Katarzyna Karaskiewicz

Johanna Gottlieba Fichtego koncepcja wykształconego wolnomularza

Johanna Gottlieba Fichtego koncepcja wykształconego wolnomularza

Niniejszy szkic stanowi próbę odpowiedzi na problematykę dotyczącą wykształconego wolnomularza, którą w szóstym liście do Konstanta przeanalizował Johann Gottlieb Fichte. Podjęte przez niemieckiego filozofa zagadnienie nie dotyczy tylko ideału wykształconego wolnomularza, ale wykształconego człowieka w ogóle. Świadczą o tym chociażby takie zdania, jak: „Oto podobizna doskonałego człowieka, oto ideał mularza” [1] , „Dojrzałego i wykształconego człowieka przedstawiam sobie w sposób następujący (...)” [2], „Dojrzałość i ogólnoludzkie wykształcenie uważam za równoznaczne, i to ze słusznością” [3] , „Wszystkich ludzi trzeba pojmować w stałym zbliżaniu się do tego celu” [4] . Filozof stosował bowiem mocny kwantyfikator, zakładając że wolnomularzem może zostać każdy i każdy nim jest, nawet jeśli nie jest członkiem loży. Staje nim się przez to, iż stosuje się do najwyższych wartości etycznych i moralnych.

Jerzy Drewnowski, który przygotował do druku Filozofię wolnomularza Johanna G. Fichtego, we wstępie napisał, że listy skierowane są do szerokich kręgów odbiorców. Wskazał, iż sprzyja temu pojęcie wolnomularstwa, rozumianego przez filozofa nie jako organizacja lub instytucja, lecz jako współmyślenie osób o podobnej wrażliwości etycznej. Zatem filozof nie tylko zwracał się do braci-mularzy, ale też do każdego, któremu bliski był los drugiego człowieka, etyczne współistnienie, tolerancja i sprawiedliwość. Każda jednostka staje się dla siebie animatorem, kimś, kto rozpala swój wewnętrzny płomień duchowości (to tak jakby uobecniło się wewnętrzne światło). Z nim też jednostka wychodzi w świat. Szukając podobnie do siebie myślących i czujących ludzi. Zdarza się jednak, że po drodze napotyka i tych, którym musi nieco swego światła ofiarować.

Jerzy Drewnowski wyjaśnił, że chodzi o kategorię ludzi, którzy szukają ze sobą kontaktów, którzy działają i potrafią działać w rozproszeniu. Nie zrażają się zatem przeciwnościami, jakie piętrzą przed nimi uwarunkowania kulturowe. Są twórczy, czynni, obecni, są niejednokrotnie sumieniem narodu. Pomnażają świadomie humanizację świata etycznego.

Ogólnoludzkie wykształcenie i jednostronne wykształcenie

Fichte w szóstym liście odpowiada na dwa kluczowe pytania Konstanta:

1. W jaki sposób zakon wpływa na mularza?

2. W jaki sposób loża powinna wpływać na świat?

Stara się tak naprawdę odpowiedzieć na fundamentalne pytanie o bezkompromisowe kształcenie społeczeństwa, nawet wbrew ich woli. Bowiem wykształcenie, doskonalenie siebie, zdobywanie mądrości stanowi główny, podstawowy i jedyny cel jednostki. Tylko w tym przypadku perswazja jest uzasadniona, jest ona bowiem szczytnym celem, dzięki któremu doprowadzi się do egalitaryzmu i w konsekwencji wolności jednostki.

Dla filozofa patrzącego na świat ze stanowiska etyki, najważniejszym zagadnieniem była wolność. Istnienie jej nie wymagało dla niego argumentów. Przeciwnie ona sama stanowiła argument dla potwierdzenia głoszonych przez niego tez. Jego zdaniem, kto nie poczuwa się do wolności, kto odczuwa siebie jako istotę bierną, ten będzie realistą. Natomiast, kto czuje się wolny, dla tego jaźń nie może być zależna od rzeczy materialnych i ten może być tylko idealistą. To z kolei stanowi dowód na tezę, że wolność jest w istocie stanem umysłu. Zatem należy wszystkimi dostępnymi środkami dążyć do osiągnięcia proponowanego przez filozofa stanu umysłu. Stać się wolnym – to nakaz moralny człowieka, dla Fichtego było to treścią prawa moralnego.

Jednakże natrafiamy na rysę w głoszonej idei wolności. Bowiem w przypadku kształcenia, Fichte nie przyjmuje do wiadomości kierowania się wolną wolą jednostki. Każdy, że użyję tak mocnego kwantyfikatora, bezwarunkowo musi się kształcić; jeśli nie chce, należy go do tego przymusić – dla jego dobra. Uważał, że wolna wola jednostki nie istnieje, gdy do głosu dochodzi nauka i kreowanie człowieka wykształconego. Dla Fichtego świat to teren konkretnych działań. Także współcześnie odnajdujemy echa fichteańskiego postulatu na przykład w wypowiedzi polskiego malarza i mistyka Jerzego Nowosielskiego, który powiedział: „Nie wolno rozgrzeszać się z jednej rzeczy: z obowiązku zdobywania mądrości. Jest to zasadniczy obowiązek człowieka” [5] .

Zasadniczy obowiązek – zdobywanie mądrości – staje się głównym założeniem filozofii fichteańskiej, zawartej nie tylko w szóstym liście (choć tu bardziej uwypuklony), ale jest to dominujący postulat broszurki. Członkowie zakonu muszą nie tylko się sami kształcić i kształcić się wzajemnie, ale wiedzą promieniować wśród ludzi, którzy nie są członkami stowarzyszenia. Bowiem wolnomularz miłujący mądrość pragnie zaszczepić ją innym. Tu także uwidacznia się fichteański egalitaryzm. Zdobywanie mądrości jest przywilejem wszystkich ludzi. Filozof napisał: „(...) ja sam chcę samodzielnie być czymś nie w czymś innym lub przez coś innego, lecz dla siebie samego; i sam chcę być jako taki podstawą swoich pojęć. Stanowisko, jakie w strukturze owej teorii zajmuje każda siła pierwotna, chcę sam zajmować, z tą tylko różnicą, aby sposób przejawów moich nie był określany przez obce siły. Chcę posiadać swoistą siłę wewnętrzną do przejawiania się w nieskończenie rozmaity sposób, tak samo jak owe siły przyrody; i chcę, aby siła ta przejawiała się w ten właśnie sposób, w jaki się przejawia i po prostu na tej podstawie, że tak się właśnie przejawia, nie zaś dlatego, jak owe siły przyrody, że się dokonuje w tych warunkach zewnętrznych” [6] . Zamieszczony powyższy fragment ilustruje proces, jaki ma zachodzić w człowieku, który pragnie mądrości, pragnie zdobywania wiedzy.

