Sławomir Drelich

Rewolucyjne marzenia Žižka

Recenzja książki: Slavoj Žižek, Rok niebezpiecznych marzeń, przeł. M. Kropiwnicki, B. Szelewa, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014, 240 ss.

Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu pisał z patosem o wydarzeniach 1812 roku: „O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju”. Niemalże dwa wieki później Slavoj Žižek z podobnym patosem pisał o wydarzeniach roku 2011: „To był naprawdę rok niebezpiecznych marzeń” (s. 17). O tych marzeniach Žižek pisał już w Rewolucji u bram wydanej w Londynie w 2002 roku, a w Polsce opublikowanej w 2007. Komentuje w niej pisma Lenina z 1917 roku i jednocześnie snuje marzenia o pojawieniu się we współczesnym świecie przywódcy, który wykazałby się „prawdziwą wolnością myślenia”. Według Žižka, „dziś prawdziwa wolność myślenia oznacza wolność kwestionowania panującego liberalno-demokratycznego, «postideologicznego» konsensu – albo nie znaczy nic. Oto «leninowskie» stanowisko, z którego nie można ani nie powinno się ustępować” [1] . Radykalne zakwestionowanie naszego współczesnego liberalno-demokratyczno-kapitalistycznego status quo ma stanowić prawdziwie przełomowy moment dla współczesnego świata – ma być mianowicie początkiem prawdziwej rewolucji, której twórcy będą pragnęli zbudować od fundamentów nowy porządek, zamiast usiłować bezskutecznie reformować stary porządek jednocześnie go legitymizując. „O roku ów!” – tymi Mickiewiczowskimi słowami zdaje się krzyczeć Žižek, kiedy w 2011 roku na ekranie telewizora obserwuje wydarzenia, które rozgrywają się jednocześnie w różnych częściach naszego globu: w Stanach Zjednoczonych, w Europie i w Afryce. Igor Stokfiszewski, autor przedmowy do Roku niebezpiecznych marzeń, wydarzenia obserwowane przez Žižka w 2011 roku nazywa explicite „mikrorewolucjami” (s. 13). Nietrudno więc domyślić się, że tytułowe „niebezpieczne marzenia” to właśnie wszelkiego rodzaju oddolne społeczne wystąpienia zlokalizowane w różnych punktach świata, które wespół percypowane zdają się przypominać zaczyn rewolucji. Žižek dostrzegł – jak to określa w jednym z fragmentów opasłego dzieła W obronie przegranych spraw – „fakt przekroczenia” bądź też „chwilowego zawieszenia” otaczającej rzeczywistości i zarazem „powstanie całkowicie odmiennej przestrzeni «woli zbiorowej» jako czystego sensu-wydarzenia” [2] . Tak – jego zdaniem – rozpoczynają się wszystkie wielkie rewolucje.

