoty mo&#380;e by&#263; tylko jedna. Tam, gdzie grozi dehumanizacja relacji lekarz&#8211;chory, tam trzeba z ca&#322;&#261; &#347;wiadomo&#347;ci&#261; i determinacj&#261; przeciwdzia&#322;a&#263; zawczasu negatywnym konsekwencjom. Je&#347;li ro&#347;nie obiektywny dystans mi&#281;dzy lecz&#261;cym a leczonym, tym mocniejsz&#261; nale&#380;y budowa&#263; konstrukcj&#281; subiektywnej blisko&#347;ci. Rozmowy oczekuje na pewno chory. &#346;wiat medycyny w&#322;a&#347;nie w rozmowie &#8211; bo gdzie indziej i kiedy? &#8211; winien tedy ods&#322;ania&#263; przed nim si&#322;&#281; i granice swych mo&#380;liwo&#347;ci oraz szczero&#347;&#263; intencji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Upodmiotowienie pacjenta w ramach otwartej, &#380;yczliwej rozmowy, powoduje tak&#380;e nieoczekiwan&#261; reakcj&#281; zwrotn&#261;, wzmocniony zostaje mianowicie fundament podmiotowo&#347;ci lekarza, piel&#281;gniarki i ca&#322;ej instytucji leczniczej. Oto ich dzia&#322;alno&#347;&#263; otrzymuje cenny impuls, wyp&#322;ywaj&#261;cy ze wsp&#243;&#322;pracy z &#8222;s&#281;dzi&#261; ostatecznym&#8221; ich pracy. Tym s&#281;dzi&#261; jest za&#347; nie kto inny, ale sam chory, bo to jego stan okre&#347;la sens wszystkich medycznych zabieg&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przypisy:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;*Tekst ten po&#347;wi&#281;cony jest pami&#281;ci profesora Wac&#322;awa Mejbauma, postaci niezwyk&#322;ej w polskiej filozofii. Wpisa&#322; si&#281; w jej dzieje nie tylko jako autor przenikliwie inteligentnych, m&#261;drych, oryginalnych i stylistycznie &#347;wietnych prac, lecz tak&#380;e jako bohater prawdziwie filozoficznego &#380;ycia, godnego staro&#380;ytnych m&#281;drc&#243;w oraz wsp&#243;&#322;czesnej anegdoty. Przy okazji by&#322; te&#380; przyjacielem wielu z nas, a w moim przypadku r&#243;wnie surowym w detalach, co pob&#322;a&#380;liwym w generaliach recenzentem mej habilitacji sprzed &#263;wier&#263;wiecza. Rozprawa, zatytu&#322;owana Teoria rozmowy z chorym, powsta&#322;a nied&#322;ugo po &#347;mierci mojej &#380;ony Gigi /gor&#261;cej admiratorki Wacka/, i wesz&#322;a uprzednio w sk&#322;ad tomu Sztuka rozmowy z chorym /Krak&#243;w 2001/, wymy&#347;lonego przez J&#243;zefa Tischnera /i z jego ostatnim tekstem/. Zdaje si&#281;, maj&#261; racj&#281; ci, kt&#243;rzy s&#261;dz&#261;, i&#380; wszystkich &#8211; a na pewno wszystkie filozofie &#8211; czeka mi&#322;e, towarzyskie spotkanie, ostatecznie w tym samym punkcie.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Pluralizm kulturowy czy Nowa Wspania&#322;a Monotonia?*</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article231</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article231</guid>
		<dc:date>2010-07-18T15:03:06Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Feyerabend Paul </dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Paul K. Feyerabend 1924-1994 &lt;br /&gt;W styczniu 1985 roku zosta&#322;em zaproszony do uczestnictwa w debacie na temat roli sztuki, filozofii i nauki w erze postmodernizmu. W swojej odpowiedzi (a) skrytykowa&#322;em za&#322;o&#380;enie, &#380;e intelektualne debaty maj&#261; cokolwiek wsp&#243;lnego z problemem &#8222;kultury &#347;wiatowej&#8221;, (b) wskaza&#322;em, &#380;e podstawowym zjawiskiem wsp&#243;&#322;czesnej &#8222;kultury &#347;wiatowej&#8221; jest bezpardonowa ekspansja Zachodnich pogl&#261;d&#243;w i technologii &#8211; to monotonia, a nie r&#243;&#380;norodno&#347;&#263; jest podstawowym tematem naszych czas&#243;w, (c) (...)


-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg/foto_feyerabend.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L285xH355/foto_feyerabend-8b4bd.jpg' width='285' height='355' style='height:355px;width:285px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;
&lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Paul_Feyerabend&quot; class=&quot;spip_out&quot;&gt;Paul K. Feyerabend 1924-1994&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;W styczniu 1985 roku zosta&#322;em zaproszony do uczestnictwa w debacie na temat roli sztuki, filozofii i nauki w erze postmodernizmu. W swojej odpowiedzi (a) skrytykowa&#322;em za&#322;o&#380;enie, &#380;e intelektualne debaty maj&#261; cokolwiek wsp&#243;lnego z problemem &#8222;kultury &#347;wiatowej&#8221;, (b) wskaza&#322;em, &#380;e podstawowym zjawiskiem wsp&#243;&#322;czesnej &#8222;kultury &#347;wiatowej&#8221; jest bezpardonowa ekspansja Zachodnich pogl&#261;d&#243;w i technologii &#8211; to monotonia, a nie r&#243;&#380;norodno&#347;&#263; jest podstawowym tematem naszych czas&#243;w, (c) broni&#322;em r&#243;&#380;norodno&#347;ci oraz &#8222;kakofonii&#8221; gdziekolwiek si&#281; one pojawiaj&#261;, (d) poda&#322;em kr&#243;tki opis rozwoju filozofii nauki od Maxwella do Kuhna. Nie ma potrzeby powtarza&#263; tu mojej &#243;wczesnej wypowiedzi, jako &#380;e tymi kwestiami zajmuj&#281; si&#281; w innych miejscach niniejszej ksi&#261;&#380;ki. My&#347;l&#281; jednak, &#380;e poni&#380;szy list, kt&#243;ry napisa&#322;em w odpowiedzi na d&#322;ug&#261; krytyk&#281; tamtego mojego wyst&#261;pienia, podnosi pewne nowe kwestie i by&#263; mo&#380;e oka&#380;e si&#281; dla kogo&#347; wci&#261;&#380; interesuj&#261;cy&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;3.08.1985&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Drodzy Pa&#324;stwo Vergani, Shinoda i Kesler!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dzi&#281;kuj&#281; za d&#322;ugi i szczeg&#243;&#322;owy list oraz w og&#243;le za trud, by odpowiedzie&#263; na m&#243;j ma&#322;y pamflet. Rzecz jasna, nie zgadzam si&#281; z Pa&#324;stwem. Prosz&#281; mi pozwoli&#263; wyt&#322;umaczy&#263; dlaczego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pytacie: &#8222;Ale nie mo&#380;e Pan zaprzeczy&#263;, &#380;e wa&#380;ne jest, by istnia&#322;a sp&#243;jna struktura, kt&#243;ra organizowa&#322;aby [kulturow&#261;] r&#243;&#380;norodno&#347;&#263;?&#8221;. Odpowiadam, &#380;e ani do mnie, ani do Pa&#324;stwa nie nale&#380;y decyzja w tej kwestii. Nale&#380;y ona do ludzi, kt&#243;rzy stworzyli t&#281; r&#243;&#380;norodno&#347;&#263; i &#380;yj&#261; w jej ramach. Je&#347;li narody afryka&#324;skie satysfakcjonuje &#380;ycie obok siebie bez kulturowego ani &#380;adnego innego wzajemnego kontaktu, to do tego te&#380; b&#281;d&#261; d&#261;&#380;y&#263;, bez wzgl&#281;du na to, co o tym b&#281;d&#261; s&#261;dzi&#263; &#8222;my&#347;liciele&#8221; zza odleg&#322;ych biurek. Je&#347;li Amerykanom z kolei podoba si&#281; &#8222;inflacja&#8221; d&#243;br, obraz&#243;w, idei, tradycji, je&#347;li wyczekuj&#261; oni nowych ulepszonych lakier&#243;w do w&#322;os&#243;w, modeli samochod&#243;w i mydlanych oper oraz u&#380;ywaj&#261; pieni&#281;dzy jako ostatecznej miary warto&#347;ci, wtedy zgorszony intelektualista mo&#380;e, oczywi&#347;cie, prawi&#263; im kazania, ale stanie si&#281; tyranem, je&#347;li spr&#243;buje u&#380;y&#263; bardziej zdecydowanych form perswazji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Jeste&#347;my w naszym filozofowaniu &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;funkcjonariuszami spo&#322;eczno&#347;ci ludzkiej&lt;/strong&gt;&#8221; &#8211; pisa&#322; Edmund Husserl w swoim niezwyk&#322;ym eseju zatytu&#322;owanym &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Kryzys nauk europejskich i fenomenologia transcendentalna&lt;/i&gt; z 1936 roku. &#8211; &#8222;Ca&#322;kiem osobista odpowiedzialno&#347;&#263; za nasze w&#322;asne &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;prawdziwe istnienie&lt;/strong&gt; jako filozof&#243;w w naszym w&#322;asnym, wewn&#281;trznym, osobistym powo&#322;aniu niesie w sobie jednocze&#347;nie odpowiedzialno&#347;&#263; za &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;prawdziwe istnienie spo&#322;eczno&#347;ci ludzkiej&lt;/strong&gt;, kt&#243;re jako takie [...] mo&#380;e doj&#347;&#263; do urzeczywistnienia, o ile w og&#243;le mo&#380;e, jedynie przez filozofi&#281;, poprzez nas, je&#347;li powa&#380;nie jeste&#347;my filozofami.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;[...] Jedynie w ten spos&#243;b zosta&#322;oby rozstrzygni&#281;te, czy ludzko&#347;&#263; europejska niesie w sobie absolutn&#261; ide&#281; i czy nie jest jedynie empirycznym typem antropologicznym jak &#8216;Chiny' czy &#8216;Indie', a tak&#380;e czy dramat europeizowania wszystkich obcych lud&#243;w potwierdza w sobie w&#322;adanie absolutnego sensu nale&#380;&#261;cego do sensu &#347;wiata, a nie do jakiego&#347; jego historycznego bezsensu&#8221; [za: E. Husserl, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Kryzys nauk europejskich i fenomenologia transcendentalna. Wprowadzenie do filozofii fenomenologicznej&lt;/i&gt;, t&#322;um. S. Walczewska, Krak&#243;w 1987 &#8211; przyp. t&#322;um.].&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg/Feyerabend_mlody.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L124xH139/Feyerabend_mlody-76770.jpg' width='124' height='139' style='height:139px;width:124px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zapewne zgodzicie si&#281; z powy&#380;szym cytatem. Ja jednak s&#261;dz&#281;, &#380;e ukazuje on niezwyk&#322;&#261; ignorancj&#281; /co Husserl wie o &#8222;prawdziwym istnieniu&#8221; Nuera?/, fenomenaln&#261; zarozumia&#322;o&#347;&#263; /czy jest cho&#263; jeden cz&#322;owiek, kt&#243;ry posiada dostateczn&#261; wiedz&#281; o wszystkich rasach, kulturach, cywilizacjach, by m&#243;c m&#243;wi&#263; o &#8222;prawdziwym istnieniu spo&#322;eczno&#347;ci ludzkiej&#8221;?/ oraz, oczywi&#347;cie, ujawnia du&#380;&#261; pogard&#281; dla ka&#380;dego, kto &#380;yje i my&#347;li w odmienny spos&#243;b.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;To prawda, &#380;e narody i poszczeg&#243;lne spo&#322;eczno&#347;ci cz&#281;sto nawi&#261;zuj&#261; ze sob&#261; pewien rodzaj kontaktu, ale nie jest prawd&#261;, &#380;e czyni&#261;c tak, tworz&#261; lub zak&#322;adaj&#261; &#8222;powszechny metadyskurs&#8221; czy jak&#261;&#347; powszechn&#261; wi&#281;&#378; kulturow&#261;. Po&#322;&#261;czenia mog&#261; by&#263; tymczasowe, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;ad hoc&lt;/i&gt;, i ca&#322;kiem sztuczne: biali przyw&#243;dcy RPA, czarni muzu&#322;manie i europejscy terrory&#347;ci &#8211; wszyscy oni pa&#322;aj&#261; nami&#281;tnymi uczuciami do dolara &#8211; ale poza tym niewiele ich &#322;&#261;czy.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nawet bli&#380;sze kontakty mi&#281;dzy kulturami A, B, C itd. nie musz&#261; by&#263; &#8222;organizowane&#8221; poprzez &#8222;sp&#243;jn&#261; struktur&#281;&#8221;. Wszystko, czego potrzeba, to aby A by&#322;o w interakcji z B, B z C, C z D i tak dalej, gdzie formy interakcji mog&#261; si&#281; zmienia&#263; dla ka&#380;dej z tych par, a nawet dla poszczeg&#243;lnych epizod&#243;w tych interakcji. Do&#347;wiadczenia cywilizacji Akad&#243;w /1/ w okresie Pierwszego Internacjonalizmu s&#261; tu dobrym przyk&#322;adem. Korzystanie z przyk&#322;adu akadyjskiego nie by&#322;o konieczn&#261; presupozycj&#261; tej cywilizacji, lecz jedn&#261; z jej wielu cech. U&#380;ywa&#322;y go specjalne grupy, kt&#243;re spisywa&#322;y to, czego dokona&#322;y, przyci&#261;gaj&#261;c w ten spos&#243;b uwag&#281; skryb&#243;w pracuj&#261;cych tysi&#261;ce lat p&#243;&#378;niej, czyli, konkretnie, naszych wsp&#243;&#322;czesnych akademik&#243;w. Nie ka&#380;da ze zmian mia&#322;a miejsce w samej Akad: du&#380;&#261; rol&#281; odgrywa&#322;y te&#380; kontakty lokalne wykorzystuj&#261;ce dialekty i j&#281;zyki ograniczone do niewielkiego regionu, a nawet te rozszerza&#322;y si&#281; jedynie tak daleko, na ile wymaga&#322;y tego potrzeby i ciekawo&#347;&#263; tych, kt&#243;rzy w wydarzeniach uczestniczyli. Poza tym nie nale&#380;y uto&#380;samia&#263; kultur z ich pisemnymi manifestacjami czy z wytworami ich artyst&#243;w i my&#347;licieli. Spisane prawa Hammurabiego mia&#322;y niewielki wp&#322;yw na &#243;wczesn&#261; praktyk&#281; prawnicz&#261;, a pierwsze wykorzystanie alfabetu linearnego B mia&#322;o czysto handlowy charakter /2/. Grecka edukacja jednak&#380;e nie opiera&#322;a si&#281; na poj&#281;ciach biznesowych, opiera&#322;a si&#281; na Homerze, tzn. na poezji m&#243;wionej (niekt&#243;rzy p&#243;&#378;niejsi poeci oraz m.in. Platon nigdy si&#281; ca&#322;kowicie nie pogodzili z faktem rozpowszechniania swych prac w formie pisemnej &#8211; zob. np. Platon, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Fedon&lt;/i&gt;, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Si&#243;dmy List&lt;/i&gt;).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dzi&#347; z kolei mamy wiele marksistowskich ksi&#261;&#380;ek i r&#243;wnie wiele marksistowskich idei wisz&#261;cych w powietrzu nad naszymi uniwersytetami i nad naszymi instytutami badawczymi &#8211; czy to jednak od razu oznacza, &#380;e &#8222;nasza kultura&#8221; zarazi&#322;a si&#281; marksizmem? Nie s&#261;dz&#281;, nie ma bowiem &#347;ladu marksizmu ani w naszych mydlanych operach, ani na religijnych kana&#322;ach TV. &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;Sami intelektuali&#347;ci jeszcze kultury nie czyni&#261;.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rzecz jasna, mo&#380;emy z grubsza szacowa&#263; [&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;stipulate&lt;/i&gt;], &#380;e kultura r&#243;wna si&#281; literatura plus sztuka plus nauka &#8211; ale wtedy problem kulturowych wp&#322;yw&#243;w literatury i inne tego typu kwestie rozstrzygamy jakim&#347; rodzajem dekretu, a nie poprzez stosowne badania.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przyznaj&#281; r&#243;wnie&#380;, &#380;e wspomniane wy&#380;ej kontakty z czasem stawa&#322;y si&#281; znacznie silniejsze i prowadzi&#322;y do takiego rodzaju kulturowych unifikacji, kt&#243;re Pa&#324;stwo wydaj&#261; si&#281; mie&#263; na my&#347;li. Zwr&#243;&#263;my jednak baczn&#261; uwag&#281; na to, jak to osi&#261;gni&#281;to: w wi&#281;kszo&#347;ci przypadk&#243;w owa jedno&#347;&#263; bywa&#322;a narzucana si&#322;&#261;, a tylko wyj&#261;tkowo by&#322;a rezultatem &#380;ycze&#324; i d&#261;&#380;e&#324; ludzi, kt&#243;rych mia&#322;a dotyczy&#263;. Dzisiejsi naukowcy, arty&#347;ci czy standardowi intelektuali&#347;ci zdaj&#261; si&#281; nie mie&#263; nic przeciwko takiemu biegowi wypadk&#243;w &#8211; mog&#261; go nawet wspiera&#263;. To dlatego staraj&#261; si&#281; przenika&#263; do agend rz&#261;dowych, to dlatego irytuj&#261; si&#281;, gdy ich wytwory maj&#261; podlega&#263; kontroli publicznej, to dlatego podziwiaj&#261; kulturowych &#8222;lider&#243;w&#8221;, kt&#243;rzy podzielaj&#261; ich ideologi&#281; i ich &#380;&#261;dz&#281; w&#322;adzy, oraz tych, kt&#243;rzy wspieraj&#261; ich w swych rozgrywkach o w&#322;adz&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wasza t&#281;sknota za nowym &#8222;metadyskursem&#8221; niebezpiecznie pachnie historyczn&#261; powt&#243;rk&#261; z machinacji Konstantyna Wielkiego /3/ czy edukacji Indian ameryka&#324;skich. Ja z kolei preferuj&#281; tak&#261; form&#281; &#380;ycia, w kt&#243;rej unifikacje powstaj&#261; przypadkowo, wy&#322;aniaj&#261;c si&#281; z tymczasowych powi&#261;za&#324;, i kt&#243;re mog&#261; si&#281; rozpada&#263; w momencie, gdy powi&#261;zania te przestaj&#261; by&#263; ju&#380; atrakcyjne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Moja nast&#281;pna uwaga dotyczy tego, &#380;e sami wydajecie si&#281; nie by&#263; w stanie jednoznacznie ustosunkowa&#263; si&#281; do obecnej sytuacji &#8222;kultury &#347;wiatowej&#8221;. W swoim &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;O&#347;wiadczeniu redakcyjnym&lt;/i&gt; utrzymujecie, &#380;e mamy do czynienia z &#8222;chaosem kulturowym&#8221; pozbawionym jednocz&#261;cego elementu. Z kolei w swoim li&#347;cie stwierdzacie, i&#380; by&#263; mo&#380;e istnieje taki jednocz&#261;cy element, z tym &#380;e jest to element, kt&#243;rym gardzicie (pieni&#261;dze). Zgadzam si&#281; z Waszym listem: mamy do czynienia z rosn&#261;c&#261; uniformizacj&#261;, nie tylko w tzw. &#8222;pierwszym&#8221; &#347;wiecie (zabawna zarozumia&#322;o&#347;&#263;, nazywanie tego nad&#281;tego sp&#243;&#378;nialskiego &#8222;pierwszym&#8221; &#347;wiatem!), ale i w innych dziedzinach r&#243;wnie&#380;. Wszystkie r&#243;&#380;nice i pluralizmy, kt&#243;re wszak r&#243;wnie&#380; istniej&#261;, nikn&#261;, gdy tylko dokonujemy por&#243;wna&#324;. Pojawiaj&#261;ce si&#281; niewielkie zak&#322;&#243;cenia nie s&#261; w stanie zm&#261;ci&#263; spokoju General Motors, Procter &amp; Gamble czy Pentagonu. Mimo to, nawet w swoim li&#347;cie powtarzacie, &#380;e &#8222;rozprzestrzenianie si&#281; chaosu stanowi istot&#281; naszej kultury&#8221;. To brzmi sympatycznie, abstrakcyjnie i filozoficznie, ale ciekaw jestem, na ile wnikliwie zbadali&#347;cie spraw&#281;. Czy por&#243;wnali&#347;cie klientel&#281; mydlanych oper, Reverend Falwell /4/ czy Fina&#322;&#243;w Mistrzostw w Kr&#281;gle z klientel&#261; sztuki wsp&#243;&#322;czesnej albo sporu racjonalizm&#8211;irracjonalizm w filozofii? Dysponujecie stosownymi statystykami? Ocen&#261; si&#322;y zaanga&#380;owania? Ich wp&#322;ywem na nasze &#380;ycie? Nie s&#261;dz&#281;. Ja r&#243;wnie&#380; nie posiadam takich informacji, ale najprostsza kalkulacja pokazuje, &#380;e w &#380;aden spos&#243;b nie mo&#380;ecie mie&#263; racji: obecnie w USA i Kanadzie mamy oko&#322;o 10 000 filozof&#243;w. Wi&#281;kszo&#347;&#263; z nich to uni&#380;eni s&#322;udzy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;status quo&lt;/i&gt;, ale za&#322;&#243;&#380;my, &#380;e 25% z nich to &#8222;tw&#243;rcy chaosu&#8221; &#8211; co i tak jest znacznie zawy&#380;onym szacunkiem. Przypu&#347;&#263;my ponadto, &#380;e ka&#380;dy z owych &#8222;rewolucjonist&#243;w&#8221; ma po 100 student&#243;w. Wi&#281;kszo&#347;&#263; z nich uczestniczy w zaj&#281;ciach z filozofii tylko dlatego, &#380;e s&#261; one obowi&#261;zkowe, nudz&#261; si&#281; na nich &#347;miertelnie i s&#261; szcz&#281;&#347;liwi, gdy zaj&#281;cia i egzaminy si&#281; ko&#324;cz&#261;. Za&#322;&#243;&#380;my jednak, &#380;e 25% z nich staje si&#281; zaanga&#380;owanymi na&#347;ladowcami swojego niepokornego, &#8222;kreuj&#261;cego chaos&#8221;, nauczyciela. To daje nam ostatecznie 40 000 /5/. Czy wiecie, ile milion&#243;w ludzi ogl&#261;da serial &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dallas&lt;/i&gt;? Ilu ludzi ogl&#261;da Mundial? Znacie liczb&#281; wiernych widz&#243;w wszystkich telewizyjnych kaznodziej&#243;w? Pami&#281;tacie, ilu ludzi g&#322;osowa&#322;o na Reagana? Ilu ludzi wci&#261;&#380; popiera za&#322;o&#380;enia i styl uprawiania jego polityki? Rz&#261;d wielko&#347;ci idzie tu w dziesi&#261;tki milion&#243;w &#8211; niepor&#243;wnanie wi&#281;kszy ni&#380;, i tak ju&#380; przesadzony, wynik uzyskany w mojej ma&#322;ej kalkulacji.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Por&#243;wnajcie te&#380; &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;ilo&#347;&#263; pieni&#281;dzy&lt;/strong&gt;, kt&#243;ra wykorzystywana jest dla podtrzymania &#8222;chaosu&#8221;, z ilo&#347;ci&#261; pieni&#281;dzy wydawanych dla wsparcia &#8222;monotonii&#8221;. Zestawienie wielko&#347;ci odsetek PKB wydawanych na Ministerstwo Obrony z wydawanymi na pa&#324;stwow&#261; promocj&#281; sztuki, da&#322;oby pierwsze przybli&#380;enie. Ujawnia ono, na ile wyceniane s&#261; dzi&#347; nauki humanistyczne i sztuka &#8211; a &#8222;si&#322;y chaosu&#8221; to i tak jedynie drobna ich cz&#281;&#347;&#263;. Nie m&#243;wcie, &#380;e liczby i statystyki nie maj&#261; znaczenia. Arty&#347;ci i naukowcy od bada&#324; podstawowych nieustannie truj&#261; o pieni&#261;dzach, gdy chc&#261; pokaza&#263;, jak ma&#322;o uwagi po&#347;wi&#281;ca si&#281; ich dziedzinom. Ja niniejszym korzystam z tego samego argumentu, by podwa&#380;y&#263; Wasz&#261; tez&#281; o &#8222;rozprzestrzenianiu si&#281; chaosu&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/Przy okazji, nie powinni&#347;cie by&#263; tak skromni i t&#322;umaczy&#263; &#8222;redakcyjnym brakiem do&#347;wiadczenia&#8221; swoje uto&#380;samianie &#8222;kultury &#347;wiatowej&#8221; z &#8222;kultur&#261; pierwszego &#347;wiata&#8221;. Akademicy z wieloma tytu&#322;ami i wieloma ksi&#261;&#380;kami oraz artyku&#322;ami w dorobku m&#243;wili i m&#243;wi&#261; dok&#322;adnie w ten sam spos&#243;b. Wystarczy jeszcze raz przeczyta&#263; podany wy&#380;ej cytat z Husserla. Ludzie ci m&#243;wi&#261; o &#8222;kul-turze&#8221;, o &#8222;Cz&#322;owieku&#8221;, ale to, co maj&#261; na my&#347;li, to &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;oni sami&lt;/strong&gt; oraz tych kilka nieszcz&#281;snych stworze&#324; rozumiej&#261;cych ich teksty. Jak zatem widzicie, jeste&#347;cie w doborowym towarzystwie/.&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg/feyerabend1.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L150xH183/feyerabend1-b79ec.jpg' width='150' height='183' style='height:183px;width:150px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przejd&#281; teraz do ostatniego punktu, w jakim si&#281; z Wami nie zgadzam. Piszecie, i&#380; wierzycie &#8222;w &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;autonomi&#281;&lt;/strong&gt; sztuki, my&#347;li oraz uczu&#263; w stosunku do pieni&#281;dzy&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ponownie piszecie w spos&#243;b, kt&#243;ry mo&#380;e robi&#263; wra&#380;enie, ale nie ma w tym &#347;ladu wskaz&#243;wki m&#243;wi&#261;cej, jakie konkretne konsekwencje dla realnego &#347;wiata macie na my&#347;li. W prawdziwym &#347;wiecie artysta potrzebuje pieni&#281;dzy: pieni&#281;dzy na czynsz, jedzenie, farby, p&#281;dzle, wizyty w muzeach. By&#263; mo&#380;e on czy ona musi utrzymywa&#263; kochank&#281; lub &#380;on&#281;, kochanka lub m&#281;&#380;a, czasem nawet jedno i drugie, on czy ona, mog&#261; mie&#263; dzieci itd., itp. To samo dotyczy filozof&#243;w, tancerzy, re&#380;yser&#243;w, scenarzyst&#243;w, poet&#243;w. Wszyscy ci ludzie potrzebuj&#261; &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;i chc&#261;&lt;/strong&gt; wi&#281;kszych pensji i/lub wy&#380;szych cen za swoje utwory.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A zatem, co macie na my&#347;li pisz&#261;c o autonomii? Czy to, &#380;e artysta powinien sobie radzi&#263; bez pieni&#281;dzy i g&#322;odowa&#263; albo mieszka&#263; w szczurzej norze? Czy mo&#380;e to, &#380;e jej czy jemu powinno si&#281; zapewni&#263; wikt i opierunek, ale bez udzia&#322;u pieni&#281;dzy? Na bazie barteru na przyk&#322;ad? C&#243;&#380;, to ju&#380; zale&#380;y od samego artysty. Je&#347;li lubi mieszka&#263; w wiejskim sza&#322;asie i trzyma&#263; krow&#281; na mleko, to niech Moc b&#281;dzie z nim, niemniej jednak i do tego potrzeba jakich&#347; pieni&#281;dzy, cho&#263;by na pocz&#261;tek. A mo&#380;e macie na my&#347;li to, &#380;e w og&#243;le by&#322;oby lepiej, gdyby wok&#243;&#322; nas nie by&#322;o pieni&#281;dzy? To ciekawa mrzonka, ale bez zwi&#261;zku z naszym problemem, bo pytanie nie brzmi, jak arty&#347;ci mogliby &#380;y&#263; w Nibylandii, ale tu i teraz, w 1985 roku, w tym kraju. A tu i teraz istotne s&#261; pieni&#261;dze.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W samej istocie pieni&#281;dzy nie ma nic z&#322;ego. To &#347;rodek do osi&#261;gania r&#243;&#380;nych cel&#243;w. Bywa&#322;y one wykorzystywane do z&#322;ych cel&#243;w, a niekt&#243;rzy ludzie s&#261; nimi tak zafascynowani, &#380;e gotowi s&#261; po&#347;wi&#281;ci&#263; ca&#322;e swoje &#380;ycie dla ich akumulacji. Zak&#322;adam jednak, &#380;e nasz artysta nie jest jednym z takich ludzi /je&#347;liby jednak taki by&#322;, nie czyni&#322;oby go to zaraz gorszym artyst&#261;. Giotto cz&#281;sto wyk&#322;&#243;ca&#322; si&#281; o pieni&#261;dze i dok&#322;ada&#322; wielkich stara&#324;, by si&#281; bogaci&#263;, mimo to by&#322; jednym z najwi&#281;kszych artyst&#243;w, jaki kiedykolwiek &#380;y&#322;/.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A zatem nasz artysta b&#281;dzie korzysta&#322; z pieni&#281;dzy, ale nie b&#281;dzie ich czci&#322; jak Boga. Kto mu b&#281;dzie p&#322;aci&#322;? By&#263; mo&#380;e bogaty sponsor. W takim przypadku jednak, mo&#380;liwe, &#380;e artysta b&#281;dzie musia&#322; dostosowa&#263; swoj&#261; tw&#243;rczo&#347;&#263; do &#380;y-cze&#324; swojego patrona. Czy zatem, gdy m&#243;wicie o &#8222;autonomii&#8221;, macie na my&#347;li to, &#380;e &#243;w sponsor nie ma prawa ujawnia&#263; swoich &#380;ycze&#324;? Bo artysta, przez sam fakt bycia artyst&#261;, jest ponad innymi lud&#378;mi i nie podlega ich os&#261;dom? To jest czysty elitaryzm, kt&#243;ry odrzucam, tak jak odrzucam pogard&#281; dla innych ludzi, kt&#243;ry on implikuje. Nawet z wi&#281;ksz&#261; emfaz&#261; odrzucam elitaryzm tam, gdzie uwik&#322;any jest on w kwesti&#281; wydatk&#243;w publicznych. Je&#347;li kto&#347; jest op&#322;acany ze spo&#322;ecznych funduszy, to musi by&#263; got&#243;w zaakceptowa&#263; spo&#322;eczny nadz&#243;r. Mam niemi&#322;e podejrzenie, &#380;e gdy m&#243;wicie w sw&#243;j abstrakcyjny spos&#243;b o &#8222;autonomii&#8221; &#8211; chc&#261;c pozosta&#263; najwyra&#378;niej z daleka od tak niskiej i brudnej rzeczy jak pieni&#261;dze &#8211; to tak naprawd&#281; chcecie, by spo&#322;ecze&#324;stwo op&#322;aca&#322;o artystom (oraz naukowcom i innym &#8222;natchnionym&#8221;) ich prac&#281; i spos&#243;b &#380;ycia taki, jaki do nich widocznie pasuje, &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;tj. paso&#380;ytniczy&lt;/strong&gt;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Akademikom, korzystaj&#261;cym z czapki-niewidki &#8222;wolno&#347;ci akademickiej&#8221;, ju&#380; dawno uda&#322;o si&#281; uczyni&#263; paso&#380;ytnictwo godnym szacunku &#8211; teraz arty&#347;ci chc&#261; uszczkn&#261;&#263; co&#347; dla siebie. Jestem przeciwny paso&#380;ytnictwu (chyba &#380;e zgo-dz&#261; si&#281; na to zainteresowane strony), a to oznacza, &#380;e jestem przeciwny wolno&#347;ci akademickiej oraz, oczywi&#347;cie, przeciwny jakiejkolwiek jej odpowiadaj&#261;cej &#8222;wolno&#347;ci artystycznej&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Ale&#380; wielka sztuka&#8221; &#8211; zapewne odpowiecie &#8211; &#8222;zak&#322;ada ca&#322;kowit&#261; autonomi&#281; artysty&#8221;. Jednak wcale tak nie jest, jak tego dowiedli cho&#263;by arty&#347;ci renesansowi, kt&#243;rzy musieli s&#322;ucha&#263; w&#322;adz miejskich i prywatnych sponsor&#243;w czy kompozytorzy tacy jak Haydn i Mozart, kt&#243;rzy pisali &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Gebrauchmusik&lt;/i&gt;, dostawali za ni&#261; pieni&#261;dze i mimo to tworzyli arcydzie&#322;a w waszym ukochanym &#8222;pierwszym &#347;wiecie&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Ale&#380; dzi&#347;&#8221; &#8211; mo&#380;ecie si&#281; upiera&#263; &#8211; &#8222;sytuacja jest ca&#322;kiem inna! Dzisiejsza publika pozbawiona jest gustu &#8211; popatrzmy cho&#263;by na popularno&#347;&#263; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dallas&lt;/i&gt; i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dynastii&lt;/i&gt;&#8221;. Tu w&#322;a&#347;nie argumentujecie z Pogardy. &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dallas&lt;/i&gt; i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Dynastia&lt;/i&gt; to sztuka dla mas &#8211; to prawda. Ale na te masy sk&#322;adaj&#261; si&#281; poszczeg&#243;lne jednostki, a zatem mo&#380;ecie albo powiedzie&#263; &#8222;jednostki takie jak ty i ja&#8221; &#8211; wtedy b&#281;dziecie humanistami i uszanujecie ich wyb&#243;r &#8211; albo mo&#380;ecie powiedzie&#263; &#8222;jednostki bez gustu&#8221; &#8211; i wtedy b&#281;dziecie zarozumia&#322;ymi &#322;ajdakami, wi&#281;c dlaczego te masy mia&#322;yby wam p&#322;aci&#263;?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Poza tym, dobry film, a wi&#281;c film, kt&#243;ry jest artystyczny bez schlebiania wyrafinowanym gustom pojedynczych wysublimowanych dusz &#8211; a jest wiele takich film&#243;w &#8211; pokazuje, jak bliskie mo&#380;e by&#263; wsp&#243;&#322;dzia&#322;anie wielkiej sztuki z pieni&#281;dzmi. Kolaboracja taka nie jest rzecz&#261; prost&#261; &#8211; w og&#243;le niewiele wa&#380;nych rzeczy na tym &#347;wiecie jest proste &#8211; lecz mo&#380;e by&#263; owocna, a w&#322;a&#347;nie taka owocna wsp&#243;&#322;praca da&#322;a nam wielk&#261; sztuk&#281; przesz&#322;o&#347;ci, a nie mglisty (a u podstaw pogardliwy) wym&#243;g autonomii.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jeszcze jedna uwaga zanim sobie p&#243;jd&#281;. Cz&#281;sto obserwuj&#281; dyskusje i reakcje widz&#243;w na Phil Donahue Show /6/. To s&#261; zwyczajni ludzie, ci kt&#243;rzy ogl&#261;daj&#261; TV, chodz&#261; do kina, wielu z nich popiera ten czy inny element polityki Reaga-na, wielu z nich jest lud&#378;mi religijnymi, ci&#281;&#380;ko pracuj&#261; na swe dochody, by wychowa&#263; dzieci, by pomaga&#263; swym krewnym. Czytuj&#281; te&#380; autor&#243;w takich jak Russell Baker (jego autobiografi&#281;) czy Evelyn Keyes (jej autobiografi&#281;). Oni r&#243;wnie&#380; pisz&#261; o ludzkich sprawach, pisz&#261; jasno i prosto, u&#380;ywaj&#261; konkret&#243;w. Maj&#261; serce, okazuj&#261; m&#261;dro&#347;&#263; i zrozumienie. Cz&#281;sto bywaj&#261; zagubieni, czego&#347; nie wiedz&#261; &#8211; i o tym m&#243;wi&#261;. Nie chowaj&#261; swego zagubienia za pustymi s&#322;owami. Ot&#243;&#380; wygl&#261;da na to, &#380;e interesy tych ludzi oraz Wasze interesy id&#261; w parze &#8211; wszyscy jeste&#347;cie zaniepokojeni niekorzystnymi tendencjami &#8211; ale jaka&#380; r&#243;&#380;nica w j&#281;zyku! Prosta i osobista narracja z jednej strony, niestrawny bigos bezosobowych abstrakcji z drugiej. Wiem, co &lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;eksperci&lt;/strong&gt; m&#243;wi&#261; o tym kontra&#347;cie. M&#243;wi&#261;, &#380;e krytyka spo&#322;eczna podejmuje trudne kwestie i wymaga wykorzystania wysoce teoretycznego dyskursu, by da&#263; sobie z nimi rad&#281;. Moja odpowied&#378; na to jest taka, &#380;e dyskurs teoretyczny ma sens w naukach przyrodniczych, gdzie abstrakcyjna terminologia stanowi skr&#243;t uzyskanych ju&#380; rezultat&#243;w, natomiast teoretycznym tezom dotycz&#261;cym kwestii spo&#322;ecznych cz&#281;sto brak tre&#347;ci i staj&#261; si&#281; one albo nonsensowne, albo trywialnie fa&#322;szywe, gdy tre&#347;&#263; jest podana /zob. m&#243;j kr&#243;tki komentarz do Waszej g&#322;&#243;wnej tezy oraz apelu o &#8222;artystyczn&#261; autonomi&#281;&#8221;/. &#346;ciana niezrozumienia wznoszona przez taki j&#281;zyk opiera si&#281; zatem nie na wiedzy, lecz na uroszczeniach i ch&#281;ci zastraszenia &#8211; to jeszcze jeden pow&#243;d, by bardzo krytycznie przyjrze&#263; si&#281; wielu przywilejom, jakie uda&#322;o si&#281; intelektualistom wykra&#347;&#263; w naszym spo&#322;ecze&#324;stwie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;A teraz &#380;ycz&#281; Pa&#324;stwu wszystkiego najlepszego oraz sukces&#243;w w podejmowaniu dalszych dzia&#322;a&#324;!&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Berkeley, 1985
&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Paul Feyerabend&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Z j&#281;zyka angielskiego prze&#322;o&#380;y&#322; Marek Wi&#281;c&#322;aw&lt;/i&gt;&lt;/p&gt; &lt;hr class=&quot;spip&quot; /&gt;
&lt;h3 class=&quot;spip&quot;&gt;PRZYPISY:&lt;/h3&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;*P. Feyerabend, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Cultural Pluralism or Brave New Monotony?&lt;/i&gt;, [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Farewell to Reason&lt;/i&gt;, wyd. Verso, London 1987, s. 273&#8211;279.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/1/ Feyerabend ma tu na my&#347;li pierwsze staro&#380;ytne imperium semickie sprzed ok. 3000 r. p.n.e. w po&#322;udniowej Mezopotamii. Jego nazwa (u&#380;ywana ju&#380; w drugiej po&#322;owie III tysi&#261;clecia p.n.e.) pochodzi od stolicy Akad, za&#322;o&#380;onej ok. XXIV w. p.n.e. Akadowie na pocz&#261;tku III tysi&#261;clecia p.n.e. zamieszkiwali tereny na po&#322;udnie od Sumeru, gdzie utworzyli o&#347;rodki pa&#324;stwowe. W XXIV w. p.n.e. na tron wst&#261;pi&#322; Sargon Wielki I, za&#322;o&#380;yciel dynastii i tw&#243;rca pa&#324;stwa, obejmuj&#261;cego, opr&#243;cz Akadu, Sumer, rejon Mari i Ebla, Syri&#281; a&#380; po Liban i g&#243;ry Taurus, Subartu w p&#243;&#322;nocnej Mezopotamii oraz Elam (przyp. t&#322;um.).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/2/ Zaadaptowane przez Myke&#324;czyk&#243;w do potrzeb j&#281;zyka greckiego pismo Krety minojskiej zwane jest dzi&#347; przez archeolog&#243;w pismem linearnym B. Stosowane mi&#281;dzy 1100 a 1600 r. p.n.e. (przyp. t&#322;um.).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/3/ Szczeg&#243;&#322;y zob. np. Ch.S. Clifton, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Encyklopedia herezji i heretyk&#243;w&lt;/i&gt;, prze&#322;. R. Barto&#322;d, Oficyna Wydawnicza Atena 1996 (przyp. t&#322;um.).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/4/ Program Wielebnego Jerry'ego Falwella jest znanym w USA telewizyjnym forum przedstawiaj&#261;cym ortodoksyjno-konserwatywne pogl&#261;dy Ko&#347;cio&#322;a katolickiego. Dla przybli&#380;enia niekt&#243;rym charakteru tych wyst&#261;pie&#324;, warto mo&#380;e wspomnie&#263; m.in. o znanym ataku Wielebnego z marca 1999 roku na &#8211; znany r&#243;wnie&#380; w Polsce &#8211; program dzieci&#281;cy &#8222;Teletubisie&#8221;, kt&#243;ry Wielebny oskar&#380;y&#322; o przemycanie tre&#347;ci homoseksualnych (przyp. t&#322;um.).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/5/ Mo&#380;na mie&#263; w&#261;tpliwo&#347;ci, czy nie ma w tej kalkulacji jakiego&#347; niewielkiego b&#322;&#281;du rachunkowego. Nie ma on jednak znaczenia dla sensu tego argumentu Feyerabenda (przyp. t&#322;um.).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;/6/ Popularny w latach 80. i 90. telewizyjny &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;talk show&lt;/i&gt; w USA (przyp. t&#322;um.).&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		
		<enclosure url="http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg/Feyerabend_mlody.jpg" length="2957" type="image/jpeg" />
		
