Jerzy Kochan

W uścisku z własnym trupem

TRYBUNA 10-11 listopada 2005-11-11

Z prof. JERZYM KOCHANEM, kierownikiem Zakładu Filozofii Kultury Uniwersytetu Szczecińskiego, redaktorem naczelnym pisma „NOWA KRYTYKA”, członkiem partii Zieloni 2004, rozmawia Przemysław Wielgosz

JPEG - 811.9 kb

W swej najnowszej książce pisze Pan, że wolność to wynalazek nowy. Kiedy zatem ją wynaleziono?

- Nie chodzi oczywiście o słowo „wolność”. Wolność tak jak ją rozumiemy i cenimy dzisiaj, pełniąca też zasadnicze funkcje społeczne w obszarze polityki, ideologii, reprodukcji społecznej jest „wynalazkiem” kapitalizmu. Bazą dla wolności, jej historycznej kariery jest wolny sprzedawca swej siły roboczej – pracownik najemny, mogący decydować o warunkach swego sprzedawania się na rynku pracy. To dopiero w tych warunkach, w społeczeństwie pracy najemnej i kapitału, wolność staje się, jak pisał Benedetto Croce – nową religią i jej społeczne definiowanie ma olbrzymie znaczenie historyczne.

W gruncie rzeczy wolności jako niezależności od związku przyczynowo-skutkowego nie ma. Gdyby była, to musielibyśmy wyrzucić do kosza naukę, u jej podstaw leży bowiem założenie o istnieniu stałych związków przyczynowo-skutkowych, będące warunkiem formułowania praw i prawidłowości. Bez prawidłowości, w „świecie wolności” królują cuda i o jakimkolwiek poznaniu nie ma mowy.

Dlatego też wolność jest „nową religią”. Ale w świecie mass mediów, prasy, radia, telewizji, polityki, demokracji, reklamy – wszyscy chcą nas przekonać, że wolność istnieje i że wolność to właśnie „produkt” jaki nam, ta czy inna apelacja do nas, zapewnia. Dzisiaj nie ma wrogów wolności, Są tylko zwolennicy „prawdziwej wolności” ale tak się szczęśliwie składa, że to właśnie ten konkretnie do nas wołający, każdy wołający jest heroldem „prawdziwej wolności” a wszyscy inni tylko „fałszywymi prorokami”. Obserwujemy to dzisiaj codziennie: chcesz być wolny? Głosuj na Leppera! Chcesz być wolny? Głosuj na Tuska!...Albo na Giertycha, albo Korwina-Mikkego….Chcesz być wolny? Bojkotuj wybory!! Chcesz być wolny idź na wybory!! Namawianie do wolności jest także apelem do nas, żebyśmy byli autentyczni, niezależni, podmiotowi.

Najpiękniej uwidoczniło to się w znanym sloganie reklamowym: „Bądź sobą, pij PEPSI! „Konsumpcja towaru ponadnarodowego, globalnego molocha jako warunek bycia podmiotem i niepowtarzalną jednostką !!!

Trzeba sobie zdać sprawę, że wolność jest pustą formą nawoływania nas do konkretnych programów społecznych i aktywności na ich rzecz, choćby tylko raz na cztery lata przy urnie wyborczej, choćby tylko w formie zakupu nakręcającego koniunkturę. W różnych, często przeciwstawnych projektach społecznych w istocie chodzi o programy mające maksymalizować warunki sprzedaży siły roboczej pracowników najemnych i realizację zysków kapitalistycznych przez właścicieli kapitału, a także ustalać skuteczne strategie ich zmiany. Taka jest głęboko skrywana tajemnica wolności.

Walka o optymalizację warunków sprzedaży siły roboczej legła też u podstaw „wolnościowego zrywu” w roku 1980. Rozbudzone w czasach gierkowskich apetyty i propaganda sukcesu upowszechniły przekonanie o możliwości normalnego uczestnictwa w rynku pracy najbardziej rozwiniętych krajów Zachodu, któremu na przeszkodzie wydawały się stać tylko narzucone, prosowieckie władze. No i udało się! Wszyscy partycypujemy w tym rynku. Choć dla prawie 20% społeczeństwa zabrakło na nim miejsca / bezrobotni / a niektórzy muszą jechać zbierać truskawki w Hiszpanii mimo skończonych studiów. Wolność dla jednych, okazała się bezrobociem dla innych.

