Piotr Szumlewicz

Społeczeństwo litości

P.Szumlewicz: Społeczeństwo litości [2008-03-11 18:53:38]

Po 1989 roku wszelka obecność państwa w gospodarce stała się przedmiotem ostrej krytyki. Politycy i nawróceni na nowy ustrój eksperci zaczęli dezawuować cały sektor publiczny, wygłaszając pochwały na cześć indywidualnej przedsiębiorczości i "brania spraw we własne ręce".

Negatywny stosunek do tzw. "realnego socjalizmu" legitymizował malejącą rolę państwa i zawężanie przestrzeni jego interwencji. Szczególnie istotne jest w tym kontekście porzucenie przez państwo odpowiedzialności za podstawowy dobrobyt wszystkich jednostek. Zjawisko to wiąże się z obroną przez polskie elity takiego modelu społeczeństwa, w którym problemy ekonomiczne są jedynie kwestiami prywatnymi, niezależnymi od interwencji publicznej.

W tym nowym ujęciu zostaje wzięta w nawias wszelka zależność działalności ekonomicznej od instytucji państwowych, stosunków międzynarodowych czy stanu rozwoju technologicznego. Wyłania się wizja życia społecznego, w której sytuacja obywateli zależy wyłącznie od ich indywidualnej inicjatywy. Wielu polskich polityków, a nawet istotna część akademickiej elity broni utopijnej tezy, że kapitalizm to system, opierający się na nieograniczonej możliwości działania każdej jednostki, chociaż sam nowoczesny rynek wymaga przecież niezwykłej ilości praw i instytucji, aby móc funkcjonować.

Jedną z konsekwencji takiego podejścia do gospodarki jest marginalizacja polityki społecznej i dowartościowanie akcji charytatywnych, które mają przejąć dotychczasowe zadania państwa w tej dziedzinie. Wszelkie systemowe rozwiązania zwalczania ubóstwa czy bezrobocia są dezawuowane jako relikty byłego ustroju, a skokowy wzrost przestępczości czy samobójstw traktuje się wyłącznie jako winę jednostek niedostosowanych do nowego porządku. Również bieda w tym ujęciu stanowi konsekwencję błędnych decyzji podejmowanych przez w pełni suwerenne jednostki. Takie zjawiska jak strukturalne bezrobocie czy dziedziczenie ubóstwa nie mają miejsca w neoliberalnej nowomowie. Istnieją tylko ludzie mniej lub bardziej zaradni jak też ci, którzy mają mniejsze lub większe szczęście. W tej retoryce nie ma już uzasadnienia dla powszechnych świadczeń publicznych i nic się nikomu nie należy z racji obywatelstwa – sami jesteśmy odpowiedzialni za całość swojego życia. Gigantyczne różnice w dochodach i rosnąca przepaść między bogatymi i biednymi pokazuje tylko zróżnicowanie ludzkich charakterów i osobowości. Nowy porządek ma swoich zwycięzców i przegranych, tryumfatorów i tych, którzy mieli pecha. Na zwycięzców czeka bogactwo, wpływy i prestiż społeczny. Biedni zostają pozostawieni sami sobie, bez szacunku, komfortu i możliwości wpływu na otoczenie. Pozostaje im tylko liczyć na łaskę beneficjentów nowego ładu.

Spektakl akcji charytatywnych i odświętnej dobroczynności ma właśnie wypełniać lukę, która powstała po likwidacji opiekuńczych funkcji państwa. Warto zwrócić uwagę, że to właśnie najbogatsi Polacy i ich ideolodzy od wielu lat lobbują na rzecz niższych podatków, cięć socjalnych i wycofywania się państwa z funkcji opiekuńczych. Ich krytyka państwa jest samospełniającą się przepowiednią. Najpierw naciskają na ograniczenie sektora publicznego, a potem z satysfakcją konstatują jego niewydajność. Gdy zanika państwo, rozrasta się obszar dla indywidualnej dobroczynności. Wtedy bogaci łaskawie pochylają się nad biednymi, dowodząc swojej szczodrości i dobrego serca. Nie dość, że umieli się wzbogacić, dowodząc swojej wyższości nad szarym tłumem, to jeszcze potrafią zdobyć się na akt litości wobec "nieudaczników". Szeroko zakrojone akcje charytatywne są najlepszym świadectwem radykalnego podziału społeczeństwa – na tych, którzy mogą sobie pozwolić na łaskawy dar, będący potwierdzeniem ich wyższego statusu społecznego, oraz resztę, która ten dar z powodu tragicznej sytuacji materialnej musi przyjąć, niezależnie od upokorzenia, które się z tym wiąże.

