André Breton

Manifest surrealizmu (II)

1924. . Ciąg dalszy

Tłum. Adam Ważyk

Zajmowałem się w tym czasie Freudem i byłem oswojony z jego metodą badawczą, którą miałem czasem okazję podczas wojny praktykować na chorych. Postanowiłem wydobyć z siebie to, co lekarze starają się wydobyć z tamtych, mianowicie monolog w możliwie najszybszym toku, na którym myśl krytyczna podmiotu nie może zaciążyć, nie hamowany w konsekwencji żadnymi oporami, monolog, który byłby dosłownie, o ile to możliwe, myśleniem na głos. Wydawało mi się i nadal mi się wydaje - świadczył o tym sposób, w jaki doszło do mnie zdanie o człowieku przeciętym przez okno - że szybkość myśli nie przewyższa tempa mowy i nie musi się kłócić z językiem ani z poruszającym się piórem. Mając to na uwadze, razem z Filipem Soupault, z którym się podzieliłem pierwszymi wnioskami, zaczęliśmy czernić papier z chwalebną pogardą tego, co mogło stąd wyniknąć pod względem literackim. Łatwość realizacji dokonała reszty. Pod koniec pierwszego dnia mogliśmy odczytać sobie pięćdziesiąt zapisanych w ten sposób stronic i zabrać się do porównywania osiągniętych wyników. W całości kartki Soupaulta i moje przedstawiały uderzającą analogię: te same grzechy konstrukcji, podobne pośliźnięcia, ale również z jednej i z drugiej strony - wrażenie niezwykłej werwy i dużo emocji, znaczny odsetek obrazów takiej jakości, że nie bylibyśmy zdolni żadnego z nich wypracować dłuższym wysiłkiem, malowniczość bardzo szczególna, i to z jednej, to z drugiej strony, jakaś ostra kpina. Wydawało mi się, że jedyne różnice, jakie dzielą nasze dwa teksty, wynikają głównie z różnicy usposobienia, Soupault jest żywszy ode mnie, jak również, jeśli daruje mi drobną uwagę krytyczną, z nieznacznego błędu, jaki popełnił umieszczając na niektórych stronach u góry, z pewnością dla mistyfikacji, złożone z kilku słów tytuliki. Muszę mu zarazem oddać sprawiedliwość, że się zawsze usilnie sprzeciwiał najdrobniejszym zmianom, najdrobniejszym poprawkom, kiedy uważałem, że jakiś ustęp źle wyszedł. I miał całkowitą rację. (10)) Bo rzeczywiście jest bardzo trudno określić właściwą wartość różnych elementów występujących razem, można nawet powiedzieć, że przy pierwszej lekturze w ogóle niepodobna tego określić. Dla was, piszących, te elementy są na wejrzenie równie obce, jak dla każdego innego i naturalnie wydają wam się podejrzane. Pod względem poetyckim odznaczają się nade wszystko wysokim stopniem absurdalności bezpośredniej; szczególna własność tej absurdalności przy bliższym wejrzeniu okazuje się czymś zupełnie dopuszczalnym i uzasadnionym: ujawnieniem pewnej liczby cech i faktów nie mniej obiektywnych niż inne.


Ku czci niedawno zmarłego Guillaume Apollinaire’a, który w wielu wypadkach, według naszej oceny, poddawał się podobnej zaprawie, choć nigdy nie chciał się dla niej wyrzec pospolitych sposobów literackich, Soupault i ja nazwaliśmy surrealizmem tę nowa metodę czystej wypowiedzi, jaką niezwłocznie podzieliliśmy się z naszymi przyjaciółmi. Myślę, że nie ma dziś po co deliberować nad tą nazwą i że znaczenie, jakie jej nadaliśmy, przeważyło nad znaczeniem Apollinaire’owskim. Niewątpliwie z większą jeszcze słusznością moglibyśmy wybrać nazwę supernaturalizm użyta przez Gerarda de Nerval w przedmowie do Córek ognia. (11) Rzeczywiście, wydaje się, że Nerval cudownie rozumiał uchwyconego przez nas ducha surrealizmu, gdy Apollinaire, przeciwnie, znał zaledwie literę, i to niedokładnie, nie pozostawił przy tym żadnej teoretycznej uwagi, przy której moglibyśmy się zatrzymać. Oto kilka zdań Nervala, które wydają mi się pod tym względem bardzo znamienne:

Cytat: "Chcę wyjaśnić, drogi panie Dumas, zjawisko, o którym pan wspomniał. Wie pan, że bywają tacy bajarze, co nie potrafią zmyślać bez utożsamiania się z przedmiotami swojej imaginacji. Pan pamięta, z jakim przekonaniem nasz stary przyjaciel Nodier opowiadał, jak podczas Rewolucji miał nieszczęście stracić głowę pod gilotyna; był o tym tak głęboko przeświadczony, że ludzie zastanawiali się, w jaki sposób przylepił ją sobie z powrotem.

...A skoro już pan niebacznie przytoczył jeden z sonetów ułożonych w tym stanie supernaturalistycznego marzenia, jak by to określili Niemcy, trzeba, aby pan posłuchał wszystkich sonetów. Znajdzie je pan na końcu zbiorku. Nie są ciemniejsze niż metafizyka Hegla i Zapiski dla pamięci Swedenborga, a wszelkie objaśnienie, gdyby w ogóle coś takiego było możliwe, odebrałoby im wiele uroku, więc niech mi pan przyzna choćby zasługę wysłowienia "... (12)

Tylko działając w złej wierze mógłby kto zakwestionować nasze prawo do używania nazwy "surrealizm" w szczególnym sensie, jaki temu słowu nadajemy, bo jasne jest, że przed nami to słowo nie było w obiegu. Wobec tego określam je tu raz na zawsze:

Surrealizm, rz. m. Czysty automatyzm psychiczny, który ma służyć do wyrażenia bądź w słowie, bądź w piśmie, bądź innym sposobem, rzeczywistego funkcjonowania myśli. Dyktowanie myśli wolne od wszelkiej kontroli umysłu, poza wszelkimi względami estetycznymi czy moralnymi.