Wolność pojawia się na horyzoncie filozoficznym oraz politycznym wraz z przełomem oświeceniowym. W ten sposób wprowadza Pan ostre cięcie między chrześcijańską ideą woli, a nowoczesną kategorią wolności. W klimacie ideologicznym jaki panuje w naszym kraju tezy te brzmią niczym herezje.

No bo to jest heretycka książka. Nie tylko zresztą wobec tradycji teologicznej, zresztą nie głównie wobec niej. Mnie interesuje przecież przede wszystkim wolność w nowoczesnym społeczeństwie, w którym miejsce katechezy i proboszcza zajmuje od czasów Oświecenia edukacja i intelektualista – jak by to w krajach o skłonnościach do religijnego fundamentalizmu nie zabrzmiało. Chodziło mi więc raczej o demaskację antropologiczno-humanistycznego pojmowania wolności jako figury ideologicznej, jako – by tak rzec- zabiegu z arsenału pedagogiki społecznej i teorii reprodukcji społeczeństwa.

W średniowieczu, gdzie religia i Kościół „były u siebie”, wolność była niebezpieczna. Raczej szukano opiekuna, seniora a w mieście cechu i majstra. „Włóczęgostwo” było czasem karane śmiercią. Współcześnie, zarówno Kościół jak i religia wpisują się w logikę masowego społeczeństwa demokratycznego i starają się działać zgodnie z jego logiką, angażując się bezpośrednio w walkę polityczną masowego społeczeństwa demokratycznego. „Ojciec Dyrektor” szerzy konserwatywne poglądy polityczne posługując się najnowocześniejszymi mediami. Nawet stosunek współczesnego Kościoła do prokreacji przesiąknięty jest kapitalistyczną zasadą wydajności, produkcyjności. Taka przecież jest istota stanowiska uznającego sex za sensowny tylko w wypadku płodzenia potomstwa. Choć przecież radosny sex małżeński, wsparty antykoncepcją i świadomym planowaniem rodziny jest wspaniałym spoiwem rodziny, tak cenionej w tradycji religijnej. Ale wydajność jest ważniejsza!

Także w samej idei wolności odnajduje Pan wyraźne i znaczące pęknięcie. Oddziela ono liberalne pojmowanie wolności od takiej jej wizji jaka ukształtowała się w klasycznej filozofii niemieckiej oraz pod jej wpływem. Na czym polega różnica między tymi tradycjami i jak się ona ma do społecznej praktyki?

Tu też w pewnym sensie głoszę herezje, choć tym razem pewnie dla polskiej lewicy. Ale to nie moja wina, że określenie „liberał” gra w Polsce rolę podobną do określenia „żyd” w kręgu wygolonych kibiców piłkarskich. Trzeba zawsze pamiętać kim historycznie są liberałowie. Z pewnością nie jest liberałem prezydent Bush z jego skłonnością do linczu na arenie międzynarodowej. Klasyczny liberał jest przeciwnikiem wojen. Przede wszystkim dlatego, że zakłócają one funkcjonowanie rynku a więc niszczą jego racjonalność. Branie militarystów za liberałów jest krzyczącą niesprawiedliwością. Podobnie jest ze stosunkiem do kwestii światopoglądowych. Oglądając w otoczeniu Donalda Tuska członków Opus Dei, czy też słysząc o jego ślubie kościelnym i zalotach wobec kleru nie zdajemy sobie często sprawy, że jesteśmy świadkami „zdrady” ideałów liberalizmu takich jak: świeckość państwa, wolność światopoglądowa, kult rozumu i nauki. A już całkiem opaczne i wręcz „ludowe” jest utożsamianie liberałów ze złodziejami. Jeśli chcemy wiedzieć coś o prawdziwym liberalizmie, to poczytajmy I. Berlina, albo świetną książkę S. Holmesa „Anatomia antyliberalizmu”.

