Jan Kruszyński

Jaki kapitalizm w Polsce?

Jan Kruszyński
IV rok socjologii Uniwersytet A. Mickiewicza w Poznaniu

Na wstępie chciałem podkreślić, iż nie chcę się wgłębiać w definicje kapitalizmu sesnu stricte. Wydaje mi się, że próba zaszufladkowania współczesnego kapitalizmu w określonych ramach teoretycznych jako systemu ekonomicznego, biorąc pod uwagę temat mojej rozprawki jest w tym aspekcie bezcelowa. Wprowadzenie poniższych kilku ustaleń uważam pomimo to za konieczne i epistemologicznie uzasadnione. Traktuję to jednak jako niezbędne minimum i wstęp do właściwej części, jaką jest analiza obecnego stanu polskiego kapitalizmu.

Pragnę przyjąć jedną definicję kapitalizmu, jako punktu odniesienia, na potrzeby tegoż artykułu i zagadnień w nim poruszanych. Spośród wielu płaszczyzn analizy możemy spojrzeć na „kapitalizm” jako system gospodarczy opierający się na trzech głównych zasadach:

  zasadzie wolnego obrotu towarami i usługami

  zasadzie wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami

  zasadzie wolnego obrotu kapitałem oraz środkami produkcji

Przeobrażenia, które dokonały się w gospodarce kapitalistycznej, zwłaszcza w ostatnich kilku dziesięcioleciach, doprowadziły do tego, że współczesny, inaczej mówiąc, globalny kapitalizm nie jest już tym samym systemem, który został opisany i scharakteryzowany przez Karola Marksa i jego uczniów. Mimo zaistniałych przeobrażeń, krytyczna analiza autora „Kapitału” tego systemu rozumiana w kategoriach permanentnego społecznego konfliktu, pogłębiającej się i petryfikującej polaryzacji stosunków klasowych na płaszczyźnie antagonistycznie nastawionych kategorii „robotnik” versus „kapitalista”; a także w ramach teorii wartości dodatkowej, uznając za istotę systemu kapitalistycznego systematycznie odbieranie pracownikowi części wypracowanej przez niego wartości według wzoru „C + V + m” gdzie ”C” to kapitał, „V” ludzka praca a „m” wartość dodatkowa, jest nadal trafna i aktualna. Marks, dla opisu charakteru relacji społecznych używał kategorii „wyzysku”. Twierdził, iż „wyzysk” robotnika ma miejsce dlatego, że kapitalista przez posiadanie środków produkcji i uprzywilejowaną pozycję przejmuje wartość dodatkową, której twórcą jest robotnik.

W dzisiejszych czasach ten mechanizm uległ sublimacji, nie jest tak widoczny ale w taki sam sposób przyczynia się do niesprawiedliwości społecznej jak sto pięćdziesiąt lat temu. Zmieniły się tylko określenia, jakie są nadawane „wyzyskiwaczowi” i „wyzyskiwanemu”, zarówno na poziomie semantycznym jak i skojarzeniowym.

Oczywiście realia rzeczywistości zmieniły się radykalnie i niektóre terminy czy sposoby patrzenia na strukturę społeczną, jakie stosował Karol Marks nie oddają już specyfiki współczesnego funkcjonowania obecnego kapitalizmu, ale jego generalne założenia nie straciły swojej wartości a ostrze krytyki, pomimo upływającego czasu, nie uległo stępieniu. Nie na darmo marksowska krytyka kapitalizmu jest nadal współcześnie doceniana. Doszło do tego, że nawet tygodnik "The Economist", dawniej twardo broniący zasad wolnego rynku, w numerze świątecznym (z 21 grudnia 2002 r.) uznał, że wprawdzie komunizm jest martwy, ale idee marksistowskie wciąż są żywe. Pismo przytacza badania przeprowadzone w 1999 r. przez BBC wśród brytyjskiej elity intelektualnej. Wynika z nich, że Karol Marks był najwybitniejszym myślicielem w historii. Tygodnik cytuje komentarz BBC:

"Chociaż dyktatury w XX wieku wypaczyły oryginalne idee Marksa, jego dorobek - jako filozofa, analityka stosunków społecznych, historyka i rewolucjonisty - wciąż cieszy się respektem wśród współczesnych uczonych".

Na dowód pismo przytacza listę świeżo wydanych prac poświęconych Marksowi - choćby "Rewanż Marksa" Meghnada Desai, profesora London School of Economics, czy "Dlaczego czytamy dzisiaj Marksa?" Jonathana Wolffa. Autorzy tych książek nie mają wątpliwości, że idee niemieckiego filozofa kiedyś jeszcze poruszą masy przeciw kapitalizmowi.

Obecnie kapitalizm uległ wielu modyfikacjom czy specyfikacjom o charakterze regionalnym czy krajowym: przekształcił się w kapitalizm ludowy, w ustrój mieszany, w socjalizm demokratyczny, w neokapitalizm lub też ma postać pewnej hybrydy jak ma to miejsce we współczesnych Chinach.

