Edward Karolczuk

O socjalizmie w nowej perspektywie

(na marginesie książki Jerzego Kochana pt. "Socjalizm" [1] )

Kiedy neoliberalni filozofowie, politycy i dziennikarze pocą się nad tym, aby wmówić społeczeństwu, że historia walki o obalenie kapitalizmu dobiegła kresu i nie ma potrzeby rozwoju przeciwnej mu filozofii, ukazała się książka Jerzego Kochana pt. Socjalizm. Słowo to na pracowników IPN działa jak płachta na byka. Tu jednak jest jednocześnie protestem wobec istniejącej rzeczywistości, programem oraz wezwaniem do dyskusji akademickiej i walki. Kiedy po 1990 roku wielu filozofów porzuciło marksizm lub uciekło się do mimikry i w imię korzyści osobistych realizuje tematy zastępcze w ramach dominującego neoliberalnego paradygmatu naukowego, Kochan jasno przedstawia motywy napisania tej książki. Jest ona ukoronowaniem jego wieloletnich zainteresowań materializmem dialektycznym i historycznym i chęcią podzielenia się z czytelnikami umiejętności stosowania tej metody do analizy aktualnych problemów: globalizacji, alterglobalizacji, wielkiego kryzysu współczesnego kapitalizmu, bezrobocia, rozwarstwienia społecznego, blokowania demokracji. Widzi bowiem bezradność teoretyczną parlamentarnej lewicy, wielu obecnych polityków i uczestników buntów społecznych. Autor odwołuje się do Manifestu Partii Komunistycznej i Kapitału. Książka jego jest próbą przybliżenia tej tradycji teoretycznej i jednocześnie jej aktualizacji oraz stosowania do analizy postmodernistycznej rzeczywistości.

Kategorie socjalizm i komunizm mają w tradycji marksizmu określone znaczenie. Kochan, jak sam pisze, traktuje „je czasem zamiennie jako dotyczące społeczeństwa bezklasowego, postkapitalistycznego, nie wchodząc głębiej w różnice między pierwszą i drugą fazą formacji komunistycznej”. Również tytuł jego książki „opiera się na takim założeniu” (s. 12). Nie wchodzi również w spory terminologiczne z czasów „realnego socjalizmu”. Określenia „proletariat”, „klasa robotnicza”, „pracownicy najemni”, podobnie jak „burżuazja”, „kapitaliści”, „właściciele własności prywatnej” używa „w pewnym sensie synonimicznie” (s.27).

Treść pojęcia socjalizmu nie jest wynikiem wymysłu jakiegoś geniusza. Pojęcie socjalizmu konstruowane jest przez Kochana w opozycji do pojęcia kapitalizmu, rezultatem odkrycia prawa ruchu formacji kapitalistycznej, przewidywanym efektem ewolucji samego kapitalizmu. Uważa, że nie można socjalizmu sprowadzać do analizy niezależnych od stosunków społecznych stosunków władzy, panowania, demokracji czy praw człowieka. W obecnej dobie, kiedy w dominującym nurcie propagandy obowiązuje doktryna o wyższości własności prywatnej, Kochan krótko określa istotę socjalizmu jako likwidację własności prywatnej i ogólnospołeczne korzystanie z owoców produkcji. „Zatem nie są socjalizmem »serca po lewej stronie«, »sprawiedliwość«, »sprawiedliwość społeczna«, »równość«, »brak wyzysku«, demokracja, ludowładztwo, szczęście, system wartości, brak homofobii, rasizmu etc. Nie jest socjalizmem działalność charytatywna, pomoc głodującym i co tam jeszcze kto chce. Wiele tych rzeczy jest pożytecznych, pożądanych, ba wartych zaangażowania się w ich realizację i upowszechnienie…, ale to nie socjalizm, a ludzie poświęcający się takim problemom nie są automatycznie socjalistami czy marksistami. Socjalistami i marksistami stają się wraz z akceptacją socjalistycznego sposobu produkcji i działania na rzecz realizacji socjalistycznych stosunków produkcji, socjalistycznych stosunków własności” (s. 34).

„Lewica” prawicą

Niektóre środowiska lubią etykietować się jako „lewica” lub „prawdziwa lewica”. Prawdę powiedziawszy, to pojęcia te są puste, ponieważ swoją lewicę ma każdy ruch społeczno-polityczny, łącznie z Kościołem katolickim. W niektórych kręgach politycznych zachowuje jednak ono pewną nośność ideologiczną. Wyznacznikiem „prawdziwej lewicowości” ma być stosunek do kwestii kobiecej, homofobii, środowiska naturalnego, dochodu gwarantowanego nawet dla niepracujących, niechęć do tworzenia partii politycznych. Jednym z zadań, jakie stawia sobie Kochan, jest zdefiniowanie „nowoczesnego polskiego lewicowego patriotyzmu” i „polskiej lewicowej europejskości” (s. 187). Dla Kochana „prawdziwą lewicą”, jeśli posługiwać się tą kategorią, jest historycznie ukształtowany ruch antykapitalistyczny, stojący na gruncie walki klas społecznych, zajmujący stanowisko w kwestii rewolucji socjalistycznej, religii, opowiadający się za tworzeniem antykapitalistycznych partii politycznych. „Wszelka lewica socjalistyczna zaś to ruch społeczny, polityczny, teoretyczny na rzecz stworzenia socjalistycznego sposobu produkcji i zastąpienia nim kapitalistycznego sposobu produkcji” (s. 25).

