Michał Kozłowski

Kotlet pornograficzny

Kozłowski: Kotlet pornograficzny [2007-02-15 15:10:24]

O czym właściwie mówimy, kiedy mówimy o pornografii? Pierwsza odpowiedź brzmi: dobrze, dobrze, może i trudno o adekwatną definicję, ale i tak każdy wie, o co chodzi. Czyżby? To prawda, że w znakomitej większości wypadków z łatwością odróżniamy przekazy pornograficzne od niepornograficznych.

Czasem pojawiają się kontrowersje, ale nie inaczej dzieje się, kiedy rozprawiamy o granicach życia, gatunków, granicy między wojną a pokojem, granicach tożsamości narodowej lub seksualnej, wreszcie o granicach między umową o pracę a systemowym wyzyskiem. Spory wokół każdej z wymienionych granic wynikają nie tylko z nieostrości pojęć. Nieostrość, choć bezsporna, jest także - lub raczej przede wszystkim - stawką w dyskursywnej grze: chodzi o to, żeby mówiąc pozornie o tym samym, każdy mógł mówić, o czym chce, a raczej co mu się żywnie podoba.

Pornografia to złożone i wewnętrznie zróżnicowane zjawisko społeczne. Krytyków ma także rozmaitych, od pruderyjnych konserwatystów zatroskanych o społeczną moralność po radykalnych lewicowców wskazujących na jej kompensacyjną formę i traktujących ją jako seksualność wyalienowaną; od feministek dopatrujących się w przekazie pornograficznym uprzedmiotowienia kobiety, aż do estetów utyskujących na wulgarność kultury masowej. Trudno się doprawdy rozeznać w tym galimatiasie idei, intuicji i ocen. Spróbujmy wydobyć z pornograficznej zupy choć trochę treściwej wkładki.

Niezależnie od oceny skutków pornograficznego przekazu dla postrzegania społecznej roli kobiety, trudno nie zauważyć historycznej korelacji między legalizacją, a co za tym idzie zwiększoną obecności ą pornografii w przestrzeni publicznej, a postępem w zakresie społecznych i politycznych praw kobiet. Depenalizacja pornografii następuje przecież najpierw w krajach skandynawskich, gdzie ruchy feministyczne były względnie silne. Chodziło o zmianę paradygmatu społecznego, w którym dom publiczny kanalizował niedostatki wolności libido. Paradygmat ten zakładał, że pewna grupa kobiet zostaje wykluczona ze społeczeństwa, a jednocześnie to ona właśnie umożliwia ład społeczny. Klienci domów rozpusty nie byli rzecz jasna społecznie stygmatyzowani, przeciwnie, stanowili filar dawnego społeczeństwa.

W tym sensie zastąpienie ukrytego porządku nierządu jawnym porządkiem pornograficznym było zmianą korzystną. Choć pierwszy rzecz jasna nie zanikł, a drugi zachował wiele ze swego poprzednika, zmiana była zasadnicza. Dziś burdel nie jest już obok banku i kościoła filarem społeczności każdego europejskiego miasteczka. Jak trafnie zauważył wybitny historyk starożytności Paul Veyne, gwiazda porno przypomina dziś gladiatora, budzi zgorszenie zmieszane z podziwem, ale z pogardą spotyka się rzadko. W tym sensie pornografia, podobnie jak spódniczka mini i kostium bikini stała się jednym z symptomów obumierania starego porządku i rodzenia się nowego. Czy ten nowy porządek nie ma wad? Ma, ale bać się trzeba raczej tych, którzy tęsknią za starym.

