Piotr Żuk

Prywatyzacja przestrzeni społecznej a problemy z emancypacją

Piotr Żuk

Prywatyzacja przestrzeni społecznej a problemy z emancypacją

Opisując społeczne i osobiste skutki funkcjonowania w społeczeństwie zasad „nowego kapitalizmu”, Richard Sennett stwierdza, że wewnętrzne tarcia systemowe, dezorganizacja społeczna i ludzkie frustracje teoretycznie powinny wytwarzać impulsy do wyrażania obywatelskiego sprzeciwu. Tak się jednak nie dzieje – strach przed ewentualnymi represjami wobec buntowników jest dość skutecznym straszakiem. „Dlaczego ktokolwiek miałby w ogóle chcieć zabierać głos i decydować się na krytykę; po co wdawać się w spory i deliberacje, skoro często oznacza to uszczerbek dla własnych interesów? (…) Skrzywdzonych jest wielu, ale tylko nieliczni spośród nich artykułują swój sprzeciw” [1] – uważa Sennett. Jako główną barierę dla budowania przestrzeni, w której można upominać się o lepsze rozwiązania społeczne, wskazuje brak poczucia „wspólnego losu” wśród niezadowolonych. Są tylko jednostki, które traktują problemy publiczne wyłącznie jako prywatne troski. Refleksje pojedynczych osób są tylko przebłyskami w zamkniętym spektrum wydarzeń publicznych i w niczym niezmąconym strumieniu historii. To stanowi dla Sennetta główny problem w przekształcaniu status quo: „Istnieje historia, ale brakuje narracji dzielonej z innymi, narracji, która opisywałaby zmaganie się z trudnościami – nie ma więc wspólnego losu” [2].

Również zdaniem Zygmunta Baumana problem z tworzeniem zaimka „my” staje się współcześnie główną przeszkodą w jakimkolwiek procesie emancypacji. Poszczególne kłopoty jednostek nie chcą się sumować w jedną „wspólną sprawę”. Nawet jeśli występują obok siebie, nie przekształcają się we wspólny los społeczeństwa i zaangażowanie we wspólne sprawy. Tych w społeczeństwie rynkowego kapitalizmu zdecydowanie brakuje. W takich okolicznościach sumowanie poszczególnych części nie tworzy wcale nowej jakości, a jest raczej zbiorem osobnych i „prywatnych” fragmentów, choćby nawet owe fragmenty były do siebie podobne. „W ten sposób z przestrzeni publicznej znikają stopniowo sprawy publiczne. Nie spełnia już ona swojej dawnej funkcji miejsca spotkania i dialogu prywatnych bolączek oraz spraw prywatnych” [3] . Ktoś – pod wpływem mody na „indywidualizm”, „niepowtarzalność” i inne produkty gwarantujące rzekomo poczucie swobody oferowane przez rynek – mógłby stwierdzić, że sprzyja to wolności i autonomii jednostki. I to właśnie stanowi istotę problemu emancypacji we współczesnym społeczeństwie: nie ma wyzwolenia jednostki bez wyzwolenia społecznego. Tak samo jak nie istnieje zniewolenie jed¬nostki bez ograniczeń tworzenia przez społeczeństwo własnej historii. Proste zaspokajanie potrzeb przez „sprywatyzowane” i zindywidualizowane jednostki zazwyczaj nie daje im możliwości pełnej samorealiacji i poczucia wolności. Zarówno autonomia jednostki, jak i jej zniewolenie stanowią efekt społecznych zmagań.

Samodzielne stwarzanie własnego życia oraz budowanie więzi społecznych z innymi autonomicznymi i samoorganizującymi się jednostkami również w XXI wieku – podobnie jak w stuleciu XIX i latach wcześniejszych – stanowi cel działań i postulatów emancypacyjnych. O ile jednak w dobie nowoczesności przeciwnik procesów emancypacyjnych był dostrzegany głównie w instytucji państwa i sferze „publicznej” chcącej kolonizować przejawy spontanicznych odruchów jednostki, o tyle w społeczeństwie rynkowym XXI wieku pułapką dla emancypacji staje się zanik wspólnej przestrzeni społecznej. Stąd zdaniem Baumana:

Każde prawdziwe wyzwolenie wymaga dziś poszerzenia, a nie ograniczenia „sfery publicznej” i „władzy publicznej”. Sfera publiczna potrzebuje dziś pilnie obrony przed inwazją prywatności, choć, paradoksalnie, nie po to, by zawęzić, lecz właśnie by powiększyć obszar indywidualnej wolności [4]..