Oczywiście nie jestem liberałem. Ale jestem wrogiem dzikości, która nie rozumie, że lewicowość jest przekraczaniem liberalizmu. Taki był też stosunek do liberałów starego Marksa: z liberałami w imię postępu, nowoczesności, rozumu, demokracji i wolności…a potem jeszcze dalej! U nas często krytyka liberalizmu jest nawrotem do opłotków Ciemnogrodu w wyniku strachu przed nieznanym i niezrozumianym światem. Jeśli się tego nie rozumie to najlepiej zostać… neopoganinem / śmiech /. I takie postawy mylą się wielu z lewicowością!! Wprawia mnie w osłupienie, że część lewicy chce głosować w naszych wyborach prezydenckich na antyliberałów, wśród których w sztabie wyborczym jest pan, który jeździł z kwiatami i Matką Boską Częstochowską do generała Pinocheta!

Pojmowanie wolności u liberałów jest uwarunkowane założeniem, że kapitalizm i wolny rynek to w pewnym sensie koniec historii i to koniec szczęśliwy. Miejsce gwałtu, przemocy zajmuje konkurencja na rynku wolnych podmiotów. Zderzające się na rynku wolności różnych podmiotów uruchamiają racjonalność wyższego rzędu, racjonalność mechanizmu selekcji i promocji. W pewnym sensie podobnie jest w tradycji filozofii niemieckiej, a więc i marksowskiej, z tym, że tu nad rynkiem, coraz bardziej zamiast rynku wprowadza się zinstytucjonalizowany rozum państwa i systemu organizacji społeczeństwa obywatelskiego. Przekłada się to oczywiście u Marksa na założenie o konieczności odrzucenia, „zniesienia” kapitalizmu i państwa kapitalistycznego. W tym sensie tradycja ta idzie w stronę odrzucenia liberalnych dekoracji. Ale na mapie politycznej lewicy zawsze było do „prawdziwych liberałów”, jako spadkobierców tradycji Oświecenia, blisko. Warto też wiedzieć, że dzisiejsi prawdziwi, nowocześni liberałowie pozbyli się wielu złudzeń co do regulacyjnej funkcji rynku i częste jest ich spoglądanie w stronę tradycji socjalistycznej. Już przecież John Stuart Mill, jeden z twórców liberalizmu, ewoluował w stronę ruchu socjalistycznego. Z tego też powodu, taki betonowy liberał jak Ludwik von Mises ogłaszał, że Mill stoczył się do idei socjalistycznych pod wpływem żony.. I. Berlin napisał o Marksie w sumie ciepłą książkę! .Ale Polska to taki dziwny kraj, gdzie „liberałowie” chodzą pod rękę z członkami Opus Dei i wielbicielami krwawej dyktatury Pinocheta. Dlatego marzę o prawdziwych liberałach w Polsce.

Czy liberalna próba eliminacji kwestii konieczności z teorii wolności nie oznacza, że ujęcie to stanowi ideologiczną redukcję wolności do samowoli klas posiadających?

Nie zapominajmy, że dopełnieniem projektu liberalnego jest republika, demokracja. Stara prawda mówi: nie straszmy za bardzo liberałami, bo przyjdą faszyści i dopiero będzie! Oczywiste, że z projektu liberalnego umyka zróżnicowanie własnościowe w tym sensie, że koncentruje on uwagę na wolnościach obywatelskich i w dużym stopniu abstrahuje od tego, że zróżnicowania własnościowe, majątkowe już jak gdyby w przedbiegach rozstrzygają o nierówności społecznej, także i obywatelskiej. Ale nie róbmy też z liberalizmu ideologii łupieżców. Liberalizm jest humanizmem i liberałowie, prawdziwi liberałowie, faktycznie uważają, że mechanizmy rynkowe promują nie we własnym interesie, lecz dla dobra wydajności, postępu, nowoczesności i generalnie ludzkości. Prawdziwy liberał to ideowiec, często bezinteresowny, otwarty poznawczo, otwarty na współpracę ,skory do dyskusji i nawet zmiany poglądu. Nie róbmy głupstw i nie nobilitujmy złodziei nazywając ich liberałami. Złodzieje i kombinatorzy przylepiają się do każdego ruchu politycznego, polska lewica wie coś o tym.