		<enclosure url="http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg/foto_feyerabend.jpg" length="30116" type="image/jpeg" />
		
		<enclosure url="http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg/feyerabend1.jpg" length="9799" type="image/jpeg" />
		

	</item>



	<item>
		<title>Baconowski model prawdopodobie&#324;stwa a Humowska teoria &#347;wiadectw</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article475</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article475</guid>
		<dc:date>2010-07-18T15:02:30Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Coleman Dorothy</dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22">Archiwum</category>


		<description>Baconowski model prawdopodobie&#324;stwa a Humowska teoria &#347;wiadectw &lt;br /&gt;Bacon, like Moses, led us forth at last, &lt;br /&gt;The barren Wilderness he past, &lt;br /&gt;Did on the very Border stand &lt;br /&gt;Of the best promis'd Land, &lt;br /&gt;And from the Mountain Top of his Exaltet Wit, &lt;br /&gt;Saw it himself, and shewed us it. &lt;br /&gt;Abraham Cowley (1667) &lt;br /&gt;I &lt;br /&gt;Hume bezustannie dowodzi&#322;, &#380;e &#380;adne &#347;wiadectwo nie wystarczy do tego, by uzasadni&#263; przekonanie o wyst&#261;pieniu cudu, rozumianego jako naruszenie prawa przyrody, &#8222;je&#380;eli nie jest ono tego (...)