Filozof rozpoczyna list od stwierdzenia: „Jeśli nie jest to stowarzyszenie całkowicie zbędne i bezskuteczne, to bez wątpienia człowiek, który do niego należy, niezależnie od osiągniętego stopnia kultury, zbliża się do dojrzałości bardziej, niż ta sama jednostka zbliżałaby się do niej poza stowarzyszeniem” [7]. . Zdanie zawiera w sobie kilka istotnych wskazówek, determinujących koncepcję „wykształconego człowieka”, i które Fichte zdefiniował a następnie rozwinął. Stwierdził bowiem, że organizacja, sprawność w działaniu i skuteczność lóż sprawia, iż jej członek, niezależnie od stopnia kultury, sam zbliży się do doskonałości. Pomogą mu bowiem w tym inni członkowie stowarzyszenia. Bracia bowiem mają stanowić dla siebie rodzaj wzajemnego katalizatora. Jednocześnie postawił postulat, że całkowity rozwój jednostki może nastąpić tylko wśród innych jednostek, które mu ten rozwój umożliwią. Piękno, brzydotę, prawdę i fałsz rozpoznajemy poprzez porównanie. Weryfikujemy myśli swoje i cudze, wypracowujemy wspólne racje albo kompromisy dla dobra społecznego.

Wypowiedź filozofa jest jeszcze ważna z innego powodu. Mianowicie pojawia się stwierdzenie „niezależnie od osiągniętego stopnia kultury”. Co zatem filozof miał ma myśli pisząc o osiągnięciu stopnia kultury? Niemcy jako pierwsi w XVIII wieku zdefiniowali termin kultura i jako pierwsi zaczęli stosować zdefiniowany przez siebie termin, w którym znalazły się takie elementy, jak: wykształcony język, cywilizacja, nauka (czyli oświecenie), sztuka, obyczaje wyrażające się ogładą towarzyską, wszelkie instytucje społeczne, które z kolei w widomy sposób wpływały na stosunki społeczno-ekonomiczne. Determinowały działalność jednostki, wyznaczały jej miejsce w hierarchii społecznej, decydowały o rozwoju państwa itd., itp. Słowem w terminie kultura mieściło się wówczas to wszystko, co było i co jest dziełem człowieka. W pojęciu kultury mieściła się także idea postępu [8] . I właśnie – idea postępu stanowiła podstawę, do sformułowanego przez niego stwierdzenia „niezależnie od osiągniętego stopnia kultury”. Filozof wskazuje bowiem na ciągły rozwój, doskonalenie, na postęp właśnie, który dokonuje się w jednostce, ale który może się dopełnić lub całkowicie wypełnić, gdy jednostka odnajdzie się w szeregach stowarzyszenia. Zbigniew Kuderowicz, analizując myśl Fichtego, zwrócił uwagę, że dla filozofa postawa moralna jednostki była gwarancją trwałości porządku moralnego. Przeciwstawiał on przy tym kulturę naturze. Kulturą były specyficzne ludzkie stosunki i urządzenia, a rozwój kultury, jej postęp – mi.in. postęp nauki, oświaty, techniki itd. – stwarzał realne środowisko do realizacji prawa moralnego. Kultura miała likwidować oderwanie od siebie poszczególnych jednostek, ujednolicać ich sposoby myślenia, niwelować różnice i partykularyzm. W jego wyobrażeniu kultura miała kształtować się wbrew tendencjom egoistycznym, partykularnym, namiętnościom, miała ona umacniać więź między ludźmi wynikającą z przynależności do jednego rodzaju i z podległości jednemu prawu moralnemu [9] . Bowiem: „Postęp masoński ma miejsce wówczas, kiedy z człowieka podporządkowanego Bogu i tym, którzy nazywają się jego reprezentantami na ziemi, wyłania się człowiek wyzwolonej moralności, człowiek – wolny myśliciel” [10] . W następstwie człowiek jako istota wolna jest odpowiedzialna nie tylko za siebie, za swoją własną postawę, lecz również za wszelkie dziedziny własnej działalności i za całe swoje otoczenie. W ten sposób Fichte definiował „rzecz samą w sobie”. Filozof bowiem chciał znać sens istnienia świata przedmiotowego, aby lepiej zrozumieć sens ludzkiego istnienia.

Wskazywał, że podjęta decyzja przez jednostkę o doskonaleniu się, stanowiła ważny proces samokształcenia. Jednostka bowiem musi niejednokrotnie przezwyciężać własne słabości. Nawet jeśli jej zmagania nie zakończą się sukcesem, to wytyczenie celu do doskonałości stanowi sukces moralny. „W pojęciu człowieka – pisał Fichte – zawiera się to, iż jego cel ostateczny jest nieosiągalny, a jego droga do tego celu nieskończona. A zatem powołanie człowieka nie polega na osiągnięciu tego celu. Może on jednak i powinien stale zbliżać się do tego celu, a zatem zbliżanie się w nieskończoność do tego celu jest jego prawdziwym powołaniem jako człowieka, to jest jako istoty rozumnej, lecz skończonej, zmysłowej, lecz wolnej” [11] .

Fichte postulował, aby wolnomularz uwolnił się ze swojej religijności, odrzucił wszystkie te elementy, które charakteryzują jego konfesję i zarazem uniemożliwiają porozumienie się z przedstawicielami innych wyznań lub tych, którzy wątpią w istnienie osobowego stwórcy. Jest to etyczny nakaz, dzięki któremu wolnomularz buduje pozytywne relacje międzyludzkie. Bóg masonów zatem nie jest ani Substancją, ani Przyczyną, ani Duszą, Moralnością, Stworzycielem, Ojcem, Pocieszycielem, Odkupicielem, Stanem – czymkolwiek, co odpowiadałoby transcendentalnemu pojęciu. Masoneria odrzuca metafizykę. Bóg jest personifikacją powszechnej Równowagi, „Architektem”, który trzyma kompas, poziomicę, węgielnicę, młot, narzędzia pracy i miary. W porządku moralnym jest sprawiedliwością.