Kochan bezlitośnie odsłania niekonsekwencje i słabości metodologiczne wielu popularnych na „lewicy”, czy nawet uznawanych za „lewicowych” teoretyków i filozofów: Zygmunta Baumana, Tadeusza Kowalika, czy Antonio Negriego. Postać Zygmunta Baumana jest ilustracją wielu bogatych i wstrząsających krytyk współczesności, które tak naprawdę nie są krytykami doli człowieka, losu, nowoczesności czy postnowoczesności, chociaż wzruszające, ale są „kryptokrytykami kapitalizmu”. Kryptokrytykę kapitalizmu większość uprawia nieświadomie, albo z premedytacją, gdyż w tej formie zapewnia „bezpieczną społeczną mimikrę”.

Ilustracją tych autorów, którzy prowadzą krytykę współczesnych stosunków społecznych z pozycji lewicowych, ale nie przekraczają horyzontu społeczeństwa kapitalistycznego, są prace Tadeusza Kowalika. Jego książka o polskiej transformacji, będąca oskarżeniem „planu Balcerowicza”, nie odrzuca, zdaniem J. Kochana, krytykowanych „reform”, ani społeczeństwa kapitalistycznego, ale zarzuca jedynie „ich zbytnie przyśpieszenie, za duże tempo” (s.125). Kowalik wprost neguje konieczność zastąpienia kapitalizmu przez socjalizm. „To na czym mu zależy, to kapitalizm demokratyczny, bardziej egalitarny, rozumniejszy i bardziej humanitarny” (s. 125-126). Nawet liberałowie mogliby podpisać się pod tymi przewodnimi poglądami.

Przy okazji analizy roli marksizmu w Polsce, autor Socjalizmu, poświęcił nieco uwagi Andrzejowi Walickiemu, który w kręgach partyjnej lewicy i lewicowych intelektualistów jest uważany za lewicowego guru. Gruba książka Walickiego Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii wydana w 1996 roku, jest „ostateczną rozprawą z totalitarnymi konsekwencjami marksizmu, bardziej ostateczną niż ta Kołakowskiego, bo znajdującą źródło zła już w młodomarksowskiej teorii alienacji”. Zdaniem Kochana „W Polsce specjalistą od Marksa zostaje się, będąc tylko antymarksistowskim marksologiem z pierwszego frontu walki ideologicznej prawicy”. „To marksologiczne zarabianie na znęcaniu się nad skopanym trupem Marksa i jego teorii jest odbierane jako lewicowa refleksja teoretyczna. To tak, jakby hycli brać za miłośników psów, bo tyle czasu poświęcają pieskom” (s. 215).

Nie mniej pryncypialnie Kochan potraktował, będącego dla wielu marksistów autorytetem, rzekomo uwzględniającym nowe tendencje współczesnego kapitalizmu i swoistym guru na arenie międzynarodowej, Antonio Negriego. Chociaż Negri deklaruje się jako komunista, który widzi przyszłość komunizmu, to jednak Kochan nie pozostawia żadnych złudzeń co do swego stanowiska wobec jego twórczości. Negriemu w jego książce Goodbye Mr Socialism „Chodzi o destrukcję Marksowskiego i marksistowskiego rozumienia zarówno socjalizmu, jak i komunizmu, destrukcję fundamentów naukowego socjalizmu”. Negri „odsyła socjalizm na złom” (s. 127). Mamy u niego do czynienia ze sprzecznością pomiędzy deklarowanym komunizmem a pozostałymi poglądami, „z totalnym odrzuceniem »realnego socjalizmu« i entuzjastyczną radością z jego podboju przez znienawidzony (?) przez niego kapitalizm” (s. 127). Negri, zapominając o tym czyje rynki były silniejsze i jaki jest obecnie kierunek transferu zysków, cieszy się z obalenia „muru berlińskiego”, tylko dlatego, że oddzielał on realny socjalizm od „światowych ryków”. Kochan nie zapomina o tym, że Negri w młodości był oskarżony i więziony za porwanie i zamordowanie przez Czerwone Brygady Aldo Moro, premiera Włoch. Pisze pełną pasji uwagę przeciwko terroryzmowi: „Czy »prawdziwy« socjalizm to ten związany z Brigate Rosse i terroryzmem, który we Włoszech ostatecznie pogrzebał ideę »kompromisu historycznego«, kosztował lewicę dziesiątki tysięcy uwięzionych i kryzys całej włoskiej lewicy na wiele lat? Kryzys, z którego nie podniosła się ona do dzisiaj, i nad którym swoją »dyktaturę medialną« sprawował Silvio Berlusconi” (s.127).

Obecnie Negri wydaje się wyzwolony z lewackich poglądów swej młodości. Nadzieje pokłada jednak wyzwalaniu się „jednostkowości” przez nowe formy komunikowania się i współdziałania w sieci, zwłaszcza dzięki Internetowi. Zdaniem Kochana czyni to nieistotnym podziały kapitalista-pracownik i problem wyzysku społecznego. Ale z marksizmem nie ma to nic wspólnego – „liczenie na cuda techniki i dobrą wolę kapitalistów cofa teorię socjalizmu do końca wieku osiemnastego. Infantylizuje i ośmiesza w sposób obezwładniający wszelką poważną dyskusję o alternatywie dla kapitalizmu” (s. 128).