Pornografia jest dziś problemem politycznym nie ze względu na to, co w niej widoczne, ale na to, co ukryte. Jednym słowem, zajmować nas powinien nie tyle przekaz pornograficzny, co sposób jego produkcji. Pornograf ia współczesna jest nieodrodnym dzieckiem nowoczesnego kapitalizmu ze wszystkimi jego atrybutami: wyzyskiem, fatalnymi warunkami pracy, delokalizacją produkcji do państw, gdzie pracownicy pozbawieni praw godzą się pracować nie tylko tanio, ale i w warunkach zagrażających życiu. Dodatkowo można się spodziewać, że młody wiek większości pracowników czyni ich szczególnie podatnymi na presję i manipulację psychologiczną. Wydaje się jednak, że zjawisko to nie ma takiego zasięgu i natężenia jak w wypadku prostytucji. Nie znaczy to, że należy je bagatelizować. Przeciwnie, trzeba z całą mocą domagać się ochrony praw pracowników przemysłu pornograficznego. Pornografia to jednak dziś coś więcej i coś innego niż neokapitalistyczna forma masowej rozrywki. Internet spowodował w znacznym stopniu swoistą reprywatyzację tej dziedziny. Ludzie umieszczaj ą w sieci treści pornograficzne z rozmaitych, nie zawsze komercyjnych pobudek. Produkują pornografię okazjonalnie, dla urozmaicenia życia seksualnego lub traktując to jako hobby. Najprawdopodobniej właśnie owa nowa "zdemokratyzowana" pornografia spowodowała modyfikację społecznej funkcji pornografii.

Fakt, że "nowa pornografia" będzie przechwytywana i imitowana przez pornografię kapitalistyczną, nie zmienia zasadniczego pożytku płynącego z efektu reprywatyzacji. Rzecz jasna można utyskiwać nad wulgarnością i zżymać się na niski poziom przekazów, które stymulują seksualnie przedstawicieli naszego gatunku. Jednak oburzenie i utyskiwanie trąci hipokryzją. Ważne jest co innego.

Pornografia jest dziś bardziej niewinna niż prasa kobieca, Playboy, telewizyjna reklama kosmetyków, czy wybory Miss Universum. Na czym polega jej niewinność? Przedstawienie pornograficzne w przeciwieństwie do wyżej wymienionych przekazów nie jest wykluczające. Ceną, którą kobiety Zachodu zapłaciły za prawo do ekspresji własnej seksualności, była niespotykana wcześniej transparentyzacja i normalizacja ich ciał. Ideał piękna kobiecego promowany przez kulturę masową czynił i wciąż czyni życie milionów kobiet pasmem wyrzeczeń. Kobieta, która dba o siebie, musi mieć dzisiaj gładkie ciało, sprawne mięśnie wyćwiczone w klubach fitness, musi wreszcie realizować imperatyw wiecznej młodości za pomocą chirurgicznego skalpela. Nieprzypadkowo anoreksja jest cywilizacyjną chorobą naszych czasów. Ideałem jest 13-letnia modelka nieco postarzona za pomocą photoshopa.

Może to być także modelka Playboya, której komputerowo lub chirurgicznie podrasowane kształty nie wystarczają. Musi być też inteligentna swoiście kobiecą inteligencją, kochać przyrodę i zwierzęta, dbać o pokój na świecie, brzydzić się kłamstwem i marzyć o domu oraz czwórce dzieci. Wybory miss organizowane dziś niemal w każdym powiecie powielają schemat Playboya: włóż bikini, bądź miła, stuprocentowo kobieca i rzecz jasna pokonaj rywalki.

Wybory miss polegają w istocie na rywalizacji, która z zawodniczek jest najbardziej kobietą, oczywiście w oczach patriarchalnego jury.

Co do tego wszystkiego ma pornografia? Jest ona niemal dokładnym zaprzeczeniem tych konkurencyjno-eliminacyjnych patriarchalnych praktyk. Rzecz jasna chodzi w niej o podniecenie i tylko o nie. Niczego nie trzeba udowadniać ani z nikim konkurować. Okazuje się, że wielu wiernych wielbicieli mają modelki otyłe, z nieogolonymi nogami, a w internecie każdy znajdzie także specjalne strony poświęcone paniom powyżej pięćdziesiątki, sześćdziesiątki, a nawet osiemdziesiątki. Mamy także strony z panami we wszystkich możliwych gabarytach. I nade wszystko nikt nie musi kochać przyrody i walczyć o pokój. Wystarczy, że w sposób niewybredny demonstruje to, co akurat ma do pokazania. Okazuje się, że w realnym świecie - w przeciwieństwie do świata oficjalnego - każdy może stać się przedmiotem pożądania. No i dobrze! No i na zdrowie!

Michał Kozłowski

Tekst ukazał się w kwartalniku "Bez Dogmatu". Jego autor dr Michał Kozlowski jest adiunktem w Zakładzie Filozofii Nowozytnej Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodano dnia:1 lipca 2011

Niedawno opublikowane