”Pojęcie kapitalizmu nie jest już jak uprzednio pojęciem jednoznacznym. Poza granicami orbity komunistycznej istnieje obecnie nie jeden system socjalny i ekonomiczny, lecz jest tam tyle systemów, ile jest krajów, a wiele z nich bliższych jest temu, co Marks określał jako socjalizm, niż pojęciu kapitalizmu jego czasu” [1]

To zdanie jest dzisiaj tak samo aktualne jak wtedy, kiedy było pisane czyli już ponad czterdzieści lat temu. Można więc potraktować ustrój kapitalistyczny, odwołując się do zjawiska „strukturyzacji” współczesnego brytyjskiego socjologa Anthonego Giddensa, jako swoisty obszar permanentnej zmiany pod wpływem czynników kulturowych, historycznych, mentalnościowych, społecznych ale w ramach pewnych ram czy fundamentalnych założeń ontologicznych. W konsekwencji tego sprzężenia zwrotnego dochodzi właśnie do powstania kapitalizmów narodowych, lokalnych czy regionalnych.

Dzięki właśnie temu procesowi dochodzi do kategoryzacji „kapitalizmu” jako systemu gospodarczego czy tworzenia mniej lub bardziej udanych prób jego charakteryzacji używając takich określeń jak „kapitalizm reński”, „kapitalizm północnoamerykański” czy „kapitalizm skandynawski”. Jednak dla laika takie określenia są bezwartościowe i wprowadzają tylko większy mentlik poznawczy niż cokolwiek wyjaśniają czy porządkują.

Doszło bowiem do traktowania zjawiska „kapitalizmu”, kategorii opisującej tylko ściśle określone sytuacje, jako terminu, który jest prawdziwy zawsze i wszędzie oraz epistemologicznie użyteczny bez względu na wyżej wymienione czynniki modyfikujące. Zjawisko to jest wielce niebezpieczne bowiem mając na uwadze obecne procesy, jakim kapitalizm na całym świecie podlega powodują, że umyka on wszelkim klasyfikacjom pojęciowym. To, co kiedyś określone zostało jako “totalne pojęcie ideologii” przez Karla Mannheima używane jest obecnie w odniesieniu do pojęcia „kapitalizmu” jako swoiste „słowo – klucz”.

Kapitalizm charakteryzowany jako jeden system gospodarczy występuje wyłącznie na płaszczyźnie terminologicznej, definiowany w kategoriach „typu idealnego” używając terminologii Maxa Webera. Założenia „programowe” tego systemu analizując czasy ich powstania (rewolucja przemysłowa w Wielkiej Brytanii na przełomie XVIII i XIX wieku, etyka protestancka i szczególna odmiana kalwinizmu purytanizm, sposób życia „starej klasy średniej”, ideał „self - made man”) odeszły dawno do lamusa wyrzucone na śmietnik historii i nikt o nich już nie pamięta, co trafnie ujmuje Daniel Bell w „Kulturowych sprzecznościach kapitalizmu” pisząc o źródłach, funkcjonowaniu i perspektywach przezwyciężenia sprzeczności współczesnego społeczeństwa kapitalistycznego, które wynikają z napięć, jakie muszą powstać, gdy uwzględnia się różne logiki funkcjonowania trzech głównych zasad w strukturach współczesnych społeczeństw: zasady efektywności ekonomicznej, narzucającej hierarchiczność i biurokrację w strukturach ekonomiczno-społecznych i technicznych, zasady równości i uczestnictwa, która reguluje konflikty w sferze politycznej, oraz zasady hedonizmu i samorealizacji, która dominuje w kulturze.

Po co jednak, jak powiadał bohater utworu Ilfa i Pietrowa ”łamać krzesła, aby udowodnić, że Aleksander Macedoński był wielkim człowiekiem”; teoria jest tylko teorią, założenia, nawet najbardziej chwalebne i podniosłe, tylko założeniami a szara rzeczywistość rzeczywistością. Analizując ideał systemu kapitalistycznego jako „zbawcy ludzkości” i jego podstawowe ekonomiczne i gospodarcze przesłanki, a jego obecne postaci i konsekwencje dla ludzkiej egzystencji, dla zobrazowania tego paradoksu, można przytoczyć radzieckie powiedzenie byłego rosyjskiego premiera Wiktora Czernomyrdina :”Chcieliśmy dobrze a wyszło jak zwykle”...

Powyższy fragment ma charakter wyłączne wprowadzający bowiem chciałbym się skupić na „polskiej” odmianie kapitalizmu poczynając od zmian przełomu roku ’89 i jego krytycznej, w głównej mierze, analizie. Czasami jednak w tej analizie zmuszony będę do wyjścia poza perspektywę Polski dla zobrazowania szerszych czy obejmujących większy zakres globu tendencji.

Ujmując sprawę historycznie Polska po II wojnie światowej znalazła się po niewłaściwej stronie „żelaznej kurtyny” jak to stwierdził Winston Churchill podczas pobytu w Fulton w USA 5 marca 1946 roku i w związku z tym pomoc Stanów Zjednoczonych w ramach planu Marshalla do naszego kraju nie docierała. Tymczasem dzięki temu właśnie planowi, kapitalizm, na zachodzie Europy rozwijał się nieskrępowanie a centralne i wschodnie rubieże kontynentu musiały czekać kolejne półwiecze na swoją szansę. Polacy zaakceptowali, raczej z przymusu i strachu niż z własnych chęci, system gospodarczy w jakim przyszło im żyć ale z nieukrywaną zazdrością patrzyli na poziom życia i konsumpcji jaki miał miejsce na Zachodzie, który stopniowo ulegał procesowi mitologizacji w świadomości Polaków. Co prawda większość społeczeństwa polskiego tamtego okresu nawet jeszcze we wczesnych latach osiemdziesiątych deklaratywnie opowiadała się za „socjalizmem z ludzką twarzą” odwołując się do terminologii programu reform Aleksandra Dubčeka z czasów praskiej wiosny czy „polską drogą do socjalizmu” Władysława Gomułki, jednakże tendencje do całkowitej zmiany logiki zarówno systemu gospodarczego i politycznego były artykułowane coraz powszechniej poprzez powstanie „Solidarności”, masowe protesty czy strajki we wszystkich grupach społecznych i z rosnącym w strukturze temporalnej nasileniem.