Świadome odrzucenie metafizyki rozmaitych religii doprowadziło jednak wolnomularzy do stworzenia własnej religii, z czego Fichte zdawał sobie sprawę. Dążenie do równowagi i sprawiedliwości, wykreowało metafizykę, w której znajdują się bracia lub przez którą i do której powinni dążyć w doskonaleniu. Fichte nadał jej mistyczny charakter poprzez identyfikację lóż z całym społeczeństwem i z całą ludzkością, rozwijając ideę egalitaryzmu [12] . Postulat wszechstronnego wykształcenia w znaczeniu postępu, który zawiera się w terminie kultura, oraz solidnej i twórczej pracy w każdej dziedzinie wynikają z tej samej identyfikacji w sposób spójny i nierozłączny. I – jak napisał Jerzy Drewnowski - dlatego zdaniem Fichtego idealny wolnomularz jest przede wszystkim człowiekiem dojrzałym wszechstronnie, w sensie zarówno moralnym, jak i myślowym. „Solidny w wykonywaniu zawodu i wziętych na siebie dobrowolnie rolach społecznych, podlega, by tak rzec, dwojakiej koncentracji uwagi. Z jednej strony skupia ją na wykonywanych w danej chwili pracach, z drugiej na idealnej wizji zhumanizowanego świata. (...) Nie potrafiąc – mimo to – nie cierpieć z powodu istniejącego w świecie zła, czerpie z tej biegunowości swoich uczuć pobudkę do twórczego myślenia, a także do dojrzałego i mądrego czynu” [13] .

Głównym elementem postępu jest twórcze myślenie. Stanowi drogę do zaprowadzenia sprawiedliwości społecznej i moralności, która będzie ponad podziałami etnicznymi, politycznymi czy religijnymi. Zagadnienie twórczego myślenia wielokrotnie rozwijała w swoich książkach polska kantystka Maria Szyszkowska. W jednej z nich napisała: „Wolimy nie docierać do prawdy, poprzestawać na wiedzy pozornej, pozostawać w swoich pancerzach – maskach, odgradzających nas od samych siebie, jak również od innego człowieka. (...) Tymczasem niepokój jest wartością o znaczeniu doniosłym, bowiem jest to stan, który wzmaga uczucia, pragnienia, jak również wytwarza nową perspektywę wobec tego, co znane i utrwalone. Utrudnia niedobre zasklepianie się w określonych koleinach” [14] . Niedobre zasklepianie, o którym napisała Maria Szyszkowska, jest odpowiedzią na postulat Fichtego, aby nie zamykać się w istniejących stanach emocjonalnych, w często narzuconym światopoglądzie, ale by samemu podjąć trud poszukiwania, by wzbudzić w sobie owe twórcze myślenie, wzniecić twórczy niepokój.

Maria Szyszkowska w następujący sposób zdefiniowała twórcze myślenie: „Jaki więc rodzaj niepokoju jest twórczy? Jest to niepokój nie mający bezpośrednich znamion fizjologicznych, jest to niepokój mający źródło w naszych wątpliwościach i niepewnościach natury psychicznej, niepokój powstający powyżej sfery życiowo-pragmatycznej. Nazwałabym go niepokojem o charakterze metafizycznym. Dotyczy bowiem naszego losu rozpatrywanego nie w sferze przedmiotów i zaspokajania potrzeb biologicznych – lecz odniesienia do wartości wyższych. Przewodnikiem na drodze pełnej wątpliwości i niepokoju, na drodze przewartościowania na swój sposób wszelkich wartości powinien być, jak się zdaje, następujący nakaz wewnętrzny: urzeczywistniajmy taki sposób istnienia, abyśmy mogli go zarazem uznać za wzór postępowania dla innych” [15]

.

Niepokój twórczy, nakierowany jest na poszukiwanie prawdy. To z kolei jest zgodne z założeniami nie tylko lóż, ale z postulatami niemieckiego filozofa. Każdy człowiek, nie tylko wolnomularz, ma obowiązek poszukiwania prawdy, powinien dążyć do urzeczywistnienia w sobie „czystej świadomości”, do stworzenia świata, w którym „Ja” będzie takie jak „Ty”.

W myśl głównego założenia Fichtego, nie można pozostać obojętnym wobec losów świata i panującej niesprawiedliwości. Oznacza to, że tylko systematyczne kształcenie naukowe i moralne stanowi wybawienie z narzucanych więzów społeczno-ekonomicznych.

Filozof opisał również własny proces twórczego niepokoju: „Przygnębienie i trwoga trawiły moje wnętrze. Przeklinam dzień, który powołał mnie do życia, do tego życia, którego prawda i znaczenie stały się dla mnie wątpliwe. Budziłem się nocami z powodu niespokojnych snów. Szukałem trwożliwie promienia światła, aby się wydostać z tych błędnych ścieżek wątpienia. Szukałem, lecz coraz dalej brnąłem w labirynt” [16] . Tym akapitem rozpoczął rozmowę sam ze sobą, która stanowiła drogę do rozpoznania mądrości i zdobywania wiedzy. „Zdobądź się na śmiałość i stań się prawdziwie mądrym” [17] napisał dalej filozof. Szukaj! Nie obawiaj się niepokoju! To twój przyjaciel i sprzymierzeniec niż wróg. Poddaj się jemu! To co cię trawi – to właśnie twórczy niepokój, to on rozbudzi w tobie miłość do zdobywania wiedzy, pozwoli spojrzeć na drugiego człowieka jak na przyjaciela, kogoś równie ważnego jak ty sam. Nauczysz się odróżniać prawdę od fałszu, nie poddasz się manipulacji. W ten sposób można by odpowiedzieć na tezę Fichtego.

Fichte upatrywał w stowarzyszeniu instytucję determinującą pozytywnie zachowania swoich członków. W jego założeniu tylko wśród ludzi miłujących mądrość jednostka ma możliwość kształcenia siebie a następnie świadomie i odważnie głosić prawdę. Bowiem wśród sobie podobnych odnajdzie siły i pewność siebie oraz wsparcie w głoszonych przez siebie myśli.

Filozof napisał: „Dojrzałość i ogólnoludzkie wykształcenie uważam za równoznaczne, i to ze słusznością. Jednostronne wykształcenie jest zawsze niedojrzałością” [18] . Pojawiają sie zasadniczne pytania: czym jest jednostronne wykształcenie? Czym jest ogólnoludzkie wykształcenie? Czym wreszcie jest w ogóle wykształcenie? Jak to ostatnie słowo jest rozumiane i w jaki sposób interpretowane? Zgodnie z powszechnym znaczeniem wykształcenie to termin pochodzący od „wykształcić się” czyli „dać komuś wykształcenie, rozwinąć umysłowo, sprawić, że ktoś posiądzie pewien zasób wiedzy, ukończy szkołę, studia”. To też „pobudzić do właściwego, sprawniejszego działania; wyćwiczyć, urobić, rozwinąć; wykształcić w kimś dobry gust, talenty, zdolności. Ale też wykształcić w sobie spostrzegawczość. Przez naukę, ćwiczenie rozwinąć się, stać się doskonalszym”. Oznacza też „przybrać właściwy kształt, powstać, utworzyć się w jakiejś formie, w jakimś kształcie; ukształtować się”.