Encykl. Filoz. Surrealizm opiera się na wierze w nadrzędną rzeczywistość pewnych form skojarzeniowych dotąd lekceważonych, we wszechpotęgę marzenia, w bezinteresowną grę myśli. Dąży do ostatecznego zniszczenia wszelkich innych mechanizmów psychicznych i zajęcia ich miejsca w rozwiązywaniu podstawowych zagadnień życia. Przedstawicielami surrealizmu absolutnego są np. Aragon, Baron, Boiffard, Breton, Carrive, Crevel, Delteil, Desnos, Eluard, Gerard, Limbour, Malkine, Morise, Nayille, Noll, Peret, Picon, Soupault, Yitrac.

Wydaje się, że na razie innych nie ma, i nie byłoby w tej sprawie wątpliwości, gdyby nie pasjonujący wypadek Izydora Ducasse, co do którego brak mi dostatecznych danych. Sądząc powierzchownie, z pewnością wielu bardzo poetów mogłoby uchodzić za surrealistów począwszy od Dantego i najlepszych chwil Szekspira. W rozmaity sposób usiłowałem dotrzeć do istoty czegoś, co przez nadmiar zaufania nazywamy geniuszem, i w ciągu tych prób nie natrafiłem na nic, co by ostatecznie można było przypisać jakiemuś innemu procesowi. Noce Younga są surrealistyczne od początku do końca; niestety, to ksiądz z nich przemawia, z pewnością nieudany, ale przecież ksiądz.

Swift jest surrealistą w zjadliwości.

Sade jest surrealistą w sadyzmie.

Chateaubriand jest surrealistą w egzotyce.

Constant jest surrealistą w polityce.

Hugo jest surrealistą, kiedy nie jest głupcem.

Desbordes-Yalmore jest surrealistką w miłości.

Bertrand jest surrealistą w przeszłości.

Rabbe jest surrealistą w śmierci.

Poe jest surrealistą w przygodzie.

Baudelaire jest surrealistą w moralności.

Rimbaud jest surrealistą w praktyce życiowej i gdzie indziej.

Mallarme jest surrealistą w zwierzeniach.

Jarry jest surrealistą w absyncie.

Nouveau jest surrealistą w pocałunku.

Saint-Pol-Ro’ux jest surrealistą w symbolach.

Fargue jest surrealistą w atmosferze.

Vache jest surrealistą we mnie.

Reverdy jest surrealistą u siebie.

Saint-John Perse jest surrealistą na odległość.

Roussel jest surrealistą w anegdocie.

Itd.

Podkreślam, że nie zawsze są surrealistami, bo u każdego z nich odróżniani pewną wiązkę z góry przyjętych idei, których się - w naiwności swojej! - ślepo trzymają. Trzymają się ich ślepo, bo nie usłyszeli głosu surrealistycznego, który się nie przestaje rozlegać w przeddzień śmierci i nie daje się zagłuszyć huraganom, bo nie chcieli zadowolić się orkiestrowaniem cudownej partytury. Były to zbyt harde instrumenty i dlatego nie zawsze wydawały dźwięk harmonijny. (13)


Ale my, którzy nie stosujemy żadnego wewnętrznego filtru i zgodziliśmy się być w naszym pisarstwie głuchymi naczyniami do zbierania wielorakich odgłosów, my, którzy wzięliśmy na siebie skromną rolę aparatów rejestrujących i nie wpatrujemy się w nasze zapisy jak w hipnozie, my służymy być może szlachetniejszej sprawie. W ten sposób uczciwie wyrzekamy się "talentu", który nam przyznają. Z takim samym powodzeniem możecie mi łaskawie mówić o talencie platynowego metra, lustra, drzwi i nieba.

Nie mamy talentu; zapytajcie Filipa Soupault, odpowie wam na to: Cytat: "Warsztaty modeli anatomicznych oraz tanie mieszkania zniszczą najwyższe miasta" .

A Roger Vitrac odpowie: Cytat: "Ledwo przywołałem marmur-admirała, ten się obrócił na pięcie jak koń stający dęba pod gwiazdą polarną i wskazał mi na płaszczyźnie swojego dwurogiego kapelusza okolicę, gdzie mam spędzić życie".

Paul Eluard odpowie: "Cytat: Opowiadam znaną historię, odczytuję słynny poemat: stoję oparty o ścianę, uszy mam zielone a wargi zwapniałe ".

Maks Morise odpowie: "Cytat: Niedźwiedź jaskiniowy i zaprzyjaźniona z nim czapla, pasztet z zająca i paszcza ziejąca, wielki kanclerz ze swoją kanclerzową, strach na wróble i kum jego wróbel, strzykawka ze swoją córką igłą, karawan i jego braciszek karnawał, stróż ze swoim monoklem, Missisipi z małym pieskiem, koral i jego rondel, cud i jego Pan Bóg muszą zniknąć z powierzchni morza."

A Józef Delteil: "Cytat: Niestety! Wierzę w niewinność ptaków. Wystarczy piórko, a konam ze śmiechu."

A Ludwik Aragon: "Cytat: W przerwie, kiedy się gracze zebrali wokół wazy z płonącym ponczem, zapytałem drzewa, czy ma jeszcze swoją czerwoną wstążkę legii honorowej."

A na koniec ja w odpowiedzi pozwoliłem sobie napisać wężowe, zbijające z tropu wiersze tej przedmowy.

Zapytajcie o to przede wszystkim Roberta Desnos, który może z nas wszystkich najbardziej się zbliżył do prawdy surrealistycznej i w utworach jeszcze nie wydanych (14), w trakcie swoich licznych doświadczeń, całkowicie spełnił nadzieje, jakie pokładałem w surrealizmie, a i wiele jeszcze rokuje na przyszłość. Dzisiaj Desnos, kiedy tylko zechce, mówi surrealistycznie. Słowo z cudowną sprawnością nadąża za myślą i otrzymujemy na każde zawołanie wspaniałą przemowę, która ginie, bo Desnos ma coś lepszego do roboty, niż ją zapisywać. Czyta w sobie jak w otwartej księdze i nie ruszy palcem, aby zatrzymać kartki ulatuj z wiatrem.