W mistrzowski sposób Kochan przeprowadza krytykę działalności SLD w pełnym pasji artykule Miller kiler, Wałęsa kupa mięsa.. [2].. Odziera SLD z wszelkich lewicowych masek. Daje przykład aktualności i umiejętnego zastosowania kategorii materializmu historycznego i dialektycznego do analizy bieżących wydarzeń i procesów politycznych…

Kapitalistyczna transformacja przyszłością komunizmu

Mianem kapitalistycznej transformacji określa się proces przejścia od „realnego socjalizmu” do kapitalizmu. Dla neoliberalnych i prawicowych naukowców i publicystów kapitalistyczna transformacja dowodzi utopijności socjalizmu i komunizmu, bezużyteczności marksizmu, nieistnienia klasy robotniczej i jej wiodącej roli. Francis Fukuyama wyciągnął z tego wniosek o trwałości liberalnej gospodarki kapitalistycznej i „końcu historii” obalania kapitalizmu.

J. Kochan przedstawia inną interpretację okresu transformacji kapitalistycznej. Odrzuca „lewicowe” jej rozumienie jako wyniku oszukania klasy robotniczej, zarówno przez warstwę zarządzającą w realnym socjalizmie, jak i zdrady ideałów pierwszej Solidarności przez jej działaczy i dogadania się obu elit przy Okrągłym Stole. Odrzuca też „prawicowe” interpretacje o tym, że była ona wynikiem spisku układu, cywilnych i wojskowych służb specjalnych. Żeby transformację właściwie zinterpretować proponuje odrzucenie trzech mitów: po pierwsze, że istotą transformacji w Polsce jest walka o jej niepodległość, czego mają dowodzić wszystkie powstania narodowe i bunty. Przeczy bowiem temu mitowi wyprzedaż majątku narodowego zagranicznemu kapitałowi, przekazanie międzynarodowym koncernom mediów komunikacji społecznej, podporządkowanie gospodarki narodowej międzynarodowym instytucjom finansowym, wstąpienie do Unii Europejskiej i NATO, przyzwolenie na obce bazy wojskowe w Polsce. Po drugie odrzuca mit o powszechnym solidaryzmie Polaków i przyzwoleniu na transformację, ponad podziałami i konfliktami społecznymi, zwłaszcza wobec zagrożenia zewnętrznego. Wygenerowanie władzy w drodze „demokratycznych” wyborów nie usuwa istniejących sprzeczności. Po trzecie odrzuca mit, że można analizować sprzeczności i procesy ich przemian, w oderwaniu od kontekstu europejskiego czy światowego. Uważa, że uleganie jemu jest „patriotyczną nekrofilią” (s. 158).

Wpływ własności siły roboczej na stosunki polityczne

Do analizy problemu transformacji J. Kochan stosuje nie tylko kategorię własności prywatnej środków produkcji, ale włącza również kategorię prywatnej własności siły roboczej, której jakość stanowi o strukturze stosunków własności i strukturze interesów wśród pracowników najemnych i wpływa na układ sił politycznych. To właśnie tłumaczy dlaczego przy stosunkowo dużym bezrobociu występuje niski współczynnik oporu społecznego (m.in. strajków). Najbardziej korzystnie ulokowana w rynku właścicieli siły roboczej część pracowników najemnych poparła i popiera kapitalistyczną transformację, wyciągając z niej korzyści. Dojście do rynków światowych odbyło się kosztem pauperyzacji i degradacji większości społeczeństwa. „W tym sensie zryw Solidarności był jak najbardziej klasowo zorientowanym ruchem dominujących elementów, najbardziej uprzywilejowanych części pracowników najemnych, które były w stanie podporządkować sobie w dużym stopniu inne jej odłamy” (s. 159).

Jak to w dialektyce bywa, rozwiązanie jednych sprzeczności doprowadziło do powstania kolejnych. Nie tylko gospodarka polska stała się częścią gospodarki globalnej z właściwymi jej sprzecznościami, ale również polska klasa robotnicza została zintegrowana z klasą robotniczą najbardziej rozwiniętych gospodarek świata. Jest to powodem optymizmu J. Kochana, położono bowiem w ten sposób praktyczny kres „idei »budowy socjalizmu w jednym kraju« i przywrócono problemowi socjalizmu wymiar europejski i światowy; peryferyjny partykularyzm został tym samym zastąpiony przez alterglobalistyczny uniwersalizm. Uwolniono problem socjalizmu od bezpośredniego związku z podziałem świata na dwa militarne bloki, między którymi konflikt groził wojną atomową i zagładą ludzkości. Zlikwidowana została sytuacja, w której to, co lewicowe i socjalistyczne, wiązano z zacofaniem cywilizacyjnym i peryferyjnym kapitalizmem, przyśpieszoną akumulacją pierwotną, czy czasem wręcz z przechodzeniem od feudalizmu do komunizmu z pominięciem kapitalizmu” (s. 160).