Jednakże uczyć się mądrości (sztuki myślenia) możemy poznając i rozważając siebie oraz drugiego człowieka w rozumie. Wracamy do tego, co postulował filozof, że jaźń jest absolutnym twórczym początkiem bytu. A rzeczywistość można zrozumieć tylko poznawszy ideał, z którego wyrosła, tylko przezeń można zrozumieć, dlaczego jest taka właśnie a nie inna.

Fichte napisał, że jednostronne wykształcenie jest niedojrzałością. Przeciwstawił mu wykształcenie ogólnoludzkie. W nim bowiem zawierają się: moralność prowadząca do sprawiedliwości, etyka, estetyka, bez której etyka staje się fundamentalistycznym kodeksem prawnym, pełnym pułapek dla wolności człowieka, wreszcie logika, czyli poznanie w intelekcie. Wiedzą ogólnoludzką będzie zatem nie tylko nauka zdobyta w szkole czy na uniwersytecie, ale także lub przede wszystkim wiedza, którą jednostka zdobywa w lożach. Fichte wyklucza możliwość zdobycia wiedzy w sposób skończony. Jednostka zdobywa ją, kształci się przez całe swoje życie. A podjęte przez siebie zobowiązanie jest dla filozofa aktem najwyższego poświęcenia się dla ogółu. To jednocześnie próba przezwyciężania barier językowych, przekroczenia swojego świata, określanego poprzez własny język i przeniknięcie do świata drugiej jednostki, ukazanie jej najważniejszych wartości ludzkich, która mówi, że nie ma inności, nie ma lepszych i gorszych ludzi, są tylko różni w swoich światopoglądach.

Zatem społeczeństwo nie może być dzielone. Przed ludźmi nie należy zamykać drzwi do poznawania i zdobywania prawdy. Jednocześnie każda jednostka właśnie dzięki swej „różności” staje się samą w sobie możliwością do ukazania równości, tolerancji i wolności. Różnorodność ma zbliżać i umożliwić każdej jednostce w osiągnięciu stanu „czystej świadomości”.

Koncepcja ogólnoludzkiego wykształcenia powstała na bazie formułowanej przez filozofa idei ogólnoludzkiej świadomości. Jego zdaniem może ona występować tylko w poszczególnych indywidualnych środowiskach, tzw. „empirycznego Ja”. Równocześnie ta indywidualna forma i związane z nią indywidualistyczne i egoistyczne dążenia były z istoty sprzeczne ze świadomością ogólnoludzką. Powstała więc sprzeczność charakterystyczna tak dla rodzaju ludzkiego, jak dla poszczególnej jednostki. Była to sprzeczność między powszechną sferą świadomości, której treścią jest ogólnoludzkie powołanie, a tą jej cechą, że występowała w świadomościach indywidualnych, z czym zawsze był związany pewien partykularyzm.

Fichte żądał od wolnomularzy odrzucenia partykularyzmu w imię równości, jego zdaniem była to jedyna droga do realizacji ogólnoludzkiego wykształcenia. Warunkiem zdobycia ogólnoludzkiej świadomości w świadomościach jednostek (wolnomularzy, i nie tylko) było przeciwstawienie się jednostki temu, co obce świadomości ogólnoludzkiej. Mógł to być, jak zaznaczył Zbigniew Kuderowicz, jedynie proces zwalczania tego, co w niej indywidualne, partykularne [19] .

Na tym tle jednostronne wykształcenie, określone przez filozofa mianem niedojrzałości, jawi się jako słabość ludzka, którą Diderot nazywał nieszczęściem.

Jednostronnie wykształcony człowiek, określony przez Fichtego mianem niedojrzałego, czyli „jednostronne wykształcenie to niedojrzałość”, to ktoś, kto wprawdzie odebrał wykształcenie uniwersyteckie, posiadł umiejętności, które nawet zapewniają mu szacunek społeczeństwa, ale nie potrafi, nie chce wyjść poza swój świat poznania, zakreślony przez swój język, który równie dobrze może być językiem przesądów. Jego niedojrzałość będzie polegała wówczas na tym, że będzie odrzucał wszystko, co różne, określając to mianem inności. Strach i obawa przed różnorodnością światopoglądów, przed relatywizacją norm moralnych i wartości będzie sprawiał, że zamknie się w swoim świecie etycznym, który po odrzuceniu norm estetycznych stanie się być może fundamentalistycznym gorsetem, w który zapragnie także zakuć innych. Estetyka każe bowiem na nowo definiować normy etyczne tak, aby nie szkodziły wszystkim członkom społeczeństwa, nie tylko wybranej grupie. Także sztuka myślenia (logika) zostaje odrzucona.

Zatem jednostronność przeciwstawiona ogólnoludzkiemu wykształceniu jest przeciwstawieniem partykularyzmu jednostki na rzecz świadomości ogólnej jednostki („Ja” takie samo jak „Ty” przeciwstawione jest „Ja” odmienne od „Ty”).

Dla Fichtego proces realizacji ogólnoludzkiej świadomości to zbliżenie się do ideału człowieczeństwa, to walka jednostki z samą sobą o własne człowieczeństwo. Filozof postuluje „bycie człowieczym człowiekiem” i jest to nadrzędna idea, jaka musi przyświecać wolnomularzom, ale i każdemu człowiekowi.

Wykształcony wolnomularz według Johanna Gottlieba Fichtego

Fichte przedstawił ideał wykształconego człowieka: „Ma umysł na wskroś jasny i wolny od wszelkiego rodzaju przesądów. Jest władcą w królestwie pojęć i teren ludzkiej prawdy obejmuje wzrokiem tak daleko, jak tylko możliwe. Ale prawdę uznaje tylko jedną, jedną tylko niepodzielną całość, i żadnej jej części nie ceni wyżej od innej. Nawet kształcenie umysłu jest dla niego jedynie częścią całkowitego kształcenia. Nie przychodzi mu na myśl, że je na tej części zakończył, tak jak nie pomyśli o tym, że mógłby zechcieć być jej pozbawionym. Widzi bardzo dobrze i nie lęka się przyznać, jak bardzo inni pozostają za nim w tyle. Ale nie podnieca się z tego powodu, ponieważ wie, jak wiele także tutaj zależy od szczęścia. Swojego światła, ani tym bardziej blasku swojego światła, nie narzuca nikomu. I chociaż jest zawsze gotowy użyczyć każdemu potrzebującemu tyle, ile unieść potrafi, i dać mu w takiej osłonie, jaka jest mu najmilsza, nie odczuwa żalu, gdy jego latarni nikt nie pożąda. Jest na wskroś prawy, sumienny, surowy wobec siebie w swoim wnętrzu. Ale na zewnątrz w najlżejszy nawet sposób nie podkreśla swej cnoty, nie obnosi się z nią przed innymi, nie zapewnia o swojej uczciwości ani rzucającą się w oczy ofiarnością, ani afektacją wzniosłej powagi. Jego cnota jest również wolna od wszelkiej sztuczności i, by tak rzec, podobnie wstydliwa, jak jego mądrość. Na słabości innych ludzi reaguje uczuciem wyrozumiałego ubolewania, nigdy zaś – gniewliwym oburzeniem. Przez wiarę żyje już na ziemi w lepszym świecie i uważa, że czyni ona jego ziemskie życie wartościowym, ważnym i pięknym. Ale wiary tej nie wmusza nikomu, nosząc ją w sobie jak ukryty skarb” [20] .

