David Hume

O studiowaniu historii

Esej O studiowaniu historii ( Of the Study of History ) ukazał się pierwotnie jako esej numer 7 w pierwszym tomie pierwszego wydania Essays Moral and Political z roku 1741. Po raz ostatni esej ukazał się drukiem w wydaniu z roku 1760, a następnie został wycofany, gdyż Hume uznał go za zbyt błahy, tak jak wcześniej otwierający drugi tom esejów (1742) O pisaniu esejów .

Wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza.

O studiowaniu historii

Niczego nie polecam mym czytelniczkom bardziej niż studiowania historii. Jest to najodpowiedniejsze zajęcie zarówno dla ich płci, jak i wykształcenia, zajęcie daleko bardziej pouczające niż te ich romansidła oraz bardziej ucieszne niż owe poważne księgi, ukryte w ich szafkach. Spośród wielu istotnych mniemań, których historia może nauczyć kobiety, szczególnie dwa mogą być im źródłem ukojenia, te mianowicie, że płeć nasza, podobnie jak niewieścia, nie jest tak doskonała, jak są skłonne mniemać, oraz że miłość, która jakże często pokonywana jest przez skąpstwo, ambicję, próżność i tysiąc innych namiętności, nie jest jedyną namiętnością rządzącą światem mężczyzn. Nie wiem, czy owe dwa mniemania, które sprawiają, że niewiasty tak chętnie lgną do romansów, są fałszywe, ale przyznać muszę, że przykro mi widzieć niechęć płci niewieściej do faktów i uwielbienie przezeń fikcji. Pamiętam, jak kiedyś pewna młoda piękność, do której żywiłem uczucie, chcąc się rozerwać zapragnęła, abym jej wysłał na wieś kilka romansów, a ponieważ nie byłem na tyle niemiły, aby sko-rzystać z okazji, jaką ów kurs literatury mi oferował, zdecydowałem się nie posyłać w jej stronę zatrutych strzał. Wysłałem jej więc Żywoty [ sławnych mężów ] Plutarcha , zapewniając ją jednocześnie, że nie ma w nich ani ziarna prawdy. Czytała je bardzo uważnie, dopóki nie dotarła do żywotów Aleksandra 
i Cezara , których imiona przypadkowo znała, po czym obrażona za to, że ją oszukałem, odesłała mi książkę.

Ktoś mógłby mi zarzucić, że płeć piękna nie ma aż tak wielkiej awersji do historii, jak to przedstawiłem, pod warunkiem, że jest to historia sekretna, pełna ciemnych sprawek pobudzających jej ciekawość. Jako że nie zgadzam się 
z tym, iż te ciemne sprawki są esencją historii, nie uważam, jakoby interesowanie się nimi przez płeć piękną było dowodem jej rzeczywistego zainteresowania historią. Tak czy inaczej nie wiem, dlaczego ta sama ciekawość nie może popchnąć kobiety w dobrą stronę i dlaczego nie może sprawić, iżby zapragnęły dowiedzieć się czegoś o tych, którzy żyli w wiekach minionych, tak jak pragną dowiadywać się o postaciach im współczesnych. Co Kleora ma do tego, czy Fulwia ma romans z Filandrem , czy też nie ma? Czyż nie powinna być równie ukontentowana, dowiedziawszy się (o czym historycy mówią jedynie szeptem), że siostra Katona [1] miała romans z Cezarem [2] i wcisnęła swego syna – Marcusa Brutusa [3] – swemu mężowi, pomimo tego że był on synem jej kochanka? [4] I czyż miłostki Messaliny [5] bądź Julii [6] nie są równie godne rozmowy jak wszelkie inne intrygi, które zrodziło miasto w ostatnich latach?

Lecz jak to się stało, że pokusiłem się o pewien rodzaj uszczypliwości wobec pań? Możliwe, że powodowały mną te same pobudki, dla których osobę będącą duszą towarzystwa czyni się obiektem dobrodusznych docinków i żarcików. Do osób, które lubimy i które każdy darzy życzliwymi uczuciami, zwracamy się w rozmaity sposób i jednocześnie zakładamy, że nie wezmą one niczego opacznie. Zamierzam teraz potraktować mój temat nieco poważniej 
i wskazać wiele korzyści płynących ze studiowania historii, a także pokazać, jak w istocie służy ono każdemu, a w szczególności tym, którym słabość charakteru i braki w edukacji wzbraniają poważniejszych studiów. Korzyści ze studiowania historii zdają się być trzech rodzajów: porusza ono wyobraźnię, doskonali zdolności rozumowania oraz umacnia cnoty.

W istocie, cóż może być milszym zajęciem dla umysłu nad podróż w najodleglejsze epoki i możliwość oglądania ludzkości w swych początkach, wydającej na świat pierwsze nieśmiałe rozprawy na temat sztuki i nauki, oglądania dziejów rządów, sztuki konwersacji coraz bardziej wykwintnej i każdej rzeczy będącej ozdobą życia, doprowadzanej do doskonałości? Cóż może być milsze nad oglądanie początków, rozkwitu, schyłku i upadku najświetniejszych imperiów oraz cnót, które doprowadziły je do wielkości, a także przywar, które je zgubiły? Słowem, cóż może być milszego nad oglądanie ludzkości od zarania dziejów – taką, jaka była – bez żadnych upiększeń, które niejednokrotnie wprowadzały ludzi w błąd? Jakież inne widowisko może być równie wspaniałe, różnorodne i interesujące? Jakież inne widowisko – czy to dla zmysłów, czy dla wyobraźni – może się z tym równać? Czy ową tanią rozrywkę, która tak bardzo zawładnęła naszymi czasami, godzi się uważać za bardziej pożądaną? Jak zepsuty być musi gust, który przedkłada tak miałkie przyjemności nad powyższe?