Kapitalistyczna transformacja w skali globalnej mogła dlatego dojść do skutku w sposób bezkrwawy, bez wojny jądrowej, że sprzeczności realnego socjalizmu miały powszechny charakter, niezależnie od tego, jak wysoki stopień rozwoju socjalizmu deklarowano w poszczególnych krajach. Zwolennicy kapitalizmu są dziś pełni triumfu. Muszą jednak pamiętać, że również kapitalizm zanim zwyciężył w skali globalnej, doświadczył porażek wielu rewolucji burżuazyjnych. Jest więc drugie dno tego procesu – kapitalistyczna transformacja „Położyła […] kres rozbiciu Europy i przywróciła na nowo, po stu latach, aktualność powstałego w ramach europejskiej lewicy programu powołania Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy” (s. 161).

Kochan odkrywa klasowy sens wystąpień klasy robotniczej w 1980 roku i będących jego następstwem przemian po roku 1989. Między bajki wkłada opowieści o narodowym zrywie wolnościowym, zasługach anarchistów, syndykalistów, trockistów, papieża, Lecha Wałęsy czy Michaiła Gorbaczowa. Transformacja kapitalistyczna nie była wynikiem zaskakującego spisku elit, czy knowań imperializmu. Siłą napędową przemian była klasa robotnicza i wszystko poszło tak, jak mogło i jak miało iść z punktu widzenia interesów jej uprzywilejowanej części. Klasa robotnicza walczyła o dostęp do najbogatszych rynków sprzedaży siły roboczej i cel ten w zasadzie osiągnęła. Kochan nie kokietuje i nie schlebia klasie robotniczej, jak to czyniono w czasach PRL, i nie neguje jej istnienia i roli, jak to czynią obecnie neoliberałowie. „Sojusz wielkiej części klasy robotniczej (tej najkorzystniej ulokowanej w społecznym podziale pracy – lokalnym i międzynarodowym), olbrzymia większość kadry zrządzającej, bogatego chłopstwa i kapitalistów związanych z gospodarką rolną, część administracji państwowej i samorządowej poprowadził do masowej prywatyzacji własności społecznej. Na jej gruzach doszło do rabunkowego podziału części gospodarki narodowej. Udział w tym miała kadra zarządzająca, przekształcająca się ochoczo w kapitalistów bądź agentów międzynarodowej własności korporacyjnej, ale z równym zacięciem w procesie prywatyzacji i dewastacji własności społecznej brała udział część klasy robotniczej i pracowników najemnych, która przez odprawy, udziały w prywatyzowanych zakładach, horrendalne dofinansowanie całych gałęzi przemysłu, była ekonomicznie przekupywana i prostytuowana w celu utrzymania spokoju społecznego. Szerokie procedury prywatyzacyjne, podobnie jak postępujące zadłużenie kraju, były przecież źródłem ratowania budżetu, który asekurował transformację własnościową odprawami, zasiłkami, wcześniejszymi emeryturami” (s. 188).

Kapitalistyczna transformacja doprowadziła do udostępnienia europejskiego rynku pracy wszystkim polskim właścicielom siły roboczej, zintegrowała polską klasę robotniczą z tą w najwyżej rozwiniętych krajach świata. Ale najczęściej przypadły jej stanowiska niszowe, małowartościowe, niskokwalifikowane, zmuszające do porzucenia zdobytych wcześniej kwalifikacji. Do niektórych działów napłynął też, uciekający się do delokalizacji i szukający tańszej siły roboczej, kapitał zagraniczny. Kochan zachęca pracowników tych zakładów do klasowej solidarności i walki: „Nie ma powodów, aby polska siła robocza zatrudniona w wielkich międzynarodowych koncernach była opłacana inaczej, gdy pracuje w Polsce, a inaczej, gdy zatrudniana jest w Paryżu, Berlinie czy Kopenhadze. Jeśli walczono kiedyś o dostęp do rynku pracy, to o dostęp równoprawny i na poziomie coraz bardziej egalitarnym w ramach całej Unii Europejskiej” (s. 194). Ewentualna realizacja tego postulatu doprowadzi do powstania nowych sprzeczności w łonie klasy robotniczej.

Wbrew twierdzeniom neoliberałów o nie wtrącaniu się państwa do gospodarki, o jego ideologicznej i politycznej neutralności, zaangażowało ono w proces prywatyzacji wszystkie swoje aparaty ideologiczne, ze szkołą, mediami i Kościołem katolickim włącznie. „Co więcej, państwo polskie po 1989 roku otwarcie głosiło swoją klasową politykę, mówiąc m.in. o konieczności stworzenia, także w wyniku bezpośredniej działalności aparatu państwowego, »licznej klasy średniej« czy o »racjonalności« likwidacji państwowych i spółdzielczych form własności na wsi. Spekulacyjny i rabunkowy charakter tego procesu był tak publiczny i ostentacyjny, że ulubionym okrzykiem protestujących demonstrantów stało się zawołanie: »Złodzieje? Złodzieje!«” (s. 189).