-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique22" rel="directory"&gt;Archiwum&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Baconowski model prawdopodobie&#324;stwa a Humowska teoria &#347;wiadectw [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-1&quot; name=&quot;nh8-1&quot; id=&quot;nh8-1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[1] Baconian Probability and Hume&amp;#39;s Theory of Testimony, &#8222;Hume Studies&#8221; 27, (...)' &gt;1&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Bacon, like Moses, led us forth at last,&lt;br /&gt;
The barren Wilderness he past,&lt;br /&gt;
Did on the very Border stand&lt;br /&gt;
Of the best promis'd Land,&lt;br /&gt;
And from the Mountain Top of his Exaltet Wit,&lt;br /&gt;
Saw it himself, and shewed us it.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;/i&gt; Abraham Cowley (1667)&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;I&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume bezustannie dowodzi&#322;, &#380;e &#380;adne &#347;wiadectwo nie wystarczy do tego, by uzasadni&#263; przekonanie o wyst&#261;pieniu cudu, rozumianego jako naruszenie prawa przyrody, &#8222;je&#380;eli nie jest ono tego rodzaju, &#380;e jego fa&#322;szywo&#347;&#263; by&#322;aby wi&#281;kszym cudem ani&#380;eli fakt, kt&#243;ry ma by&#263; na jego podstawie wykazany&#8221; [BDR, X, 139]. Jego argument za t&#261; tez&#261; opiera si&#281; na za&#322;o&#380;eniu, &#380;e przy okre&#347;laniu wiarygodno&#347;ci &#347;wiadectwa za jakimkolwiek niezwyk&#322;ym wydarzeniem &#8211; czy to cudownym, czy jedynie odbiegaj&#261;cym od normy &#8211; &#8222;warto&#347;&#263; dowodowa &#347;wiadectwa mo&#380;e w takim wypadku ulec wi&#281;kszemu lub mniejszemu os&#322;abieniu, w zale&#380;no&#347;ci od tego, czy fakt jest mniej czy bardziej niezwyk&#322;y&#8221; [BDR, X, 136]. Paradoksalnie, zar&#243;wno obro&#324;cy, jak i krytycy Humowskiej &#8222;zasady os&#322;abiania&#8221; [ &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;diminution&lt;/i&gt; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;principle&lt;/i&gt; ] [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-2&quot; name=&quot;nh8-2&quot; id=&quot;nh8-2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[2] Lu&#378;ne okre&#347;lenie u&#380;yte przez Johna Earmana [Earman 2000, 49].' &gt;2&lt;/a&gt;] powo&#322;ywali si&#281; przy ocenie jego teorii &#347;wiadectw na Bayesowski model prawdopodobie&#324;stw warunkowych. Chocia&#380; to modne podej&#347;cie zgodne jest z naciskiem, jaki Hume k&#322;adzie na prawdopodobie&#324;stwo epistemiczne czy te&#380; prawdopodobie&#324;stwo proporcjonalne do &#347;wiadectw, wola&#322;abym pomin&#261;&#263; ten sp&#243;r, gdy&#380; obie strony bior&#261;ce w nim udzia&#322; przyjmuj&#261; bez wyja&#347;nienia, &#380;e wszelkie epistemiczne stopnie prawdopodobie&#324;stwa powinny by&#263; okre&#347;lone za pomoc&#261; Pascalowskiego modelu prawdopodobie&#324;stwa, czyli prawdopodobie&#324;stwa opartego na matematycznym rachunku szans, kt&#243;rego jedn&#261; z form jest bayezjanizm. B&#281;d&#281; broni&#263; Hume'a jego w&#322;asn&#261; broni&#261;, wykazuj&#261;c, &#380;e zarzuty oparte na rachunku szans s&#261; nieistotne dla oceny jego koncepcji &#347;wiadectw, poniewa&#380; model prawdopodobie&#324;stwa, na kt&#243;rym opiera si&#281; ta koncepcja, jest raczej baconowski ni&#380; pascalowski. Czo&#322;owy obro&#324;ca baconowskiego prawdopodobie&#324;stwa, L.J. Cohen, przyzna&#322; Hume'owi pierwsze&#324;stwo &#8232;w wyra&#378;nym wskazaniu, &#8222;&#380;e istnieje istotny rodzaj prawdopodobie&#324;stwa, kt&#243;ry nie mie&#347;ci si&#281; w strukturze przewidzianej przez rachunek szans&#8221;, co chyba najlepiej wida&#263; w Humowskim rozr&#243;&#380;nieniu na &#8222;prawdopodobie&#324;stwa wynikaj&#261;ce z analogii i prawdopodobie&#324;stwa wynikaj&#261;ce z przypadku lub przyczyny&#8221; [Cohen 1980a, 225]. Celem tego artyku&#322;u jest spojrzenie na Humowsk&#261; koncepcj&#281; &#347;wiadectw w &#347;wietle powy&#380;szego spostrze&#380;enia oraz om&#243;wienie konsekwencji, jakie st&#261;d p&#322;yn&#261; dla oceny Humowskiego argumentu przeciwko wiarygodno&#347;ci cud&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Krytycy Humowskiej zasady os&#322;abiania, od jemu wsp&#243;&#322;czesnych &#8211; George'a Campbella i Richarda Price'a &#8211; a&#380; po dzi&#347; dzie&#324; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-3&quot; name=&quot;nh8-3&quot; id=&quot;nh8-3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[3] [Campbell 1983; Price 1767, rozpr. IV]. Do ostatnich wersji tej krytyki (...)' &gt;3&lt;/a&gt;] wskazuj&#261;, &#380;e nawet umiarkowanie pewne &#347;wiadectwo za zdarzeniami o bardzo niskim uprzednim prawdopodobie&#324;stwie jest mimo wszystko wiarygodne. Za&#322;&#243;&#380;my, by pos&#322;u&#380;y&#263; si&#281; jednym z kontrprzyk&#322;ad&#243;w Price'a, &#380;e osoba z zawi&#261;zanymi oczami wybiera pi&#322;eczk&#281; z pojemnika, w kt&#243;rym jest 99 pi&#322;eczek bia&#322;ych i jedna czarna; za&#322;&#243;&#380;my dalej, &#380;e &#347;wiadek &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;W&lt;/i&gt; relacjonuje, i&#380; wybrano pi&#322;eczk&#281; czarn&#261;, i &#380;e tego typu relacje &#347;wiadka &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;W&lt;/i&gt; s&#261; poprawne w dziewi&#281;ciu na dziesi&#281;&#263; przypadk&#243;w. W omawianym przyk&#322;adzie prawdopodobie&#324;stwo, &#380;e wybrana pi&#322;eczka jest czarna, wynosi 99 do 1, podczas gdy prawdopodobie&#324;stwo, &#380;e &#347;wiadek &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;W&lt;/i&gt; m&#243;wi prawd&#281;, wynosi 9 do 1. Poniewa&#380; pierwsze prawdopodobie&#324;stwo jest ni&#380;sze od drugiego, Humowska zasada os&#322;abiania zdaje si&#281; czyni&#263; &#347;wiadectwo niegodnym zaufania, lecz jest to absurd. W zwi&#261;zku z tym Humowska regu&#322;a musi by&#263; fa&#322;szywa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Price'owska krytyka Hume'a opiera si&#281; na dziele Thomasa Bayesa [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-4&quot; name=&quot;nh8-4&quot; id=&quot;nh8-4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[4] Jego rozprawa odnosi si&#281; do manuskryptu Bayesa [Bayes 1763]; po&#347;miertne (...)' &gt;4&lt;/a&gt;]. Jako bayezjanista Price wierzy&#322;, &#380;e wszelkie stopnie przekona&#324; czy prawdopodobie&#324;stwa s&#261; policzalne i &#380;e wszelkie racjonalne stopnie przekona&#324; wpisuj&#261; si&#281; &#8232;w Pascalowski model rachunku szans. Krytyka Price'a zrobi&#322;a najwyra&#378;niej wra&#380;enie na Humie, kt&#243;ry napisa&#322; do niego:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#347;wiat&#322;o, w jakim umie&#347;ci&#322;e&#347; t&#281; kontrowersj&#281; jest nowe, wiarygodne, pomys&#322;owe i by&#263; mo&#380;e nawet pewne. Potrzebuj&#281; jednak nieco wi&#281;cej czasu, by to rozwa&#380;y&#263;, nim wydam os&#261;d z satysfakcj&#261; dla mnie samego [Hume 1954, 233&#8211;234].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;P&#243;&#378;niejsze poprawki, wprowadzone przez Hume'a do eseju, nie wskazuj&#261; jednak na sprzeniewierzenie si&#281; zasadzie os&#322;abiania ani konkluzjom, jakie z niej wyci&#261;gn&#261;&#322;. Mo&#380;e to oznacza&#263;, &#380;e albo z czasem zadowoli&#322; si&#281; faktem, i&#380; Price'owska krytyka mija&#322;a si&#281; z sednem sprawy, albo te&#380;, &#380;e jego s&#322;owa skierowane do Price'a by&#322;y niczym wi&#281;cej, jak pe&#322;nym uznania i wzajemno&#347;ci gestem uprzejmo&#347;ci za nader przyjazn&#261; form&#281;, w jakiej Price wyrazi&#322; swe zastrze&#380;enia, i &#380;e wcale nie chodzi&#322;o o to, by na nie odpowiedzie&#263; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-5&quot; name=&quot;nh8-5&quot; id=&quot;nh8-5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[5] W tym samym li&#347;cie Hume pisa&#322;: &#8222;Nader jest rzecz&#261; rzadk&#261; spotka&#263; Sp&#243;r (...)' &gt;5&lt;/a&gt;]. Trzymaj&#261;c si&#281; swej ustalonej, naczelnej zasady, by &#8222;zawsze pozostawia&#263; czytelnikom wyb&#243;r mi&#281;dzy moimi adwersarzami a mn&#261;, wstrzymuj&#261;c si&#281; od odpowiedzi&#8221;, wydaje si&#281; bardziej prawdopodobne, &#380;e nigdy nie zamierza&#322; mu odpowiedzie&#263;, gdy&#380;, jak to wyja&#347;ni&#322; innemu krytykowi, Campbellowi, po zrobieniu wyj&#261;tku od tej zasady, &#8222;[jego] przysz&#322;e milczenie przy byle okazji interpretowano by jako nieumiej&#281;tno&#347;&#263; odpowiedzenia, co oznacza&#322;oby pora&#380;k&#281;&#8221; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-6&quot; name=&quot;nh8-6&quot; id=&quot;nh8-6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[6] List 194 do George&amp;#39;a Campbella, 7 VI 1762 r., w: [Hume 1932, (...)' &gt;6&lt;/a&gt;]. Tak czy inaczej, Humowskie okre&#347;lenie kontrprzyk&#322;ad&#243;w Price'a jako &#8222;czego&#347; nowego&#8221; by&#322;o pewn&#261; przesad&#261; z jego strony. Ju&#380; cho&#263;by Joseph Butler zgromadzi&#322; podobne zarzuty wobec prekursor&#243;w Humowskiego rozumowania w swym dziele &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Analogy of Religion&lt;/i&gt; , pracy, z kt&#243;r&#261; Hume by&#322; najprawdopodobniej gruntownie obeznany przed pub-likacj&#261; swego eseju [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-7&quot; name=&quot;nh8-7&quot; id=&quot;nh8-7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[7] [Butler 1736, cz. II]. Butler wskazywa&#322;, &#380;e skoro nawet najbardziej (...)' &gt;7&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zar&#243;wno wsp&#243;&#322;cze&#347;ni obro&#324;cy, jak i krytycy Humowskiej zasady os&#322;abiania powo&#322;uj&#261; si&#281; na bayesowskie analizy prawdopodobie&#324;stw warunkowych, kt&#243;re wyewoluowa&#322;y z formy, b&#281;d&#261;cej inspiracj&#261; dla Price'owskiej krytyki. Je&#347;li jednak wykorzystywany przez Hume'a model prawdopodobie&#324;stwa jest raczej baconowski ni&#380; pascalowski, w&#243;wczas kontrprzyk&#322;ady oparte na grach przypadku by&#322;yby nieadekwatne do oceny jego koncepcji &#347;wiadectw. Podstawow&#261; cech&#261; indukcji Bacona jest metoda eliminacyjna [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-8&quot; name=&quot;nh8-8&quot; id=&quot;nh8-8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[8] &#8222;Przez wy&#322;&#261;czanie [exclusion] po&#322;o&#380;yli&#347;my fundamenty prawdziwej indukcji&#8221; (...)' &gt;8&lt;/a&gt;]. Trudno o dobitniejsze pokazanie przez Hume'a, &#380;e jego koncepcja &#347;wiadectw za cudami oparta jest na prawdopodobie&#324;stwie baconowskim, ni&#380; to wida&#263; w komentarzu, &#380;e &#8222;takie &#8232;same zasady rozumowania przyjmowa&#322;, jak si&#281; zdaje, Lord Bacon&#8221; [BDR, &#8232;X, 158], w kt&#243;rym Hume ilustruje swoje w&#322;asne pogl&#261;dy, przywo&#322;uj&#261;c Baconowsk&#261; wyk&#322;adni&#281; w&#322;a&#347;ciwego u&#380;ycia &#8222;wypadk&#243;w zbaczaj&#261;cych&#8221; do eliminacji hipotez alternatywnych:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#8222;Powinni&#347;my&#8221;, powiada, &#8222;sporz&#261;dzi&#263; kolekcj&#281; czyli specjaln&#261; histori&#281; naturaln&#261; wszystkich potwor&#243;w i cudownych p&#322;od&#243;w przyrody, jednym s&#322;owem wszystkiego, co w przyrodzie jest nowe, rzadkie i niezwyk&#322;e. Trzeba jednak przestrzega&#263; tu nadzwyczaj surowych regu&#322; badawczych, a&#380;eby nie rozmin&#261;&#263; si&#281; z prawd&#261;. Przede wszystkim za&#347; nale&#380;y uwa&#380;a&#263; za podejrzan&#261; ka&#380;d&#261; relacj&#281; zawis&#322;&#261; w jakiej&#347; mierze od religii, jak np. dziwy, o kt&#243;rych opowiada Liwiusz; w niemniejszym za&#347; stopniu wszystko to, o czym czytamy u pisarzy zajmuj&#261;cych si&#281; magi&#261; czy alchemi&#261; lub u innych tego rodzaju autor&#243;w, kt&#243;rzy bez wyj&#261;tku zdaj&#261; si&#281; mie&#263; nieposkromion&#261; sk&#322;onno&#347;&#263; do fa&#322;szu i bajek&#8221; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-9&quot; name=&quot;nh8-9&quot; id=&quot;nh8-9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[9] Zob. [Bacon 1955, 240&#8211;241]. Ust&#281;p ten nie jest jedyn&#261; okazj&#261;, przy kt&#243;rej (...)' &gt;9&lt;/a&gt;] [BDR, X, 158].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Humowskiej aluzji do Bacona nie powinno si&#281; myli&#263; z dogmatycznym odrzuceniem religii objawionej, opartym na wulgarnym odwo&#322;ywaniu si&#281; do autorytetu. Wprost przeciwnie, jego teoria &#347;wiadectw dostarcza bardziej umotywowanego, systematycznego uzasadnienia sceptycyzmu wobec cud&#243;w religijnych, ni&#380; to, kt&#243;re zaproponowa&#322; sam Bacon. Celem wi&#281;c aluzji do Bacona zdaje si&#281; by&#263; podkre&#347;lenie przekonania, &#380;e wiarygodno&#347;&#263; &#347;wiadectw powinno si&#281; mierzy&#263; nie tyle za pomoc&#261; indukcji eliminacyjnej, ile raczej za pomoc&#261; rachunku szans.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Prawdopodobnie jednym z powod&#243;w, dla kt&#243;rych komentatorzy zwykle broni&#261; lub krytykuj&#261; Humowsk&#261; koncepcj&#281; prawdopodobie&#324;stwa &#347;wiadectw, posi&#322;kuj&#261;c si&#281; modelem Pascalowskim, jest to, &#380;e Baconowska indukcja, po ponad dw&#243;ch wiekach b&#322;&#281;dnych interpretacji, zosta&#322;a odrzucona jako &#347;lepy zau&#322;ek w historii teorii prawdopodobie&#324;stwa. Typowe opaczne interpretacje utrzymuj&#261;, &#380;e Bacon &#8222;mia&#322; ma&#322;o lub zgo&#322;a nic wsp&#243;lnego z prawdopodobie&#324;stwem&#8221; [Hacking 1978], albo uznaj&#261;, &#380;e enumeracyjna cz&#281;&#347;&#263; jego metody wyczerpywa&#322;a jego teori&#281; indukcji, bagatelizuj&#261;c przy tym niemal zupe&#322;nie analogiczno-hipotetyczny typ rozumowania, uznany przez niego za sk&#322;adow&#261; procesu indukcyjnego, albo wreszcie redukuj&#261; jego metod&#281; wnioskowania eliminacyjnego do &#8222;dedukcji&#8221; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-10&quot; name=&quot;nh8-10&quot; id=&quot;nh8-10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[10] W ramach przegl&#261;du r&#243;&#380;nych interpretacji &#8222;bakonizmu&#8221; zob. [Perez-Ramos (...)' &gt;10&lt;/a&gt;]. Ra&#380;&#261;cym przyk&#322;adem takiego lekcewa&#380;&#261;cego podej&#347;cia, na kt&#243;re silny wp&#322;yw mia&#322; Karl Popper, jest uwaga Imre Lakatosa, &#380;e &#8222;metod&#281; Bacona bior&#261; dzi&#347; na powa&#380;nie jedynie najwi&#281;ksi prowincjusze i nieuki&#8221; [Lakatos 1968, 318]. Bardziej wsp&#243;&#322;czesne osi&#261;gni&#281;cia w teorii prawdopodobie&#324;stwa, takie jak prace L.J. Cohena, A. Grunbauma i Davida Schuma [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-11&quot; name=&quot;nh8-11&quot; id=&quot;nh8-11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[11] [Cohen 1977, 13; Cohen 1980a, 219&#8211;231; Cohen 1980b, 156&#8211;171; Cohen 1989, (...)' &gt;11&lt;/a&gt;], jak i ostatnie wysi&#322;ki interpretacyjne dotycz&#261;ce &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Novum Organum&lt;/i&gt; Bacona [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-12&quot; name=&quot;nh8-12&quot; id=&quot;nh8-12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[12] [Perez-Ramos 1988, rozdz. 17&#8211;18].' &gt;12&lt;/a&gt;], przecz&#261; tej ocenie, i cho&#263; obro&#324;cy prawdopodobie&#324;stwa Baconowskiego pozostaj&#261; w mniejszo&#347;ci, ich sprzeciw wobec &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;status quo&lt;/i&gt; jest ogromny i zas&#322;uguje na uwag&#281; badaczy Hume'a. Cohen zasugerowa&#322;, &#380;e tym, co wsp&#243;lne wszystkim koncepcjom prawdopodobie&#324;stwa, jest fakt, i&#380; dostarczaj&#261; one r&#243;&#380;nych kryteri&#243;w obliczania stopni &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;dowodliwo&#347;ci&lt;/i&gt; , i &#380;e stopnie te dopuszczaj&#261; dwa rodzaje skal. Skale Pascalowskie traktuj&#261; mniejsze ekstremum prawdopodobie&#324;stwa jako mo&#380;liwo&#347;&#263; obalenia lub logiczn&#261; niemo&#380;liwo&#347;&#263;; Baconowskie natomiast traktuj&#261; mniejsze ekstremum jedynie jako niedowodliwo&#347;&#263; tudzie&#380; brak dowodu [Cohen 1980a, 224&#8211;225]. Poniewa&#380; prawdopodobie&#324;stwo Baconowskie wykorzystuje inne mniejsze ekstremum ni&#380; Pascalowskie, to aksjomaty matematyczne, kt&#243;re stosuj&#261; si&#281; do tego drugiego, takie jak regu&#322;y dope&#322;nieniowe negacji, dodawania &#8232;i mno&#380;enia, nie stosuj&#261; si&#281; do pierwszego, co sprawia, &#380;e stopnie prawdopodobie&#324;stwa Baconowskiego maj&#261; charakter porz&#261;dkowy, a nie matematyczny. To wzgl&#261;d na kontekst okre&#347;la, kt&#243;ra skala jest bardziej u&#380;yteczna czy stosowna. Baconowskie stopnie dowodliwo&#347;ci, jak wskazuj&#261; ich zwolennicy, s&#261; szczeg&#243;lnie przydatne przy ocenie zr&#243;&#380;nicowanej wagi tudzie&#380; stosowno&#347;ci &#347;wiadectw [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-13&quot; name=&quot;nh8-13&quot; id=&quot;nh8-13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[13] [Cohen 1977, cz. 1, rozdz. 3; Schum 1994, rozdz. 5.5].' &gt;13&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Chc&#261;c broni&#263; Humowskiej zasady os&#322;abiania i jej zastosowa&#324;, post&#261;pi&#281; nast&#281;puj&#261;co. W cz&#281;&#347;ci II przedstawi&#281; og&#243;ln&#261; Humowsk&#261; koncepcj&#281; prawdopodobie&#324;stwa, by pokaza&#263;, kt&#243;re okoliczno&#347;ci kontekstowe by&#322;y, jego zdaniem, istotne dla oceny prawdopodobie&#324;stwa w skali Baconowskiej, a nie Pascalowskiej. W cz&#281;&#347;ci III wyja&#347;ni&#281;, jakie s&#261; tego konsekwencje dla jego teorii &#347;wiadectw. Wreszcie w cz&#281;&#347;ci IV wyja&#347;ni&#281;, dlaczego Hume wierzy&#322;, &#380;e Baconowskie metody indukcji eliminacyjnej mog&#261; uzasadni&#263; globalny sceptycyzm wobec &#347;wiadectw za cudami religijnymi, bez konieczno&#347;ci zag&#322;&#281;biania si&#281; &#8232;w szczeg&#243;&#322;ow&#261; ocen&#281; tych cud&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;
II&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Prawdopodobie&#324;stwo Przypadk&#243;w, Przyczyn i Analogii&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Bli&#380;sze okre&#347;lenie stanowiska Hume'a najlepiej chyba zacz&#261;&#263; od analizy tych rozdzia&#322;&#243;w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; Traktatu o naturze ludzkiej&lt;/i&gt; i &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Bada&#324; dotycz&#261;cych rozumu ludzkiego&lt;/i&gt; , kt&#243;re po&#347;wi&#281;ca on prawdopodobie&#324;stwu [TNL, I, III, 11&#8211;12 i BDR, VI]. &#8232;W &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; Hume opisuje prawdopodobie&#324;stwo jako jeden z &#8222;wielu r&#243;&#380;nych stopni oczywisto&#347;ci&#8221; i, id&#261;c za Lockiem [zob. Locke 1955, II, 202&#8211;214], charakteryzuje te stopnie jako r&#243;&#380;ne formy ludzkiego poznania. W &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Badaniach&lt;/i&gt; okre&#347;la prawdopodobie&#324;stwo jako jeden z wielu &#8222;stopni przekona&#324;&#8221;, kt&#243;ry &#322;&#261;czy nast&#281;pnie w komentarzu z przeprowadzonym w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; rozr&#243;&#380;nieniem na rodzaje argument&#243;w lub &#347;wiadectw. W obydwu dzie&#322;ach przeciwstawione s&#261; sobie r&#243;wnie&#380; dwa sposoby u&#380;ycia terminu &#8222;prawdopodobie&#324;stwo&#8221; &#8211; u&#380;ycie &#8222;filozoficzne&#8221; kojarzy on z Lockiem, praktyczne za&#347; z &#8222;potocznym dyskursem&#8221;. Konwencja filozoficzna przeciwstawia prawdopodobie&#324;stwo wiedzy demonstratywnej lub apriorycznej, zgodnie z moc&#261; rozstrzygaj&#261;c&#261;, w&#322;a&#347;ciw&#261; ka&#380;demu rodzajowi &#347;wiadectw. Filozofowie w rodzaju Locke'a, kt&#243;rzy definiuj&#261; wiedz&#281; jako prawdziwe przekonanie oparte wy&#322;&#261;cznie na logicznej relacji mi&#281;dzy ideami, s&#261;, jak wyja&#347;nia Hume, &#8222;zobowi&#261;zani&#8221; do tego, by przypisywa&#263; wszelkim przekonaniom indukcyjnym og&#243;lne miano prawdopodobie&#324;stwa, gdy&#380; negacja jakiegokolwiek indukcyjnie uzasadnionego wniosku, nawet najlepiej popartego do&#347;wiadczeniem, pozostaje logicznie mo&#380;liwa. Przyznaj&#261;c, &#380;e w swym badaniu przekonania przyczynowego &#8222;trzyma&#322; si&#281; tego sposobu wyra&#380;ania si&#281;&#8221;, Hume ostrzega, i&#380; &#8222;potocznie twierdzimy cz&#281;sto, &#380;e wiele wywod&#243;w, opieraj&#261;cych si&#281; na przyczynowo&#347;ci, wychodzi poza prawdopodobie&#324;stwo&#8221; [TNL, I, 165; por. BDR, VI, 70 n.], i wyja&#347;nia jednocze&#347;nie, i&#380; by&#322;oby niedorzeczno&#347;ci&#261; uwa&#380;a&#263; jedynie za &#8222;prawdopodobne&#8221; to, &#380;e s&#322;o&#324;ce jutro wzejdzie, gdy&#380; tego typu wnioskowania, poparte jednostajnym do&#347;wiadczeniem, usprawiedliwiaj&#261; stopie&#324; pewno&#347;ci czy prze&#347;wiadczenia, kt&#243;ry nie pozostawia miejsca na rzeczywist&#261; w&#261;tpliwo&#347;&#263; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-14&quot; name=&quot;nh8-14&quot; id=&quot;nh8-14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[14] Istotnie, Richard Price odrzuci&#322; Humowsk&#261; charakterystyk&#281; &#8222;dowodu&#8221;, (...)' &gt;14&lt;/a&gt;]. W potocznym dyskursie natomiast prawdopodobie&#324;stwo dotyczy wnioskowa&#324;, kt&#243;re nie osi&#261;gaj&#261; progu rzeczywistej pewno&#347;ci, gdy&#380; popieraj&#261;ce je &#347;wiadectwa nie s&#261; doskonale jednostajne. By pos&#322;u&#380;y&#263; si&#281; przyk&#322;adem zaczerpni&#281;tym przez Hume'a od Bacona [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-15&quot; name=&quot;nh8-15&quot; id=&quot;nh8-15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[15] Zob. [Bacon 1955, 311].' &gt;15&lt;/a&gt;]: chocia&#380; rabarbar &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;zwykle&lt;/i&gt; skutkuje przeczyszczeniem, nie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;zawsze&lt;/i&gt; si&#281; tak dzieje. Podsumowuje on t&#281; koncepcj&#281; prawdopodobie&#324;stwa, wyr&#243;&#380;niaj&#261;c trzy &#8222;stopnie oczywisto&#347;ci&#8221; tudzie&#380; rozumowa&#324;, mianowicie &#8222;wiedz&#281; oczywist&#261;, poznanie na podstawie dowod&#243;w oraz poznanie na podstawie prawdopodobie&#324;stw&#8221; [TNL, I, 165&#8211;166; por. BDR, VI, 70 n.]. Wnioski p&#322;yn&#261;ce z demonstracji s&#261; pewne logicznie; wnioski wyci&#261;gni&#281;te &#8232;z dowod&#243;w s&#261; pewne moralnie lub praktycznie, wyci&#261;gni&#281;te za&#347; z prawdopodobie&#324;stw s&#261; mniej ni&#380; praktycznie pewne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pos&#322;uguj&#261;c si&#281; terminem &#8222;prawdopodobie&#324;stwo&#8221; w sensie zaczerpni&#281;tym &#8232;z dyskursu potocznego, Hume okre&#347;la nast&#281;pnie dwa rodzaje prawdopodobie&#324;stwa, mianowicie prawdopodobie&#324;stwo przypadk&#243;w i prawdopodobie&#324;stwo przyczyn. Przez prawdopodobie&#324;stwo przyczyn rozumie on stopie&#324; niepewno&#347;ci wynikaj&#261;cy z nieznajomo&#347;ci przyczyn; przez prawdopodobie&#324;stwo przypadku rozumie za&#347; stopie&#324; niepewno&#347;ci wynikaj&#261;cy z domniemanego braku przyczynowo&#347;ci. B&#281;d&#261;c przekonany, &#380;e &#8222;przypadek nie jest sam w sobie niczym realnym&#8221; [TNL, I, 166], i &#380;e &#8222;to, co popularnie nazywa si&#281; przypadkiem, nie jest niczym innym ni&#380; utajon&#261; i ukryt&#261; przyczyn&#261;&#8221; [TNL, I, 173], utrzymuje on, &#380;e koncepcja przypadku jako braku przyczynowo&#347;ci pomocna jest przy badaniu prawdopodobie&#324;stwa przyczyn, poniewa&#380;, jak t&#322;umaczy, &#8222;nieznajomo&#347;&#263; rzeczywistej przyczyny zjawiska oddzia&#322;uje na rozum w taki sam spos&#243;b i wytwarza taki sam typ przekona&#324; czy pogl&#261;d&#243;w&#8221; jak hipotetyczny przypadek &#8232;[BDR, VI, 70], mianowicie &#8222;zr&#243;wnuje on [przypadek &#8211; B.M.] ca&#322;kowicie wszystkie poszczeg&#243;lne wchodz&#261;ce w gr&#281; zdarzenia&#8221; pod wzgl&#281;dem ich prawdopodobie&#324;stwa [BDR, VI, 71]. Koncepcj&#281; t&#281; ilustruje analiza mo&#380;liwych wynik&#243;w rzutu kostk&#261;. Gdyby wyniki rzutu zale&#380;a&#322;y wy&#322;&#261;cznie od przypadku, nie by&#322;oby powod&#243;w s&#261;dzi&#263;, &#380;e kostka powinna raczej spocz&#261;&#263; na jednej ze swych &#347;cianek, ni&#380; zawisn&#261;&#263; w powietrzu lub zupe&#322;nie znikn&#261;&#263;. M&#243;wi&#261;c dos&#322;ownie, wszystko mo&#380;e si&#281; zdarzy&#263;. Pierwszym warunkiem, kt&#243;ry musi zosta&#263; spe&#322;niony, aby jeden wynik przypadku by&#322; bardziej prawdopodobny ni&#380; drugi, jest istnienie ukrytych przyczyn, kt&#243;re ogranicza&#322;yby zasi&#281;g przypadk&#243;w. Ten warunek jest konieczny, ale nie wystarczaj&#261;cy: skoro ukryte przyczyny ograniczaj&#261; zakres mo&#380;liwych wynik&#243;w przypadku, co w omawianej sytuacji, jak wyja&#347;nia Hume, oznacza, &#380;e rzucona kostka musi wyl&#261;dowa&#263; na jednej ze swych sze&#347;ciu &#347;cianek, ka&#380;dy spo&#347;r&#243;d mo&#380;liwych tu wynik&#243;w ma takie samo prawdopodobie&#324;stwo zaistnienia jak inny, za&#322;o&#380;ywszy &#380;e nie ma dodatkowych przyczyn decyduj&#261;cych o tym, kt&#243;ra &#347;cianka wypadnie [TNL, I, 167&#8211;168]. Drugim zatem warunkiem, kt&#243;ry musi zosta&#263; spe&#322;niony, aby jeden wynik przypadku by&#322; bardziej prawdopodobny ni&#380; drugi, jest ilo&#347;ciowa przewaga w obr&#281;bie jednego rodzaju &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;r&#243;wnie prawdopodobnych&lt;/i&gt; wynik&#243;w, w stosunku do rodzaju drugiego. Je&#347;li zatem prawdopodobie&#324;stwo, &#380;e kostka wyl&#261;duje na jednej ze swych sze&#347;ciu &#347;cianek wynosi 1/6, a na czterech spo&#347;r&#243;d nich widnieje ta sama figura, to prawdopodobie&#324;stwo wypadni&#281;cia tej figury wynosi 4/6 i jest ono wi&#281;ksze ni&#380; prawdopodobie&#324;stwo wypadni&#281;cia innej [TNL, I, 169&#8211;70].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#377;r&#243;d&#322;em niepewno&#347;ci, je&#347;li chodzi o prawdopodobie&#324;stwo przypadk&#243;w, jest domniemany brak przyczynowo&#347;ci, decyduj&#261;cej o poszczeg&#243;lnych wynikach. Dla odmiany, &#378;r&#243;d&#322;em niepewno&#347;ci odno&#347;nie do prawdopodobie&#324;stwa przyczyn jest nieznajomo&#347;&#263; przyczyn wywieraj&#261;cych wp&#322;yw na wyniki. Pomimo tych r&#243;&#380;nic metoda obliczania stopni prawdopodobie&#324;stwa przyczyn i przypadk&#243;w jest taka sama. Wskutek nieznajomo&#347;ci ukrytych przyczyn, kt&#243;re t&#322;umaczy&#322;yby r&#243;&#380;ne wyniki, ka&#380;dy ju&#380; uzyskany wynik, jak wyja&#347;nia Hume,&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;mo&#380;na rozwa&#380;a&#263; jako pewnego rodzaju zdarzenie mo&#380;liwe czy przypadkowe, jako &#380;e jest dla nas niepewne, czy rzecz dana zrealizuje si&#281; zgodnie z jednym do&#347;wiadczeniem minionym, czy te&#380; z innym; a z tej racji wszystko, co zosta&#322;o powiedziane o tamtym rodzaju prawdopodobie&#324;stwa, stosuje si&#281; do tematu, kt&#243;ry rozwa&#380;amy obecnie [TNL, I, 179].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Podobnie jak w wypadku wi&#281;kszego prawdopodobie&#324;stwa przypadku, wi&#281;ksze prawdopodobie&#324;stwo przyczyn wymaga (1) czego&#347;, co ogranicza zakres r&#243;wnie prawdopodobnych wynik&#243;w, kt&#243;re mo&#380;na wzi&#261;&#263; pod uwag&#281;, oraz (2) przewagi liczebnej takich samych r&#243;wnie prawdopodobnych wynik&#243;w, mieszcz&#261;cych si&#281; w tym zakresie. Poniewa&#380; ka&#380;dy miniony wynik, jak wyja&#347;nia Hume, &#8222;przemawia co najmniej za mo&#380;liwo&#347;ci&#261; na przysz&#322;o&#347;&#263;&#8221; [TNL, I, 180], oraz poniewa&#380; o relacjach przyczynowych mo&#380;emy s&#261;dzi&#263; &#8222;jedynie na podstawie naszego do&#347;wiadczenia minionego&#8221;, to zakres mo&#380;liwych do rozwa&#380;enia wynik&#243;w ogranicza si&#281; wy&#322;&#261;cznie do wynik&#243;w ju&#380; uzyskanych [TNL, I, 177], przy tym ka&#380;dy z nich ma t&#281; sam&#261; moc, je&#347;li chodzi o okre&#347;lenie prawdopodobie&#324;stwa wyniku przysz&#322;ego. Poniewa&#380; ka&#380;dy uzyskany ju&#380; wynik ma t&#281; sam&#261; moc, jedynie przewaga liczebna takich samych r&#243;wnie prawdopodobnych wynik&#243;w okre&#347;la, kt&#243;ry wynik jest bardziej prawdopodobny [TNL, I, 181]. Opium, jak zaznacza Hume, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; zwykle&lt;/i&gt; wywo&#322;uje senno&#347;&#263;, jednak na skutek wp&#322;ywu &#8222;niedostrzegalnych przyczyn&#8221; mo&#380;e ono nie da&#263; swego zwyczajnego efektu &#8232;[BDR, VI, 72]. Je&#347;li przyczyny ingeruj&#261;ce i pewne istotne czynniki s&#261; nieznane, wszystkie przypadki za&#380;ycia opium wydaj&#261; si&#281; &#8222; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;pozornie&lt;/i&gt; zupe&#322;nie podobne&#8221; [ibid.]