Tytułowe „niebezpieczne marzenia” to dla Žižka – jak wskazuje w pierwszym rozdziale niniejszej książki zatytułowanym Wprowadzenie: War Nam Nihadan – wszelkiego rodzaju emancypacyjne dążenia, jak chociażby ruch Occupy Wall Street w Nowym Yorku czy też manifestujący na placu Tahrir w Kairze zwolennicy demokratyzacji Egiptu. Teatrem tych emancypacyjnych wystąpień miała być również pokryzysowa Europa, w której ruchy niezadowolenia przetoczyły się przez Grecję, Portugalię, Hiszpanię, Węgry czy Włochy. Žižek stawia tezę, że „media najpierw zabiły radykalnie emancypacyjny potencjał wydarzeń, zaciemniając zagrożenie, jakim wydarzenia te są dla demokracji, a następnie na zakopanych zwłokach posadziły kwiatki” (s. 17). Wszystkie wydarzenia, które w książce tej stają się symbolami owych tytułowych „niebezpiecznych marzeń” traktowane są przez Žižka jako wezwania do walki z systemem, którego fundamentem jest kapitalizm. Odpowiedzi udzielić może jedynie nowy, prawdziwy komunizm, którego kolejnym manifestem – po Rewolucji u bram i W obronie przegranych spraw – jest właśnie Rok niebezpiecznych marzeń. Znajdujemy tutaj wezwanie do prawdziwej wolności myślenia i wątpienia, które niewątpliwie doprowadzą nas do dostrzeżenia, że kapitalizm cechuje się strukturalną nierównowagą i obecnością w nim wewnętrznego antagonizmu. Antagonizm ów „zmusza kapitalizm do nieustannego rewolucjonizowania się i samoekspansji – kapitalizm kwitnie, bo wyrywa się ze swych okowów, uciekając do przodu” (s. 26). Autor wskazuje więc, że zwycięstwo z kapitalistycznym systemem w cale nie będzie łatwe. W rozdziale Od dominacji do wyzysku i rewolty Žižek prezentuje ideowe podstawy nowego myślenia komunistycznego, które zasadzać się musi na obronie nowych dziedzin „dóbr wspólnych”, jak chociażby wspólna wiedza, różnorakie formy współpracy oraz komunikacji – nie ma zgody na jakiekolwiek ich sprywatyzowanie. Autor dostrzega, że żyjemy w czasach, kiedy to zanika burżuazja tradycyjnie rozumiana, zaś grupy burżuazji gorzej opłacane de facto zaczynają pełnić funkcję dawnego proletariatu. Uwidacznia się to w sposób szczególny w erze kryzysu, czyli w czasach zaciskania pasa. Ta właśnie „opłacana burżuazja”, obawiająca się utraty przywilejów i zarazem zredukowania do rangi proletariuszy, zaczyna strajkować i staje się zarzewiem nowego niezadowolenia. Kolejny raz Žižek pokazuje przeobrażenia struktury społeczeństw kapitalistycznych ery postindustrialnej oraz demistyfikuje przesądy, na bazie których zbudowano społeczne zaplecze dla kapitalistycznej mentalności. Nowe czasy pokazują, że wyższe wykształcenie nie gwarantuje już dobrej pensji i stabilnego miejsca na drabinie społecznej, „opłacana burżuazja” systematycznie się proletaryzuje, brak umiaru dobrze opłacanych menedżerów i bankowców tworzy zarobkową przepaść w ramach tzw. klasy średniej.

Wszystko to – zdaniem Žižka – stanowi zarodek nowego społecznego buntu. Jak jednak czytamy w trzecim rozdziale – „Praca marzenia sennego” w reprezentacji politycznej – żyjemy w czasach załamywania się systemu opierającego się na idei reprezentacji politycznej. Idea ta niewątpliwie musi budzić sprzeciw współczesnych zadeklarowanych demokratów i obrońców zasady przedstawicielstwa. Klasa polityczna państwa demokratycznego – jak wskazuje – nigdy nie reprezentowała całej struktury społecznej i tak też jest współcześnie. Największym jednakże paradoksem jest fakt, że współczesna socjaldemokracja – roszcząca sobie prawo do reprezentowania interesów grup najsłabszych – stoi dziś na straży kapitału i kapitalizmu, podobnie zresztą jak Partia Komunistyczna w Chinach Ludowych. W każdym systemie demokratycznym dochodzić musi więc do potajemnego uprzywilejowania którejś z klas, a w dzisiejszych państwach kapitalistycznych ową nadreprezentację posiadają czerpiący z kapitalistycznej gospodarki największe profity. Rangę reprezentantów tzw. Całości uzyskują ci, którzy obecne w społeczeństwie antagonizmy interpretują jako zaprojektowane przez jakiegoś „obcego intruza, który symbolizuje zagrożenie dla społeczeństwa jako takiego” (s. 54). Takim sposobem pewnym grupom społecznym udaje się utrzymać władzę budząc w społeczeństwie poczucie zagrożenia i strach przed różnorako zdefiniowanym obcym. Ta stara sztuczka dostrzeżona przez autora Roku niebezpiecznych marzeń we współczesnej praktyce politycznej – co zresztą zauważane jest w szczególności podczas kolejnych kampanii wyborczych – niegdyś rozpalała antysemityzm, a współcześnie udaje się jej zdefiniować nowe zagrożenia. Žižek stara się pokazać, że „dzisiejszymi Żydami, głównymi celami nowego populizmu, są imigranci” (s. 55). W sposób niezwykle ciekawy zarysowuje on szereg analogii między społecznym znaczeniem antysemityzmu w minionych wiekach a „antyimigranckością” Europejczyków współczesnych. Wojna kulturowa – zdaniem Žižka – jak najbardziej wpisuje się w schematy walki klasowej, czym kolejny raz i w kolejnej książce słoweński filozof wskazuje na zasadność stosowania Marksowskiej terminologii i języka finalnego zaproponowanego w Kapitale i Manifeście partii komunistycznej. Liberalne mrzonki o wygaśnięciu walki klasowej Žižek proponuje wrzucić między bajki. Celem walki klasowej jest bowiem „pokonanie, ujarzmienie, wręcz unicestwienie innego” (s. 73), niezależnie od tego jak tego „innego” czy „obcego” zdefiniujemy. Antyimigrancka mobilizacja mas przez środowiska radykalnej prawicy europejskiej pokazywać ma natomiast nieustanną skuteczność tej deklarowanej przez marksistów metody walki, do której zaprzęgnięci zostają reprezentanci najgorzej uposażonych grup społecznych.