Totalitaryzm środkiem tematyzacji świata

Kochan konsekwentnie występuje przeciwko posługiwaniu się pojęciem „totalitaryzmu”. Już w swej książce Życie codzienne w matriksie. Filozofia społeczna w ponowoczesności, wskazywał, że problem totalitaryzmu rozpatrywany jest przez naukowców i dziennikarzy dominującego nurtu w taki sposób, iż prowadzi do tematyzacji świata. Wyjaśniając ten problem pisał, że „Tematyzacja jest formą określania w świadomości społecznej sposobu mówienia o jakimś wydarzeniu, tworzenia i zamykania pewnego słownika, zmiany narzucających się określeń z języka potocznego na inne, maskujące, przesuwające znaczenie, kryjące niewygodną rzeczywistość pod skrótem, zamieniające pojęciowość na zbiór działań, na pozbawioną niebezpiecznej metafizyki konkretność i pragmatyczność. […] Jej celem jest skonstruowanie języka postrzegania danego zdarzenia, konkretnego faktu, a zarazem zakreślenie granic tego, co językowe, co dopuszczalne, co możliwe” [3] . Tematyzacja może więc służyć kształtowaniu tolerancji wobec określonych zjawisk i procesów, które powinny budzić powszechne oburzenie, albo kształtowaniu nietolerancji wobec tego, co jest powszechnie akceptowane i afirmowane.

Przykładem tematyzacji historii XX wieku jest przyjęcie i powtarzanie tezy, że główne nieszczęścia XX wieku spowodowały dwa totalitaryzmy: faszystowski i komunistyczny, a kres im położyły kraje „normalnego i demokratycznego kapitalizmu”. Zdaniem J. Kochana nie jest prawdą założenie wyjściowe, głoszone bez dowodu, że główne nieszczęścia zostały wygenerowane przez totalitaryzmy, gdyż w rzeczywistości oba były wynikiem I wojny światowej. Dojście bolszewików do władzy było możliwe m.in. dzięki temu, że zaproponowali natychmiastowe wyjście Rosji z imperialistycznej wojny, bez względu na stanowisko „starych demokracji”, które próbowały nawet w wyniku zbrojnej interwencji wymusić na Rosji zmianę stanowiska i dalszy udział w wojnie.

Również sukces Hitlera związany był ze skutkami I wojny światowej, rozwojem rewanżyzmu w Niemczech, nastrojów nacjonalistycznych i militarystycznych po narzuceniu im przez „stare demokracje” poniżających warunków w traktacie wersalskim. Hitlerowi pomógł również wielki kryzys liberalnej gospodarki kapitalistycznej lat 1929-1933. Zdaniem J. Kochana „objęcie rządów przez oba wspomniane ruchy było formą reakcji społecznej na okropieństwa, potworności i niesprawiedliwości wojny światowej będącej w klinicznie czysty sposób wynikiem sprzeczności społeczeństw nietotalitarnych: przede wszystkim Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Rosji. Ponieważ druga wojna światowa była w zasadzie tylko kontynuacją […] walk z czasów pierwszej wojny, toteż prawie cały wiek dwudziesty z jego kataklizmami można uznać za konsekwencje sprzeczności, które doprowadziły do wybuchu wojny po zamordowaniu arcyksięcia Franciszka-Ferdynanda” [4].

Według J. Kochana zwalanie win na totalitaryzmy za okropieństwa XX wieku służy ukryciu „rzeczywistych sprawców wojen”, którymi były „»stare demokracje«, monarchie i republiki, będące krajami najbardziej rozwiniętego kapitalizmu”. Wojna była również wynikiem klęski „pacyfistycznie nastawionej europejskiej lewicy”. W związku z tym „Wskazywanie na totalitaryzmy nie tylko odwraca uwagę od rzeczywistych sprawców wojen, ale ogranicza również możliwości poszukiwania źródeł wojen i kryzysu w mechanizmach ekonomicznych i w klasycznych sprzecznościach społecznych modyfikowanych przez kapitalistyczny sposób produkcji” [5]. Wysunięte przez zwycięskie demokracje oskarżanie przybrało postać nietolerancyjnego teoretycznego stygmatu – broni „przed odpowiedzialnością panujące w Europie systemy religijne i odpowiadające im Kościoły. Kamufluje kompromitujący fakt, że po dwóch tysiącleciach panowania chrześcijaństwa głęboko chrześcijańskie narody, jak Francja i Niemcy, mordują się za przyzwoleniem swoich kapłanów i Kościołów. Jesteśmy ostatnio świadkami prób rozwinięcia oskarżenia systemów totalitarnych przez wzbogacenie go o tezę, że były to reżimy totalitarne i ateistyczne i że to właśnie ich domniemany ateizm stał się przyczyną zła dwudziestego wieku” [6].

Według J. Kochana tematyzowanie historii przez narzucenie totalitarystycznej perspektywy interpretacyjnej służy do „kompromitowania i blokowania języka, słownika, teorii związanych z tradycją lewicową jako skompromitowanych przez związek z totalitaryzmem i za totalitaryzm odpowiedzialnych” [7] . W ostateczności wylansowanie problematyki totalitaryzmu przez Hannah Arendt posłużyło stygmatyzacji na całe dziesięciolecia badań naukowych, publicystyki w duchu nietolerancji poszukiwań rzeczywistych wewnątrzsystemowych źródeł totalitaryzmu, jeśli przyjąć w ogóle płodność poznawczą tego bardzo ogólnego pojęcia.

