Tymoteusz Kochan

Urbański, walka bez klas... i bez walki /o książce Jarosława Urbańskiego "Prekariat i nowa walka klas" /

Prekariat i nowa walka klas Jarosława Urbańskiego [1] ukazuje się w momencie, w którym coraz bardziej żywa staje się debata nad “prekariatem” i “prekarnością”. Prace autorów podejmujących temat “prekarności” mierzą się przede wszystkim z wyzwaniem interpretacji współczesnego systemu kapitalistycznego i - szczególnie – jego kryzysu. Drogi autorów wykorzystujących pojęcia prekarności i prekariatu są różne i różne są ich stanowiska polityczne. Wśrod tej różnorodności powstaje jednak pytanie, czy któremukolwiek z nich udaje się zaproponować rzeczywiście nową teorię dotyczącą bądź to samego prekariatu, bądź to zjawiska i procesu walki klas?

Na ogólnym planie naukowych poszukiwań pozycja Jarosława Urbańskiego najłatwiej da się określić jako pozycja badacza z dziedziny socjologii pracy, do której to dyscypliny sam Autor zresztą się przyznaje. Omawiana książka ma w związku z tym układ charakterystyczny dla wielu prac z zakresu socjologii pracy, gdzie kolejno omawiane przykłady sytuacji pracy mają – zgodnie z zamysłem autora – kumulować się i prowadzić do ogólniejszych wniosków i – w konkluzji – do krystalizacji teorii. Praca Urbańskiego to rzetelna próba nagromadzenia istotnych danych dotyczących zjawisk ze świata pracy, jednak jej strona teoretyczna i wnioski z niej płynące nie są teoretycznie dopracowane ani przekonujące. Nie zawierają też szczególnego “ładunku polityczności”, który sięgałby poza proste hasła walki o “większą ilość ryżu w misce”.

Niespójna – już na pierwszy rzut oka - jest przede wszystkim całościowa wizja Autora dotycząca tego, czym tak naprawdę jest klasa społeczna i co jest konstytuującym ją elementem. Z jednej strony Jarosław Urbański zauważa bowiem - całkowicie przytomnie - funkcjonowanie podstawowego dla kapitalizmu w ogóle mechanizmu obniżania ceny siły roboczej, z drugiej jednak strony uelastycznienie zatrudnienia i sposobów wynagradzania określa wprowadzanym przez siebie zjawiskiem “prekaryzacji”, twierdząc przy tym w wielu miejscach swej książki, że jest to zjawisko jakościowo nowe i to przede wszystkim ze względu na zmianę charakteru samej walki klas:

[...]prekaryzacja wiąże się coraz częściej – co starałem się wykazać – z nowymi formami oporu i walki pracowników, nowymi sojuszami pomiędzy różnymi segmentami klasy pracowniczej oraz zerwaniem z dotychczasowymi stereotypami i wyobrażeniami na temat tego czym jest, bądź nie, klasa robotnicza [2]

Wszystkie przytaczane przez autora przykłady współczesnych przejawów walki klas nie wykraczają jednak poza schemat strajków, protestów, czy innych objawów społecznego niepokoju, które znane są nam przecież od dawna. Sam Autor zauważa zresztą słusznie w innym miejscu, że cały proces uelastycznienia zatrudnienia i tworzenia nieustabilizowanych form zatrudnienia znany i opisany został już przez samego Karola Marksa, a nawet historycznie go poprzedza. Krytycznej i niweczącej swe uprzednie starania oceny pojęcia “prekariatu” i “prekaryzacji” Autor dokonuje zresztą też sam, oceniając je w kategoriach fenomenu naszych czasów, nie zaś w kategoriach nowej jakości teoretycznej [3]. Chciałoby się zatem, aby podstawowe rozważania cechowała większa precyzja i konsekwencja, tak w tej kwestii, jak i niekiedy w innych.

