Piotr Żuk

O pozornych wolnościach i realnej kontroli społecznej

Piotr Żuk,

Uniwersytet Wrocławski

Poszukując czynników powstrzymujących pojedyncze osoby oraz całe zbiorowości przed przekraczaniem istniejących porządków społecznych, zazwyczaj wskazuje się na wpływ dwóch ponadjednostkowych wytworów ludzkich: struktury i kultury.

I choć zarówno jedna, jak i druga siła pozostają zazwyczaj w ukryciu i są niewidoczne z perspektywy wiedzy potocznej, to jednak przejawiają się w życiu każdej osoby w postaci odczuwalnych interesów i ideologii broniących określonych wartości. Owe interesy i wartości nie zawsze muszą być uświadomione – ale nawet wówczas (a może szczególnie wtedy) wpływają na zachowania i wybory ludzi. Nieświadomość własnych interesów i społecznego charakteru uznawanych zasad moral¬nych, wartości i wygłaszanych poglądów nie świadczy bowiem o tym, że pozostają one autonomiczne i neutralne wobec charakteru społeczeństwa, w którym występują. Pokazuje jedynie cechy owego społeczeństwa i osób w nim żyjących – o tym, na ile model społeczeństwa pozwala ludziom wpływać na kształt ładu, w którym żyją, i dokonywać przemyślanych wyborów. Jak przypominał Marks, „ludzie sami tworzą swoją historię, ale nie tworzą jej dowolnie, nie w wybranych przez siebie okolicznościach, lecz w takich, w jakich się bezpośrednio znaleźli, jakie zostały im dane i przekazane” [1].. I choć zakres ludzkich wyborów ograniczony jest również kontekstem historyczno-społecznym, to jednak ów kontekst nie stanowi abstrakcyjnego i bezkształtnego fatum wychodzącego poza działanie i zrozumienie człowieka – jest on także wytworem ludzkim, tyle że wcześniejszych pokoleń, które kształtowały społeczny świat, zanim my pojawiliśmy się na publicznej scenie wydarzeń.

Dyskursy dominujące we współczesnych społeczeństwach poprzez podkreślanie szerokiej gamy wyborów dostępnych jednostce starają się ukazywać rzekomo nieograniczoną swobodę oferowaną przez rynek. Zazwyczaj są to jednak tylko wybory konsumpcyjne, niemające wiele wspólnego z fundamentalnymi wyborami człowieka, które wpływałyby na charakter i model społeczeństwa. Wybory konsumpcyjne i oferowana „wolność konsumpcyjna” pozostają całkowicie obojętne wobec istniejącego ładu i zupełnie pozbawione kontekstu społecznego – bez względu na to, co wybierze jednostka z szerokiej gamy ofert, nie będzie to miało żadnego wpływu na kształt społeczeństwa. Odnosi się to nie tylko do codziennych zakupów, lecz także do wyborów dotyczących produktów znajdujących się na rynku stylów życia, komercyjnych ofert wyborczych czy też modnych przekonań o świecie.

Albowiem choć na poziomie indywidualnym wybór spośród różnych szyldów i opakowań znajdujących się w głównym nurcie kulturowo—politycznym może sprawiać wrażenie (podobnie jak zakupy w hiper¬markecie) aktu autonomicznego, to w skali makro okazuje się nic nie znaczącym dla rozwoju wydarzeń społecznych zachowaniem. Jak pisał Marcuse: „Wolny wybór panów nie znosi panów i niewolników. Wolny wybór spośród szerokiej różnorodności dóbr i usług nie oznacza wolności, jeżeli te dobra i usługi podtrzymują społeczną kontrolę nad życiem w znoju i strachu – to znaczy, gdy utwierdzają alienację. A spontaniczne odtwarzanie przez jednostkę z góry narzuconych potrzeb nie ustanawia autonomii; świadczy tylko o skuteczności kontroli” [2].