Warto zwrócić uwagę, że choć państwo w coraz większym stopniu ogranicza swoją pomoc, nadal akcje charytatywne stanowią minimalny ułamek wydatków z sektora publicznego. Przykładowo największa coroczna impreza charytatywna, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która aktywizuje dziesiątki tysięcy Polaków i jest nagłaśniana przez wszystkie największe media, w minionym roku zebrała około 30 milionów zł. Oczywiście te pieniądze niewątpliwie pomogą wielu polskim dzieciom, niemniej jednak jest to kwota mniejsza niż 0,1% rocznych składek na Narodowy Fundusz Zdrowia (w minionym roku sięgnęły one blisko 40 miliardów zł). Innymi słowy akcja Owsiaka stanowi minimalną pomoc, a mimo to jej zbieraniu towarzyszy wielki aplauz i przekonanie organizatorów o dużej skali niesionej pomocy. Podobnie symboliczna jest pomoc organizacji związanych z kościołem katolickim. Mają one świadczyć o rzekomej dobroczynności kleru, tymczasem pomoc charytatywna fundacji katolickich jest wielokrotnie niższa od środków, które kościół otrzymuje z budżetu państwa.

Niezwykle charakterystyczny jest sposób, w jaki przedstawiani są adresaci akcji charytatywnych. Zazwyczaj są to mianowicie dzieci. Tyczy się to tak Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, jak i wielu innych fundacji: TVN, Polsatu czy Polskiej Akcji Humanitarnej. Dzieci są prezentowane jako istoty niewinne i bezbronne, bez podmiotowości i praw, jak też bez własnych oczekiwań. Przedstawia się je jako ofiary bezosobowego losu, a ich tragiczna sytuacja nie ma budzić buntu, lecz litość. Mogą one co najwyżej upraszać się o zapomogę, a więc występować w roli obiektu współczucia. Trudno się temu dziwić, gdyż najlepszym sposobem, by pozyskać wsparcie dla działalności charytatywnej jest wzbudzenie uczucia litości wobec tych, do których adresowana jest pomoc. Gdy swego czasu liderzy SLD jeszcze wspominali o dzieciach buszujących po śmietnikach, natychmiast posądzono ich o "upolitycznienie dramatu ludzkich istot". Ubóstwo dzieci jest przedstawiane jako pozbawione związku z przemianami systemowymi i decyzjami politycznymi.

Dlatego, mimo szumu medialnego, mało kto zwraca uwagę na poniżające warunki, w jakich znajdują się adresaci akcji charytatywnych i na przyczyny patologicznych zjawisk. W obrazach wykorzystywanych przy promowaniu akcji charytatywnych nie tylko ukrywany jest okrutny i skrajnie niesprawiedliwy wymiar polskiego kapitalizmu, ale na dodatek z masowej nędzy i wykluczenia czyni się jego atut. Neoliberalny kapitalizm okazuje się obszarem autentycznego miłosierdzia, zaś bieda, zamiast wzbudzać oburzenie i sprzeciw, staje się zachętą do nieustającego karnawału dobroczynności. Wydaje się ona złym, ale naturalnym zrządzeniem losu, na które nie można zaradzić.

W tym spektaklu litości bardzo istotną rolę odgrywa kler katolicki. Kościół odrzuca państwowe formy walki z nędzą, ponieważ z jego perspektywy rodzą one pychę. Bieda jest potrzebna, aby móc w jej obliczu pomedytować nad marnością człowieka i zwrócić się do boga o pomoc. Istnienie nędzy daje też pole dla miłosiernej dobroczynności i stąd też kler, podobnie jak reprezentanci biznesu, wyżej ceni akcje charytatywne od pomocy publicznej. Wszelkie formy niesprawiedliwości są tłumaczone jako skutki ułomności ludzkiej natury i wyzwanie dla pokrzywdzonych, aby nie zwątpili w bożą łaskę.

