Michał Sokolski

Dona Torr: Demokracja i ruch robotniczy

Brytyjska historyczka Dona Torr (1883-1957) wspominana bywa obecnie przede wszystkim jako mentorka środowiska młodych historyków związanych w latach 1946-1956 z Komunistyczną Partią Wielkiej Brytanii (CPGB), do którego zalicza się autorów takich jak Christopher Hill, Eric Hobsbawm, Edward Palmer Thompson, George Rudé, Rodney Hilton, John Saville i Victor Kiernan. Powiązanie to można uznać za nobilitację: wczesny dorobek utworzonej po drugiej wojnie światowej Grupy Historyków stanowi bowiem prawdopodobnie najistotniejszy wkład jaki Partia Komunistyczna wniosła do szerszej kultury naukowej Wielkiej Brytanii.

W niniejszym artykule podjęto próbę szerszego omówienie dorobku Torr jako współwychowawczyni całego pokolenia brytyjskich historyków marksistowskich, ale też jako autorki prac z dziedziny historii i jej metodologii. Omówione zostaną trzy aspekty jej wkładu w tych obszarach:

A. po pierwsze, Torr będzie traktowana jako pośredniczka między młodym pokoleniem komunistów a pochodzącą sprzed ukonstytuowania się CPGB tradycją o charakterze bardziej libertariańskim i autonomistycznym, związaną z tak zwanym socjalizmem cechowym;

B. po drugie, Torr zostanie przedstawiona jako ważna uczestniczka toczonego w ramach Partii sporu o marksistowską naukę historii. Spór miał charakter metodologiczny, a sformułowany w jego trakcie sposób pojmowania metody materializmu historycznego miał wyznaczyć ramy programu badawczego całego środowiska;

C. po trzecie, omówiona zostanie podjęta przez Torr próba wypracowania stylu narracji historycznej odpowiadającego przyjmowanym przez nią założeniom metodologicznym, który znalazł następnie zastosowanie w pracach jej najsławniejszych uczniów – E.P. Thompsona i Ch. Hilla.

W konkluzji zostanie podjęta próba wyłuskania z myśli teoretycznej Torr zawartej w niej implicite historiozofii. Określona wizja procesu dziejowego miała bowiem, pod pewnymi względami, okazać się najtrwalszą częścią jej dorobku: ukształtowała ona bowiem historyczną i polityczną samowiedzę jej uczniów.

* * *

W roku 1919 w siedzibie londyńskiej gazety „Daily Herald” przyjęto do pracy dwoje nowych pracowników archiwum.

Pismo - w czasie wojny wychodzące jako tygodnik zatytułowany adekwatnie: „Herald” - było w trakcie reorganizacji, związanej ze zmianą cyklu wydawniczego na codzienny. Przyszłość redakcji rysowała się dość mgliście - gazeta od dawna borykała się z problemami finansowymi, nie było też wiadomo, czy na powojennym rynku znajdzie się miejsce dla dziennika o podobnej linii politycznej. „Daily Herald” był bowiem od początku swojego istnienia czasopismem lewicowym, o tendencjach socjalistycznych i pro-rewolucyjnych. Jako jedyne liczące się czasopismo opowiedział się jednoznacznie przeciwko udziałowi Wielkiej Brytanii w wojnie światowej i utrzymywał tę linię aż do kapitulacji Niemiec. Wśród pism brytyjskich tylko na łamach „Heralda” z sympatią odnoszono się do rewolucji październikowej i do radzieckiej Rosji.

Pod względem światopoglądowym redakcja pisma była niejednolita. George Lansbury, redaktor naczelny, był socjalistą chrześcijańskim; w myśli chrześcijańskiej był też ugruntowany jego pacyfizm. Szefem działu przemysłowego był William Mellor - główny sekretarz Narodowej Ligi Cechowej, organizacji zrzeszającej socjalistycznych kooperatywistów; działem literatury kierował sławny poeta, bohater wojenny i działacz pacyfistyczny Siegfried Sassoon; korespondencję z Niemiec przysyłał Morgan Philips Price, lewicujący liberał i przyszły laburzystowski parlamentarzysta, członek antywojennej Unii na rzecz Demokratycznej Kontroli. Lista bliskich współpracowników Lansbury’ego obejmowała autorów takich jak William Norman Ewer, Harold Laski i G.D.H. Cole. Walter Holmes, nowy pracownik dokumentacji, mimo dość młodego wieku miał już ustaloną markę jako lewicowy aktywista. Pracę w gazecie Lansbury’ego podjął po wyjściu z położonego w Walii obozu pracy przymusowej, w roku 1916 został bowiem skazany na trzy lata więzienia za odmowę pełnienia służby wojskowej. Wcześniej blisko współpracował z Sylvią Pankhurst, w owym czasie liderką WSF (Robotniczej Federacji Socjalistycznej), następnie zaś z Narodową Ligą Cechową i z Działem Badań przy Towarzystwie Fabiańskim [1].

Nowozatrudnioną w tym samym dziale pracowniczką była główna bohaterka niniejszego artykułu [2].

Dona Ruth Anne Torr urodziła 28 kwietnia 1883 r. w zamożnej angielskiej rodzinie o tradycjach ziemiańskich. Jej dziadek był członkiem parlamentu (MP) z ramienia partii konserwatywnej, ojciec duchownym anglikańskim - kanonikiem przy katedrze w Chester. Z czwórki jej rodzeństwa największą sławę zdobył jeden z braci: William Wyndham Torr, w czasie pierwszej wojny światowej odznaczony Orderem za Wybitną Służbę (Distinguished Service Order), karierę wojskową miał zakończyć w stopniu generała brygady. Przez wiele lat pełnił funkcję attache wojskowego we frankistowskiej Hiszpanii.

O wczesnym życiu Torr wiadomo niewiele. Wiemy, że z woli rodziców była uczennicą niemieckiego konwiktu dla panien z dobrych domów (tzw. finishing school). Szkoły tego rodzaju działają w Europie do dziś i zwykle oferują kursy roczne albo krótsze. Allan Hutt, autor nekrologu Torr twierdzi, że finishing school do której uczęszczała nie była wprawdzie szczególnie modna, ale kładziono w niej duży nacisk na naukę: przede wszystkim muzyki, języków i filozofii. Sugeruje również, że właśnie w niemieckim konwikcie Dona Torr mogła po raz pierwszy zetknąć się z myślą Hegla [3].

Po powrocie do Anglii Torr podjęła studia na University College of London - uczelni założonej w 1826 przez Henry’ego Broughama i Jamesa Milla, ojca Johna Stewarta. Uniwersytet utworzono według benthamowskich wzorów - zgodnie z regulaminem w toku rekrutacji nie brano więc pod uwagę pochodzenia, rasy i pozycji społecznej kandydata: miały liczyć się wyłącznie zdolności. Od roku 1878 UCL był również pierwszą brytyjską szkołą wyższą w której kobiety mogły podejmować studia i uzyskiwać tytuły naukowe na tych samych prawach co mężczyźni.

Torr ukończyła studia przed rokiem 1914 z dyplomem z dziedziny literatury angielskiej. W owym czasie był to na brytyjskich uniwersytetach kierunek względnie nowy i mało prestiżowy. Jak zauważa Terry Eagleton:

"Należy podkreślić, że zanim "angielski" jako przedmiot akademicki zaistniał na Uniwersytetach znalazł się najpierw w programach szkół technicznych [Mechanics’ Institutes], koledżów robotniczych oraz organizowanych przez nie wykładów otwartych. "Angielski" był - i to dosłownie - odpowiednikiem studiów nad kulturą antyczną dla ubogich, sposobem na zapewnienie powszechnego dostępu do jakiej-takiej edukacji dla osób spoza zaklętego kręgu public schools i Oxbridge" [4] .

Z tej perspektywy propagowanie wśród klas pracujących wiedzy o rodzimej literaturze i uczenie umiejętności niezbędnych do jej przyswajania widziano jako swoistą "misję cywilizacyjną": literatura miała objaśniać masom świat, stanowić dla nich źródło rozrywki i moralnego zbudowania. Można zasadnie domniemywać, że Torr oraz jej koleżanki i koledzy z roku w swoim przyszłym życiu zawodowym mieli pełnić funkcję szerzycieli tego typu wiedzy wraz z towarzyszącą jej ideologią. Ideał wysoce ogładzonej klasy robotniczej, która świadomie i z pełnym zaangażowaniem bierze udział w utrzymywaniu brytyjskiego Imperium cieszył się wzięciem w epoce ostatniej imperialnej koniunktury, trwającej od końca "długiej depresji" (1873-1896) do schyłku okresu prosperity znanego jako indian summer (1904-1914). Istotę zamysłu wyraził w formie sloganu Cecil Rhodes: "Imperium jest kwestią chleba i masła. Jeżeli chcecie uniknąć wojny domowej, musicie stać się imperialistami" [5]. Wkrótce imperializm stał się wiodącą ideologią brytyjskiej klasy średniej. "Piosenkarze, dziennikarze, naukowcy-teoretycy, duchowieństwo, poeci - wszyscy głosili peany na jego cześć. Za pomocą wszelkich możliwych środków propagowano imperializm jako nową brytyjską ortodoksję" [6]. Spodziewano się, że wokół misji budowania "naszego Imperium" uda się stworzyć stabilny sojusz klas.

Opisany projekt ideologiczny był jednak owocem odchodzącego świata. Kres miały mu położyć cztery lata ciągłej, prowadzonej z przemysłową wydajnością masakry. Niezależnie od swoich skutków politycznych i ekonomicznych Wielka Wojna obnażyła słabość teodycei masła, chleba i ogłady/oświaty dla każdego. Literatura nie mogła już pełnić wyznaczonej roli: nie była w stanie jednocześnie objaśniać masom świata i dbać o ich zbudowanie nie tracąc przy tym elementarnej wiarygodności. W ramach ideologii "postępowego imperializmu" wojna światowa - jako fakt moralny - wymykała się skutecznemu wyjaśnieniu.

Koniec epoki oznaczał początek ideologicznego bezkrólewia. Wieloletnie wpajanie Brytyjczykom etosu budowniczych „naszego Imperium” doprowadziło do marginalizacji silnej niegdyś liberalno-radykalnej tradycji antyimperialistycznej [7]; z drugiej strony zaś, budowa spójnej imperialistycznej narracji miała stać się możliwa dopiero po roku 1945, kiedy w sercu ideologii miejsce wizji lepszego jutra dla wszystkich zajął strach przed wrogim "imperium zła". W międzyczasie kolejne pokolenia musiały dokonywać wyborów, których ortodoksja - liberalna czy konserwatywna - nie była w stanie zadowalająco uprawomocnić. Trzeba więc było opowiedzieć się: za lub przeciwko wojnie światowej, za lub przeciwko interwencji w Rosji Radzieckiej, za lub przeciwko hiszpańskiej Republice, za lub przeciwko polityce appeasementu. Te i podobne dylematy moralne i polityczne mogły znaleźć rozstrzygnięcie tylko w ramach szerszego światopoglądu. Ponieważ zaś na brytyjskiej antywojennej lewicy Wojna Imperiów postrzegana była powszechnie jako wojna kapitalistyczna, ideologiczne uprawomocnienie sprzeciwu przeciwko niej stanowiła wiara w różnie rozumiany socjalizm. Tak było też w przypadku redaktorów „Daily Herald”.

Niedługo po zamachu sarajewskim Torr podjęła dalsze studia w UCL. Miała studiować literaturę staroislandzką u znanego mediewisty W. P. Kera. W tym czasie poznała też Geralda Goulda, poetę i publicystę, jednego ze współpracowników Lansbury’ego. To z jego polecenia została po wojnie przyjęta do pracy w redakcyjnym dziale dokumentacji. Praca jako news librarian musiała odpowiadać jej kompetencjom i predyspozycjom - osoba na tym stanowisku pomaga autorowi artykułu w zbieraniu materiału, sprawdza interesujące go informacje i czasem w znacznym stopniu aktywnie współtworzy tekst. Torr miała w przyszłości zasłynąć jako doskonała redaktorka naukowa zdolna udzielić wyczerpujących informacji na dowolny temat, skłonna poświęcić kilka dni na skrupulatną kwerendę biblioteczną przed wyrażeniem nawet czysto przyjacielskiej opinii [8]. Świadczy to o doskonałym przyswojeniu etosu redakcyjnego bibliotekarza-archiwisty.

W redakcji Torr musiała mieć bliski kontakt z drugim archiwistą, Holmesem. Przyjaźń pomiędzy nimi miała po latach zaowocować zawarciem małżeństwa [9]. Zgodnie z sugestią Allana Hutta to Holmes wprowadził Torr w świat brytyjskiego socjalizmu w jego postaci AD 1919.

W redakcji „Daily Herald” Holmes, Mellor, Cole i Ewer reprezentowali socjalizm cechowy: specyficzną odmianę syndykalizmu, której ideą przewodnią było przekształcenie istniejących związków zawodowych w narodowe gildie [10]. Nowe organizacje zrzeszające wszystkich robotników w poszczególnych branżach miały posiadać monopol na rynku pracy, w związku z czym, na wzór swoich średniowiecznych odpowiedników, miały też regulować życie gospodarcze kraju. Aby podołać temu zadaniu cechy miały jednoczyć pracowników wykonujących pracę różnego typu i należących dotąd do różnych organizacji. Oznaczało to przyznanie tych samych praw pracownikom fizycznym i umysłowym, wykwalifikowanym i niewykwalifikowanym: wszyscy oni, w ramach demokratycznego zrzeszenia, mieli wspólnie sprawować władzę nad swoimi zakładami pracy.