System socjalistyczny został rozmontowany ostatecznie na przełomie lat ’89 i ’90. W przeciągu dwóch lat działalności Leszka Balcerowicza jako wicepremiera i ministra finansów w pierwszym niekomunistycznym rządzie Tadeusza Mazowieckiego zrealizowany został plan szybkiej stabilizacji i transformacji gospodarki polskiej, powszechnie znany jako "Plan Balcerowicza". Dzięki tym reformom Polska zlikwidowała hiperinflację, nastąpił skokowy wzrost konkurencyjności polskich produktów, a kraj wszedł na drogę szybkiego wzrostu gospodarczego.

Wydawać by się mogło, że teraz w przeciągu bardzo krótkiego czasu Polska dogoni politycznie i gospodarczo Zachód i zmieni się w kraj mlekiem i miodem płynącym. Więc w założeniach miało być tak pięknie…

…minęło od tamtego dziejowego przełomu i artykułowanych wtedy nadziei ponad szesnaście lat…jak wygląda dzisiaj kapitalistyczna Polska na progu XXI wieku?

Wprowadzenie kapitalizmu łączyło się z odejściem od etatystycznego paradygmatu myślenia o relacjach między państwem a gospodarką; rozwinęła się swobodnie i w szybkim tempie własność prywatna; jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać prywatne firmy, spółki, przedsiębiorstwa i zakłady wszelkiej maści i typu. Dzięki swobodzie gospodarczej mogła rozwinąć się w pełni aktywność Polaków w tym zakresie i tą możliwość wykorzystali oni w pełni. Wiele osób w bardzo szybkim tempie wzbogaciło się robiąc kariery w międzynarodowych korporacjach i instytucjach, które stopniowo pojawiały się w Polsce. Skorzystali na tym głównie ci Polacy, którzy we wczesnych latach dziewięćdziesiątych kończyli studia na kierunkach ekonomicznych, prawa, ale także technicznych i humanistycznych.

Zaczęły konstytuować się nowe grupy i kategorie społeczne - zawodowe jak dla przykładu „yuppies” czy „managerowie”; na trwałe zakorzeniły się takie określenia jak: „białe kołnierzyki”, „niebieskie kołnierzyki” czy „różowe kołnierzyki”. Istniejące wcześniej kategorie uległy redefinicji i ponownej zamianie na drabinie prestiżu i szacunku społecznego, co było także silnie powiązane ze zmianą wysokości płac.

Od 1991 roku zaczęła ponownie funkcjonować giełda papierów wartościowych co dało możliwość Polakom pomnażania swojego kapitału poprzez inwestowanie w akcje i obligacje czy udział w różnego rodzaju funduszach. W końcu akcje stanowią drugi pod względem ważności obok instytucji kredytu filar systemu kapitalistycznego.

Pełne półki sklepowe, wręcz uginające się od nadmiaru towarów i przede wszystkim brak kolejek były moim zdaniem najsilniej odczuwanym efektem przeprowadzonych zmian. Konsumpcja i szeroko rozumiany konsumeryzm mógł rozwijać się odtąd swobodnie i nieskrępowanie. To zresztą dobitnie pokazały badania socjologiczne jakie przeprowadzane były na początku lat dziewięćdziesiątych, w których pytano o najważniejsze „zdobycze” nowego ustroju…na pierwszych miejscach, antycypowane do granic możliwości, znajdowały się kategorie ściśle związane z gospodarką i ekonomią jak pełne półki sklepowe, brak znienawidzonych kartek, nieskrępowana i rozpasana konsumpcja, zanik sklepowych kolejek czy prywatna działalność gospodarcza…oczywiście także akcentowane były wartości demokratyczne jak wolność słowa, wolność prasy, brak cenzury, możliwość swobodnego zrzeszania się, swobodnego wyjazdu za granicę, brak wiz czy możliwość nieskrępowanego uczestnictwa we mszy lecz zajmowały one odleglejsze miejsca w badaniach, co świadczyć może o instrumentalnym traktowaniu młodej, polskiej demokracji.