Pozornie wszystko jest zrozumiałe. Mimo to wypada zatrzymać się nad cechami charakteryzującymi wykształconego człowieka.

Czytamy o jasnym umyśle, czyli precyzyjnym formułowaniu wypowiedzi. Bowiem język odzwierciedla sposób myślenia. Precyzyjna wypowiedź jest widomym znakiem doskonałej sztuki myślenia.

Następnie czytamy o porzuceniu wszelkich przesądów, plagi cywilizacji, przez którą setki ludzi utraciło życie, będąc odrzuconym na przykład przez lokalną społeczność. Bowiem inaczej wyglądali, myśleli, mieli odmienne oczekiwania od środowiska, w którym żyli. Przesądy i zabobony stawały się lekarstwem i ostatecznym wyjaśnieniem niewytłumaczalnych zjawisk, jakie otaczały człowieka. Wolnomularz zatem ma w obowiązku zastąpić przesąd i zabobon, nauką, wiedzą oraz mądrością – nie ludową – tylko opartą na osiągnięciach nauki z wykorzystaniem poznania zdobywanego w intelekcie. Zatem ponownie odwołuje się do sztuki myślenia (logiki).

Ten postulat koresponduje z oznajmieniem, że uznaje prawdę tylko jedną i że prawda jest dla wolnomularza niepodzielna. Autorytetem bowiem staje się rozum. Fichte był przeciwny autorytetom imiennym. Ganił nadmierne podporządkowywanie się braci mistrzowi. Uważał bowiem, że tylko samodzielna, własna, twórcza praca nad sobą (przekazywana następnie współbraciom), może dać pozytywne rezultaty istnienia stowarzyszenia. W jaki sposób wolnomularz ma jednak zdobyć wykształcenie? Co musi w nim zaistnieć, co się stać, aby ów płomień wiedzy, owo oświecenie objawiło się? Fichte pisał: „Ciało moje i moja zdolność działania w świecie zmysłowym są tak samo, jak w systemie powyższym, przejawami ograniczonych sił przyrody; a moje przyrodzone skłonności są wyrazami tego przejawu w stosunku do mojej świadomości. Wyłączne poznanie tego, co istnieje bez mojego zaangażowania, powstaje przy tym założeniu wolności zupełnie tak samo, jak w owym systemie; i aż do tego punktu obydwa są zgodne. (...) według pierwszej władza mojej działalności zmysłowej pozostaje na usługach przyrody, jest wprawiana w ruch stale przez tę samą siłę, która ją wytworzyła, a myśl odgrywa przy tym wszystkim tylko rolę widza (...)” [21] . Negatywna postawa Fichtego wobec doświadczeń zmysłowych jest niejednoznaczna. Uznaje ich istnienie, ale i tak poznanie odbywa się w intelekcie – wyższej zdolności poznania, określanej mianem logiki. Niepodzielna całość prawdy odnosi się do łańcucha poznawczego logiki.

Kształcenie umysłu także jest dla filozofa niepodzielne, bowiem jak już wcześniej zostało stwierdzone, jest to poznanie jakie dokonuje się w jaźni, tym absolutnym twórczym początku, to także całkowite wykształcenie czyli wiedza szkolna, uniwersytecka (teoria i praktyka), to też odrzucenie świadomości indywidualnej na rzecz wiedzy ogólnoludzkiej. Celem samym w sobie dla jednostki jest ciągłe kształcenie się, które ma doprowadzić do wolności. Jednostka podejmująca wyzwanie doskonalenia się, nie chce być tego celu pozbawiona i nie pragnie sama się go pozbawić. W kształceniu bowiem odczuwa przyjemność. I – jak napisał filozof: „Widzi bardzo dobrze i nie lęka się przyznać, jak bardzo inni pozostają za nim w tyle. Ale nie podnieca się z tego powodu, ponieważ wie, jak wiele tutaj zależy od szczęścia” [22] .

Jak wiele trzeba mieć szczęścia, aby móc otrzymać światło. Tego szczęścia doświadczył także sam filozof. Fichte urodził się w rodzinie włościańskiej, był synem tkacza wiejskiego. Swoje wykształcenie zawdzięczał przypadkowi. Pewien bogaty szlachcic zaopiekował się zdolnym chłopcem i posłał do szkół. Po ukończeniu znakomitej uczelni w Pforta rozpoczął studia na wydziale teologicznym Uniwersytetu Jenajskiego, a później Lipskiego. Gdy dobroczyńca zmarł, musiał przerwać naukę. Przez lata imał się rozmaitych zajęć, gdy przypadkowo otrzymał propozycję wytłumaczenia pewnemu studentowi filozofii Kanta, zdarzenie to zaważyło wówczas na życiu młodego filozofa. Przygotował komentarze do pism myśliciela z Królewca. Zbyt dumny na guwernera i pełen sprzeczności w sobie, aby znosić upokorzenia, związane z traktowaniem przez chlebodawców, opuścił posadę. Po przyjeździe do Królewca zajął się pracą poświęconą krytyce objawienia ze stanowiska kantowskiego. W 1793 roku objął katedrę filozofii na Uniwersytecie w Jenie, która była dla niego niczym kazalnica, z której głosił swoje prawdy-przekonania. Mimo zatargów z władzami i niektórymi nieżyczliwymi, Fichte prowadził „krucjatę” umoralniającą życie studenckie. Ostatni etap życia twórczego to Berlin. To szczególne miejsce dla filozofa, gdyż po powstaniu Uniwersytetu Berlińskiego w 1809 roku został jego rektorem. Tam prowadził wykłady nie tylko filozoficzne, wygłaszał też odezwy [23] do narodu niemieckiego, wzywające Niemców do obrony własnej kultury.