W książce Socjalizm Kochan kontynuuje swoje rozważania o koncepcji totalitaryzmu i jej współczesnej roli. Koncepcja społeczeństw totalitarnych, związana z upowszechnianiem się manichejskiej wizji stosunków społecznych, razi swą fałszywością, tworzy „ideologiczne zasłony epistemologiczne”, utrwala przekonanie, że „każda forma zanegowania kapitalizmu i religii musi prowadzić do ludobójstwa, zbrodni i historycznej kompromitacji”. Głosicielom tej koncepcji chodzi o „destrukcję poznania naukowego, tabuizowanie pewnych pojęć, kategorii, teorii, wyprodukowanie teoretycznych warunków uniemożliwiających rozpoznanie różnego typu sprzeczności i antagonizmów społecznych, fundamentalnych tragedii epoki późnego kapitalizmu i epoki globalizacji”. „Chodzi zatem nie tylko o wyprodukowanie »końca historii«, lecz także o »koniec teorii«, który byłby tamtego końca potwierdzeniem” (s. 19-20).

Wpływ uspołecznienia formalnego i realnego na politykę

Kochan jest zwolennikiem ekonomiczno-socjologicznej koncepcji własności. W przeciwieństwie do innych swoich publikacji [8] , tym razem nie odwołał się w tej sprawie do poglądów cenionego przez siebie Stanisława Kozyra-Kowalskiego. Podejmując problem dialektyki uspołecznienia środków produkcji, pisze o uspołecznieniu formalnym i realnym. Uspołecznienie formalne występuje wówczas, gdy różne rodzaje prac produkcyjnych podporządkowane są kapitałowi organizacyjnie i architektonicznie oraz podzielone na etapy, gdy powrót do prywatnego wytwarzania jest jeszcze możliwy. Samo podporządkowanie pracy kapitałowi (np. w systemie nakładczym lub w manufakturze) daje możliwość rozerwania tego związku i produkcji na własną rękę. Natomiast przy uspołecznieniu realnym powrót do samodzielnego wytwarzania produktu jest już niemożliwy. Przy uspołecznieniu realnym produkcja zostaje podporządkowana kapitałowi w systemie fabrycznym, w którym społeczny podział pracy jest rozwinięty i wykazuje cechy względnej trwałości.

Uspołecznienie w wymiarze techniczno-organizacyjnym (realnym) polega na uspołecznieniu wytwarzania, na zastępowaniu i marginalizowaniu prac prywatnych, w wyniku czego samodzielne wytwarzanie gotowego produktu przez jednostkę staje się praktycznie niemożliwe, co znajduje swój wyraz w fabrycznej organizacji produkcji. Drugi wymiar uspołecznienia polega na uspołecznieniu prywatnej własności środków produkcji. Pomiędzy uspołecznieniem produkcji i uspołecznieniem własności występują sprzeczności. Zanim nastąpi dostosowanie uspołecznienia własności (formalnego) do uspołecznienia realnego, występuje podstawowa dla kapitalizmu sprzeczność pomiędzy społecznym charakterem procesu produkcji i prywatnym sposobem zawłaszczania. Dążenie burżuazji do maksymalizacji zysku i wartości dodatkowej sprawia, że powstaje sprzeczność pomiędzy organizacją pracy w poszczególnej fabryce a anarchią w całej gospodarce. Dążenie kapitału i burżuazji do maksymalizacji zysku nie pokrywa się z maksymalizacją produkcji i maksymalizacją zaspokojenia potrzeb. Sprzeczność pomiędzy społecznym charakterem produkcji a prywatnym zawłaszczaniem ma usunąć uspołecznienie własności.

Uspołecznienie własności w okresie przejścia od kapitalizmu do socjalizmu oznaczało ogromny krok naprzód. Często miało jednak charakter formalny, ponieważ nakładało się na odziedziczony po kapitalizmie społeczny podział pracy, a zatem zawierało potencjalną możliwość reprywatyzacji. Kochan w związku z tym pisze: „Skok w uspołecznieniu własności jest szokiem społecznym w każdych warunkach. Nie przypadkiem wiąże się on z wojnami, ofiarami i zniszczeniami. W warunkach dużego rozziewu między uspołecznieniem produkcji a społeczną formą własności, kłopoty wszelkie muszą być szczególnie nasilone i to tym bardziej, im większa zachodzi różnica. Tym też dłużej te drastyczne sprzeczności będą trwały. Wiąże się to w całym tym okresie, z możliwością pojawienia się reakcji odrzucenia nowych form własności i restytucji starych. Uspołecznienie własności bez podbudowy w rozwiniętym podziale pracy i rozbudowanym podziale pracy, posługując się kategoriami dialektyki, możemy określić jako przypadkowe z uwagi na poziom sił wytwórczych” (s. 65). Formalny charakter uspołecznienia własności w okresie przejściowym od kapitalizmu do socjalizmu, chociaż sam w sobie odegrał ogromną rolę polityczną i kulturową, sprawił że uspołecznienie to mogło być zlikwidowane i zastąpione powrotem do form wcześniejszych. Można było tego uniknąć w wyniku walki klas i aktywnej roli tzw. czynnika subiektywnego, zachowania jedności i hegemonii klasy robotniczej, pracy politycznej i agitacji, ale partie komunistyczne w krajach „realnego socjalizmu”, nie chciały i nie były już w stanie tego zrobić ze względu na daleko posunięty stopień wewnętrznego rozkładu. Po upadku „realnego socjalizmu” na własność uspołecznioną atak przypuściło również państwo, podważając znaczenie planu centralnego, który był m.in. wyrazem pewnego uspołecznienia własności, a także wzywając do tworzenia „klasy średniej” i powszechnej prywatyzacji oraz paraliżując walkę wymiaru sprawiedliwości z przestępczością gospodarczą.

