David Hume

O skąpstwie

Esej O skąpstwie ( Of Avarice ) ukazał się pierwotnie jako esej numer 13 
w pierwszym tomie pierwszego wydania Essays Moral and Political z roku 1741. Po raz ostatni esej ukazał się drukiem w wydaniu z roku 1768 (wydanie P 
w nomenklaturze Greena i Grose’a), a następnie został wycofany, gdyż Hume uznał go za zbyt błahy. Podobny los spotkał wcześniej (1760), opublikowane 
w niniejszym numerze, eseje O miłości i małżeństwie czy O studiowaniu historii .

Przypisy pochodzą od redakcji.

O skąpstwie

Łatwo zauważyć, iż autorzy komedii wyolbrzymiają każdą postać, przydając modnisiowi czy tchórzowi cech bardziej wyrazistych od tych, które spotkać można w naturze. Ów sceniczny sposób moralnego obrazowania często porównany zostaje do obrazów na kopule czy suficie, gdzie kolory są przejaskrawione, każda zaś część zbyt wielka i nienaturalna. Oglądane z bliska, wydają się monstrualne i nieproporcjonalne, lecz gdy spojrzeć na nie z oddali i z tej perspektywy, z której zamierzono, by je oceniać, stają się naturalne i regularne. 
Z podobnych powodów, kiedy postaci zostają przedstawione na modłę teatralną, niedobór realizmu usuwa, w pewien sposób, osobowość; a przedstawianie ich chłodniejszymi i mniej zabawnymi zmusza do tego, żeby zrekompensować mocą przejaskrawienia to, czego im istotnie brakuje. Tak więc w życiu codziennym widzimy, że kiedy ktoś raz pozwoli sobie na to, ażeby w swych opowieściach odejść od prawdy, wówczas już nigdy nie zdoła pozostać w granicach prawdopodobieństwa, lecz będzie dodawał coraz to nowe okoliczności do swych opowieści, by uczynić je bardziej tajemniczymi i zaspokoić swoją wyobraźnię. Z dwóch mężczyzn w płóciennych ubraniach pod koniec historii Johna Falstaffa [1] robi się jedenastu.

Istnieje tylko jedna taka przywara, której cechy w życiu są tak silne i tak przejaskrawione jak u satyryków czy autorów komicznych, a jest nią skąpstwo . Codziennie spotykamy ludzi znajdujących się jedną nogą w grobie i posiadających olbrzymie majątki, których nie mają komu przekazać. Ludzie ci odmawiają sobie zaspokojenia najbardziej elementarnych potrzeb życiowych, wciąż gromadząc majątek, a wszystko to w warunkach skrajnej nędzy. W pewnej opowieści do starego lichwiarza leżącego na łożu śmieci przyprowadzono księdza z krucyfiksem, aby lichwiarz oddał mu cześć. Na moment przed śmiercią lichwiarz otworzył oczy, spojrzał na krzyż i wykrzyknął: te klejnoty nie są prawdziwe! Pod taki zastaw mogę pożyczyć jedynie dziesięć pistoli. Historia ta jest najprawdopodobniej wymysłem jakiegoś epigramatyka, jednak każdy z nas, na podstawie własnego doświadczenia, jest w stanie przypomnieć sobie prawie tak samo jaskrawe przykłady upartego skąpstwa. O pewnym skąpcu w tym mieście wiadomo było powszechnie, że znalazłszy się blisko śmierci, posłał po kilku z sędziów i dał im weksel na tysiąc funtów do zrealizowania po jego śmierci. Suma ta miała być przeznaczona na cele charytatywne. Ledwo jednak odeszli, a rozkazał przywołać ich z powrotem, oferując im gotówkę, jeśli tylko odejmą od tej sumy pięć funtów. Inny znany skąpiec z północy, chcąc oszukać swoich spadkobierców i przeznaczyć swą fortunę na budową szpitala, z dnia na dzień zwlekał z wyrażeniem swej woli; sądził, że jeśli zainteresowani wyrażeniem ostatniej woli przez niego nie zapłacą mu za to, umrze nie pozostawiwszy testamentu. Krótko mówiąc, żadna gwałtowna przesada w miłości czy ambicji nie jest pod żadnym względem porównywalna z nadmiarem skąpstwa.

Być może najlepszym usprawiedliwieniem skąpstwa jest to, że przeważa ono zazwyczaj u ludzi starych, czy też u ludzi o chłodnym temperamencie, gdy wszelkie inne uczucia wygasły. A jako że umysł jest niezdolny do tego, aby obyć się bez jakiejś namiętności czy dążenia, w końcu odnajduje tę nieprawdopodobnie absurdalną namiętność, pasującą do chłodu i braku aktywności jego temperamentu. Jednocześnie wydaje się czymś nadzwyczajnym to, że tak lodowata i bezduszna namiętność jest w stanie doprowadzić nas dalej aniżeli wszystkie uniesienia młodości i fantazji; lecz jeśli na rzecz spojrzymy dokładniej, to zobaczymy, że to właśnie dużo lepiej wyjaśnia całą rzecz. Kiedy charakter jest gorący i pełen energii, to w sposób naturalny przejawia się na więcej niż jeden sposobów i produkuje podrzędne namiętności w celu zrównoważenia, do pewnego stopnia, jego głównej skłonności. Dla człowieka takiego charakteru, niezależnie od tego, do czego dąży, jest czymś niemożliwym wyzbycie się wszelkiego poczucia wstydu czy względu na to, co czują inni. Nie tylko jego przyjaciele muszą mieć nań jakiś wpływ, ale także inne względy są brane przezeń pod rozwagę. Wszystko to służy temu, by zamknąć go w pewnych granicach. Nie dziwi jednak, że skąpca, który z racji swego charakteru nie zważa na dobre imię, przyjaźń czy też przyjemność, dominująca skłonność może zaprowadzić tak daleko, a jego namiętność przejawiać się na tak zdumiewające sposoby.