TAJEMNICE SZTUKI MAGICZNEJ SURREALIZMU

Surrealistyczne wypracowanie pisemne, czyli pierwszy i ostatni szkic

Obrawszy sobie miejsce jak najbardziej sprzyjające skupieniu ducha nad samym sobą, przygotuj przybory do pisania. Wprowadź się w stan bierny, odbiorczy, jak dalece stać cię na to będzie. Zapomnij o swoim talencie, o swoich zdolnościach, jak również o talencie innych osób. Powiedz sobie, że literatura jest jedną z najsmętniejszych dróg, które prowadzą do wszystkiego. Zacznij szybko pisać bez ustalonego tematu, tak szybko, aby nic nie zachować w pamięci i nie dopuścić do siebie pokusy odczytania tego, coś dotąd napisał. Pierwsze zdanie przyjdzie łatwo, prawdą jest bowiem, że w każdej sekundzie jest jakieś zdanie obce naszej myśli świadomej, domagające się ujawnienia. Dość trudno powiedzieć coś bliższego na temat następnego zdania; niewątpliwie to zdanie uczestniczy równocześnie w naszej działalności świadomej i w innej, jeśli się przyjmie, że fakt napisania pierwszego zdania jest w minimalnym stopniu percypowany. Co to cię zresztą obchodzi? Na tym głównie polega znaczenie gry surrealistycznej. W każdym razie przestankowanie z pewnością nie sprzyja absolutnej płynności toku, choć wydaje się równie konieczne, jak rozkład węzłów akustycznych na drgającej strunie. Ciągnij dalej, jak długo zechcesz. Zdaj się na niewyczerpane źródło podszeptu. Jeśli grozi ci najście milczenia, następstwo choćby drobnego błędu, można by powiedzieć - błędu nieuwagi, urwij bez wahania zbyt jasną linijkę. Po słowie, którego obecność wydaje ci się podejrzana, połóż jakąkolwiek literę, niech to będzie litera l, na wszelki wypadek l, wprowadź dowolność, traktując to jako pierwszą literę następnego słowa.

Aby sie nie nudzić w towarzystwie

To bardzo trudne. Nie zwracaj na nikogo uwagi i czasem, choć nic cię do tego nie zmusza, przerwij działalność surrealistyczną i skrzyżuj ręce na piersi mówiącCytat: :"To wszystko jedno, można robić albo nie robić czegoś lepszego. Życie i tak nie ma znaczenia. O, święta naiwności, to, co się dzieje we mnie, jest tak samo nieznośn!", albo jakiś inny wstrząsający banał.

Aby wygłaszać przemówienia

Wystaw swoje nazwisko na liście wyborczej w pierwszym lepszym kraju, który przystąpi do tego rodzaju akcji. Każdy ma w sobie zadatki na mówcę: barwne tkaniny, paciorki słów. Dzięki surrealizmowi wykaże dowodnie całe ubóstwo rozpaczy. Któregoś wieczoru na estradzie sam porozdziela niedźwiedzią skórę wieczystego nieba. Tyle złoży obietnic, że dotrzymanie ich choćby w drobnej części wywołałoby popłoch. Nada żądaniom całego narodu charakter cząstkowy i niepoważny. Doprowadzi do tego, że nieubłagani przeciwnicy połączą się w skrytym pragnieniu, które przekroczy słupy graniczne. A dopnie tego wszystkiego, dając się unieść lawinie słów rozpływających się w litości i grzmiących nienawiścią. Niedostępny dla słabości, będzie na pewniaka wygrywał wszystkie słabości. Zostanie rzeczywiście wybrany i najłagodniejsze kobiety będą się natarczywie ubiegały o jego względy.


Aby pisać niby-powieści

Kimkolwiek jesteś, jeżeli serce tak ci dyktuje, to spalisz kilka listków laurowych i nie podsycając tego wątłego ognia zaczniesz pisać powieść. Surrealizm ci to ułatwi; wystarczy nastawić strzałkę "trwałego piękna" na "akcję", a gra się potoczy. Oto postaci na oko dość nieskładne; imiona ich w twoim pisarstwie są kwestią dużej litery i będą się wobec czasowników w formie czynnej zachowywały z taką samą swobodą, jak zaimek zwrotny "się" wobec takich słów jak "zdarza", "błyska", "zdaje" itp. Będą nimi rządziły, aby tak powiedzieć, i tam, gdzie na nic ci się nie przydadzą obserwacja, refleksja, zdolność do uogólnienia, bądź pewien, że ci użyczą tysiąca intencji, których nie miałeś. I tym sposobem obdarzone niewielką liczbą cech fizycznych i moralnych te istoty, które w gruncie rzeczy tak mało mają tobie do zawdzięczenia, nie będą się odchylały od pewnej linii postępowania, o którą możesz się nie troszczyć. Wyniknie stąd intryga, na wejrzenie bardziej lub mniej zgrabna, uzasadniająca punkt po punkcie to wzruszające lub budujące zakończenie, o które wcale nie dbałeś. Twoja niby-powieść będzie nad podziw udawała prawdziwą powieść; będziesz miał pieniądze i będziesz uchodził za człowieka, który ma coś do powiedzenia, "ma coś w bebechach", bo też w gruncie rzeczy tam się owo coś mieści.

Rozumie się, że w analogiczny sposób, pod warunkiem, że zapomnisz, o czym ci wiadomo, będziesz mógł z powodzeniem uprawiać niby-krytykę.

Aby się spodobać kobiecie przechodzącej ulicą

. . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . .

