Ludwig Feuerbach

Wykłady o istocie religii

TUTAJ cała książka on line

"...Jak wiadomo, nie jestem chrześcijaninem, nie należę zatem do przeżuwaczy (wedle tego, co mówi Luter: „Chrześcijanin przeżuwa sieczkę tak, jak to czynią owieczki”). Oddałem więc te wykłady do druku w całości, w takiej formie, w jakiej były wygłoszone. Uzupełniłem je tylko nowymi cytatami, wywodami i uwagami, a przy tym, o ile to było możliwe, usunąłem wszystko, co robiło wrażenie prostego przeżuwania, a więc pominąłem nawet cały jeden wykład, w którym powoływałem się na swoje Zasady filozofii. W całości jednak zachowałem pierwsze wykłady, aczkolwiek nie zawierają one nic takiego, (czego nie można by znaleźć w innych mych pracach drukowanych, choć rozproszone i inaczej sformułowane. Zakładam bowiem, że wykłady te trafią także do rąk czytelników nie znających pozostałych moich prac, przynajmniej o ile chodzi o prace filozoficzne.

Nie ma w tym nic dziwnego, że wykłady te ukazują się dopiero teraz. Cóż jest obecnie bardziej na czasie niż wspomnienie roku 1848? Ogłaszając je muszę jednak zauważyć, że są one jedynym przejawem mej działalności publicznej w tzw. okresie rewolucyjnym. We wszystkich politycznych i niepolitycznych ruchach i debatach owego czasu, których byłem świadkiem, brałem udział tylko jako krytyczny widz i słuchacz, a to z tego prostego powodu, że nie mogę brać czynnego udziału w przedsięwzięciach beznadziejnych a tym samym bezsensownych. Jeśli zaś chodzi o wszystkie te ruchy i debaty, to od samego początku przewidywałem, a w każdym razie przeczuwałem ich rezultat. Pewien znany Francuz zadał mi niedawno pytanie, dlaczego nie przyłączyłem się do ruchu rewolucyjnego w roku 1848. Odpowiedziałem na to: Panie Taillandier! Jeżeli znowu wybuchnie rewolucja i ja wezmę w niej czynny udział, wtedy, ku oburzeniu Pańskiej bogobojnej duszy, może Pan być pewny, że ta rewolucja będzie zwycięska i że będzie to dzień sądu ostatecznego nad monarchią i hierarchią. Niestety, takiej rewolucji nie dożyję. Za to biorę czynny udział w innej rewolucji, wielkiej i zwycięskiej, w rewolucji, której prawdziwe skutki i rezultaty rozwiną się w pełni dopiero w ciągu stuleci. Trzeba Panu bowiem wiedzieć, Panie Taillandier, że w mojej doktrynie, która nie zna żadnych bogów, a zatem nie zna też żadnych cudów w dziedzinie polityki, w mojej doktrynie, o której Pan wie i rozumie tyle, co nic, chociaż ośmiela się Pan wydawać o mnie sądy, zamiast studiować moje pisma, w doktrynie tej przestrzeń i czas są podstawowymi warunkami wszelkiego bytu i wszelkiej istoty, wszelkiego myślenia i działania, powodzenia i sukcesu. Wszystko skończyło się tak haniebnie i bezowocnie nie dlatego, że Parlamentowi brakowało wiary w boga, jak śmiesznie twierdzono w bawarskiej Radzie Państwa - co najmniej większość była wierząca, a wszakże i Pan Bóg idzie za większością - ale dlatego, że rewolucja nie miała wyczucia miejsca i czasu.

Rewolucja marcowa była w ogóle dzieckiem, choć może nieprawym, wiary chrześcijańskiej. Konstytucjonaliści wierzyli, że wystarczy, aby Pan rzekł: Niechaj się stanie wolność! I niechaj się stanie prawo! a zaraz będzie prawo i wolność. Republikanie zaś wierzyli, że wystarczy tylko chcieć republiki, aby ją powołać do życia. Wierzyli więc w jakieś niby stworzenie republiki z niczego. Pierwsi przenosili na teren polityki chrześcijańskie cudy wywołane samym tylko słowem, drudzy zaś chrześcijańskie cudy wywołane także czynem. A przecież pan, Panie Taillandier, wie o mnie w każdym razie tyle, że jestem człowiekiem absolutnie niewierzącym. Jakże więc może Pan łączyć, mego ducha z duchem Parlamentu, moją istotę z istotą rewolucji marcowej?

Ludwik Feuerbach (Bruckberg, 1 stycznia 1851)

Dodano dnia:15 kwietnia 2016

Niedawno opublikowane