Przeto nie znajdujemy przywary tak trudnej do wykorzenienia jak skąpstwo. I choć od początku świata po dzień dzisiejszy niełatwo znaleźć choć jednego moralistę czy filozofa, który by jej nie poddawał krytyce, to z trudnością odnajdujemy choć jeden przypadek kogoś, kto by się z niej wyleczył. Z tego też powodu skłonny jestem chwalić raczej tych, co atakują ją z dowcipem i humorem, aniżeli tych, którzy traktują ją z całą powagą. Niewiele jest nadziei na to, że uczyni się coś dobrego dla ludzi cierpiących na tę przywarę, chciałbym więc przynajmniej, by reszta ludzkości znalazła rozrywkę w naszym sposobie jej przedstawiania. Nie ma bowiem takiej rozrywki, w której ludzie chętniej by uczestniczyli.

Wśród bajek pana de la Motte [2] jest jedna skierowana przeciwko skąpstwu; wydaje mi się ona bardziej naturalna i przystępniejsza niż większość bajek tego pomysłowego autora. Pewien skąpiec – czytamy – martwy i ledwie pochowany przybył nad brzeg Styksu , pragnąc przeprawić się wraz z innym duchami. Charon zażądał swej opłaty. Ku swemu zdziwieniu zobaczył jednak, że skąpiec miast ją uiścić, rzucił się do rzeki i popłynął na drugi brzeg, nie zważając na wrzask i sprzeciw, które się podniosły. W całym piekle zawrzało i każdy z sędziów począł rozmyślać nad karą, odpowiednią dla zbrodni o tak niebezpiecznych konsekwencjach dla piekielnych finansów. Czy należałoby go przykuć do skały wraz z Prometeuszem ? Czy wraz z Danaidami ma trząść się nad przepaś-cią? Czy też towarzyszyć Syzyfowi przy wtaczaniu głazu? Nie – rzekł Minos 
– nic z tych rzeczy. Musimy wymyślić o wiele surowszą karę. Wyślijmy go 
z powrotem na ziemię, niech zobaczy, jaki użytek z jego majątku robią jego spadkobiercy.

Mam nadzieję, że jeśli spróbuję opowiedzieć swą własną przypowieść, której celem jest przedstawienie tej samej przywary skąpstwa, nie zostanie to odczytane jako próba przeciwstawienia się temu sławnemu autorowi. Jej myśl przewodnią zainspirowały wersy pana Pope’a [3]:

Skazani na kopalnie, na tym samym czas im upływa.

Niewolnik, który kopie i niewolnik, który ukrywa.

Nasza stara matka Ziemia pewnego razu wniosła skargę przeciwko Skąpstwu przed trybunałem niebios, ponieważ jego niegodziwe i pełne złych zamiarów rady i podszepty nakłoniły, sprowokowały, przekonały i zdradziecko zwiodły dzieci powódki do tego, by dopuścić się na niej wstrętnej zbrodni matkobójstwa, pokaleczyć jej ciało, przetrząsnąć jej wnętrzności w poszukiwaniu ukrytych skarbów. Choć oskarżenie było bardzo obszerne i rozwlekłe, opuścić musimy wiele powtórzeń i synonimów, aby nie zmęczyć czytelnika zbytnio naszą opowieścią. Skąpstwo wezwane przed oblicze Jowisza po to, aby ustosunkować się do oskarżenia, nie miało zbyt wiele do powiedzenia na swoją obronę. Niesprawiedliwość bezsprzecznie została mu udowodniona. Fakty owe, jak i krzy-wda powódki, powtarzały się często. Więc kiedy powódka zażądała sprawiedliwości, Jowisz bez przeszkód wydał wyrok na jej korzyść. Jego wyrok brzmiał: skoro Skąpstwo , oskarżony, tak boleśnie skrzywdziło Ziemię, powódkę, musi przeto zwrócić ów skarb, który tak zbrodniczo skradł rzeczonej powódce, plądrując jej wnętrzności, w taki sam sposób, jak to uczynił był popełniając zbrodnię: otwierając jej trzewia, na powrót go przywracając bez uszczerbku czy zwłoki. Z tego wyroku wynika lekcja na przyszłość – rzekł Jowisz do widzów – że ci, którzy zostaną sługami Skąpstwa , będą grzebać i skrywać swe bogactwa, a przeto oddawać ziemi to, co jej zabrali.

Przełożył KRZYSZTOF KĘDZIORA

NOWA KRYTYKA 20–21 Rok 2007 ISSN 0867-647X

[1] John Falstaff – komiczna postać z szekspirowskich dramatów Henryk IV (1598) i Wesołe kumoszki z Windsoru (1601).

[2] Antoine Houdar de la Motte (1672–1731), francuski dramaturg i tłumacz.

[3] Alexander Pope (1688–1744), angielski poeta, tłumacz (przełożył na angielski Iliadę 
i Odyseję) i eseista. Autor wielu – niektórych we wspólnej inicjatywie ze swoim przyjacielem, Jonathanem Swiftem – utworów satyrycznych. Jako papista Pope był w Anglii XVIII w. celem licznych ataków.

Dodano dnia:29 czerwca 2011

Niedawno opublikowane