Sprzeczność pomiędzy formalnym i realnym uspołecznieniem opisywana jest również przez autora Socjalizmu jako pewne niedoskonałości funkcjonowania uspołecznienia w „realnym socjalizmie”. Już „socjalistyczne” państwo polskie przyczyniło się do podważenia własności ogólnospołecznej ogłaszając realizację tzw. planu otwartego. Otworzyło to drogę do przekształcania własności społecznej w grupową własność załogi fabryki, a następnie poszczególnych osób prywatnych. Taka własność grupowa nie podlegała planowi centralnemu, ogólnospołecznemu zarządzaniu, regułom gospodarowania w sensie zatrudnienia, podatków, kredytów, handlu, eksportu. Taki podmiot gospodarczy, będący formalnie własnością ogólnospołeczną, stawał się prywatną własnością grupową, często poprzez więzi kooperacyjne pasożytujący na własności ogólnospołecznej, dążącym do maksymalizacji korzyści jedynie danej załogi. Do tego dochodziło zwyczajowe „wynoszenie” z zakładów pracy różnego rodzaju surowców, narzędzi a nawet gotowych wyrobów. „To grupowe uprywatnienie własności społecznej jest przejawem różnych form sprzeczności w łonie własności społecznej, źródłem konfliktów, walki, a czasem i katastrofy” (s. 68).

Prywatyzacji sprzyjały dodatkowo braki towarów. Sprzeczność pomiędzy społecznym charakterem produkcji a prywatnym (grupowym) zawłaszczaniem uległa zaostrzeniu. Przy czym w odróżnieniu od kapitalizmu korzyści odnosiły nie poszczególne osoby (właściciele), lecz poszczególne kolektywy pracownicze, lub prywatne osoby zatrudnione i kierujący daną fabryką. „Oba te zjawiska, brak towaru i »plan otwarty«, oznaczały, że sprzeczności w ramach własności społecznej, konflikt interesów, prywatyzowanie własności ogólnospołecznej, grupowo i indywidualnie, doprowadziły do wielkiego kryzysu i w konsekwencji do upadku realnego socjalizmu. Formalna własność społeczna została zniszczona przez realne procesy prywatyzacyjne w jej własnych ramach” (s.68). Konflikt miał więc jak najbardziej wewnętrzny charakter, o klęsce „realnego socjalizmu” nie rozstrzygało więc powstanie Solidarności czy imperialistyczny spisek i dywersja. Wszyscy ci, którzy świadomie lub nieświadomie dążyli do prywatyzacji i reprywatyzacji gospodarki, mitologizowali swoje cele i podnosili niczym zasłonę dymną kwestie „wolności”, „demokracji”, walki z „biurokracją”.

Fazy formacji komunistycznej

Kochan podobnie jak jego mistrz i nauczyciel, Jarosław Ładosz, epokę postkapitalistyczną dzieli na okres przejściowy od kapitalizmu do socjalizmu, socjalizm i komunizm. Tytuł książki Socjalizm, zapewne nie jest przypadkowy i nawiązuje do książki Ładosza Socjalizm i komunizm [9] . Być może w najbliższych czasach możemy spodziewać się drugiej książki Kochana pt. Komunizm – byłoby to logiczne. Kochan zastrzega, że terminy socjalizm i komunizm są przez niego używane zgodnie z materializmem historycznym i tradycją stworzoną przez Marksa. Słusznie, że odszedł od dyskusji toczonych szczególnie w latach 70-tych XX wieku nad granicami między nimi a „rozwiniętym socjalizmem”, gdyż przestały one mieć praktyczne znaczenie. Kochan pisze nawet, że traktuje socjalizm i komunizm czasem zamiennie. Podaje w formie tabeli kryteria kapitalizmu, aktu rewolucji, okresu przejściowego, socjalizmu i komunizmu w dziedzinie stosunków własności, podziału dóbr, klas społecznych i państwa (112-113). Szkoda, że Kochan nie odnotował dyskusji jaka swego czasu miała miejsce między J. Ładoszem i Kazimierzem Mijalem na łamach Przeglądu Krytycznego [10] . Kazimierz Mijal zakwestionował zgodność z marksizmem tego trójpodziału formacji komunistycznej. Jego zdaniem Marks mówił o okresie przejściowym od kapitalizmu do komunizmu, stanowiącym niższą fazę formacji komunistycznej. Pogląd mówiący o okresie przejściowym od kapitalizmu do socjalizmu jako o okresie poprzedzającym pierwszą fazę jest odrzuceniem stanowiska Marksa. Dla teorii okresu przejściowego od kapitalizmu do komunizmu nie ma decydującego znaczenia Manifest Partii Komunistycznej, lecz Krytyka Programu Gotajskiego, którą Marks napisał będąc „dojrzałym marksistą”, po napisaniu Kapitału i po zanalizowaniu doświadczeń Komuny Paryskiej 1871 roku. Być może udałoby się wówczas Kochanowi uniknąć powtarzania niektórych cech przy kryteriach socjalizmu i komunizmu, i nie musiałby posługiwać się pewnym wewnętrznie sprzecznym eufemizmem: „W odróżnieniu od historycznych zawartości tych terminów /socjalizm i komunizm – E.K./, pojęć u Marksa i Engelsa – niezależnie czy mowa jest o komunizmie, czy socjalizmie – chodzi o to samo: o społeczeństwo pozbawione własności prywatnej i ufundowane na bazie społecznej własności środków produkcji, społeczeństwo bezklasowe, a więc o socjalistyczny sposób produkcji. Świadomość historycznej elastyczności pojęć i ich zmiennej historycznej treści jest niezwykle ważna, gdyż bez precyzyjnego ustalenia, czym jest socjalizm i komunizm, niemożliwa jest sensowna wymiana myśli na temat społeczeństwa postkapitalistycznego” (s. 46).