Społeczeństwo po przejściu cechowej reorganizacji miało ponownie – tak jak, rzekomo, w wiekach średnich – tworzyć organiczną, żywą całość, w odróżnieniu od społeczeństwa kapitalistycznego, widzianego jako bezduszna maszyna. Ojciec założyciel ruchu, architekt A. J. Penty sformułował ten postulat następująco: należy przywrócić kulturę jednoczącą ludzi w miejsce kultury, która różnicuje ich i dzieli [11]. W ten sposób socjaliści cechowi nawiązywali do dorobku brytyjskiego romantyzmu, a przede wszystkim – do poglądów Johna Ruskina . Przekazanie gildiom (więc: pracownikom) kontroli nad środkami produkcji miało zatem służyć nie tyle zapewnieniu masom „chleba i masła” lecz przede wszystkim przywróceniu pracy ludzkiej jej godności a wyobcowanym pracownikom – możliwości swobodnej ekspresji. W jednej z wydanych przez Narodową Ligę Cechową broszur główny cel przemiany został sformułowany następująco:

"Kiedy służba członków Gildii na rzecz społeczeństwa zastąpi pogoń za zyskiem osiąganym przez jednostki; kiedy rozsądna i odpowiedzialna praca zastąpi produkcję pokupnego towaru; kiedy samorząd i decentralizacja zastąpią biurokratyzację i demoralizujący ogrom współczesnego Państwa i nowoczesnych spółek akcyjnych; wtedy – i tylko wtedy – ponownie będziemy mogli mówić o „radości z pracy” i żywić nadzieje na to, że człowiek będzie mógł być dumny nie tylko z ilości ale i z jakości swoich dzieł" [12] .

Z postulatami decentralizacji władzy, gruntownej demokratyzacji stosunków społecznych i ponownego uspołecznienia pracy wiązała się głęboka niechęć żywiona przez socjalistów cechowych do wszelkich form kolektywizmu. Z jednej strony, przyjmowali sformułowaną przez Hillaire Belloca krytykę współczesnego kapitalizmu jako „państwa służalczego” (servile state), w którym służebność klasy pracującej zostaje na niej wymuszona w zamian za zapewnienie jej bezpieczeństwa bytowego (Belloc określił ten rodzaj organizacji społecznej jako „doskonały mechanizm”) [13]. Z drugiej – krytykowali kolektywizm typu fabiańskiego i jego skłonność do traktowania słów „socjalizm” i „sprawne i nowoczesne państwo” jako terminów zamiennych [14].

Postulowana przez socjalistów cechowych transformacja społeczna uchodziła przy tym, nawet wśród swoich zagorzałych zwolenników, za projekt na wpół utopijny. W zakończeniu odczytu wygłoszonego w listopadzie 1919 roku G. D. H. Cole stwierdza:

"Powiem wprost, widzę obecnie jeden tylko sposób żeby nakłonić człowieka do dalszej pracy: apel do jego wiary w to, że praca którą wykonuje rzeczywiście służy społeczeństwu. Kiedy ten sposób zawodzi zawodzą też wszystkie inne, a to oznacza koniec świata. Nie mówię tu o końcu nagłym, który przecież nie dotknąłby nas zbyt mocno, ale o powolnym i bardzo dla wszystkich nieprzyjemnym zmierzchu, podczas którego nie tylko przemysł stawałby się z roku na rok coraz mniej wydajny, ale i wszystko w ogóle stawałoby się coraz bardziej brudne, niewygodne, wstrętne i beznadziejne, mniej więcej jak w powieści H. G. Wellsa. Jeżeli chcemy tego uniknąć, jeżeli chcemy zbudować nowe Społeczeństwo zanim stare zawali się wokół nas, musimy jak najszybciej zacząć eksperymentowanie, nie mając żadnej możliwości przewidzenia jakie będą jego skutki. Ściśle mówiąc czeka nas to, co Leslie Scott nazwał był w czasie prac Komisji Węglowej ‘skokiem w ciemność’" [15] .

Zgodnie z powyższym projekt socjalistycznej - i demokratycznej - przebudowy społeczeństwa stanowi ostatnią nadzieję na uniknięcie pewnej katastrofy. „Jeżeli chcemy zbudować nowe Społeczeństwo zanim stare zawali się wokół nas...” konieczne jest dokonanie przemiany moralnej: praca musi odzyskać swój społeczny sens. Wielki eksperyment społeczny jest zatem koniecznością, jednocześnie nie ma jednak realnej możliwości wprowadzenia go w życie. Żeby bowiem znaleźli się chętni do jego podjęcia, postulowana przemiana moralna musiałaby być już faktem: musiałaby więc poprzedzać zmianę społeczną, która ma dopiero do niej doprowadzić. Cole wikła się tutaj w antynomię i – jak się wydaje – zdaje sobie z tego sprawę. Ostatecznie może tylko nawoływać do skoku w nieznane.

Podjęte przez socjalistów cechowych próby zakładania kooperatyw nie przyniosły trwałych skutków [16]. Narodową Ligę Cechową rozwiązano w roku 1925; zanim jednak do tego doszło, w jej ramach utworzono niewielką lecz prężną podsekcję, skupioną wokół pięciorga działaczy (Ellen Wilkinson, Robert Page Arnot, Walter Holmes, William Mellor i William Norman Ewer: trzech ostatnich pracowało w redakcji „Daily Herald”). Grupa ta – określająca samą siebie mianem „Cechowych Komunistów” – zachowując program budowy narodowych gildii przeszła na pozycje marksistowskie [17].

Co skłoniło wymienionych działaczy do przyswojenia sobie myśli Marksa i Engelsa? Sądzę, że kluczowe znaczenia mogła mieć dla nich nieobecna w zasadzie w pismach socjalistów cechowych kwestia strategii rewolucyjnej. Spodziewano się, że rząd zgodzi się na nacjonalizację przemysłu węglowego, postulowaną przez Komisję Węglową Sankeya, następnie związki zawodowe wywalczą sobie prawo do zarządzania tą branżą tworząc prototyp gildii, następnie zaś – o ile eksperyment się powiedzie – podobna transformacja zajdzie w innych działach gospodarki [18]. Ponieważ do upaństwowienia górnictwa ostatecznie jednak nie doszło, projekt ten – od początku utopijny – nie dostał nawet szansy na realizację.

W tym kontekście Cechowym Komunistom atrakcyjny musiał wydać się scenariusz opisany w „Manifeście Komunistycznym”, wedle którego socjalistyczna transformacja społeczeństwa wymaga zrywu rewolucyjnego i ustanowienia dyktatury proletariatu. Na jego korzyść świadczył przede wszystkim sukces rewolucji 1917 roku Rosji. W swoich wydanych w kilka lat po wojnie wspomnieniach Tom Mann, legenda brytyjskiego ruchu związkowego, tak podsumował zmianę, która zaszła w jego poglądach pod wpływem tego wydarzenia:

"Nie pragnę ustanowienia oficjalnej, scentralizowanej biurokracji wydającej rozkazy i polecenia podporządkowanym sługom; przeciwnie: liczę na powstanie stowarzyszeń ludzi równych, pracujących wspólnie aby uzyskać najwyższą wydajność produkcji a jednocześnie zapewnić każdemu duchowy i fizyczny dobrobyt. Taki był zawsze nasz cel jako Syndykalistów. Z pewnością zbliża się jednak dzień, w którym będziemy musieli wykorzystać szansę – taką, jaka nam się nadarzy. Kierując się doświadczeniem Rosji doszedłem do przekonania, że z konieczności, na pewien dłuższy lub krótszy czas, będziemy wtedy musieli zaprowadzić dyktaturę proletariatu. Nie uda nam się jednak zapewnić jej skutecznego funkcjonowania jeżeli nie będziemy liczyć się z faktem istnienia plutokratycznej machiny Państwa i z podejmowanymi przez nią działaniami skierowanymi przeciwko robotnikom. Dlatego też, chociaż niechętnie, muszę odmówić słuszności działaniom tych spośród Syndykalistów z różnych krajów, którzy nie uważają za wskazane ani za konieczne podjęcia współpracy z Trzecią Międzynarodówką. [19]"

Liderzy Komunistów Cechowych mieli podobną wizję właściwej strategii. W myśl sformułowanego przez „pięcioro” programu działania, tworzenie gildii przełożono na okres po upadku kapitalizmu; do tego czasu narastający konflikt klasowy miał zaś być prowadzony w oparciu o komitety zakładowe, rady robotnicze i związki zawodowe zjednoczone pod auspicjami organizacji typu one big union [20].

W czerwcu 1920 roku Komuniści Cechowi, w tym również Dona Torr, znaleźli się wraz z Tomem Mannem wśród członków-założycieli Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii (CPGB). Nowa partia ukonstytuowała się jako lokalna sekcja Kominternu; formalną samodzielność uzyskać miała dopiero w roku 1943. W jej skład weszło kilka drobnych organizacji socjalistycznych, wśród których nieco większą liczebnością i znaczeniem cieszyła się jedynie Brytyjska Partia Socjalistyczna (BSP) - spadkobierczyni założonej w 1881 roku Federacji Socjaldemokratycznej (SDF), pierwszej partii w Zjednoczonym Królestwie odwołującej się w swoim programie do myśli Karola Marksa. "Daily Herald" powitał powstanie CPGB z uznaniem, w jej skład weszli zresztą również liczni przedstawiciele redakcji i współpracujących z pismem klubów dyskusyjnych.

Zjednoczenie zaowocowało – wbrew oczekiwaniom – spadkiem ilości zrzeszonych członków ruchu. O ile sama tylko BSP liczyła przed wojną osiem do jedenastu tysięcy członków , ilość członków CPGB przed II wojną światową rzadko przekraczała pięć tysięcy, a niekiedy spadała nawet poniżej trzech [21]. W tym okresie odnotowano wprawdzie dwa znaczne wzrosty liczebności – aż do poziomu dziesięciu tysięcy członków i więcej – skuteczność tych naborów, jeżeli chodzi o pozyskiwanie stałych i aktywnych towarzyszy była jednak niska. Skład organizacji cechowała w tamtym czasie duża płynność: choć stale pozyskiwano nowych rekrutów, niewielu zasilało szeregi partii na dłużej.

W miarę skuteczny nabór udawało się prowadzić głównie wśród mężczyzn z klasy robotniczej (przed wojną kobiety rzadko stanowiły więcej niż 10% członków CPGB) [22]. W latach międzywojennych partia miała charakter zdecydowanie proletariacki; wśród członków przeważali przedstawiciele zawodów technicznych i mechanicznych oraz górnicy, a według oficjalnych szacunków liczba intelektualistów i osób związanych z wolnymi zawodami wynosiła około 5% [23]. W praktyce, dla dość nielicznej organizacji oznaczało to poważne braki kadrowe. Biorąc pod uwagę przedstawione dane można domniemywać, że ilość związanych stale z ruchem osób posiadających kompetencje niezbędne na przykład do redagowania gazety, tłumaczenia komunistycznej literatury lub przygotowywania do publikacji tekstu naukowego musiała być bardzo niewielka: można przypuszczać, że mówimy tu o mniej niż trzystu osobach.

W organizacji, której członkinią miała pozostać do końca życia, Dona Torr należała więc do potrójnej mniejszości, jako kobieta i jako intelektualistka z wyższej klasy średniej. W ramach partyjnego aparatu nie pełniła nigdy oficjalnie żadnych ważnych funkcji, z uwagi na posiadane kompetencje miała jednak okazję odegrać szereg dość ważnych ról za kulisami. W realizację istotniejszych zadań zaczęła angażować się po roku 1923, kiedy odeszła z redakcji "Daily Herald" jako powód podając chęć podjęcia pracy badawczej . W roku 1924 Torr wzięła więc udział, jako tłumaczka, w obradach V Kongresu Kominternu w Moskwie; w roku następnym weszła zaś w skład partyjnego Komitetu do spraw Kolonii. Jako jego przedstawicielka w ciągu następnych lat miała realizować liczne zadania poza granicami kraju – nie wiemy dziś, jakie i z jakim skutkiem. Jej działalność na tym odcinku była jednak oceniana pozytywnie [24].

Torr cieszyła się też opinią doskonałej znawczyni pism twórców marksizmu. Było to w pierwszym rzędzie efektem prowadzonej przez nią działalności translatorskiej. W pierwszej połowie lat trzydziestych, podczas pobytu w moskiewskim Instytucie Marksa i Engelsa przygotowała tłumaczenie rozległego wyboru ich korespondencji: dwutomowy zbiór ukazał się w roku 1934. W latach późniejszych Torr przełożyła również Engelsa "Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa" (1940) oraz zbiór tekstów Marksa poświęconych Chinom (1951). Była też redaktorką i tłumaczką dwóch opublikowanych w trakcie wojny wyborów tekstów Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina pod tytułami: "Marxism, Nationality and War" (1940) i "Marxism and War" (1943) [25]. Wszystkie te publikacje ukazały się nakładem wydawnictw powiązanych z CPGB; sława ekspercka Torr była jednak na tyle znaczna, że w roku 1938 powierzono jej również przygotowanie do druku i opatrzenie komentarzem nowego wydania pierwszego tomu "Kapitału" w wydawnictwie George Allen and Unwin [26].