W nagrodę za obalenie „znienawidzonego wroga” – komunizmu Zachód umorzył Polsce połowę długów w Klubach: londyńskim i paryskim, powoli do kraju zaczęli napływać zachodni inwestorzy, zagraniczne banki zaczęły zakładać swoje oddziały…Polska z peryferiów systemu komunistycznego, „najweselszego baraku w obozie” jak zwykło się z przekąsem mówić, stała się integralną częścią systemu kapitalistycznego lokując się na pozycji półperyferii w wallersteinowskim systemie światowym włączając się tym samym do procesu globalizacji na poziomach: kulturowym poprzez masowe przejmowanie obcych wzorów; politycznym poprzez wstąpienie do Unii Europejskiej czy Paktu Północnoatlantyckiego; ekonomicznym poprzez uczestnictwo w takich instytucjach jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy czy Międzynarodowa Organizacja Handlu. Dzięki uzyskiwanemu wsparciu ekonomicznemu Polska i Polacy jeszcze dynamiczniej mieli doganiać poziom życia na Zachodzie.

Nieodzownie pojawia się pytanie o koszty przeprowadzanych zmian. Ile Polacy musieli i muszą nadal za to wszystko płacić?

Tuż po przełomie ’89 zaczęły masowo na skalę krajową padać wielkie socjalistyczne molochy jak i pomniejsze zakłady przemysłowe i przedsiębiorstwa, które nie były przystosowane do szybkich zmian logiki bycia rentownym i nie miały zielonego pojęcia o sposobach i zasadach funkcjonowania w ramach wolnego rynku, co wiązało się w masowymi zwolnieniami i ekspresowym wzrostem bezrobocia. To posunięcie było szalenie nierozważne bowiem doprowadziło do takiej eskalacji zwolnień, iż po dzień dzisiejszy zmieniające się ekipy rządowe z prawej i lewej strony politycznej nie są w stanie pomimo solennych zapewnień przedwyborczych skutecznie z tym problemem walczyć. Walka z bezrobociem to hasło każdej kampanii wyborczej każdej partii politycznej; jednak zapewnienia pozostają zapewnieniami, rzeczywistość pozostaje na nie niewzruszona. Oczywiście trzeba się zgodzić z argumentacją, iż część przedsiębiorstw była nierentowna i utrzymywana na siłę, istniało tak zwane zjawisko „ukrytego bezrobocia” w postaci nadmiernego zatrudnienia. Jednak sądzę, że konieczny był wtedy okres ochronny polskiego rynku wewnętrznego aby te zakłady i przedsiębiorstwa miały czas na przystosowanie się do zmian…to na pewno zaowocowałoby mniejszą liczbą zwolnień i zamykanych zakładów. W konsekwencji, wiązało się to z materialnym pogorszeniem stopy życiowej Polaków i zjawiskiem deprywacji, zarówno o charakterze zbiorowym jak i indywidualnym.

Co prawda PKB od 1990 roku wzrosło o połowę, ale równocześnie liczba rodzin żyjących poniżej minimum socjalnego uległa zwiększeniu w tym czasie dwu-i-pół, trzykrotnie oraz nastąpiło drastyczne zmniejszenie zatrudnienia (w samym tylko przemyśle z 4,7 miliona do 2,8 mln.). Bezrobotni liczą ponad 1/5 siły roboczej kraju, a 84% zarejestrowanych w majestacie prawa nie otrzymuje zasiłku!!!

A władza pozostaje głucha na masowe protesty, strajki, akcje protestacyjne tychże ludzi nic nie robiąc sobie z biedy, nędzy i głodu wielu obywateli. Socjologowie zajmujący się analizą współczesnego społeczeństwa polskiego rozpisują się już o procesie powstawania kategorii „underclass”, „working poor”, wacquantowskiego „podproletariatu” czy „konsumentów z usterką”, posługując się frazeologią Zygmunta Baumana w Polsce. Wprawdzie nie możemy mówić w Polsce o istnieniu takiej biedy, określonej mianem „extreme povertry” ale na pewno o biedzie charakteryzowanej jako życie na bardzo niskim poziomie ujętej terminologicznie jako ”overall poverty”. Czy dojdzie więc w Polsce do powstania „społeczeństwa dwupoziomowego” albo „społeczeństwa 2/3, 1/3”?

Wymiernym przykładem ilustrującym wyżej wymienione procesy może być miasto, z którego pochodzę a mianowicie Grudziądz. Przed rokiem ’89 było to tętniący życiem, stutysięczny ośrodek przemysłowy z trzema kinami, teatrem, dużymi fabrykami zatrudniającymi po kilka tysięcy ludzi. W dniu dzisiejszym panuje tam 30 procentowe bezrobocie, wszystkie duże zakłady dawno są pozamykane, ostało się cudem jedno kino a grudziądzanie ulegli procesowi zbiorowej pauperyzacji i ekskluzji co oczywiście związane jest bezpośrednio ze wzrostem przestępczości w mieście. Pojawiło się za to pięć hipermarketów, które radzą sobie doskonale; czasami się zastanawiam skąd ci biedni ludzie mają pieniądze na to aby kupować i utrzymać jednocześnie wszystkie pięć hipermarketów…”Grudziądz umiera”, wszyscy moi rówieśnicy, których rodziców stać na studia dosłownie uciekają do większych miast bo nie widzą w swoim miejscu urodzenia jakichkolwiek perspektyw ani do życia ani do rozwoju.

Część zakładów czy fabryk w Polsce została przejęta przez międzynarodowe korporacje i w konsekwencji zamknięta jak to miało miejsce w przypadku cukrowni znajdujących się w okolicy Grudziądza bądź przeprowadzane były tam restrukturyzacje, słowo w ostatnim piętnastoleciu kojarzone wyłącznie ze zwolnieniami i masowymi protestami ludzi. Te procesy nie odnoszą się oczywiście do wszystkich przedsiębiorstw, byłoby to bowiem duże uproszczenie, ale taka polityka miała miejsce w wielu przypadkach.