Przeciwko śmierci

Surrealizm ułatwi ci dostęp do śmierci, która jest tajnym stowarzyszeniem. Wciągnie na twoją dłoń rękawiczkę wciskając w nią głębokie M, od którego zaczyna się słowo Memoria - Pamięć. Nie zapomnij sporządzić testamentu z odpowiednimi zapisami: dla siebie proszę, aby mnie zawieziono na cmentarz w ciężarówce do transportu mebli. Niech moi przyjaciele zniszczą wszystkie egzemplarze Rozprawy o odrobinie rzeczywistości.

Język jest dany człowiekowi na to, aby robić z niego użytek surrealistyczny. O tyle, o ile musi być zrozumiany przez innych, człowiek potrafi się jako tako porozumieć z nimi i tym sposobem zapewnić sobie zaspokojenie kilku najprostszych potrzeb. Mówić czy napisać list, nie przedstawia to dla niego poważniejszej trudności, pod warunkiem, że nie postawi sobie przy tym jakichś nieprzeciętnych celów, to znaczy, że ograniczy się do samej komunikacji z kim innym (dla przyjemności komunikacji). Nie troszczy się o słowo, które wypowie za chwilę, ani o następne zdanie. Na jakieś bardzo proste pytanie potrafi odpowiedzieć z miejsca. Jeśli nie ma tików nabytych w obcowaniu z innymi, może się spontanicznie wypowiedzieć na pewną niewielką ilość tematów; nie musi przy tym "siedem razy obrócić językiem" ani układać sobie z góry, co ma powiedzieć. Kto w niego potrafił wmówić, że ta zdolność do improwizacji nie nadaje się do niczego z chwilą, kiedy tylko spróbuje nawiązać bardziej delikatne stosunki? Nie powinien sobie odmawiać mówienia o wszystkim, rozpisywania się na wszelkie tematy. Wsłuchiwać się w swoje słowa, odczytywać siebie - w skutkach oznacza zawieszenie ukrytej, wspaniałej pomocy. Nie zależy mi na tym, aby natychmiast siebie zrozumieć (ba, zawsze będzie na to czas!). Jeśli takie czy inne moje zdanie sprawia mi chwilowo drobny zawód, zdaję się na zdanie następne, aby okupić uchybienia, wystrzegam się natomiast nawrotów i przeróbek. Bo tylko utrata rozpędu, choćby nie wiem jak mała, może mnie zgubić. Następujące po sobie słowa i grupy słów są powiązane między sobą wielką solidarnością. Nie moja to rzecz wyróżniać jedne na niekorzyść drugich. Powinien nastąpić cud wyrównania - i następuje.

Nie dość, że ta nie okrojona mowa, którą chciałbym stosować zawsze i wszędzie, która nadaje się, jak sądzę, do wszelkich okoliczności życia, nie dość, że ta mowa nie zuboża moich środków, ale użycza mi niezwykłej jasności, i to w dziedzinie, gdzie się tego najmniej spodziewałem. Pozwolę sobie powiedzieć, że mnie czegoś uczy, zdarzyło mi się bowiem nieraz używać surrealistycznie słów, których sensu nie pamiętałem. Po sprawdzeniu okazywało się, że użyłem ich w sensie odpowiadającym ściśle ich definicji. Można by na tej podstawie przypuścić, że nie "dowiadujemy się", ale zawsze "dowiadujemy się powtórnie". W ten sposób oswoiłem się z wieloma bardzo udanymi zwrotami. Nie mówię już o poetyckiej świadomości przedmiotów, którą mogłem uzyskać jedynie dzięki tysiąckrotnie powtarzanemu nawiązywaniu duchowej z nimi łączności.


Formy mowy surrealistycznej najlepiej nadają się do dialogu. Tu następuje zderzenie myśli; jedna się ujawnia, druga się nią zajmuje, ale w jaki sposób? Przypuścić, że się w nią wciela, znaczyłoby tyle, co założyć, że przez jakiś czas mogła cała żyć tamtą myślą, co jest mocno nieprawdopodobne. I w istocie uwaga, jakiej udziela tamtej myśli, jest bardzo powierzchowna; ma zaledwie czas na to, aby ją uznać albo odrzucić, przeważnie odrzucić z wszelkimi względami, do jakich człowiek jest zdolny. Ten sposób wymiany językowej nie pozwala zresztą dotrzeć do jądra tematu. Moja uwaga, wystawiona na jakieś nagabywanie, którego nie może odeprzeć, jak należy, traktuje myśl przeciwną jako wroga; w rozmowie codziennej "chwyta" ją prawie zawsze za słowa, za zwroty, którymi się posłużyła; daje mi to możność zniekształcić ją, aby skorzystać z tego w replice. Jest to tak dalece prawdziwe, że w patologicznych stanach umysłu, kiedy zaburzenia zmysłowe opanowują całą przytomność chorego, ten odpowiadając na pytania podchwytuje po prostu ostatnie posłyszane słowo albo też ostatni człon surrealistycznego zdania, którego ślad znajduje w umyśle:

- Ile masz lat? - Lat. (Echolalia.)

- Jak się nazywasz? - Czterdzieści pięć domów. (Objaw Gansera, czyli odpowiedź skręcona.)

Nie ma rozmowy, w której by ten nieporządek nie dawał znać o sobie. Staramy się to ukryć chwilowo, przywołując do pomocy nasz instynkt towarzyski i wielkie obycie. Podobnie dużą wadą książek jest to, że bezustannie wpadają w konflikt z umysłem najlepszych swoich czytelników, chcę przez to powiedzieć - czytelników najbardziej wymagających. Zresztą w tym krótkim dialogu, który zaimprowizowałem powyżej między lekarzem a obłąkanym, przewagę ma ten drugi. Bo przecież on narzuca swoje odpowiedzi uwadze lekarza, który go bada, i przecież nie on zadaje pytania. Czy to znaczy, że jego myśl jest w tej chwili silniejsza? Być może. Wolno mu nie znać swojego imienia i wieku.