. W tej sytuacji stopie&#324; prawdopodobie&#324;stwa, &#380;e opium wywo&#322;a senno&#347;&#263;, zale&#380;y wy&#322;&#261;cznie od ilo&#347;ciowej r&#243;&#380;nicy mi&#281;dzy wynikami pozytywnymi a negatywnymi [TNL, I, 181&#8211;182] &#8211; m&#243;wi&#261;c w skr&#243;cie, okre&#347;lony jest za pomoc&#261; indukcji enumeracyjnej.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Humowska koncepcja prawdopodobie&#324;stwa przypadk&#243;w i przyczyn jednoznacznie pokazuje, &#380;e by&#322; on obeznany z podstawowymi poj&#281;ciami prawdopodobie&#324;stwa opartego na rachunku szans. Jest za&#347; mniej oczywiste, czy odnalaz&#322; w tej koncepcji &#8222;og&#243;ln&#261; metod&#281; wydobywania i oceny ka&#380;dego prawdopodobnego argumentu&#8221; [Merrill 1991, 91; zob. te&#380; Earman 2000, 25], &#322;&#261;cznie &#8232;z tymi, kt&#243;re dotyczy&#322;y wiarygodno&#347;ci &#347;wiadectw. Wci&#261;&#380; powracaj&#261;cy zarzut tych, kt&#243;rzy uwa&#380;aj&#261;, &#380;e mu si&#281; to uda&#322;o, g&#322;osi, &#380;e jego analiza prawdopodobie&#324;stwa zmusza go do uznania &#8222;prostej regu&#322;y&#8221; indukcji [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-16&quot; name=&quot;nh8-16&quot; id=&quot;nh8-16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[16] W ramach najnowszej krytyki rzekomego wykorzystania przez Hume&amp;#39;a (...)' &gt;16&lt;/a&gt;]. Ilustracj&#261; niech b&#281;dzie jeden z Humowskich przyk&#322;ad&#243;w prawdopodobie&#324;stwa: je&#347;li dotychczasowe do&#347;wiadczenie pokazuje, &#380;e 19 z 20 statk&#243;w wraca bezpiecznie do portu, to prawdopodobie&#324;stwo bezpiecznego powrotu dowolnego statku opuszczaj&#261;cego port, je&#347;li korzystamy z regu&#322;y obliczania prawdopodobie&#324;stwa przyczyn, wynosi 19/20 [TNL, I, 178]. Lecz z pewno&#347;ci&#261; jest to absurd, gdy&#380; wiemy r&#243;wnie&#380; z do&#347;wiadczenia, &#380;e niekt&#243;re okoliczno&#347;ci s&#261; bardziej znacz&#261;ce od innych, je&#347;li chodzi o prawdopodobie&#324;stwo konkretnego powrotu. Lepsza ocena uwzgl&#281;dnia&#322;aby takie czynniki, jak wiek statku, stan jego cz&#281;&#347;ci, do&#347;wiadczenie za&#322;ogi tudzie&#380; pogod&#281;. Krytykuj&#261;c Humowsk&#261; regu&#322;&#281; wa&#380;enia prawdopodobie&#324;stw &#347;wiadectw za wydarzeniami niezwyk&#322;ymi, krytycy podobnie wskazuj&#261;, i&#380; tym, co okre&#347;la prawdopodobie&#324;stwo, &#380;e dana relacja jest prawdziwa, nie jest stosunek ilo&#347;ci przypadk&#243;w, gdy relacjonowane zdarzenie zasz&#322;o, do ilo&#347;ci przypadk&#243;w, gdy &#347;wiadectwo okaza&#322;o si&#281; prawdziwe, lecz po prostu wyst&#281;powanie pewnych cech jako&#347;ciowych, w&#322;a&#347;ciwych wiarygodnemu &#347;wiadectwu &#8232;&#8211; chodzi na przyk&#322;ad o &#347;wiadectwo dane bez wahania czy w&#261;tpliwo&#347;ci przez godne zaufania, bezstronne, kompetentne w danej materii &#378;r&#243;d&#322;a, kt&#243;re sobie nie przecz&#261;. Prosta regu&#322;a nie uwzgl&#281;dnia tego, czy liczba przypadk&#243;w jest wystarczaj&#261;co du&#380;a, by by&#263; reprezentatywna, ani tego, &#380;e jedne przypadki mog&#322;yby mie&#263; inn&#261; moc dowodow&#261; lub si&#322;&#281; ni&#380; inne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Powi&#261;zane z wymienionymi zarzuty wobec prostej regu&#322;y dotycz&#261; tego, &#380;e mog&#322;aby ona o&#347;miesza&#263; badania naukowe. Przypu&#347;&#263;my, &#380;e zbi&#243;r 20 eksperyment&#243;w wykazuje, i&#380; wszystkie z 20 przypadk&#243;w A powi&#261;zane s&#261; z przypadkami B. Takie eksperymenty gwarantuj&#261; wi&#281;c prawdopodobie&#324;stwo 20/20 lub 1, albo, jak to nazywa Hume: &#8222;pe&#322;ny dow&#243;d&#8221; tudzie&#380; &#8222;prze&#347;wiadczenie wolne od wszelkiej w&#261;tpliwo&#347;ci i niepewno&#347;ci na rzecz przyczynowego prawa L, g&#322;osz&#261;cego, &#380;e wszystkie A s&#261; B. Je&#347;li prawdopodobie&#324;stwo prawa zgodnie z tym &#347;wiadectwem wynosi 1, w&#243;wczas dope&#322;nieniowe prawdopodobie&#324;stwo wyj&#261;tku od tego prawa, na mocy tego samego &#347;wiadectwa, wynosi 0. Jak wyja&#347;nia jeden z komentator&#243;w, prowadzi to do o&#347;mieszenia bada&#324; naukowych, poniewa&#380; &#347;wiadectwo przemawiaj&#261;ce za prawem przyczynowym liczy si&#281; w&#243;wczas jako pe&#322;ny dow&#243;d przeciwko ka&#380;demu przysz&#322;emu przypadkowi, kt&#243;ry m&#243;g&#322;by dawa&#263; wyra&#378;ne &#347;wiadectwo przeciwko temu prawu, w zwi&#261;zku z czym &#8222;dalsze badanie przypadk&#243;w, kt&#243;re mog&#322;yby podwa&#380;y&#263; L, jest zbyteczne&#8221; [Earman 2000, 31].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Czy Hume by&#322; zwolennikiem prostej regu&#322;y, jak utrzymuj&#261; te zarzuty? Po pierwsze ograniczy&#322; zasi&#281;g regu&#322;y do &#347;wiadectw za przypadkami maj&#261;cymi &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przeciwstawne&lt;/i&gt; wyniki. Nigdy nie uwa&#380;a&#322; dowod&#243;w &#8211; minionych &#347;wiadectw wskazuj&#261;cych na jednolite i wolne od wyj&#261;tk&#243;w wyniki &#8211; za matematyczn&#261; granic&#281; prawdopodobie&#324;stwa. By&#322;oby to niezgodne z jego koncepcj&#261;, &#380;e demonstracja stanowi wy&#380;szy rodzaj &#347;wiadectwa ni&#380; dow&#243;d, gdy&#380; fa&#322;szywo&#347;&#263; wniosku p&#322;yn&#261;cego z dowodu indukcyjnego pozostaje wci&#261;&#380; logicznie mo&#380;liwa. Kolejnym powodem, dla kt&#243;rego nie przysz&#322;oby mu do g&#322;owy traktowa&#263; dowod&#243;w jako matematycznej granicy prawdopodobie&#324;stwa, jest przypuszczalnie jego baconowski pogl&#261;d, &#380;e dowody, cho&#263; praktycznie &#8222;pewne&#8221;, mog&#261; si&#281; r&#243;&#380;ni&#263; stopniem pewno&#347;ci lub si&#322;y &#8211; jest to uwaga &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;explicite&lt;/i&gt; wyra&#380;ona w li&#347;cie do Hugh Blaira (1761), kt&#243;ry poprosi&#322; go, by odpowiedzia&#322; na niekt&#243;re zarzuty Campbella do jego eseju o cudach. T&#322;umacz&#261;c si&#281;, Hume pisa&#322;:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dow&#243;d przeciwko cudowi, jako &#380;e opiera si&#281; na niezmiennym do&#347;wiadczeniu, nale&#380;y do tego &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;gatunku&lt;/i&gt; czy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;rodzaju dowod&#243;w&lt;/i&gt; , kt&#243;re wzi&#281;te same w sobie s&#261; pe&#322;ne i pewne, gdy&#380; nie pozostawiaj&#261; miejsca na w&#261;tpliwo&#347;&#263;, jak to si&#281; dzieje w wypadku wszelkiego prawdopodobie&#324;stwa; po&#347;r&#243;d tych rodzaj&#243;w istniej&#261; jednak r&#243;&#380;ne stopnie, i dow&#243;d s&#322;abszy, gdy go zestawi&#263; z mocniejszym, zostaje przezwyci&#281;&#380;ony [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-17&quot; name=&quot;nh8-17&quot; id=&quot;nh8-17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[17] List 188 [w:] [Hume 1932, 350]. M.A. Stewart skomentowa&#322; ten cytowany (...)' &gt;17&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przypisywanie matematycznego prawdopodobie&#324;stwa o warto&#347;ci 1 wszelkim dowodom zaciera&#322;oby wi&#281;c r&#243;&#380;ne stopnie pewno&#347;ci, jakimi dowody mog&#261; si&#281; odznacza&#263;. W takim stopniu, w jakim dow&#243;d wymaga obserwacji cechuj&#261;cej si&#281; woln&#261; od wyj&#261;tk&#243;w regularno&#347;ci&#261;, ka&#380;dy dow&#243;d jest &#8222;sam w sobie pe&#322;ny &#8232;i pewny&#8221;, mimo to wci&#261;&#380; mo&#380;e by&#263; silniejszy lub s&#322;abszy w por&#243;wnaniu z innym. Je&#347;li dowody r&#243;&#380;ni&#261; si&#281; pod wzgl&#281;dem si&#322;y, przypisywanie matematycznego prawdopodobie&#324;stwa o warto&#347;ci 1 wszystkim dowodom zaciera&#322;oby r&#243;&#380;ne stopnie si&#322;y, jakie dowody mog&#261; posiada&#263;. Humowskie poj&#281;cie stopni dowodu ma swego wyra&#378;nego poprzednika w Baconie, kt&#243;ry utrzymywa&#322;, &#380;e celem jego metody by&#322;o &#8222;ustanawianie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;stopni&lt;/i&gt; pewno&#347;ci&#8221; [Bacon 1955, 50]. Hume zgadza si&#281; r&#243;wnie&#380; z Baconem w kwestii tego, jaki to rodzaj okoliczno&#347;ci okre&#347;la wzgl&#281;dn&#261; si&#322;&#281; i s&#322;abo&#347;&#263; dowod&#243;w. Podzielaj&#261;c, na przyk&#322;ad, Baconowski pogl&#261;d, &#380;e wi&#281;ksza liczba obserwacji zmniejsza ryzyko pochopnych uog&#243;lnie&#324;, uzyskanych z ograniczonego lub nie do&#347;&#263; reprezentatywnego zakresu przypadk&#243;w, Hume utrzymuje, &#380;e jeden dow&#243;d mo&#380;e by&#263; silniejszy od drugiego, poniewa&#380; przemawia za nim wi&#281;ksza ilo&#347;&#263; obserwacji [BDR, X, 133&#8211;134]. Poniewa&#380; ka&#380;dy daj&#261;cy si&#281; zaobserwowa&#263; wynik zdarzenia przemawia, zgodnie &#8232;z pogl&#261;dem Hume'a, za mo&#380;liwo&#347;ci&#261; na przysz&#322;o&#347;&#263;, to &#347;wiadectwa, kt&#243;re mog&#322;y wcze&#347;niej uchodzi&#263; za dow&#243;d, mog&#261; przybra&#263; posta&#263; prawdopodobie&#324;stwa przyczyn, je&#347;li nowo zaobserwowany wynik odbiega od niedopuszczaj&#261;cej wyj&#261;tk&#243;w regularno&#347;ci. M&#243;wi&#261;c kr&#243;tko, si&#322;a &#347;wiadectw minionych nie jest &#8222;sta&#322;a&#8221;, ale mo&#380;e si&#281; zwi&#281;ksza&#263; lub zmniejsza&#263; w &#347;wietle nowych &#347;wiadectw.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Drugie ograniczenie na&#322;o&#380;one przez Hume'a na regu&#322;y dotycz&#261;ce prawdopodobie&#324;stwa przyczyn dostarcza dalszej wskaz&#243;wki, &#380;e nie popiera&#322; on prostej regu&#322;y indukcji bez zastrze&#380;e&#324;. Zgodnie z tym ograniczeniem omawiana regu&#322;a stosuje si&#281; wy&#322;&#261;cznie do przypadk&#243;w, kt&#243;re, pomijaj&#261;c ich przeciwstawne wyniki, jedynie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wydaj&#261; si&#281;&lt;/i&gt; dok&#322;adnie takie same. Regu&#322;a nie m&#243;wi nic na temat tego, jak, jego zdaniem, nale&#380;y ocenia&#263; dowody i prawdopodobie&#324;stwa w &#347;wietle &#347;wiadectw wskazuj&#261;cych, &#380;e omawiane przypadki s&#261; znacz&#261;co niepodobne.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Co dziwne, zwykle nie docenia si&#281; Humowskich uwag na temat prawdopodobie&#324;stwa analogicznego [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-18&quot; name=&quot;nh8-18&quot; id=&quot;nh8-18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[18] Na przyk&#322;ad Hacking wyrazi&#322; si&#281; przychylnie o Humie za potraktowanie (...)' &gt;18&lt;/a&gt;]. Nawet gdy je dostrze&#380;ono, uznane zosta&#322;y za symptom rzekomej &#8222;charakterystycznej niesp&#243;jno&#347;ci&#8221; ze strony Hume'a [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-19&quot; name=&quot;nh8-19&quot; id=&quot;nh8-19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[19] [Cohen 1977, 42 n.]. Zob. tak&#380;e [Cohen 1970, 125 nn. oraz 1980a, 225]. (...)' &gt;19&lt;/a&gt;]. By&#263; mo&#380;e jedn&#261; z przyczyn takiej oceny jest fakt, &#380;e Hume wprowadza poj&#281;cie prawdopodobie&#324;stwa analogicznego dopiero w ko&#324;cowym akapicie zawartego w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; rozdzia&#322;u o prawdopodobie&#324;stwie przyczyn [TNL, I, 188&#8211;190] &#8232;i m&#243;wi o nim nie tyle w rozdziale &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Bada&#324;&lt;/i&gt; po&#347;wi&#281;conym prawdopodobie&#324;stwu (rozdz. VI), gdzie mo&#380;na by si&#281; tego spodziewa&#263;, ile raczej w rozdziale IX, &#8232;&#8222;O rozumie zwierz&#261;t&#8221;. Niemniej jednak znaczenie wszystkich tych fragment&#243;w jest wyra&#378;nie, zwa&#380;ywszy na obecne w nich jednoznaczne twierdzenie, &#380;e prawdopodobie&#324;stwo analogiczne jest kluczowe dla wszelkich postaci rozumowania indukcyjnego. W &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; Hume okre&#347;la analogi&#281; jako trzeci &#8222;rodzaj&#8221; prawdopodobie&#324;stwa, r&#243;&#380;ny zar&#243;wno od prawdopodobie&#324;stwa przypadk&#243;w, jak i przyczyn, bez kt&#243;rego wszelkie wnioskowania dotycz&#261;ce fakt&#243;w by&#322;yby niemo&#380;liwe:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Lecz poza tymi dwoma rodzajami prawdopodobie&#324;stwa, kt&#243;re opieraj&#261; si&#281; na do&#347;wiadczeniu &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;niedoskona&#322;ym&lt;/i&gt; i na przyczynach &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;przeciwnych&lt;/i&gt; , jest jeszcze trzeci rodzaj prawdopodobie&#324;stwa, wynikaj&#261;cy z analogii [...]. Gdyby nie by&#322;o pewnego stopnia podobie&#324;stwa oraz pewnego powi&#261;zania, niemo&#380;liwe by&#322;oby jakiekolwiek rozumowanie; &#380;e za&#347; podobie&#324;stwo dopuszcza r&#243;&#380;ne stopnie, rozumowanie staje si&#281; odpowiednio do tego bardziej lub mniej stanowcze i pewne. Obserwacja faktu traci na swej mocy, gdy zostaje przeniesiona na przypadki, kt&#243;re nie s&#261; dok&#322;adnie podobne, cho&#263; jasn&#261; jest rzecz&#261;, i&#380; mo&#380;e ona zachowa&#263; jeszcze tyle mocy, &#380;e mo&#380;e by&#263; podstaw&#261; prawdopodobie&#324;stwa, p&#243;ki pozostaje jeszcze zachowane jakie&#347; podobie&#324;stwo [TNL, I, &#8232;188&#8211;190].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Chocia&#380; w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; Hume pozostawi&#322; uwagi na temat prawdopodobie&#324;stwa analogicznego na sam koniec rozdzia&#322;u o prawdopodobie&#324;stwie przyczyn, zajmuj&#261; one honorowe miejsce we wprowadzaj&#261;cym akapicie rozdzia&#322;u IX &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Bada&#324;&lt;/i&gt; (&#8222;O rozumie zwierz&#261;t&#8221;), kt&#243;ry, wskazuj&#261;c na okoliczno&#347;ci sprawiaj&#261;ce, &#380;e jedni ludzie (lub zwierz&#281;ta) rozumuj&#261; lepiej od innych, przygotowuje grunt pod Humowsk&#261; dyskusj&#281; na temat &#347;wiadectw w rozdziale X. Te wprowadzaj&#261;ce zdania brzmi&#261;:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wszelkie rozumowania dotycz&#261;ce fakt&#243;w opieraj&#261; si&#281; na rodzaju Analogii, kt&#243;ra ka&#380;e nam spodziewa&#263; si&#281; po ka&#380;dej przyczynie takich samych skutk&#243;w, jakie wed&#322;ug naszego do&#347;wiadczenia wynikaj&#261; z przyczyn podobnych. Gdzie przyczyny s&#261; do siebie ca&#322;kowicie podobne, analogia jest doskona&#322;a, a wniosek z niej wyprowadzony uwa&#380;a si&#281; za pewny i stanowczy [...]. Gdzie natomiast przedmiotom brak &#347;cis&#322;ego podobie&#324;stwa, analogia jest mniej doskona&#322;a, a wniosek mniej stanowczy, chocia&#380; posiada nadal pewn&#261; si&#322;&#281;, odpowiednio do stopnia przys&#322;uguj&#261;cego przedmiotom podobie&#324;stwa [BDR, IX, 125].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Te uwagi na temat prawdopodobie&#324;stwa analogicznego pokazuj&#261;, jak inaczej mo&#380;na rozumie&#263; Humowski pogl&#261;d, &#380;e pewne dowody mog&#261; mie&#263; wi&#281;ksz&#261; si&#322;&#281; lub wag&#281; ni&#380; inne. Dowody, prawdopodobie&#324;stwa przypadk&#243;w i prawdo-podobie&#324;stwa przyczyn zak&#322;adaj&#261; pewne s&#261;dy odno&#347;nie do podobie&#324;stw i r&#243;&#380;nic mi&#281;dzy przypadkami &#347;wiadectw. Waga tych dowod&#243;w oraz prawdopodobie&#324;stw przypadk&#243;w i przyczyn mo&#380;e si&#281; r&#243;&#380;ni&#263; w zale&#380;no&#347;ci od ich mocy dowodowej opartej na analogii. Okazuje si&#281;, &#380;e oceniaj&#261;c prawdopodobie&#324;stwo jakiego&#347; zdarzenia, Hume nie zamierza&#322; jedynie pyta&#263;: &#8222;Jak cz&#281;sto ono wyst&#281;puje?&#8221;, ale r&#243;wnie&#380;: &#8222;Na ile analogiczne s&#261; cechy danego zdarzenia do znanych przyczynowych lub prawdopodobnych schemat&#243;w?&#8221;. Jeden dow&#243;d mo&#380;e by&#263; silniejszy od drugiego, gdy opiera si&#281; na wi&#281;kszych, istotnych w danej materii, podobie&#324;stwach. O ile prawdopodobie&#324;stwo przyczyn mierzy ilo&#347;ciowe r&#243;&#380;nice w cz&#281;stotliwo&#347;ci wyst&#281;powania, o tyle prawdopodobie&#324;stwo analogiczne okre&#347;la wag&#281; lub si&#322;&#281; tych &#347;wiadectw. Hume mo&#380;e si&#281; wi&#281;c zgodzi&#263; ze swymi krytykami, &#380;e tym, co okre&#347;la prawdopodobie&#324;stwo bezpiecznego powrotu statku do portu, nie jest cz&#281;stotliwo&#347;&#263;, z jak&#261; statki wracaj&#261; nienaruszone, lecz pewien wyznacznik analogiczno&#347;ci dotycz&#261;cy tych &#347;wiadectw, taki jak to, czy stan statku lub okoliczno&#347;ci jego podr&#243;&#380;y s&#261; podobne do przypadk&#243;w, gdy statki wr&#243;ci&#322;y bezpiecznie. Zak&#322;adaj&#261;c, &#380;e istniej&#261; daj&#261;ce si&#281; okre&#347;li&#263; zmienne odno&#347;nie do okoliczno&#347;ci podr&#243;&#380;y statk&#243;w, mog&#261;ce wp&#322;yn&#261;&#263; na rezultat ich podr&#243;&#380;y, Humowska regu&#322;a prawdopodobie&#324;stwa przyczyn nie mo&#380;e wyczerpywa&#263; metod s&#322;u&#380;&#261;cych ocenie prawdopodobie&#324;stwa bezpiecznego powrotu. W rezultacie przez &#8222;niskie prawdopodobie&#324;stwo&#8221; Hume nie zawsze musi rozumie&#263; nisk&#261; cz&#281;stotliwo&#347;&#263; wyst&#281;powania; w niekt&#243;rych przypadkach m&#243;g&#322;by przez to rozumie&#263; niski stopie&#324; analogii do uprzednio zaobserwowanych schemat&#243;w w&#347;r&#243;d bezpiecznych powrot&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Ci, kt&#243;rzy podchodz&#261; sceptycznie do takiej interpretacji, mogliby zaoponowa&#263;, &#380;e chocia&#380; Hume nie przyjmuje prostej regu&#322;y indukcji bez zastrze&#380;e&#324;, to jego uwagi na temat prawdopodobie&#324;stwa analogicznego nie daj&#261; podstaw do rozr&#243;&#380;nienia analogii istotnych od nieistotnych, co umo&#380;liwia&#322;oby opisan&#261; w&#322;a&#347;nie ocen&#281; prawdopodobie&#324;stwa. Je&#347;li brakuje kryterium istotno&#347;ci, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wszystkie&lt;/i&gt; podobie&#324;stwa i r&#243;&#380;nice mi&#281;dzy obiektami musz&#261; si&#281; liczy&#263; tak samo. W rezultacie Hume nie mo&#380;e ocenia&#263; prawdopodobie&#324;stwa analogicznego inaczej, jak tylko za pomoc&#261; rachunku szans. Je&#347;li na przyk&#322;ad jeden obiekt przypomina drugi w taki spos&#243;b, &#380;e ma 9 z jego 10 w&#322;asno&#347;ci, i je&#347;li nie ma sposobu by ustali&#263;, kt&#243;re z tych w&#322;asno&#347;ci s&#261; bardziej istotne od innych ze wzgl&#281;du na wynik, w&#243;wczas &#8222;prawdopodobie&#324;stwo analogiczne&#8221;, &#380;e obiekt ten wytworzy taki sam skutek, zwa&#380;ywszy na ograniczenia koncepcji Hume'a, mo&#380;na okre&#347;li&#263; wy&#322;&#261;cznie na podstawie wi&#281;kszej liczby r&#243;wnie istotnych podobie&#324;stw lub r&#243;&#380;nic mi&#281;dzy nimi, w tym przypadku oznacza to 9 szans na 10. Podej&#347;cie to kontynuowa&#322; p&#243;&#378;niej John Stuart Mill [Mill 1962, II, 117&#8211;119], by&#322;o ono jednak pe&#322;ne trudno&#347;ci. Istnieje niezliczona ilo&#347;&#263; sposob&#243;w, na kt&#243;re jedne zdarzenia mog&#261; przypomina&#263; inne, przy czym nie ka&#380;dy spos&#243;b jest r&#243;wnie istotny. Dany statek mo&#380;e przypomina&#263; inne, wracaj&#261;ce do portu, maj&#261;c ten sam odcie&#324; szaro&#347;ci, jednak dla prawdopodobie&#324;stwa jego bezpiecznego powrotu nie jest to tak istotne, jak analogia do wieku i konstrukcji innych statk&#243;w [zob. Cohen 1980a, 226]. Stosuj&#261;c te rozwa&#380;ania do Humowskiej koncepcji &#347;wiadectw, krytycy wskazuj&#261;, &#380;e tym, co okre&#347;la prawdopodobie&#324;stwo, i&#380; dana relacja jest prawdziwa, nie jest stosunek istotnych cech wsp&#243;lnych z relacjami uznanymi za prawdziwe do obliczonego w ten sam spos&#243;b prawdopodobie&#324;stwa wyst&#261;pienia relacjonowanych zdarze&#324;, ale raczej posiadanie przez dan&#261; relacj&#281; w&#322;asno&#347;ci &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;istotnie&lt;/i&gt; analogicznych do relacji prawdziwych &#8211; chodzi na przyk&#322;ad o &#347;wiadectwa dane bez wahania i w&#261;tpliwo&#347;ci przez godne zaufania, kompetentne w danej materii &#378;r&#243;d&#322;a, kt&#243;re nie przecz&#261; sobie i kt&#243;rym nie zale&#380;y na tym, by nas zwodzi&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Rzeczywi&#347;cie, mo&#380;na by sobie &#380;yczy&#263;, aby Hume potraktowa&#322; problem istotno&#347;ci bardziej szczeg&#243;&#322;owo. Jednak&#380;e, co znacz&#261;ce, Hume nigdy nie okre&#347;la&#322; analogicznego prawdopodobie&#324;stwa wyniku za pomoc&#261; stosunku liczbowego, wskazywa&#322; w ka&#380;dym razie, &#380;e nie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;zamierza&#322;&lt;/i&gt; go definiowa&#263; jako stosunku r&#243;wnie istotnych podobie&#324;stw czy r&#243;&#380;nic mi&#281;dzy obiektami. Kwesti&#261; sporn&#261; jest, czy jego epistemologia dostarcza narz&#281;dzi poj&#281;ciowych, za pomoc&#261; kt&#243;rych mo&#380;na opracowa&#263; kryteria istotno&#347;ci. Jego doktryna &#8222;regu&#322; og&#243;lnych&#8221;, &#8232;a w szczeg&#243;lno&#347;ci jego &#8222;osiem regu&#322;, dzi&#281;ki kt&#243;rym mo&#380;na s&#261;dzi&#263; o przyczynach i skutkach&#8221; [TNL, I, 228&#8211;230], s&#261; bez w&#261;tpienia najbardziej narzucaj&#261;cymi si&#281; kandydatami. Podobnie jak Baconowska lista &#8222;wypadk&#243;w wyr&#243;&#380;nionych&#8221; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-20&quot; name=&quot;nh8-20&quot; id=&quot;nh8-20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[20] Hume jest przekonany, &#380;e jego lista o&#347;miu regu&#322; stanowi &#8222;czyst&#261; LOGIK&#280;&#8221; (...)' &gt;20&lt;/a&gt;], regu&#322;y te umo&#380;liwiaj&#261; oddzielanie istotnych analogicznych w&#322;asno&#347;ci od nieistotnych. Jedna z tych regu&#322; na przyk&#322;ad stwierdza, &#380;e&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;r&#243;&#380;nica w skutkach dw&#243;ch rzeczy podobnych musi wynika&#263; z tej szczeg&#243;lnej okoliczno&#347;ci, co do kt&#243;rej one si&#281; r&#243;&#380;ni&#261;. Albowiem skoro podobne przyczyny zawsze wywo&#322;uj&#261; podobne skutki, to w ka&#380;dym przypadku, gdy stwierdzimy, &#380;e nasze oczekiwanie zostanie zawiedzione, musimy wnioskowa&#263;, i&#380; ta nieprawid&#322;owo&#347;&#263; wynika z jakiej&#347; r&#243;&#380;nicy w przyczynach [TNL, I, 229].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zgodnie z t&#261; regu&#322;&#261;, je&#347;li dwa zdarzenia daj&#261; odmienne skutki, pomimo posiadania podobnych w&#322;asno&#347;ci, powinni&#347;my przyjrze&#263; si&#281; w&#322;asno&#347;ciom, kt&#243;re je r&#243;&#380;ni&#261;, by odkry&#263; te spo&#347;r&#243;d nich, kt&#243;re s&#261; istotne ze wzgl&#281;du na odmienne skutki. Dodatkowe regu&#322;y zastosowane przy okazji kolejnych eksperyment&#243;w mog&#261; nast&#281;pnie wskaza&#263;, kt&#243;re w&#322;asno&#347;ci s&#261; bardziej istotne od innych. Ka&#380;da &#8232;z Humowskich regu&#322; pomaga wskaza&#263;, a nast&#281;pnie wyodr&#281;bni&#263;, wraz z ka&#380;dym kolejnym ostro&#380;nym eksperymentem, te w&#322;asno&#347;ci, kt&#243;re s&#261; pod wzgl&#281;dem analogii istotne dla oceny prawdopodobie&#324;stwa wyniku, oraz wyeliminowa&#263; te, kt&#243;re nie s&#261; istotne. Przestrzeganie tych og&#243;lnych regu&#322; nie gwarantuje nieomylno&#347;ci czy zupe&#322;no&#347;ci, ale umo&#380;liwia odr&#243;&#380;nienie racjonalnych i nieracjonalnych (albo, m&#243;wi&#261;c po Humowsku, &#8222;filozoficznych&#8221; i &#8222;niefilozoficznych&#8221;) s&#261;d&#243;w na temat tego, kt&#243;re w&#322;asno&#347;ci s&#261; istotne. Zwa&#380;ywszy na to, &#380;e jego osiem regu&#322; dostarcza narz&#281;dzi do okre&#347;lenia czynnik&#243;w istotnych, oraz na to, &#380;e nie istnieje &#380;adne poparte tekstem &#347;wiadectwo, kt&#243;re wskazywa&#322;oby na jego sk&#322;onno&#347;&#263; do oceny prawdopodobie&#324;stwa analogicznego za pomoc&#261; modelu r&#243;wnie prawdopodobnych szans, b&#322;&#281;dem jest twierdzi&#263;, &#380;e jego koncepcja prawdopodobie&#324;stwa &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;nakazuje &lt;/i&gt; mu przypisywanie jednakowej wagi podobie&#324;stwom i r&#243;&#380;nicom mi&#281;dzy zdarzeniami, w zwi&#261;zku z czym b&#322;&#281;dem jest twierdzi&#263;, &#380;e jedyn&#261; dost&#281;pn&#261; mu metod&#261; oceny prawdopodobie&#324;stwa analogicznego, tudzie&#380;, w tym wypadku, mocy dowodowej jednego dowodu w por&#243;wnaniu z innymi, jest zastosowanie aksjomatu prostej regu&#322;y do rachunku szans. Przeciwnie, prawdopodobie&#324;stwo analogiczne wymaga skali nie-Pascalowskiej, poniewa&#380; zasada negacji dla tego prawdopodobie&#324;stwa odpowiada Pascalowskiemu dope&#322;nieniowemu aksjomatowi negacji, mianowicie: p(B/A) = 1&#8211;p(nie-B/A). Na przyk&#322;ad prawdopodobie&#324;stwo analogiczne jakiego&#347; zdarzenia B zale&#380;y od pewnego stopnia istotnego podobie&#324;stwa mi&#281;dzy obecnymi a minionymi okoliczno&#347;ciami, kt&#243;re regularnie towarzyszy&#322;y B. Je&#347;li stopie&#324; podobie&#324;stwa mi&#281;dzy nimi jest niski, prawdopodobie&#324;stwo analogiczne zdarzenia B jest nis-kie. Z faktu jednak, &#380;e analogiczne prawdopodobie&#324;stwo B jest niskie, nie wynika, &#380;e analogiczne prawdopodobie&#324;stwo nie-B jest wysokie. Prawdopodobie&#324;stwo to zale&#380;a&#322;oby od dodatkowych &#347;wiadectw, wskazuj&#261;cych na istotne podobie&#324;stwa mi&#281;dzy okoliczno&#347;ciami obecnymi a minionymi, kt&#243;re &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;nie&lt;/i&gt; towarzyszy&#322;y B. Brak mocnych &#347;wiadectw analogicznych przemawiaj&#261;cych za B nie jest wi&#281;c to&#380;samy z posiadaniem mocnych &#347;wiadectw za nie-B. Dost&#281;pne &#347;wiadectwa analogiczne za nie-B mog&#261; by&#263; r&#243;wnie niskie, jak analogiczne &#347;wiadectwa za B. W rezultacie analogiczne &#347;wiadectwa za B nie s&#261; analogicznymi &#347;wiadectwami obalaj&#261;cymi nie-B, lecz jedynie &#347;wiadectwami, kt&#243;re nie przemawiaj&#261; za nie-B. Jak konkluduje Cohen,&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;prawdopodobie&#324;stwo analogiczne zdaje si&#281; naturalnie mie&#347;ci&#263; raczej na skali, kt&#243;ra tworzy pomost mi&#281;dzy dowodliwo&#347;ci&#261; a niemo&#380;no&#347;ci&#261; dowiedzenia &#8211; mi&#281;dzy stosownymi &#347;wiadectwami a brakiem &#347;wiadectw &#8211; ni&#380; na skali, kt&#243;ra zawiera dope&#322;nieniow&#261; zasad&#281; negacji, bieg-n&#261;c od dowodliwo&#347;ci do mo&#380;liwo&#347;ci obalenia [Cohen 1980a, 226].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Jakkolwiek niepe&#322;ne czy ograniczone mo&#380;e by&#263; Humowskie &#8222;osiem regu&#322;&#8221;, je&#347;li chodzi o okre&#347;lanie istotnych analogii, ci, kt&#243;rzy podejmuj&#261; si&#281; wyja&#347;nienia Humowskiej koncepcji prawdopodobie&#324;stwa w jej kontek&#347;cie Baconowskim, uzyskaj&#261; bogatsze i historycznie pe&#322;niejsze podstawy do tego, by ocenia&#263; jego miejsce w historii teorii prawdopodobie&#324;stwa, ni&#380; ci, kt&#243;rzy traktuj&#261; go wy&#322;&#261;cznie jak nieudanego pascalist&#281;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Po og&#243;lnym nakre&#347;leniu niekt&#243;rych z bardziej wyszukanych trudno&#347;ci &#8232;w Humowskiej koncepcji prawdopodobie&#324;stwa, w nast&#281;pnej cz&#281;&#347;ci tej rozprawy zamierzam om&#243;wi&#263; pewne implikacje tej koncepcji dla oceny wiarygodno&#347;ci szczeg&#243;lnego rodzaju &#347;wiadectw, mianowicie relacji o zdarzeniach nieprawdopodobnych, i odpowiem na niekt&#243;re z bardziej trwa&#322;ych zarzut&#243;w wobec wniosk&#243;w Hume'a.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;III&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wiarygodno&#347;&#263; &#347;wiadectw&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;/strong&gt;