Przed końcem pierwszej połowy lat trzydziestych w ramach CPGB rzadko angażowano się w wydawanie prac o charakterze teoretycznym, nie związanych bezpośrednio z bieżącą sytuacją polityczną. Zmianę tego podejścia przyniosła dokonana w roku 1936 fuzja partyjnego wydawnictwa Martin Lawrence i niezależnej lewicowej oficyny Wishart Ltd. Dona Torr weszła w skład zespołu nowego wydawnictwa jako redaktorka naukowa. Fakt ten, w perspektywie następnych lat, zadecydował o wyjątkowej roli jaką miała ona odegrać w środowisku historyków, którzy wstąpili do CPGB w czasie wojny. Dla związanych z partią uczonych, szczególnie tych, którzy zaczynali dopiero karierę naukową, partyjne wydawnictwo było bowiem, w realiach zimnowojennych, jedyną oficyną o profilu akademickim, w której mogli oni bez przeszkód publikować swoje teksty. W przypadku historyków oznaczało to, że każdy zgłoszony przez nich maszynopis trafiał do rąk Dony Torr. Dawało jej to możliwość, by wpływać dość znacznie na działalność tworzącego się środowiska, tym bardziej, że znaczna część publikowanych rozpraw powstawała z inicjatywy wydawnictwa, niekiedy w związku z zapotrzebowaniem partii na teksty o konkretnej wymowie politycznej. I tak, w okresie poprzedzającym wybuch wojny światowej, kiedy Komintern, w odpowiedzi na polityczną ofensywę faszyzmu, przyjmuje linię budowania w zagrożonych nią krajach frontu ludowego, pojawia się zapotrzebowanie na "ludową historię", mającą stanowić odpowiedź na populistyczną mitologię "krwi i ziemi" [27].

W roku 1938 ukazała się książka, która dla wielu pokoleń miała stanowić wzorcowy przykład takiej "historii ludowej": Artura Leslie Mortona "Ludowa historia Anglii" („A People’s History of England”) [28]. Praca ta ma charakter popularyzatorski; jej treść nie wychodzi poza ustalenia historyków akademickich i w tym znaczeniu nie miała ona poszerzyć istniejącego stanu wiedzy. Zabieg, który zapewnił jej niemały urok i dużą poczytność, polegał na opisaniu znanych uczonym faktów z perspektywy innej, niż zazwyczaj przyjmowana w pisanych przez nich tekstach. Zamysł Mortona zawarty jest w tytule książki: pisze on historię "ludową" (People’s), nie zaś "historię ludu" lub "dla ludu" [29]. Historię Anglii – od czasów, w których postawiono krąg kamienny Stonehenge do końca pierwszej wojny światowej – opisuje więc z punktu widzenia klas pracujących; klasy te, czyli "lud", traktuje zaś w całej pracy jako autonomiczny podmiot-współsprawcę zachodzących procesów. Podejście to stanowi biegunowe przeciwieństwo "historii królów i bohaterów", w ramach której lud występuje w najlepszym razie jako bierna masa i nieme tworzywo dziejów. W przyszłości miało ono stać się znane jako "historia pisana od dołu" – specjalność brytyjskich historyków o orientacji marksistowskiej.

"Ludowa historia Anglii" spotkała się z żywym przyjęciem wśród członków CPGB; w latach 1938-39 nad treścią książki i strategią pisarską jej autora dyskutowano w wąskim gronie związanych z partią historyków podczas spotkań organizowanych w oksfordzkim Balliol College i w londyńskiej Marx Memorial Library przez Robina Page Arnota, członka partii, jednego z dawnych komunistów cechowych [30]. Spotkania te zaowocowały projektem wydania przez Lawrence and Wishart broszury poświęconej rewolucji Cromwellowskiej, w związku ze zbliżającą się trzechsetną rocznicą jej wybuchu. Publikację, zbiór trzech esejów, wydano w 1940 roku pod tytułem "Rewolucja angielska 1640 roku" [31]; autorem rozprawy tytułowej był młody Christopher Hill - w przyszłości jeden z najsławniejszych wychowanków Grupy Historyków przy CPGB. Z uwagi na duże znaczenie tekstu Hilla w kształtowaniu się programu badawczego tej formacji warto w tym miejscu omówić szerzej jego główne tezy.

Według Hilla od czasów Henryka VII angielską monarchię wiązał z burżuazją potrójny sojusz obronny: na arenie międzynarodowej – przeciwko Hiszpanii i jej sojusznikom, w sferze religijnej – przeciwko papieżowi i papistom, w kraju – przeciwko arystokracji. Z drugiej strony, sam monarcha był w owym czasie największym w Anglii posiadaczem ziemskim; jego potrzeby finansowe, z uwagi na rozbudowę aparatu państwa, stale rosły, dochody natomiast, z uwagi na ograniczenia gospodarki feudalnej, pozostawały bez zmian [32]. Podejmowane przez monarchów próby zaradzenia tej sytuacji, takie jak podnoszenie ceł, wprowadzanie nowych podatków, zmuszanie kupców do udzielania koronie pożyczek, zwiększanie opresji w dobrach królewskich dobrach ziemskich dla podniesienia dochodów z dzierżaw, godziły w interesy burżuazji i klas pracujących. Szczególną niechęcią wśród większości poddanych cieszyły się źle zarządzane i nieefektywne monopole państwowe – które jednak stanowiły niewyczerpane źródło synekur dla arystokracji [33].

W tym kontekście Anglia pierwszej połowy XVII stulecia, mimo wszystkich przemian gospodarczych które zaszły w epoce Tudorów, jawi się jako kraj feudalny. Angielski absolutyzm stanowił rodzaj "feudalizmu państwowego": nowe formy produkcji mogły rozwijać się jedynie w wąskich ramach zakreślonych przez monarchę, który pozostawał głównym beneficjentem zmian. Powstanie społeczeństwa burżuazyjnego wymagało usunięcia organów władzy królewskiej które utrzymywały dawny ustrój rolny, przy czym, wśród instytucji wspierających absolutyzm, szczególną rolę odgrywał kościół państwowy, panowanie nad nim dawało bowiem szerokie możliwości kształtowania stosunków społecznych [34]. Dlatego rewolucja musiała mieć równocześnie wymiar religijny: purytańska burżuazja występowała przeciw anglikanizmowi Jakuba I i kardynała Lauda, postrzeganemu jako "papizm bez papieża".

Następnie Hill przechodzi do omówienia Armii Nowego Wzoru, w której odkrywa pierwowzór ludowej partii demokratycznej. Geniusz Cromwella dostrzega przede wszystkim w tym, że "wykazał on, że walkę rewolucyjną należy organizować w sposób rewolucyjny" i - w związku z tym - "z naciskiem podnosił, że żołnierze muszą mieć wspólne zrozumienie »istoty sprawy«; poza tym zachęcał ich do swobodnego rozważania rozbieżnych opinii” . Organizacja Armii Nowego Wzoru opierała się na czterech zasadach: demokratyczna rekrutacja, karność, jedność i uświadomienie polityczne [35]. Wypracowanie tych reguł i przetestowanie ich w rewolucyjnej praktyce stanowi właśnie cenny dorobek rewolucji angielskiej – jako materiał dla historyka-marksisty jest to materiał równie cenny, jak dzieje rewolucji francuskiej lub rewolucji październikowej.

Następnie Hill przechodzi do omówienia Armii Nowego Wzoru, w której odkrywa pierwowzór ludowej partii demokratycznej. Geniusz Cromwella dostrzega przede wszystkim w tym, że "wykazał on, że walkę rewolucyjną należy organizować w sposób rewolucyjny" [36] i - w związku z tym - "z naciskiem podnosił, że żołnierze muszą mieć wspólne zrozumienie »istoty sprawy«; poza tym zachęcał ich do swobodnego rozważania rozbieżnych opinii” [37]. Organizacja Armii Nowego Wzoru opierała się na czterech zasadach: demokratyczna rekrutacja, karność, jedność i uświadomienie polityczne [38]. Wypracowanie tych reguł i przetestowanie ich w rewolucyjnej praktyce stanowi właśnie cenny dorobek rewolucji angielskiej – jako materiał dla historyka-marksisty jest to materiał równie cenny, jak dzieje rewolucji francuskiej lub rewolucji październikowej.

W konkluzji Hill stwierdza, że "pełne przeprowadzenie demokratycznych zadań nawet burżuazyjnej rewolucji jest niemożliwe bez klasy robotniczej zdolnej do jej wykonania" [39] – udana rewolucja implikuje więc istnienie takiej klasy w XVII-wiecznej Anglii. "Nie było jednak zorganizowanego ruchu klasy robotniczej opanowanej wizją innego ustroju (z rozwiniętą naukowo teorią rewolucji, która by poprowadziła drobną burżuazję do frontowego ataku na potęgę wielkiego kapitału" [40]. Dlatego lewellerzy skazani byli na porażkę: zaproponowany przez nich projekt konstytucji został odrzucony, następnie zaś, uciekając się do represji, położono kres demokratycznej organizacji armii [41]. Po raz pierwszy, w zalążkowej formie pojawia się tu znana z późniejszych pism Hilla teza o "dwóch rewolucjach": pierwszej, burżuazyjnej, zakończonej ścięciem króla i obaleniem feudalnego ustroju rolnego i drugiej, plebejskiej, której położono kres odrzucając roszczenia lewellerów, rozstrzeliwując ich przywódców i wysyłając żołnierzy ze zbuntowanych pułków na podbój katolickiej Irlandii [42].

W perspektywie późniejszej kariery naukowej Hilla esej z 1940 roku stanowi jedynie skromne preludium. Z punktu widzenia autora i jego opiekunów naukowych "Rewolucja Angielska 1640 roku" okazała się jednak tekstem bardzo ważnym: jej publikacja doprowadziła bowiem do sporu teoretycznego, którego rozstrzygnięcie zadecydowało o sposobie uprawiania historii przez całe pokolenie związanych z CPGB marksistów.

W październikowym numerze "Labour Monthly", periodyku, którego redaktorem naczelnym był czołowy ideolog CPGB Rajani Palme Dutt, ukazała się recenzja rozprawy Hilla podpisana inicjałami P.F. Pod pseudonimem tym ukrywał się niemiecki ekonomista Jurgen Kuczynski [43]. Wydanej przez niego opinii nie należało lekceważyć, autor był bowiem zasłużonym działaczem Kominternu; David Renton sugeruje nawet, że jego autorytet w ramach całego ruchu był znacznie większy niż liderów brytyjskiej partii [44]. Recenzja była zaś jednoznacznie nieprzychylna. Najważniejszy postawiony w niej zarzut można streścić następująco: Kuczynski, powołując się na pisma Marksa i Engelsa stwierdza, że Anglia roku 1640, po zmianach gospodarczych i politycznych XVI stulecia od dawna, a wbrew tezie Hilla, była krajem z gruntu kapitalistycznym. Sam monarcha, w realiach monarchii absolutnej, był w istocie najpotężniejszym w kraju kapitalistą. Rewolucja Cromwellowska nie mogła więc stanowić wydarzenia na miarę Wielkiej Rewolucji Francuskiej: według Kuczynskiego była ona zrywem reakcyjnym [45].

Na kadrach kierowniczych CPGB recenzja "Rewolucji Angielskiej" wywarła duże wrażenie. Utworzono specjalną komisję, przed którą Hill stawał kilkakrotnie aby bronić swojego stanowiska. Konsekwencje grożące mu w razie niepowodzenia były, rzecz jasna, nader skromne – w najgorszym razie mogło mu grozić wydalenie z CPGB. Ostatecznie do tego jednak nie doszło. Zgodnie z legendą, obrona Hilla powiodła się dzięki sprawnemu cytowaniu "Wielkiej Encyklopedii Radzieckiej", cieszącej się niekwestionowanym autorytetem wśród członków partyjnego sądu [46]. Sam Hill, w wywiadzie udzielonym w latach osiemdziesiątych utrzymywał jednak, że sukces był w dużej mierze kwestią przypadku: przedstawiciel „oskarżenia” oparł swoją argumentację na pracach Michaiła Pokrowskiego, uchodzącego w owym czasie za radziecki wzorzec ortodoksji w dziedzinie historii; traf jednak chciał, że podczas sporu o „Rewolucję angielską 1640 roku” dzieła te zostały w Moskwie oficjalnie potępione za „wulgarny socjologizm” [47]. Dla przyszłego sposobu uprawiania historii przez członków CPGB ważniejsze od samego zwycięstwa Hilla było jednak to, jak zostało ono politycznie skonsumowane. O tym zadecydować miała pomoc udzielona młodemu autorowi przez współtowarzyszy. W kolejnych numerach "Labour Monthly" z tekstem Kuczynskiego polemizowali Douglas Garman, Dona Torr, a także ekonomista Maurice Dobb [48]. Z tych trzech polemik, artykuł Torr w tym miejscu interesuje nas najbardziej.

W pierwszym akapicie swojej polemiki z Kuczynskim określiła ona jego sposób myślenia jako z gruntu niemarksistowski. W dalszej części tekstu za jego główny błąd uznaje zaś przyjęcie mechanistycznej koncepcji rozwoju społecznego, wedle której istnienie kapitalistycznych stosunków produkcji pociąga za sobą automatycznie powstanie burżuazyjnego społeczeństwa. Zdaniem Torr, Kuczynski zaprzeczył w tym punkcie sformułowanemu przez Marksa "fundamentalnemu prawu zmiany społecznej":

"Na określonym szczeblu swego rozwoju materialne siły wytwórcze społeczeństwa popadają w sprzeczność z istniejącymi stosunkami społecznymi produkcji albo - co jest tylko prawnym tego wyrazem - ze stosunkami własności, wśród których one dotąd się rozwijały. Z form rozwoju sił wytwórczych stosunki te zamieniają się w ich kajdany. Wówczas następuje epoka rewolucji socjalnej [49]."