Surrealizm poetycki, któremu poświęcam to studium, dotychczas miał na celu przywrócić całkowitą prawdziwość dialogu, zwalniając obu rozmówców z obowiązków uprzejmości. Każdy z nich po prostu prowadzi swój monolog nie starając się czerpać z tego szczególnej przyjemności dialektycznej i nie narzucając go w żadnej mierze swojemu rozmówcy. Wygłaszane słowa, w najwyższym stopniu uwolnione od zwykłego przeznaczenia, nie mają, jak to zwykle bywa, rozwijać jakiejkolwiek, choćby nie wiem jak błahej tezy. Co do odpowiedzi, jaką wywołują, to w zasadzie ta odpowiedź w niczym nie dotyka miłości własnej przedmówcy. Słowa i obrazy stanowią dla słuchającego po prostu trampolinę myśli. Tak należy rozumieć zamieszczone w Polach magnetycznych, pierwszej ściśle surrealistycznej książce, zapisy zebrane pod tytułem Bariery, w których Soupault i ja występujemy jako bezstronni rozmówcy.

Ci, którzy się poświęcają surrealizmowi, nie mogą go porzucić, kiedy im się podoba. Wszystko wskazuje na to, że surrealizm działa jak narkotyk; podobnie jak narkotyk stwarza pewien stan łaknienia i może pchnąć człowieka do straszliwych wybuchów. Jest to wreszcie, jak kto woli, raj całkiem sztuczny, i upodobanie do niego, tak samo jak inne podobne upodobania, wywodzi się z publicystyki Baudelaire’a. Toteż analiza tajemniczych efektów i szczególnych rozkoszy, jakie nieraz rodzi - pod wieloma względami surrealizm jest nowym nałogiem, który nie może stanowić przywileju kilku ludzi; potrafi jak haszysz zadowolić różne gusty - taka analiza powinna znaleźć się w tym studium.


1. Z obrazami surrealistycznymi dzieje się tak samo, jak z obrazami wytwarzanymi przez opium, człowiek ich nie przywołuje, ale "same się nasuwają spontanicznie, narzucają się przemocą. Nie może się ich pozbyć, bo wola jest bezsilna, i nie panuje już nad władzami umysłu". (15) Pozostaje do wyjaśnienia, czy kiedykolwiek "przywoływano" obrazy. Jeśli weźmiemy pod uwagę wspomnianą przeze mnie definicję Reverdy’ego, to wydaje się niepodobieństwem, aby zbliżenie tego, co nazywa "dwoma oddalonymi od siebie elementami rzeczywistości" mogło nastąpić z czyjejś woli. Zbliżenie następuje albo nie następuje, to wszystko. Osobiście jestem kategorycznie przekonany, że takie obrazy Reverdy’ego jak:

W potoku płynie piosenka

albo

Dzień się rozwinął jak biały obrus

albo

Świat powraca do worka

- nie są w najmniejszym stopniu dziełem premedytacji. Moim zdaniem twierdzenie, że "umysł chwycił związek" między dwoma ujawnionymi elementami rzeczywistości, jest błędne. Przede wszystkim nic nie uchwycił świadomie. To z bezinteresownego w pewnym sensie zbliżenia dwóch składników trysnęło swoiste światło, światło obrazu, na które okazujemy się bezmiernie wyczuleni. Wartość obrazu zależy od piękności otrzymanej iskry; jak z tego wynika, jest ona funkcją różnicy potencjałów między dwoma konduktorami. Jeżeli się ta różnica ledwie zaznacza, jak w porównaniach, to nie ma iskry.(16) Otóż na mój rozum nie jest w mocy człowieka przeprowadzić zbliżenie dwóch oddalonych od siebie elementów rzeczywistości. Sprzeciwia się temu zasada asocjacji myśli. Albo też należałoby wrócić do sztuki eliptycznej, którą Reverdy, tak samo, jak ja, odrzuca. Musimy więc przyjąć, że umysł nie wyprowadza jednego składnika obrazu z drugiego z zamiarem wywołania iskry, że są one równoczesnymi produktami działalności, którą nazywam surrealistyczną, w której rola rozumu ogranicza się do stwierdzenia i oceny zjawiska świetlnego.

I tak samo, jak iskra jest znacznie dłuższa, jeżeli powstaje w rozrzedzonym gazie, atmosfera surrealistyczna wytworzona dzięki zapisowi automatycznemu, który staram się udostępnić każdemu, szczególnie sprzyja produkcji najpiękniejszych obrazów poetyckich. Można by nawet powiedzieć, że w tym zawrotnym pędzie obrazy występują jako jedyne proporczyki wiodące za sobą umysł, toteż umysł powoli zaczyna wierzyć w ich nadrzędną realność. Z początku im tylko ulega, ale wkrótce się okazuje, że wzmagają jego inteligencję ł ogromnie poszerzają jego wiedzę. Ogarnia świadomością bezkresne przestrzenie, gdzie objawiają się jego pragnienia, gdzie za i przeciw redukują się bezustannie, gdzie mroki nie są zdradliwe. Daje się unosić tym obrazom, które go czarują, które zostawiają mu zaledwie czas, aby podmuchać na płomień marznących palców. To najpiękniejsza noc, noc błyskawic: przy niej dzień jest nocą.

Niezliczone typy obrazów surrealistycznych wymagałyby klasyfikacji, o którą na razie nie będę się kusił. Podział na grupy według szczególnego pokrewieństwa wciągnąłby mnie w zawiłe rozważania; chcę pokrótce scharakteryzować ich wspólną właściwość. Nie ukrywam, że dla mnie najsilniejszy jest obraz, który przedstawia najwyższy stopień dowolności, który trzeba najdłużej tłumaczyć na język praktyczny, bądź dlatego że zawiera potężną dawkę pozornych sprzeczności, bądź że jeden z dwóch składników jest jakoś dziwnie zamaskowany, bądź że zapowiadając się sensacyjnie obraz jak gdyby słabnie w zakończeniu (gwałtownie zwiera kąt magnetyczny kompasu), bądź że sam przez się znajduje jakieś niepoważnie uzasadnienie formalne, bądź że należy do rzędu halucynacji, bądź że z wielką naturalnością nakłada na abstrakcję maskę konkretu, albo na odwrót, że pociąga za sobą negację jakiejś elementarnej własności fizycznej, bądź że wywołuje śmiech. Oto parę przykładów w odpowiedniej kolejności:

Rubin szampana. Lautreamont.