A jednak wydaje mi się, że problem pojawia się już w pracach a jeszcze bardziej w politycznej praktyce klasyków liberalizmu. Taki na przykład Locke znakomicie godził peany na cześć wolności z ciągnięciem zysków z handlu niewolnikami. To samo dotyczy Ojców Założycieli USA. Sam Alexis de Toqueville nie widział sprzeczności miedzy liberalizmem a stworzonym przez siebie projektem wojny totalnej i totalitarnej administracji w koloniach. Czy nie znaczy to, że wolność liberalna jest z natury ekskluzywna, ze jej ugruntowanie w pojęciu własności sprawia, iż zawsze towarzyszyć jej będzie wykluczenie?

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że liberalizm to ważny przez wieki ruch intelektualny, polityczny wręcz kulturowy. Po pierwsze, podlegał wiec ewolucji. Po drugie, występuje w bardzo zróżnicowanych formach. Na lewicy rozumiemy to dobrze, bo często próbuje się dezawuować wszelka lewicowość zrzucaniem na nia odpowiedzialności za Pol Pota, gułagi czy RAF. Tak jakby podstawową ideą każdej lewicy było dla uciechy pomordować sobie trochę i założyć obozik, ewentualnie podłożyć bombkę w domu towarowym…Krótko mówiąc trzeba znać liberalizm w różnych jego odmianach i recepcjach, odróżniać to co liberalne, od tego co historyczne, zdeformowane, przypadkowe. Prawdziwi liberałowie żalą się, że nigdzie i nigdy nie udało im się zrealizować swoich idei… bardzo są w tym podobni do komunistów.

Nie myślmy więc totalizująco o liberalizmie. Potrzebny tu jest delikatny umysł, dobre czucie w opuszkach palców…zebysm6y nie traktowali liberalizmu tak, jak zoologiczna prawica. Mój stosunek do liberalizmu ma charakter konkretno-historyczny i bierze pod uwagę także polska specyfikę, w tym słabość i rozbicie lewicy. W walce z „mocherowymi beretami”, ich pasterzami i ideologami sojusz lewicy z liberałami nie jest najgorszym rozwiązaniem. W warunkach polskich taki sojusz wydaje się być kwestia strategiczna, stwarzającą szansę na neutralizacje skrajnej prawicy, „spiskowców” i synkretycznych ruchów społecznych w stylu Samoobrony, a także na ich stopniowe cywilizowanie.

Wiem, że to nie jest rewolucja socjalistyczna. Ale na rewolucję, a jeszcze socjalistyczna, warunki w Polsce są nie za bardzo… sam widziałem w Szczecinie, jak po ulicach chodził nie tak dawno temu tłum zorganizowanych i gniewnych stoczniowców. Policja oczyszczała przed nimi ulice, a za nimi przywracała ruch. Nikt ich nawet nie polał sikawką. Pochodzili, pochodzili i poszli do domu… tak nie wygląda sytuacja rewolucyjna.

Czego się bardzo obawiam, to tego, że polscy, pożal się Boże, liberałowie przyjma pod naciskiem sytuacji politycznej język i treść polityki skrajnej prawicy, a nawet zgodzą się na państwowa dewocję i państwową klerykalizację. Tak jak polska lewica dała się wpuścić w krucjatę babilońską i misję cywilizacyjną na wschodzie Europy, podatek liniowy etc. Coraz bardziej mam bowiem wrażenie, że różnice, z którymi mamy do czynienia, są w istocie upozorowane i mieszczą się w logice społeczeństwa spektaklu. I że już napisany scenariusz przewiduje dla nas nieodmiennie rolę osła trojańskiego i cywilizatora kresów wschodnich. Widzę zresztą w społeczeństwie polskim jakąś spontaniczna dyspozycyjność do odegrania takiej roli.

Co do samych zaś kolonii i stosunku do nich… Przed pierwsza wojna światową spór o stosunek do kolonii toczył się także w europejskim ruchu robotniczym, socjalistycznym i przeważało stanowisko uznające kolonie za nieunikniony historycznie etap w cywilizowaniu dzikich peryferii świata. Nierównomierność rozwoju kapitalizmu światowego jest faktem i ma swoje konsekwencje. Pomysł budowania w Mongolii socjalizmu z ominięciem fazy kapitalizmu tez był tego przykładem.