Filozof z własnego doświadczenia wiedział, jak trudno zdobywa się wiedzę, jak wielkie miał szczęście, że ktoś zainteresował się pokierowanym jego edukacji i jak wiele miał problemów, gdy ten sam dobroczyńca zmarł. Zatem między posiadaniem nadmiaru środków do życia a zdobywaniem wiedzy należy postawić znak równości. I właśnie ten znak równości Fichte chciał wyeliminować, postulując egalitaryzm. Mógł on się wypełnić tylko dzięki ludziom miłującym mądrość i sprawiedliwość. Dzięki ich bezinteresownej działalności niesienia światła będzie można wyeliminować uprzywilejowane miejsce w nauce, zastrzeżone tylko dla ludzi zamożnych. Wiedza i mądrość, która stanie się powszechnym dobrem społecznym wyeliminuje niesprawiedliwe stosunki prawno-społeczno-ekonomiczne. Tego w jego mniemaniu mogli dokonać tylko wolnomularze.

Fichte napisał, że swojego światła, ani blasku światła nie można narzucać nikomu, ale zawsze człowiek wykształcony jest gotowy użyczyć i ofiarować tyle tego światła, ile będzie mógł. Jest to dwuznaczne wyznanie. Bowiem stawiając na pierwszym miejscu wykształcenie, trudno zapomnieć o perswazji jaką filozof proponował. Być może zakładał, że etyczne zachowanie człowieka wykształconego przybliży do niego społeczeństwo, które w nim będzie szukało ostoi dla swoich problemów. Dadzą się też przekonać, bo świadczyć będą o tym czyny moralne wykształconego człowieka, że wiedza i mądrość są przyrodzonym prawem każdej jednostki oraz, że każda jednostka ma prawo do wolności.

Dotykamy jednak ważnego zagadnienia. Jak rozpoznać kogoś, kto chce społeczeństwu pomóc, a kto chce tylko wykorzystać do własnych celów. Fichte nie dał jasnej odpowiedzi, ba, nie zajął się tym zagadnieniem. Jak rozpoznać kłamcę? Kiedy ktoś manipuluje jednostką, żeby osiągnąć własne korzyści. Jeśli ktoś jest przeświadczony, iż ogólnie wie, jaka wypowiedź jest prawdziwa, a jaka fałszywa, jeśli wierzy, iż potrafi w sposób pewny odróżniać człowieka wiarygodnego od niepoprawnego kłamcy, pojmuje to z reguły bardzo prosto. Dochodzi do paradoksu, że sam jest w posiadaniu prawdy, kłamcą jest zaś dlań ten, kto mówi nieprawdę i przeczy temu, co on uznaje za prawdę [24].

Filozof chciał, aby wolnomularze, kiedy zajdzie potrzeba, potrafili porzucić swój język, swój świat, na korzyść języka tych, których będą kształcić. Będą wówczas w ich języku przekazywać prawdy o świecie, tolerancji i wolności. Nieoświecona jednostka powinna być przekonana w sposób jasny i zrozumiały dla niej, co jest dobrem i prawdą, a co nie. A te prawdy jednostka może poznać tylko dzięki kształceniu się.

Człowiek wszechstronnie (ogólnoludzko) wykształcony jest krytyczny wobec siebie, co oznacza, że cały czas jest prawy, sumienny w swojej pracy. Jednak na zewnątrz nie obnosi się ze swoją wiedzą, nie zapewnia o swojej uczciwości, nie odgradza się od reszty społeczeństwa, tylko dlatego, że wie więcej. Tu dotykamy kwestii uczciwości czynu a nie słowa. To kluczowa teza w filozofii Fichtego. Słowo jest ulotnym abstraktem, różnorodnie interpretowanym. Dlatego nie może ono stanowić podstawy do wiary w czyjeś intencje. Tą podstawą staje się czyn człowieka wszechstronnie wykształconego. Zależność między czynem a słowem jest następująca: czyn staje się dopiero cnotliwy, co oznacza, że pierwotnie wypowiadane słowo musiało takie być również, czyli, że wcześniej słowo uczciwe narodziło się w jaźni. A zatem już na etapie pomyślenia istniał cnotliwy czyn. Jednakże samo słowo, bez czynu, jako świadectwa cnoty, staje się pustym frazesem, które stanowi manipulację i zniewolenie jednostki, bowiem utwierdza ją w ułudzie, w jakiej żyje na co dzień. Jak napisała Maria Szyszkowska: „Dlatego tak wielkie znaczenie mają nasze konkretne działania. Na nich, na naszych poczynaniach, oprzeć się mogą inni, bo cóż z deklaracji, za którymi nie podążają odpowiadające im działania?” [25].

Interesujące jest ostatnie zdanie opisujące wykształconego człowieka: „Przez wiarę żyje już tu na ziemi w lepszym świecie i uważa, że czyni ona jego ziemskie życie wartościowym, ważnym i pięknym. Ale wiary tej miary nie wmusza nikomu, nosząc ją w sobie jak ukryty skarb” [26] . Wiara jest wewnętrznym przekonaniem, doświadczonym i będącym w jednostce „czystą świadomością”, pewien swojego wyboru, że jest słuszny bowiem prowadzi do wolności jednostki. Wie o tym i przez to jego życie staje się lepsze, różnorodne, wieloznaczne. Jednostka ma bowiem możliwość czerpania szczęścia świadomie z otaczającego ją świata. Jednocześnie życie jej jest wartościowe, bowiem nie tylko cnotliwe, ale i pożyteczne innym, z czego zdaje sobie sprawę. Jednakże do wiary, do owej „czystej świadomości” nie przymusza nikogo, ma ją zawsze w ukryciu, jest gotowy, aby ofiarować go tym, którzy potrzebują, proszą, są zainteresowani. Tu ponownie dostrzegamy niejako dwuznaczne stanowisko filozofa w kwestii wolnej woli jednostki i kształcenia jej.

Tak filozof przedstawił doskonałego wykształconego człowieka – ideał mularza. Być ludzkim człowiekiem, czy jak Fichte określił, że: „(...) jest prawdziwą doskonałością człowieka” [27]. Bowiem wszystkich ludzi należy pojmować w stałym zbliżaniu się do tego celu. Jednocześnie każdy wolnomularz, każdy człowiek, powinien nosić w sercu ideał „wykształconego człowieka”, a dalej: „Trzeba ją dostrzegać wszędzie, gdziekolwiek się zwróci wzrok, widzieć w niej, by tak rzec, naturalne otoczenie, w którym się żyje i oddycha” [28].

