Jacek Uglik

Prawosławie i katolicyzm oczyma Fiodora Dostojewskiego

Uniwersytet Zielonogórski

Ścieranie się obu idei, z których to katolicyzm w oczach pisarza był złą i zwalczaną, żywe jest w wielu epizodach powieściowych, ale także w licznych publicystycznych wystąpieniach Dostojewskiego. Autor Idioty za wszelką cenę pragnął wykazać marność chrześcijaństwa zachodniego przy jednoczesnej apoteozie prawosławia. Ta antytetyczna para jest bardzo jaskrawa, żaden inny spór nie określa bowiem stanowiska Dostojewskiego tak wyraźnie. Ujmując rzecz lapidarnie: katolicyzm jest zły! Wraz z nim zły jest protestantyzm, „wiara protestująca i jedynie n e g a t y w n a, i niech tylko zniknie z ziemi katolicyzm, a zniknie w ślad za nim na pewno i protestantyzm, bo nie będzie miał przeciw czemu protestować, zamieni się w jawny ateizm i na tym się skończy” [1] . Dostojewski odmawiał obu odłamom zachodniego chrześcijaństwa duchowości, twierdząc, że religie te nie mają nic wspólnego z Chrystusem, jako że osiadły w rozumie:

[...] katolicyzm jest religią wypaczoną przez racjonalizm. Rozumowe poszukiwania Boga doprowadziły Zachód najpierw do protestantyzmu, a następnie do zastąpienia Boga-Człowieka Człowiekiem-Bogiem, czyli nową religią – ateizmem, a ten z kolei zrodził myśl socjalistycz-ną. Prawosławie nigdy racjonalizmowi nie uległo i dlatego jest religią najbliższą Bogu [2] .

Potwierdzeniem naszych słów będzie też fragment książki Lilianny Kiejzik:

Europejskie chrześcijaństwo jest identyczne z nauką, gdyż także opiera się na rozumie. [...] Katolicyzm zastosował racjonalną hermeneutykę tekstu świętego, zastąpił więc słowo Boże zrozumiałym słowem ludz-kim. W konsekwencji nastąpiła desakralizacja wiary i tradycji [3]

Nader często, podejmując się rozważań na tematy religii u Dostojewskie-go, badacze nawiązują do koncepcji Aleksego Chomiakowa, który „tak opisuje różnice dzielące trzy chrześcijańskie wyznania: Podporządkujcie się i wierzcie w moje dekrety – to jest głos Rzymu. Bądźcie wolni i postarajcie się stworzyć dla siebie jakiekolwiek wyznania – tak mówi protestantyzm. A Kościół [czytaj: prawosławie – J.U.] woła do swoich: Umiłujmy się wzajemnie, abyśmy jednomyślnie wyznali Ojca i Syna, i Świętego Ducha. [...] Chomiakow w swojej kry-tyce Kościoła rzymskokatolickiego i protestantyzmu wykorzystuje jako punkt odniesienia zasadę soborowości (wspólnotowości), a mianowicie połączenie jedności i wolności, oparte na miłości do Boga i Jego prawdy, i na wzajemnej miłości wszystkich kochających Boga. W katolicyzmie Chomiakow znajduje jedność bez wolności, a w protestantyzmie wolność bez jedności. [...] Jedni boją się utracić jedność Kościoła, drudzy boją się utracić swoją wolność. Jednak jedni i drudzy myślą o rzeczach niebieskich w sposób ziemski”  [4] . Przyjmuje się, że zdaniem Dostojewskiego owa jedność w katolicyzmie odbywała się na drodze przemocy: wierni zostali podporządkowani rygorom rozumu, władzy papieża i dogmatu. Kościół katolicki nie opiera się więc na miłości, ale władzę swą nad wiernymi zasadza na mieczu i mieczem rządzi. Nakazy i zakazy niszczą wspólnotę, tworząc posłuszne marionetki, którymi Rzymowi łatwiej jest sterować [5].. Skoro Kościół zachodni opiera się na rozumie, to w rzeczy samej odchodzi od Chrystusa, odrzuca go i przemienia się w ateizm, w ten sposób pisarz łączy katolicyzm i socjalizm [6] – obie te religie przenika bowiem rozum, a jeśli rozum, to konieczność, zatem zaprzeczenie wolności, tymczasem „chrześcijaństwo nie jest niczym innym, jak wolnością w Chrystusie” [7] . W katolicyzmie na miejscu Chrystusa ustawiony jest papież, zatem w innym wymiarze Boga-
 Człowieka zastąpił Człowiek-Bóg, co spowodowało, że