Przez okres od przełomu ’89 po dzień dzisiejszy słowo „wyzysk” nabrało pełnego znaczenia. Już Georg Simmel stwierdził, iż gospodarka naturalna gwarantowała poziom życia zaspokajający podstawowe potrzeby ludzi i nie istniało tam ubóstwo; to pieniądz i system kapitalistyczny wprowadził nędzę par excellence; gospodarka pieniężna jest bezduszna i takie pojęcia jak „empatia” i „współczucie” są jej obce. Dla wielu zarabianie pieniędzy stało się celem samym w sobie co jest związane z permanentnym łamaniem praw pracowniczych, niemożliwością zakładania związków zawodowych i obrony praw gwarantowanych w Kodeksie Pracy. Praca na ćwierć etatu, praca w nadgodzinach, za które nie dostaje się wynagrodzenia, zabieranie pracy do domu, najniższe z możliwych płace, straszenie zwolnieniem jako środkiem do podporządkowywania sobie swoich podwładnych to normalny i akceptowany już całkowicie sposób pracy dla wielu Polaków. Aberracja aksjonormatywna: „wypaczenie” staje się „zasadą” a wcześniej przyjęte zasady abberacją.

Ritzerowska kategoria „McPracy”, która może zostać scharakteryzowana poprzez powyżej wymienione sposoby traktowania pracowników, świetnie oddaje charakter polskiej odmiany kapitalistycznego „wyzysku”. Ludzie, chcąc żyć jak „ludzie”, próbują mniej lub bardziej skutecznie wykonywać wiele zajęć jednocześnie, pracując na dwie zmiany, dorabiając na tzw. „fuchach” czy szukając dodatkowego zatrudnienia. Rośnie więc w Polsce goldfingerowska kategoria „pracowników poliaktywnych” co jednak nie powoduje polepszenia ich sytuacji ekonomicznej. Coraz trudniej de facto także tym ludziom utrzymać to, co już udało im się zgromadzić; jednym słowem ”Syndrom Alicji z Krainy Czarów”.

Niektóre z tych patologicznych sytuacji jest nagłaśniane przez media jak np. sprawa pracowników sieci handlowej „Biedronka”, którzy zmuszani byli do pracy po godzinach a także pchania olbrzymich i ciężkich wózków z paletami napojów czy innych produktów. Jednak upublicznienie takiego faktu nie ma żadnego wpływu na polepszenie warunków pracy w Polsce. Inne sieci handlowe nie odbiegają od sposobu traktowania pracowników w „Biedronce” - jednak zatrudnieni bojąc się o pracę, nie chcą walczyć o swoje prawa, wycofują się z zeznań składanych w sądach a działania Inspekcji Pracy mają tak wybiórczy i powierzchniowy charakter iż nie stanowią one skutecznego oręża w walce o polepszenie jakości pracy i zatrudnienia w Polsce. W „McDonaldzie” pracownikom płacona jest minimalna stawka godzinowa a każdy przypadek chęci wstąpienia do jakiegokolwiek związku zawodowego kończy się natychmiastowym zwolnieniem takiej osoby. Korporacja „Nestle” z kolei także na bakier stoi z Kodeksem Pracy, co dobitnie pokazała sprawa z poznańską „Goplaną” gdzie przejęła zakład, obiecała rozwój i pełne zatrudnienie, następnie sprzedała go zachowując prawo do najbardziej znanej marki „Princessa”. Takie praktyki są niestety powszechnie stosowane i to nie tylko w znanych korporacjach ale i pomniejszych firmach; ludzie ze względu na strach przed bezrobociem godzą się na każde warunki zatrudnienia, nie protestują w obawie przed zwolnieniem, co jeszcze bardziej psuje rynek pracy. Stosowanie ponadto cen dumpingowych przez wielkie sieci handlowe prowadzi do upadku i plajt wielu rodzinnych firm czy sklepików, nie mogących wytrzymać tak morderczego sposobu walki rynkowej. Czy w takiej sytuacji możemy jeszcze mówić o zasadzie wolnej konkurencji?

Paradoksalnie wysokie bezrobocie jest korzystne dla pracodawców bo zawsze, nawet na urągające podstawowym kategoriom przyzwoitości miejsce pracy znajdzie się ktoś chętny. Dlatego oferowane są najniższe stawki godzinowe, brak przerw w pracy, praca w warunkach zagrażających zdrowiu. Ludzie zgodzą się na wszystko byle tylko mieć za co żyć. Praca w Polsce uległa dehumanizacji, człowiek w procesie pracy nie liczy się już zupełnie…Jeden z czołowych twórców założeń idei Human Resources w przedsiębiorstwach Peter Drucker mówił, iż pracodawca powinien pamiętać, że nie zatrudnia dwóch rąk do pracy tylko całego człowieka…jaki procent pracodawców w Polsce przejmuje się takimi patetycznymi stwierdzeniami?