Piękny jak prawo zatrzymania rozwoju klatki piersiowej u dorosłych, których skłonność do wzrostu nie zależy od ilości przyswajanych przez organizm molekuł. Lautreamont.

Kościół się wznosił błyszczący jak dzwon. Filip Soupault.

Naszej Rrose Selavy się wymarzył studzienny karzeł, który wyskoczył, by placek pszenny zjeść sobie w nocy. Robert Desnos.

Na moście kołysze się rosa o główce kocicy. Breton.

Nieco na lewo na moim domyślnym firmamencie dostrzegam - ale to pewno była kurzawa krwi i mordu - zmatowiały blask zakłócanej wolności. Aragon.

W podpalonym lesie Lwy były chłodne. Roger Vitrac.

Kobieta nie musi mieć koniecznie pończoch w kolorze swoich oczu, co też skłoniło pewnego filozofa, którego nie warto wymieniać, do powiedzenia:Cytat: "Głowonogi mają więcej powodów, by nienawidzić postępu niż czworonogi". Maks Morise.


1. Czy się to komu podoba czy nie, jest przecież czym zaspokoić różne wymagania umysłu. Wszystkie te obrazy świadczą, że umysł dojrzał do czegoś innego, niż do sentymentalnych przyjemności, jakie mu się na ogół sprawia. To jedyny zresztą sposób obrócenia na jego korzyść idealnego zasobu zdarzeń, które w sobie dźwiga. (17) Te obrazy dają mu poznać, do jakich rozmiarów dochodzi jego codzienne marnotrawstwo i wynikające stąd szkody. Nie jest to złe, że go ostatecznie rozstrajają, bo rozstroić umysł, to znaczy sprowadzić go z prostej drogi. Zacytowane zdania bardzo się do tego nadają. Ale umysł, który w nich zasmakował, czerpie stąd pewność, że znalazł się na właściwej drodze; nigdy nie będzie siebie oskarżał o igranie słowami; nie ma się czego lękać, bo przecież czuje się na siłach ogarnąć sobą wszystko.

2. Umysł zanurzony w surrealizmie przeżywa w uniesieniu najlepszą część swojego dzieciństwa. Przypomina to po trosze jasność, z jaką człowiek tonący przebiega w ciągu niespełna minuty wszystko, co w jego życiu było nie do ujarzmienia. Powie mi kto, że to niezbyt zachęcające. Ale nie zależy mi na zachęcaniu tych, którzy mi to powiedzą. Ze wspomnień dzieciństwa i kilku innych wspomnień wywiązuje się poczucie, że coś się wymknęło z rąk, i w konsekwencji poczucie wykolejenia, które uważam za najpłodniejsze, jakie tylko można sobie wyobrazić. Być może dzieciństwo najbardziej zbliża się do "prawdziwego życia"**; dzieciństwo, poza którym człowiekowi pozostaje już tylko prawo swobodnego poruszania się, no i kilka bezpłatnych wejściówek; dzieciństwo, w którym się wszystko jednak składało na to, aby skutecznie i bez ryzyka być panem siebie. Wydaje się, że surrealizm przywraca tę szansę. To tak jakby się jeszcze ciągle szukało zbawienia albo zguby. W mroku się czai bezcenna groza. Chwała Bogu, to jeszcze tylko Czyściec. Trzęsąc się ze strachu przechodzimy przez coś, co okultyści nazywają niebezpiecznymi krajobrazami. Każdym stąpnięciem budzę czyhające potwory; nie mają jeszcze wyraźnie złych zamiarów wobec mojej osoby i nie jestem jeszcze zgubiony, skoro się ich boję. Oto "słonie o kobiecych głowach i latające lwy", które Soupault i ja niedawno baliśmy się spotkać, oto "rozpuszczalna ryba", która mnie jeszcze trochę przeraża. Rozpuszczalna ryba, czy to nie ja jestem rozpuszczalną rybą, urodziłem się pod znakiem Ryb, a człowiek jest rozpuszczalny w swojej myśli! Fauna i flora surrealizmu są wstydliwe.

3. Nie obawiam się, żeby w bliskiej przyszłości powstał szablon surrealistyczny. Cechy wspólne wszystkim tego rodzaju tekstom, między innymi tym, które tu zasygnalizowałem, jak również wielu innym, cechy, które możemy wyłuskać tylko ścisłą analizą logiczną i językową, nie sprzeciwiają się pewnej ewolucji prozy surrealistycznej, jaka może nastąpić z czasem. Po bardzo wielu próbach, które od pięciu lat podejmowałem w tym kierunku i które skłonny jestem oceniać na ogół jako skrajnie chaotyczne, opowiastki zamieszczone na dalszym miejscu w tym tomie dostarczają mi na to wymownego świadectwa.***


Nie sądzę, iżby z tego powodu zyskiwały albo traciły w oczach czytelnika, jeśli idzie o skuteczny wkład surrealizmu do jego świadomości.