Aby wybory dokonywały się w ustalonych i przewidywalnych ramach istniejącego ładu, system społeczny wytwarza szereg zabezpieczeń. Można powiedzieć, że jedną z gwarancji utrzymania status quo w społeczeństwie rynkowym jest sprawna symbioza rynku i państwa. Rynek odpowiada za ład w strukturze społecznej, natomiast państwo, sprowadzone do roli policjanta, czuwa nad tym, aby nie dochodziło do wyborów przekraczających logikę rynku i tym samym propaguje „kulturę legalizmu”. Kto ma większą skłonność do zachowań zgodnych z dominującymi wzorcami kulturowymi? W badaniach przeprowadzonych w ostatnich latach, okazuje się, że Polsce – podobnie jak w innych społeczeństwach oraz w zgodzie z opisami klasyków myśli społecznej - w sferze przekonań ekonomicznych konformistami okazują się ludzie ze środkowych warstw społeczeństwa. Z kolei obowiązujące zasady ekonomiczne najchętniej odrzucają przedstawiciele klas niższych. O ile jednak robotnicy zachowują dystans wobec dogmatów rynkowych, które mogą weryfikować w swoim codziennym życiu, o tyle łatwiej niż przedstawiciele klas wyższych akceptują przekonania i poglądy konserwatywne w sferze kulturowej [3].

Oznacza to, że wbrew panującym modom pozycja w strukturze społecznej wywiera silny wpływ na sposób widzenia świata. I należałoby się zdziwić (stojąc na gruncie założeń klasyków socjologii), gdyby było inaczej. Brak związku między pozycją w strukturze a realizowanymi i głoszonymi poglądami oznaczałoby dość mocne osłabienie fundamentów myśli socjologicznej.

Odmienne postrzeganie świata społecznego oraz inne interesy nie muszą się jednak automatycznie przekładać na język sporów, debaty i walki politycznej. Jeśli różnice klasowe nie wpływają na kształt rywalizacji politycznej, to linie podziałów tworzą się wokół zupełnie innych kwestii. Przeniesienie konfliktu poza obszar realnych podziałów społeczno-ekonomicznych utrudnia demokratyzację życia publicznego oraz artykułowanie żądań emancypacyjnych. W ten sposób egoizm jednych (elit i klasy średniej) wzmacnia autorytaryzm drugich (klas niższych). W tym błędnym kole różnice interesów wydają się bez znaczenia. Tym bardziej jeśli na straży ściśle określonych granic debaty i możliwych wyborów stoją dwie poważne siły, które pozornie stanowią dla siebie konkurencję: państwo i rynek.

***

Nowoczesne państwo narodowe, rodem z dziewiętnastego lub dwu¬dziestego wieku, miało ambicję odgrywania roli ogrodnika, który pielęgnuje właściwe uprawy i likwiduje niepotrzebne chwasty. Administracja państwowa starała się zaopatrzyć obywateli nazywanych „rodakami” w identyczną ideologię, podobne kodeksy etyczne i „właściwe” przekonania ułatwiające oddzielić „naszych” od „innych”, przyjaciół od wrogów, porządek od chaosu, prawdę od fałszu, bohaterów od zdrajców i bandytów. Opisując tę selekcję, Bauman stwierdzał, że „państwa narodowe muszą niejako naprawiać błędy natury (tworzyć planowo i celowo to, czego natura nie stworzyła przez zaniedbanie). W przypadku państwa narodowego kolektywizacja przyjaźni wymaga indoktrynacji i przyłożenia siły, konstruowania rzeczywistości z budulca ustaw i kodeksów prawnych; i mobilizowania solidarności ze wspólnotą wyobrażoną” [4] . Pomocnym narzędziem konstruowania owej wspólnoty wyobrażonej, a także jej elementem, zawsze był nacjonalizm. Stąd też trudno wyobrazić sobie państwo narodowe bez nacjonalizmu, podobnie jak nacjonalizm bez wsparcia państwa. Nie przez przypadek państwa narodowe „wychwalają, a gdy trzeba wymuszają, jednorodność etniczną, religijną, językową i kulturalną. Uprawiają propagandę na rzecz wspólnych poglądów i postaw. Pieczołowicie konstruują wspólne dziedzictwo historyczne i robią, co mogą, by zdyskredytować lub wyciszyć pamięć zdarzeń rozsadzających postulowaną spójność narodowej tradycji. Pielęgnują poczucie wspólnej misji, wspólnego losu, wspólnego przeznaczenia (wyróżnienia – Z.B.)” [5]..