Problem pracy w Polsce budzi od dawna wielkie emocje. Będzie się on pogłębiał, gdyż wraz z globalizacją, przemianami gospodarki, rewolucją informatyczną, nie tylko zmienia się uniwersum pracy w Polsce, ale także zmniejsza się globalna podaż pracy. Coraz więcej osób będzie skazanych na egzystencję poza obrębem świata pracy. Lecz nie będą oni już „rezerwową armią pracowników”, tak jak ich rozumiał i charakteryzował Karol Marks ale elementem zbędnym w społeczeństwie. Obecnie coraz częściej mówi się o „wzroście bez zatrudnienia” bo postęp techniczny niweluje czynnik ludzki w procesie pracy a nawet czyni go zbędnym. Jeżeli sprawdzą się czarne scenariusze, to także Polsce dojdzie do polaryzacji siły roboczej na segmenty dobrze płatne i bezpieczne obejmujące 25 procent zatrudnionych i całą resztę pracowników zmarginalizowanych, „półbezrobotnych” zmuszonych do życia w biedzie i ciągłej niepewności.

Dehumanizacji i materializacji nie uległa tylko praca lecz cała idea stosunków międzyludzkich, pieniądz ( jego posiadanie lub jego brak) stał się głównym i jedynym wyznacznikiem kategorii przywileju, prestiżu i władzy. To on generuje miejsce w społecznej stratyfikacji i ustala ”porządek dziobania”. W konsekwencji nierówności społeczne uległy wyostrzeniu tworząc kolejne płaszczyzny występowania konfliktów. Gdzie podziała się ta solidarność Polaków, bezinteresowność i poczucie wspólnoty, które dało o sobie znać w czasach „Solidarności” i stanu wojennego? To prawda, że na wielkie i spektakularne okazje jak na przykład Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka Polacy są jeszcze w stanie na bycie ofiarnym, ale na co dzień prywata, egoizm, machiavelistyczne podejście do drugiego człowieka i przypominające znamiona obłędu gonienie za pieniędzmi stało się już normą.

Pieniądz, który w czasach PRLu nie pełnił tak istotnej roli w życiu jednostek, teraz stał się kategorią dominującą, ten proces opisuje już Georg Simmel w „Socjologii pieniądza”. Płacić trzeba w kapitalizmie za wszystko, pieniądz stał się także czynnikiem determinującym ludzką egzystencję. Czy słowa piosenki „Dezertera” nie oddaje tej specyfiki w sposób perfekcyjny?

_ Płacisz za chleb, płacisz za wodę
Płacisz za pokój, płacisz za wojnę
Płacisz za prawo, płacisz za więzienie
Płacisz za powietrze, płacisz za ziemię
Płacisz za ciało, płacisz za krew
Płacisz za życie, płacisz za śmierć
Płacisz za rozrywki, płacisz za pracę
Płacisz za zbrodnie, płacisz za władzę

Możesz się nie zgodzić
Możesz się buntować
Ale jeden jest warunek
Musisz ciągle kupować

Płacisz za słowa, płacisz za muzykę
Płacisz za hałas, płacisz za ciszę
Płacisz za wolność, płacisz za niewolę
Płacisz za chaos, płacisz za kontrolę
Płacisz za ubranie, płacisz za nagość
Płacisz za szmelc, płacisz za jakość
Płacisz za zapach, płacisz za smród
Płacisz za kołyskę, płacisz za grób

Płacisz za szaleństwo, płacisz za rozwagę
Płacisz za strach, płacisz za odwagę
Płacisz za państwo, płacisz za granice
Płacisz za bandytów, płacisz za policję
Płacisz gdy musisz, Płacisz w potrzebie
Płacisz za innych, płacisz za siebie
Płacisz jawnie, płacisz ukrycie
Płacisz codziennie, płacisz całe życie

Instytucja kredytu, hipoteki, stosunki wierzycielsko – dłużnicze: wiele osób w Polsce obecnie pozadłużanych jest „po uszy”, rośnie liczba tej kategorii właścicieli, którą Karol Marks nazwał „właścicielami nominalnymi”. Ludzie, kupując na kredyt, próbują niwelować zjawisko deprywacji potrzeb, pokazując sobie i innym, że jeszcze na coś ich stać; że jakiś pułap jakości życia osiągnęli. Dla innych z kolei kredyt jest jedyną możliwością „przeżycia od pierwszego do pierwszego”. Niektóre z firm trudniących się udzielaniem kredytów, wykorzystując tą sytuację, uprawiają, mówiąc krótko, średniowieczną lichwę oferując kredyty na szalenie wysoki procent. Ilu już z tych biednych ludzi wpadło w „pętlę zadłużenia” albo są zmuszeni do ”brania na kreskę” w osiedlowym czy wioskowym sklepie?

Wiele osób musiało poświęcić swoje cele i marzenia na rzecz zarabiania pieniędzy, które w dzisiejszych czasach są niezbędne do przeżycia. Oczywiście nie zniknęły one całkowicie, Polacy o nich nie zapomnieli ale żeby mieć jakiekolwiek perspektywy na ich realizację trzeba mieć jedno: pieniądze. Żeby nie być gołosłownym…w Polsce to pieniądze decydują o tym czy ludzie mogą sobie, przepraszam za określenie, „pozwolić na dziecko” a nie chęci czy możliwości biologiczne samych zainteresowanych: albo ich stać albo ich nie stać, sprawa jest prosta; zbyt duża ilość czasu jaką trzeba poświęcić na pracę jest także jedną z przyczyn rozwodów o czy alarmują już od dłuższego czasu socjologowie zajmujący się współczesną rodziną polską…”powiedz m ile masz pieniędzy a powiem Ci kim jesteś?” jako główna determinanta ludzkiego myślenia o życiu?