Badanie podstaw do tego, by mie&#263; pewno&#347;&#263;, &#380;e czyje&#347; &#347;wiadectwa s&#261; prawdziwe, Hume rozpoczyna od zastosowania prawdopodobie&#324;stwa przyczyn [Merrill 1991, 91]. Przed rozpatrzeniem szczeg&#243;lnych okoliczno&#347;ci, dzi&#281;ki kt&#243;rym &#347;wiadectwo staje si&#281; wiarygodne lub niewiarygodne, Hume zauwa&#380;a pewn&#261; powszechn&#261; prawid&#322;owo&#347;&#263;, &#380;e do&#347;wiadczenie uczy, i&#380; &#347;wiadectwa czasem bywaj&#261; wiarygodne, a czasem nie, z czego wyci&#261;ga wniosek, &#380;e zar&#243;wno wiarygodno&#347;&#263; mocy dowodowej &#347;wiadectwa jest raczej kwesti&#261; prawdopodobie&#324;stwa ni&#380; dowodu oraz &#380;e stopie&#324; tego prawdopodobie&#324;stwa, zwa&#380;ywszy tylko na to, okre&#347;la regu&#322;a prawdopodobie&#324;stwa przyczyn, polegaj&#261;ca na zestawianiu liczby przypadk&#243;w, kiedy &#347;wiadectwo okaza&#322;o si&#281; prawdziwe, z liczb&#261; przypadk&#243;w, kiedy takie nie by&#322;o: &#8222;Wywa&#380;amy przeciwstawne okoliczno&#347;ci &#8211; pisze Hume &#8232;&#8211; kt&#243;re budz&#261; jakie&#347; w&#261;tpliwo&#347;ci czy niepewno&#347;&#263;, a kiedy wykrywamy przewag&#281; jednej ze stron, sk&#322;aniamy si&#281; ku niej, aczkolwiek nasza co do niej pewno&#347;&#263; jest s&#322;absza o tyle, ile si&#322;y ma to, co przemawia za stron&#261; przeciwn&#261;&#8221; [BDR, &#8232;X, 135]. Zmierza on jednak do udoskonalenia tej koncepcji poprzez wskazanie czynnik&#243;w stale zwi&#261;zanych z wiarygodnym &#347;wiadectwem, takich jak te, kt&#243;re wywodz&#261; si&#281; z &#8222;z przeciwie&#324;stwa niezgodnych ze sob&#261; &#347;wiadectw, z charakteru i liczby &#347;wiadk&#243;w, ze sposobu, w jaki z&#322;o&#380;yli &#347;wiadectwo, albo te&#380; z po&#322;&#261;czenia wszystkich tych okoliczno&#347;ci&#8221; [ibid.]. Najwidoczniej Humowska regu&#322;a prawdopodobie&#324;stwa przyczyn nie mo&#380;e by&#263; stosowana do oceny wiarygodno&#347;ci &#347;wiadectw, gdy obecno&#347;&#263; lub nieobecno&#347;&#263; tych okoliczno&#347;ci dostrzegalna jest po&#347;r&#243;d innych przypadk&#243;w &#347;wiadectw, a to dlatego, &#380;e regu&#322;&#281; t&#281; mo&#380;na zastosowa&#263; wy&#322;&#261;cznie wtedy, gdy przypadki &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wydaj&#261; si&#281; &lt;/i&gt; dok&#322;adnie takie same &#8232;[BDR, VI, 72]. Zamiast tego trzeba rozwa&#380;a&#263; kwesti&#281; analogiczno&#347;ci. Humowskie odwo&#322;ywanie si&#281; do czynnik&#243;w silnie zwi&#261;zanych z fa&#322;szywym &#347;wiadectwem wskazuje, &#380;e do oceny wiarygodno&#347;ci &#347;wiadectwa trzeba wykorzysta&#263; jak&#261;&#347; regu&#322;&#281; prawdopodobie&#324;stwa analogicznego. Kiedy wi&#281;c mo&#380;na m&#243;wi&#263; &#8232;o ma&#322;ym prawdopodobie&#324;stwie, &#380;e konkretne &#347;wiadectwo jest prawdziwe? Jak wyja&#347;nia Hume, prawdziwo&#347;&#263; &#347;wiadectwa jest ma&#322;o prawdopodobna, &#8222;je&#380;eli &#347;wiadkowie wzajem sobie przecz&#261;, je&#380;eli jest ich niewielu albo je&#380;eli ich charakter budzi pewne w&#261;tpliwo&#347;ci, je&#380;eli maj&#261; interes w przedstawianiu sprawy tak, jak j&#261; przedstawiaj&#261;, je&#380;eli sk&#322;adaj&#261; &#347;wiadectwo z wahaniem albo, na odwr&#243;t, w&#347;r&#243;d zbyt stanowczych zapewnie&#324;&#8221; [BDR, X, 135]. Okoliczno&#347;ci takie jak te, pisze on, &#8222;mog&#261; os&#322;abi&#263; lub zniszczy&#263; si&#322;&#281; argument&#243;w powo&#322;uj&#261;cych si&#281; na &#347;wiadectwo ludzkie&#8221; [BDR, X, 136]. Wiarygodno&#347;&#263; &#347;wiadectwa jest wi&#281;c, wed&#322;ug Hume'a, niska nie wtedy, gdy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;wska&#378;nik&lt;/i&gt; wiarygodnego &#347;wiadectwa jest niski, ale w&#243;wczas, gdy si&#322;a mocy dowodowej &#347;wiadectwa jest niska, mianowicie, gdy &#347;wiadectwo bardziej przypomina przesz&#322;e przypadki &#347;wiadectw fa&#322;szywych, takich jak te, kt&#243;rych dostarczyli ludzi o podejrzanym charakterze, &#8232;o w&#261;tpliwych kompetencjach lub maj&#261;cy w tym osobisty interes, dostarczone &#8232;z wahaniem lub niekonsekwencj&#261;, lub sprzeczne z innymi &#347;wiadectwami. Im wi&#281;cej z powy&#380;szych cech ma dane &#347;wiadectwo, tym bardziej zasadne jest w&#261;tpi&#263; w jego wiarygodno&#347;&#263;. Zeznania ludzi nieuczciwych traktuje si&#281; zwykle &#8232;z wi&#281;ksz&#261; doz&#261; sceptycyzmu ni&#380; zeznania ludzi o prawym charakterze, chocia&#380; czasem nawet &#322;garze m&#243;wi&#261; prawd&#281;, a my im wierzymy. Doza sceptycyzmu, &#8232;z jak&#261; podchodzimy do ich zezna&#324;, zale&#380;e&#263; b&#281;dzie od obecno&#347;ci lub braku innych znanych okoliczno&#347;ci, w istotny spos&#243;b powi&#261;zanych z wiarygodnymi &#347;wiadectwami, takich jak sp&#243;jno&#347;&#263; ze znanymi faktami lub powszechne &#347;wiadectwa potwierdzaj&#261;ce.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume twierdzi, &#380;e kolejnym czynnikiem maj&#261;cym wp&#322;yw na wiarygodno&#347;&#263; &#347;wiadectw jest to, czy zdarzenia, za kt&#243;rymi te &#347;wiadectwa przemawiaj&#261;, s&#261; niezwyk&#322;e lub niecodzienne. Nie znaczy to, &#380;e nigdy nie mo&#380;na zasadnie wierzy&#263; relacjom dotycz&#261;cym zdarze&#324; odbiegaj&#261;cych od normy, tak jak nie mo&#380;na zasadnie wierzy&#263; relacjom ludzi nieuczciwych. Chodzi mu o to, &#380;e pewna niezwyk&#322;a w&#322;a&#347;ciwo&#347;&#263; zdarzenia, taka jak podejrzany charakter osoby daj&#261;cej &#347;wiadectwo, jest &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;prima facie&lt;/i&gt; powodem do w&#261;tpienia w prawdziwo&#347;&#263; takiego zeznania, powodem, kt&#243;ry dzi&#281;ki obecno&#347;ci lub brakowi innych w&#322;asno&#347;ci wi&#261;&#380;&#261;cych si&#281; z wiarygodno&#347;ci&#261; mo&#380;e przewa&#380;y&#263; lub nie.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pierwsza wyra&#378;na wzmianka Hume'a na temat prawdopodobie&#324;stwa analogicznego w kwestii &#347;wiadectw pojawia si&#281; w jego s&#322;ynnej historii o hinduskim ksi&#281;ciu [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-21&quot; name=&quot;nh8-21&quot; id=&quot;nh8-21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[21] Wi&#281;cej na temat historycznych poprzednik&#243;w Humowskiej opowie&#347;ci o (...)' &gt;21&lt;/a&gt;], kt&#243;ry nie chcia&#322; wierzy&#263; &#8222;pierwszym doniesieniom&#8221; na temat zamarzania wody. Hume utrzymuje, &#380;e ksi&#261;&#380;&#281; &#8222;rozumowa&#322; trafnie&#8221; [BDR, X, 137], w&#261;tpi&#261;c w te pierwsze doniesienia, gdy&#380; zjawisko zamarzni&#281;tej wody by&#322;oby niezwyk&#322;e, zwa&#380;ywszy na jego do&#347;wiadczenie ograniczone do klimatu tropikalnego. Jak wyja&#347;nia Hume, relacjonowane przypadki wody zmieniaj&#261;cej si&#281; &#8232;w l&#243;d by&#322;y niezwyk&#322;e z perspektywy hinduskiego ksi&#281;cia, gdy&#380; &#8222;by&#322;y tak bardzo niepodobne do tego, o czym m&#243;wi&#322;o mu sta&#322;e i jednostajne do&#347;wiadczenie&#8221; [ibid.]. Niekt&#243;rzy komentatorzy uznali to spostrze&#380;enie za do&#347;&#263; k&#322;opotliwe, gdy&#380;, o ile pewne jest, &#380;e hindusi pij&#261; herbat&#281;, hinduski ksi&#261;&#380;&#281; m&#243;g&#322; mie&#263; do&#347;wiadczenie przynajmniej jednej zmiany stanu skupienia wody, mianowicie zmiany z p&#322;ynu w par&#281;, st&#261;d za&#347; m&#243;g&#322; wnioskowa&#263; przez analogi&#281;, &#380;e inne stany skupienia wody s&#261; mo&#380;liwe. Druga wyra&#378;na wzmianka Hume'a na temat prawdopodobie&#324;stwa analogicznego mo&#380;e nieco pom&#243;c w zrozumieniu, dlaczego nie uwa&#380;a&#322; on, by by&#322;o to mo&#380;liwe:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;I trzeba przyzna&#263;, &#380;e co si&#281; tyczy zamarzania wody, zjawisko nast&#281;puje niezgodnie z regu&#322;ami analogii i jest tego rodzaju, &#380;e kieruj&#261;cy si&#281; rozumem mieszkaniec Indii nie mo&#380;e go si&#281; spodziewa&#263;. Dzia&#322;anie zimna na wod&#281; nie ulega stopniowaniu odpowiednio do stopnia zimna, ale w momencie, gdy temperatura osi&#261;ga punkt zamarzania, woda przechodzi od razu ze stanu ca&#322;kowicie ciek&#322;ego w stan ca&#322;kowitej sta&#322;o&#347;ci [BDR, X, 137].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wyci&#261;gni&#281;cie wniosku, &#380;e woda mo&#380;e wyst&#281;powa&#263; w postaci sta&#322;ej, k&#322;&#243;ci&#322;oby si&#281; z regu&#322;ami analogii zastosowanym do ksi&#261;&#380;&#281;cego do&#347;wiadczenia, poniewa&#380; ilekolwiek razy nie widzia&#322;by on zmiany stanu skupienia wody z p&#322;ynnego na gazowy, nie daje mu to &#380;adnej informacji, analogicznej czy innej, na temat tego, jakim innym zmianom stanu skupienia woda mo&#380;e podlega&#263; w temperaturach, kt&#243;rych on nigdy nie do&#347;wiadczy&#322;. Gdyby zmiany stanu skupienia by&#322;y procesami stopniowymi &#8211; gdyby na przyk&#322;ad woda o temperaturze 40&#186;F by&#322;a bardziej zamarzni&#281;ta, a nie tylko zimniejsza od wody o temperaturze 45&#186;F, a woda o temperaturze 35&#186;F by&#322;a bardziej zamarzni&#281;ta, a nie tylko zimniejsza od wody o temperaturze 40&#186;F, w&#243;wczas ksi&#261;&#380;&#281; m&#243;g&#322;by, przez analogi&#281;, wyci&#261;g-n&#261;&#263; wniosek, &#380;e woda o temperaturze 30&#186;F by&#322;aby proporcjonalnie bardziej zamarzni&#281;ta, a nie tylko zimniejsza, od wody o temperaturze 35&#186;F. Poniewa&#380; jednak zmiany stanu skupienia nie s&#261; stopniowe, ksi&#261;&#380;&#281; s&#322;usznie wnioskuje, &#380;e regu&#322;y analogii nie pozwol&#261; mu, na podstawie do&#347;wiadczenia samego stanu p&#322;ynnego i gazowego, przewidzie&#263;, &#380;e woda wyst&#281;puje r&#243;wnie&#380; w stanie sta&#322;ym. Cho&#263; niezgodne z analogi&#261;, zjawisko lodu nie jest jednak sprzeczne z do&#347;wiadczeniem ksi&#281;cia, gdy&#380; warunki, w jakich nast&#281;puje zmiana stanu skupienia, s&#261; r&#243;&#380;ne od warunk&#243;w klimatycznych, w kt&#243;rych &#380;yje indyjski ksi&#261;&#380;&#281;. W rezultacie Hume pozwoli&#322; na to, by zasadny sceptycyzm Hindusa, w przeciwie&#324;stwie do sceptycyzmu wobec relacji dotycz&#261;cych cud&#243;w religijnych, mo&#380;na by&#322;o wystarczaj&#261;co os&#322;abi&#263; dzi&#281;ki &#8222;wcale przekonuj&#261;cemu &#347;wiadectwu&#8221; [BDR, X, 137] &#8211; nie tyle danemu przez &#347;wiadka, b&#281;d&#261;cego jednym spo&#347;r&#243;d n-przypadk&#243;w poprawnych, ile &#347;wiadectwu analogicznemu do znanych przypadk&#243;w &#347;wiadectw wiarygodnych.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Humowskiego zastosowania zasady os&#322;abiania nie mo&#380;na interpretowa&#263; niezale&#380;nie od prawdopodobie&#324;stwa analogicznego. By zilustrowa&#263; jej zastosowania, Hume nie pos&#322;uguje si&#281; prawdopodobie&#324;stwami statystycznymi, lecz wyra&#378;nie &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;korzysta&lt;/i&gt; z prawdopodobie&#324;stwa analogicznego. Hume nigdy nie przedstawia prawdopodobie&#324;stwa analogicznego za pomoc&#261; liczb i wyra&#378;nie opisuje je jako rodzaj odr&#281;bny od matematycznie wyra&#380;anych prawdopodobie&#324;stw szans i przyczyn. Na tej podstawie trzeba wnioskowa&#263;, &#380;e kontrprzyk&#322;ady do jego zasady, bazuj&#261;ce na prawdopodobie&#324;stwach statystycznych, s&#261; nieadekwatne i &#380;e bardziej owocn&#261; ocen&#281; jego teorii &#347;wiadectw mo&#380;na uzyska&#263; poprzez skupienie si&#281; na roli prawdopodobie&#324;stwa analogicznego w ocenie mocy &#347;wiadectw.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Przywo&#322;uj&#261;c Humowskie przestrogi dotycz&#261;ce wp&#322;ywu &#8222;upodobania do cud&#243;w&#8221; [BDR, X, 141] na ludzk&#261; &#322;atwowierno&#347;&#263; i s&#322;abo&#347;&#263; do opowiadania nieprawdopodobnych historii, krytycy Humowskiej zasady os&#322;abiania mogliby si&#281; sprzeciwi&#263;, &#380;e pomimo tego, i&#380; ma on racj&#281;, twierdz&#261;c, &#380;e sceptycyzm indyjskiego ksi&#281;cia w kwestii pierwszych doniesie&#324; jest zasadny, to jednak wynika to wy&#322;&#261;cznie z powszechnej niewiarygodno&#347;ci &#8222;podr&#243;&#380;niczych opowie&#347;ci&#8221; o cudach, a nie ze wzgl&#281;du na to, &#380;e dane zdarzenie k&#322;&#243;ci si&#281; z regu&#322;ami analogii. &#8222;Wielkie upodobanie cz&#322;owieka do rzeczy nadzwyczajnych i cudownych&#8221;, jak zauwa&#380;y&#322; Hume, sprawia, &#380;e ludzie wierz&#261; w historie o rzeczach dalekich od normalno&#347;ci [BDR, X, 143] i &#380;e podziwiaj&#261; tych, kt&#243;rzy im opowiadaj&#261; historie o cudach [BDR, X, 142], jakkolwiek by&#322;yby one nieprawdopodobne. Uwielbienie podziwu zbiega si&#281; z zami&#322;owaniem do cud&#243;w, by zwi&#281;kszy&#263; &#8222;przyjemno&#347;&#263; po&#322;&#261;czon&#261; z opowiadaniem tak ciekawej nowiny, z jej rozpowszechnianiem oraz z faktem, &#380;e si&#281; jest pierwszym, kt&#243;ry o niej donosi&#8221; [BDR, X, 143], bez wzgl&#281;du na to, czy si&#281; wierzy w prawdziwo&#347;&#263; &#8222;pog&#322;oski&#8221;, czy te&#380; nie. Rzeczywistym powodem, dla kt&#243;rego w&#261;tpi si&#281; w pierwsze doniesienia o niezwyk&#322;ych zdarzeniach, jest, jak krytycy mogliby st&#261;d wnioskowa&#263;, podejrzenie, &#380;e bior&#261; si&#281; one z &#322;atwowierno&#347;ci i ignorancji narratora albo z przyjemno&#347;ci, jak&#261; czerpie on z &#380;erowania na ludzkiej tendencji do wierzenia we wszystko, co fascynuj&#261;ce. Je&#347;li to prawda, to, jak wskazywa&#322; wsp&#243;&#322;czesny Hume'owi George Campbell [Campbell 1983, 28 i 31], gdyby hinduski ksi&#261;&#380;&#281; otrzyma&#322; &#347;wiadectwo od &#8222;cho&#263;by jednego cz&#322;owieka o prawym charakterze&#8221; i &#8222;bieg&#322;o&#347;ci w sprawie, &#8232;o kt&#243;rej wolno mu s&#261;dzi&#263;&#8221;, ksi&#261;&#380;&#281;cy sceptycyzm nie by&#322;by uzasadniony, bez wzgl&#281;du na to, czy przypadek ten k&#322;&#243;ci si&#281; z regu&#322;ami analogii opartymi na jego do&#347;wiadczeniu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Problem nie polega tu na tym, czy motywy oraz stosowne kompetencje os&#243;b daj&#261;cych &#347;wiadectwa wp&#322;ywaj&#261; na wiarygodno&#347;&#263; tych &#347;wiadectw. Hume przyznaje, &#380;e wiele jest powod&#243;w, by w&#261;tpi&#263; w czyj&#261;&#347; histori&#281;. S&#281;k w tym, czy niezwyk&#322;y lub cudowny charakter relacjonowanego wydarzenia mo&#380;e wp&#322;yn&#261;&#263; na wiarygodno&#347;&#263; tej relacji, niezale&#380;nie od tych innych wzgl&#281;d&#243;w. Hume twierdzi, &#380;e rzeczywi&#347;cie wp&#322;ywa [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-22&quot; name=&quot;nh8-22&quot; id=&quot;nh8-22&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[22] Krytykuj&#261;c stanowisko Hume&amp;#39;a, Price [Price 1767, rozpr. 4] odpar&#322;, &#380;e (...)' &gt;22&lt;/a&gt;]. Rozwa&#380;my nast&#281;puj&#261;cy scenariusz: za&#322;&#243;&#380;my, &#380;e pewien student pracuje nad programem badawczym dotycz&#261;cym w&#281;&#380;y i &#380;e szukaj&#261;c informacji w Internecie, natrafia na stron&#281; gazety brazylijskiej, kt&#243;ra donosi, i&#380; w amazo&#324;skim lesie tropikalnym z&#322;apano i zabito anakond&#281; o d&#322;ugo&#347;ci 135 st&#243;p, znacznie wi&#281;ksz&#261; od jakiejkolwiek znanej dotychczas. Historii tej towarzyszy zdj&#281;cie p&#243;&#322;nagiego tubylca podtrzymuj&#261;cego martwego w&#281;&#380;a na swym karku i ramionach, podczas gdy kilka kolejnych st&#243;p cia&#322;a w&#281;&#380;a le&#380;y zwini&#281;te na ziemi po obu stronach. Za&#322;&#243;&#380;my, &#380;e student dowiedzia&#322; si&#281; z naukowo uznanych &#378;r&#243;de&#322;, i&#380; standardowym rozmiarem anakondy, najwi&#281;kszego znanego gatunku w&#281;&#380;y, jest 25 st&#243;p, i &#380;e oficjalnie najwi&#281;ksza udokumentowana anakonda ma 35 st&#243;p. Na podstawie tej informacji mo&#380;e on zasadnie wnioskowa&#263;, &#380;e gdyby anakonda z brazylijskiej gazety istnia&#322;a, by&#322;aby cudem. Wiedz&#261;c, &#380;e prasa brukowa czerpie satysfakcj&#281; i zyski z &#380;erowania na ludzkiej s&#322;abo&#347;ci do sensacji, wiedz&#261;c, &#380;e nawet bardziej wiarygodne gazety rozpowszechnia&#322;y ju&#380; r&#243;&#380;ne bujdy, oraz wiedz&#261;c, &#380;e prasowe doniesienia o anomaliach biologicznych nie s&#261; tak wiarygodne, jak &#378;r&#243;d&#322;a naukowe, student mia&#322;by racjonalne podstawy, by s&#261;dzi&#263;, i&#380; doniesienie o anakondzie maj&#261;cej 135 st&#243;p nie jest wiarygodne. Bez w&#261;tpienia s&#261; to mocne i zasadne argumenty, by w&#261;tpi&#263; w doniesienie, jednak dotyczy to r&#243;wnie&#380; niezwyk&#322;ego charakteru w&#281;&#380;a, o kt&#243;rym mowa. Student m&#243;g&#322;by si&#281; zastanawia&#263;, w jaki spos&#243;b taki w&#261;&#380; m&#243;g&#322; zosta&#263; pocz&#281;ty przez w&#281;&#380;e o standardowych dla tego gatunku rozmiarach. Jakie okoliczno&#347;ci t&#322;umaczy&#322;yby takie pocz&#281;cie? Gdyby w&#261;&#380; by&#322; jednym z nowo odkrytych gatunk&#243;w anakondy, dlaczego nie pojawi&#322;o si&#281; ich wi&#281;cej? Jak w&#261;&#380; o takich rozmiarach mo&#380;e ukry&#263; si&#281; przed drapie&#380;nikami lub zaskoczy&#263; sw&#261; ofiar&#281; w walce o przetrwanie? Wzgl&#281;dy takie jak te uzasadniaj&#261; w&#261;tpliwo&#347;ci dotycz&#261;ce niepotwierdzonych naukowo doniesie&#324;, niezale&#380;nie od podejrze&#324; co do pobudek i kompetencji os&#243;b, kt&#243;re takie doniesienia czyni&#261;; je&#347;li ju&#380;, to zwi&#281;kszaj&#261; one wag&#281; tych podejrze&#324;. Podobnie, pierwotny sceptycyzm hinduskiego ksi&#281;cia wobec pierwszych doniesie&#324; na temat wielkich zamarzni&#281;tych tafli wody, mocnych na tyle, by, powiedzmy, utrzyma&#263; ci&#281;&#380;ar s&#322;onia, wi&#261;za&#322;by si&#281;, rzecz jasna, z podejrzeniami na temat pobudek i kompetencji tych, kt&#243;rzy czyni&#261; takie doniesienia, jednak r&#243;wnie&#380; niecodzienny charakter tego, o czym donosz&#261;, dawa&#322;by &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;prima facie&lt;/i&gt; niezale&#380;ny pow&#243;d do w&#261;tpienia w te doniesienia oraz zwi&#281;ksza&#322;by wag&#281; podejrze&#324; dotycz&#261;cych mo&#380;liwych pobudek i kompetencji tych, kt&#243;rzy czyni&#261; doniesienia. Hume twierdzi, &#380;e jedynie &#8222;ca&#322;kiem mocne&#8221; &#347;wiadectwo mo&#380;e zasadnie odeprze&#263; ten sceptycyzm. Co znaczy &#8222;ca&#322;kiem mocne&#8221;? W pewnych okoliczno&#347;ciach mo&#380;emy zasadnie akceptowa&#263; &#347;wiadectwo pojedynczego, godnego zaufania, uczciwego i odpowiednio kompetentnego &#347;wiadka. W innych okoliczno&#347;ciach, takich jak przy doniesieniach na temat &#8222;zimnej fuzji&#8221;, s&#322;usznie wymagaliby&#347;my &#347;wiadectw potwierdzaj&#261;cych od kilku niezale&#380;nych &#347;wiadk&#243;w, gdy&#380; akceptacja tych doniesie&#324; wi&#261;za&#322;aby si&#281; z ponown&#261; ocen&#261; tego, co dotychczas uchodzi&#322;o za fundamentalne i dobrze potwierdzone prawa fizyki.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Krytycy mog&#261; jednak zarzuci&#263;, &#380;e przyj&#281;cie Humowskiej zasady os&#322;abiania mia&#322;oby t&#281; wad&#281;, i&#380; zach&#281;ca&#322;oby do prowincjonalnego sceptycyzmu wobec &#347;wiadectw dotycz&#261;cych czas&#243;w, ziem i ludzi znacz&#261;co r&#243;&#380;nych od naszych w&#322;as-nych. Coady na przyk&#322;ad sugeruje, &#380;e Humowska zasada wyklucza&#322;aby wiar&#281; &#8232;w powszechnie uznawane &#347;wiadectwa za &#8222;ofiarami sk&#322;adanymi z ludzkich istot, za Sokratejsk&#261; zgod&#261; na &#347;mier&#263; raczej ni&#380; na wolno&#347;&#263;, p&#322;yn&#261;c&#261; z jego filozoficznych przekona&#324; na temat sprawiedliwo&#347;ci, albo wreszcie za zadziwiaj&#261;cymi czynami Napoleona Bonaparte&#8221; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-23&quot; name=&quot;nh8-23&quot; id=&quot;nh8-23&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[23] [Coady 1992, 187]. Coady cytuje tak&#380;e zabawn&#261; parodi&#281; Humowskiej rzekomej (...)' &gt;23&lt;/a&gt;], po prostu dlatego, &#380;e zjawiska te tak bardzo r&#243;&#380;ni&#261; si&#281; od naszego do&#347;wiadczenia. Coady ch&#281;tnie cytuje z &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Idea of History&lt;/i&gt; , gdzie R.G. Collingwood argumentuje przeciwko &#8211; wykorzystanemu przez &#8232;F.H. Bradleya, a przypominaj&#261;cemu Humowskie &#8211; kryterium wiarygodno&#347;ci &#347;wiadectwa, zauwa&#380;aj&#261;c, &#8222;&#380;e [fakt, i&#380;] Grecy i Rzymianie porzucali swe nowo narodzone dzieci, by kontrolowa&#263; wielko&#347;&#263; populacji, nie jest mniej prawdziwy tylko przez to, &#380;e jest tak odmienny od tego, czego do&#347;wiadczaj&#261; prenumeratorzy &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Cambridge Ancient History&lt;/i&gt; &#8221; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-24&quot; name=&quot;nh8-24&quot; id=&quot;nh8-24&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[24] [Collingwood 1970, 240]. By&#263; mo&#380;e jednak doniesienia o &#8222;porzucaniu&#8221; nie (...)' &gt;24&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Humowski przypadek sceptycznego ksi&#281;cia pokazuje, jak s&#261;dz&#281;, &#380;e z jego zasady bynajmniej nie wynika prowincjonalizm. Pokazuje on bardzo wyra&#378;nie, &#380;e ksi&#261;&#380;&#281;ce niedowierzanie mo&#380;na przezwyci&#281;&#380;y&#263; za pomoc&#261; &#347;wiadectwa, kt&#243;rego moc dowodowa jest wi&#281;ksza lub bardziej pe&#322;na ni&#380; &#347;wiadectwa zaczerpni&#281;te z ograniczonego do&#347;wiadczenia ksi&#281;cia odno&#347;nie do stan&#243;w skupienia wody. Moc dowodowa &#8222;pierwszych doniesie&#324;&#8221; na temat wody zmieniaj&#261;cej si&#281; w l&#243;d nie jest wystarczaj&#261;co pe&#322;na, poniewa&#380; wci&#261;&#380; trzeba odpowiedzie&#263; na kilka wykluczaj&#261;cych [ &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;eliminative&lt;/i&gt; ] pyta&#324;, zwi&#261;zanych z wiarygodno&#347;ci&#261; tych doniesie&#324;: Czy autorzy tych doniesie&#324; s&#261; odpowiednio kompetentni i uczciwi? Czy s&#261; zwyk&#322;ymi podr&#243;&#380;nikami, czy wyszkolonymi przyrodnikami? Gdyby moc dowodowa &#347;wiadectw by&#322;a istotnie bardziej pe&#322;na od przeciwstawnej tym zeznaniom mocy dowodowej ograniczonego do&#347;wiadczenia ksi&#281;cia, to zeznania te mog&#322;yby przewa&#380;y&#263; nad pierwotnym sceptycyzmem ksi&#281;cia. Podobnie, je&#347;li &#347;wiadectwa potwierdzaj&#261;ce wiarygodno&#347;&#263; zezna&#324; na temat praktyk porzucania dzieci s&#261; bardziej pe&#322;ne ni&#380; moc dowodowa wsp&#243;&#322;czesnego do&#347;wiadczenia, gdzie warunki bytowe r&#243;&#380;ni&#261; si&#281; od warunk&#243;w z czas&#243;w Grek&#243;w czy Rzymian, Humowska zasada os&#322;abiania sprawia, &#380;e dow&#243;d oparty na zeznaniach dotycz&#261;cych tej staro&#380;ytnej praktyki mo&#380;e przewa&#380;y&#263; nad sceptycyzmem opartym jedynie na naszym ograniczonym do&#347;wiadczeniu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wytrwali krytycy mog&#261; odrzec, &#380;e prawdziwy problem Humowskiej koncepcji &#347;wiadectw polega nie tyle na tym, &#380;e o&#347;miesza ona badania, ile na tym, &#380;e zgodno&#347;&#263; z &#8222;regu&#322;ami analogii&#8221; jest zbyt nieokre&#347;lona, by stanowi&#263; u&#380;yteczne kryterium. Nawet wykorzystanie Humowskich &#8222;o&#347;miu regu&#322;&#8221; do wskazywania istotnych analogii zak&#322;ada, &#380;e poszukiwane analogie daj&#261; si&#281; jasno okre&#347;li&#263;. Problem polega na tym, &#380;e istnieje wiele r&#243;&#380;nych sposob&#243;w oceniania analogii &#8211; jedne z nich s&#261; zmys&#322;owe, inne bardziej abstrakcyjne &#8211; oraz nieograniczona liczba analogii do rozpatrzenia. Na poziomie zmys&#322;owym pioruny b&#322;yskawic &#8232;i w&#322;osy stoj&#261;ce d&#281;ba znacz&#261;co r&#243;&#380;ni&#261; si&#281; od siebie; na poziomie bardziej abstrakcyjnym s&#261; bardzo podobne, gdy&#380; obydwa zjawiska stanowi&#261; przypadki aktywno&#347;ci elektrycznej. Spos&#243;b oceny podobie&#324;stwa zale&#380;y w znacznej mierze od stopnia wykszta&#322;cenia lub bieg&#322;o&#347;ci w odkrywaniu naukowych zasad. Wy&#263;wiczone, do&#347;wiadczone umys&#322;y mog&#261; dostrzega&#263; istotne podobie&#324;stwa tam, gdzie niewy&#263;wiczone i niedo&#347;wiadczone umys&#322;y ich nie dostrzeg&#261;; niedo&#347;wiadczone, niewy&#263;wiczone umys&#322;y mog&#261; widzie&#263; istotne r&#243;&#380;nice tam, gdzie ich nie ma. W zwi&#261;zku z tym s&#261;dy dotycz&#261;ce prawdopodobie&#324;stw analogicznych zdaj&#261; si&#281; by&#263; funkcj&#261; czynnik&#243;w subiektywnych, takich jak sk&#322;onno&#347;ci i umiej&#281;tno&#347;ci podmiot&#243;w do postrzegania zjawisk raczej z jednego poziomu ni&#380; z drugiego. By analogia s&#322;u&#380;y&#322;a za kryterium prawdopodobie&#324;stwa, musi istnie&#263;, jak podkre&#347;l&#261; niekt&#243;rzy krytycy, dobrze okre&#347;lona procedura decyzyjna s&#322;u&#380;&#261;ca identyfikowaniu w&#322;a&#347;ciwych poziom&#243;w abstrakcji do interpretacji do&#347;wiadczenia. Jak wskazywa&#322; Coady, na pewnym poziomie staro&#380;ytna praktyka ofiar z ludzi r&#243;&#380;ni si&#281; od wszystkiego, co w&#322;a&#347;ciwe nowo&#380;ytnemu do&#347;wiadczeniu, jednak &#8222;przy przychylnej interpretacji [Humowska] zasada mog&#322;aby na przyk&#322;ad sprawi&#263;, bym da&#322; wiar&#281; przesz&#322;ym praktykom ofiar z ludzi, o ile uzna&#322;bym we w&#322;asnym &#347;wiecie, &#380;e niekt&#243;rzy ludzie gotowi s&#261; skaza&#263; innych na cierpienie, by osi&#261;gn&#261;&#263; wa&#380;ne cele&#8221;. Jak wyja&#347;nia Coady, pozostaje jeszcze ten problem, &#380;e&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;teraz, rzecz jasna, nie mamy ju&#380; gotowego kryterium, poniewa&#380; r&#243;&#380;ni ludzie b&#281;d&#261; r&#243;&#380;nie ocenia&#263; takie analogie. Dalsze okre&#347;lenie kwestii takich jak ta b&#281;dzie wi&#281;c w du&#380;ej mierze zale&#380;e&#263; od tego, jak interpretuje si&#281; tera&#378;niejszo&#347;&#263;. Teraz jednak kryterium analogii jako surowego i szybkiego sprawdzianu wiarygodno&#347;ci przestaje funkcjonowa&#263; i proces ten post&#281;puje wraz ze &#347;wiadomo&#347;ci&#261;, &#380;e pytanie, jak odczytywa&#263; tera&#378;niejszo&#347;&#263; [...], mo&#380;e po cz&#281;&#347;ci r&#243;wnie dobrze zale&#380;e&#263; od tego, jakie nauki wyci&#261;ga si&#281; z przesz&#322;o&#347;ci [Coady 1992, 188].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Najodpowiedniejsz&#261; reakcj&#261; na te zarzuty jest, jak s&#261;dz&#281;, przyznanie, &#380;e wprawdzie w Humowskim kryterium prawdopodobie&#324;stwa analogicznego jest jaka&#347; nieokre&#347;lono&#347;&#263;, o ile jednak oznacza to tylko brak &#8222;surowego i szybkiego sprawdzianu&#8221;, kt&#243;rego mog&#261; u&#380;y&#263; ludzie o r&#243;&#380;nych kompetencjach, do&#347;wiadczeniach i sk&#322;onno&#347;ciach, by doj&#347;&#263; do tych samych wniosk&#243;w. Podobnie jak Bacon ostrzega&#322;, &#380;e jego metod&#281; indukcyjn&#261; &#8222;trudno stosowa&#263; w praktyce&#8221; &#8232;[Bacon 1955, 50], nawet je&#347;li &#322;atwo j&#261; przedstawi&#263; w s&#322;owach, tak te&#380; Hume twierdzi, &#380;e jego regu&#322;y indukcji &#8222;bardzo &#322;atwo wynale&#378;&#263;, lecz nader trudno stosowa&#263;&#8221; [TNL, I, 230]:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Nie ma zjawiska w naturze, kt&#243;re nie by&#322;oby z&#322;o&#380;one z tylu r&#243;&#380;nych sk&#322;adnik&#243;w i nie zale&#380;a&#322;o w swym kszta&#322;towaniu od tylu; st&#261;d te&#380; by doj&#347;&#263; do punktu decyduj&#261;cego, musimy starannie oddzieli&#263; wszystko, co jest zb&#281;dne, i bada&#263; w nowych obserwacjach, czy wszystkie konkretne sk&#322;adniki w pierwszej obserwacji by&#322;y dla niej istotne. Te nowe obserwacje podlegaj&#261; roztrz&#261;saniu tego samego rodzaju, tak i&#380; trzeba wielkiej sta&#322;o&#347;ci i konsekwencji, by wytrwa&#263; w naszym badaniu [TNL, I, 230&#8211;231].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Pomimo tych trudno&#347;ci Hume wierzy, &#380;e wci&#261;&#380; mo&#380;emy jasno pokazywa&#263;, jak to si&#281; dzieje, &#380;e s&#261;dy wydane przez jednych s&#261; &#8222;m&#261;drzejsze&#8221; od s&#261;d&#243;w wydanych przez innych. Na&#347;laduj&#261;c, na przyk&#322;ad, spostrze&#380;enie Bacona, &#380;e lepiej by by&#322;o, gdyby &#8222;tak wielu ludzi, jak to mo&#380;liwe, posiada&#322;o wyra&#378;ne wyczucie odno&#347;nie do lokalizowania i tropienia fizycznych podobie&#324;stw&#8221;, Hume zauwa&#380;a, &#380;e &#8222;gdy rozumujemy na podstawie analogii, cz&#322;owiek posiadaj&#261;cy bogatsze do&#347;wiadczenie albo wi&#281;ksz&#261; sprawno&#347;&#263; w dostrzeganiu analogii b&#281;dzie rozumowa&#322; lepiej&#8221; [BDR, IX, 129] [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-25&quot; name=&quot;nh8-25&quot; id=&quot;nh8-25&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[25] Fragment, kt&#243;ry zawsze stanowi&#322; uderzaj&#261;ce &#347;wiadectwo za tradycyjnym, cho&#263; (...)' &gt;25&lt;/a&gt;]. Poniewa&#380; wnioskowanie na podstawie do&#347;wiadczenia wymaga uwagi i pami&#281;ci, ci, kt&#243;rzy przewy&#380;szaj&#261; w tym innych, b&#281;d&#261; rozumowa&#263; lepiej od pozosta&#322;ych. Niekt&#243;rzy rozumuj&#261; lepiej od innych, gdy chodzi o okre&#347;lanie stopnia z&#322;o&#380;ono&#347;ci: &#8222;W przypadkach, gdy szereg przyczyn sk&#322;ada si&#281; na wytworzenie skutku&#8221;, zauwa&#380;a Hume, &#8222;jeden umys&#322; mo&#380;e by&#263; szerszy od innego i zdolniejszy do obj&#281;cia ca&#322;ego systemu przedmiot&#243;w oraz do trafnego wnioskowania o ich nast&#281;pstwach&#8221; [ibid.]. Wytrawni my&#347;liciele b&#281;d&#261; ostro&#380;nie tworzy&#263; uog&#243;lnienia na podstawie w&#322;asnego do&#347;wiadczenia, podczas gdy ci, kt&#243;rzy rozumuj&#261; s&#322;abiej, uczyni&#261; to pospiesznie: &#8222;Tworzenie zasad og&#243;lnych na podstawie obserwacji jednostkowych przypadk&#243;w jest czynno&#347;ci&#261; bardzo pon&#281;tn&#261;; tote&#380; nie ma rzeczy zwyklejszej&#8221;, pisze Hume, &#8222;ni&#380; b&#322;&#281;dy pope&#322;niane w tym wzgl&#281;dzie wskutek po&#347;piechu albo ograniczono&#347;ci umys&#322;u nie dostrzegaj&#261;cego wszystkich stron sprawy&#8221; [ibid.]