W taki sposób budzą się nowi niezadowoleni: „oburzeni”. Rozdział czwarty – zatytułowany Powrót złej etnicznej Rzeczy – pokazuje, że istnieje oczywisty związek między kryzysem finansowym a współczesną niechęcią wobec imigrantów. Tutaj pozwala sobie Žižek na przywołanie przykładu Niemiec w latach trzydziestych XX wieku, kiedy to wielki kryzys ekonomiczny również rozbudził ogromną niechęć do obcych, w tamtym przypadku Żydów. Wydawało by się, że w liberalnych społeczeństwach, w których pluralizm kulturowy, światopoglądowy i religijny stały się czymś oczywistym i wręcz naturalnym, nie będzie możliwe rozbudzenie na nowo „mentalności etnicznej”, a tymczasem okazuje się, że „kurczowe trzymanie się tożsamości etnicznej chroni jak tarcza przed traumą porwania w wir mętnej finansowej abstrakcji” (s. 75). W obliczu zagrożenia ekonomicznego bytu, wobec którego stanęło wielu Europejczyków, wyjściem z sytuacji – prawdziwym czy też złudnym, bez znaczenia – okazuje się powrót do starych wspólnot. Autor Roku niebezpiecznych marzeń proponuje jednak, aby w tym kontekście zastanowić się nad rzeczywistymi problemami współczesnej Europy. Może należałoby zdefiniować nową filozofię europejską, która opierałaby się na zasadzie, że „nie ma wolności dla wrogów wolności” (s. 79)? A może jedyną wizją wyjścia z tej nieciekawej sytuacji byłoby zaproponowanie jakiegoś „pozytywnego uniwersalistycznego projektu” (s. 94), który stałby się akceptowalny dla wszystkich mieszkańców Europy? Na pewno jednak – i powinni to dostrzec także antagoniści Žižka czy też osoby „po drugiej stronie barykady” – ucieczka Europejczyków do owej „złej etnicznej Rzeczy” nie jest bynajmniej żadnym rozwiązaniem społecznych napięć, jakich coraz więcej w krajach europejskich. Bicie się w pierś europejskich elit przy okazji wyznawania przez nie swoich kolejnych grzechów oraz ślepy multikulturalizm nie są w stanie wygenerować nowej i zarazem efektywnie funkcjonującej organizacji życie społecznego, politycznego i gospodarczego na Starym Kontynencie. Žižek – czasem można by odnieść wrażenie – nie wierzy w Europejczyków, widzi ich zgnuśnienie, dostrzega, jak bardzo dali się wciągnąć w pułapkę dobrobytu, która całkowicie odebrała im zdolność do racjonalnego myślenia.