W pracy Urbańskiego nie znajdziemy przekonujących argumentów, które pozwalałyby ukonstytuować klasę prekariatu jako rzeczywistą klasę społeczną ani takich, które pozwalałyby mówić o rzeczywistej, jakościowej zmianie w charakterze samej walki klas. Autor nie rekonstruuje też klasycznej teorii klas społecznych, nie dowiemy się więc z Prekariatu i nowej walki klas na przykład tego, że zasadniczym i głównym wyznacznikiem klasy społecznej proletariatu nawet dla klasyków i twórców marksizmu był stosunek proletariatu do własności, a konkretnie – jej brak, przymuszający proletariusza do sprzedaży swej siły roboczej na rynku, gdzie pada ona łupem burżuazji.

Pominięcie to jest w gruncie rzeczy zrozumiałe, gdyż tego typu perspektywa teoretyczna zasadniczo pozbawia uzasadnienia i teoretycznego “umocowania” teorie o klasowym charakterze bytu określanego współcześnie jako “prekariat”. Jeśli bowiem proletariat określany jest przez sprzedaż swojej siły roboczej na kapitalistycznym rynku w celach utrzymania, to żadna rynkowa niepewność w istocie rzeczy nic nie zmienia. Nie ma w związku z tym miejsca na żadne nowe klasy, definiowane poprzez odwołanie się do uczuć czy wrażeń, do czego zaliczyć należy poczucie niepewności. Urbański wydaje się więc z jednej strony iść śladem głównego twórcy i popularyzatora pojęcia “prekariatu” Guya Standinga [4] , z drugiej jednak, znacznie słabiej niż Standing jest przekonany o wyjątkowości prekariatu i prekarnej walki klas, czemu sam niejednokrotnie daje wyraz, usiłując co prawda stworzyć teorię nowej walki klas i nazywajac ją walką prekariuszy, lecz nie przekreślając jednocześnie ani proletariatu, ani zasadniczej ciągłości procesu jego walki.

Książka obarczona jest także elementarnym i łatwo obserwowalnym mankamentem związanym z niedostatkami metody badawczej. Autor pracy, choć osobiście najchętniej przyznaje się i podpisuje pod nurtem “empirycznej analizy” opartej na socjologicznej dociekliwości, przy czym socjologia jest tu rozumiana specyficznie: jako przede wszystkim analiza danych, dla naukowego uprawomocnienia swych tez sięga głównie po prace określonych teoretyków. Teorii tych jednak nie tylko sam nie przyjmuje (często przeprowadzajac zresztą trafne krytyki, na przykład stanowiska Antonio Negriego), ale i nie proponuje żadnej własnej perspektywy jako alternatywy teoretycznej. Efektem tej osobliwości teoretycznej jest sytuacja, w której Jarosław Urbański jako socjolog nie stosuje i nie odwołuje się ani do klasyków socjologii i ich teorii, ani do żadnej z ugruntowanych tradycji marksistowskich. Zamiast tego – pozostając zasadniczo poza obszarem marksizmu, a także poza wszelkim konkretnym nurtem socjologicznym czy filozoficznym [5] – skazuje się na dość nieokreśloną perspektywę, której nieteoretyczny charakter widoczny jest w raczej przypadkowym doborze zagadnień w kolejnych działach i podobnie przypadkowym doborze danych.

Wiele problemów nastręcza także interpretacja samego Marksa. Przykładowo, Autor referuje i zgadza się z poglądami, zgodnie z którymi założeniem Marksa była ostateczna jednorodność klasy robotniczej. Przejawiać miało się to w wierze Marksa w proces, w ramach którego funkcjonowanie klasy robotniczej w kapitalizmie ostatecznie zatrze “podziały z uwagi na wiek, płeć, czy narodowość” [6] . Byłby to mechanizm o zaiste magicznym charakterze i jeśli wiarę weń faktycznie przypisalibyśmy samemu Marksowi, to zgodnie z doktryną materializmu musielibyśmy go raczej umieścić pośród innych czarodziejów-brodaczy pokroju Merlina, Gandalfa czy Dumbledore’a niż obwoływać twórcą tegoż materializmu historycznego.