Samotnie czy w społeczności?

Następną kwestią, nad którą Fichte się zatrzymał, to zagadnienie, co staje się żywotniejsze w społeczeństwie: samotne działanie wśród ludzi, czy w zorganizowanej społeczności?

Filozof jednocześnie przyznał, że bardzo możliwe, iż ci, którzy są wolnomularzami, nie osiągną proponowanej przez niego doskonałości, że istnieje prawdopodobieństwo, iż żaden z nich nie stanie się „człowiekiem o ogólnoludzkim wykształceniu”. W tym kontekście zadał bowiem fundamentalne pytanie: kto potrafi zmierzyć dobroć ideału, albo instytucji? Rozwijając pytanie filozofa, należałoby jeszcze postawić jedno, w jaki sposób ukazać dobroć ideału oraz instytucji? Czy wystarczą tylko słowa? Odpowiedź będzie brzmiała – nie. Oprócz nich musi zaistnieć jeszcze czyn, który będzie obrazował ideę słowa. Fichte wyjaśnia postawione przez siebie pytania, że chodzi mu o to, co potrafią instytucje czy idee osiągnąć w określonych warunkach i o to do czego dana instytucja mając różnorodne środki zdąża i jakie dążenia swoim członkom zaleca.

Fichte zaznaczył też, że nie uważa, iż mularze są lepsi od reszty społeczeństwa. Jak to zostało na początku szkicu stwierdzone, filozof zakładał, że wolnomularzem może być każdy człowiek, nawet nie będąc wtajemniczonym. Uważał, że doskonałość etyczna i moralna oraz ogólnoludzkie wykształcenie, można osiągnąć poza lożami. W tym miejscu przedstawił przykład takiego człowieka, który odpowiadał wzorcowi mularza, nim nie będąc. Jednocześnie stwierdził, że dla społeczeństwa lepiej byłoby, gdyby jednostka, o tak wielkiej świadomości etycznej i moralnej, działała w loży, gdyż:

1. Będzie miała większe oddziaływanie na społeczeństwo.

2. Będzie pozytywnie wspierała równie wrażliwych, na dobro społeczne, jak ona sama. (Wzajemne utwierdzanie się w słuszności działań).

3. Pokieruje pozytywnie tymi braćmi, dla których członkostwo w lożach jest tylko zabawą w symbole, a nie pracą na rzecz ogółu.

Fichte zakładał, że tak moralna i świadoma swoich celów jednostka, będzie wywierać różnymi sposobami (nawet perswazją) wpływ na pozostałych członków loży. Ponadto całe jej wykształcenie byłoby, jak nazwał filozof: „(...) sprawniejsze w czynieniu innych takimi, jakim jest sam. Całe jego wykształcenie stałoby się bardziej społeczne, przekazywalne i przez to wewnętrznie całkiem inaczej zmodyfikowane” [29] .

Nas powinno zainteresować, co filozof mógł mieć na myśli, co chciał nam przekazać, gdy wykształcenie jednostki będącej członkiem zakonu, określił jako „bardziej społeczne”, „przekazywalne” „wewnętrznie całkiem inaczej zmodyfikowane”. Gdy mówimy o nauce „bardziej społecznej” i „przekazywalnej” formie, to być może chodzi o praktyczny zasięg przekazywania wiedzy. Jednostka działająca pojedynczo, ma nikłe szanse, zgoła żadnych, aby dotrzeć do większej liczby ludzi. Na swojej drodze może spotkać jedną, dwie, dziesięć osób, które zainteresują się jego wiedzą. Jednakże owe przekazywanie światła odbywać się będzie za każdym razem w tzw. cztery oczy. Jednostka nigdy nie będzie miała możliwości przemawiania do większej grupy słuchaczy i oddziaływania na nią. Będzie trochę takim błędnym rycerzem nauki, moralności i etyki, trochę jak Don Kichot, odganiany i wyśmiewany. Natomiast jednostka działająca w zorganizowanej grupie (tu jako członek loży), która ma przemyślane działania, jest w stanie, nie tylko przecież sama, ale razem z tak samo myślącymi braćmi dotrzeć do większej grupy społeczeństwa, organizować różnego typu działalność opiniotwórczą i edukacyjną. Fichte, wskazując na silnie zorganizowaną społeczność mularską, wskazywał właśnie na dobrze zorganizowane praktycznie społeczeństwo.

Kolejne wyjaśnienie dotyczy stwierdzenia, że jednostka przekazywać będzie wiedzę „wewnętrznie całkiem inaczej zmodyfikowaną”. Fichte z góry zakładał, aby wiedzę przekazywać w jak najbardziej dostępny sposób i jak najbardziej zrozumiałym językiem, czyli wejść w świat nauczanych. Chciał, aby bracia byli zrozumiani, i aby ich światło zostało przyjęte z otwartymi ramionami. Ale wolnomularz miał też inne zadanie, musi modyfikować swoje myśli, wiedzę, intencje moralne i etyczne, a wszystko to dla dobra ogółu. Może to czynić tylko wówczas, gdy ze swoją wiedzą wyjdzie do społeczeństwa, gdy zetknie się z ich problemami, z emocjami, z nikczemnymi uwarunkowaniami społeczno-ekonomicznymi. Tylko wówczas mularz będzie kontynuował swoje ogólnoludzkie wykształcenie. Bowiem podczas spotkań w zakonie wraz z innymi braćmi będzie dyskutować o problemach, z jakimi się zetknął, o pytaniach, jakie mu zadawano. Zatem wiele aspektów moralnych i etycznych być może będzie należało raz jeszcze zdefiniować, ustalić na nowo linię działania i wprowadzania edukacji itd., itp.

Samodzielne rozwiązywanie problemów, bez dyskutowania o nich w gronie współbraci, spowodowałoby niechybnie chaos w działaniu zakonu. Niby każdy z braci działałby w dobrej wierze, rozwiązując samodzielnie napotykane przeszkody, w konsekwencji jednak wspólna idea etyczno-moralna przestałaby istnieć.

Jednostka działająca w pojedynkę, samotnie (nie będąca członkiem zakonu) może wprawdzie modyfikować swoje przemyślenia w zetknięciu się z tzw. rzeczywistością. Ale może też pozostać głucha na codzienność i głosić swoje idee, nie zważając na ich konsekwencje. Stanie się tak dlatego, że jednostka nie będzie miała możliwości dyskutowania o posiadanej i zgłębianej przez siebie nauce, nie będzie konfrontowała swoich przemyśleń z myślami innych. Ponadto członkowie zakonu przecież mają się wzajemnie dopingować, na co wskazywał Fichte, mają wzajemnie użyczać własnego światła. Jednostka działająca w pojedynkę owego dopingu i wzajemności wymiany światła jest pozbawiona. W konsekwencji może się zniechęcić w swojej działalności, i tym samym pozbawić społeczeństwo przekazywania wiedzy.