w połowie zachodniej Państwo w końcu zupełnie zwyciężyło Kościół. Kościół przestał istnieć i przeistoczył się ostatecznie w Państwo. Zjawiło się papiestwo – dalszy ciąg starożytnego imperium rzymskiego w nowym wcieleniu. Natomiast we wschodniej połowie Państwo zostało pokonane i zburzone mieczem Mahometa i pozostał tylko Chrystus, już oddzielony od Państwa . [8]

Na Zachodzie dokonano sprzedaży Chrystusa w zamian za królestwo ziemskie, władane przez papieży [9] . Katolicyzm zaprzedał się szatanowi, gdyż uległ jego trzeciej pokusie (władzy). Ogarnięci pychą i żądzą władzy hierarchowie tego Kościoła zechcieli wybudować państwo na ziemi i tym różnią się od prawosławia według wykładni myślicieli reprezentujących idee słowianofilstwa, w tym Do-stojewskiego, oddanego Chrystusowi, któremu to prawosławiu pragnienie wła-dzy było obce. Katolicyzm ze swoim formalizmem doprowadzał do panowania atomizmu społecznego, znikała wspólnota, a na jej miejsce przychodziło rozdarcie. Odnowę moralną mogło przynieść tylko prawosławie, nadzieja Europy na odnalezienie własnej tożsamości i powrót do źródła wszelkiego życia – Chrystusa. Prawosławie ma się stać religią powszechną, ale dojdzie do tego, wówczas, gdy z areny dziejów usunięte zostaną katolicyzm i protestantyzm, kojarzone przez Dostojewskiego z Francją i Niemcami:

Francja [...] jest narodem w pełni, całkowicie katolickim, cała zarażo-na duchem katolickim i jego literą. [...] Z drugiej strony [...] stary pro-testantyzm, od dziewiętnastu już wieków protestujący przeciw Rzy-mowi i jego idei, starożytnej pogańskiej i odnowionej katolickiej, przeciw jego zachłannej myśli zawładnięcia człowiekiem na całej ziemi, moralnie i materialnie. [...] A przecież nie zawadzi zaznaczyć przynajmniej nawiasowo, że przez całe dziewiętnaście wieków swego istnienia Niemcy, które nic tylko protestowały, same swego n o w e g o s ł o w a wcale jeszcze nie wyrzekły, ale żyły przez cały czas samą tylko negacją i protestem przeciw swemu wrogowi [...] [10] .

Intencja jest nader wyraźna: gdyby Dostojewski nawet zechciał nagle zmienić front, to nie uda się odwrócić słów wypowiedzianych pod adresem zachodniego chrześcijaństwa, które w jego mniemaniu jest złe, jest ideą czysto negatywną i pozbawioną jakiejkolwiek wartości. Autor Braci Karamazow, rozczarowany światem zewnętrznym, coraz większym aplauzem dla tematów socjalistycznych i ateistycznych, skłaniał się ku religii miłości pozbawionej jakiegokolwiek ziemskiego pośrednictwa, tęsknił za prostym kontaktem z Chrystusem, i tutaj należy szukać jego niechęci, nienawiści wręcz, skierowanej w stronę katolicy-zmu będącego religią zinstytucjonalizowaną. Winę za całe zło ponosi Kościół zachodni, on wtrącił ludzi w grzech, ulegając „pokusie władzy ziemskiej, tak że samo zdemaskowanie tego grzechu automatycznie prowadzi do zwycięstwa nad złem i ustanowienia Królestwa Bożego na ziemi [...]” [11] . Oddając się rozkoszom ziemskim, czynimy nasze szczęście fałszywym i marnym, bo mija ono wraz ze śmiercią; katolicyzm, zaprzedając się doczesnym bogactwom, staje naprzeciw Chrystusa, gdyż On żyje ponad śmiercią i nie ma Go tam, gdzie jest tylko żądza posiadania. Wniosek jest więc oczywisty: Chrystus i katolicyzm nie idą w parze – Kościół zachodni niesie w sobie kłamstwo (zamyka człowieka w formach, oddala od gleby i Boga, zamyka przed nim bramę do tworzenia wspólnoty z innymi ludźmi oraz jedności ze światem).