Także psychologowie zajmujący się badaniem stanu psychicznego Polaków dowodzą, iż wiele osób, a w szczególności starszych nie jest w stanie sobie poradzić w nowej sytuacji. Postawa osobowościowa, która została określona przez ks. prof. Józefa Tischnera mianem „homo sovieticus”, roszczeniowe nastawienie do państwa, wyuczona bezradność nie pozwoliło im na pełną i szybką adaptację do nowego systemu. Dlaczego w Polsce jest najwięcej rencistów w skali całej Europy?...odpowiedź nasuwa się sama…jest to jedyny sposób zdobycia skromnych środków materialnych (czytaj. przeżycia)…

Nie u wszystkich „homo oeconomicus” zatryumfował; inkelesowska „osobowość nowoczesna” i poczucie „refleksyjności społecznej” miały szansę na pojawienie się u ludzi stosunkowo młodych, wykształconych, kreatywnych, a i tak wiele młodych ludzi także ma problemy w funkcjonowaniu w tym systemie. Skromne wykształcenie, brak pracy, brak perspektyw rozwoju; ci ludzie nie mają nic do zaoferowania kapitalizmowi a takich ludzi kapitalizm nie potrzebuje – są to tzw. „ludzie na przemiał„, „ludzkie odpady kapitalizmu” cytując jedną z ostatnich książek Zygmunta Baumana. Czy ktoś w Polsce zajmuje się ludźmi z byłych terenów popegeerowskich? Jakieś osoby z jakiegoś ministerstwa? Jakie szanse czy wizje na życie mają ludzie tam egzystujący a o dzieciach takich ludzi już nie wspominając? Socjologowie mówią już o zjawisku „dziedziczenia biedy” i „efekcie sąsiedztwa” na tych terenach…brak jakichkolwiek perspektyw jako jedyna perspektywa dla tych ludzi?

Ekskluzja wielu grup społecznych, problemu wandalizmu, przestępczości, nędzy i żebractwa, narkomanii, alkoholizmu i prostytucji nieletnich…to są uboczne konsekwencje ostatniego szesnastolecia.

Doszło także do sprzężenia zwrotnego między kategoriami „władzy” i „pieniądza”:„cały ten porządek do tego się sprowadza, że „władza” daje „kasę” a „kasa” to „władza”” śpiewa w jednym z utworów z ostatniej płyty zespół „Dezerter”. Doszło do przeniknięcia się sfery polityki i gospodarki, nawet lewicowe rządzy bez ogródek już bratają się z wielkim biznesem nie widząc w tym nic sprzecznego z hasłami obrony najbiedniejszych i pokrzywdzonych. Kronistyczny sposób myślenia o państwie stanowi wyznacznik współczesnego rządzenia w Polsce. Biorąc pod uwagę szeroko rozumiany interes ogółu czy działania „pro publico bono” kosztem realizacji celów elitarnych, oligarchicznych grup czy koterii a także zjawisko kumoterstwa i nepotyzmu, pod poważnym znakiem zapytania należy postawić kwestię kapitalistycznego gospodarczego egalitaryzmu i „niewidzialnej ręki rynku” Adama Smitha.

Jedną z naczelnych haseł gospodarki kapitalistycznej jest wolny, niczym nie skrępowany przepływ towarów i usług a także ludzi. Odnoszę skutek, że jest całkiem odwrotnie: poprzez dotacje z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej np. do naszego rolnictwa przyczyniamy się do pogłębieniami niesprawiedliwości na świecie. Bowiem przez takie właśnie praktyki merkantylistyczne, bo jak inaczej nazwać te zabiegi, chronione są „narodowe” czy też strategicznie istotne dla gałęzie gospodarki i przemysłu poszczególnych krajów Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych. Dla zilustrowania posłużę się przykładem afrykańskich farmerów czy producentów bawełny, którzy nie są w stanie konkurować, ze względu na olbrzymie dotacje, na tym „ światowym wolnym rynku” z europejskimi czy amerykańskimi producentami – konstatacja jest w swojej istocie ponura bowiem bogatsi stają się jeszcze bogatsi a biedniejsi jeszcze biedniejsi. Bogata Północ i biedne Południe – jak długo jeszcze? Czy to nie przypadkiem aby w naszym kraju na wschodniej granicy, która na dzień dzisiejszy jest zewnętrzną granicą całej UE, budowany jest super szczelny system monitoringu i ochrony przed zalewem tak zwanych „nielegalnych imigrantów” i przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu? To albo ja nie rozumiem słowa „swobodny” albo stosowana obecnie polityka nie ma nic z tym terminem wspólnego…Jak dobitnie widać ten „wolny rynek” nie jest całkiem „wolny” albo jest „wolny” tylko dla wybranych. Równi i równiejsi są nie tylko w literaturze.