Wychodząc od powyższej tezy autorka przeciwstawia mechanistycznemu postrzeganiu procesu zmiany społecznej wizję dialektyczną, wedle której rozwój sił wytwórczych przyjmuje w sferze ekonomii postać mnóstwa słabo powiązanych zmian ilościowych, skutkujących zaostrzaniem się konfliktu klasowego. Klasy nie występują wówczas jeszcze przeciwko sobie w formie zorganizowanej: dopiero stopniowe nasilanie się oporu przeciwko klasom postrzeganym jako opoka dawnego porządku prowadzi do gruntownej, jakościowej przemiany społeczeństwa i wszystkich jego instytucji. Wymaga to jednak podjęcia skoordynowanych działań o charakterze rewolucyjnym, postrzeganych jako wyraz wspólnej woli członków klasy zorganizowanych z myślą o podjęciu walki [50].

W świetle tej koncepcji motorem postępu nie jest więc rozwój środków produkcji ale towarzyszący mu konflikt klasowy: dodajmy, że właśnie z tego względu w ramach teorii marksowskiej typowe dla kapitalizmu ciągłe rewolucjonizowanie środków produkcji nie może stanowić źródła postępu społecznego. Zrównanie, a przynajmniej powiązanie jednego z drugim jest natomiast fundamentem myśli reformistycznej. Dlatego Torr ponawia zarzut postawiony wcześniej przez Garmana: zdaniem obojga Kuczynski - uznając przemianę ekonomiczną, która zaszła w XV-wiecznej Anglii, za równoważną z powstaniem społeczeństwa burżuazyjnego - schodzi na manowce reformizmu [51].

W lutym 1941 r. spór został wyciszony: redakcja "Labour Monthly" ogłosiła, że dalsze polemiki nie będą publikowane z braku miejsca, czeka jednak na listy czytelników dotyczące sprawy, po zapoznaniu się z którymi wyda swoje oficjalne stanowisko. Stanowiska tego nigdy nie ogłoszono; w ten sposób sukces Hilla został potwierdzony, Kuczyński zaś - przynajmniej oficjalnie - nie poniósł porażki. Według Dony Torr, fakt ten miał daleko idące konsekwencje: dzięki zwycięstwu odniesionemu w sporze przez reprezentowaną przez nią opcję związani z CPGB historycy mogli po wojnie swobodnie rozwijać swoją interpretację dziejów Wielkiej Brytanii. W roku 1948 pisała w liście do Briana Pearce’a:

"Rzeczywiście, poszliśmy do przodu od czasu tamtych niesłychanie ciężkich zmagań z 1940 żeby osiągnąć coś w sporze z JF [Kuczynskim], braku zgody żeby publikować świadectwa na korzyść Ang. rewolucji 1640, albo żeby wolno było ją traktować w kategoriach Rew. burż. Jednym z błędów przewodniczącego było to, że nie zechciał pochwalić Christophera za jego pionierską rolę w tej dziedzinie. Głównie jemu zawdzięczamy to wszystko, jego [zwycięstwo] było zwycięstwem tak w polityce, jak i w teorii" [52].

Lata wojny to okres bezprecedensowego wzrostu liczebności CPGB: w grudniu 1942 roku osiągnęła ona rekordowy, nigdy później już nie osiągnięty poziom 56 000 członków [53]. Wśród nowych rekrutów znalazła się stosunkowo niewielka, ale istotna grupa intelektualistów z klas średnich [54]. W tym okresie w ramach partii powstają liczne sekcje specjalistyczne zrzeszające pisarzy, naukowców, lekarzy, artystów, nauczycieli itd. [55]. W roku 1946, w związku z ukazaniem się nowego wydania „Ludowej historii Anglii”, w gronie związanych z CPGB historyków zorganizowano sympozjum, którego celem miała być reewaluacja pracy Mortona w świetle ustaleń wypracowanych w trakcie dyskusji organizowanych przez Arnota i późniejszego sporu wokół publikacji Hilla [56]. Podczas konferencji zawiązała się oficjalna Grupa Historyków przy CBGB. Dona Torr – jako redaktorka w partyjnym wydawnictwie – od początku pełniła w niej rolę centralną, choć zakulisową. Zadanie, którego realizacji podjęła się jeszcze w latach trzydziestych, polegało na kierowaniu rozwojem młodych historyków skłaniających się ku marksizmowi [57]: obecnie lata jej starań miały zacząć przynosić efekty.

W maju na łamach „Communist Review” – wydawanego przez partię miesięcznika „teoretycznego” – ukazał się artykuł Torr zatytułowany "Productive Forces: Social Relations". Biorąc pod uwagę moment publikacji, można przyjąć, że był on pisany z myślą o członkach nowopowstałej grupy. Zawarte w nim zalecenia formułowane są bardzo ostrożnie; autorka asekuruje się przy tym przytaczając cytaty z każdego z czterech autorytetów: Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. O przyjęciu takiej strategii zadecydowały prawdopodobnie doświadczenia z czasów sporu o "Rewolucję angielską 1640 roku".

W artykule Torr rozwija stanowisko przyjęte w toku polemiki z Kuczynskim. Wychodzi od tego samego założenia wywiedzionego z przedmowy do "Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej": stosowanie metody materializmu historycznego wymaga w pierwszym rzędzie ustalenia stopnia zgodności lub sprzeczności między siłami wytwórczymi a istniejącymi stosunkami społecznymi [58]. Uświadomienie sobie, że między tymi dwoma sferami zachodzi sprzeczność stanowi podstawę dla kształtowania się świadomości klasowej. W warunkach brytyjskich początek tego procesu przypada na koniec złotej ery wiktoriańskiej; kryzys 1873-1897 doprowadził do uświadomienia sobie przez klasę robotniczą tego, że porządek społeczny nie jest nienaruszalny i niezmienny; kapitalizm okazał się być tylko fenomenem historycznym [59]. Tymczasem, jak zauważa Engels w "Anty-Duhringu", rozwój kapitalizmu doprowadził w owym okresie po raz pierwszy do sytuacji w której:

"Wszystkie elementy produkcji i powszechnego bogactwa istnieją w nadmiarze. Ale nadmiar staje się źródłem nędzy i niedostatku [ponieważ] (...) jak upiór staje pomiędzy nimi a robotnikami konieczność przekształcenia się środków produkcji i środków utrzymania w kapitał (...) [i] tylko ona nie pozwala środkom produkcji funkcjonować a robotnikom - pracować i żyć [60]."

Uświadomienie sobie powyższych faktów oznaczało według Torr początek zmierzchu moralności indywidualistycznej uosabianej przez homo oeconomicus i koniec bezwzględnej wiarygodności zakorzenionych w niej "spiżowych praw": maltuzjańskiego prawa ludności, prawa malejących przychodów, proudhonowskiego prawa płac, post-darwinowskich praw walki o byt i przetrwania silniejszego [61]. Prawa te okazały się być jedynie ideologicznymi uzasadnieniami dla wyzysku; wyszło na jaw, że podążając wyznaczoną przez nie koleiną ludzkość nie dotrze nigdy, wbrew zapewnieniom o dobroczynnej mocy "niewidzialnej ręki rynku", do stanu powszechnej szczęśliwości. Tym samym okazało się, że wbrew optymizmowi dziewiętnastowiecznych reformistów postęp w dziedzinie ujarzmiania natury nie jest bynajmniej równoznaczny z postępem społecznym.

Według Torr Marks i Engels zdawali sobie z tego sprawę, dlatego całą epokę "cywilizacji" potraktowali łącznie jako jeden okres - erę społeczeństwa klasowego. Jego historia to dzieje postępującego odbierania wytwórcom kontroli nad procesem produkcji i samym produktem: oznacza to przede wszystkim wymuszony rozpad dawnych, demokratycznych form kontroli nad środkami produkcji, takich jak system cechowy czy wspólne użytkowanie ziemi będącej własnością gminy. Im dalej ten proces postępuje, tym więcej praw ekonomicznych widzianych jest jako spiżowe konieczności [62]. Powstanie proletariatu – klasy pozbawionej jakiejkolwiek kontroli nad środkami produkcji – zbiega się w czasie z wytworzeniem ideału "formalnej demokracji": wolności politycznej i osobistej nie uwarunkowanej stanem posiadania. Zdaniem Torr oznaczało to, podobnie jak pierwsza lokomotywa Stephensona, istotny dziejowy postęp [63]. Odkrycie i ustanowienie formalnej demokracji nie było jednak "końcem dziejów" – podobnie jak "Rakieta" nie stanowiła długo ostatniego słowa w dziedzinie rozwoju lokomocji. W obydwu przypadkach można mówić raczej o zmianie jakościowej, po której następuje nowa epoka o własnej, nieredukowalnej specyfice.

Podsumowując: uświadomienie sobie sprzeczności pomiędzy środkami produkcji a stosunkami społecznymi, między obfitością wytwarzanych dóbr i formalną wolnością polityczną a realną nędzą i zniewoleniem wytwórców sprawia, że proletariusze – po odrzuceniu malthuzjańskiego społecznego darwinizmu – angażują się w walkę klas. Ich zwycięstwo oznaczać będzie przejście do nowej formy społeczeństwa: stadium, w którym swobodny rozwój każdego jest warunkiem swobodnego rozwoju ogółu [64]. Żeby do tego doszło musi jednak "obumrzeć człowiek stary": tylko porzucenie dawnej moralności indywidualistycznej umożliwi klasie robotniczej zorganizowanie się i podjęcie walki. Autorka dochodzi tutaj do punktu, w którym przed laty utknął był G.D.H. Cole: żeby rewolucja powiodła się, musi nastąpić przemiana moralna, ta jednak jest wstępnym warunkiem udanej rewolucji. W odróżnieniu od Cole’a Torr ma jednak na podorędziu metodę, której zastosowanie ma umożliwiać uniknięcie tamtej "antynomii czynu"; metodą tą jest materializm historyczny.

Materialiście historycznemu bieg dziejów jawi się jako proces dialektyczny. "Na określonym szczeblu swego rozwoju materialne siły wytwórcze społeczeństwa popadają w sprzeczność z istniejącymi stosunkami społecznymi produkcji" – uświadomienie sobie tej zasady jest punktem wyjścia do budowania naukowego, nie-utopijnego socjalizmu. Historyk-marksista odgrywa w ramach tego projektu ważną rolę. Dzięki marksowskiej metodzie widzi on, jak w toku konfliktu klas rodzi się nowa moralność, dla której istniejąca epoka jest zbyt ciasna. Dzięki temu może on pomóc klasie robotniczej uzyskać świadomość istniejących uwarunkowań i spoczywającej na niej odpowiedzialności: wiedzę o tym, że zmiana jest możliwa i że tylko zorganizowany ruch robotniczy może jej dokonać. Takie rozumienie roli naukowca-komunisty wpisuje się przy tym dobrze w wizję partii jako awangardy proletariatu.

W ten sposób Torr określiła metodę pracy historyka-marksisty: należało teraz dać zastosować ją w praktyce. Prace nad poważniejszym dziełem tego rodzaju prowadziła już od dłuższego czasu; pierwszą próbę stanowił krótki życiorys Toma Manna wydany w roku 1936 z okazji osiemdziesiątej rocznicy jego urodzin.

Broszura ta ma charakter biografii politycznej; wydarzenia omawiane są w kontekście dojrzewania jej bohatera jako działacza robotniczego. Z racji swojej długowieczności Mann miał okazję pełnić wiodącą rolę w każdej z czterech omawianych przez autorkę “epok” ruchu, które można scharakteryzować następująco:

W okresie pierwszym poglądy większej części postępowych robotników wykwalifikowanych kształtowały się pod wpływem agitacji radykalno-demokratycznej. Związki zawodowe zaczynały być wówczas traktowane jako naturalny element kapitalistycznej gospodarki; jednakże “błędnie pojmowano naturę systemu kapitalistycznego – system płac jawił się jako element niezmiennego porządku rzeczy, w ramach którego pomyślność robotników zależy od pomyślności przedsiębiorstw, w których są zatrudnieni” [65]. Nie istniało pojęcie “polityki robotniczej” (working-class politics): zarówno według kapitalistów jak i działaczy związkowych przedstawiciele klas pracujących mieli jedynie godnie je reprezentować w ramach nienaruszalnego ładu [66]. Taktyka rządzącej krajem partii liberalnej polegała na stabilizowaniu systemu dzięki kooptacji wpływowych i “szacownych” działaczy robotniczych, postrzeganych jako swego rodzaju ludzie interesu [67].

Okres drugi to czas fermentu zawiązanego z powstaniem “nowych nowych związków zawodowych”, zrzeszających robotników niewykwalifikowanych nie posiadających wcześniej żadnej reprezentacji. Oznaczało to umasowienie ruchu na niespotykaną dotąd skalę; żądania związkowców godziły przy tym w istniejące status quo, jednocześnie zaś bojowy charakter nowych organizacji i ich wysoka liczebność sprawiały, że nie sposób było łatwo dokooptować je do istniejących struktur władzy [68]. Momentem przełomowym dla skrystalizowania się nowej formacji było zwycięstwo londyńskiego wielkiego strajku dokerów z roku 1889. Przywódcy “starych nowych związków” patrzyli na nowe organizacje z niechęcią: z ich punktu widzenia interesy obydwu odłamów ruchu były sprzeczne [69].