Dostojewski, ogarnięty obsesyjnie obowiązkiem wręcz wykazywania zła tkwiącego w katolicyzmie, zdawał się zapominać o formie wypowiedzi i przy każdej nadarzającej się okazji wplatał – bądź to w wypowiedzi własne, bądź w wypowiedzi swych bohaterów – te same niewyszukane zarzuty pod adresem chrześcijaństwa zachodniego:

Jest to niechrześcijańska wiara, po pierwsze! – zaczął znów mówić książę [Myszkin] w niezwykłym wzburzeniu i nad miarę ostro. – To po pierwsze, a po drugie, katolicyzm rzymski jest nawet gorszy od samego ateizmu, takie jest moje zdanie! [...] Ateizm głosi tylko nicość, a katolicyzm idzie dalej: głosi Chrystusa sfałszowanego, zakłamanego i zbezczeszczonego. [...] Papież zagarnął ziemię, tron ziemski i ujął miecz w rękę. [...] Wszystko sprzedano za pieniądze, za podłą władzę świecką. Czyż to nie jest nauka Antychrysta?! Jakże miał od nich nie wyjść ateizm?  [12].

Nachalność Dostojewskiego w przekonywaniu o złu katolicyzmu obraca się przeciw niemu oraz idei, którą całym sobą broni. Jako wyznawca prawosławia winien być człowiekiem pełnym miłości i zrozumienia dla błądzących, tymczasem rosną w nim coraz większa frustracja, agresja i fanatyzm. W efekcie staje się zupełnie nieprzekonujący w swym dowodzeniu. Niechby nawet świat był ułożony podług mniemań pisarza, szkopuł jednak w wulgarnym języku, co prowadzi do wykruszania się jego zwolenników: człowiek z natury dobry stanie po stronie atakowanego, a tym jest tutaj chrześcijaństwo Zachodu, któremu w swym zapamiętaniu nie znającym granic Dostojewski nie pozwala na obronę. Nie jest też do końca sprawiedliwy, gdyż zarzuty, jakie wysuwa, kierowane są pod adresem Kościoła katolickiego – instytucji, a nie wiernych tego Kościoła. Zdawałoby się, że powinien koniecznie położyć akcent na to rozróżnienie, przecież apoteozując Kościół prawosławny, rozumiany jako wspólnota ludzi, wychodzi naprzeciw Kościołowi powiązanemu z caratem – nie wychwala więc pisarz w swych dziełach Cerkwi oficjalnej, ale Cerkiew ludową, tę reprezentowaną przez starca Zosimę. Jasne było i jest, że nie z Cerkwi zależnej od caratu, ale z Cerkwi złączonej z glebą oraz ideałem Chrystusa Ewangelii narodzić się miało braterstwo – tylko ta Cerkiew stanowiła pozytyw i zarazem biegunowe przeciwieństwo sformalizowanego katolicyzmu.

Momentem ważnym dla słowianofilów i poczwienników, w tym Dosto-jewskiego, były reformy przeprowadzone przez cara Piotra I. Wtedy właśnie przekonano się, że w Rosji, wraz z wejściem w obręb jej kultury zachodniej optyki postrzegania świata stworzonego, zaczyna niszczeć... Rosja – jej tradycja, religia, narodowość. Stąd zaistniał gwałtowny opór pewnych sfer inteligencji wobec przenikania pierwiastków zachodniej kultury na Wschód, do Rosji, wobec wcielania jej w europejskie granice i prób łączenia ze spuścizną antyczną. Kołom inteligencji, idealizującym prawosławie, trudno było pojąć Zachód z jego zsekularyzowanym rozumem, na którym opierała się religia katolicka, będąca przez ów rozum religią fałszywą. Prawosławie, wrogo nastawione wobec dociekań rozumowych, znalazło obrońcę w poczwiennikach nawołujących do zwrócenia na powrót oczu ku ziemi i ludowi, przechowującemu w sobie wiarę prawdziwą – czyli prawosławie. Człowiek może sięgnąć do Boga, może się z Bogiem połączyć w duchu, jednak pragnienie jego spełni się tylko dzięki Bogu, a nie skończonemu rozumowi – stąd niemożność wyrażenia zgody na katolicyzm. Pomiędzy człowiekiem a Bogiem istnieje nić łącząca – jest nią Chrystus, który zgodnie z wykładnią Maksyma Wyznawcy miał dwie natury i dwie wole, boską i ludzką. Chrystus będący ogniwem spajającym człowieka z Bogiem staje się zarazem wzorem dla tegoż człowieka pragnącego służyć Stworzycielowi. Prawosławie Dostojewskiego to Chrystus, znak Boga na ziemi. Bez Chrystusa wskazującego drogę niemożnością byłoby odnalezienie siebie w Bogu, gdyż jako istota skończona, ograniczona, pozostaje uwięziony w granicach świata materii, z którego wyjście wiedzie tylko przez Chrystusa mającego w sobie Boga.