Nie sposób tu także wspomnieć o kwestiach kulturowych. Wraz z pojawieniem się w Polsce transglobalnych korporacji wszelkiej maści oferujących różnorodne produkty jak Pepsi, Coca Cola, McDonalds, KFC, Pizza Hut, Levi’s, Shell, Gap, Zara, Nike, Adidas, Puma, IKEA doszło w Polsce do zjawiska określonego niegdyś przez Pierra Bourdieu „przemocą symboliczną”. Jest ona bowiem jedną z podstawowych odmian panowania ukrytego, zawoalowanego, niedostrzeganego w sposób naturalny i bezpośredni. Ten rodzaj władzy polega na transmisji wzorców zachowań, znaków i treści danej kultury wraz z narzucaniem ich interpretacji, a więc na apriorycznym definiowaniu i limitowaniu uprawomocnionej wiedzy. Marki, takie jak powyżej wymienione, które rozpoznawalne są już na całym świecie, mają olbrzymią moc władania i kreowania marzeniami ludzi.

System kapitalistyczny nie może istnieć bez swoistego zaplecza w postaci permanentnej konsumpcji i tworzenia „pragnienia kolejnych pragnień” wśród ludzi; które nigdy nie mogą ulec zaspokojeniu. Dlatego ulice polskich miast stopniowo lecz konsekwentnie zmieniły się w jedną wielką mozaikę reklamową a Polacy zredukowali swoje dążenia i pragnienia do poziomu półek i wystaw sklepowych co doprowadziło do tego iż centralną kategorią życia stał się hedonizm. Reklamami jesteśmy bombardowani zewsząd, z każdej strony, w każdej dostępnej postaci i o każdej możliwej godzinie: z telewizji, radia, prasy, Internetu, bannerów, tablic, etc. Likwidowane w ten zawaluowany sposób mają być wszelkie dążenia emancypacyjne poprzez bezmyślną i rozpasaną konsumpcję i budowanie tzw. „świątyń konsumpcji” jak Stary Browar w Poznaniu czy inne galerie handlowe pojawiające się w każdym zakątku Polski. Miejsce już nie ma znaczenia, ważna jest konsumpcja jako cel sam w sobie, która pełni rolę społecznego języka. Stała się dodatkowo ramieniem, wokół którego zorganizowała się na nowo społeczność lokalna na poziomie mikro i życie społeczne Polaków na poziomie makro (kiedyś tym ramieniem była praca i produkcja). Polacy funkcjonują w kulturze, którą Wernich określił „kulturą promocji” gdzie nie istnieją wartości autoteliczne, wszystko jest towarem lub służy jego wypromowaniu. Życie Polaków zostało zapośredniczone przez towary a podstawowa realizowana przez nich rola społeczna to rola konsumenta. Orientacja prezentystyczna dominuje niepodzielnie.

Jak starałem się pokazać wprowadzenie systemu kapitalistycznego w Polsce związane było z całościową, wielopłaszczyznową i dogłębną zmianą we wszystkich dziedzinach życia Polaków. Całkowitemu przetasowaniu uległa hierarchia wartości, rekonfiguracji uległy cele i plany życiowe. Wielu skorzystało na tych przemianach lecz jeszcze większa jest liczba tych, którym się nie udało; którzy czują się oszukani i pokrzywdzeni; o których zapomniano a ich nadzieje zostały zawiedzione pozostawiając tylko smutek i frustrację. Mam tu na myśli polską wieś, robotników tworzących „Solidarność”, ludzi starszych żyjących w tych rejonach, które kiedyś zostały określone niechlubnie „Polską B”.

Trudno się oszukiwać: polski kapitalizm jest krwiożerczy…jego ideę można wyrazić poprzez słowa piosenki „Dezertera”:

_ Czy zapłaciłeś już rachunek za promień słońca, który zbudził Cię rano?
Czy zapłaciłeś już rachunek za płatek śniegu, który spadł Ci na ubranie?
Czy zapłaciłeś już rachunek za spacer po lesie, który koi Twoje nerwy?
Czy zapłaciłeś już rachunek za życie w kraju, który rozszarpuje Cię na strzępy?
Czy zrozumiałeś już zasady? To jest gra, w której będziesz pokonany
Kapitalizm – kanibalizm, pożerasz ich albo będziesz pożerany.

Niestety, w analogiczny, bezlitosny sposób jego funkcjonowanie przejawia się w innych miejscach naszego globu. Jego koloryt czy lokalna odmiana jest tylko i wyłącznie uzależniona od miejsca występowania, dla przykładu: w Polsce wyzyskiwani są pracownicy hipermarketów czy pracownicy szeroko rozumianego sektora usług, a w Azji całe rodziny pracujące m. in. w fabrykach ubrań i obuwia takich marek jak: Adidas, Nike, Fila, Gap, Kappa, Quelle, Levi’s, Lotto, Puma, Reebok, Umbro czy Wal – Mart.

Muszę tutaj nadmienić, iż nie chciałbym aby moje powyższe uwagi i zastrzeżenia zostały zinterpretowane jako rezonerskie. Jednak taki kapitalizm widzę w Polsce: zimny, wyzuty z wszelkich ludzkich odczuć; bezlitosny i bezwzględny, przyczyniający się do wielu ludzkich dramatów i tragedii.

[1] F. Kennan, Peaceful Coexistence, „Foreign Affairs” 1960, nr 1, s. 175

Dodano dnia:21 marca 2006

Niedawno opublikowane