W okresie trzecim - syndykalistycznym - po fali związanego z odniesionymi sukcesami entuzjazmu wyszły na jaw niedostrzegane wcześniej ograniczenia istniejącego porządku. Wszelkie próby prowadzenia radykalnej “polityki robotniczej” podejmowane w ramach legalnego ładu napotykały na bierny lub czynny opór instytucji państwa [70]. Awangarda ruchu zdała sobie wówczas sprawę z tego, że klasa robotnicza, aby dokonać gruntownej przebudowy społecznej, musi zbudować własne odpowiedniki tych aparatów, oparte o zasadę dobrowolnej kooperacji.

W okresie czwartym, program ten mógł zostać skorygowany dzięki doświadczeniom rewolucji radzieckiej. Według Manna budowa państwa robotniczego jest więc możliwa tylko w drodze rewolucji, dzięki ustanowieniu dyktatury proletariatu. Sukces rewolucji wymaga przy tym koordynacji wysiłków w skali świata: dlatego skuteczne prowadzenie rewolucyjnej “polityki robotniczej” możliwe jest dzięki współpracy w ramach Trzeciej Międzynarodówki i komunistycznych central związkowych [71].

Kolejne wydarzenia z życia Manna traktowane są przez autorkę jako kamienie milowe na drodze do określonego celu. W końcu okresu pierwszego Mann jest więc aktywnym członkiem szacownego związku zawodowego mechaników; jednocześnie działa też w ruchu wstrzemięźliwościowym. Pod wpływem lektury pism Johna Ruskina i Henry’ego George’a odkrywa jednak miałkość i fałszywość maltuzjańskiego prawa ludności i proudhonowskiego prawa płac [72]. W rezultacie wstępuje do jednej z londyńskich sekcji SDF i angażuje się w agitację na rzecz ośmiogodzinnego dnia pracy. Szybko zyskuje sławę doskonałego mówcy i organizatora [73]. W toku swojej działalności występuje przeciwko polityce starych związków: kiedy dokerzy rozpoczynają strajk Ben Tillet, ich przywódca, od razu zwraca się do niego o pomoc jako do naturalnego sojusznika. Mann angażuje się w organizację strajku, pracując w czasie jego trwania po 20 godzin dziennie [74]. Po zwycięstwie pełni funkcję prezydenta Związku Dokerów i sekretarza generalnego Niezależnej Partii Pracy (ILP); odkrywa wówczas, że działalność w komitetach i komisjach pochłania energię ale nie daje większych rezultatów. Przez chwilę rozważa nawet możliwość zostania kapłanem anglikańskim licząc, że organizacyjny potencjał kościoła uda mu się wykorzystać do realizacji politycznych celów ruchu [75]. Po roku 1901 odwiedza Nową Zelandię i Australię - brytyjskie dominia, w których reprezentantom klasy robotniczej udało się zdobyć władzę polityczną, lecz mimo tego los robotników nie poprawił się: w ramach istniejącego systemu budowa państwa robotniczego okazała się niemożliwa. Ostatecznie utwierdziło to Manna w przekonaniu, że klasa robotnicza dążąc do swoich celów może liczyć tylko na siebie [76]. Po powrocie zostaje przewodniczącym Przemysłowej Ligi Syndykalistycznej – ale i ta ewolucja miała stanowić jedynie przystanek na drodze ku “bardziej kompletnej teorii” [77]. Tej miała dostarczyć dopiero rewolucyjna praktyka partii bolszewickiej.

Wydarzenia, przedstawione tu w telegraficznym skrócie, składają się na ogrom doświadczenia: nic dziwnego, że Mann uchodził wśród działaczy brytyjskiej partii komunistycznej za “giganta przerastającego bezprzykładnie wszystkich współczesnych” [78]. Pod pewnym istotnym względem szkic Torr z roku 1936 nie oddaje jednak w pełni jego zasług. Bohater tekstu jest bowiem, od początku do końca, tą samą osobą; niezłomnym działaczem zaangażowanym w realizację jasno określonego celu:

"Dziś, patrząc wstecz, możemy stwierdzić, że od momentu, w którym stał się członkiem ruchu [Mann] starał się znaleźć odpowiedni sposób aby wyrazić czynem swoje nigdy niezachwiane przekonania. Uważał więc, że system kapitalistyczny musi zostać obalony; że robotnicy winni polegać jedynie na sobie samych; że główną rolę w walce muszą odegrać związki zawodowe, ich organizacje; że aby móc zwyciężać na froncie walk klasowych muszą oni osiągnąć najwyższy możliwy stopień jedności organizacyjnej. W istocie od początku dążył więc do tego, do czego i my dążymy dziś w Wielkiej Brytanii: do utworzenia jednej zjednoczonej partii robotniczej która będzie kierowała naszą walką [79]".

Okazuje się więc, że wszystkie perypetie i odkrycia Manna były jedynie przyczynkiem potwierdzającym słuszność “bardziej kompletnej teorii” – można wręcz domniemywać, że jego główną zasługą było to, że w ramach swojej politycznej praktyki samodzielnie doszedł do zbieżnych z nią wniosków. Zgodność, która zachodzi pomiędzy jego działaniami a marksistowsko-leninowską teorią może jednak sprawiać wrażenie harmonii przedustawnej; powstaje też podejrzenie, że pochodzi ona w dużej mierze od biografa.

Torr zdawała sobie sprawę z ograniczeń omówionej broszury: w założeniu stanowiła ona tylko wstępny szkic biografii Manna. Wersję pełną zapowiada się na okładce na jesień tego samego roku; jej pisanie miało jednak zająć autorce następne dwadzieścia lat. Ostatecznie, w formie skończonej, ukazał się jedynie pierwszy z dwóch zaplanowanych tomów dzieła. Przyczyn, dla których prace trwały aż tak długo było zapewne wiele: ogrom obowiązków, które Torr brała na siebie bez umiarkowania, w tym równoległa działalność translatorska, edytorska i wychowawcza. Przede wszystkim jednak, jak zauważa Allan Hutt, książka Torr została napisana dwukrotnie [80]: wersja druga nie jest po prostu uzupełnieniem pierwszej, ale całkowicie nową pracą pisaną w inny sposób. Można przypuszczać, że podstawowa trudnością, na którą napotkała autorka była potrzeba wypracowania nowego stylu narracji historycznej. Według Hilla, Torr "wiedziała i myślała o historii więcej niż ktokolwiek z nas" [81] (członków grupy historyków przy CPGB): ta skłonność do autorefleksji i ciągłej rewizji własnej perspektywy badawczej zaowocowała, jak sądzę, koniecznością wielokrotnego zaczynania prac od nowa.

Zanim przejdę do omawiania nieukończonego "hauptwerku" Torr, chciałbym wskazać na dwa skromne "ziarna zmian", możliwe do odnalezienia w jej niewielkim dorobku publicystycznym. Obydwie publikacje pochodzą z roku 1937, a zatem z czasu, w którym pełna wersja biografii Toma Manna powinna była, zgodnie z zapowiedzią, stać już na półkach księgarskich.

Pierwszy z tekstów, na który warto zwrócić uwagę, to krótka broszurka zatytułowana "Wprowadzenie do Komuny Paryskiej" ("Introduction to Paris Commune"), dołączana przez wydawnictwo do obszerniejszego dzieła autorstwa Franka Jellinka [82]. Celem "Wprowadzenia" miało być przybliżenie czytelnikowi tła wydarzeń opisywanych w pracy: przede wszystkim dziejów walk klasowych toczonych we Francji od czasu rewolucji 1789 r. Torr wychodzi przy tym od omówienia etymologii i znaczenia terminu samego terminu "komuna", wskazując na jego źródła średniowieczne. "Komuna" z perspektywy ludu była więc samorządną wspólnotą stojącą na straży istniejących swobód, z perspektywy klas panujących zaś – sprzysiężeniem plebsu gotowego w każdej chwili wzniecić skierowany przeciw władcy tumult [83]. Publikacja tych uwag poprzedziła o rok ukazanie się "Ludowej historii Anglii" Mortona; pozwala to widzieć w nich skromną zapowiedź "historii pisanej od dołu" i przyszłych rozważań Torr nad związkiem wspólnoty i demokracji.

Drugi okruch pochodzi z omówienia dorobku Ralpha Foxa, należącego do CPGB marksisty i członka Brygad Międzynarodowych, który zginął pod Kordobą w roku 1937. W hołdzie poległemu Lawrence and Wishart opublikował wybór jego tekstów poprzedzonych wprowadzeniami autorstwa członków partii. Zamieszczony w tomie tekst Torr, zatytułowany "Ralph Fox and Our Cultural Heritage" stanowił omówienie pionierskiej pracy Foxa zatytułowanej "Novel and the People" - jednej z pierwszych w Anglii prób uprawiania marksistowskiej teorii literatury. Na uwagę zasługuje tu następujący fragment:

Fox, zwłaszcza w ostatnich miesiącach swojego życia, często rozmyślał nad właściwą dzisiejszym pisarzom "wielką odmową" by zmierzyć się z rzeczywistością traktowaną całościowo, nad cynizmem i atrofią, które otworzyły wrogom drzwi na oścież. Ten "strach przed życiem", wysiłek, by trzymać się z dala od wspólnoty wszystkich ludzi oznacza dobrowolne pójście na wygnanie, z dala od wielkich duchów minionych wieków i od "duchowej wspólnoty wiążącej ze sobą żywych oraz martwych", tj. od naszego kulturowego dziedzictwa. "Ta wspólnota nas nie odrzuci – dlatego żywimy nadzieję", powiada Wordsworth. "Nadzieja", pisze Fox, "powróci tylko pod warunkiem, że nie będziemy wykluczeni ze wspólnoty" [84].

W obydwu fragmentach wspólnota konstytuuje się historycznie jako podmiot i główny aktor w procesie dziejowym. Ten zwrot w stronę wspólnotowości miał zapewne związek z nastaniem ery frontu ludowego; mimo to należy stwierdzić, że był on w twórczości Torr zwrotem prawdziwym. Oznaczał on przyswojenie dyrektywy wywiedzionej od Foxa: aby móc żywić nadzieję na dokonanie zmiany społecznej nie wolno wykluczać się ze wspólnoty, rozumianej jako tradycja kulturowa, przy czym “nadzieja” jest tutaj czynnikiem, którego wpływu nie można uzgodnić z żelaznymi regułami “diamatu”. Według Foxa historyk, podobnie jak pisarz:

"(…) nie zdoła opisać kolei indywidualnego losu nie mając sumiennego oglądu całości. Musi on zrozumieć, w jaki sposób osiągnięty rezultat wyłania się z [osobistych] konfliktów między postaciami, następnie musi zrozumieć, które z rozlicznych warunków ich życia uczyniły każde z tych indywiduów tym, kim ona lub on jest. "W rezultacie powstaje coś, do czego nikt nie dążył", jakże dokładnie zdanie to oddaje istotę każdego wielkiego dzieła sztuki, jak dobrze wyraża wzorzec samego życia; wydarzenie, do którego nikt nie dążył, wpisuje się bowiem w pewien wzór. Dla tworzącego artysty marksizm stanowi klucz do rzeczywistości, wskazując, jak ma rozpoznać ten wzorzec i miejsca zajmowane w nim przez indywidua. Jednocześnie w sposób świadomy nadaje on człowiekowi jego pełną wartość i w tym też sensie jest on najbardziej humanistycznym ze wszystkich światopoglądów."

Cytowany fragment odnosi się do znanego listu Engelsa do Józefa Blocha, w którym odrzuca on mechanistyczną wykładnię materializmu historycznego, zgodnie z którą każde bez wyjątku wydarzenie historyczne jest determinowane wprost przez rzeczywistość ekonomiczną. Tymczasem:

"(…) z tego, że dążenia poszczególnych jednostek - spośród których każda chce tego, do czego ją popycha jej konstytucja cielesna oraz zewnętrzne, w ostatniej instancji ekonomiczne warunki (albo jej własne, osobiste, albo też ogólnospołeczne) - nie osiągają tego, czego chcą, lecz stapiają się w ogólną przeciętną, wspólną wypadkową, z tego nie wolno przecież wnioskować, że są = 0. Przeciwnie, każde dążenie ma swój udział w wypadkowej, a zatem jest w niej zawarte [85]".

Słowa te były z pewnością dobrze znane Torr: to ona, jak pamiętamy, była autorką pierwszego obszernego przekładu korespondencji Marksa i Engelsa na język angielski. W istocie mogłyby one – obok cytowanego w przez nią później w polemice z Kuczyńskim i w artykule z 1946 roku fragmentem przedmowy do „Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej” – stanowić główne motto dla jej dojrzałej twórczości jako historyczki. Pisanie historii w perspektywie „wspólnotowej” w praktyce musiało oznaczać opis działań indywiduów zmierzających w ramach pewnego społeczno-kulturowego milieu do osiągnięcia własnych celów; ramy ich działania wyznaczałaby „w ostatniej instancji” relacja środków produkcji do stosunków społecznych, na rezultat składałaby się natomiast wypadkowa wielu, jednostkowych trajektorii. W tym sensie wkład każdej z tych jednostek nie byłby nigdy „równy 0”; efekt końcowy zależałby zaś w dużym stopniu od nadziei, które wiązały one z podejmowanymi działaniami.