Środki surrealistyczne wymagają zresztą rozszerzenia. Każdy środek jest dobry, byleby tylko wydobył z pewnych skojarzeń pożądaną gwałtowność. Kolaże Picassa i Braque’a mają taką samą wartość jak wtrącanie komunału do okresu literackiego utrzymanego w bardzo czystym stylu. Można nawet nazwać poematem coś, co otrzymujemy gromadząc najbardziej dowolnie (za pozwoleniem uszanujmy składnię) tytuły i fragmenty tytułów wycięte z gazet:

POEMAT

Wybuch śmiechu

szafiru na wyspie Cejlon

Najpiękniejsze kapelusze słomkowe MAJĄ ZWARZONĄ CERĘ POD KLUCZem

na odosobnionym folwarku Z KAŻDYM DNIem pogarsza się to co przyjemne

Droga dla pojazdów prowadzi cię na skraj niewiadomego kawiarnia przemawia w swoim interesie CODZIENNY TWÓRCA TWOJEJ URODY

PANI! para jedwabnych pończoch nie jest to PANI! para jedwabnych pończoch nie jest to

Skok w próżnię JELEŃ

Najważniejsza jest miłość Wszystko mogło się dobrze ułożyć PARYŻ TO DUŻA WIEŚ

Uważajcie na Tlejący ogień W MODŁACH O dobrą pogodę

Wiedzcie że Promienie ultra-fioletowe wykonały swoje zadanie krótka a dobrze

PIERWSZY NIEZAPISANY DZIENNIK PRZYPADKU Czerwone będzie

Wędrowny śpiewak GDZIE GO SZUKAĆ? w pamięci w domu NA BALU ŻARLIWYCH

Robię tańcząc To, co zrobiono, to, co ma być zrobione

I można by mnożyć przykłady. Teatr, filozofia, wiedza, krytyka artystyczna miałyby okazję znaleźć ’ się w ich zasięgu. Spieszę dorzucić, że nie interesują mnie przyszłe techniki surrealistyczne.


Z drugiej strony, jak to już zaznaczałem w dostatecznej mierze, przywiązuję wagę do zastosowania surrealizmu w praktyce. (18) Nie wierzę co prawda w proroczą wartość surrealistycznego słowa. "To, co mówię, jest wyrocznią."(19) No tak, o tyle o ile zechcę, ale czym jest właściwie wyrocznia? (20) Nabożna wiara ludzka nie wprowadzi mnie w błąd. Głos surrealistyczny, który wstrząsał Sybillą Kumańską, Dodaną i Delfami, jest tym samym głosem, który dziś mi dyktuje bezgniewne wypowiedzi. Mój czas nie może być jego czasem; czemuż by miał mi pomagać w rozwiązywaniu dziecinnych zagadnień mojego losu? Na nieszczęście udaję, że żyję w świecie, gdzie chcąc zrozumieć jego sugestie, muszę w tym celu przejść przez ręce dwóch rodzajów tłumaczy, jedni wyłożą mi jego sentencje, drudzy, których niepodobna znaleźć, narzucą moim bliźnim mój sposób rozumienia. Ten świat, w którym doświadczam tego, czego doświadczam (nie próbujcie sobie tego wyobrazić), ten świat nowoczesny, co wreszcie, u licha, mam z tym światem zrobić? Głos surrealistyczny być może zamilknie; nie mogę się doliczyć, ile razy już schodziłem ze sceny. Nie będę się już zagłębiał, cokolwiek się stanie, w cudowny obrachunek moich lat i dni. Będę jak Niżyński, którego zaprowadzono w zeszłym roku na rosyjski balet, a który nie rozumiał, co to za spektakl. Będę samotny, samiuteńki w sobie, obojętny na wszystkie balety świata. To, co zrobiłem, to, czego nie zrobiłem, wszystko wam oddaję. Dlatego mam wielką ochotę pobłażliwie oceniać mrzonki naukowe, które w ostatecznym rachunku i pod każdym względem mają w sobie coś nieprzyzwoitego. Telegraf bez drutu? Doskonale. Syfilis? Proszę bardzo. Fotografia? Nie widzę przeszkód. Kino? Niech żyją ciemne sale. Wojna? Aleśmy się uśmiali. Telefon? Hallo, tak, to ja. Odmładzanie? Czarujące siwe włosy. Każcie mi podziękować: "Dziękuję". Dziękuję... Jeżeli zwykli ludzie ogromnie szanują to, co mówiąc po prostu, należy do poszukiwań laboratoryjnych, to dlatego, że wypuszczono na rynek jakąś maszynę, odkryto jakąś szczepionkę, stało się coś, w czym są bezpośrednio zainteresowani. Nie wątpią, że chciano poprawić ich los. Nie wiem dokładnie, jakie humanitarne dążenia składają się na ideał uczonych, ale nie wydaje mi się, aby stanowiło to wielki kapitał dobroci. Mówię, oczywiście, o prawdziwych uczonych, a nie o tych, co zajmują się wszelkiego rodzaju popularyzacją i zdobywają patenty. Tak samo w tej dziedzinie, jak w innej, wierzę w czystą radość surrealistyczną człowieka, który zdając sobie sprawę z kolejnych niepowodzeń swoich poprzedników, nie uważa się za pokonanego, wychodzi, skąd chce, i drogą jak najdalsza od drogi rozsądnej dochodzi, dokąd może. Wyznaję, że taki czy inny opis, którym będzie uważał za stosowne znaczyć swoją drogę, zdobywając tym może jakieś szerokie uznanie, sam przez się jest mi zupełnie obojętny. Materiały, o które musi się kłopotać, także nie mogą mnie zmylić: on ma szklane probówki, ja - metalowe pióra... Co do jego metody, to nie oceniam jej wyżej od swojej. Widziałem przy pracy odkrywcę skórnego odruchu stopy; bez przerwy manipulował przy pacjentach, było to zupełnie co innego niż zwykłe "badanie", było jasne, że nie kieruje się już żadnym planem. Od czasu do czasu formułował jakąś uwagę, jakby z daleka, nie odkładając przy tym swojej igły, a tymczasem jego młotek posuwał się dalej. Leczenie chorych, to mało ważne zadanie, pozostawiał komu innemu. Cały był rozpalony świętą gorączką.