Wiek XIX to czas unicestwiania Boga, czas znoszenia Go, panowania filo-zofii Ludwika Feuerbacha oraz idei socjalistycznych. Bogobójcy przychodzili z Zachodu, Zachód zaczęto postrzegać jako źródło zła, toteż Dostojewski postanowił podjąć polemikę z koncepcjami sławiącymi człowieka i przy współ-udziale prawosławia pokonać je. Pisarz nie mógł się godzić na rozłączenie człowieka z Bogiem, dlatego dążył do budowy jakiejś alternatywnej koncepcji, koncepcji humanizmu prawosławnego, który nie odsuwałby Boga. Rzecz być może udałoby się doprowadzić do szczęśliwego finału, gdyby nie to, że autor Biesów brnął na oślep, realizując swe zamiary, i w pewnym momencie zaprzeczył sam sobie, oto bowiem wywyższył Boga, ale tylko Boga prawosławnego, rosyjskiego, a zniszczył Boga katolickiego, judaistycznego, protestanckiego. W imię specyficznie pojętego humanizmu wyciągnął dłoń do człowieka, ale człowieka zastygłego w prawosławiu; tą samą dłonią odepchnął natomiast człowieka Zachodu, jako obcego i niemieszczącego się w ramach prawosławia – Polaka, Żyda, Francuza, Niemca. W pewnym momencie dla Dostojewskiego wszystko, co nie było Rosją, było mu wrogie – a to już nie ma nic wspólnego z humanizmem. Autor Braci Karamazow nie pozostawiał wyboru – a właściwie istniała jedna jedyna alternatywa: prawosławie albo wojna: Nie jest Rosjaninem ten, kto nie uznaje konieczności zajęcia Konstantynopola” [13] . Mógł Dostojewski pragnąć soborowości reprezentowanej w jego mniemaniu przez prawosławie, ale co to za soborowość, która narzucana jest ogniem i mieczem?

Utracony obraz Chrystusa zachował się w całym blasku czystości w Prawosławiu. Ze Wschodu też zabrzmi nowe słowo świata wobec nadchodzącego socjalizmu – słowo, które może znów ocalić miesz-kańców Europy. Oto misja Wschodu, oto w czym tkwi dla Rosji kwe-stia wschodnia. [...] Ale do takiego zadania Rosji potrzebny jest Kon-stantynopol, ponieważ jest ośrodkiem świata wschodniego. Rosja już wie o sobie, ze swoim ludem i carem na czele, że jest tylko nosicielką idei Chrystusowej, że słowo Prawosławia zamienia się w niej w wielkie dzieło, że to dzieło wraz z obecną wojną już się zaczęło, a przed nią są jeszcze wieki trudów ofiarności, krzewienia braterstwa narodów i gorącego macierzyńskiego służenia im jak swoim drogim dzieciom [14].