Obserwując apatię i bierność społeczeństwa polskiego, trudno nie zgodzić się z powyższymi refleksjami. Można nawet powiedzieć, że w warunkach polskich odwracanie się plecami od wspólnych spraw i sfe¬ry publicznej jest bardziej dokuczliwe niż w innych społeczeństwach. Przynależność do jakichkolwiek organizacji społecznych, poziom wzajemnego zaufania, skala uzwiązkowienia, uczestnictwo w życiu politycznym – wskaźniki te są w Polsce rekordowo niskie w porównaniu z danymi zachodnioeuropejskimi. Stąd też walka o uspołecznienie odczuwalnych realnie osobistych trosk jest jeszcze bardziej wskazana w społeczeństwie, które cierpi na skarłowacenie sfery obywatelskiej. Jest to zadanie szczególnie ważne dla budowania warunków, w któ¬rych mogą powstawać wolnościowe projekty. Albowiem prywatne rozwiązania społecznych problemów stają się powszechnym złudzeniem; środkiem przynoszącym pozorną i tymczasową ulgę; lekarstwem, które niweluje ból, ale nie leczy choroby. Sprywatyzowane strategie stanowią w tym sensie dodatkowy w skali makrospołecznej niezawodny środek wzmacniania reprodukcji status quo i wytyczania nowych granic pomiędzy ludźmi.

Czynnikiem utrudniającym dodatkowo w polskich warunkach tworzenie wspólnych przestrzeni dla żywej tkanki społecznej, gdzie można RAZEM szukać rozwiązań dla problemów trapiących życie zbiorowe, są głębokie podziały społeczno-ekonomiczne. Lepiej sytuowani odgradzają się (w sensie dosłownym i w przenośni) od grup i środowisk z niższych „półek” społecznych. Bardziej zamożni chowają się przed wspólnymi problemami za wysokimi murami prywatnych posesji, uciekają do zamkniętych osiedli, opuszczają zatłoczone centra miast i próbują rozwiązać społeczne dokuczliwości w prywatnych enklawach podmiejskich osiedli lub willowych dzielnic. Z kolei mieszkańcy „gorszych dzielnic” również wyznaczają wyraźne granice, które mają uchronić ich przed zasadami i porządkami bogatych intruzów. „My nie możemy przebywać w waszych rezydencjach, ale wy też nie możecie czuć się bezpiecznie na naszym terenie” – brzmi komunikat wysyłany z gorszego świata. Wzajemna nieufność rośnie, a wraz z nią zanika wspólna przestrzeń społeczna.

Miejsca publiczne, gdzie mieszkańcy tych odmiennych światów mogą się spotkać, ulegają redukcji. A nawet przypadkowe spotka¬nie nie gwarantuje rozmowy i zrozumienia, ponieważ również języki mieszkańców pochodzących z różnych klas społecznych są inne i inaczej opisują świat. Tym samym wspólne obszary, za które razem można brać odpowiedzialność, zostają mocno ograniczone. Dobro wspólne staje się fikcją i czymś tak abstrakcyjnym jak zaufanie wobec „obcych” (z innych światów społecznych, z innych plemion miejskich, z innych klas społecznych). Również szansa na skuteczne rozwiązanie proble¬mów publicznych, które z założenia mają charakter zbiorowy, maleje – podobnie jak możliwość poszerzania ludzkiej wolności. Emancypacja indywidualna jest bezpośrednio związana z emancypacją społeczną. Nie da się oddzielić tych dwóch procesów. Podobnie jest z autorytar¬nymi projektami i tendencjami ograniczającymi możliwość wyboru człowieka – występują jednocześnie na poziomie indywidualnym i systemowym.

Powtórzmy raz jeszcze: nie ma autonomii społeczeństwa bez autonomicznych jednostek – jeden i drugi poziom wymaga istnienia aktywnych obywateli kształtujących całość stosunków społecznych i odpowiedzialnych za nią.

Rozważania nad społeczną emancypacją i wolnością nie mogą dotykać tylko strukturalnych szans na zmianę biegu historii, ale również cech i orientacji dominujących typów ludzkich zachowań. Perspektywa, w której biografia jednostki splata się ze społeczeństwem, a to z kolei z jego historią, najpełniej ukazuje wzajemne oddziaływanie poziomu indywidualnego i systemowego.

Struktura danego społeczeństwa i jego części składowych oraz mechanizm przemian społecznych zawsze wiążą się z konkretnymi ludźmi, którzy tworzą historię lub poddają się jej. Próbując odpowiedzieć na pytanie: kto dziś może odgrywać rolę – używając określenia Wallersteina – „klas niebezpiecznych”, gotowych do przełamywania granic status quo?, warto przyjrzeć się zarówno czynnikom klasowym, związanych z interesami, jak i kulturowym, powiązanych z preferowanymi wartościami.