Dla ochrony swych niepodważalnych wzorów i prawd państwo narodowe musiało stworzyć skuteczne zabezpieczenia. Agendy państwowe nie mogły dopuścić (a przynajmniej musiały próbować zapobiegać) do powstawania warunków, w których indywidualne impulsy mogłyby popychać poszczególne osoby do „niewłaściwych” wyborów, sprzecznych z planami obowiązującymi na obszarze nadzorowanym przez aparat państwa. Dlatego też koniecznością stało się skolonizowanie i poddanie kontroli obszaru najbardziej intymnych wyborów człowieka – wyborów moralnych. W tym celu „państwo nowoczesne krzewiło pewne wzory i siliło się, by wykluczyć wszystkie inne. W sumie lansowało jednorodność i jednolitość. Zasada jednolitego prawa dla każdego, kto zamieszkuje dany obszar, zasada tożsamości poddanych jako obywateli, głosiła, że członkowie społeczeństwa, jako przedmioty uwagi i czujności państwa, są nierozróżnialni, a przynajmniej powinni być jako tacy traktowani” . Stąd też wszelkie zachowania, sposoby myślenia oraz przekonania wychodzące poza dominujące schematy i kanony musiały budzić niepokój strażników państwowego porządku. Traktowanie jednostki jako kogoś zasadniczo niegodnego zaufania bierze się właśnie z nasycenia codziennego życia przemocą instytucji, roszczących sobie prawo, by być jedynym autorytetem władnym ustanawiać standardy.

Pozornie mogłoby się wydawać, że powyżej opisane praktyki należą już do przeszłości. Jednak opinie głoszące, iż państwo pod wpływem zmian we współczesnym świecie traci obszary swojego panowania, nie są do końca prawdziwe. Można mówić raczej o zmianie funkcji państwa, które pod wpływem globalizacji procesów ekonomicznych – nie będąc w stanie zapewnić wszystkim godziwych płac, poczucia bezpieczeństwa socjalnego, pełnego zatrudnienia i równego uczestnic¬twa w życiu publicznym – łatwo i bez sprzeciwu rezygnuje ze swoich socjalnych zobowiązań. Chcąc jednak uzasadnić swoje istnienie, chętnie wchodzi w rolę szeryfa, który jako jedyny obroni nas przed bandytami, terrorystami, niechcianymi gośćmi z innych rejonów świata, „obcymi” zagrażającymi naszej swojskiej atmosferze. W ten sposób, rezygnując z ambicji urządzania dobra wspólnego w sferze społeczno-ekonomicznej, państwo skwapliwie przesuwa swoje zainteresowania i aktywność w wymiar „bezpieczeństwa publicznego”, stając – podobnie jak w przeszłości – na czele sił „Prawa i Porządku”. Skutkiem przesunięcia owych akcentów jest rosnące znaczenie w dyskursie publicznym, kampaniach wyborczych, a także aktywności agend rządowych takich kwestii, jak „walka z przestępczością”, „zapewnienie bezpieczeństwa publicznego”, „porządkowanie kodeksów karnych” etc. Dlatego też, jak zauważa Bauman:

Więzienia kwitną, gdy więdną „wspólne sprawy”. Poskramianie przestępców staje się główną troską państwa w miarę tego, jak przestaje być ono państwem opiekuńczym. Gdy giną z oczu zbiorowe przyczyny indywidualnej niedoli, ściganie indywidualnych przeciwników ładu staje się wspólną troską zbiorowości [6] .