Realizacja tak określonego zadania wymagała przyjęcia odpowiedniej konwencji literackiej. W toku pracy nad ostateczną wersją biografii Manna Torr udało się odkryć odpowiedni styl narracji: okazała się nim być forma zbliżona pod niejednym względem do eposu heroicznego. Zasady jego konstruowania musiały być jej znane dosyć dobrze: uznanym autorytetem w dziedzinie średniowiecznej literatury epickiej był bowiem W. P. Ker, pod kierunkiem którego studiowała niegdyś w University College of London. Zaproponowane przez niego określenia stanowić mogą klucz do interpretacji ostatniej książki Torr a także – do pewnego stopnia – niektórych prac jej uczniów.

Zdaniem Kera epos, zarówno homerycki jak i germański, to literatura żywa, powstająca organicznie, nie zakorzeniona w żadnej teorii estetycznej. Jego celem jest wprawdzie opis czynów, które realnie miały miejsce, przede wszystkim liczy się jednak imaginacyjna moc narracji [86]. Warunkiem powodzenia jest w tym przypadku uzyskanie właściwego napięcia dramatycznego: autor musi w sposób wiarygodny oddać motywacje uczestników wydarzeń; nakreślić trajektorie ich losów na społeczno-kulturowym tle [87]. Bohaterów eposu zaliczyć można do rodzaju "wielkich ludzi", w sensie, w którym o "systemie wielkich ludzi" mówi się w etnologii: ich charakter, poglądy i życiowe aspiracje nie wykraczają poza to, co w ramach danej kultury uchodzi za przyjętą normę, tyle tylko, że wybrane cechy występują u nich w większym nasileniu. "Wielcy ludzie" mogą więc być szczególnie hojni, waleczni lub przebiegli, znać się szczególnie dobrze na żegludze, kowalstwie lub poezji, w rezultacie mają też licznych popleczników, którzy jednak, pod pewnym istotnym względem, są im równi – są mianowicie wolnymi ludźmi, a nie sługami albo wasalami [88].

Cechą naczelną eposu jest w związku z tym realizm: dramatyczne losy herosów rozgrywają się na tle codziennego życia, ich cele i aspiracje są celami typowego przedstawiciela wspólnoty kulturowej, do której przynależą. Pod tym względem epos różni się diametralnie od romansu, jako formy literackiej, dla której główną tematykę stanowi to co niespotykane i fantastyczne. Romans celowo zrywa zatem z wszelką przyziemnością, a jego bohaterowie to jednostki niezwykłe, podążające własną i tylko własną ścieżką [89]. Dla twórców eposu "marność spraw codziennych" stanowi właściwą ramę wydarzeń a bohater nie jest ważny jako indywiduum ale jako wcielenie ogólnego wzoru. Romans jest, zdaniem Kera, formą literacką właściwą dla epoki feudalnej, epos stanowi wytwór dawniejszej epoki "heroicznej". "Wielki człowiek zna się na bydle, steruje własnym okrętem" [90], dla rycerza-bohatera romansu zajmowanie się tymi sprawami stanowiłoby hańbę.

Przydatność formy epickiej dla historyka piszącego zgodnie z zaleceniem Foxa staje się w pełni widoczna w następującym fragmencie:

"Związek pomiędzy poezją epicką a epoką heroiczną nie sprowadza się do zdawania przez nią relacji z konkretnych wydarzeń historycznych. Dostrzegamy go raczej we właściwej epice zdolności do łączenia w żywej formie, w ramach historii o losach sławnych i bohaterskich postaci, wszelkich możliwych wątków czerpanych z doświadczenia powszechnego. Obecność napięć dramatycznych pomiędzy bohaterami i ich dążeniami pozwala objąć opisem szereg różnorodnych zdarzeń, z drugiej zaś strony fabuła opowieści nadaje kompozycji jedność i harmonię [91]". W świetle powyższego określenia ostatnią pracę Torr z pewnością można uznać za dzieło w założeniu epickie. Charakterystyczna jest już poszerzenie tytułu monografii: wersja wydana w roku 1956 nosi tytuł „Tom Mann and his Times” („Tom Mann i jego czasy”). We wstępie autorka odwołuje się do treści przemówienia Marksa wygłoszonego w trakcie obchodów rocznicy istnienia czartystowskiej gazety „The People’s Paper”. Szczególny nacisk kładzie przy tym na wzmiankę o robotnikach jako o „nowych ludziach” (newfangled men), którzy są „tak samo nowoodkrytym produktem współczesności jak maszyna” [92]; jak wiemy, zgodnie z koncepcją Marksa, w przyszłości staną się oni grabarzami systemu, który ich wytworzył. Tom Mann, który przyszedł na świat w roku, w którym Marks wygłosił te uwagi, już w kołysce został tym samym symbolicznie namaszczony do roli dziecka epoki. Praca Torr, jak każdy epos, jest więc „historią o prawdziwym człowieku”; „gigant przerastający bezprzykładnie wszystkich współczesnych” staje się w tej perspektywie jedynie jednym z wielu zasadniczo równych sobie aktorów procesu dziejowego. Fabuła opowiadająca o jego losach będzie nadawać pracy „jedność i harmonię”; źródłem napięcia dramatycznego będzie zaś nieusuwalna w ramach istniejącego społeczeństwa sprzeczność interesów wyrażająca się w konflikcie klas.

Oś kompozycyjną książki stanowi zatem opis procesu odchodzenia przez klasę robotniczą od moralności indywidualistycznej albo – patrząc na to z drugiej strony – proces obumierania homo oeconomicus i formowania się „człowieka nowego”, dzięki któremu nastanie koniec społeczeństwa klasowego. Uwaga autorki skupia się ponownie na tych samych wydarzeniach, co w broszurze z roku 1936 – tym razem jednak są one traktowane jako elementy wspólnego doświadczenia całego ruchu robotniczego, a nie, jak wówczas, jako przyczynki potwierdzające słuszność teorii. Kiedy więc Mann odrzuca kolejno „prawa żelazne” sformułowane przez Malthusa, Proudhona i Lassale’a, czytelnik łatwo zauważa, że jego doświadczenie musiało być typowe dla robotniczych aktywistów: zawdzięcza to odpowiednio zarysowanemu tłu, utkanemu z cytatów z ulotek, przemówień i memuarów, wycinków z gazet, fragmentów piosenek i haseł skandowanych na demonstracjach, opisów pracy w warsztatach i kopalniach, itp. Zwycięska walka przeciwko rzekomo nieugiętym prawom należy zresztą do kanonu epiki heroicznej: reguły ustanowione przez bogów są w niej zazwyczaj przedmiotem daleko idącej obróbki a same bóstwa w efekcie tracą swą moc kształtowania ludzkich losów [93].

Powstający w toku kolejnych przemian „człowiek nowy” nie jest przy tym „człowiekiem nowym” socrealizmu: klasy pracujące Wielkiej Brytanii kontynuują walkę toczoną przez minione pokolenia i w tym sensie zachowują ich dziedzictwo kulturowe. "Nadzieja powróci tylko pod warunkiem, że nie będziemy wykluczeni ze wspólnoty”: Torr pozostaje wierna tej maksymie Foxa. W „Tomie Mannie i jego czasach” musiał więc pojawić się, jako równoległy motyw przewodni, obecny we „Wprowadzeniu do Komuny Paryskiej” i w artykule z 1946 roku wątek toczonej przez klasy pracujące walki o demokrację.

Autorce nie udało się samodzielnie wypełnić tego wymogu. Pierwszy tom „Toma Manna i jego czasów” pod względem kompozycyjnym rozpada się na dwie części przedzielone interludium: czterema rozdziałami cudzego autorstwa, stanowiącymi łącznie jedną trzecią książki. Zgodnie z informacją zawartą w słowie wstępnym od wydawców zostały one napisane na prośbę autorki i na podstawie jej obszernych notatek przez przyjaciół: Christophera Hilla (rozdziały: VI i VII) i Artura Leslie Mortona (rozdział VIII i rozdział IX). Decyzja ta była motywowana pogarszającym się stanem zdrowia autorki: słowo wstępne zapowiada publikację drugiego tomu opracowanego na podstawie jej notatek; miał on przy tym obejmować jedynie lata 1900-1910. Wydawcy wiedzieli już, że główne dzieło Torr pozostanie nieukończone.

Rozdziały składające się na interludium pisane są łatwo rozpoznawalnym stylem ich autorów. Pierwszy z rozdziałów Hilla zasługuje na szczególną uwagę: prezentuje on bowiem ostateczną wersję właściwej dla Torr historiozofii. Streszcza się ona w następującym, trzyetapowym „schemacie dialektycznym” [94]:

W średniowieczu, w ramach ustroju feudalnego zachowały się pewne przeżytkowe formy demokracji pierwotnej. Producent posiadał prawa i obowiązki, postrzegane jako status związany z miejscem zajmowanym w procesie produkcji. Jego prawa miały postać konkretnych przywilejów, jego obowiązki - konkretnych zobowiązań. W toku rozwoju monarchii absolutnej a następnie kapitalizmu, wszystkie te pozostałości dawnej wspólnoty plemiennej były systematycznie ograniczane i znoszone: w angielskim folklorze zmiany te uosabia “normański prawnik” odbierający ludowi wolności ustanowione w czasach Sasów, Jutów i Anglów. Koniec wiktoriańskiej prosperity przypadający na lata 1868-88 to okres, w którym zostaje zakończona burżuazyjna transformacja: przejście od społeczeństwa statusu, w którym władza jest sprawowana przez wysoko urodzonych, do społeczeństwa kontraktu, gwarantującego wszystkim indywidualną wolność. Trzecia reforma wyborcza formalnie doprowadziła do końca proces emancypacji mas pracujących: zyskały one “równe prawa”, których przyznania domagali się czartyści. Od tej pory możemy mówić o zaistnieniu demokracji nowoczesnej (modern), w ramach której prawa jednostki to abstrakcyjne prawa (do wolności, do organizacji, do głosowania itd.) w żaden sposób nie związane z materialną podstawą jej bytowania.

Ponieważ jednak sytuacja proletariatu, mimo formalnej emancypacji, nie uległa realnej poprawie, wyszła na jaw nieusuwalna sprzeczność między indywidualnym dążeniem do prywatnego zysku w granicach prawa a wspólnym dążeniem do dobra powszechnego. Konstatacja ta staje się punktem wyjścia dla budowniczych nowego porządku - demokracji socjalistycznej. Socjalizm oznacza w tej perspektywie realną emancypację “ludu”: stan, w którym proces produkcji wraca pod kontrolę producentów, a posiadane przez nich wolności ponownie stają się pochodną konkretnych zobowiązań. Odtąd praca - inaczej niż w kapitalizmie - nie jest już organizowana żywiołowo, ale planowana przez samych pracujących. Zostają przy tym zachowane wszystkie zdobycze epoki poprzedniej: abstrakcyjne prawa zyskają tylko realną treść.

„Interludium” przedstawia dzieje walk klasowych w perspektywie tego schematu: od czasów normańskich aż do roku 1895. Następnie akcja książki powraca do Toma Manna, który po wstąpieniu do SDF został właśnie wtedy działaczem socjalistycznym. Zamysł stojący za takim rozwiązaniem fabularnym polegał prawdopodobnie na próbie wykazania, że Mann, jako człowiek nowy pozostaje członkiem wspólnoty walczącej o te same „utracone prawa”. Niestety, zabieg ten został zrealizowany tylko w sensie formalnym – pod względem literackim wyrządził on natomiast pracy niepowetowaną szkodę. Rozdziały autorstwa Hilla i Mortona sprawiają bowiem wrażenie książki w książce, wtargnięcie drugiej narracji sprawia zaś, że dobrze rozpoczęta epopeja traci oddech aby odzyskać go dopiero w końcowych partiach, poświęconych opisowi wielkiego strajku dokerów.

„Tom Mann i jego czasy” okazał się być ostatecznie tylko cieniem tego, czym mógł być. Przyjęcie formy epickiej nakłada na autora pewne obowiązki: musi on być przede wszystkim sprawnym gawędziarzem, który przy użyciu epickich machin narracji tka równolegle wątek główny i przestawia czytelnikowi tło epoki. Jeżeli napięcie dramatyczne spada czytelnik z miejsca traci zainteresowanie opowieścią. Dzieło, o ile ma spełnić pokładane w nim oczekiwania, musi stanowić organiczną całość – taki ideał literatury wyłania się zarówno z rozważań Kera jak i z przytaczanych wcześniej uwag Foxa. Książka Torr, poskładana z fragmentów i uzupełniona własnym tekstem przez jej towarzyszy, nie mogła być taką całością. Być może niepowodzenie było jednak wpisane w sam zamiar autorki. W istocie trudno sobie wyobrazić udane, „organiczne” połączenie dwóch zawartych w „Tomie Mannie” narracji: książka taka musiałaby być jednocześnie biografią jednostki i monografią epoki, eposem i glossami do eposu. Rozwiązanie tej trudności wymagałoby wprowadzenia daleko idących zmian w konstrukcji dzieła; sprowadzałoby się to do napisania książki po raz trzeci. Na to jednak jego autorce nie mogłoby starczyć życia.