Co najbardziej paradoksalne, to fakt, iż ten wielki krytyk Unii Europejskiej, jakim od lat jest Žižek, wzywa europejskie elity do zdefiniowania Europy na nowo i do odejścia od niekonkluzywnych rachunków zysków i strat integracji europejskiej. Dostrzega jednakże, że ta na nowo zdefiniowana idea europejska musi zawierać dorobek europejskiego dziedzictwa „radykalnej i uniwersalnej emancypacji” (s. 95). Jak się okazuje – mówi o tym w rozdziale pt. Witajcie na pustyni postideologii – pomimo iż współczesność wirtualna stworzyła już chyba „nowego człowieka”: samotnego, leniwego, apatycznego, to jednak wielu z nich w 2011 roku wyszło na ulice. Co prawda – jak sugeruje autor Rewolucji u bram – przemoc zastosowana przez protestujących wówczas była raczej „bezsilną wściekłością i rozpaczą zamaskowaną w użyciu siły, zawiścią zamaskowaną w triumfalnym karnawale” (s. 120). Oczywiście współcześni „oburzeni” nie żyją na skraju ubóstwa i pod tym względem nijak nie przypominają zwolenników myśli marksowskiej sprzed chociażby stulecia, a ponadto – w przeciwieństwie do swoich dziewiętnastowiecznych poprzedników – nie zaproponowali oni żadnego utopijnego projektu, który byłby alternatywą dla współczesnego konsensusu kapitalistyczno-liberalno-demokratycznego. Ich protest był swoistym „bezsensownym wybuchem”. Jak jednak pokazuje Žižek w rozdziale Arabska zima, wiosna, lato i jesień, można te wydarzenia potraktować jako błysk czy też namiastkę i zapowiedź kształtowania się ruchu przypominającego ten, który doprowadził do rewolucji irańskiej z 1979 roku. Wszystkie oddolne protesty wiążą się z autentycznym potwierdzeniem woli powszechnej, czego zabrakło chociażby w procesie narzucania demokracji Irakijczykom przez Amerykanów i ich sojuszników. Znajdujemy tutaj również krytykę „hipokryzji zachodnich liberałów”, którzy nie mają odwagi pomóc arabskim ruchom oddolnym, które rzeczywiście walczą o wartości demokratyczne i buntują się przeciwko tyranom, kiedy świat Zachodu nie dostrzega namacalnych korzyści ekonomicznych. Wydarzenia egipskie i tunezyjskie – jak chciałby Žižek – powinny uczyć liberałów europejskich, że jeśli dalej ignorować będą radykalną lewicę (tych, którzy domagają się radykalnej zmiany), wówczas „wywołają ogromną falę fundamentalizmu, której nie da się pokonać” (s. 141). Przestroga autora Roku niebezpiecznych marzeń wydaje się tym bardziej zasadna, im mocniej Europejczycy zdają sobie sprawę z własnej niemocy wobec demograficznej pułapki, w jakiej nasz kontynent się znalazł, oraz braku pomysłu na takie ukształtowanie polityki imigracyjnej, aby spełniała ona zarówno oczekiwania przybyszów, jak też rugowała niepokoje rdzennych mieszkańców kontynentu.

Może w ogóle nadszedł już czas, aby porzucić ułudę, że możliwym jest w ogóle zreformowanie kapitalizmu i liberalnej demokracji? Może – jak czytamy w rozdziale pt. Occupy Wall Street, czyli brutalna cisza nowego porządku – należy wreszcie odrzucić umiarkowaną krytykę kapitalizmu i domagać się jego obalenia? Może rzeczywiście – co znajdujemy w rozdziale pt. The Wire, czyli co robić w czasach, które nie sprzyjają wydarzeniom – człowiek, który próbuje system remontować i reformować, w efekcie okazuje się być jednym z czynników ów system reprodukujących? A może wręcz – jak Žižek mówi w rozdziale pt. Poza zawiścią i resentymentem – trzeba położyć na szali własną egzystencję, zaryzykować własny koniec, aby stać się wyrazicielem prawdziwej rewolucji? Autor Roku niebezpiecznych marzeń stara się nam pokazać, że nie tylko nie mieszkamy w najlepszym z możliwych światów, ale że ów świat nijak nie poddaje się reformowaniu, gdyż jego największe zło jest złem istotowo z nim związanym. Najwyższy czas, aby pomyśleć o zbudowaniu alternatywnego świata, jednak nie wolno wpaść w pułapkę, w której znalazła się większość współczesnych ruchów lewicowych: nadmiar refleksyjności i porzucenie radykalnego burzycielstwa. Aktualne protesty wyrażają autentyczny gniew, jednak pozostaje on „niezdolny do przekształcenia się w choćby minimalny pozytywny projekt społeczno-politycznej zmiany. Wyrażają ducha rewolty bez rewolucji” (s. 147). Rewolucja zaś wymaga przyjęcia perspektywy prawdziwie komunistycznej, jaka ucieleśnia się właśnie w odważnym burzycielstwie. Nie dziwi więc, że w roli wyrazicieli takiego odważnego burzycielstwa Žižek widzi socjopatów, czyli jednostki podważające podstawowe zasady społeczne i totalnie negujące konieczność przystosowania się do obowiązujących w społeczeństwie reguł. Jedynie prawdziwy socjopata okaże się „społecznym rewolucjonistą” – i tylko takiego nazwie Žižek „prawdziwym komunistą”. Kluczowym zaś przymiotem tego socjopaty będzie zdolność do zakwestionowania wszystkiego! Czy autor Rewolucji u bram widzi już takich socjopatów, którzy wezmą na siebie rolę niszczycieli świata? Niekoniecznie. Jednak protesty 2011 roku są dla niego sygnałem, że ów moment dziejowy nadchodzi. Wydarzenia arabskie, Occupy Wall Street, protesty w Grecji, Włoszech czy Hiszpanii – to były jedynie małe bitewki, które jedynie podtrzymywały system. Co jednak ważne, pokazały one, że przygotowania do prawdziwej wojny już trwają, a zacznie się ona wtedy, kiedy ci, którzy będą chcieli zmienić świat, utoną w bezruchu, przestaną działać, nie będą już napędem dla systemu.