Mówiąc inaczej: im bardziej państwo rezygnuje ze swoich obietnic społecznych i gwarancji zachowania bezpieczeństwa socjalnego, tym chętniej wpisuje się w rolę policjanta czy raczej okręgu policyjnego zapewniającego odpowiednie warunki dla bezkonfliktowych procesów i transakcji gospodarczych. Jeśli w gospodarce pojawia się przewaga sił „Rynku i Liberalizacji Gospodarki”, to w tym samym czasie zaczynają nabierać wiatru w żagle zwolennicy „Prawa i Porządku”. Albowiem im bardziej wykluczenie społeczne staje się sprawą prywatną, tym chętniej wykluczeni popierają tych, którzy obiecują powrót do bezpiecznej, jednorodnej i zamkniętej Gemeinschaft. W takiej perspektywie rynek i państwo – wbrew potocznym opiniom – nie pozostają względem siebie w opozycji, lecz raczej stanowią dwie strony tego samego medalu. Wzrastająca podaż „liberalizacji i deregulacji” w stosunkach społeczno-gospodarczych jest najlepszym gwarantem większego popytu w społeczeństwie na idee „ochrony bezpieczeństwa, zaprowadzania porządku i walki z przestępczością”. Trudno traktować te dwa zachodzące równolegle procesy jako przejaw odmiennych filozofii budowania ładu społecznego – jeśli nawet ideolodzy tych dwóch sił starają się przedstawiać na użytek kampanii wyborczych swoje racje jako propozycje zupełnie inne i niezależne od siebie, trudno nie dostrzec cichej symbiozy, jaka zachodzi w praktyce społecznej pomiędzy autorytarnym państwem i nieblokowanym przez nikogo rynkiem [7].. Im bardziej drastyczne społeczne skutki liberalizacji, prywatyzacji i deregulacji w sferze ekonomicznej, tym szybciej dochodzą do głosu ci, którzy sprzedają obietnicę „bezpieczeństwa” – ekonomiczny liberalizm dostarcza energii i argumentów antyliberalnym, autorytarnym, faszyzującym obrońcom „zdrowych zasad” i „porządku” w kulturze i w społeczeństwie. W ten sposób fundamentalizm rynkowy, chcąc nie chcąc, wspiera fundamentalizm konserwatystów kulturowych, a hierarchiczna struktura społeczna otrzymuje ochronę ze strony konserwatywnej i legalistycznej kultury. Wydaje się, że tendencje występujące w społeczeństwie polskim na przełomie wieków XX i XXI są całkiem niezłą ilustracją opisanych wyżej mechanizmów. Walka o „bezpieczeństwo” musi prowadzić do ograniczeń wolności – nie da się pogodzić ścisłej kontroli zachowań ludzkich z jednoczesnym uznawaniem spontanicznych wyborów jednostek. Jeśli zwycięża „porządek”, to na bok albo do kąta muszą zostać odstawione pozainstytucjonalne poszukiwania alternatywnych ładów.

W takich warunkach zapomina się o ludzkiej wolności i świadomym budowaniu własnego życia. Emancypacja na poziomie społecznym i wolnościowe impulsy w życiu indywidualnym człowieka są skutecznie powstrzymywane i wyciszane. Szczególnie że w wymiarze moralnym rynek – podobnie jak państwo – stara się zneutralizować odpowiedzialność moralną człowieka. O ile państwo czujność moralną jednostki zakuwa w kajdany przepisów prawnych, o tyle rynek wybory moralne człowieka redukuje do wyborów handlowych i konsumenckich. W świecie, w którym króluje konsumpcja i ekonomizacja wszelkich sfer życia społecznego, sumienie moralne można rozmyć skutecznie w ciągłych wyborach rynkowych – to one mają być rzekomo wyrazem odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale również za innych ludzi. Albowiem zgodnie z logiką rynkową należałoby uznać, że wystarczy, aby każdy z nas zadbał o własny interes, a niewidzialna ręka rynku zatroszczy się o nas wszystkich. W ten sposób moralne opory i wątpliwości człowieka zostają znowu przezwyciężone – „w błogim przeświadczeniu, że dyżur niewidzialnej ręki trwa okrągłą dobę, «widzialni» aktorzy moralni mogą spać spokojnie” [8]..

Choć różnymi metodami, to jednak zarówno rynek, jak i państwo pomniejszają zdolność dokonywania przez jednostkę autonomicznych wyborów. Tym samym szanse na społeczną emancypację z ograniczeń status quo również ulegają osłabieniu.

***

Chcąc skutecznie zminimalizować wpływy rynku i państwa na autonomiczne wybory człowieka, warto pamiętać o podpowiedziach tych, którzy proponują szukać lepszych rozwiązań już nie w granicach państwa narodowego, ale na poziomie ponadnarodowym.