* * *

Dona Torr zmarła 8 stycznia 1957 roku. W tym czasie CPGB przechodziła największy kryzys w swojej dotychczasowej historii zakończony odejściem blisko jednej trzeciej członków. Powodem ich wystąpienia z organizacji był brak jawności wewnętrznej i swobody dyskusji, w obliczu radzieckiej interwencji na Węgrzech i wcześniejszego ujawnienia treści tajnego referatu Chruszczowa. Torr, według świadectwa Dorothy Thompson, była już wówczas zbyt poważnie chora żeby móc orientować się w sytuacji [95]; zapewne nie wiedziała więc też o tym, że wśród organizatorów sprzeciwu wobec polityki władz partyjnych znaleźli się jej wierni uczniowie: Christopher Hill, John Saville i E.P. Thompson. Prawdopodobnie wiedza o tym wszystkim byłaby dla niej trudna do przyjęcia, kryzys 1956 roku oznaczał bowiem w praktyce ostateczną porażkę prezentowanej przez nią w ramach partii linii – w polityce i w teorii.

Działalność Torr i jej podopiecznych nie była nigdy ograniczana czy poddawana kontroli: w odniesieniu do historii, inaczej niż np. w przypadku nauk przyrodniczych, nie sformułowano nigdy oficjalnych dyrektyw partyjnych [96]. W latach 1946-56, uchodzących do dziś za złotą epokę w dziejach Grupy Historyków obowiązywał niepisany kompromis wypracowany w trakcie sporu o „Rewolucję angielską” Hilla: paradygmat, który udało się wówczas obronić przed interwencją Kuczynskiego był teraz „bezpieczny” i nie podlegał krytyce. Kiedy więc, w roku 1948 polemikę z tezami Hilla podjął związany z partią historyk V. G. Kiernan, spór toczył się nie tylko o interpretację przejścia od feudalizmu do kapitalizmu ale też o implikowaną przez nią postawę polityczną autora. W ciągu kilku lat dzielących obydwie polemiki pogląd Hilla stał się w ramach CPGB obowiązującą ortodoksją – Kiernan nie mógłby zwyciężyć w sporze i pozostać członkiem partii. Ostatecznie wycofał więc swoje uwagi [97].

Torr, jak się zdaje, prowadziła własną politykę mającą na celu obronę tej „nowej ortodoksji”. Można tu, jako poszlakę, przytoczyć następującą opinię Kiernana, dotyczącą wydarzeń z początku lat pięćdziesiątych:

"Pomimo całej swej dobrotliwości, kwestie partyjnej dyscypliny traktowała z pełną surowością, w sposób być może charakterystyczny dla członków Partii wywodzących się z miejsc od niej odległych, tak jak Katedra w Chester. Kiedy opuszczał nas Edmund Dell, jako przewodnicząca małego nieformalnego sądu historyków nie była wcale wzorem wrażliwości i nalegała na zastosowanie partyjnych praw bez zmiłowania [98]."

W tej migawkowo uchwyconej scenie widzimy powtórzenie sądu, jaki odbył się dziesięć lat wcześniej nad esejem Hilla; tym razem Torr jest jednak główną oskarżycielką domagającą się wykluczenia z partii historyka, który „zszedł na manowce”. Na uwagę zasługuje tu rodzaj popełnionego grzechu. Zgodnie z relacją Hobsbawma Dell zakwestionował „kilka tez na temat dialektyki dyskutowanych przez Grupę na specjalnej konferencji”, twierdził mianowicie, że model dialektyczny nie opisuje trafnie zachodzących zmian, a stosowanie go nie tylko nie pomaga w niczym historykowi lub politykowi w jego działalności ale może spowodować u obydwu poważną „konfuzję” [99].

W tym punkcie teoria spotyka się z polityką: spór o charakter uprawianej przez członków partii historii nakładał się bowiem na pewien szerszy, podskórny konflikt dwóch sprzecznych tendencji politycznych i światopoglądowych. „Schemat dialektyczny” który zaproponowała Torr i jej środowisko stanowił bowiem w istocie pewien konkretny model brytyjskiej drogi do socjalizmu. W procesie, w którym demokracja „gminna” przechodzi w wolność indywidualną a ta z kolei - w socjalizm, w każdej chwili współistnieją elementy starego i nowego świata. Czartyści nawiązywali więc na przykład do tradycji buntów ludowych (niszczenie maszyn, marsze z pochodniami) a jednocześnie wydawali nowoczesną prasę robotniczą i próbowali organizować do walki klasę pracującą jako całość. Być może, gdyby poczekali na „bardziej kompletną teorię” mogliby pokierować walką lepiej i osiągnąć więcej, sytuacja wymagała jednak od nich podjęcia działań nie cierpiących zwłoki [100]. Patrzący wstecz historyk-marksista może więc wprawdzie utyskiwać nad teoretycznym nieokrzesaniem dawnych klas pracujących, musi jednak pamiętać o tym, że innego proletariatu nie było i być nie mogło.

Podobnie XX-wieczne związki zawodowe, nawet po „porośnięciu w pierze” i zarzuceniu jakichkolwiek prób agitacji rewolucyjnej, pozostawały jedynymi organizacjami brytyjskiego proletariatu. Pomimo wszystkich wad i błędów, jakie mogli wytykać im marksiści (filisterstwo, idiotyzm parlamentarny, kolaboracja z klasą panującą) zachowały one in potentia możliwość uzyskania historycznej samowiedzy. Spojrzenie „dialektyczne” ujawnia tą właśnie prawdę: to co nowe rozwija się w łonie starego, dwa prądy prą równolegle wprzód i wstecz.

Czekanie na „jakiś lepszy proletariat”, który dorośnie do sytuacji dziejowej i doceni rewolucyjną teorię było typowe dla „sekciarskich” agitatorów w typie Henry’ego Hyndmana, założyciela SDF. Ponieważ jednak organizacje robotnicze stale zawodziły ich oczekiwania, agitatorom pozostawała wiara w zwulgaryzowany „diamat”: wierzyli więc, że kiedy życie w kapitalizmie stanie się nie do wytrzymania, ilość - nagromadzenie nędzy - gwałtownie przejdzie w jakość, a kapitalizm samorzutnie się zawali. Opowiadano o Hyndmanie, że zawsze, i za dnia i w nocy, miał przy sobie listę członków nowego rządu – sądził bowiem, że w chwili takiego nagłego kolapsu robotnicy bezzwłocznie odnajdą go i uczynią wodzem.

W ramach CPGB „sekciarstwo” uchodziło tradycyjnie za najgorszy z grzechów komunisty: partia miała prowadzić proletariat ku zwycięstwu, jej członkowie nie mogli więc się izolować od niego i jego organizacji. Po drugiej wojnie światowej kilkakrotnie podejmowano próby skonfederowania się z Labour Party - próby te napotkały jednak na twardy opór jej działaczy [101]. Nowy, uchwalony w 1951 roku program CPGB kładł nacisk na wyjątkowość Wielkiej Brytanii i odrębność jej drogi do socjalizmu. Oznaczało to odrzucenie drogi radzieckiej; władza miała zostać przejęta „w wyniku przemian wewnętrznych i zgodnie z lokalnymi warunkami” [102]. Zgodnie z programem:

"(…) naród brytyjski może przekształcić demokrację kapitalistyczną w prawdziwie ludową demokrację, przeobrażając parlament, który powstał w wyniku historycznej walki W. Brytanii o demokrację, w narzędzie demokracji, w instrument woli olbrzymiej większości narodu brytyjskiego [103]".

Spodziewano się, że „cały naród zostanie wciągnięty do aktywnego udziału w kontroli i administracji wszystkich dziedzin życia narodowego”. Projektowany punkt docelowy tytułowej „Drogi Wielkiej Brytanii do socjalizmu” opisać zaś można równaniem: „parlament ludowy plus związki zawodowe, minus arbitraż państwa”.

Należy zauważyć, że pod tak sformułowaną wizją socjalistycznej transformacji w roku 1919 mógłby się podpisać umiarkowanie radykalny socjalista cechowy pokroju G.D.H. Cole’a. Postulowany model może również uchodzić za konkretyzację zaproponowanego w „Tomie Mannie i jego czasach” wzorca „demokracji socjalistycznej”, rozumianej jako przywrócenie producentom kontroli nad środkami produkcji przy jednoczesnym zachowaniu ważnych zdobyczy demokracji mieszczańskiej. Mamy tu do czynienia z grupą koncepcji o wspólnym rodowodzie: czerpiących w równych częściach z dorobku Marksa i z rodzimych tradycji antykapitalistycznych o proweniencji romantycznej. Przez kilka lat mogło się wydawać, że partia uważająca samą siebie za komunistyczną awangardę brytyjskiego proletariatu może dążyć do zbudowania tak rozumianej demokracji socjalistycznej; nie związany z partią czytelnik „Drogi Wielkiej Brytanii do socjalizmu” mógł nawet odnieść wrażenie, że w ramach CPGB nastąpił tryumf koncepcji reprezentowanej dawniej przez socjalistów cechowych nad poglądami twardych zwolenników drogi radzieckiej. Wydarzenia 1956 roku ostatecznie wyjaśniły sytuację. Rajani Palme Dutt – najważniejszy przedstawiciel opcji pro-radzieckiej – opisane w referacie Chruszczowa „błędy i wypaczenia” porównał wówczas do plam na życiodajnym słońcu . Linia partii była odtąd jednoznacznie linią Moskwy.

Implikowana przez pisma Torr opcja polityczna poniosła więc porażkę; inaczej jednak potoczyły się losy jej koncepcji teoretycznych. Po roku 1956 promowany przez nią paradygmat uprawiania historii stracił rzecz jasna na znaczeniu w ramach CPGB, jednak wśród historyków, którzy wyszli z partii w tym okresie, przynajmniej dwóch – Hill i E. P. Thompson – uważało się za kontynuatorów jej dzieła [104]. Kluczowy wpływ na formowanie się ich poglądów miała sformułowana przez Torr krytyka ekonomizmu. Według Hilla, Torr sprzeciwiała się przede wszystkim „katastroficznej odmianie marksizmu” [105], której typową przykład stanowić może omówiony wyżej światopogląd Hyndmana. W tym miejscu warto wskazać na głębsze, historiozoficzne implikacje tej krytyki.

Paradoks „marksizmu katastroficznego”, jako narracji o nieuchronnym upadku ludzkości i jej równie koniecznym odkupieniu, polega bowiem na tym, że jest on formą myślenia prawdziwie teologiczną albo, innymi słowy, stanowi przejaw teologicznego dziedzictwa myśli współczesne. Kamieniem węgielnym historiozofii obecnej w pismach Torr było natomiast uświadomienie sobie – przez samą klasę robotniczą i przez teoretyków ruchu – przypadkowości „upadku”; powstanie społeczeństwa klasowego i jego kapitalistycznej odsłony jest dla niej tylko pewnym faktem historycznym, za którym nie stoi żadna mocna konieczność dziejowa. Korzystając z języka teologicznego powiemy, że zmienia to diametralnie całą ekonomię zbawienia: nikt z nas nie ma bowiem do spłacenia indywidualnych długów wobec historii; mamy natomiast – wszyscy wspólnie – pewien dług wobec wspólnoty do której przynależymy, a zatem wobec nas, naszych dzieci, naszych przodków; wobec wszystkich, którzy żywią lub żywili niegdyś te same nadzieje i walczyli lub walczą o to, by zostały one spełnione. Jeśli przyjmie się, że upadek, czyli rozwój kapitalizmu, nie jest warunkiem wystarczającym, lecz co najwyżej koniecznym zbawienia, czyli rewolucji i przejścia do społeczeństwa bezklasowego, wówczas nie można budować wokół niego jedynej słusznej, w „diamacie” zakorzenionej strategii. Co więcej: ewentualne „przebóstwienie” mas pracujących nie ma w tym przypadku charakteru mistycznej tajemnicy – jest, po prostu, przemianą moralną, bądź – na to samo wychodzi – transformacją kulturową klasy; porzuceniem wraz z indywidualnym długiem indywidualistycznej moralności.

W tej perspektywie historia staje się “pamięcią kultury” a jej uprawianie - formą dialogu prowadzonego w ramach “duchowej wspólnoty łączącej żywych i umarłych”. Również historyk ma w końcu określone cele i żywi pewne nadzieje - jeśli zaś pracuje w sposób zaproponowany przez Torr, zyskuje przy tym świadomość własnego zaangażowania w opisywane wydarzenia. Te nie należą przecież tylko do przeszłości, o ile trwają w żywej pamięci i podlegają sporom; tak oto kontrowersje wokół rewolucji angielskiej 1640 roku mogą na przykład znaleźć przełożenie na dzisiejszą polityczną praxis. Z drugiej strony historyk musi też wiedzieć, że jego zamierzenia nie zostaną nigdy w pełni zrealizowane: choćby dlatego, że w tym celu proces historyczny musiałby dobiec kresu.

W myśl apelu wygłoszonego przez nią na uroczystości z okazji jej siedemdziesiątych urodzin, Torr zamierzała przy pomocy swoich podopiecznych „dać młodemu pokoleniu dokładny obraz kapitalizmu, takiego, jakim rzeczywiście był” [106]. Zgodnie z określeniem Hobsbawma, autorka „Toma Manna i jego czasów” czuwała nad realizacją tego planu „jak dobrotliwa przeorysza” [107]; wiemy jednak, że kiedy sytuacja tego wymagała, była w stanie, jak w przypadku sprawy Della, bronić swojego projektu przy użyciu radykalnych środków. W chwili gdy umierała wiadomo było, że zaproponowany przez nią model metodologiczny został w ramach CPGB odrzucony, a posługujący się nim historycy w większości opuścili partię. Dla samej Torr, gdyby była świadoma tych wydarzeń, oznaczałoby to być może życiową porażkę, jeśli nie zupełną klęskę. Owoce jej pracy nie poszły na marne, znalazły bowiem rozwinięcie w późniejszym dorobku jej uczniów; z całą pewnością nie oznaczało to jednak realizacji żywionych przez nią nadziei.