Historia bowiem to zarówno najbardziej rozwijająca jak i najmilsza dziedzina wiedzy, a znaczna część tego, co potocznie nazywamy erudycją i co cenimy tak wysoko, jest niczym innym, jak znajomością historycznych faktów. Pogłębioną wiedzę historyczną posiadają ludzie pióra, jednak muszę stwierdzić, że nieznajomość historii swego własnego kraju, a także historii starożytnej Grecji i Rzymu – dotyczy to w równym stopniu mężczyzn jak i kobiet, biednych 
i bogatych – jest rzeczą niewybaczalną. Kobieta może mieć nienaganne maniery, może być nawet błyskotliwa, jednak jeśli jej umysł jest nieskalany znajomością historii, niemożliwe, aby konwersacja z nią mogła być zajmująca dla myś-lącego mężczyzny.

Dodać muszę, że historia jest nie tylko wartościową dziedziną wiedzy, lecz także wiedzie ona do wielu innych dziedzin oraz dostarcza przedmiotu badań dla większości nauk. W istocie, jeśli weźmiemy pod uwagę to, jak krótkie jest nasze życie, a także to, jak ograniczona jest nasza wiedza, nawet ta dotycząca rzeczy przemijających za naszego życia – niechybnie uzmysłowimy sobie, że 
w naszym rozumieniu świata zawsze bylibyśmy podobni dzieciom, gdyby nie ów wynalazek, z pomocą którego rozciągamy nasze doświadczenie na wszystkie minione epoki i na najodleglejsze narody, [wynalazek,] który sprawia, że pogłębiają one naszą mądrość tak bardzo, jakbyśmy oglądali je bezpośrednio. Człowiek znający historię żyje w pewnym sensie od początku świata i poprzez kolejne wieki powiększa gmach swej wiedzy.

Ponadto doświadczenie płynące z obcowania z historią ma tę przewagę nad naszym własnym, że pozwala nam zaznajamiać się z ludzkimi sprawkami, nie narażając przy tym naszych najdelikatniejszych cnót na uszczerbek. I prawdę rzekłszy, nie znam żadnego innego zajęcia, które by w tym kontekście ostało się – tak jak ostaje się studiowanie historii – wszelkim zarzutom. Poeci malują cnotę za pomocą najpowabniejszych barw, zdając się przy tym przede wszystkim na namiętności, przez co często stają po stronie rozpusty. Nawet filozofowie, jako że skłonni są zachłystywać się subtelnością swych spekulacji, posuwają się niekiedy do tego, że odmawiają racji wszelkim moralnym dystynkcjom. Historycy zaś niemal bez wyjątku, na co zwracam uwagę filozofów spekulatywnych, są prawdziwymi przyjaciółmi cnoty, zawsze przedstawiają ją 
w prawdziwych barwach, jakkolwiek mogą czasem zbłądzić w ocenie konkretnych osób. Sam Machiavelli ujawnia prawdziwy sentyment do cnoty w swej historii Florencji . Kiedy jako polityk snuje ogólne rozważania, uznaje otrucie, zamach i krzywoprzysięstwo za dozwolone dla władzy środki, ale gdy pisze jako historyk, prezentuje tak żywy sprzeciw wobec przestępstwa i po częstokroć tak wielką aprobatę cnoty, że nie mogę się powstrzymać przed zadedykowaniem mu spostrzeżenia Horacego o tym, że jakkolwiek brutalnie przepędzisz naturę, ona zawsze do ciebie wróci. Ów sojusz historyków w popieraniu cnoty nie jest wcale trudny do wyjaśnienia. Człowiek czynu bardziej jest skłonny patrzeć na ludzkie charaktery przez pryzmat swych interesów niż przez wzgląd na nie same i dlatego jego sąd wypaczony jest przez namiętności. Gdy zaś filozof kontempluje w swej samotni ludzi i ich zachowania, jego abstrakcyjne podejście do przedmiotu badań jest tak chłodne i beznamiętne, że na żadną emocję nie ma tam miejsca i rzadko kiedy czuje on różnicę pomiędzy występkiem 
a cnotą. Historia – znajdując się pomiędzy tymi skrajnościami – ogląda rzeczy 
z właściwego punktu widzenia. Zarówno historycy, jak i czytelnicy ich dzieł są wystarczająco zainteresowani samymi osobami i wydarzeniami, aby mieć wyraźne poczucie nagrody i kary, a jednocześnie, aby nie mieć powodu do wypaczania swego sądu.

Verae voces tum demum pectore ab imo

Eliciuntur

Lukrecjusz

Przełożył PIOTR MICHALSKI

NOWA KRYTYKA 20–21 Rok 2007 ISSN 0867-647X

[1] Chodzi tu o przyrodnią siostrę polityka rzymskiego Katona Młodszego Utyceńskiego 
(95–45 p.n.e.) – Serwilię (ok. 100 – ok. 43 p.n.e.), która była jedną z najbardziej wpływowych kobiet Rzymu w latach 58–43 p.n.e.

[2] Juliusz Cezar (102 albo 100–44 p.n.e.).

[3] Marek Juniusz Brutus (85–42 p.n.e).

[4] Chodzi tu o Marka Juniusza Brutusa (?–77 p.n.e.), polityka rzymskiego.

[5] (17–48 n.e.), trzecia żona Klaudiusza.

[6] (39 p.n.e. – 14 n.e.), córka Oktawiana Augusta, żona Tyberiusza.

Dodano dnia:15 kwietnia 2012

Niedawno opublikowane