Wolność liberalna jest ufundowana nie tylko na własności prywatnej, kapitalistycznej, ale także na własności siły roboczej wolnego pracownika najemnego, na grze tych dwóch sił w warunkach rynkowych. Dochodzi do tego jeszcze powszechna rola konsumenta. Wszystko to razem powołuje do istnienia raczej zróżnicowana strukturę, hierarchię wolności. Współczesne społeczeństwa Zachodu, z ich rozwiniętą redystrybucja dochodu narodowego, opieka zdrowotną, szkolnictwem etc., to nie tylko rezultat nacisku ruchu robotniczego, ale i uczenia się liberałów, że bezpieczeństwo socjalne, spokój społeczny i minimalizacja sfery wykluczenia sa współcześnie niezbędne dla reprodukcji wysokokwalifikowanej siły roboczej i stabilności całego systemu społecznego, dla jego rozwoju i siły w konfrontacji na rynku światowym. Gdyby jeszcze dało się namówić liberałów do zniesienia prawa dziedziczenia, to mielibyśmy prawie zrealizowana zasadę „każdemu według pracy”(śmiech)…ale na to nie dałaby się namówić żadna, nawet najbardziej rewolucyjna i najmniejsza partia w Polsce. Rewolucyjność, lewicowość w Polsce rzadko przekracza horyzont filantropii.

Wolność od swych narodzin uwikłana jest zatem w kapitalizm, jest jego warunkiem i częścią, jest jego ideologiczną obietnicą. Czy zgodziłby się Pan, z tezą, że nie ma wolności bez kapitalizmu (bo przecież wolność zakłada podmiot, a ten z kolei ufundowany jest na świętym prawie własności prywatnej, a zatem jego rewersem zawsze jest wywłaszczenie i wykluczenie) i czy z drugiej strony nie jest tak, że nie ma wyzwolenia bez wyjścia poza ekskluzywną wolność burżuazyjną?

Indywidualna własność siły roboczej pracowników najemnych i własność kapitału są podstawą kariery wolności w społeczeństwie kapitalistycznym. Ale też możemy aktualnie obserwować konstytuowanie się podmiotu konsumenckiego, który sprzęgnięty jest z wolnością konsumencką. Można przewidywać, że będzie ona miała charakter transformacyjny, nie graniczony tylko do kapitalizmu. Post-kapitalizm, socjalizm nie może być destrukcją rozwijanej w kapitalizmie podmiotowości, także tej konsumenckiej. Winien ją przerastać bogactwem i racjonalnością a także eliminacją bezsensów społeczeństwa kapitalistycznego. Dlatego zmianę nazwy z antyglobalistów na alterglobalistów powitałem z satysfakcją. Nie jestem zwolennikiem robienia z oświeceniowej idei postępu trupa. Historia nauczyła nas jednak czujności i podejrzliwości wobec wszystkiego co nowe. Ale jest teraz tak, że jeśli chcemy mieć czyste środowisko, to zazwyczaj musimy zbudować bardzo nowoczesna oczyszczalnię ścieków a nie zamknąć produkcję i wygenerować przy okazji bezrobocie.

Jak widać, ostatecznego wyzwolenia nie przewiduję. Wyrośnięcie ludzkości z kapitalizmu zapowiada inne kłopoty, i nie będzie im końca. Sprzeczności postkapitalizmu mogą też być okrutne i straszne. Przypomnijmy sobie jakie złudzenia towarzyszyły rewolucji francuskiej. W jej klimacie Immanuel Kant napisał „projekt wiecznego pokoju” a potem były wojny światowe i bomba atomowa. Zbyt często tradycję myśli socjalistycznej odczytuje się potocznie w kategoriach sformułowanych w tradycji chrześcijańskiej: przezwyciężenie kapitalizmu myli się z wejściem do raju, Engelsa myli się ze świętym Józefem…Podobno tuż po wojnie portret Engelsa na wsi polskiej był sprzedawany jako przedstawiający św. Józefa…

Powinno się raczej myśleć o eliminacji na świecie głodu, wojen, bezrobocia, zniszczenia środowiska naturalnego. Kapitalizm korporacyjny, globalny nie jest w stanie tego zrobić i jesteśmy świadkami organizowania się światowych sił społecznych i politycznych świadomych tego faktu.