Zdaniem Ulricha Becka jakiekolwiek analizy i rozważania o człowieku w społeczeństwie należy przenieść z poziomu narodowego na globalny. Jest to konieczne w sytuacji, kiedy większość procesów, mechanizmów społecznych i wydarzeń ma charakter ponadnarodowy. Beck postuluje generalnie wyzwolić analizy społeczne z „metodologicznego nacjonalizmu”, który nie pozwala uchwycić zjawisk ukrytych w „dogmatyce spojrzenia narodowego” [9]..

Refleksja Becka dobrze pasuje do rozważań nad czynnikami ograniczającymi tworzenie bardziej wolnościowej przestrzeni obywatel¬skiej i rozpowszechnianie w społeczeństwie polskim orientacji emancypacyjnych. Bowiem to właśnie powiew świeżych idei i trochę fermentu intelektualnego z Zachodniej Europy może zmienić najszybciej atmosferę w Polsce. Również Pierre Bourdieu i inni teoretycy zwracali uwagę na konieczność wejścia klas ludowych na poziom ponadnarodowy (ponadnarodowe związki zawodowe, ruchy społeczne, inicjatywy obywatelskie etc).

Ten nurt refleksji wydaje się bardzo użyteczny do poszukiwania sił społecznych, które mogą upominać się o poszerzanie granic wolności w życiu publicznym społeczeństwa polskiego. Analizując stan stosunków społecznych w Polsce, nie można bowiem nie dostrzegać potencjalnego wpływu kontekstu sytuacji międzynarodowej. Niektórzy teoretycy, zastanawiając się nad szansami na zmianę sytuacji w Polsce i nie wierząc w możliwości działania na bazie archaicznych instytucji państwa i w objęciach istniejącego systemu politycznego, postulują wprost tworzenie ruchu na rzecz ponadnarodowego społeczeństwa obywatelskiego. Integracja Polski z Unią Europejską wydaje się sprzyjać tego typu pomysłom.

Z drugiej strony, ponadnarodowa przestrzeń społeczna i integracja europejska poza wyzwalaniem impulsów modernizacyjnych może również stwarzać pewnego rodzaju skuteczny wentyl bezpieczeństwa – masowy wyjazd młodych Polaków (posiadających wiele powodów, aby podkopywać skostniałe struktury podtrzymujące status quo w Polsce) do krajów Europy Zachodniej może na długi czas utrudniać wszelkie masowe wystąpienia na rzecz zmian społecznych. Ewentualne skutki obecnie obserwowanej olbrzymiej emigracji dla modernizacji społeczeństwa polskiego i rozwoju ruchów wolnościowych w kraju nad Wisłą to jednak temat na osobny artykuł.

[1] K. Marks, 18 brumaire’a Ludwika Bonaparte, przeł. Z. Simbierowicz, Książka i Wiedza, Warszawa 1949, s. 13

[2] H. Marcuse, Człowiek jednowymiarowy. Badania nad ideologią rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego, przeł. S. Konopacki i in., Państwowe Wydawnictwo 246 Naukowe, Warszawa 1991, s. 25.

[3] Por.: P.Żuk, Struktura a kultura. O uwarunkowaniach orientacji emancypacyjnych w społeczeństwie polskim, Wydawnictwo Naukowe „Scholar”, Warszawa 2007.

[4] Z. Bauman, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna, przeł. J. Bauman, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 93.

[5] Ibidem, s. 94

[6] Z. Bauman, „Zawrotna kariera ‘podklasy’”, Przegląd Społeczny 1998, nr 1/2.

[7] Por. P. Żuk, „Rynek, państwo, glokalizacja a lewica”, w: P. Żuk (red.), W poszukiwaniu innych światów. Europa, lewica, socjaldemokracja wobec zmian globalnych, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2003

[8] Z. Bauman, Etyka ponowoczesna, przeł. J. Bauman, J. Tokarska-Bakir, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1996, s. 248

[9] U. Beck, Władza i przeciwwładza w epoce globalnej. Nowa ekonomia polityki światowej, przeł. J. Łoziński, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2005, s. 77

Dodano dnia:23 stycznia 2008

Niedawno opublikowane