Zatem pisząc: „To bowiem, co powstaje w społeczności, jest z punktu widzenia praktyki żywotniejsze i silniejsze od tego, co się rodzi w odosobnieniu” [30] , Fichte postulował niekończące się kształcenie mularza, ale też kształcenie się każdego człowieka, o ile znajdzie on wokół siebie podobnie do niego myślących i wspólnie zaczną działać dla dobra ogółu.

Przekonać wszystkich do nauki

Przekonać wszystkich do mądrości, do wiedzy, do nauki wydaje się być często zadaniem ponad siły jednego człowieka. Stąd siła lóż i ich oddziaływanie na społeczeństwo. Jednak wśród społeczeństwa pojawiają się jednostki (jest to całkiem spory odsetek), które okazują lekceważenie nauce, wiedzy i mądrości, dla których nauka jest stratą czasu nie przynoszącą zysków i korzyści, rozumianych jako pieniądze czy inna forma bogactwa. Niechęć do nauki może być także wynikiem błędnego interpretowania jej korzyści dla ludzkości. Niektóre bowiem zorganizowane grupy społeczne mogą przedstawiać ją jako zgubną i niebezpieczna, bluźnierczą i pełną pychy.

Fichte w ostatnich słowach listu wskazuje Konstantowi, że: „(...) jej instytucje muszą być takiej natury, by zarówno człowiek najpodatniejszy, jak i najmniej podatny w odpowiedniej mu mierze odnosił pożytek i czynił postępy” [31]. . „Człowiek podatny” czyli podatny na wiedzę, to człowiek poszukujący jej, miłujący ją, odnajdujący przyjemność w obcowaniu z mądrymi ludźmi, który często sam, trochę na chybił trafił, zaspokaja swoją potrzebę wiedzy, ów głód nauki, którego trapią pytania, który wszystkiemu się dziwi. Do takiego człowieka wolnomularz na pewno znajdzie drogę, pokieruje jego nauką, tak że stanie się on etycznym i moralnym człowiekiem. „Człowiek mniej podatny”, to znaczy niechętny nauce, gardzący wiedzą i mądrością, zamknięty w swoim świecie przesądów i zabobonów. Opisuje on swój świat prostym językiem, a jest on często językiem magii. Jednostka tym samym odgradza się od różnorodności a jeżeli gdzieś się z nią zetknie, traktuje jak śmiertelnego wroga, którego należy wyeliminować, oczywiście dla dobra społeczności i dobra własnego. I właśnie do takich też ludzi wolnomularz musi dotrzeć, spokojnie przekonać, wytłumaczyć, użyć tej słynnej fichteańskiej perswazji.

Jednostka nawet najmniej podatna na wiedzę musi wreszcie się przekonać, że wszystkie zdobycze cywilizacji, w której żyje, i z której czasem świadomie, czasem nie, korzysta to wynik rozwoju nauk. Musi także sobie zdać sprawę, że tylko nauka, gromadzona mądrość i wiedza sprawi, że zmieni swój sposób myślenia, osiągnie wolność – stan umysłu, dzięki któremu ona i inni ludzie będą mogli budować wolne i sprawiedliwe społeczeństwo.

[1] J.G. Fichte, Filozofia wolnomularza, List szósty do Konstanta, wstęp i przeł. J. Drewnowski, Warszawa 2004, s. 43.

[2] Ibidem, s. 43.

[3] Ibidem, s. 42.

[4] Ibidem, s. 43.

[5] Prorok na skale. Myśli Jerzego Nowosielskiego, wybór i przygot. M. Mazurkiewicz i W. Podrazik, Kraków 2007, s. 23.

[6] J.G. Fichte, Powołanie człowieka, wyd. III, przekł. i wstęp A. Zieleńczyk, Kęty 2002, s. 31.

[7] J.G. Fichte, Filozofia wolnomularza, siódmy list do Konstanta, op.cit., s. 42

[8] Z. Florczak, Europejskie źródła teorii językowych w Polsce na przełomie XVIII i XIX wieku, Warszawa 1978, s. 10.

[9] Z. Kuderowicz, Fichte, Warszawa 1963, s. 36-38.

[10] A. de Lassus, Masoneria – intrygująca tajemniczość, Paryż 1993, s. 37.

[11] Z. Kuderowicz, Fichte, op.cit., s. 44.

[12] K. Karaskiewicz, List siódmy Johanna Gottlieba Fichtego i etyka wolnomularza. Rola języka w budowaniu więzi społeczno-kulturowych, cz. 1. [w:] Ars Regia, 2008/2009, nr 18, s. 63–72.

[13] J.G. Fichte, Filozofia wolnomularza, wstęp J. Drewnowski, Warszawa 2004, s. 19–20.

[14] M. Szyszkowska, Zagubieni w codzienności, Warszawa 1992, s. 38.

[15] Ibidem., s. 39; Szerzej tym zagadnieniem zajął się twórca teorii higieny psychicznej Kazimierz Dąbrowski w książce Pasja rozwoju, Warszawa 1988.

[16] J. G. Fichte, Powołanie człowieka, op.cit., s. 37.

[17] Ibidem.

[18] J. G. Fichte, Filozofia wolnomularza. Szósty list do Konstanta, op.cit., s. 42.

[19] Z. Kuderowicz, Fichte, op.cit., s. 44.

[20] J.G. Fichte, Filozofia wolnomularza, szósty list do Konstanta, op.cit., s. 43.

[21] J.G. Fichte, Powołanie człowieka, op.cit., s. 33.

[22] J.G. Fichte, Filozofia wolnomularza, list szósty do Konstanta, op.cit., s. 43.

[23] Mowy do narodu niemieckiego, napisane w okresie wojen napoleońskich, w których Fichte postulował moralne odrodzenie Niemiec.

[24] Wątek tzw. „kłamcy” do gry językowej wprowadził grecki logik Eubulides w IV w.p.n.e. Panujące prawdy logiczne „prawda” i „fałsz” uległy wówczas odwróceniu.

[25] M. Szyszkowska, Zagubieni w codzienności, op.cit., s. 77.

[26] J. G. Fichte, Filozofia wolnomularza. List szósty do Konstanta, op.cit., s. 43.

[27] Ibidem.

[28] Ibidem., s. 44.

[29] Ibidem.

[30] Ibidem.

[31] Ibidem

Dodano dnia:11 maja 2011

Niedawno opublikowane