Również poziom poczucia alienacji jest ważny przy ocenie potencjału emancypacyjnego danego środowiska. Zazwyczaj bowiem jest tak, że poczucie alienacji to pierwszy krok do kontestowania panującego ładu. Nie jest to oczywiście warunek wystarczający, ale bardzo pobudzający do zadawania zasadniczych pytań na temat istniejącego stanu rzeczy. Już niejeden raz widzieliśmy, jak indywidualna niemoc wyzwala społeczną siłę. Jak pisał Adam Schaff skutkiem alienacji z jednej strony może być bowiem swoista ucieczka od zagadnień politycznych i poczucie bezsilności oraz związane z tym popadanie w obojętność. Z drugiej strony alienacja może jednak być przyczyną buntu, który „odrzuca dany kształt życia politycznego i odmawia partycypacji we wszystkich jego przejawach, ale nie w sensie negacji polityki w ogóle, gdyż łączy tę negację ze świadomym zaangażowaniem po stronie innej polityki, realizacja której jest uwarunkowana rozbiciem istniejących struktur” [5]..

W badaniach realizowanych w latach 2005-2006 w Polsce na wszystkich poziomach życia społecznego (poczucie wpływu na sytuację w kraju, w miejscu pracy, w miejscu zamieszkania) najmniejsze poczucie podmiotowości posiadali robotnicy. Najgorzej sytuacja wygląda na poziomie najbardziej ogólnym – ponad 84% badanych robotników uznaje, że nie ma wpływu na bieg wydarzeń w kraju. Nie lepiej jednak jest w miejscu pracy – zwłaszcza jeśli uwzględnimy kategorię nowych robotników (pracownicy marketów, niższy personel sektora usługowego i handlowego), wśród których ponad 60% nie widzi możliwości decydowania o sprawach mających miejsce w pracy [6]. Wskazywałoby to, że wbrew panującym modom o dezaktualizacji położenia klasowego, to jednak klasy niższe mają najwięcej powodów do odrzucania istniejących reguł gry społecznej.

Realnie istniejące podziały i sprzeczne interesy nie muszą jednak od razu prowadzić do nastrojów i procesów rewolucyjnych realizujących hasła radykalnej emancypacji. Jak pokazała wielokrotnie historia, pomimo że zbyt duże różnice w szansach życiowych poszczególnych grup społecznych wyzwalają niezadowolenie dyskryminowanych sektorów społeczeństwa, to tylko w wyjątkowych okolicznościach dochodzi do tworzenia masowych ruchów na rzecz radykalnych zmian. Można wręcz zaryzykować tezę, że rewolucje i gwałtowne działania emancypacyjne stanowiły w historii raczej głośnie wyjątki niż stałe reguły. Zbyt wiele społecznych warunków musi jednocześnie zostać spełnionych, aby skomplikowane konfiguracje struktury i kultury wyzwoliły emancypacyjne siły.

Najważniejszy wniosek, jaki się nasuwa, akcentuje jednak inną kwestię: społeczny charakter jakiegokolwiek procesu emancypacji. Przestrzeni wolnościowej i sprzyjającej poszerzaniu ludzkich wyborów nie tworzy taka lub inna moralność, subiektywne i fragmentaryczne ekspresje, techniczne udogodnienia ani też prywatne mędrkowanie, lecz tylko sfera publiczna zbudowana na zbiorowych działaniach i umocowana w społecznych mechanizmach łączących jednostkową autonomię z ludzką solidarnością. Ci, którzy chcą tworzyć historię dla siebie, muszą być także obywatelami nie tylko w sobie, ale również dla siebie i innych. Jednostki obdarzone społeczną wyobraźnią i wrażliwością, pozwalającą im podchodzić z dystansem do zewnętrznych i sztucznie wykreowanych sił, są zazwyczaj osobami, które w sposób bardziej pełny uczestniczą w przestrzeni zbiorowej, a ich życie nie jest ani podporządkowane obowiązującym schematom i procedurom, ani nie redukuje się do jednowymiarowej aktywności w społeczeństwie. Społeczna wolność wymaga aktywnych i potrafiących zachować autonomię ludzi. Racjonalnie budowana historia społeczeństw potrzebuje ludzi chcących świadomie i samodzielnie tworzyć swoje życie.

[1] R. Sennett, Korozja charakteru. Osobiste konsekwencje pracy w nowym kapitali¬zmie, przeł. J. Dzierzgowski, Ł. Mikołajewski, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa 2006, s. 203.

[2] Ibidem, s. 206.

[3] Z. Bauman, Płynna nowoczesność, przeł. T. Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kra¬ków 2006, s. 63.

[4] Ibidem, s. 80. 255

[5] A.Schaff, Alienacja jako zjawisko społeczne, Książka i Wiedza, Warszawa 1999, s.170

[6] Por.: P.Żuk, Struktura a kultura. O uwarunkowaniach orientacji emancypacyjnych w społeczeństwie polskim, Wydawnictwo Naukowe „Scholar”, Warszawa 2007.

Dodano dnia:23 stycznia 2008

Niedawno opublikowane