“W rezultacie powstaje coś, do czego nikt nie dążył” – jak widać, sformułowana przez Engelsa zasada dotyczy również historyków marksistowskich.

[1] Fakty biograficzne dotyczące Waltera Holmesa za: Walter Holmes, Man of Many Exploits, “Morning Star” 29.10.1973 (nekrolog) i Robert Page Arnot, Walter Milton Holmes, “Labour Monthly” 12/1973.

[2] Życiorys Dony Torr zrekonstruowano tu na podstawie jednego z jej nekrologów (Allan Hutt, Dona Torr, Labour Monthly 3/1957), pracy Davida Rentona (D. Renton, Dissident Marxism. Past Voices for Present Times, London - New York 2004, s. 104-121) oraz krótkiej wzmianki w pracy Dorothy Thompson (D. Thompson, Class, Gender and Nation, London - New York 1993, s. 10-11).

[3] David Renton wspomina o studiach Dony Torr w Heidelbergu - nie jest jednak jasne kiedy, co i z jakim rezulatatem miałaby tam studiować; możliwe, że autor ma na myśli właśnie wspominany przez Allana Hutta konwikt (D. Renton, op. cit. s. 106). Według Dorothy Thompson Torr miała „wykształcenie akademickie” („academic training”) w dziedzinie muzyki, historii i literatury, autorka nie podaje jednak na temat tego wykształcenia żadnych bliższych informacji (D. Thompson, op. cit. s. 11).

[4] T. Eagleton, Literary Theory, an Introduction, Oxford 1996, s. 23.

[5] A. L. Morton, G. Tate, Historia brytyjskiego ruchu robotniczego 1770-1920, Warszawa 1959, s. 172

[6] Ibidem, s. 171-172

[7] Ostatnia poważna akcja liberałów przeciwko wojnie dotyczyła Wojny Burskiej z lat 1899-1902. Por. A. L. Morton, G. Tate, op. cit., s. 173.

[8] D. Thompson, op. cit. s. 11.

[9] Nie wiemy dokładnie kiedy doszło do zawarcia związku i czy miał on wcześniej charakter nieformalny. David Renton sugeruje, że Holmes i Torr pobrali się dopiero w latach trzydziestych. W tym przypadku mielibyśmy do czynienia z małżeństwem dość późnym: Holmes był już wtedy po czterdziestce a Torr po pięćdziesiątce.

[10] Komunista James Klugmann ironicznie określa socjalizm cechowy jako „szacowną” (respectable) formę syndykalizmu. Według Klugmanna wśród członków Narodowej Ligi Cechowej przeważali intelektualiści związani z uniwersytetami i przedstawiciele wolnych zawodów. (J. Klugmann, History of the Communist Party of Great Britain, vol. I. Formation and Early Years 1919-1924, London 1969, s. 24.) Socjalizm cechowy byłby więc syndykalizmem poza ruchem związkowym. Por. L. J. Macfarlane, The British Communist Party. Its Origin and Development Until 1929, London 1966, s. 32-37; W. Martin, The New Age Under Orage. Chapters in English Cultural History, Manchester 1967, s. 193-211.

[11] Raymond Williams, Culture and Society, New York 1958, s. 188; por. W. Martin, op. cit., s. 200.

[12] Cytuję za: W. Martin, op. cit., s. 210.

[13] R. Williams, op. cit. s. 186-187.

[14] R. Williams, op. cit. s. 189.

[15] G.D.H. Cole, Guild Socialism, London 1920, s. 18. Członkowie wspominanej przez autora Komisji Węglowej Sankeya z roku 1919 we wnioskach ze swojej działalności rekomendowali nacjonalizację przemysłu węglowego jako jedyny sposób na rozwiązanie jego trudności.

[16] L. J. Macfarlane, op. cit., s. 36

[17] Ibidem, s. 34.

[18] G.D.H. Cole, op. cit. s. 10-11; por. L. J. Macfarlane, op. cit., s. 33.

[19] T. Mann, Memoirs, London 1923, s. 324.

[20] L. J. Macfarlane, op. cit., s. 35-36. Projekt „pięciorga”, sformułowany dość ogólnikowo, ostatecznie został przyjęty jako oficjalny program Narodowej Ligi Cechowej. Nie doprowadziło to jednak do poważniejszej radykalizacji całego środowiska.

[21] A. Thorpe, The Membership of the Communist Party of Great Britain, 1920-1945, “The Historical Journal”, 43, 3 (2000), s. 781; L. J. Macfarlane, op. cit., s. 18

[22] A. Thorpe, op. cit., s. 783-784.

[23] Ibidem, s. 786.

[24] D. Renton, op. cit., s. 132.

[25] Wydanie w krótkim czasie dwóch obszernych kompendiów o zbliżonej tematyce ale zupełnie innej wymowie motywowane było potrzebą teoretycznego uzasadnienia nagłej wolty dokonanej w tym czasie przez CPGB: od sprzeciwiania się udziałowi Wielkiej Brytanii w wojnie przeciwko Trzeciej Rzeszy jako wojnie imperialistycznej do entuzjastycznego poparcia polityki wspólnego frontu przeciwko Hitlerowi. Por. D. Renton, op. cit., s. 107.

[26] A. Hutt, op. cit., s. 133.

[27] Paul Blackledge, Reflections on the Marxist Theory of History, Manchester-New York 2011, s. 81.

[28] A.L. Morton od roku 1929 był członkiem CPGB; mimo tego pierwsze wydanie jego książki ukazało się w zasłużonym dla propagowania myśli lewicowej wydawnictwie Victora Gollancza. Bliska współpraca partii z tą oficyną została zerwana przez jej właściciela w roku 1939 po wyjściu na jaw paktu Ribbentrop-Mołotow. Kolejne brytyjskie wydania "Ludowej historii Anglii" publikował już Lawrence and Wishart.

[29] Polskie wydanie pracy Mortona nosi tytuł „Dzieje ludu angielskiego” (Warszawa 1948).

[30] E. Hobsbawm, op. cit., s. 21

[31] C. Hill, Rewolucja Angielska 1640 roku, Warszawa 1951. Oprócz eseju Hilla w książce zamieszczono dwa krótsze studia autorstwa Margaret James („Społeczeństwo w czasie rewolucji angielskiej według materialistycznej interpretacji współczesnych”) i Edgella Rickwooda („Milton”). Wydanie polskie uzupełniono o późniejszy tekst Hilla z roku 1948 („Ziemia w dobie rewolucji”).

[32] Ibidem, s. 52.

[33] Ibidem, s. 57-58.

[34] Ibidem, s. 63. Hill przytacza w tym miejscu maksymę Jakuba I: "Nie ma króla bez biskupa".

[35] Ibidem, s. 84.

[36] Ibidem, s. 84.

[37] Ibidem, s. 85.

[38] Ibidem, s. 90.

[39] Ibidem, s. 97.

[40] Ibidem, s. 97-98.

[41] Ibidem, s. 94-95.

[42] Por. H.J. Kaye, The British Marxist Historians, Cambridge 1984, s. 118-126.

[43] E. Hobsbawm, op. cit., s. 22.

[44] D. Renton, The Communist Party Historians and 1956, http://www.dkrenton.co.uk/cp_historians_1956.html (data dostępu: 30.11.2012).

[45] P. F. (J. Kuczynski), England’s Revolution, “Labour Monthly” 10, 1940.

[46] D. Renton, op. cit.

[47] D. Dworkin, Cultural Marxism in Postwar Britain, Durham - London 1997, s. 35.

[48] Dobb był autorem opublikowanej w roku 1946 pracy „Studia o rozwoju kapitalizmu” (wydanie polskie: Warszawa 1964), podjęta w niej kwestia przejścia od feudalizmu do kapitalizmu w Wielkiej Brytanii stała się wówczas głównym przedmiotem badań nowopowstałej Grupy Historyków przy CPGB (E. Hobsbawm, op. cit, s. 23).

[49] K. Marks, Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej. Przedmowa, w: Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła wybrane, tom I, Warszawa 1949, s. 338.

[50] . Torr, The English Revolution, “Labour Monthly” 2, 1941, s. 91.

[51] D. Torr, loc. cit., D. Garman, The English Revolution 1640. A Reply to P.F., “Labour Monthly” 12, 1940, s.652-653.

[52] List z 14 lutego 1948 roku, cyt. za: D. Renton, op. cit.

[53] N. Branson, History of the Communist Party of Great Britain 1941-1951, London 1997, s. 252.

[54] A. Thorpe, op. cit., s. 799-800.

[55] N. Branson, op. cit. s. 103.

[56] E. Hobsbawm, op. cit. s. 21-22.

[57] A. Hutt, op. cit., s. 133.

[58] D. Torr, Productive Forces: Social Relations, “Communist Review” 5, 1946, s. 11

[59] Ibidem, s. 12.

[60] F. Engels, Anty-Duhring, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła t. 20, Warszawa 1972, s. 308-309.

[61] D. Torr, op. cit., s. 13

[62] Ibidem, s. 16.

[63] Ibidem, s. 16-17.

[64] Ibidem, s. 18.

[65] D. Torr, Tom Mann, London 1936, s. 7.

[66] Ibidem, s. 7-8.

[67] Por. Z. Bauman, Klasa – ruch – elita. Studium socjologiczne dziejów angielskiego ruchu robotniczego, Warszawa 1960, s. 110-121.

[68] D. Torr, op. cit., s. 16-17

[69] Ibidem, s. 23-24. Por. Z. Bauman, op. cit., s. 140-145.

[70] D. Torr, op. cit., s. 26-27, 32-33.

[71] Ibidem, s. 44-46.

[72] Ibidem, s. 10-11.

[73] Ibidem, s. 13-15.

[74] Ibidem, s. 17-19.

[75] Ibidem, s. 28-29.

[76] Ibidem, s. 31-33.

[77] Ibidem, s. 44.

[78] H. Pollitt, Tom Mann. A Tribute. Marxist Internet Archive, http://www.marxists.org/archive/pollitt/pamphlets/1941/mann_tribute.htm (21. 01. 2013). Hołd-nekrolog autorstwa Pollitta, przewodniczącego CPGB, został opublikowany ponownie w roku 1946, w załączeniu do drugiego wydania omawianej broszury Torr.

[79] D. Torr, op. cit., s. 47

[80] A. Hutt, op. cit., s. 133.

[81] H. J. Kaye, op. cit., s. 14. Według Hilla główną przyczyną, dla której książka Torr nie mogła zostać ukończona był perfekcjonizm autorki (ibidem, s. 252).

[82] D. Torr, Introduction to Paris Commune, London 1937; F. Jellinek, The Paris Commune of 1871, London 1937.

[83] D. Torr, op. cit., s. 2-3.

[84] D. Torr, Ralph Fox and Our Cultural Heritage, w: J. Lehman, T.A. Jackson, C. Day-Lewis (red.), Ralph Fox, a Writer in Arms, London 1937, s. 215.

[85] Fryderyk Engels do Józefa Blocha w Królewcu, Londyn, 21 września 1890 r., w: Dzieła t. 37, Warszawa 1977, s. 548.

[86] W.P. Ker, Epic and romance, London 1931, s. 17; por. idem, Wczesne średniowiecze. Zarys historii literatury, Wrocław 1987, s. 62-71.

[87] Idem, Epic and romance, s. 16.

[88] Ibidem, s. 13.

[89] Ibidem, s. 5.

[90] Ibidem, s. 7.

[91] Ibidem, s. 30.

[92] K. Marks, Przemówienie wygłoszone na obchodzie rocznicy gazety „The People’s Paper”, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła wybrane, tom I, Warszawa 1949, s. 334; D. Torr, Tom Mann and his Times. Volume One (1856-1890), London 1956, s. 15.

[93] W. P. Ker, op. cit. s. 37-38.

[94] D. Torr, op. cit., s. 100-101.

[95] D. Renton, op. cit. s. 108.

[96] E. Hobsbawm, op. cit., s. 32.

[97] D. Dworkin, op. cit., s. 35-38.

[98] Cyt. za: D. Renton, op. cit., s. 108.

[99] E. Hobsbawm, op. cit. s. 26-27.

[100] D. Torr, op. cit., s. 144-148.

[101] K. Laybourn, Marxism in Britain: dissent, decline and re-emergence 1945- c. 2000, London 2005, s. 13-21, N. Branson, op. cit., s. 115-117.

[102] „Droga Wielkiej Brytanii do socjalizmu”, Warszawa 1951, s. 11.

[103] Ibidem, s. 21. Projekt ludowej demokratyzacji parlamentu i całej machiny państwowej pojawił się po raz pierwszy we wstępnym szkicu programu Partii z roku 1944, zatytułowanym “Britain for the People” (N. Branson, op. cit., s. 83).

[104] D. Renton, op. cit. s. 108-109.

[105] H.J. Kaye, op. cit., s. 14-15.

[106] A. Hutt, op. cit., s. 134.

[107] E. Hobsbawm, op. cit., s. 37.

Dodano dnia:8 czerwca 2013

Niedawno opublikowane