Urbański wyraźnie przecenia też wkład walk pracowniczych w powstawanie kryzysów, twierdząc wręcz, że to “opór pracowników prowadzi ostatecznie do kryzysu[...]” [7] . I choć nieco dalej zauważa jednak, że “prekaryzacja” i segmentacja rynku pracy są stałą cechą kapitalistycznego sposobu produkcji [8], to ostatecznie jego uwaga skupia się dalej przede wszystkim na konkretnych protestach pracowniczych, których przytaczana “ilość” nie tworzy jednak żadnej nowej teoretycznej “jakości”.

Krótkim, choć wyraźnie zarysowanym momentem teoretycznych rozważań Urbańskiego jest schemat gospodarczych cyklów koniunkturalnych Kondratiewa. Shemat ten staje się tu jednak zupełnie nietrafionym narzędziem teoretycznym, zwłaszcza przy podjętej przez Autora próbie analizy sytuacji zakładów Cegielskiego. Wynika to z prostego faktu, że często krytykowana z lewicowych pozycji koncepcja cykli kapitalistycznych i cykli produkcji towarowej nie może w sposób zadowalający objaśniać zdarzeń i epok, które nie miały wiele wspólnego ani z kapitalistycznym rynkiem, ani z kapitalistycznie pojmowaną towarowością czy z kapitalistyczną strukturą własności. A przecież w przypadku Polski i w związku z tym także w przypadku zakładów Cegielskiego, mieliśmy do czynienia z co najmniej trzema kompletnie różnymi formacjami ekonomicznymi, z czego co najmniej jedna miała własnie taki niekapitalistyczny charakter.

W rozumieniu protestów pracowniczych przejawia się zresztą kolejna widoczna słabość rozumowania Urbańskiego, który nie wchodząc głębiej w teorię walki klasowej i kwestię jej upolitycznienia mylnie utożsamia tę walkę ze wszelkiego typu protestami pracowniczymi. Zasadnicza słabość tego rozumowania polega głównie na tym, że optymizmowi i entuzjazmowi wobec wszelkich robotniczych wystąpień nie towarzyszy u Urbańskiego analiza polityczna klasowej treści ideologicznej i rzeczywistej skuteczności tych wystąpień. Śladem Hossama el-Hamalawiego czyni on związki zawodowe w zasadzie jedyną siłą sprawczą zdolną do faktycznego klasowego działania, kompletnie przy tym pomijając fakt, że wszelkie trwałe zmiany rzeczywistości społecznej zawsze wymagały przede wszystkim utworzenia struktur politycznych w postaci partii, ruchu politycznego lub często ugrupowań o charakterze zbrojnym. W związku z tą ostatnią kwestią, szczególnie zauważalny jest brak w książce uwagi i miejsca poświęconego zbrojnej walce klas, której przecież na świecie ani nie brakowało, ani nadal nie brakuje, na przykład w Indiach czy Ameryce Łacińskiej.

Tego typu podejście prowadzi też Urbańskiego do zasadniczego, kompletnego pominięcia kwesti walki o socjalizm, czy komunizm (lub syndykalizm, anarchizm... cokolwiek), a nawet o międzynarodową solidarność ruchu robotniczego – zamiast tego otrzymujemy zbiór kompetentnych, lecz kompletnie niepowiązanych z faktyczną walką polityczną proletariatu analiz dotyczących konkretnych i głównie lokalnych wystąpień robotniczych, które też i nie uprawniają w żaden sposób do tworzenia teorii nowej klasy robotniczej ani nowej walki klas.