Surrealizm, taki, jak go rozumiem, nie pozostawia wątpliwości co do naszego bezwzględnego nonkonformizmu, nie może więc być mowy o powołaniu go na świadka obrony w procesie wytoczonym realnemu światu. Przeciwnie, surrealizm będzie uzasadniał stan całkowitego roztargnienia, jaki mamy zamiar osiągnąć na tym świecie. Roztargnienie na punkcie kobiety u Kanta, na punkcie "winogron" u Pasteura, na punkcie wozów u Piotra Curie są to fakty głęboko symptomatyczne. Pod żadnym prawie względem świat nie jest na miarę naszych myśli, a zdarzenia tego rodzaju są to, jak dotąd, najwybitniejsze epizody wojny o niepodległość, w jakiej mam zaszczyt brać udział. Surrealizm jest "niewidzialnym światłem", które da nam któregoś dnia zwycięstwo nad przeciwnikami. "Już nie drżysz, o, ścierwo." Tego lata róże są błękitne; lasy są ze szkła. Ziemia udrapowana w swoją zieleń robi na mnie równie małe wrażenie jak upiór. Żyć albo nie żyć to rozwiązania urojone. Istnienie jest gdzie indziej.

André Breton


Przypisy(c.d.):

(10) Coraz bardziej wierzę w nieomylność swojej myśli w odniesieniu do mnie, a to się sprawdza aż nazbyt często. Jednakże w tym zapisie myślenia, który może być zakłócony przez pierwszy lepszy czynnik zewnętrzny, może się wytworzyć "piana". Nie trzeba tego ukrywać. Myśl jest z natury silna i nie może się sama uwikłać. Te oczywiste słabości trzeba zapisać na rachunek zewnętrznych sugestii.

(11) Jak również przez Tomasza Carlyle’a w dziele Sartor Resartus (Rozdział VIII: Supernaturalizm naturalny), 1833-34.

(12) Por. także "ideorealizm" proponowany przez Saint-Pol-Roux.

(13) Mógłbym powiedzieć to sarno c kilku filozofach i kilku malarzach, Wśród malarzy będą to choćby - z dawniejszych - Uccello, w nowszych czasach - Seurat, Gustaw Moreau, Matisse (na przykład w "Muzyce"), Derain, Picasso (znacznie od innych czystszy), Braque, Duchamp, Picabia, Chirico (przez długi czas wspaniały), Klee, Man Ray, Max Ernst i bardzo nam bliski Andre Masson.

(14) Nouvelles Hebrides, Desordre formel, Deuil pour deuil.

(15) Baudelaire.

(16) Por. obraz u Jules Kenarda.

(17) Nie zapominajmy, że według określenia Novalisa, "istnieją serie zdarzeń, które biegną równolegle ze zdarzeniami realnymi. Na ogół ludzie i okoliczności modyfikują idealny przebieg wydarzeń, stąd też wydaje się on niedoskonały. Tak właśnie było z Reformacją; zamiast protestantyzmu otrzymaliśmy luteranizm".

(18) Mimo pewnych zastrzeżeń, które pozwalam sobie zgłosić co do odpowiedzialności w ogóle i co do rozumowania medyczno-prawnego, na którym się opiera podział odpowiedzialności osobniczej na stopnie: odpowiedzialność całkowita, brak odpowiedzialności, odpowiedzialność ograniczona (sic), mimo że trudno mi uznać zasadę czyjejkolwiek winy, chciałbym wiedzieć, jak będą sądzone pierwsze wykroczenia, których charakter surrealistyczny nie będzie mógł budzić wątpliwości. Czy delikwent będzie uniewinniony, czy będzie korzystał tylko z okoliczności łagodzących? Wielka szkoda, że nie ściga się już nikogo za przestępstwa prasowe, bo niezadługo mielibyśmy następujący proces: oskarżony ogłosił książkę, która obraża moralność publiczną; na skutek skargi kilku "nader czcigodnych" obywateli odpowiada również za zniesławienie; zebrano przeciw niemu również inne ciężkie zarzuty, jako to obraza armii, zachęcanie do morderstwa, do gwałtu itd. Zresztą sam oskarżony bez wahania "piętnuje" zgodnie z aktem oskarżenia większość wypowiedzianych idei. Na swoją obronę oświadcza tylko tyle, że nie uważa siebie za autora swojej książki, którą trzeba traktować wyłącznie jako produkt surrealistyczny, wykluczając przez to wszelką kwestię zasługi czy winy tego, kto ją podpisał, że ograniczył się tylko do skopiowania pewnego dokumentu, nie wyrażając swojej zgody, i że ma równie mało wspólnego z inkryminowanym tekstem, co Przewodniczący Trybunału. To, co jest prawdziwe w odniesieniu do wydanej książki, stanie się prawdziwe w odniesieniu do wielu innych aktów, z chwilą kiedy metody surrealistyczne zdobędą sobie pewne uznanie. Trzeba więc będzie, aby nowa moralność zastąpiła obecną, która jest przyczyną naszych wszystkich nieszczęść.

(19) Rimbaud.

(20) A jednak, a jednak... Wyprowadźmy sprawę na czysto. Dzisiaj 8 czerwca 1924 około godziny pierwszej jakiś glos mi szeptał: "Bethune, Bethune". Co to ma oznaczać? Nie znam Bethune i mam bardzo słabe pojęcie o położeniu tego punktu na mapie Francji; Bethune nic mi nie przywodzi na pamięć, nawet sceny z Trzech muszkieterów. Trzeba mi było pojechać do Bethune, gdzie może coś mnie czekało; co prawda, byłoby to zbyt proste. Opowiadano mi, że w pewnej książce Chestertona detektyw poszukujący kogoś w mieście nie robi nic innego, tylko obchodzi od piwnic do strychów domy, których fasady uderzają go jakimś niezwykłym szczegółem. Metoda nie gorsza od innych.

Podobnie w 1919 Soupault zachodził do różnych okropnych kamienic i pytał dozorczyni, czy tutaj mieszka Filip Soupault. Myślę, że odpowiedź twierdząca wcale by go nie zdziwiła. Byłby poszedł zastukać do drzwi.

** Aluzja do zdania z Sezonu w piekle Rimbauda: "Prawdziwe życie jest nieobecne, nie ma nas na świecie" (przyp. tłum.)

*** Manifest surrealizmu był ogłoszony łącznie z Rozpuszczalną rybą (przyp. tłum.)

Dodano dnia:26 lipca 2005

Niedawno opublikowane