Dostojewski widział, że Zachód nie da się oderwać od własnej tradycji, od znienawidzonego przez poczwienników Rzymu, i woli trwać w swym katolicyzmie (jedność bez wolności) oraz protestantyzmie (wolność bez jedności). Mimo to uważał, że droga Zachodu jest zła, a ideał Zachodu fałszywy, więc skoro nie chcą dobrowolnej soborowości w objęciach prawosławia, trzeba ich do niej przymusić. W ten sposób Dostojewski zniweczył i prawosławie, i człowieka, i Boga, wykpiwając bowiem i szydząc ze wszystkiego, co nierosyjskie, zwrócił się przeciw ideom miłości i wolności:

[...] Katolicyzm już od dawna uważa, że stoi ponad całą ludzkością. [...] Raz, gdy mu to było potrzebne, sprzedał Chrystusa za ziemskie władztwo. Ogłosiwszy za dogmat, że chrześcijaństwo na ziemi nie może się utrzymać bez ziemskiej władzy papieża, proklamował tym samym Chrystusa nowego, odmiennego niż dawniej, Chrystusa, który się skusił na trzecie kuszenie szatana, na królestwo ziemskie: Wszystko oddam tobie, pokłoń mi się! [15]..

Pisarz odrzuca katolicyzm jako formę sprawowania rządów na ziemi w imię Boże. Zwraca się przeciw klerowi, jednak niekiedy zdaje się nad własnym wzburzonym sercem nie panować i występuje po prostu przeciw narodom uwikłanym, jeśli można tak to ująć, w katolicyzm. Dostrzega zło w dogmacie o nieomylności papieża, zwraca na to uwagę i pragnie powrotu do Chrystusa Ewangelii, Chrystusa, który jest jakoby przechowywany w prawosławiu, w ludzie rosyjskim. Niechby i tak było! Nie sposób piętnować pisarza za to. Jednakże nie może on nawracać siłą tych, którzy tego sobie nie życzą; wszak z tego, że hierarchia kościelna jest pazerna i ogarnięta pychą, nie należy wnioskować, iż wyzbyci wartości są wierni Kościoła katolickiego czy też wyznawcy innych wspólnot.

Łączenie wspólnot w imię powszechnej soborowości, jako pewna koncepcja naprawy zła na świecie, zła polegającego na odejściu od Boga, ma sens i jest ze wszech miar pożądane. Dostojewski dąży do Kościoła jako wielkiej jedności, wspólnoty wspólnot, chce – odwrotnie niż ma to miejsce w katolicyzmie, gdzie państwo, czyli władza, usiłuje podporządkować sobie Kościół – by to Kościół, w imię Chrystusa, wchłonął w siebie państwo – to była idea prawosławna. Kiedy autor Biesów głosi hasło powrotu do gleby, to, innymi słowy, głosi hasło powrotu do Prawosławia, tyle że pragnąc powrotu, zaraz pisze takie zdanie: „Cały prawosławny Wschód powinien być podległy carowi prawosławnemu” [16] – nie dość, że narzuca swą ideę całemu Wschodowi, to zapewne wbrew sobie wstępuje na drogę zachodnią, gdzie katolicyzm podporządkowany zostaje papieżowi; wszak oddaje swe umiłowane prawosławie w ręce cara, zatem i tutaj, we wschodnim chrześcijaństwie, zostaje pominięty Chrystus.

Poczwiennicy wraz z Dostojewskim pojmowali prawosławie jako religię „najpełniej wyrażającą idee nauki Chrystusa” [17] , co oznacza, że stanowili zamknięty i raczej niereformowalny krąg, a jeśli już, to w stronę negatywów – kiedy byli skłonni oddać prawosławie carowi. Niereformowalny krąg dlatego, że wraz z pełnią wyrażanej nauki Chrystusa zamykali się świadomie na warto-ści innych, płynących ze Wschodu i z Zachodu religii:

Prawosławie, czyli forma wiary Chrystusowej, jest początkiem naszej moralności i naszego sumienia, a zatem podstawą siły społecznej, nauki, wszystkiego [18]