. Wskazuj&#261;c na to, &#380;e &#8222;sk&#322;onno&#347;ci wynikaj&#261;ce z uprzedze&#324;, wychowania, uczu&#263;, stronniczo&#347;ci etc. ci&#261;&#380;&#261; bardziej na jednym umy&#347;le ani&#380;eli na innym&#8221; [ibid.], ostrzega, &#380;e wytrawniejsi my&#347;liciele &#347;wiadomie &#8222;okazuj&#261; bardzo akademick&#261; wiar&#281; wszelkiej relacji, kt&#243;ra sprzyja uczuciom relacjonuj&#261;cego&#8221; [BDR, X, 154]. Zyskawszy wpraw&#281; w oddzielaniu &#347;wiadectw wiarygodnych od niewiarygodnych, my&#347;liciele tacy zaufaj&#261; &#8222;ksi&#261;&#380;ce i rozmowie&#8221;, je&#347;li chodzi o zwi&#281;kszanie swej wiedzy na podstawie do&#347;wiadczenia [BDR, IX, 129]. My&#347;l&#281;, &#380;e Hume by&#322;by zak&#322;opotany, gdyby kto&#347; oczekiwa&#322; surowego i szybkiego testu poprawnej oceny prawdo-podobie&#324;stwa analogicznego, niezale&#380;nego jednocze&#347;nie od poznawczych zdolno&#347;ci tych, kt&#243;rzy si&#281; nim pos&#322;uguj&#261; [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-26&quot; name=&quot;nh8-26&quot; id=&quot;nh8-26&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[26] Coady zauwa&#380;a, &#380;e &#8222;ma&#322;o prawdopodobne jest wyznaczenie jakiejkolwiek (...)' &gt;26&lt;/a&gt;]. Celem kryteri&#243;w analogiczno&#347;ci jest wskazywanie s&#261;dom w&#322;a&#347;ciwej drogi, a nie zast&#281;powanie ich. Nawet najlepsze mo&#380;liwe rozumowanie mo&#380;e zawie&#347;&#263; &#8211; taka ju&#380; jego natura.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W &#347;wietle tego, co zosta&#322;o dotychczas powiedziane w obronie Hume'a, kusz&#261;ce by&#322;oby stwierdzenie w ramach podsumowania jego pogl&#261;d&#243;w na temat &#347;wiadectw, &#380;e nie wyra&#380;aj&#261; one nic wi&#281;cej ponad zdroworozs&#261;dkowe zalecenie, by niezwyk&#322;y dow&#243;d domaga&#322; si&#281; niezwyk&#322;ych &#347;wiadectw. Co do Earmana, to s&#322;usznie przestrzega on przed akceptacj&#261; tak banalnej interpretacji: gdyby Humowska koncepcja &#347;wiadectw sprowadza&#322;a si&#281; jedynie do tezy, &#380;e niezwyk&#322;y dow&#243;d wymaga niezwyk&#322;ych &#347;wiadectw potwierdzaj&#261;cych, nie zyska&#322;aby tyle uwagi, ile zyskuje od ponad dwustu lat [Earman 2000, 42]. Tym, co sprawia, &#380;e jego koncepcja przerasta frazesy, jest jej filozoficznie znacz&#261;ca konkluzja, &#8222;&#380;e &#380;adne &#347;wiadectwo nie wystarcza do wykazania autentyczno&#347;ci cudu&#8221; [BDR, X, 139]. Przez &#8222;cud&#8221; Hume rozumie pogwa&#322;cenie prawa natury spowodowane szczeg&#243;ln&#261; wol&#261; Boga. Obro&#324;cy cud&#243;w religijnych nie przecz&#261; Hume'owi &#8232;w kwestii tego, czy niezwyk&#322;y dow&#243;d domaga si&#281; niezwyk&#322;ych &#347;wiadectw; nie godz&#261; si&#281; natomiast, by &#347;wiadectwo dotycz&#261;ce cud&#243;w mog&#322;o, w konkretnych, szczeg&#243;lnych okoliczno&#347;ciach, uzasadni&#263; przekonanie o ich wyst&#261;pieniu. S&#322;uszno&#347;&#263; Humowskiej koncepcji zale&#380;y wi&#281;c od jego umiej&#281;tno&#347;ci dostarczenia przekonuj&#261;cego argumentu za tym, by traktowa&#263; &#347;wiadectwa cud&#243;w religijnych inaczej ni&#380; &#347;wiadectwa zdarze&#324; niezwyk&#322;ych [Earman 2000, 42]. W nast&#281;pnej &#8232;i ostatniej cz&#281;&#347;ci tej pracy zastanowi&#281; si&#281;, w jaki spos&#243;b Hume zamierza wykorzysta&#263; Baconowsk&#261; koncepcj&#281; stopni pewno&#347;ci do uzasadnienia sceptycyzmu wobec wszelkich &#347;wiadectw za cudami religijnymi.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;strong class=&quot;spip&quot;&gt;IV&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Okre&#347;lanie mocy dowodowej &#347;wiadectw dotycz&#261;cych cud&#243;w&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume napisa&#322; sw&#243;j esej o cudach w atmosferze utrzymuj&#261;cego si&#281; od d&#322;ugiego czasu sporu mi&#281;dzy deistami a teologami ortodoksyjnymi, sporu dotycz&#261;cego stosunku mi&#281;dzy objawieniem a teologi&#261; naturaln&#261;, dwoma g&#322;&#243;wnymi filarami chrze&#347;cija&#324;skiej apologetyki [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-27&quot; name=&quot;nh8-27&quot; id=&quot;nh8-27&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[27] Do wnikliwej dyskusji w tej kwestii zob. [Penelhum 2000, rozdz. (...)' &gt;27&lt;/a&gt;]. Przewa&#380;nie zar&#243;wno dei&#347;ci, jak i obro&#324;cy religii objawionej zgadzali si&#281;, &#380;e teologia naturalna dowodzi istnienia i dobroci Boga bez pomocy boskiego objawienia, jednak podczas gdy dei&#347;ci utrzymywali, &#380;e teologia taka wyczerpuje tre&#347;&#263; wiedzy religijnej, chrze&#347;cijanie ortodoksyjni twierdzili, i&#380; potwierdza ona prawdopodobie&#324;stwo tego, &#380;e B&#243;g od czasu do czasu ingeruje w prawa natury, by ujawni&#263; dodatkowe prawdy religijne &#8211; takie jak bosko&#347;&#263; i nauki Chrystusa &#8211; kt&#243;rych przyj&#281;cie jest niezb&#281;dne do zbawienia. Wbrew deistom Hume twierdzi&#322;, &#380;e porz&#261;dek i plan dostrzegalne w przyrodzie nie mog&#261; potwierdza&#263; przypuszczenia, i&#380;by ostateczna przyczyna &#347;wiata mia&#322;a w&#322;asno&#347;ci moralne rozumiane tak samo, jak je rozumiej&#261; ludzkie istoty; wbrew teologom ortodoksyjnym utrzymywa&#322;, &#380;e nawet gdyby przyj&#261;&#263; za pewnik, i&#380; teologia naturalna mo&#380;e dowie&#347;&#263; boskiej dobroci, wniosek ten nie zwi&#281;ksza prawdopodobie&#324;stwa dowodu na to, &#380;e B&#243;g wykorzystuje sw&#261; dobro&#263; poprzez ingerowanie w przyrod&#281; za pomoc&#261; cud&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Humowski argument przeciwko religijnej ortodoksyjno&#347;ci biegnie dwiema drogami, odpowiednio do dw&#243;ch cz&#281;&#347;ci, z kt&#243;rych sk&#322;ada si&#281; jego esej. Pierwsza bazuje na jego koncepcji dowodu. Je&#347;li dow&#243;d za prawem naturalnym opiera si&#281; na doskonale jednolitym do&#347;wiadczeniu potwierdzaj&#261;cym to prawo, w&#243;wczas te same &#347;wiadectwa, kt&#243;re dowodz&#261; prawa naturalnego, sk&#322;adaj&#261; si&#281; na dow&#243;d przeciwko ka&#380;demu zdarzeniu, k&#322;&#243;c&#261;cemu si&#281; z tym prawem, nawet je&#347;li pogwa&#322;cenie praw przyczynowych jest logicznie mo&#380;liwe. Co si&#281; jednak stanie, gdy pojawi si&#281; &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;niebezpo&#347;rednie&lt;/i&gt; &#347;wiadectwo takiego pogwa&#322;cenia, zaczerpni&#281;te z dowodu opartego na zeznaniach &#347;wiadk&#243;w? Dow&#243;d oparty na zeznaniach domaga si&#281; do&#347;wiadczenia, wskazuj&#261;cego na jednolity zwi&#261;zek mi&#281;dzy konkretnymi cechami zeznania a prawdziwo&#347;ci&#261; jego tre&#347;ci; &#347;wiadectwo maj&#261;ce takie cechy stanowi&#322;oby dow&#243;d, &#380;e &#347;wiadectwo jest wiarygodne. Je&#347;li wiarygodne &#347;wiadectwo dotyczy zdarzenia, kt&#243;re podwa&#380;a dowiedzione ju&#380; prawo natury, mamy do czynienia z dowodem przeciwko dowodowi, w kt&#243;rym to wypadku Hume wnioskuje na podstawie swej zasady os&#322;abiania, &#380;e &#380;adne &#347;wiadectwo nie wystarczy do tego, by uzasadni&#263; przekonanie o wyst&#261;pieniu cudu, &#8222;je&#380;eli nie jest ono tego rodzaju, &#380;e jego fa&#322;szywo&#347;&#263; by&#322;aby wi&#281;kszym cudem ani&#380;eli fakt, kt&#243;ry ma by&#263; na jego podstawie wykazany&#8221; [BDR, X, 139]. Nazw&#281; to Humowsk&#261; zasad&#261; &#8222;wi&#281;kszego cudu&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dla wielu komentator&#243;w zasada wi&#281;kszego cudu jest do&#347;&#263; k&#322;opotliwa. Wed&#322;ug jednej z interpretacji Hume jest ironiczny, gdy&#380; pogwa&#322;cenia praw natury s&#261; po prostu tym, czym s&#261;, i &#380;adne nie mo&#380;e by&#263; wi&#281;ksze lub mniejsze od pozosta&#322;ych. Przy takim spojrzeniu Humowska zasada wi&#281;kszego cudu, pozbawiona swego retorycznego powabu, nie m&#243;wi nic wi&#281;cej ponad to, &#380;e sprzeczne dowody po prostu wzajemnie si&#281; znosz&#261;, pozostawiaj&#261;c sceptyczny impas odno&#347;nie do tego, kt&#243;ry z nich wybra&#263;. Taka interpretacja jest jednak &#378;r&#243;d&#322;em kolejnych niejasno&#347;ci. Je&#347;li jest s&#322;uszna, w&#243;wczas cel drugiej cz&#281;&#347;ci jego eseju jest niezrozumia&#322;y, poniewa&#380; argument dotycz&#261;cy &#347;wiadectw za cudami by&#322;by ju&#380; pe&#322;ny wraz z ko&#324;cem cz&#281;&#347;ci pierwszej. Co wa&#380;niejsze, interpretacja taka k&#322;&#243;ci si&#281; z wyra&#378;nym stwierdzeniem Hume'a w cz&#281;&#347;ci drugiej, &#380;e &#8222;mog&#261; istnie&#263; cuda [...] tego rodzaju, i&#380; dopuszcza&#322;yby dow&#243;d ze &#347;wiadectwa ludzkiego&#8221; [BDR, X, 156]. W&#322;a&#347;ciwa interpretacja powinna wyja&#347;nia&#263;, w jaki spos&#243;b te dwie cz&#281;&#347;ci tworz&#261; zwart&#261; ca&#322;o&#347;&#263;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Bardziej obiecuj&#261;ca interpretacja Humowskiej zasady wi&#281;kszego cudu powinna potraktowa&#263; powa&#380;nie jego w&#322;asne wyja&#347;nienia na ten temat, zawarte &#8232;w li&#347;cie do Hugh Blaira. Jak ju&#380; by&#322;a mowa wcze&#347;niej, Hume t&#322;umaczy&#322; Blai-rowi, &#380;e chocia&#380; dow&#243;d jest pe&#322;ny i pewny sam w sobie, jedne z dowod&#243;w maj&#261; wi&#281;ksz&#261; si&#322;&#281; ni&#380; inne. W zwi&#261;zku z tym, je&#347;li oparty na &#347;wiadectwach dow&#243;d, przemawiaj&#261;cy za pewnym zdarzeniem, niebezpo&#347;rednio k&#322;&#243;ci si&#281; z dowodem dotycz&#261;cym prawa natury, podwa&#380;aj&#261;cym to relacjonowane zdarzenie, pozostaje jedynie stwierdzi&#263;, kt&#243;ry dow&#243;d ma wi&#281;ksz&#261; si&#322;&#281;, aby okre&#347;li&#263;, czy jego fa&#322;szywo&#347;&#263; by&#322;aby wi&#281;kszym cudem. Zar&#243;wno w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Traktacie&lt;/i&gt; , jak i w &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Badaniach&lt;/i&gt; Hume utrzymywa&#322;, &#380;e dow&#243;d b&#281;dzie mia&#322; wi&#281;ksz&#261; si&#322;&#281; od pozosta&#322;ych, je&#347;li opiera si&#281; na wi&#281;kszej liczbie przypadk&#243;w albo na wi&#281;kszej ilo&#347;ci istotnych analogii.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W drugiej cz&#281;&#347;ci Humowskiego eseju zarysowane s&#261; trzy hipotetyczne relacje cud&#243;w, a ich celem jest zilustrowanie r&#243;&#380;nych zastosowa&#324; zasady wi&#281;kszego cudu. Pierwsze dwa przyk&#322;ady dotycz&#261; &#347;wiadectw za cudami niemaj&#261;cymi religijnego znaczenia. Chodzi tu o pogwa&#322;cenie praw natury niezale&#380;ne od dzia&#322;alno&#347;ci boskiej. Poniewa&#380; Hume nazywa cuda o religijnym znaczeniu &#8222;cudami religijnymi&#8221; [BDR, X, 158], te z kolei cuda nazw&#281; cudami &#347;wieckimi. Pierwszy przyk&#322;ad ilustruje &#347;wiadectwo za cudem &#347;wieckim, kt&#243;rego fa&#322;szywo&#347;&#263;, zdaniem Hume'a, by&#322;aby sama wi&#281;kszym cudem ani&#380;eli fa&#322;szywo&#347;&#263; prawa natury, kt&#243;remu to relacjonowane zdarzenie przeczy. Drugi przyk&#322;ad ilustruje oparte na zeznaniach &#347;wiadectwo za cudem &#347;wieckim, kt&#243;rego fa&#322;szywo&#347;&#263;, zdaniem Hume'a, sama nie by&#322;aby wi&#281;kszym cudem. Trzeci przyk&#322;ad dotyczy &#347;wiadectwa za cudem religijnym i wskazuje na powody, dla kt&#243;rych Hume uwa&#380;a, &#380;e fa&#322;szywo&#347;&#263; takiego &#347;wiadectwa nigdy nie by&#322;aby czym&#347; bardziej cudownym. Hume wykorzystuje wszystkie trzy hipotetyczne przyk&#322;ady do stworzenia jakich&#347; wsp&#243;lnych punkt&#243;w z jego ortodoksyjnymi przeciwnikami, zanim przyst&#261;pi do om&#243;wienia g&#322;&#243;wnego punktu niezgody mi&#281;dzy nimi.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Zasygnalizowanym ju&#380; celem pierwszego przyk&#322;adu jest pokazanie, &#380;e &#8222;mog&#261; istnie&#263; cuda [...] tego rodzaju, i&#380; dopuszcza&#322;yby dow&#243;d ze &#347;wiadectwa ludzkiego&#8221;, nawet je&#347;li &#8222;nie da si&#281; znale&#378;&#263; takiego cudu w &#380;adnym dokumencie historycznym&#8221; [BDR, X, 156]. Przyjmuj&#261;c za pewnik, &#380;e pogwa&#322;cenia praw natury s&#261; mo&#380;liwe oraz &#380;e relacje dotycz&#261;ce ich wyst&#261;pienia mog&#261; by&#263; wiarygodne, Hume wykazuje tym samym, &#380;e istniej&#261; wsp&#243;lne punkty mi&#281;dzy nim &#8232;a jego ortodoksyjnymi przeciwnikami, przez co uodparnia si&#281; na zarzuty, i&#380; albo z g&#243;ry uwa&#380;a pogwa&#322;cenia praw natury za niemo&#380;liwe, albo &#380;e odmawia im wiarygodno&#347;ci. Prosi wi&#281;c swych czytelnik&#243;w, by wyobrazili sobie, &#380;e&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;wszyscy autorzy, we wszystkich j&#281;zykach zgodnie opowiadaj&#261;, &#380;e od pierwszego stycznia 1600 r. panowa&#322;a na ca&#322;ej ziemi przez osiem dni zupe&#322;na ciemno&#347;&#263;; przypu&#347;&#263;my, &#380;e tradycja o tym nadzwyczajnym zdarzeniu jest nadal w&#347;r&#243;d ludzi wyra&#378;na i &#380;ywa; &#380;e wszyscy podr&#243;&#380;nicy wracaj&#261;c z dalekich kraj&#243;w przynosz&#261; nam bez najmniejszej zmiany lub sprzeczno&#347;ci wiadomo&#347;&#263; o tej samej tradycji &#8232;[BDR, X, 156].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume utrzymuje, &#380;e po&#347;wi&#281;cenie uwagi analogiom przerwie to, co w przeciwnym razie stanowi&#322;oby sceptyczny impas mi&#281;dzy opartym na zeznaniach &#347;wiadectwem za o&#347;mioma dniami ciemno&#347;ci a &#347;wiadectwem potwierdzaj&#261;cym prawa natury, kt&#243;rym owe osiem dni ciemno&#347;ci przeczy. Pomimo wyj&#261;tkowego charakteru o&#347;miu dni ciemno&#347;ci &#8222;dozwalaj&#261; w nie wierzy&#263;&#8221;, jak twierdzi Hume, &#8222;tak liczne analogie&#8221; do wielu przypadk&#243;w &#8222;rozk&#322;adu, rozlu&#378;nienia i rozprz&#281;&#380;enia&#8221; dostrzeganych w przyrodzie [BDR, X, 156]. Nie jest jasne, jakie analogie ma tu na my&#347;li, zak&#322;adaj&#261;c jednak, &#380;e mog&#322;oby mu chodzi&#263; o takie zjawiska, jak za&#263;mienia s&#322;o&#324;ca, burze piaskowe czy erupcje wulkan&#243;w (co odpowiada&#322;oby aspektowi ciemno&#347;ci) albo przypadki rozpadu czy atrofii (odpowiadaj&#261;ce aspektowi nie&#322;adu), analogie te zmniejszaj&#261; moc dowodu przeciwko o&#347;miu dniom ciemno&#347;ci. Wci&#261;&#380; jednak nie wystarcz&#261; one do zagwarantowania wiarygodno&#347;ci owym o&#347;miu dniom, poniewa&#380; wyra&#378;ne r&#243;&#380;nice wci&#261;&#380; pozostaj&#261;. Gdyby jednak relacje dotycz&#261;ce o&#347;miu dni ciemno&#347;ci by&#322;y ponadto &#8222;bardzo powszechne &#8232;i zgodne&#8221;, dzi&#281;ki czemu znacz&#261;co przypomina&#322;yby przypadki wiarygodnych &#347;wiadectw, fa&#322;szywo&#347;&#263; &#347;wiadectwa by&#322;aby, zdaniem Hume'a, bardziej cudowna ni&#380; fa&#322;szywo&#347;&#263; dowodu przeciwko o&#347;miu dniom ciemno&#347;ci, tak &#380;e &#8222;nasi tera&#378;niejsi uczeni, zamiast w&#261;tpi&#263; o tym fakcie, powinni by go przyj&#261;&#263; jako pewny&#8221; [ibid.]. Nawet gdyby tak by&#322;o, wiarygodno&#347;&#263; &#347;wiadectwa opartego na zeznaniach jest mniejsza, ni&#380; gdyby nie istnia&#322;y &#380;adne sprzeczne &#347;wiadectwa odno&#347;-nie do praw przyczynowych, podwa&#380;anych przez relacjonowane zdarzenie, &#8232;w zwi&#261;zku z czym przyj&#281;cie cudownego charakteru zdarzenia jest uzasadnione tylko jako tymczasowa hipoteza wymagaj&#261;ca dalszych docieka&#324;. Gdyby wi&#281;c nale&#380;a&#322;o uzna&#263; osiem dni ciemno&#347;ci za pewnik, tymczasowo za&#347; za cud, rozs&#261;dni uczeni, jak pisze Hume, &#8222;powinni szuka&#263; przyczyn, z kt&#243;rych m&#243;g&#322; wynikn&#261;&#263;&#8221; [ibid.], gdy&#380; przysz&#322;e dociekania mog&#261; pokaza&#263;, &#380;e to co wcze&#347;niej akceptowano jako cud, jest jedynie czym&#347; niezwyk&#322;ym, a to, co przyjmowano za prawo natury, nie jest rzeczywistym prawem.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Warto zauwa&#380;y&#263;, dlaczego zdaniem Hume'a omawiane &#347;wiadectwo za cudem &#347;wieckim jest wolne od wad. Przecie&#380; w akapitach bezpo&#347;rednio poprzedzaj&#261;cych ten ust&#281;p t&#322;umaczy&#322; bardzo szczeg&#243;&#322;owo, w jaki spos&#243;b nasze instynktowne zami&#322;owanie do niespodzianek i cud&#243;w czyni nas naturalnie sk&#322;onnymi do oszukiwania samych siebie i do nieuczciwo&#347;ci w kwestii rzeczy niezwyk&#322;ych. Czy doniesienia o cudach, z natury bardziej niesamowite i zaskakuj&#261;ce ni&#380; doniesienia na temat rzeczy jedynie niezwyk&#322;ych, nie wydoby&#322;yby na &#347;wiat&#322;o dzienne najgorszych stron tego ludzkiego szale&#324;stwa, a przez to braku wiarygodno&#347;ci?&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Podobnie jak historia z indyjskim ksi&#281;ciem pokazuje, &#380;e w&#261;tpliwo&#347;ci, jakie rodzi ludzkie zami&#322;owanie do cud&#243;w, s&#261; istotne, lecz nie kluczowe dla wiarygodno&#347;ci relacjonowanych niezwyk&#322;ych przypadk&#243;w, tak te&#380; hipotetyczne osiem dni ciemno&#347;ci pokazuje, &#380;e skutki podziwu nie wystarcz&#261;, by zasadnie zaprzeczy&#263; doniesieniom o cudach. O tyle, o ile &#347;wiadectwo za cudem &#347;wieckim ma wystarczaj&#261;co du&#380;o wiarygodnych cech r&#243;wnowa&#380;&#261;cych, mo&#380;emy zasadnie zaakceptowa&#263; to &#347;wiadectwo, podobnie jak indyjski ksi&#261;&#380;&#281; zasadnie przyj&#261;&#322;by &#347;wiadectwo dotycz&#261;ce zamarzni&#281;tej wody, o ile by&#322;oby ono bardziej wiarygodne od pierwszych doniesie&#324;. Poniewa&#380; cuda s&#261; z definicji bardziej niesamowite ni&#380; rzeczy jedynie niezwyk&#322;e, standardy akceptacji doniesie&#324; &#8232;o cudach musz&#261; by&#263;, rzecz jasna, wy&#380;sze. Hume przedstawia przekonuj&#261;cy pogl&#261;d, &#380;e takie w&#322;asno&#347;ci, jak ilo&#347;&#263;, kulturowa r&#243;&#380;norodno&#347;&#263; czy jednolito&#347;&#263; &#347;wiadectw, maj&#261; razem wi&#281;ksz&#261; si&#322;&#281; ni&#380; w&#261;tpliwo&#347;ci na temat naszej sk&#322;onno&#347;ci do oszustwa, p&#322;yn&#261;cej z zami&#322;owania do cud&#243;w.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Na zasadzie kontrastu jego drugi przyk&#322;ad ukazuje okoliczno&#347;ci, w jakich nawet bardzo silne &#347;wiadectwo nie rozwiewa dostatecznie w&#261;tpliwo&#347;ci, kt&#243;re rodzi ludzkie zami&#322;owanie do cud&#243;w. Za&#322;&#243;&#380;my, pisze Hume,&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&#380;e wszyscy historycy pisz&#261;cy o Anglii zgodnie pisaliby, &#380;e dnia pierwszego stycznia 1600 r. kr&#243;lowa El&#380;bieta umar&#322;a, &#380;e tak przed, jak i po jej &#347;mierci widzieli j&#261; jej lekarze i ca&#322;y dw&#243;r, jak to jest przyj&#281;te, gdy chodzi o osoby tego stanowiska, &#380;e parlament uzna&#322; i proklamowa&#322; jej nast&#281;pc&#281; i &#380;e miesi&#261;c po pogrzebie zjawi&#322;a si&#281; znowu, wst&#261;pi&#322;a na tron i rz&#261;dzi&#322;a Angli&#261; przez trzy lata [BDR, X, 157].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Podobnie jak w poprzednim przyk&#322;adzie, zmartwychwstanie kr&#243;lowej El&#380;biety stanowi&#322;oby przypadek cudu &#347;wieckiego, poniewa&#380; nie p&#322;yn&#261; z niego &#380;adne religijne implikacje. Nie twierdzi si&#281; tu na przyk&#322;ad, &#380;e jej zmartwychwstanie wskazuje na to, i&#380; jest ona bosko namaszczonym monarch&#261; lub &#380;e jej rz&#261;dy oznaczaj&#261; Powt&#243;rne Przyj&#347;cie istoty o odmiennej p&#322;ci. W tym wypadku jednak, jak sugeruje Hume, powinni&#347;my mimo wszystko odrzuci&#263; &#347;wiadectwa oparte na zeznaniach. Mo&#380;e si&#281; to wydawa&#263; zagadkowe. Czy nie m&#243;g&#322;by zamiast tego twierdzi&#263;, &#380;e jej zmartwychwstanie, podobnie jak osiem dni ciemno&#347;ci, by&#322;oby prawdopodobne w &#347;wietle &#8222;tak wielu analogii&#8221;, jak cho&#263;by powroty ze &#347;pi&#261;czki? By upro&#347;ci&#263; spraw&#281;, przyjmijmy, &#380;e analogia ta mog&#322;aby zmniejszy&#263; si&#322;&#281; dowodu na to, i&#380; &#8222;martwi pozostaj&#261; martwymi&#8221; w taki sam spos&#243;b, jak za&#263;mienia s&#322;o&#324;ca czy burze piaskowe mog&#322;yby zmniejszy&#263; si&#322;&#281; dowodu na to, &#380;e &#8222;s&#322;o&#324;ce jutro wzejdzie&#8221;. Podobnie jak w pierwszym przypadku, analogie te by&#322;yby wci&#261;&#380; niewystarczaj&#261;ce, by zagwarantowa&#263; wiarygodno&#347;&#263; relacjonowanego zmartwychwstania, poniewa&#380; bardziej znacz&#261;ce r&#243;&#380;nice wci&#261;&#380; pozostaj&#261;. Pytanie rozstrzygaj&#261;ce brzmi, czy dodatkowe &#347;wiadectwa analogiczne odno&#347;nie do zezna&#324; wystarczy&#322;yby do wykazania, &#380;e fa&#322;szywo&#347;&#263; zezna&#324; by&#322;aby bardziej cudowna ni&#380; zmartwychwstanie kr&#243;lowej. W tej sytuacji Hume odpowiada, i&#380; zeznania s&#261; jedynie na tyle mocne, by uzasadni&#263; przekonanie co do tego, &#380;e &#347;mier&#263; i zmartwychwstanie kr&#243;lowej zosta&#322;y upozorowane, i &#380;e nale&#380;y zbada&#263; okoliczno&#347;ci tego oszustwa. Poniewa&#380; pozory zdolne zwie&#347;&#263; &#8222;wszystkich historyk&#243;w pisz&#261;cych o Anglii&#8221; by&#322;yby same czym&#347; niezwyk&#322;ym, &#8222;&#322;otrostwo i g&#322;upota ludzka&#8221;, jak wyja&#347;nia, &#8222;s&#261; zjawiskiem tak zwyczajnym, i&#380; raczej uwierzy&#322;-bym w najdziwniejsze zdarzenia wynikaj&#261;ce z ich wsp&#243;&#322;dzia&#322;ania, ni&#380;bym mia&#322; przyj&#261;&#263; tak osobliwe pogwa&#322;cenie praw przyrody&#8221; [BDR, X, 157]. Skoro jednak na podstawie pierwszego przyk&#322;adu wida&#263;, &#380;e Hume nie wierzy, i&#380;by og&#243;lna sk&#322;onno&#347;&#263; do szale&#324;stwa stanowi&#322;a wystarczaj&#261;cy pow&#243;d do zaprzeczania konkretnym doniesieniom na temat cud&#243;w, to jaki&#347; inny czynnik musi t&#322;umaczy&#263; jego sceptycyzm. O ile doniesienia o o&#347;miu dniach ciemno&#347;ci mia&#322;yby pochodzi&#263; od &#8222;wszystkich autor&#243;w i by&#263; we wszystkich j&#281;zykach&#8221;, zeznania dotycz&#261;ce &#347;mierci i zmartwychwstania El&#380;biety pochodz&#261; tylko od &#8222;wszystkich historyk&#243;w traktuj&#261;cych o Anglii&#8221;. Poniewa&#380; relacjonowane zmartwychwstanie dotyczy raczej kr&#243;lowej pot&#281;&#380;nego pa&#324;stwa ni&#380; zwyk&#322;ej osoby, brak bardziej rozleg&#322;ych i mi&#281;dzykulturowych zezna&#324; budzi podejrzenia co do politycznych &#8232;i nacjonalistycznych pobudek sk&#322;aniaj&#261;cych do k&#322;amstwa i oszukiwania samego siebie. M&#261;drzy my&#347;liciele, jak utrzymywa&#322; Hume, &#8222;okazuj&#261; bardzo akademick&#261; wiar&#281; wszelkiej relacji, kt&#243;ra sprzyja uczuciom relacjonuj&#261;cego, b&#261;d&#378; to s&#322;awi&#261;c jego ojczyzn&#281;, jego r&#243;d lub jego samego, b&#261;d&#378; to zgadzaj&#261;c si&#281; w jakikolwiek inny spos&#243;b z wrodzonymi mu sk&#322;onno&#347;ciami i pop&#281;dami&#8221; [BDR, X, 154].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Drugi z Humowskich przyk&#322;ad&#243;w pozwala mu na stworzenie wi&#281;kszej ilo&#347;ci punkt&#243;w wsp&#243;lnych z jego ortodoksyjnymi krytykami, kt&#243;rzy s&#261; w stanie przysta&#263; na to, &#380;e osobiste interesy zwykle zmniejszaj&#261; wiarygodno&#347;&#263; &#347;wiadectw, nawet je&#347;li by uzna&#263; za wyj&#261;tek &#347;wiadectwa za cudami biblijnymi, takimi jak zmartwychwstanie Jezusa. Hume coraz bardziej zbli&#380;a si&#281; do sedna niezgody mi&#281;dzy nimi, poprzez takie przyozdobienie swego drugiego przyk&#322;adu, by sta&#322; si&#281; bardziej podobny do relacjonowanego zmartwychwstania Jezusa. Prosi nast&#281;pnie swych czytelnik&#243;w, by wyobrazili sobie, &#380;e relacjonowane zmartwychwstanie kr&#243;lowej El&#380;biety jest cudem religijnym, &#380;e stanowi pogwa&#322;cenie prawa natury spowodowane przez Boga, maj&#261;ce na celu ujawnienia jakiej&#347; doktryny religijnej, wykraczaj&#261;cej poza to, co mo&#380;e potwierdzi&#263; sama teologia naturalna. Poniewa&#380; Hume by&#322; w stanie przewidzie&#263;, &#380;e nawet jego ortodoksyjni przeciwnicy odrzuciliby, cho&#263; rzecz jasna z innych powod&#243;w, taki rodzaj &#347;wiadectwa, oczywistym zamierzeniem jego trzeciego przyk&#322;adu by&#322;o stworzenie ostatniego wsp&#243;lnego im punktu, maj&#261;ce na celu wykazanie, &#380;e owo domniemane religijne znaczenie relacjonowanego cudu nie wystarczy do tego, by zasadnie uznawa&#263; to doniesienie za &#347;wiadectwo o wi&#281;kszej sile, bez wzgl&#281;du na to, czy przemawia za wyst&#261;pieniem cudu, czy za jak&#261;kolwiek now&#261; doktryn&#261;, rzekomo przeze&#324; ujawnian&#261;. Gdzie wi&#281;c le&#380;y prawdziwa ko&#347;&#263; niezgody mi&#281;dzy nimi? Pogl&#261;d ortodoksyjny ilustruje komentarz Locke'a na temat cud&#243;w religijnych:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Chocia&#380; potoczne do&#347;wiadczenie i zwyczajny bieg rzeczy s&#322;usznie wywieraj&#261; na cz&#322;owieka przemo&#380;ny wp&#322;yw, sprawiaj&#261;c, &#380;e daje on wiar&#281; rzeczy, jak&#261; mu podaj&#261; do wierzenia, albo jej odmawia, to istnieje przypadek, gdzie niezwyk&#322;o&#347;&#263; faktu nie zmniejsza naszej wiary w rzetelne &#347;wiadectwo o nim. Bo &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;gdzie takie nadnaturalne zdarzenia prowadz&#261; do celu, jaki sobie stawia ten, kto ma moc zmieni&#263; bieg natury&lt;/i&gt; , tam w takich okoliczno&#347;ciach zdarzenia tego typu mog&#261; w&#322;a&#347;nie wzbudza&#263; wiar&#281; tym wi&#281;cej, im bardziej wybiegaj&#261; poza zwyk&#322;&#261; obserwacj&#281; albo im bardziej s&#261; z ni&#261; niezgodne. Dotyczy to zw&#322;aszcza cud&#243;w, kt&#243;re, gdy s&#261; nale&#380;ycie po&#347;wiadczone, nie tylko same budz&#261; wiar&#281;, lecz tak&#380;e czyni&#261; wiarygodnymi inne prawdy potrzebuj&#261;ce takiego potwierdzenia [Locke 1955, II, 410, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;kursywa moja&lt;/i&gt; &#8211; D.C.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Dla Locke'a i innych tradycyjnych obro&#324;c&#243;w cud&#243;w samo &#8222;religijne znaczenie&#8221; cudu nie czyni jeszcze wiarygodnym &#347;wiadectwa za jego wyst&#261;pieniem; zbi&#243;r istotnych pod tym wzgl&#281;dem punkt&#243;w odniesienia jest mniejszy i dotyczy &#347;wiadectw, kt&#243;re wskazuj&#261;c na pogwa&#322;cenia praw natury, maj&#261; jednocze&#347;nie religijne znaczenie &#8222;stosowne do cel&#243;w&#8221; istoty boskiej. Odpowied&#378; Hume'a na ten typ argumentacji, stanowi&#261;ca istot&#281; jego zarzut&#243;w wobec religii objawionej, jest taka, &#380;e jedynym sposobem racjonalnego przekonania si&#281;, jakie s&#261; te cele, jest obserwacja zwyczajnego oddzia&#322;ywania boskiej mocy w przyrodzie. M&#243;wi&#261;c s&#322;owami Hume'a:&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Chocia&#380; Istota, kt&#243;rej przypisuje si&#281; cud, jest w tym przypadku wszechmocna, cud przez to nie staje si&#281; ani odrobin&#281; bardziej prawdopodobny, albowiem nie mo&#380;emy w&#322;asno&#347;ci i czynno&#347;ci takiej Istoty pozna&#263; inaczej, jak na podstawie do&#347;wiadczenia, kt&#243;re mamy o jej dzia&#322;aniu w zwyk&#322;ym porz&#261;dku przyrody. To prowadzi nas znowu do minionego do&#347;wiadczenia, ka&#380;&#261;c nam por&#243;wna&#263; przypadki pogwa&#322;cenia prawdy w &#347;wiadectwie ludzkim z przypadkami pogwa&#322;cenia praw przyrody przez cuda; tym bowiem sposobem b&#281;dziemy mogli oceni&#263;, co jest bardziej mo&#380;liwe i prawdopodobne. A poniewa&#380; pogwa&#322;cenie prawdy pospoliciej zdarza si&#281; w &#347;wiadectwach o cudach religijnych ani&#380;eli w &#347;wiadectwach dotycz&#261;cych jakichkolwiek innych fakt&#243;w, przeto powaga owych &#347;wiadectw musi by&#263; znacznie mniejsza, co nas powinno sk&#322;oni&#263; do powzi&#281;cia og&#243;lnego postanowienia, &#380;e nie b&#281;dziemy nigdy zwracali na nie uwagi, chocia&#380;by nosi&#322;y poz&#243;r rzetelno&#347;ci [BDR, X, 158].