Žižek wielokrotnie powołuje się na najbardziej poczytną książkę amerykańskiej pisarki i myślicielki libertariańskiej Ayn Rand pt. Atlas zbuntowany. Wskazuje na jej podstawie, że prawdziwymi zwycięzcami w walce o zmianę społeczną nie są ci, którzy próbują system reformować albo wypowiadają mu otwartą walkę i wywołują kolejne bitwy. Prawdziwymi zwycięzcami okazują się ci, którzy decydując się na bierność, sprawiają, że system sam zmierza ku nieuchronnej katastrofie, ale godząc się na to, godzą się jednocześnie na utratę wszystkiego. W rozdziale pt. Zakończenie: znaki przyszłości wydarzenia 2011 roku pokazane zostają jako właśnie swego rodzaju fragmenty utopijnej przyszłości Idei Komunistycznej. Zmiana jednak będzie możliwa wtedy, kiedy każdy prawdziwy komunista przyjmie ścieżkę zdefiniowaną przez Hegla: otworzy się na przyszłość w sposób negatywny, bez tworzenia jakichkolwiek pozytywnych wyobrażeń przyszłego społeczeństwa. Žižek zdaje sobie sprawę, że współczesnej lewicy brak spójności, projektu i gotowości do radykalizm, jest ona totalnie sparaliżowana a jej obsesją jest ratowanie i reformowanie systemu, który – jeśli zostawić go samemu sobie – sam rozpadnie się nieuchronnie. Obsesją lewicy współczesnej jest też ciągłe stawianie sobie pytania, co będzie później i jak wyglądać będzie przyszłość. Jak już wcześniej można było wyczytać u Žižka, m.in. w Rewolucji u bram, Lenin takich pytań sobie nie stawiał, tylko pozostał radykalnie i odważnie otwarty na to, co przyjdzie wraz z porewolucyjną przyszłością. Autor Roku niebezpiecznych marzeń przypomina, że „musimy w pełni zaakceptować tę otwartość” (s. 240), choć zupełnie nie wiemy, co ona nam przyniesie. Ta niezwykle interesująca interpretacja wydarzeń 2011 roku, a zarazem płynąca z niej wizja, jaką proponuje współczesnemu Europejczykowi Slavoj Žižek, na pewno musi zaintrygować współczesnego czytelnika, który urodził się w realiach kapitalistycznych i demokratycznych albo przynajmniej – jak w przypadku Polaków czy innych narodów tzw. bloku komunistycznego – dorastał w wierze, że Zachód jest tym, do czego trzeba nam dążyć. Musi ona budzić sprzeciw wśród tych środowisk, które głęboko związały się z kapitalistyczno-demokratycznymi instytucjami oraz uzyskały szereg przywilejów wypływających z działającego systemu. Musi również budzić sprzeciw wśród współczesnych socjaldemokratów, którzy choć deklaratywnie nadal są lewicą, to jednak pozostają jedynie lewicą wewnątrzsystemową. Žižek proponuje budowę lewicy, której zrębem będzie rewolucyjna antysystemowość – nie wiemy, czy jest to projekt atrakcyjny, on tego też nie wie, ale nie ma wątpliwości, że dopiero wtedy będziemy mieli do czynienia z prawdziwą zmianą.

[1] S. Žižek, Rewolucja u bram. Pisma Lenina z roku 1917, przeł. J. Kutyła, Korporacja ha!art, Kraków 2007, s. 306.

[2] S. Žižek, W obronie przegranych spraw, przeł. J. Kutyła, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008, s. 112-113.

Dodano dnia:12 stycznia 2015

Niedawno opublikowane