W społeczeństwie litości istotną rolę odgrywają też święta, na czele z Bożym Narodzeniem. Podobnie jak wielkie akcje charytatywne, wiążą się one z olbrzymią aktywizacją indywidualnej dobroczynności i stanowią zbiorowy akt łaski wobec najuboższych. "Wigilia to taki dzień, w którym wszyscy powinniśmy pamiętać o wszystkich" – rzekł premier Donald Tusk, odwiedzając w tegoroczne święta bezdomnych. Innymi słowy Wigilia jest tak szczególnym świętem, że nawet władza publiczna interesuje się najbiedniejszymi. Oczywiście premier nie przedstawił żadnego programu pomocy najuboższym. Ta wypowiedź Tuska jest zresztą bardzo znamienna, bo pokazuje, jaką funkcję ma pełnić państwo w nowym typie ładu społecznego. Jego zadaniem nie jest mianowicie eliminacja bezdomności i ubóstwa, a jedynie arbitralna i jednorazowa pomoc dla wybranych. W ten sposób samo państwo staje się organizacją charytatywną – nic nikomu się od niego nie należy. Może ono pomóc, kiedy jego najwyżsi urzędnicy mają gest i zdobywają się na akt litości wobec biedoty. Dlatego, chociaż kolejne rządy obcinają środki na politykę społeczną, gesty indywidualnej dobroczynności są coraz efektowniejsze.

Na przykładzie akcji Jurka Owsiaka czy eksplozji świątecznej dobroczynności widać też, że akcje charytatywne konserwują zastany ład społeczny. Zarówno rozmach jak i liczebność akcji charytatywnych doskonale ilustrują skalę polskiej biedy i nieszczęścia. W jednej z telewizyjnych reklam ten sam głos zachęcał do wsparcia akcji dożywiana uczniów szkół podstawowych, równocześnie informując, iż 30% dzieci w Polsce nie dojada. Ten przerażający fakt nie był jednak przedstawiany jako przejaw skrajnej niesprawiedliwości istniejącego porządku i nie zachęcał do radykalnych zmian istniejącego status quo. Wręcz przeciwnie, obraz dziecięcego ubóstwa miał uwiarygodnić spektakl dobroczynności i zmobilizować społeczne zasoby współczucia. Warto zwrócić uwagę, że dawcami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, podobnie zresztą jak i np. Caritasu, są często ubodzy ludzie, którzy dają po kilka złotych dla ludzi w ich przekonaniu jeszcze bardziej potrzebujących pomocy. Należy docenić gest tysięcy ubogich Polaków, niemniej jednak społecznie pełni on funkcje konserwowania istniejącego porządku. Oto bowiem biedni ludzie pomagają innym ubogim, kanalizując w ten sposób swoje poczucie niezadowolenia. Akcja Owsiaka staje się jedyną okazją dla wielu Polaków do wyrażenia swojej solidarności z biednymi, ale też do udowodnienia sobie, że samemu nie jest się na dnie hierarchii społecznej. Jeżeli daję komuś kilka złotych, to znaczy, że sam nie wymagam pomocy, nie jestem na marginesie, coś znaczę. W ten sposób ludzie łatwo dowartościowują się, mając poczucie dobrze wykonanego obowiązku obywatelskiego i zarazem rezygnując choćby z refleksji nad tym, czy sam fakt istnienia akcji charytatywnych nie świadczy o niesprawiedliwości ładu społecznego. Zewsząd jednak słyszą, że bieda i niedofinansowanie służby zdrowia są koniecznościami, z którymi trzeba się pogodzić, a którym można przeciwdziałać jedynie poprzez pomoc charytatywną.

Aby przekroczyć horyzont społeczeństwa litości, trzeba przezwyciężyć dogmaty, na których się ono opiera. Pokazać, że przyczyną masowej nędzy i rozwarstwienia nie jest zły los, ani zróżnicowanie indywidualnych talentów, ale przede wszystkim niesprawiedliwe rozwiązania w polityce społeczno-ekonomicznej kolejnych władz. Demokratyczne państwo nie może uzależniać życia i zdrowia swoich obywateli od niczyjej łaski. Dostęp do podstawowych dóbr i usług powinien być prawem obywatelskim, a nie wynikiem dobrej woli uprzywilejowanych elit. W tym sensie akcje charytatywne nie powinny mieć znaczenia jako droga do zaspokojenia elementarnych potrzeb obywateli. Innymi słowy chodzi nie o to, aby zmniejszać lub zwiększać zakres akcji charytatywnych, ale aby znieść warunki, które czynią akcje charytatywne istotnymi.

Piotr Szumlewicz

Tekst ukazał się na stronie ww.lewica.pl

Dodano dnia:11 marca 2008

Niedawno opublikowane