Prawosławie jako alfa i omega, wedle poczwienników, nie potrzebuje otwarcia się na świat: może cię wchłonąć, a skoro jest w s z y s t k i m, przestajesz w nim być człowiekiem, a stajesz się marionetką, której wzrok wpatrzony jest w ich religię, czyli w tych (bezimiennych), którzy fanatycznie przekonują, że prawosławie jest w s z y s t k i m – przecież ono samo nie żąda dla siebie pochłonięcia świata, żądają tego ludzie, którym bliska przestaje być bliskość drugiego człowieka. Oni występują przeciw zapośredniczaniu relacji człowiek–Bóg (mówiąc o papieżu), gdy tymczasem w miejsce zbędnego papieża stawiają inne zapośredniczenie – bądź to cara, bądź też kogoś, kto przypomina, że pra-wosławie jest w s z y s t k i m, co znaczy, że człowiek, miast sięgać modli-twą do Boga, najpierw spełnia zobowiązania wobec Jego, zupełnie zbęd-nych, pośredników (odgrywających rolę papieża). Takimi pośrednikami, strażnikami w s z y s t k o ś c i prawosławia – gdyby im się udało – mogliby być sami poczwiennicy, dlatego nie bez powodu poeta Czesław Miłosz powiedział, że Dostojewski, żyjąc w wieku dwudziestym, mógłby przeobrazić się w stalinistę [19]. Religia to wyznanie miłości Bogu; i nie jest ważne, czy to Bóg katolicki, prawosławny, czy muzułmański – ważne jest umiłowanie Go. Każde inne jej zadanie (wszystkość, podbijanie świata w imię lepszego jutra) sprawia, że staje się ona rzeczą podejrzaną i dość ponurą.

[1] F. Dostojewski, Dziennik pisarza, t. 3, przeł. M. Leśniewska, Warszawa 1982, s. 10.

[2] A. de Lazari, W kręgu Fiodora Dostojewskiego. Poczwiennictwo, Łódź 2000, s. 142.

[3] L. Kiejzik, Włodzimierz Sołowjow, Zielona Góra 1987, s. 48..

[4] M. Łosski, Historia filozofii rosyjskiej, przeł. H. Paprocki, Kęty 2000, s. 38–40; zob. też A. Chomiakow, Katolicyzm, protestantyzm, prawosławie, [w:] A. Walicki (red.), Filozofia i myśl społeczna rosyjska 1825–1861, Warszawa 1961.

[5] Zob. także: M. Bierdiajew, Mirosoziercanije Dostojewskogo, Praga 1923

[6] Związki między obiema tymi ideami (katolicyzmu i socjalizmu) są obecne w kilku książkach Dostojewskiego (m.in. w Biesach, Idiocie i Braciach Karamazow), ale również w pracach badaczy, choćby u M. Bierdiajewa, który pisał: „Uderzająca jest analogia pomiędzy katolicyzmem a socjalizmem, tymi dwiema przeciwstawnymi ideami. I tu i tam odrzucenie wolności sumienia, i tu i tam przymuszenie do dobra i cnoty, i tu i tam przymusowy uniwersalizm i przymusowe zjednoczenie ludzi, i tu i tam organizacja życia nie dopuszczająca swobodnej aktywności ludzkich sił. Państwo socjalistyczne nie jest świeckie, lecz wyznaniowe, podobne do państwa katolickiego, istnieje w nim panujące wyznanie, a pełnię praw posiadają jedynie ci, którzy należą do panującego wyznania. Państwo socjalistyczne uznaje tylko jedną prawdę, do której siłą doprowadza ludzi, nie pozostawiając wolności wyboru” (cyt. za M. Bohun, Fiodor Dostojewski i idea upadku cywilizacji europejskiej, Katowice 1966, s. 64).

[7] M. Łosski, Historia filozofii rosyjskiej, op.cit., s. 35.

[8] F. Dostojewski, Dziennik pisarza, t. 3, op.cit., s. 421.

[9] Zob. ibidem, t. 2, s. 92.

[10] Ibidem, t. 3, s. 8–9.

[11] S. Hessen, Studia z filozofii kultury, Warszawa 1968, s. 128.

[12] F. Dostojewski, Idiota, przeł. J. Jędrzejewicz, Warszawa 1979, s. 605.

[13] F. Dostojewski, Z notatników, przeł. Z. Podgórzec, Warszawa 1979, s. 299.

[14] F. Dostojewski, Dziennik pisarza, t. 3, op.cit., s. 322–323.

[15] Ibidem, s. 91

[16] F. Dostojewski, Z notatników, op.cit., s. 335.

[17] A. de Lazari, W kręgu Fiodora Dostojewskiego..., op.cit., s. 113.

[18] F. Dostojewski, Z notatników, op.cit., s. 83..

[19] Zob. Dostojewski badał choroby ducha. Z Czesławem Miłoszem rozmawiają C. Gawryś i J. Majewski, „Więź” 2000, nr 3, s. 17.

Dodano dnia:13 lutego 2009

Niedawno opublikowane