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume jest przekonany, &#380;e pogr&#261;&#380;anie si&#281; w debatach na temat wiarygodno&#347;ci &#347;wiadectw za okre&#347;lonymi cudami jest bezcelowe, poniewa&#380; wszystkie takie rozwa&#380;ania musz&#261; si&#281; obraca&#263; wok&#243;&#322; pytania, czy rozwa&#380;any cud jest zgodny, albo czy odpowiada Boskiej naturze lub planowi. Odwo&#322;ywanie si&#281; do innych cud&#243;w, &#322;&#261;cznie z proroctwami, by potwierdzi&#263; tego typu za&#322;o&#380;enia, odg&#243;rnie przes&#261;dza&#322;oby spraw&#281;, poniewa&#380; oznacza&#322;oby uznawanie autorytetu jednego cudu w kwestii wykazywania wa&#380;no&#347;ci innych. Podobnie te&#380; wnioski teologii naturalnej nie s&#261; w stanie zasadnie wykaza&#263; wiarygodno&#347;ci cud&#243;w. Nawet gdyby rozumowanie demonstratywne mog&#322;o dowie&#347;&#263; doskona&#322;o&#347;ci &#8232;i dobroci Boga, o naturze i znaczeniu tej doskona&#322;o&#347;ci i dobroci mo&#380;na wnosi&#263; jedynie z empirii, na podstawie do&#347;wiadczenia ich skutk&#243;w [&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nb8-28&quot; name=&quot;nh8-28&quot; id=&quot;nh8-28&quot; class=&quot;spip_note&quot; title='[28] Cytowany poprzednio fragment z [BDR, X, 158] pokazuje, &#380;e Humowski (...)' &gt;28&lt;/a&gt;]. Za najbardziej prawdopodobne wnioskowania czy dowody uchodzi&#322;yby wi&#281;c te, kt&#243;re maj&#261; swe &#378;r&#243;d&#322;o w bardziej regularnych i doskonale jednolitych schematach po&#347;r&#243;d tych skutk&#243;w. Pytanie wi&#281;c brzmi, czy pogwa&#322;cenia praw natury s&#261; bardziej powszechne ni&#380; &#8222;pogwa&#322;cenia prawdziwo&#347;ci&#8221; ludzkich &#347;wiadectw za cudami religijnymi. Wyliczenie przypadk&#243;w nie jest konieczne do przeprowadzenia odejmowania. Zwa&#380;ywszy na rodzaje ilo&#347;ciowych i analogicznych &#347;wiadectw, jakie potrzebne s&#261; do potwierdzenia praw natury, pogwa&#322;cenia takie by&#322;yby prawdopodobnie czym&#347; stosunkowo rzadkim. Z drugiej strony historia cz&#322;owieka pe&#322;na jest udokumentowanych przypadk&#243;w &#8222;fa&#322;szowanych&#8221; cud&#243;w oraz przypadk&#243;w pierwotnie b&#322;&#281;dnie wzi&#281;tych za cuda, lecz p&#243;&#378;niej wyja&#347;nionych. W zwi&#261;zku z tym moc &#347;wiadectw potwierdzaj&#261;cych prawa natury jest wi&#281;ksza ani&#380;eli moc &#347;wiadectw potwierdzaj&#261;cych prawdziwo&#347;&#263; doniesie&#324; o cudach religijnych, tak wi&#281;c fa&#322;szywo&#347;&#263; prawa natury, popartego rozleg&#322;ym, w istotny spos&#243;b analogicznym, jednolitym do&#347;wiadczeniem, by&#322;aby &#8222;wi&#281;kszym cudem&#8221; ni&#380; fa&#322;szywo&#347;&#263; &#347;wiadectwa za cudami religijnymi.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;W ostatniej cz&#281;&#347;ci wyja&#347;ni&#322;am, jak mo&#380;na rozumie&#263; Humowsk&#261; zasad&#281; wi&#281;kszego cudu na gruncie Baconowskiej koncepcji stopni pewno&#347;ci, prawdopodobie&#324;stwa analogicznego, stosowno&#347;ci i indukcji eliminacyjnej. Przytoczy&#322;am Humowskie przyk&#322;ady ilustruj&#261;ce trzy mo&#380;liwe wyniki stosowania tej zasady do rozpatrywania doniesie&#324; o cudach. Przyk&#322;ady te, jak s&#261;dz&#281;, pokazuj&#261;, &#380;e jego argument przeciwko wiarygodno&#347;ci cud&#243;w religijnych jest o wiele bardziej skomplikowany ni&#380; zwyk&#322;e odejmowanie numerycznych prawdopodobie&#324;stw. Argument Hume'a bez w&#261;tpienia opiera si&#281; na odejmowaniu ilo&#347;ciowym, ale te&#380; na rozwa&#380;aniu istotnych prawdopodobie&#324;stw analogicznych. Je&#347;li ta interpretacja nie przekona&#322;a czytelnika, &#380;e Humowski argument przeciwko wiarygodno&#347;ci cud&#243;w religijnych jest zadowalaj&#261;cy, wci&#261;&#380; mam nadziej&#281;, &#380;e uda&#322;o mi si&#281; przekonuj&#261;co pokaza&#263;, i&#380; ani Humowskiego podej&#347;cia do cud&#243;w &#8211; jego teorii &#347;wiadectw &#8211; ani jego og&#243;lnej koncepcji prawdopodobie&#324;stwa epistemicznego nie mo&#380;na odrzuci&#263;, opieraj&#261;c si&#281; na samym tylko rachunku prawdopodobie&#324;stwa. Poniewa&#380; w dyskutowaniu Humowskiej koncepcji &#347;wiadectw tak ma&#322;o uwagi po&#347;wi&#281;cono dotychczas kluczowej roli prawdopodobie&#324;stwa analogicznego i Baconowskiej koncepcji stopni pewno&#347;ci, mam nadziej&#281;, &#380;e pokaza&#322;am przynajmniej tyle, i&#380; &#380;adna pe&#322;na ocena jego koncepcji nie mo&#380;e pomin&#261;&#263; tych kwestii. Jakkolwiek sceptyczny mo&#380;e pozosta&#263; czytelnik wobec Humowskiego argumentu, &#8222;wystarczy mi&#8221; &#8211; by pos&#322;u&#380;y&#263; si&#281; s&#322;owami Hume'a zaczerpni&#281;tymi sk&#261;din&#261;d &#8211; je&#347;li b&#281;d&#281; mog&#322;a uczyni&#263; to podej&#347;cie &#8222;tematem bardziej modnym&#8221; [TNL, I, 354].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Prze&#322;o&#380;y&#322; BART&#321;OMIEJ M&#280;CZY&#323;SKI&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;/i&gt; Bibliografia&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Bacon F., 1955, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Novum Organum&lt;/i&gt; , J. Wikarjak (t&#322;um.), Warszawa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Bayes Th., 1763, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;An Essay towards Solving a Problem in the Doctrine of Chances&lt;/i&gt; , &#8222;Philosophical Translations of the Royal Society&#8221; 53, London.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Boswell J., 1988, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Kindness of Strangers: The Abandonment of Children in Western Europe from Late Antiquity to the Renaissance&lt;/i&gt; , New York.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Brown C., 1984, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Miracles and the Critical Mind&lt;/i&gt; , Grand Rapids.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Burns R.M., 1981, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Great Debate on Miracles: From Glanville to David Hume&lt;/i&gt; , Lewisburg.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Butler J., 1736, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Analogy of Religion&lt;/i&gt; , London.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cambell G., 1983, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;A Dissertation on Miracles&lt;/i&gt; , New York.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Coady C.A.J., 1992, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Testimony: A Philosophical Study&lt;/i&gt; , Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cohen L.J., 1970, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Implications of Induction&lt;/i&gt; , London.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cohen L.J., 1977, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Probable and the Provable&lt;/i&gt; , Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cohen L.J., 1980a, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Some Historical Remarks on the Baconian Conception of Probabi-lity&lt;/i&gt; , &#8222;Journal of History of Ideas&#8221; 41.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cohen, L.J., 1980b, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;What Has Inductive Logic to do with Causality?&lt;/i&gt; , [w:] L.J. Cohen &#8232;&amp; M. Hesse (eds.), &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Applications of Inductive Logic&lt;/i&gt; , Oxford, s. 156&#8211;171.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Cohen L.J., 1989, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;An Introduction to the Philosophy of Induction and Probability&lt;/i&gt; , &#8232;Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Collingwood R.G., 1970, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Idea of History&lt;/i&gt; , Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Earman J., 2000, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Abject Failure&lt;/i&gt; , &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; &lt;/i&gt; Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Garret D., 1997, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Cognition and Commitment in Hume's Philosophy&lt;/i&gt; , New York.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Gower B., 1991, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume on Probability&lt;/i&gt; , &#8222;British Journal for the Philosophy of Science&#8221; 42, s. 1&#8211;19.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Grunbaum A., 1976, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Is Falsifiability the Touchstone of Scientific Rationality? Karl Popper &lt;/i&gt; versus &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt; Inductivism&lt;/i&gt; , &#8222;Boston Studies in the Philosophy of Science&#8221; 39, &#8232;s. 213&#8211;252.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hacking I., 1978, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Two Species of Probability&lt;/i&gt; , &#8222;Philosophical Studies&#8221; 33, &#8232;s. 21&#8211;37.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hambourger R., 1980, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Belief in Miracles and Hume's Essay&lt;/i&gt; , &#8222;Nous&#8221; 14, s. 578&#8211;604.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume D., 1932, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Letters of David Hume&lt;/i&gt; , J.Y.T. Greig (ed.), Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Hume D., 1954, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;New Letters of David Hume&lt;/i&gt; , R. Kiblansky &amp; E.C. Mossner (eds.), Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Lakatos I., 1968, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Changes in the Problem of Inductive Logic&lt;/i&gt; , [w:] &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Problem of Inductive Logic&lt;/i&gt; , Amsterdam.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Locke J., 1955, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Rozwa&#380;ania dotycz&#261;ce rozumu ludzkiego&lt;/i&gt; , J. Gaw&#281;cki (t&#322;um.), Warszawa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Merrill K., 1991, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's &#8216;Of Miracles', Peirce, and the Balancing of Likelihoods&lt;/i&gt; , &#8222;Journal of the History of Philosophy&#8221; 29, s. 85&#8211;113.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Mill J.S. 1962, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;System logiki dedukcyjnej i indukcyjnej&lt;/i&gt; , Cz. Znamierowski (t&#322;um.), &#8232;t. I&#8211;II, Warszawa.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Penelhum T., 2000, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Themes in Hume&lt;/i&gt; , Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Perez-Ramos A., 1988, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Francis Bacon's Idea of Science&lt;/i&gt; , Oxford.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Price R., 1767, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Four Dissertations&lt;/i&gt; , London.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Schum D., 1991, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Jonathan Cohen and Thomas Bayes on the Analysis of Chains of Reasoning&lt;/i&gt; , [w:] E. Eells &amp; T. Maruszewski (eds.), &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Probability and Rationality: Stu-dies on L. Jonathan Cohen's Philosophy of Science&lt;/i&gt; , Atlanta, s. 99&#8211;146.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Schum D., 1994, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Evidential Foundations of Probabilistic Reasoning&lt;/i&gt; , New York.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Sorenson R., 1983, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Skepticism Concerning Reports of Miracles&lt;/i&gt; , &#8222;Analysis&#8221; 20.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Stewart M.A., 1994, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's Historical View of Miracles&lt;/i&gt; , [w:] M.A. Stewart &#8232;&amp; J.P. Wright (eds.), &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume and Hume's Connexions&lt;/i&gt; , University Park.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wollaston W., 1722, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;The Religion of Nature Delineated&lt;/i&gt; , 2nd ed., London.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Wootton D., 1994, &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume's &#8216;Of miracles'&lt;/i&gt; , [w:] M.A. Stewart &amp; J.P. Wright (eds.), &lt;i class=&quot;spip&quot;&gt;Hume and Hume's Connexions&lt;/i&gt; , University Park.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;PAGE 128
Artur Przybys&#322;awski&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;PAGE 157
Wschodnia i zachodnia krytyka przyczynowo&#347;ci&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;NOWA KRYTYKA 20&#8211;21 Rok 2007
ISSN 0867-647X&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		&lt;hr /&gt;
		&lt;div class='rss_notes'&gt;&lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-1&quot; name=&quot;nb8-1&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-1&quot;&gt;1&lt;/a&gt;] Baconian Probability and Hume's Theory of Testimony, &#8222;Hume Studies&#8221; 27, nr 2, (November 2001), s. 195&#8211;226.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-2&quot; name=&quot;nb8-2&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-2&quot;&gt;2&lt;/a&gt;] Lu&#378;ne okre&#347;lenie u&#380;yte przez Johna Earmana [Earman 2000, 49].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-3&quot; name=&quot;nb8-3&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-3&quot;&gt;3&lt;/a&gt;] [Campbell 1983; Price 1767, rozpr. IV]. Do ostatnich wersji tej krytyki nale&#380;&#261; m.in. [Hambourger 1980; Burns 1981, 92&#8211;93 i 127&#8211;128; Sorenson 1983, 60; Brown 1984, 62&#8211;63; Merrill 1991; Earman 2000].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-4&quot; name=&quot;nb8-4&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-4&quot;&gt;4&lt;/a&gt;] Jego rozprawa odnosi si&#281; do manuskryptu Bayesa [Bayes 1763]; po&#347;miertne wydanie sfinalizowa&#322; Price.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-5&quot; name=&quot;nb8-5&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-5&quot;&gt;5&lt;/a&gt;] W tym samym li&#347;cie Hume pisa&#322;: &#8222;Nader jest rzecz&#261; rzadk&#261; spotka&#263; Sp&#243;r literacki prowadzony z tak&#261; obyczajno&#347;ci&#261; i dobrymi manierami... Lecz ty, jak prawdziwy Filozof, cho&#263; przyt&#322;aczasz mnie wag&#261; twych argument&#243;w, dodajesz mi zach&#281;ty &#322;agodno&#347;ci&#261; swej ekspresji: i zamiast jak &#322;otra, &#322;ajdaka i zakut&#261; pa&#322;&#281;, by pos&#322;u&#380;y&#263; si&#281; wulgarnym j&#281;zykiem Biskupa Gloucester i jego Szko&#322;y, traktujesz mnie jak cz&#322;owieka, kt&#243;ry cho&#263; zb&#322;&#261;dzi&#322;, potrafi kierowa&#263; si&#281; rozumem i daje si&#281; przekona&#263;&#8221;.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-6&quot; name=&quot;nb8-6&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-6&quot;&gt;6&lt;/a&gt;] List 194 do George'a Campbella, 7 VI 1762 r., w: [Hume 1932, 360&#8211;361].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-7&quot; name=&quot;nb8-7&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-7&quot;&gt;7&lt;/a&gt;] [Butler 1736, cz. II]. Butler wskazywa&#322;, &#380;e skoro nawet najbardziej powszechne prawdy, takie jak przekroczenie przez Cezara Rubikonu, maj&#261; presumpcj&#281; milion do jednego na sw&#261; niekorzy&#347;&#263;, przeto presumpcja przeciwko &#347;wiadectwom za cudami nie mo&#380;e by&#263; substancjalnie wi&#281;ksza ni&#380; &#347;wiadectwa za powszechnymi prawdami. Butlerowska krytyka wymierzona jest &#8232;w ten rodzaj argumentu przeciwko cudom, kt&#243;ry Butler nazywa &#8222;powszechnie przyj&#281;tym&#8221;. Jednym z oczywistych poprzednik&#243;w argumentu Humowskiego jest ten, kt&#243;ry podaje [Wollaston 1722]. Obeznany z prac&#261; Butlera Hume zdecydowa&#322; si&#281; nie w&#322;&#261;cza&#263; eseju o cudach do swego Traktatu, jak to wcze&#347;niej planowa&#322;. Maj&#261;c nadziej&#281;, &#380;e jego pierwsza publikacja spotka si&#281; &#8232;z aprobat&#261; Butlera, zak&#322;adaj&#261;c, by&#263; mo&#380;e, &#380;e rekomendacje tego ostatniego towarzyszy&#263; b&#281;d&#261; Humowskiemu sukcesowi literackiemu, Hume napisa&#322; do Henry'ego Home'a, zwierzaj&#261;c si&#281;, i&#380; tch&#243;rzostwu &#8222;odcina&#322; co szlachetniejsze cz&#281;&#347;ci, staraj&#261;c si&#281;, by wywo&#322;a&#322;o tak ma&#322;o zniewagi, jak to tylko mo&#380;liwe; czego nie zrobiwszy, nie &#347;mia&#322;bym z&#322;o&#380;y&#263; jej w dobre r&#281;ce Doktora&#8221;. Zob. List 6, 1737, w: [Hume 1932, 25].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-8&quot; name=&quot;nb8-8&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-8&quot;&gt;8&lt;/a&gt;] &#8222;Przez wy&#322;&#261;czanie [exclusion] po&#322;o&#380;yli&#347;my fundamenty prawdziwej indukcji&#8221; [Bacon 1955, 209].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-9&quot; name=&quot;nb8-9&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-9&quot;&gt;9&lt;/a&gt;] Zob. [Bacon 1955, 240&#8211;241]. Ust&#281;p ten nie jest jedyn&#261; okazj&#261;, przy kt&#243;rej Hume jawnie odwo&#322;uje si&#281; do eliminacyjnych metod Bacona, by scharakteryzowa&#263; jeden ze swych argument&#243;w. M&#243;wi&#261;c o kontrowersji dotycz&#261;cej psychologicznego egoizmu, Hume pisze: &#8222;bez trudu uzyska&#263; daje si&#281; to, co filozofowie przyrody za Lordem Baconem nazywa&#263; zwykli experimentum crucis, czyli eksperymentem, kt&#243;ry w w&#261;tpliwych lub niejasnych kwestiach wskazuje w&#322;a&#347;ciwy trop&#8221; [BDM, V, 62], i przechodzi do opisania takiej sytuacji sprawdzania, kt&#243;ra, jego zdaniem, przes&#261;dza spraw&#281;. Je&#347;li chodzi o Bacona, to w zasadzie pos&#322;u&#380;y&#322; si&#281; on terminem &#8222;instantiae crucis&#8221; [Bacon 1955, 258]. Pisma filozoficzne Hume'a przepe&#322;nione s&#261;, co nietrudno by&#322;oby wykaza&#263;, przypadkami indukcji eliminacyjnej, do kt&#243;rych Hume przynajmniej w jednym miejscu odnosi si&#281; jako do swojej metody &#8222;odsiewania&#8221; [BDR, IV, 40; w t&#322;umaczeniu polskim: &#8222;ciekawo&#347;&#263;&#8221; &#8211; B.M.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-10&quot; name=&quot;nb8-10&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-10&quot;&gt;10&lt;/a&gt;] W ramach przegl&#261;du r&#243;&#380;nych interpretacji &#8222;bakonizmu&#8221; zob. [Perez-Ramos 1988].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-11&quot; name=&quot;nb8-11&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-11&quot;&gt;11&lt;/a&gt;] [Cohen 1977, 13; Cohen 1980a, 219&#8211;231; Cohen 1980b, 156&#8211;171; Cohen 1989, 28&#8211;29; Grunbaum 1976; Schum 1991; Schum 1994, rozdz. 5.5 i 7.3.5.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-12&quot; name=&quot;nb8-12&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-12&quot;&gt;12&lt;/a&gt;] [Perez-Ramos 1988, rozdz. 17&#8211;18].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-13&quot; name=&quot;nb8-13&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-13&quot;&gt;13&lt;/a&gt;] [Cohen 1977, cz. 1, rozdz. 3; Schum 1994, rozdz. 5.5].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-14&quot; name=&quot;nb8-14&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-14&quot;&gt;14&lt;/a&gt;] Istotnie, Richard Price odrzuci&#322; Humowsk&#261; charakterystyk&#281; &#8222;dowodu&#8221;, stwierdzaj&#261;c, i&#380; &#8222;najwi&#281;ksza jednolito&#347;&#263; i regularno&#347;&#263; do&#347;wiadczenia nie dostarczy stosownego dowodu na to, &#380;e dany przypadek wyst&#261;pi jako wynik nast&#281;pnej pr&#243;by, ani te&#380; nie uczyni go na tyle prawdopodobnym, by zawsze wyst&#281;powa&#322; jako wynik przysz&#322;ych pr&#243;b&#8221; [Price 1767, 392&#8211;393]. R&#243;&#380;nica ta wyja&#347;nia po cz&#281;&#347;ci, dlaczego Hume m&#243;g&#322; uzna&#263; Price'owsk&#261; krytyk&#281; swego stanowiska za niezwi&#261;zan&#261; z tematem. Niezgoda nie ko&#324;czy si&#281; jednak na s&#322;owach &#8211; bezpo&#347;rednio dotyczy r&#243;&#380;nicy ich zda&#324; w kwestii tego, kt&#243;r&#261; skal&#261; prawdopodobie&#324;stwa nale&#380;y si&#281; pos&#322;u&#380;y&#263; przy ocenie wagi lub si&#322;y dowodu indukcyjnego.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-15&quot; name=&quot;nb8-15&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-15&quot;&gt;15&lt;/a&gt;] Zob. [Bacon 1955, 311].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-16&quot; name=&quot;nb8-16&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-16&quot;&gt;16&lt;/a&gt;] W ramach najnowszej krytyki rzekomego wykorzystania przez Hume'a prostej regu&#322;y zob. [Earman 2000, rozdz. 9].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-17&quot; name=&quot;nb8-17&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-17&quot;&gt;17&lt;/a&gt;] List 188 [w:] [Hume 1932, 350]. M.A. Stewart skomentowa&#322; ten cytowany fragment &#8232;w: [Stewart 1994].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-18&quot; name=&quot;nb8-18&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-18&quot;&gt;18&lt;/a&gt;] Na przyk&#322;ad Hacking wyrazi&#322; si&#281; przychylnie o Humie za potraktowanie prawdopodobie&#324;stwa przyczyn jako rodzaju odmiennego od prawdopodobie&#324;stwa przypadk&#243;w, nie przywi&#261;zuje on jednak wagi do Humowskiej koncepcji prawdopodobie&#324;stwa analogicznego, co nada&#322;oby si&#322;y jego odkrywczej tezie, i&#380; Hume dostrzega&#322;, &#380;e nie ka&#380;de prawdopodobie&#324;stwo mo&#380;na analizowa&#263; w terminach rachunku szans. Zob. [Hacking 1978]. Wyj&#261;tkami od tego niedopatrzenia s&#261;: [Cohen 1980a, 225&#8211;226; Gower 1991; Coady 1992, 182&#8211;192; Garret 1997, 144, 153&#8211;156; Earman 2000, 37&#8211;38]. Ani Gower, ani Cohen nie odnosz&#261; Humowskiej koncepcji prawdopodobie&#324;stwa analogicznego do jego teorii &#347;wiadectw. Czyni to Garret, jednak nie wykorzystuje jej donios&#322;o&#347;ci w kwestii rozr&#243;&#380;nienia mi&#281;dzy prawdopodobie&#324;stwem baconowskim a pascalowskim; Coady przyr&#243;wnuje stanowisko Hume'a do Bradleyowskiej koncepcji &#347;wiadectw (b&#322;&#281;dnie, jak s&#261;dz&#281;). Earman odmawia warto&#347;ci Humowskiemu odwo&#322;ywaniu si&#281; do prawdopodobie&#324;stwa analogicznego, gdy&#380; jest ono zbyt niejasne, by stanowi&#263; pomoc.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-19&quot; name=&quot;nb8-19&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-19&quot;&gt;19&lt;/a&gt;] [Cohen 1977, 42 n.]. Zob. tak&#380;e [Cohen 1970, 125 nn. oraz 1980a, 225]. Cho&#263; zwykle wyrozumia&#322;y w swej interpretacji Hume'a, Cohen zauwa&#380;a, &#380;e Humowskie pogl&#261;dy na temat prawdopodobie&#324;stwa analogicznego raczej k&#322;&#243;c&#261; si&#281;, ni&#380; pozostaj&#261; w zgodzie z naciskiem, jaki k&#322;ad&#322; on na indukcj&#281; enumeracyjn&#261; przy badaniu poj&#281;cia przyczyny.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-20&quot; name=&quot;nb8-20&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-20&quot;&gt;20&lt;/a&gt;] Hume jest przekonany, &#380;e jego lista o&#347;miu regu&#322; stanowi &#8222;czyst&#261; LOGIK&#280;&#8221; potrzebn&#261; do tego, by kierowa&#263; rozumowaniem, i &#380;e jej zwi&#281;z&#322;o&#347;&#263; stanowi udoskonalenie w stosunku do &#8222;d&#322;ugiego szeregu regu&#322; i przepis&#243;w&#8221; [TNL, I, 230], takiego jak Baconowska lista dwudziestu siedmiu &#8222;wypadk&#243;w wyr&#243;&#380;nionych&#8221; [Bacon 1955, 366 &#8211; B.M.].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-21&quot; name=&quot;nb8-21&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-21&quot;&gt;21&lt;/a&gt;] Wi&#281;cej na temat historycznych poprzednik&#243;w Humowskiej opowie&#347;ci o hinduskim ksi&#281;ciu szukaj w: [Wootton 1994] i [Stewart 1994].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-22&quot; name=&quot;nb8-22&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-22&quot;&gt;22&lt;/a&gt;] Krytykuj&#261;c stanowisko Hume'a, Price [Price 1767, rozpr. 4] odpar&#322;, &#380;e &#8222;nieprawdopodobie&#324;stwa jako takie nie zmniejszaj&#261; zdolno&#347;ci &#347;wiadectwa do przekazywania prawdy&#8221;, jednak mija si&#281; on tu z Humowskim rozumieniem sprawy. Hume twierdzi&#322;, &#380;e nieprawdopodobie&#324;stwo danego zdarzenia wywo&#322;uje sceptycyzm lub niedowierzanie, a nie fa&#322;szywo&#347;&#263; &#347;wiadectwa. Hume zgodzi&#322;by si&#281; z Jonathanem Cohenem, &#380;e chocia&#380; rozumowanie indukcyjne o przyczynach poci&#261;ga za sob&#261; rozumowanie eliminacyjne, to nie ka&#380;de rozumowanie eliminacyjne jest rozumowaniem indukcyjnym o przyczynach. Zob. [Cohen 1980b, 156].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-23&quot; name=&quot;nb8-23&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-23&quot;&gt;23&lt;/a&gt;] [Coady 1992, 187]. Coady cytuje tak&#380;e zabawn&#261; parodi&#281; Humowskiej rzekomej teorii &#347;wiadectw podan&#261; przez Richarda Whatelya, Historic Doubts Relative to Napoleon Bonaparte (pierwszy raz opublikowana anonimowo w 1819 r.).&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-24&quot; name=&quot;nb8-24&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-24&quot;&gt;24&lt;/a&gt;] [Collingwood 1970, 240]. By&#263; mo&#380;e jednak doniesienia o &#8222;porzucaniu&#8221; nie powinny by&#263;, mimo wszystko, przyjmowane bez zastrze&#380;e&#324;. John Boswell dostarczy&#322; przekonuj&#261;cych &#347;wiadectw na to, &#380;e &#8222;porzucane&#8221; w staro&#380;ytno&#347;ci dzieci rzadko porzucano tak, by nikt nie m&#243;g&#322; ich odnale&#378;&#263; i zadba&#263; o nie. Zob. [Boswell 1988]. Coady uwa&#380;a, &#380;e jego z charakteru bradleyowska intepretacja Humowskiej zasady os&#322;abiania jest uzasadniona w zwi&#261;zku z surowym sceptycyzmem Hume'a wobec &#347;wiadectw opartych na zeznaniach na temat poemat&#243;w osjanicznych &#8232;[Coady 1992, 182]. Podkre&#347;la on Humowskie uwagi, &#380;e &#8222;najwi&#281;ksza nawet chmara &#347;wiadk&#243;w nie stanowi jeszcze &#380;adnego dowodu&#8221;, oraz &#380;e &#8222;tak jak sko&#324;czone dodane do sko&#324;czonego nigdy nie zbli&#380;y si&#281; cho&#263; o w&#322;os do Niesko&#324;czonego, tak samo fakt, b&#281;d&#261;c sam w sobie niewiarygodnym, nie dost&#261;pi najmniejszego Prawdopodobie&#324;stwa przez Nagromadzenie &#346;wiadectw&#8221; (Hume, Of the poems of Ossian, Szkocka Biblioteka Narodowa, MS 23159/17, s. 17&#8211;18). Prawdopodobnie jednak Hume'owi zale&#380;y tu na jako&#347;ci nagromadzonych &#347;wiadectw. Tak czy inaczej, w li&#347;cie do Hugh Blaira Hume wyra&#380;a si&#281; ostro&#380;niej, stwierdzaj&#261;c jedynie, &#380;e autentyczno&#347;&#263; poemat&#243;w osjanicznych &#8222;jest tak daleka od naturalnego biegu ludzkich spraw, &#380;e domaga si&#281; najsilniejszych powod&#243;w, by&#347;my w ni&#261; uwierzyli&#8221;. Nast&#281;pnie opisuje bardzo szczeg&#243;&#322;owo rodzaje &#347;wiadectw, kt&#243;re mog&#322;yby przes&#261;dzi&#263; spraw&#281;. Zob. List 215 w: [Hume 1932, 398&#8211;401]. Wi&#281;cej na temat kontrowersji osjanicznej i Humowskiego podej&#347;cia do cud&#243;w w: [Stewart 1994, 190&#8211;193].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-25&quot; name=&quot;nb8-25&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-25&quot;&gt;25&lt;/a&gt;] Fragment, kt&#243;ry zawsze stanowi&#322; uderzaj&#261;ce &#347;wiadectwo za tradycyjnym, cho&#263; wci&#261;&#380; upor-czywie kwestionowanym pogl&#261;dem, &#380;e to Filon, a nie Kleantes najlepiej odzwierciedla Humowskie pogl&#261;dy w Dialogach o religii naturalnej.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-26&quot; name=&quot;nb8-26&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-26&quot;&gt;26&lt;/a&gt;] Coady zauwa&#380;a, &#380;e &#8222;ma&#322;o prawdopodobne jest wyznaczenie jakiejkolwiek jednoznacznej i trwa&#322;ej zasady, s&#322;u&#380;&#261;cej okre&#347;laniu wynik&#243;w ocen tego typu, dotycz&#261;cych tak rozbie&#380;nych czynnik&#243;w &#8211; jak zauwa&#380;y&#322; Locke, potrzeba nie tyle kryterium, co os&#261;du&#8221; [Coady 1992, 198]. Wbrew Coady'emu my&#347;l&#281;, &#380;e Hume dostrzega&#322; potrzeb&#281; obydwu.&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-27&quot; name=&quot;nb8-27&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-27&quot;&gt;27&lt;/a&gt;] Do wnikliwej dyskusji w tej kwestii zob. [Penelhum 2000, rozdz. 11].&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip_note&quot;&gt;[&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/#nh8-28&quot; name=&quot;nb8-28&quot; class=&quot;spip_note&quot; title=&quot;Notatki 8-28&quot;&gt;28&lt;/a&gt;] Cytowany poprzednio fragment z [BDR, X, 158] pokazuje, &#380;e Humowski argument nie zak&#322;ada, i&#380;by natura Boga by&#322;a poznawalna jedynie przez obserwacj&#281; sta&#322;ego zwi&#261;zku mi&#281;dzy Jego aktywno&#347;ci&#261; a skutkami tej aktywno&#347;ci. Zezwala na to, by przyczyn&#281; da&#322;o si&#281; pozna&#263; po jej skutkach jedynie przez analogi&#281;, lecz dodaje zastrze&#380;enie, i&#380; &#8222;musi by&#263; rzecz&#261; niemo&#380;liw&#261;, aby&#347;-my na podstawie tej przyczyny wnosili o istnieniu jakich&#347; nowych skutk&#243;w; w&#322;asno&#347;ci bowiem potrzebne do tego, by obok dawnych wyst&#261;pi&#322;y i nowe skutki, musz&#261; by&#263; albo odmienne, albo wy&#380;sze, albo dalej si&#281;gaj&#261;ce w dzia&#322;aniu od tych, kt&#243;re wywo&#322;a&#322;y jedynie skutek b&#281;d&#261;cy z za&#322;o&#380;enia wy&#322;&#261;czn&#261; podstaw&#261; poznania przez nas przyczyny&#8221; [BDR, XI, 176].&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		