Czy tytułową interpelację należy rozumieć jako mechanizm osadzania kategorii filozoficznej jaką jest wolność w topografii antagonistycznego uspołecznienia kapitalizmu? Czy też może, idąc tropem Kanta i Hegla należy ją widzieć jako niezbywalny element teoretyczno-praktycznej konstytucji wolności, jako interwencję konieczności, którą musimy sobie uświadomić aby naprawdę stać się wolnymi? Czy zatem możemy się uwolnić od ideologicznej interlpelacji, lub choćby tylko od określonych jej postaci historycznych. Innymi słowy gdzie szukać sił i antagonizmów pozwalających na przezwyciężenie zawsze tylko formalnej wolności ku realnemu wyzwoleniu?

Czym innym jest teoria a czym innym praktyka. To że wiem, iż działa prawo grawitacji nie umożliwia mi bezkarnego skakania z dachu wieżowca. Wiemy, że wolność jest interpelacją i musimy… interpelować, głosząc, że prawdziwa wolność to….. i tu wstawiamy ulubiony projekt społeczny. Takie są reguły gry konstytuowania podmiotu ideologicznego, politycznego, społecznego. W swych rozważaniach idę zresztą dalej formułując tezę, że być może interpelacja tego typu ma charakter nie tylko ideologiczny ale nawet niezbędny dla wszelkich procesów pedagogiki społecznej czy też wręcz reprodukcji społecznej.

Celem tej apelacji jest organizacja i instytucjonalizacja świadomości społecznej w celu uruchomienia społecznej praktyki zmiany. W Polsce, gdzie lewica popełniła wielce widowiskowe seppuku, ukonstytuowanie się lewicowej alternatywy społecznej w znaczącym wymiarze to orka na ugorze. Przecież u nas nawet podatek liniowy, płatne szkolnictwo czy wspieranie wojennych rozwiązań na arenie międzynarodowej potrafi uchodzić za politykę lewicy. Lewicowa apelacja w Polsce nie wie o co apelować…jest kompletnie zdezorientowana i nic dziwnego, że w tych warunkach ma skłonność do zamieniania się w „spółdzielnię” czy też dbanie o własny interes ekonomiczny. Świadomość społeczna jest zdemolowana i równie zdezorientowana. Całe szczęście, że jesteśmy w UE i, że - w pewnym sensie -europejska lewica trzyma jeszcze niebo nad nami…

Czy dziś możliwe jest przejście od wolności jako ideologicznej zasłony przyczyniającej się do wyparcia konieczności, ku wyzwoleniu, które zgodnie z maksymą Engelsa przywracać musi konieczności należne jej miejsce?

Pyta Pan o perspektywy zmiany tego stanu rzeczy w Polsce? Moim zdaniem to sprawa na lata. I nie chodzi tylko o lewicowe partie. Mam na myśli także destrukcję kulturalną przez niskich lotów kulturę masową. Kiedyś w radiu byli ‘Matysiakowie” i „ W Jezioranach”. Teraz ten standard króluje na dziesiątkach stacji telewizyjnych. Do rangi wydarzeń kulturalnych awansowały zabawy kolonijne: bieg z jajkiem na łyżce, przeciąganie liny, kolonijne dowcipy. Filmy ze „Schwarzenburgerem” uchodzą za „klasykę filmu”… Jednowymiarowe społeczeństwo ze skłonnością do cudów. Jean Baudrillard napisał o dzisiejszej Polsce, że jest to: „Nekrosocjalizm w uścisku z własnym trupem i trupem historii”. Jak ci Francuzi potrafią lapidarnie powiedzieć prawdę! Vive la France!

TRYBUNA 10-11 listopada 2005-11-11

Dodano dnia:3 października 2013

Niedawno opublikowane