J. Kochan analizuje liczne problem polityki międzynarodowej. Daje m.in. wielokrotnie wyraz swemu oburzeniu z powodu udziału wojsk polskich w inwazji na Irak i Afganistan. Przytacza artykuły Konstytucji RP i Kodeksu Karnego, które dowodzą ich bezprawnego i przestępczego charakteru. Polska w 2003 roku stała się największym na świecie importerem broni amerykańskiej, wyprzedzając nawet Egipt, Japonię, Arabię Saudyjską i Izrael (s. 192).

Socjalizm Kochana jest dla tych, co chcą się czegoś nauczyć, dla tych, którzy szukają inspiracji i odniesień do współczesności, także dla tych, którzy wychodząc z tych samych założeń metodologiczno-teoretycznych chcą sprawdzić czy dochodzą do podobnych wniosków. Dzięki książce Kochana mogą się przekonać, że w poszukiwaniach swych nie są osamotnieni, a w klęsce „realnego socjalizmu” można dostrzec warunki odrodzenia się ruchu komunistycznego i przesłanki zwycięstwa komunizmu. Czytając tę książkę trzeba mieć się na baczności, aby nie ulec paradoksowi awangardy, żeby potwierdzenia własnych racji nie szukać w byciu w osamotnieniu, aby swojej społecznej izolacji nie brać za poświadczenie prawdziwości głoszonych tez. Trzeba być aktywnym politycznie i w odpowiednim momencie stworzyć rewolucyjną partię.

Praca Jerzego Kochana jest godna polecenia także dla przeciwników socjalizmu. Mogą się tu zmierzyć z nowym, akademickim ujęciem socjalizmu i przesłankami komunizmu, kształtującymi się we współczesnych warunkach. Nie będą musieli wówczas odwoływać się, w ideowo-politycznej mobilizacji swoich stronników i sojuszników, do wygodnych sobie ale przestarzałych koncepcji socjalizmu i komunizmu z okresu komunizmu wojennego, dyskusji lat 30-tych czy czasów stalinowskich z pierwszej płowy lat 50-tych. Dla nich naukowy socjalizm zatrzymał się w tamtych latach i nie chcą dostrzegać tego, że podlegał ciągłemu rozwojowi. Jeśli chcą podnieść poziom swej krytyki, nie mogą książki Kochana pominąć milczeniem. Rzeczywistość już dzisiaj stawia ich przed teoretycznymi i praktycznymi problemami, których przyczyn i natury właściwie nie rozumieją.

[1] Jerzy Kochan, Socjalizm, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2013.Artykuł ukazał sie w krakowskim "Zdaniu" w numerze 3-4 /158-159/ 2013, s. 53-58.

[2] Jerzy Kochan, Miller kiler, Wałęsa kupa mięsa…, http://socjalizmteraz.pl/archives/2904, 19.08.2013

[3] Jerzy Kochan, Życie codzienne w matriksie. Filozofia społeczna w ponowoczesności, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2007, s. 109-110.

[4] Tamże, s. 115

[5] Tamże, s. 116

[6] Tamże, s. 116

[7] Tamże.

[8] Np. Jerzy Kochan, Studia z teorii klas społecznych, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2011.

[9] Jarosław Ładosz, Socjalizm i komunizm, Iskry, Warszawa 1985.

[10] Jarosław Ładosz, Słowo wstępne do książki N. Bucharina, Ekonomika okresu przejściowego, Książka i Wiedza, Warszawa 1990; Kazimierz Mijal, Okres przejściowy od społeczeństwa kapitalistycznego do komunistycznego, „Przegląd Krytyczny. Pismo niezależne” 1996, nr 3 (17), s. 1-9; Jarosław Ładosz, Mijal o okresie przejściowym, „Przegląd Krytyczny. Pismo niezależne” 1997, nr 1 (18), s. 7-10; Rafał Sakowicz, O potrzebie dyskusji. Na marginesie dyskusji J. Ładosza z K. Mijalem, „Przegląd Krytyczny. Pismo niezależne” 1997, nr 1 (18), s. 11-16.

Dodano dnia:2 listopada 2014

Niedawno opublikowane