	</item>



	<item>
		<title>Ludwig Feuerbach &quot;Wyk&#322;ady o istocie religii&quot;</title>
		<link>http://nowakrytyka.pl/spip.php?article574</link>
		<guid isPermaLink="true">http://nowakrytyka.pl/spip.php?article574</guid>
		<dc:date>2010-07-05T21:19:50Z</dc:date>
		<dc:format>text/html</dc:format>
		<dc:language>pl</dc:language>
		<dc:creator>Feuerbach Ludwig</dc:creator>

<category domain="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique31">Czasopismo</category>


		<description>Spis tre&#347;ci &lt;br /&gt;S&#321;OWO WST&#280;PNE.......2 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD PIERWSZY........3 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD DRUGI..............6 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD TRZECI.............9 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD CZWARTY........12 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD PI&#260;TY...............15 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD SZ&#211;STY............17 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD SI&#211;DMY............21 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD &#211;SMY................25 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD DZIEWI&#260;TY.........28 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD DZIESI&#260;TY..........32 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD JEDENASTY..........37 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD DWUNASTY..........41 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD TRZYNASTY...........46 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD CZTERNASTY.........50 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD PI&#280;TNASTY.............54 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD SZESNASTY.............57 &lt;br /&gt;WYK&#321;AD (...)


-
&lt;a href="http://nowakrytyka.pl/spip.php?rubrique31" rel="directory"&gt;Czasopismo&lt;/a&gt;


		</description>


 <content:encoded>&lt;div class='rss_texte'&gt;&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_Feuerbach.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L504xH656/jpg_Feuerbach-391fb.jpg' width='504' height='656' style='height:656px;width:504px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;Spis tre&#347;ci&lt;/p&gt; &lt;dl class='spip_document_1696 spip_documents spip_documents_left' style='float:left;width:120px;'&gt;
&lt;dt&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/pdf_woir.pdf&quot; title='PDF - 979.3 kb' type=&quot;application/pdf&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L52xH52/pdf-d7486.png' width='52' height='52' alt='PDF - 979.3 kb' style='height:52px;width:52px;' class=' format_png' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/dt&gt;
&lt;/dl&gt;
&lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;S&#321;OWO WST&#280;PNE.......2&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD PIERWSZY........3&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DRUGI..............6&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD TRZECI.............9&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD CZWARTY........12&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD PI&#260;TY...............15&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD SZ&#211;STY............17&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD SI&#211;DMY............21&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD &#211;SMY................25&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DZIEWI&#260;TY.........28&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DZIESI&#260;TY..........32&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD JEDENASTY..........37&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUNASTY..........41&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD TRZYNASTY...........46&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD CZTERNASTY.........50&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD PI&#280;TNASTY.............54&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD SZESNASTY.............57&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD SIEDEMNASTY.........61&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD OSIEMNASTY..........65&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DZIEWI&#280;TNASTY.......69&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY...........73&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY PIERWSZY....77&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY DRUGI.........81&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY TRZECI........84&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY CZWARTY......88&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY PI&#260;TY...........92&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY SZ&#211;STY.......95&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY SI&#211;DMY........99&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY &#211;SMY...........103&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD DWUDZIESTY DZIEWI&#260;TY........108&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;WYK&#321;AD TRZYDZIESTY..................112&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;DODATKI I UWAGI (FRAGMENTY)........116&lt;/p&gt; &lt;p class=&quot;spip&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_0879755598.01._SX140_SY225_SCLZZZZZZZ_.jpg&quot; class=&quot;thickbox floatleft&quot;&gt;&lt;img src='http://nowakrytyka.pl/local/cache-vignettes/L140xH216/jpg_0879755598.01._SX140_SY225_SCLZZZZZZZ_-bfc17.jpg' width='140' height='216' style='height:216px;width:140px;' class='' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
		
		</content:encoded>


		
		<enclosure url="http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_Feuerbach.jpg" length="131022" type="image/jpeg" />
		
		<enclosure url="http://nowakrytyka.pl/IMG/jpg_0879755598.01._SX140_SY225_SCLZZZZZZZ_.jpg" length="7059" type="image/jpeg" />
		

	</item>





</channel>

</rss>