Problematyczna i pozbawiona w swej treści krytycyzmu jest też zawarta w książce analiza polskich wystąpień pracowniczych zaistniałych po 1989 roku. Autor stara się przedstawić je w pozytywnym świetle, jako po pierwsze istotne i po drugie masowe, unikając jednak głębszej debaty dotyczącej skuteczności polskiej klasy robotniczej w jej walce i jednocześnie w zasadzie “podciągając” pod walkę klasową robotników wydarzenia takie, jak protesty lokatorskie czy jeszcze inne, które nie posiadają jednak znaczącej treści klasowych wystąpień pracowników najemnych. Walka klas dla Urbańskiego nie jest więc raczej walką klas w znaczeniu marksistowskim (tym bardziej nie w znaczeniu dialektycznym, antagonistycznym). Rozumiana jest przez niego raczej jako specyficzna suma wszelkiego typu wystąpień społecznych sprzeciwiających się w jakikolwiek sposób działaniom rządu. Ta pułapka płytkiej, anarchistycznej fascynacji wszelkim oporem prowadzi autora w stronę depolityzacji teoretycznej i suchej faktografii, niepowiązanej z wizją rzeczywistej walki politycznej.

W tak zarysowanej przez Urbańskiego skali nie ma więc miejsca na różnicowanie pomiędzy autentyczną walką klasową dążącą do zniesienia kapitalizmu a na przyklad przejściowymi, reformistycznymi w swej treści wystąpieniami deklasowanych odłamów klasy pracowników najemnych.

Tego typu podejście znalazłoby być może uzasadnienie gdyby sam Autor był w stanie wyraźnie określić różne rodzaje walki klas i wskazać oraz właściwie opisać jej często nierewolucyjny, skazany na porażkę charakter – tak się jednak nie dzieje i zamiast tego praca, która w zamyśle miała aspiracje do przedstawienia walki klas staje się raczej kroniką wypadków i protestów pracowniczych, bez analizy teoretycznej, politycznej, czy makrosocjologicznej. Brak polityczności czy ujęcia szerszego kontekstu jest też zauważalny chociażby przy analizie sytuacji Chin, gdzie opisowi problemów społecznych nie towarzyszy opis ekonomicznych i również społecznych sukcesów, co mogłoby w dużej mierze objaśniać chociażby stosunkowo słabą organizację i upodmiotowienie walki klasowej chińskich robotników.

Ateoretyczny, apolityczny i chaotyczny charakter analizy Urbańskiego jest jednak po części kompensowany przez pewne, istotne zalety jego pracy, która może być traktowana jako ważna pomoc źródłowa przy opracowywaniu wielu zagadnień i problemów.

Taką zaletą pozostaje też teoretyczna wrażliwość Autora na sytuację i położenie robotników żyjących poza obszarem uprzywilejowanego Zachodu, w związku z czym znajdziemy w pracy wiele fragmentów i żywych danych statystycznych, które nie tylko same już de facto rozbrajają tezę o “prekarności” jako o zjawisku jakościowo nowym, ale też i znoszą kolonialną, europocentryczną wizję typową dla imperialistycznych teorii, które badanie stosunków pracy rozpoczynają i kończą w Zjednoczonym Królestwie. Kolejnym istotnym i mocnym punktem pracy Urbańskiego jest jego żywa skłonność do zestawiania zachodnich realiów pracy z tymi panującymi w Polsce, co w istotny sposób unaocznia nam jakościową różnicę w poziomie życia czy poziomie płac występującą pomiędzy państwami europejskiego centrum i europejskich peryferii. Jeszcze inną zaletą Prekariatu i nowej walki klas jest zawarty w niej zapis żywych, osobistych doświadczeń Autora, które choć częściowo pozwalają prześledzić nam losy robotników, a także i losy osób z jego pokolenia, wrzuconych w bezlitosny wir transformacji i kapitalistycznych przemian.

Tego typu prac, pisanych z perspektywy uczestników transformacyjnych wydarzeń, nie ma w dorobku polskiej socjologii pracy zbyt wiele.

Wyraźnym i ważnym mankamentem uwag dotyczących Polski pozostaje jednak wybitnie skrótowe podejście do kwestii poziomu życia i płac w okresie Polski Ludowej. Tą ostatnią autor zajmuje się zresztą na zaledwie kilku stronach, w sposób nietrafiony w swej analizie za przedmiot biorąc pod uwagę w zasadzie tylko kwestię długości czasu pracy, a kompletnie ignorując kwestię rzeczywistej wysokości płac, którą należałoby zbadać w zestawieniu z pozapłacowymi elementami wynagrodzenia siły roboczej. W dalszych rozważaniach wyraźnie fetyszyzowana jest też Solidarność, nawet ona nie doczekuje się w książce jednak pełnego i całościowego przedstawienia, własne zaś zdanie dotyczące zarówno wydarzeń lat 80-tych, jak i konsekwencji nieudanych strajków lat 90-tych Autor zawiesza ostatecznie w próżni.

Konkludując, rzec można, że Jarosław Urbański idzie tropem Guya Standinga i zachodniej myśli utożsamiającej proletariat z zamożnymi robotnikami przemysłowymi czasów welfare state’u - z takim właśnie rozumieniem proletariatu i “starej” walki klas polemizuje. Nic więc dziwnego, że dla opisu biednych, zatrudnionych krótkotrwale czy przymuszanych do emigracji ludzi pracy potrzebuje on nowej kategorii, którą tylko częściowo staje się dla niego prekariat i pojęcie prekaryzacji. W odróżnieniu od piewców teorii ogłaszających nadejście pracy niematerialnej, pozaekonomicznej Urbański zachowuje jednak wyraźny, teoretyczny rozsądek, którego nie wyzbędzie się żaden długoletni działacz znający realia pracy najemnej z autopsji, sam więc wielokrotnie kwestionuje swoje stanowisko i ostatecznie udaje mu się przedstawić pewnego rodzaju szkic dotyczący różnorodnego położenia robotniczego na świecie.

W konkrecie tym nie da się jednak dostrzec obiecywanej przez niego “nowej walki klas”, a na poziomie teoretycznym, na poziomie teorii metaprocesów kapitalistycznej gospodarki nie udaje mu się uchwycić zmian najbardziej istotnych i odznaczających się fundamentalną, jakościową różnicą. Słaba i nieprzekonująca jest też polityczna aura książki, zawieszonej gdzieś pomiędzy socjalliberalnym dopraszaniem się o większe płace, a chłodnym, dziennikarskim kronikarstwem, płynącym chyba z opacznie pojmowanej przez autora wizji naukowości.

[1] Jarosław Urbański, Prekariat i nowa walka klas, KiP, Warszawa, 2014

[2] Por. tamże, s. 255.

[3] Por. tamże, s. 230

[4] Szerzej o „Prekariacie” Guya Standinga wypowiadam się w recenzji, dostępnej pod adresem: http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article652

[5] Całą filozofię Urbański odsyła zresztą na półkę „filozoficznych spekulacji”, choć wspaniałomyślnie zauważa też, że: „nie znaczy to oczywiście, że filozoficzna refleksja jest całkowicie bezużyteczna” gdyż „ma swoje znaczenie np. przy konceptualizacji”, której wielu gardzącym „spekulacją” niestety zabrakło.(Tamże, s. 45.)

[6] Tamże, s. 120.

[7] Tamże, s. 122.

[8] Co ciekawe czyni to jednak za “nadużywaną” przez siebie Beverly Silver, choć na tym polu jej teoretyczne ustalenia nie wykraczają w żaden sposób poza marksowski “Kapitał”, a nawet znacząco mu ustępują. We fragmentach dotyczących podporządkowania pracy kapitałowi Autor dzieli zresztą kapitalizm na „kapitalizm fazy produkcyjnej” oraz „kapitalizm fazy finansowej”. Ten sztuczny podział jest zresztą nie tylko zasadniczo nie do obrony, ale uwypukla też niezwykle specyficzne i wąskie rozumienie samego pojęcia produkcji i produkcyjności, którą w wielu fragmentach utożsamia on po prostu tylko i wyłącznie z klasyczną, fabryczną produkcją przemysłową.

Dodano dnia:7 stycznia 2015

Niedawno opublikowane